haen1950
23.02.07, 19:33
Trzy muzy grają w duszy Kaczyńskich: strach, podejrzliwość i zemsta. Trzecia
jest podobno rozkoszą bogów. Grają na przemian i wszystkie razem, zależnie od
publiczności.
Wszyscy zachodzą w głowę, jakie to konstytucyjne problemy tak dokładnie
skłóciły Dorna i Kaczyńskiego? Będę osamotniony i oryginalny - chodzi o
dążenie Kaczyńskiego do konfrontacji, chciał wykorzystać natychmiast pretekst
błędu Hanki Gronkiewicz i zmusić Dorna do wprowadzenia komisarza. Ludwik
odmówił i sprawa zaczeła się sypać. Działo się 22 stycznia, dyżurne pisiorki
ze sztabu Bielana i Kamińskiego wyły wtedy na wszystkich forach zgodnie z
instrukcją 0016-Warszawa-Wybory.
Poleciał wczesniej Sikorski, element niepewny, poleciał Dorn, bo się
postawił. I napisał list - ostrzeżenie dla Kaczora, że sprawę nadal traktuje
powaznie.
Kaczyński musiał zatrąbić na odwrót, partia by mu się rozleciała gdyby Ludwik
ujawnił jego chore, parapsychiczne zamiary urbi et orbi. Teraz, kiedy Dorn
wrócił do rządu, odetchnąłem z ulgą. Oznaczało to, ze Kaczor odłożył
konfrontację do lepszych czasów. Dzisiaj słyszę potwierdzenie moich domysłów.
Znalazł sobie zastępcze zajęcie, konfrontację plebiscytowo-wyborczą w
podlaskim z platformą, przy okazji rozpracowanie i spacyfikowanie Greenpeace -
organizację sławną, na jego miarę, która wielu możnym tego świata zalazła
mocno za skórę. I niech tak na razie zostanie.
P.s. Nie jestem specjalistą, jak Giertychy, od spraw rasowych. Ale czy
przypadkiem Dorn i HGW nie są przypadkiem spowinowaceni?