Dodaj do ulubionych

Początek końca

04.05.03, 17:35
Polskie rolnictwo po ewentualnej akcesji Polski do Unii Europejskiej
Początek końca

Przyjęcie kwot produkcyjnych niezapewniających Polsce samowystarczalności
żywnościowej, brak ochrony ziemi przed wykupem przez cudzoziemców a także
symboliczne dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej - to tylko wycinek
ustępstw, na jakie przystali reprezentujący Polskę negocjatorzy w obszarze
rolnictwa.
Do tej pory rolnictwo w Polsce stanowiło jedną z podstawowych gałęzi
gospodarki. Choć jego udział w Produkcie Krajowym Brutto (ok. 3 proc.) jest
niewielki, to przez ostatnie lata polscy rolnicy ponoszą koszty obniżania
inflacji. Skutkiem takiej polityki jest fakt, iż gospodarze polskiej ziemi są
dziś grupą społeczną osiągającą praktycznie najniższe dochody. Z wypowiedzi i
działań rządzących wynika, że sytuację miałaby poprawić ewentualna akcesja
Polski do UE. Czy rzeczywiście?
Dochody mieszkańców polskiej wsi uzależnione są zarówno od cen płodów rolnych
czy zwierząt, jak i możliwości ich sprzedaży. A na tym etapie i rolników, i
odbiorców wyprodukowanych przez nich towarów czeka wiele ograniczeń.
Wynegocjowane wielkości tzw. kwot produkcyjnych spowodują, że Polska stanie
się na trwałe importerem żywności. Mówi się o możliwości renegocjacji po
akcesji, ale brukselscy urzędnicy zastrzegli sobie prawo zmniejszenia i tak
niskich limitów produkcji. Najlepszym przykładem jest mleko. Pomimo ustaleń
władze Piętnastki po 2003 r. chcą zrewidować limit jego produkcji, który i
tak ustalono na znacznie niższym poziomie niż by to wynikało z naszych
potrzeb i możliwości. Wytwarzamy ponad 11,6 mld litrów rocznie, Unia
przydzieliła nam 9 mln 380 tys. ton.
Istnieje jednak zagrożenie, że rolnicy nie sprzedadzą nawet takiej ilości
mleka, ponieważ odbiorające je mleczarnie zostaną zamknięte z powodu
niedostosowania do unijnych przepisów. Problem dostosowywania gospodarstw do
przepisów unijnych dotyczy również samych rolników. Polska ma wdrożyć bowiem
w sumie blisko 700 przepisów weterynaryjnych. Wiąże się to z szeregiem
wydatków, co przy spadającym poziomie dochodów będzie trudne. Dodatkowo po
ewentualnej integracji zlikwidowane zostaną kredyty preferencyjne, których w
Unii nie ma. Pod znakiem zapytania stoi kwestia utrzymania dopłat do kredytów
już zaciągniętych, których termin spłaty przypadałby na czas planowanej
akcesji. Politycy tłumaczą, że niewykluczone, iż kredyty preferencyjne będą
jeszcze dofinansowywane z budżetu krajowego. Kwestii tej jednak nie regulują
dotychczas żadne akty prawne. Dlatego może się okazać, że rolnicy po akcesji
zamiast kredytu preferencyjnego będą musieli spłacać komercyjny.
Jednocześnie zredukowana ma zostać interwencja na rynkach rolnych, spadną
ceny zbóż. Trudno będzie mówić o ich rekompensacie w postaci dopłat
bezpośrednich, ponieważ mają być one drastycznie niższe niż jest to w Unii. W
pierwszym planowanym roku członkostwa rolnicy mieliby otrzymać zaledwie 25
proc. tego, co unijni. Mówi się o częściowej rekompensacie z krajowego
budżetu. Ministerstwo rolnictwa przyznaje jednak, że przy obecnej mizerii
budżetowej nie będzie na to środków.
Pieniądze z budżetu nie zapewnią jednak równych warunków konkurencji. Tym
bardziej że dodatkowo polską wieś czeka też wzrost kosztów produkcji, m.in. w
wyniku podniesienia podatku VAT na ciągniki i maszyny rolnicze z 0 do 22
proc., a także na materiały budowlane - z 7 do 22 proc.
Przy dyskryminujących warunkach konkurencji dla rodzimego rolnictwa nie
stworzono nawet mechanizmów chroniących polską ziemię przed wykupem jej przez
cudzoziemców. Polska jest rezerwuarem ziemi w Europie, która jest też
znacznie tańsza niż na Zachodzie. Pomimo to rząd zgodził się na uznanie
ustnych umów dzierżaw. I tak po 3 lub 7 latach dzierżawy, w zależności od
województwa, po ewentualnej akcesji obcokrajowcy dzierżawiący polską ziemię
będą mogli ją bez przeszkód kupić.
Po ewentualnej akcesji całkowicie zniesione zostaną też granice, a co za tym
idzie - bariery celne. Przy tak wynegocjowanych warunkach dla polskiego
rolnictwa czeka nas zalew taniej żywności. A wszystko dlatego, że Unia tak
naprawdę szuka rynków zbytu, a nie równoprawnych członków. Polska posiada
tymczasem blisko 40 mln potencjalnych konsumentów i nabywców żywności, z
której nadwyżkami borykają się państwa Piętnastki.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka