kamerdyner4
04.05.07, 16:33
cyt......."pod koniec lat sześćdziesiątych nastąpiło wyraźne i odczuwalne
zahamowanie rozwoju nauki, gdyż większość wypromowanych słabych kadr:
adiunktów i starszych asystentów, nie potrafiła sprostać elementarnym wymogom
intelektualnym stawianym docentom i samodzielnym pracownikom naukowym. I
wówczas partia wykorzystując protesty i bunty niezadowolonych studentów i
pracowników naukowych postanowiła rozwiązać problem kadrowy poprzez nadania
stopni docentów i samodzielnych pracowników naukowych bez habilitacji, ale
desygnowanym przez partię. Były także przypadki nadawania stopni docentów i
samodzielnych pracowników naukowych osobom nie posiadającym nawet stopnia
doktora; np. reaktorem mianowano osobę bez ukończenia studiów wyższych ale z
partyjnego nadania (dotyczyło to szkół artystycznych, i Wyższej Szkoły
Filmowej w Łodzi). Złośliwi mówili wówczas, że żeby zostać docentem, trzeba
wydać pracę naukową albo trzech kolegów. Ta polityka kadrowa miała fatalne
skutki dla dalszego rozwoju, i tak już zapóźnionej polskiej nauki, a skutkuje
negatywnie do dziś; bowiem ci “marcowi docenci” mieli prawo prowadzić
przewody doktorskie i nie byli zbyt wymagający, bo ich dalszy awans na
profesora nadzwyczajnego nie zależał od habilitacji, od zdolności, wysiłku
intelektualnego, lecz od wypromowania 3 doktorantów. Oni też hamowali dalszy
rozwój kadry naukowej uniemożliwiając innym habilitowanie się w normalnym
trybie. Jako samodzielni pracownicy naukowi zajmowali kierownicze stanowiska
w uczelniach i placówkach naukowych rugując z nich poprzednia bardziej
wykwalifikowana kadrę i uniemożliwiali habilitowanie się innym pracownikom;
po prostu hamowali normalny proces habilitacji. Dlatego dziś wielu z nich tak
ostro protestuje przeciw lustracji. Dziś są bowiem już profesorami,
dziekanami, rektorami, członkami raźnych gremiów naukowych i oddziałują na
naukę i polskie życie intelektualne. Należałoby także przypomnieć zachowane
sie niektórych osób z tych środowisk w marcu 1968 roku i później. Co prawda
wielu z nich nie jest już czynnych zawodowo, np. ci, którzy byli inicjatorami
nadania Uniwersytetowi Wrocławskiemu patronatu Bolesława Bieruta. Ale jeszcze
w 1977 roku Senat Uniwersytetu nie chciał oficjalnie depatronizować Uczelni.
Działając już w opozycji demokratycznej (ROPCiO) wystąpiłem z takim wnioskiem
i uzasadnieniem w 1977r, ale nawet nie otrzymałem odpowiedzi (jestem
absolwentem tej Uczelni). Przeciwnicy lustracji twierdzą, że składanie
oświadczeń ubliża im. Warto więc przypomnieć, że w II RP i zaraz po wojnie w
PRL osoby ubiegające się o stanowiska i funkcje publiczne musiały składać
tzw. “świadectwa moralności”. Jeszcze w 1951 roku składając dokumenty na
studia musiałem dołączyć także takie świadectwo , stwierdzające m.in., że nie
byłem karany i uwikłany w żadną działalność przestępczość.
Dr Leszek Skonka -Wrocław, e-mail stalinism@wp.pl tel. 0691830350......"
Gdyby tak isc tym tropem to nie jeden "naukowiec" przypomnialby sobie ze nie
ma wyzszego wyksztalcenia.