Gość: zyx
IP: *.rdu.bellsouth.net
01.12.01, 05:51
Pomijajac styl , typowy dla brukowca dla niepismiennych, widocznie potrzeba bylo klamac ze MUSIAL
to NIEMIECKI historyk. Czyzby nacjonalisci polscy ala rydzyk i nowak potrzebowali niemeickiego
poparcia? Z braku takowego, preparuja je. A czemu niemieckie poparcie im potrzebne?
Sobota-Niedziela, 1-2 grudnia 2001r. - nr 281
Gross zdyskwalifikowany
Niemiecki historyk o zafałszowaniach
książki "Sąsiedzi" Bogdan Musiał,
niemiecki historyk, na łamach
najnowszego numeru kwartalnika "Dzieje
Najnowsze" dokonał druzgocącej analizy
książki Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi".
Nie znalazł dosłownie nawet jednego
pozytywu w antypolskim paszkwilu.
Nieprawdziwe tezy Grossa
"Nasz Dziennik" wielokrotnie informował już o
kolejnych etapach niesławnej kampanii
promującej pełen antypolskich kłamstw
paszkwil Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi".
Zaczęło się kilkanaście miesięcy temu od
bezkrytycznie wysławiających oszczerstwa
Grossa tekstów w "Rzeczpospolitej" i "Gazecie
Wyborczej". Potem antypolskie oskarżenia
zostały podjęte przez prawdziwy rój autorów
dyletantów w przeróżnych mediach (od radia i
telewizji po "Wprost" i "Tygodnik
Powszechny"). Najbardziej groteskowy był
moment, kiedy specjalista od science fiction
pisarz Stanisław Lem "pouczał" w "Tygodniku
Powszechnym" o rzekomej słuszności tez
Grossa prof. Tomasza Strzembosza, znanego
historyka czasów II wojny światowej.
Stopniowo jednak do dyskusji wokół książki
Grossa zaczęli coraz liczniej włączać się
historycy, wskazując na wiele błędów
merytorycznych i warsztatowych J.T. Grossa.
Przeważająca część polskich historyków
zabierająca głos w dyskusji wokół "Sąsiadów" (od prof. T. Strzembosza po P. Gontarczyka)
jednoznacznie odrzuciła tezy Grossa jako zafałszowane, dyskwalifikując też jego sprzeczne z
zasadami prawdziwej nauki metody badawcze.
Książka "Sąsiedzi" Grossa, poza entuzjastycznym nagłaśnianiem w niektórych skrajnie
szowinistycznych kręgach żydowskich za granicą, napotkała na ostre riposty ze strony
prawdziwie wybitnych specjalistów od problematyki polsko-żydowskiej. Dość przypomnieć tu
krytyczne uwagi na temat pracy Grossa, które wyszły spod pióra najsłynniejszego
zagranicznego badacza dziejów Polski Normana Davisa, czy najwybitniejszego
amerykańskiego badacza historii Polski, autora "Zapomnianego holocaustu" Richarda C.
Lukasa. Z bardzo ostrą krytyką tez Grossa wystąpił słynny żydowski naukowiec z USA prof.
Norman G. Finkelstein, stwierdzając, że książka Grossa "stała się kolejną bronią
'Przedsiębiorstwa Holokaust' w wymuszaniu pieniędzy od Polski". Z bardzo ostrymi krytykami
zafałszowań Grossa wystąpili czołowi polscy naukowcy w USA: profesor Ivo Cyprian
Pogonowski i historyk, profesor Marian Kamil Dziewanowski, autor dzieł historycznych
tłumaczonych na wiele języków, od angielskiego po chiński.
Coraz liczniejsze wystąpienia naukowców w Polsce i za granicą z krytyką książki Grossa
spowodowały już kilka miesięcy temu nagłe wyciszenie fali entuzjastycznych panegiryków na
temat antypolskiego paszkwilu. Temat Jedwabnego nagle, jakby za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki, wyparował z programów telewizji, radia, czasopism i dzienników
najbardziej dotąd zaangażowanych w eksponowaniu rzekomych polskich "win". Cała sprawa
Jedwabnego stała się nagle bardzo niewygodna dla rzeczników krajowego antypolonizmu, bo
ujawniane coraz liczniej fakty dowodziły ogromnych wręcz rozmiarów fałszów Grossa. Tylko
jeden Adam Michnik postanowił "iść w zaparte" w wychwalaniu antypolskich "Sąsiadów".
"Popisał się" szokującym wstępem do niemieckiego wydania książki Grossa, w którym autora
"Sąsiadów" uznał za kontynuatora Mickiewicza i Słowackiego w dziele demaskowania polskich
kłamstw. W całym wstępie Michnika zabrakło nawet jednego zdania przyznającego, jak wiele
nieprawd zostało udowodnionych autorowi "Sąsiadów" przez polskich i zagranicznych
naukowców, nie mówiąc o jakże sprzecznych z jego twierdzeniami wynikach ekshumacji w
Jedwabnem. W środowisku "Gazety Wyborczej" posunięto się nawet do usilnego forsowania
Grossa jako kandydata na potencjalnego laureata Nagrody Nike. Ogłoszony w dzienniku
Michnika sondaż czytelników tej gazety miał rzekomo typować Grossa na laureata Nike, na
równi z Pilchem. Okazało się jednak, że nawet tak bardzo dobrane pod względem
"poprawności politycznej" jury Nagrody Nike nie zdecydowało się na uhonorowanie nagrodą
"Sąsiadów", książki zdemaskowanej jako skrajnie oszczercza, i laureatem Nike został Pilch.
Kłamstwa ujawnione
Bolesny cios osobom chwalącym paszkwil Grossa w Polsce miały zadać kolejne publikacje
niemieckich historyków, ostro atakujące świadome zafałszowania, od których roiło się w
"Sąsiadach".
Dokładnie 1 września 2001 r., w tej samej "Rzeczpospolitej", która informowała o
panegirycznym wstępie Michnika do wydania niemieckiego "Sąsiadów", ukazał się obszerny,
demaskatorski tekst niemieckiego historyka Thomasa Urbana. Niemiecki autor rozprawiał się
z licznymi kłamstwami Grossa na temat Polaków, a zarazem zarzucał skrajne wybielanie roli
Niemców w jedwabieńskiej zbrodni. Thomas Urban wręcz zdumiewał się, że Gross w świeżo
publikowanej edycji "Sąsiadów" w Niemczech "ani słowem" nie odniósł się do podważających
jego tezy wyników ekshumacji. Choćby do sprawy znalezionych tam łusek z niemieckich
karabinów mauser i pistoletu walther. Urban ostro skrytykował Grossa również za zupełne
zaniechanie badań niemieckich archiwaliów w odniesieniu do jedwabieńskiej zbrodni,
zwłaszcza archiwum w Ludwigsburgu. Według Thomasa, jednoznaczną odpowiedzialność za
wymordowanie Żydów w Jedwabnem ponosi szef działającego tam niemieckiego
Einsatzkommando SS Hermann Schaper.
Głos niemieckiego historyka
Szczególnie szokującym, wręcz druzgoczącym Grossa, tekstem okazało się jednak świeżo
opublikowane w renomowanym kwartalniku historycznym Instytutu Historii Polskiej Akademii
Nauk "Dzieje Najnowsze" (nr 3/2001) kilkudziesięciostronicowe opracowanie innego
niemieckiego historyka Bogdana Musiała.
W tekście zatytułowanym "Tezy dotyczące pogromu w Jedwabnem. Uwagi krytyczne do
książki 'Sąsiedzi' autorstwa Jana Tomasza Grossa" niemiecki historyk jednoznacznie
potwierdza liczne bardzo krytyczne sądy o paszkwilu Grossa, wypowiedziane dotąd przez
polskich czytelników. I jednoznacznie dyskwalifikuje jakąkolwiek wartość naukową
"Sąsiadów" Grossa, oskarżając książkę o deformację, tendencyjność i manipulacje.
Wielostronicowe opracowanie niemieckiego historyka, tak ostro odrzucające wszelkie
ustalenia Grossa, wydaje się zadawać ostateczny cios nieodpowiedzialnym i szkodliwym
klakierom Grossa w Polsce. Dodajmy, że tymi klakierami są głównie różnego typu dyletanci i
ignoranci, nie mający większego pojęcia o historii Polski (m.in. dziennikarz Dawid
Warszawski, socjolog Sergiusz Kowalski, były piewca stalinizmu, pisarz science fiction
Stanisław Lem, krytykowany publicznie przez Prymasa Polski za robienie "bardzo złej roboty",
znany z filosemityzmu ksiądz Michał Czajkowski).
Przejdźmy jednak do istoty zarzutów niemieckiego historyka pod adresem Grossa. Już na
pierwszych stronach swego tekstu B. Musiał zarzuca Grossowi, że oparł "Sąsiadów" na
"ubogiej bazie źródłowej" (s. 254). Co więcej, jak dodaje niemiecki historyk, nawet "bardziej
niepokojące, niż opieranie się na tak ubogiej bazie źródłowej, jest jej nienaukowe
wykorzystanie".
Kolejnym zarzutem Musiała wob ec Grossa jest tendencyjne wykorzystywanie przeciw
Polakom jako źródeł tekstów zeznań wymuszanych przez brutalne metody śledcze w
czasach stalinowskich. Niemiecki historyk dziwi się również stosowanym przez Grossa
praktykom powoływania na świadków domniemanych polskich zbrodni ludzi, którzy zostali
odrzuceni ja