joanna.barska1
30.06.07, 02:30
"Gazeta Krakowska" pisze coś, co przerazi zapewne wszystkich
Polaków: "Wyposażenie, które polscy żołnierze dostają na misję w
Afganistanie, nie daje im pewności, że przeżyją. Dlatego sami kupują
kamizelki kuloodporne" – mówi matka jednego z polskich żołnierzy
stacjonujących w bazie Wazi Khwa w Afganistanie. Właśnie w tej bazie doszło
do „buntu” (dwa tygodnie temu kilku żołnierzy odmówiło wyjazdu na patrol
słabo opancerzonym samochodem). Nie chce się przedstawić, boi się, że jej
synem zajmie się wojskowa prokuratura. Stwierdza jednak, ze jej syn jest
doświadczonym żołnierzem. "Przed wyjazdem poprosił, żebym mu pożyczyła 3
tysiące na kamizelkę kuloodporną. Widział taką na wcześniejszych misjach u
Amerykanów. Chce się czuć bezpieczniej. Kupił też za własne pieniądze
przezroczyste magazynki, dzięki którym wie dokładnie ,ile kul mu jeszcze
zostało, specjalne uchwyty do broni i radiostację. Wydaje mi się, że kupował
też celownik." Rozumiem strajkujacych lekarzy i manifestujące pielęgniarki,
ale to, o czym wyzej, jest daleko bardziej bulwersujące! Niestety, w Sejmie o
takich sprawa cisza jak makiem zasiał...
"Pokażcie mi sześć linijek napisanych przez najczcigodniejszego z ludzi, a ja
znajdę w nich pretekst, żeby go powiesić." (Richelieu)