babilon6661
15.08.07, 19:00
Rozpoczął się proces rozpadu. Zgniło „Prawo”. Trąd toczy „Sprawiedliwość”.
Gdyby Sejm powołał komisje śledcze, nie ostałoby się nawet „i”. Ratunkiem mają
być wybory. Na tyle szybkie, żeby społeczeństwo nie poznało nikczemnej prawdy
o partii braci K. i o nich samych.
Myli się prof. Staniszkis uważając, że PiS powinien mieć przynajmniej do
wiosny czas na pokazanie nowego, ponoć dopiero teraz prawdziwego oblicza.
Pokazał już wszystko, co miał do pokazania. Nawet więcej. Korupcję we własnych
szeregach, nepotyzm, wykorzystywanie stanowisk, brak zasad moralnych,
krętactwa, mataczenie. Wspólnie z hołubionymi przystawkami uczynił z Polski
prywatny, a raczej braterski folwark. Przywrócił zasadę bmw i TKM. Ośmieszył
ideę solidarnego państwa i moralnej rewolucji. Nie cofał się przed żadnym
oszustwem ni podłością, by władzę zdobyć. By ją utrzymać i umocnić, szedł po
trupach. W przenośni i dosłownie. Jak w przypadku Barbary Blidy. Skoro premier
chciał wyników, musiały być. Nawet jeśli nie było podstaw.
Zdarzało się, że zawłaszczanie państwa z naruszaniem prawa i za pomocą służb
nie podobało się nawet zaufanym. Wtedy byli odsuwani. Czasem na inne, wysokie
stanowisko. PiS to partia nie dla myślących, a już na pewno nie dla
wątpiących. W geniusz i czystość intencji Wodza. To partia posłusznych i dla
posłusznych. Partia klakierów dających wyraz zachwytowi, że jest im dane
grzać się w cieple Słoneczka Tatr, Bałtyku i IV RP, Umiłowanego Przywódcy i
Jego Ukochanego Brata, Autorytetu Autorytetów, Najmądrzejszego z Mądrych.
Trwanie w kaczystowskim układzie daje wymierne, osobiste korzyści. Pozwala
piastować wysokie stanowiska, mimo braku nie tylko kompetencji, ale nawet
zielonego pojęcia o czymkolwiek. Ustawić rodzinę i znajomych. Dostać BORowca
do pomocy w chodzeniu po wydmach, służbowy samochód na zakupy, samolot do
latania w rodzinne strony na weekendy lub zgodę na robienie z siebie małpy w
TV. Tanie państwo jest na plakacie. W realu nie żałuje niczego swoim
ideologom. Rura, wanna, taxi. Dziadom i hołocie z PRL urządza igrzyska.
Ponieważ agenta się do garnka nie włoży, czasem rzuca jakiś ochłap z pańskiego
stołu.
Arogancja władzy osiągnęła szczyty charakterystyczne dla totalitarnych
reżimów. Nie bez powodu idolem kaczystów i ich Jurkowego odłamu jest Pinochet.
Morderca i defraudant. W dowód uznania dali mu nie tylko ryngraf z Matką
Boską, ale i drugie życie w IV RP. Zafascynowani ciemną stroną Mocy, nie mieli
czasu rządzić. Cała para szła w zbieranie haków i gwoździ. Do trumny kolegów z
establishmentu. Nielegalne podsłuchy, nagrywanie prywatnych rozmów, śledzenie,
włamania do e-poczty. Część beneficjentów kaczego układu zaczęła się bać. I
sypać. Nawet bez wydobywczych aresztów. Może, żeby ich uniknąć.
Kiedy wyśniona przez braci IV RP okazała się Kaczym Rywinlandem, zdecydowali
się na wybory. Wolą stracić trochę niż wszystko. Potrzebują sojusznika. W rolę
pierwszej naiwnej dał się wmanewrować Tusk. Został Szczypińską PO. Po
mieszance alkoholu i buty. Oleksy-bis, tylko chudszy. Lider Platformy
uwierzył, że rozdaje wyborcze karty. W rzeczywistości zatańczył, jak mu
Kaczyńscy zagrali. W zamian za wcześniejsze wybory, które są w interesie PiS,
obiecał, że nie będzie komisji śledczych. Przynajmniej w tej kadencji.
Komorowski zaprzecza, bo to wstyd. Tusk krytykujący polityczną korupcję
innych, sam jej uległ. Znów jest w ogródku, znów wita się z kaczką. Premier z
Gdańska. A wokół choćby potop. Kaczyński oczywiście nie odpuści. Przeciwnie.
Spuści. Z łańcucha swoje psy i w kampanii znowu się zakotłuje.
Czy Polacy dadzą się po raz drugi omamić? Wziąć na plewy? Czy przymkną oko na
trąd w pałacu Prawa i Sprawiedliwości? Internauci raczej nie (28 proc. popiera
LiD), ale czy pójdą do urn? Moherowe berety pójdą na pewno. W sfilcowanym
szyku, z karteczkami od księdza dobrodzieja. Dlatego Rydzyk się kaczkom nie
kłania, a kaczki Rydzykowi i owszem. Aksamitne kapelusze pójdą pod warunkiem,
że nie będzie padało. W październiku wątpliwe, chyba że nadejdzie babie lato.
Wtedy zwiększą się szanse kobiet i tych, którzy o prawa kobiet walczą. Może
więc wybory będą w listopadzie? Zimno przyhamuje procesy gnilne w PiS, a
wyborczy kit przykryje, co trzeba.
Wyposzczona PO postawi na populizm. Głęboko wierzy. W zwycięstwo i w pakt o
nieagresji z PiS. Potem może nawet w POPiS. Radek Sikorski uważa, że to byłby
cud. Każdy ma takie cuda, na jakie zasługuje. I taką władzę. Widać Polacy mogą
mieć najwyżej cud w Kaczym Rywinlandzie.
Na pewno zaroi się od misjonarzy. Pierwsi już się ujawnili. Tusk pragnie swoją
misję rozpocząć. Kaczyński kontynuować. Obaj naturalnie z Bożą pomocą. O tyle
słusznie, że sami nie dadzą rady. Po dotychczasowych doświadczeniach z
katoprawicą, wątpliwe jednak, by Bóg zechciał przyłożyć rękę. Chyba, że PiS ma
jakieś haki…