haen1950
18.08.07, 08:15
Bawią się w prowokacje polityczne jak ostatni brukowiec. Mam
nadzieję, że własciciel obciąży stratami kieszeń naczelnego.
Przynajmniej w swojej części udziałów w tej gazecie.
"Światło na dymisję Dorna rzuciła dopiero "Rzeczpospolita". Za
kulisami odwołania Dorna stały jego tajemnicze związki z
poszukiwanym już wtedy listem gończym Henrykiem Stokłosą -
obwieściła. Anonimowi informatorzy dziennikarzy tłumaczyli, że Dorn
chronił ówczesnego zastępcę komendanta głównego policji. W jednym ze
śledztw podobno wyszło na jaw, że generał Jarczewski miał bardzo
dobre kontakty z aferzystą i chronił go przed działaniami CBŚ.
"Obserwowałem to z bliska. Gdy zobaczyłem ten artykuł, uznałem, że
ci ludzie nie cofną się przed żadną niegodziwością w walce o władzę.
Mówiąc "ci ludzie", miałem na myśli Ziobrę i Kaczmarka. Postanowiłem
jak najszybciej odejść na emeryturę" - mówi pracujący wtedy w
centrali policji oficer.
Po kilku miesiącach autorzy tekstu musieli przeprosić ministra Dorna
i generała Jarczewskiego. Bez sprawy w sądzie redakcja wypłaciła
zastępcy komendanta głównego policji odszkodowanie w wysokości 50
tysięcy złotych.
"Jednak fotel szefa resortu spraw wewnętrznych był już w rękach
człowieka Ziobry. Dorn został zmarginalizowany" - mówi polityk PO.
Nawet bliski przyjaciel ministra Ziobry wspomina, że nie krył on
wtedy swojej radości".
Najwyższa pora, żeby Dorn puścił komisje ds Ziobry.