Dodaj do ulubionych

Dylemat protestanta

IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.03, 23:45
Na kogo głosować w przszłych wyborach?

Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
legalizację aborcji, związków homoseksualnych, narkotyków, domów publicznych
i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.

Jeśli prawa strona zdobędzie większośc, to będzie dążyła do utworzenia
państwa wyznaniowego a budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy
Kleru oraz sprowadzą jeszcze raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada.

Na kogo zatem głosować?

Jerzy
Obserwuj wątek
    • Gość: polishAM Re: Dylemat protestanta IP: *.24.154.14.Dial1.Weehawken1.Level3.net 06.07.03, 05:47
      Nie wiedziałem Jerzy, że jesteś protestantem. My katolicy budujemy sobie to na
      co mamy ochotę. Kapliczki, kościoły, krzyże, szkółki. Chodzimy sobie na
      pielgrzymki, odmawiamy pacież i modlitwy. I jesteśmy zadowoleni. Tu w Stanach
      protestanci (Baptyści), budują piękne krzyże. Musisz widzieć je w Oklahoma
      City, czy w Memphis lub na prowincji i pustkowiach w Texasie. My katolicy
      kochamy się w symbolach i kiedy tylko mogę doradzam kupno drobnego krzyżyka z
      Chrystusem, który powinien zdobić szyję każdego chrześcijanina. Zawsze gorąco
      pozdrawiam, Jerzy.
      • Gość: Jerzy Re: Dylemat protestanta IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 20:37
        Gość portalu: polishAM napisał(a):

        > Nie wiedziałem Jerzy, że jesteś protestantem. My katolicy budujemy sobie to
        na
        > co mamy ochotę. Kapliczki, kościoły, krzyże, szkółki. Chodzimy sobie na
        > pielgrzymki, odmawiamy pacież i modlitwy. I jesteśmy zadowoleni. Tu w Stanach
        > protestanci (Baptyści), budują piękne krzyże. Musisz widzieć je w Oklahoma
        > City, czy w Memphis lub na prowincji i pustkowiach w Texasie. My katolicy
        > kochamy się w symbolach i kiedy tylko mogę doradzam kupno drobnego krzyżyka z
        > Chrystusem, który powinien zdobić szyję każdego chrześcijanina. Zawsze gorąco
        > pozdrawiam, Jerzy.

        Tak długo protestuję przeciwko wyczynom katolickiego kleru i jeszcze nie
        poznałeś, że jestem protestantem?
        Ja wam katolikom nie zabraniam niczego budować i nosić czegokolwiek. Budowle i
        symbole nie są cecha prawdziwej pobożności.
        Według Jakuba, prawdziwa pobożność to:
        Jajub 1:27
        Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc
        sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat.

        Nasi politycy z prawej strony mają wielkie ciągoty do tego, aby z kasy
        państwowej wspierać pomysły kleru, a ten kler nie za bardzo wpadł na razie na
        pomysł, aby pomagać biednym. Gdyby znowu dorwali się do władzy, to znowu
        zaproszą JP2, za państwowe pieniądze, a skrzynki na dowody wdzięczności narodu
        za jego przyjazd do Polski wystawi kler.
        Posługują się staruszkiem, aby jeszce na nim zarobić choc trochę kasy.
        Tak więc klerykalnej orientacji prawica szybko doprowadzi państwo do ruiny przy
        zapewnieniu makszymalnych perzywilejów klerowi. Dzisiaj są już państwem w
        państwie. Czy jakiś ksiądz został skazany za jakieś przestępstwo? Oni podlegają
        ptrawu kanonicznemu, ktore nie przewiduje kar za wypadek po pijanemu, bo kiedy
        powstawało, nie było jeszcze samochodów.

        A noś na sobie ile krzyżyków tylko chcesz. Ta forma obłudy była też znana w
        czasach Jezusa.

        Jan 23,5 A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie
        widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat
        swoich.
        23,6 Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach,
        23,7 i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi.
        23,8 Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest -
        Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi.
        23,9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest
        Ojciec wasz, Ten w niebie.
        23,10 Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest
        przewodnik wasz, Chrystus.


        • tony.soprano3 Tylko PiS & Samoobrona !!! Jedyni uczciwi :))) 06.07.03, 20:42
          • Gość: Jerzy A jaki jest ich stosunek do aborcji i KK IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 22:19
            Załóżmy że uczciwi. A jaki jest ich stosunek do aborcji, homoseksualizmu,
            narkotyków oraz KK? Jaki mają program gospodarczy?

            Jerzy
            • Gość: Katolik Re: A jaki jest ich stosunek do aborcji i KK IP: *.its.unimelb.edu.au 07.07.03, 11:46
              Gość portalu: Jerzy napisał(a):
              Załóżmy że uczciwi. A jaki jest ich stosunek do aborcji, homoseksualizmu,
              narkotyków oraz KK? Jaki mają program gospodarczy?
              Jerzy
              Katolik: W odrozniniu od protestantow, np. anglikanow, Kosciol Prawdziwy, czyli
              Rzymskokatolicki potepia cywilizacje smierci (aborcje), potepia homoseksualizm,
              a nie wyswieca homoseksualistow na pastorow czy nawet biskupow jak to wlasnie
              robia anglikanie, jest przeciwko narkotykom, nie tak jak np. kler protestancki
              w Holandii, i ma pozytywny, katolicki program gospodarczy, wylozony dokladnie w
              encyklikach Ojca Swietego.
              • Gość: Jerzy Re: A jaki jest ich stosunek do aborcji i KK IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 13:38
                Gość portalu: Katolik napisał(a):

                > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                > Załóżmy że uczciwi. A jaki jest ich stosunek do aborcji, homoseksualizmu,
                > narkotyków oraz KK? Jaki mają program gospodarczy?
                > Jerzy

                > Katolik: W odrozniniu od protestantow, np. anglikanow, Kosciol Prawdziwy,
                czyli
                > Rzymskokatolicki potepia cywilizacje smierci (aborcje), potepia
                homoseksualizm,
                > a nie wyswieca homoseksualistow na pastorow czy nawet biskupow jak to wlasnie
                > robia anglikanie, jest przeciwko narkotykom, nie tak jak np. kler
                protestancki
                > w Holandii, i ma pozytywny, katolicki program gospodarczy, wylozony dokladnie
                w encyklikach Ojca Swietego.

                Bardzo dobrze napisałeś, choć zgeneralizowałeś. Większość pastorów
                protestanckich, których znam, bardzo ubolewa nad tym, że w niektórych krajach
                tzw. protestanci robią to, o czym wspomniałeś. W każdej denominacji znajdziesz
                dewiację postaw, ale to nie znaczy, że cała denominacja jest taka.
                Gdyby postawy niektórych księży, jak homoseksualisty bp Paetza, czy pedofila z
                Dukli, czy jazdy po pijanemu przenieść na cały kk, to byłoby to nieuczciwe.
                Zapewniam cię, że wśród polskich protestantów nie znajdziesz zwolenników
                dziadostwa, o którym wspomniałeś.

                Nie wiedziałem, że JP2 opracował program gospodarczy dla Polski. Bardziej
                interesuje mnie sprawa przetrzymywania w czyśćcu naszych bohaterów narodowych.
                Dlaczego ich nie wypuści skoro ma władzę nad skarbcem dobrych uczynków?
                Dlaczego nie zrobi tego za darmo, ale tylko za płatne msze?

                Jerzy
        • brennton przeciez de facto, 06.07.03, 20:46
          Polska rzadzi koalicja SLD-dowsko-KK-lerowska.

          To w zasadzie wrogowie, pozostajacy w zelaznym uscisku.
          Z daleka wyglady to, ze jakby "przyjaciele"

          Czasem maja jedni wiecej do powiedzenia, czasem drudzy.
          Moze jakas nowa ustawa anty-aborcyjna przejdzie.
          (w okrojonej formie).

          KK, ustapiwszy taktycznie, na glebokich wodach ideologii,
          osobiscie i materialnie krzywdy nie da sobie zrobic.

          A NAROD.?

          - Ha.?
          To temat na calkiem inna rozmowe.
          • Gość: Jerzy Re: przeciez de facto, IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 22:16
            brennton napisał:

            > Polska rzadzi koalicja SLD-dowsko-KK-lerowska.
            >
            > To w zasadzie wrogowie, pozostajacy w zelaznym uscisku.
            > Z daleka wyglady to, ze jakby "przyjaciele"

            To tacy przyjaciele, którzy się nie lubią.
            >
            > Czasem maja jedni wiecej do powiedzenia, czasem drudzy.
            > Moze jakas nowa ustawa anty-aborcyjna przejdzie.
            > (w okrojonej formie).
            >
            Właśnie, jeśli lewica uzyskałaby większość, zalegalizuje narkotyki, aborcję,
            homoseksualizm i wiele innego dziadostwa. Dlatego nie mam zamiaru głosowac na
            nich. Prowokacyjnie promują bezbożną moralność, choć ostanio przez ostatnie
            miesiące, ze względu na referendum, unikali podejmowania tych tematów, aby nie
            drażnić elektoratu katolickiego.

            > KK, ustapiwszy taktycznie, na glebokich wodach ideologii,
            > osobiscie i materialnie krzywdy nie da sobie zrobic.

            To prawda, ich ochrania prawo kanoniczne, nie podlegają prawu państwowemu jeśli
            idzie o karanie za przestępstwa, natomiast pełnymi garściami korzystają z praw
            należnych obywatelom.
            Finansowo krzywdy nie dają sobie zrobić, bo ludzie stale się rodzą, stale
            umierają, stale mają poczucie winy - a na tym wszystkim robią mszalny interes.
            Nauczyli ludzi myśleć, że poprawią swój los, jeśli dają na mszę.
            Czy mamy w Polsce ustawę przewidującą karanie za oszustwa religijne? Może tutaj
            na ziemi ujdą kary, ale przed Panem Bogiem, którego rzekomo reprezentują, nie
            ujdą. Lepiej, żeby się upamiętali.
            >
            > A NAROD.?
            >
            > - Ha.?
            > To temat na calkiem inna rozmowe.

            No właśnie. Ale nadal nie mamy opcji politycznej, na którą mógłbym zagłosować z
            czystym sumieniem.
        • Gość: polishAM Re: Dylemat protestanta, my ich nie mamy IP: *.24.152.133.Dial1.Weehawken1.Level3.net 06.07.03, 23:51
          A ja kocham nasz kler katolicki i nasz Kościół. Protestantów też lubię ponieważ
          budują piękne i duże krzyże. www.snobhill.net/mexico/usa1/tx003.htm
          Poza tym nie zamierzam się wdawać w licytację kto pomaga biednym a kto nie.
          Mojej babci zastrzyki podawały siostry zakonne. W czasie stanu wojennego po
          pomoc chodziło się do Kościoła. Caritas pomaga biednym. Nie akceptuję tych
          niewybrednych ataków wobec mojego Kościoła. Te ataki zresztą mają źródła w
          krękach jawnie ateistycznych, żydowskich i w Twoim wypadku protestanckich,
          Jerzy. My katolicy takich wątpliwości nie mamy. My kochamy nasz Kościół,
          naszych księży i naszą religię.
          • Gość: Jerzy Re: Dylemat protestanta, my ich nie mamy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 09:18
            Gość portalu: polishAM napisał(a):

            > A ja kocham nasz kler katolicki i nasz Kościół.

            Kler też was 'kocha', co widać w wielu jego działaniach,

            > Protestantów też lubię ponieważ
            > budują piękne i duże krzyże. www.snobhill.net/mexico/usa1/tx003.htm
            > Poza tym nie zamierzam się wdawać w licytację kto pomaga biednym a kto nie.

            Dostrzegam też CHARYTATYWNE działania kk, ale widzę, że chcieli miec na to
            monopol. Dla przykłądu Jurka Owsiaka jakoś nie trawią.

            > Mojej babci zastrzyki podawały siostry zakonne. W czasie stanu wojennego po
            > pomoc chodziło się do Kościoła. Caritas pomaga biednym. Nie akceptuję tych
            > niewybrednych ataków wobec mojego Kościoła.

            Co rozumiesz przez 'niewybredne ataki'? Dostrzegam 'dobre' ale widzę też
            zagrożenia i patologie w KK. Tych patologii i rządnych władzy poczynań kleru
            nie chcesz zobaczyć. A jako protestant, mam oczy otwarte i obawiam się, że
            gdyby prawica dorwała się do władzy, to pokaże, jak kocha swój kler.

            > Te ataki zresztą mają źródła w
            > krękach jawnie ateistycznych, żydowskich i w Twoim wypadku protestanckich,
            > Jerzy. My katolicy takich wątpliwości nie mamy. My kochamy nasz Kościół,
            > naszych księży i naszą religię.

            Tutaj wychodzi na jaw twoja ksenofobia. Zamiast próbować przyjrzeć się
            patologiom, tworzysz emocjonalne skojarzenia, nazywając głosy rozsądku
            niewybrednym atakiem i łacząc go z tymi, wobec których kler ukształtował w
            umysłach Polaków postawy 'miłości bliźniego'. Innymi słowy, chcesz obalić
            argument łącząc go ze źródłem pochodzenia. Jeśli coś pochodzi od ateistów,
            Żydów albo protestantów, to na pewno jest to 'niewybredny atak', albo inaczej,
            argument pozbawiony racji bytu.

            Ponadto, skormniej by było, gdybyś pisał w liczbie pojedynczej. Pisząc w
            mnogiej, przemawiasz jak papież w imieniu wszystkich katolików.

            Jerzy
            • Gość: Jerzy Źródła ataków na kk IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 09:39

              Kiedy jakaś wypowiedź na forum jest niewygodna dla kk, apologeci katoliccy
              pracujący na tym forum próbują ją przypisać źródłom które katolicy bardzo
              kochają.
              Oto przykład:

              > Te ataki zresztą mają źródła w
              > krękach jawnie ateistycznych, żydowskich i w Twoim wypadku protestanckich,
              > Jerzy.

              Moja odpowiedź:
              Tutaj wychodzi na jaw twoja ksenofobia. Zamiast próbować przyjrzeć się
              patologiom, tworzysz emocjonalne skojarzenia, nazywając głosy rozsądku
              niewybrednym atakiem i łaczysz je z tymi, wobec których kler ukształtował w
              umysłach Polaków postawy 'miłości bliźniego'. Innymi słowy, chcesz obalić
              argument łącząc go ze źródłem pochodzenia. Jeśli coś pochodzi od ateistów,
              Żydów albo protestantów, to na pewno jest to 'niewybredny atak', albo inaczej,
              argument pozbawiony racji bytu.
            • Gość: polishAM Re: Dylemat protestanta, my ich nie mamy IP: *.157.81.35.Dial1.Weehawken1.Level3.net 08.07.03, 10:06
              Bo my uważamy Kościół Katolicki jako nasze wspólne dobro. Co katolickie to
              nasze. I księża też są nasi. I Papież też jest nasz. Niektórzy nas krytykują,
              ale my właśnie tak chcemy. My mamy własną religię bo takiej chcemy. Mam
              nadzieję Jerzy, że jesteś szczęśliwy będąc protestantem i życzę Ci szczęścia. A
              co do Owsiaka to osobiście jestem sceptyczny, ponieważ prywatne usługi
              charytatywne są bardzo źle zarządzane. Ale to prywatna opinia każdego i nie mam
              z tym problemu. Ja w każdym razie nic mu nie przekażę. Mam bezwzględne zaufanie
              do Kościoła Katolickiego na zasadzie, że co do kościoła należy jest moje.
              Prosta sprawa. O czym tu jeszcze dyskutować?
              • Gość: Jerzy To prawda, macie własną religię IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 14:37
                Gość portalu: polishAM napisał(a):

                > Bo my uważamy Kościół Katolicki jako nasze wspólne dobro. Co katolickie to
                > nasze. I księża też są nasi. I Papież też jest nasz. Niektórzy nas krytykują,
                > ale my właśnie tak chcemy. My mamy własną religię bo takiej chcemy. Mam
                > nadzieję Jerzy, że jesteś szczęśliwy będąc protestantem i życzę Ci szczęścia.
                A
                >
                > co do Owsiaka to osobiście jestem sceptyczny, ponieważ prywatne usługi
                > charytatywne są bardzo źle zarządzane. Ale to prywatna opinia każdego i nie
                mam
                >
                > z tym problemu. Ja w każdym razie nic mu nie przekażę. Mam bezwzględne
                zaufanie
                >
                > do Kościoła Katolickiego na zasadzie, że co do kościoła należy jest moje.
                > Prosta sprawa. O czym tu jeszcze dyskutować?


                Dobrze powiedziane, macie własną religię, która niestety niewiele ma wspólnego
                z tym, co nauczał i dokonał Jezus. Ale wy wolicie słuchać swoich księży niż
                Jezusa.
                My protestanci, albo choć jakaś część z nich, chcemy wprowadzać w czyn słowa
                Marii skierowane do sług - 'co wam powie, czyńcie' (Jan 2,5).

                Ten, kto nie zna słów i nauki Jezusa - a tak jest niestety prawda o katolikach,
                że nie mają pojęcia o Biblii, gdyż mają własną religię - nie jest w stanie
                wprowadzić w czyn prostego polecienia Marii.

                Jerzy
                • Gość: polishAM Re: To prawda, macie własną religię IP: *.24.154.125.Dial1.Weehawken1.Level3.net 08.07.03, 21:05
                  Jerzy, na poważnie. Znalazłeś sobie cel w życiu to trzymaj się go. Jest to cel
                  szlachetny i jestem całkowicie z wami. Nie zbaczaj jednak z drogi i nie daj się
                  zwieść fałszywej przesłance, że Twoim celem jest nawracanie katolików. Wielki i
                  tak nas wrzuci do jednego worka i będzie nas oceniał indywidualnie. Jerzy
                  proszę bądź równym chłopem i staraj się nas rozumieć. My was wszystkich kochamy
                  bo to nasze przesłanie. Wiara, nadzieja i miłość. I broń Krzyża, bo wielu by
                  chciało zafałszować prawdę o człowieku, który głosił sprawiedliwość i zginął.
                  Przeczytaj sobie Talmud, gdzie jego matke nazwano dziwką, a jego samego
                  bękartem. Obudź się Jerzy. I jak zawsze serdecznie pozdrawiam.
                  • Gość: Jerzy Re: To prawda, macie własną religię IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 22:50
                    Gość portalu: polishAM napisał(a):

                    > Jerzy, na poważnie. Znalazłeś sobie cel w życiu to trzymaj się go. Jest to
                    cel
                    > szlachetny i jestem całkowicie z wami. Nie zbaczaj jednak z drogi i nie daj
                    się
                    >
                    > zwieść fałszywej przesłance, że Twoim celem jest nawracanie katolików. Wielki
                    i
                    >
                    > tak nas wrzuci do jednego worka i będzie nas oceniał indywidualnie. Jerzy
                    > proszę bądź równym chłopem i staraj się nas rozumieć. My was wszystkich
                    kochamy
                    >
                    > bo to nasze przesłanie. Wiara, nadzieja i miłość. I broń Krzyża, bo wielu by
                    > chciało zafałszować prawdę o człowieku, który głosił sprawiedliwość i zginął.
                    > Przeczytaj sobie Talmud, gdzie jego matke nazwano dziwką, a jego samego
                    > bękartem. Obudź się Jerzy. I jak zawsze serdecznie pozdrawiam.


                    Wiem o fałszywkach z czasów Jezusa. Odpierałęm ataki Kagana w tym temacie.
                    Zobacz
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=3078983&a=3385481
                    My też was kochamy i dlatego dokładamy wszelkich starań, aby zachęcic was do
                    wypełnianai polecenia Marii, aby wypełniac wszystko, co powiedział Jezus. Aby
                    to wypełnic, trzeba to najpierw poznać. Chrzescijanin, ktory nie zna Słowa
                    Bożego - mam na myśli Biblię, nie może wypełniać Słów Jezusa. Czy zatem jest
                    chrześcijaninem?

                    Nie będzie mnie jakiś czas,
                    Pozdrawiam

                    Jerzy
                    • Gość: polishAM Re: To prawda, macie własną religię IP: *.24.154.125.Dial1.Weehawken1.Level3.net 08.07.03, 23:42
                      Jerzy ja też uciekam, ale przyznaję, że należałoby poznać lepiej biblię
                      (przynajmniej ja) Podaję pewne dane statystyczne które bezwstydnie skopiowałem.
                      Sondaż TNS OBOP Co Polacy sądzą o Kościele?



                      ZOBACZ TAKŻE


                      • komentuje dla Gazety ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu Polski (08-07-03,
                      21:11)





                      ZOBACZ


                      ¤ Zaufanie do Kościoła katolickiego w Polsce. Ifografika (Studio Gazeta 0,07MB)
                      ¤ Udział Kościoła katolickiego w życiu politycznym. Ifografika (Studio Gazeta
                      0,08MB)







                      ml 08-07-2003, ostatnia aktualizacja 08-07-2003 20:54

                      Nasze zaufanie do Kościoła utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie, choć
                      nieznacznie spadło w porównaniu z latami 90. W tym roku deklaruje je 71 proc.
                      respondentów. Nie ufa Kościołowi 24 proc.
                      czytaj dalej »
                      r e k l a m a



                      Zaufanie do Kościoła jest nie tylko wysokie, ale i powszechne. Nie ma takiej
                      kategorii społecznej, w której więcej niż połowa nie deklarowałaby swego
                      zaufania do Kościoła. Aż 63 proc. osób o lewicowych poglądach i prawie tyle
                      samo zwolenników SLD ufa Kościołowi.

                      Analizując zmiany w deklaracjach zaufania, można przypuszczać, że wzrasta ono
                      podczas papieskich wizyt w Polsce. Widać to szczególnie po wielkich
                      pielgrzymkach w latach 1997 i 1999.

                      Notowania Kościoła zależą od wieku badanych. Co ciekawe, najmniejsze zaufanie
                      deklarują Polacy w wieku 30-39 lat (64 proc.). Ufa Kościołowi ponad trzy
                      czwarte ludzi młodszych i 80 proc. osób powyżej 60. roku życia.

                      Wykształcenie nie sprzyja zaufaniu do Kościoła - z 80 proc. wśród ludzi z
                      wykształceniem podstawowym spada do 59 proc. wśród osób o wyższym wykształceniu.

                      Interesujący jest nasz stosunek do zaangażowania Kościoła w życie polityczne. W
                      ciągu ostatnich lat powoli, ale systematycznie maleje odsetek osób, które
                      uważają, że Kościół ogrywa zbyt dużą rolę w polityce. Uważa tak obecnie 52
                      proc. badanych, gdy dziewięć lat temu ten pogląd podzielało aż 71 proc.
                      Polaków. Jednocześnie rośnie grupa tych, którzy sądzą, że jego udzał życiu
                      politycznym jest taki, jaki być powinien. Od 1994 r. ten odstetek wzrósł z 23
                      do 36 proc. Zmiany opinii - według autorów raportu - należy uznać za odbicie
                      rzeczywistego wycofywania się Kościoła z bieżącej polityki i bezpośredniego na
                      nią wpływania, a nie rosnącego przyzwolenia na polityczną aktywność Kościoła.

                      Z badań socjologicznych wynika, że Polacy są skłonni akceptować raczej
                      kierowanie się przez władzę państwowe nauką społeczną Kościoła niż jego
                      bezpośredni udział w polityce.

                      OBOP, 14-16 czerwca, na 1004-osobowej reprezentatywnej próbie losowej
                      mieszkańców Polski powyżej 15. roku życia.
    • Gość: Jerzy Dylemat protestanta - c.d. IP: *.its.unimelb.edu.au 07.07.03, 11:42
      Gość portalu: Jerzy napisała: Na kogo głosować w przszłych wyborach?
      Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
      mordowanie nienarodzonych czyli legalizację aborcji, związków homoseksualnych,
      narkotyków, domów publicznych i temu podobnego swietokradztwa. Nie odpowiada mi
      to, bo jestem Prawdziwym Chrzescijaninem! Jeśli prawa strona zdobędzie
      większośc, to będzie dążyła do utworzenia państwa wyznaniowego (katolickiego) a
      budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy Kleru oraz sprowadzą jeszcze
      raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada. Na kogo zatem głosować? Zostaje
      wiec mi tylko Samoobrona!
      Jerzy, Chrzescijajnin Biblijny, Na Nowo Narodzony w Panie Jezusie
      • Gość: Jerzy-Bielsko Kaganie, ten wątek też chcesz zdławić? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 19:22
        • Gość: BO Dziwie sie Panie Jerzy!!!! IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 09.07.03, 02:51
          Pochodze z protestanckiej rodziny Cieszyna. Rodzina powoli odpadala
          od protestantyzmu zdegustowana poziomem wspolpracy protestantow z wladzami PRL
          w czasach kiedy KK byl w opozycji. Po wyjezdzie do Kanady bylismy w tarapatach
          i wtedy pomogly nam organizacje katolickie (glownie Caritas). Wiedzieli ze nie
          jestesmy katolikami ale ich to nie obchodzilo.

          Poszedlem do katolickiej szkoly (wszystkie inne w naszym sasiedztwie byly
          bardzo kiepskie wlaczajac w to jedna protestancka. Moi rodzice nie mogli
          zaplacic wiec dostalem stypendium. Moge Cie zapewnic ze musielismy studiowac
          biblie. Potem poszedlem na studia i kontakty sie urwaly.
          Zaczalem sie przygladac patologiom spolecznym. Rozklad malzenstw. Poniewaz
          wsrod protestantow malzenstwo nie jest sakramentem wiec coraz bardziej
          traktuje sie je jako zmiane odziezy. Prawda ze jest nawrot do tzw. "covenant
          marriage." Potem zobaczylem malzenstwa gejow w lokalnym kosciele episkopalnym
          do ktorego nalezalem przez jakis czas. Zaczalem studiowac protestantyzm
          polnocnoamerykanski ktory codziennie dzieli sie na nowe sekty nie calkiem dla
          siebie przyjazne (jak to sie ma do "aby byli jedno"). Mormoni, Swiadkowie
          Jehowy, Christian Science to sa tylko niektore z produktow rewolucji
          protestanckiej opartej o indywidualna interpretacje Biblii zalecana w
          protestantyzmie mimo ze Pismo nie jest do indywidualnej interpretacji
          jak pisze w Pismie. Czasami ogladalem tele-ewangelistow jak "uzdrawiali"
          co bogatsze owieczki np. "born again" Jimmy Swaggart i twierdzil ze Bog mu ba
          osobnosci powiedzial ze wszyscy katolicy ida do piekla. I coz? Skonczylo sie
          na wojnie z innym pastorem ktory nakryl Swaggarta z prostytutka. Nie wspomne
          pary Jim & Tammy Baker. Dawno po rozwodzie. Potem zobaczylem jakie brednie
          wygaduja protestanci nt. ewolucji i jak bardzo anty-intelektualny jest
          protestantyzm.

          Kiedys zaczalem sie wczytywac w Newmanna ktory jako anglikanski pastor
          usilowal udowodnic ze ortodoksja jest po stronie protestantyzmu. W miare jak
          studiowal przezyl powazny wstrzas bo coraz wiecej wskazywalo na to ze to
          wlasnie KK przechowal sedno wiary. Newmann zostal katolikiem. Ja tez, pod jego
          duzym wplywem doszedlem do nawrocenia.

          Co mnie boli Panie Jerzy to to ze wiecej energii poswiecasz na zwalczanie
          katolicyzmu niz wszystkich antyreligijnych patologii w Polsce. Powodzenia
          Bracie, moze pewnego dnia przemowi do Ciebie Chrystus i wyjasni ze Twoja
          niechec do katolikow jest czystym uprzedzeniem.
          • Gość: Jerzy Re: Dziwie sie Panie Jerzy!!!! IP: 202.137.86.* 10.07.03, 08:13
            Czemu klamiesz, ze pochodzisz z pritestanckiej rodziny? Akurat wiem o kogo tu
            chodzi, jestes przeciez nieslubnym synem ksiedza i zakonnicy...
            Wstyd!
            Jerzy-Bielsko
            • Gość: DoJerzego Re: Dziwie sie Panie Jerzy!!!! IP: *.lib.latrobe.edu.au 10.07.03, 11:52
              Gość portalu: Jerzy napisał(a):
              Czemu klamiesz, ze pochodzisz z protestanckiej rodziny? Akurat wiem o kogo tu
              chodzi, jestes przeciez nieslubnym synem ksiedza i zakonnicy...
              Wstyd!
              Jerzy-Bielsko
              - Mozesz rozwinac te mysl, Jerzy?

              • Gość: BO Masz na mysli pastora i pastorke? Mylisz sie? IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 10.07.03, 17:30
                Gos´c´ portalu: DoJerzego napisa?(a):

                > Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a):
                > Czemu klamiesz, ze pochodzisz z protestanckiej rodziny? Akurat wiem o
                kogo tu
                > chodzi, jestes przeciez nieslubnym synem ksiedza i zakonnicy...
                > Wstyd!
                > Jerzy-Bielsko
                > - Mozesz rozwinac te mysl, Jerzy?
                >
                • Gość: BO Pan Jerzy nie mysli tylko cytuje. Zabraklo cytatow IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 10.07.03, 17:31
                  Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):

                  > Gos´c´ portalu: DoJerzego napisa?(a):
                  >
                  > > Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a):
                  > > Czemu klamiesz, ze pochodzisz z protestanckiej rodziny? Akurat wiem
                  o
                  > kogo tu
                  > > chodzi, jestes przeciez nieslubnym synem ksiedza i zakonnicy...
                  > > Wstyd!
                  > > Jerzy-Bielsko
                  > > - Mozesz rozwinac te mysl, Jerzy?
                  > >
                  • Gość: Jerzy-Bielsko Pan Jerzy mysli i cytuje. IP: *.dsl.vicnet.net.au 11.07.03, 06:18
                    Gość portalu: BO napisał(a):
                    Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):
                    Gos´c´ portalu: DoJerzego napisa?(a):
                    Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a): Czemu klamiesz, ze pochodzisz z protestanckiej rodziny? Akurat wiem
                    o kogo tu chodzi, jestes przeciez nieslubnym synem ksiedza i zakonnicy...
                    Wstyd!
                    Jerzy-Bielsko
                    - Mozesz rozwinac te mysl, Jerzy?
                    J: Po co? Zebys mi znow zaczal ublizac?
                • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Masz na mysli pastora i pastorke? NIE! IP: *.dsl.vicnet.net.au 11.07.03, 06:20
                  Gość portalu: BO napisał(a):
                  Gos´c´ portalu: DoJerzego napisa?(a):
                  Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a):
                  Czemu klamiesz, ze pochodzisz z protestanckiej rodziny? Akurat wiem o kogo tu
                  chodzi, jestes przeciez nieslubnym synem ksiedza i zakonnicy...
                  Wstyd!
                  Jerzy-Bielsko
                  - Mozesz rozwinac te mysl, Jerzy?
                  J: Nie zmyslaj, tylko napisz prawde! Nie obrazaj Pana Jezusa!
    • Gość: Teofil Oj, Jerzy, Jerzy... IP: *.jezuici.pl 09.07.03, 13:07
      Drogi Jerzy,
      dawno mnie tu nie było, ale parę słów chciałbym dorzucić do tematu.
      Wiesz, ja także nie wiem, na kogo głosować - większość obecnych na scenie
      politycznej się już skompromitowała...
      Muszę jednak (...) napisać dwa zdania nt. tego, co tu wypisujesz, bo mnie z
      lekka szlag trafia.
      1. Każdy, kto uważnie śledził to, co mówione było (i to całkiem oficjalnie) na
      temat Światyni Opatrzności wie, że już w statucie fundacji jest zapis, że
      budowa finansowana jest WYŁĄCZNIE z dobrowolnych datków i ofiar, że nie idą na
      nią ŻADNE państwowe pieniądze. Tak, że - niezależnie od tego, kto wygra
      nastęne wybory, o swoje podatki możesz być spokojny. Pisanie o "budowie z
      publicznych pieniędzy" to albo przejaw niewiedzy (a jak się nie wie, to warto
      się dowiedzieć...), albo nieuczciwość.
      2. Na co ja - czy inni katolicy - przeznaczają swoje oszczędności to już -
      przyznasz - nasz prywatna sprawa.
      3. Z tego, co pamiętam, to protestanci różnych wyznań także budują kościoły,
      niektóre zresztą bardzo kazałe - czy to także jest Twoim zdanie obłuda i życie
      na pokaz?
      4. A propos pychy, którą jak zwykle z werwą zarzucasz katolikom (a zwłaszcza
      hierarchii Koscioła) - czy nie jest także pychą Twoje święte przekonanie, że
      to właśnie Ty poprawnie interpretujesz Pismo, a wszyscy inni (katolicy,
      protestanci myślący inaczej niż Ty...) na pewno się mylą? Taka niezachwiana
      pewność poparta atakiem na każdego, kto myśli inaczej także o pokorze raczej
      nie świadczy...
      5. Po raz kolejny (już kiedyś o tym dyskutowaliśmy) usiłujesz udowodnić, że
      wiesz lepiej od nas (katolików) w co wierzymy i dlaczego.
      6. Rzeczywiście, jak tu ktoś napisał, dziwne, że ostrzej krytykujesz
      chrześcijan innych wyznań, niż wrogów chrześcijaństwa w ogóle.
      7. Ekumenia, ekumenia!!! Jakieś trzy czwarte różnic dogmatycznych między
      Kościołem katolickim a największymi Kościołami ewangelickimi dawno zostało
      wyjaśnione. Pozostałe są w trakcie wyjaśnienia. Różni nas znacznie mniej, niż
      mówisz (a może - niż byś chciał?)
      8. Last, but not least - dla mnie noszenie krzyżyka jest świadectwem
      przynależności do Chrystusa. Jeśli dla Ciebie jest tylko obłudą i
      działaniem "na pokaz", to co powiesz o większości protestanckich pastorów,
      którzy także to robią?
      POzdrawiam - T.
      • Gość: BO Re: Oj, Jerzy, Jerzy... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 09.07.03, 16:39
        Dzieki Teofilu, ale teraz Ci sie posypie bo jestes jezuita.

        Pozdrawiam serdecznie!!!


        Gość portalu: Teofil napisał(a):

        > Drogi Jerzy,
        > dawno mnie tu nie było, ale parę słów chciałbym dorzucić do tematu.
        > Wiesz, ja także nie wiem, na kogo głosować - większość obecnych na scenie
        > politycznej się już skompromitowała...
        > Muszę jednak (...) napisać dwa zdania nt. tego, co tu wypisujesz, bo mnie z
        > lekka szlag trafia.
        > 1. Każdy, kto uważnie śledził to, co mówione było (i to całkiem oficjalnie)
        na
        > temat Światyni Opatrzności wie, że już w statucie fundacji jest zapis, że
        > budowa finansowana jest WYŁĄCZNIE z dobrowolnych datków i ofiar, że nie idą
        na
        > nią ŻADNE państwowe pieniądze. Tak, że - niezależnie od tego, kto wygra
        > nastęne wybory, o swoje podatki możesz być spokojny. Pisanie o "budowie z
        > publicznych pieniędzy" to albo przejaw niewiedzy (a jak się nie wie, to
        warto
        > się dowiedzieć...), albo nieuczciwość.
        > 2. Na co ja - czy inni katolicy - przeznaczają swoje oszczędności to już -
        > przyznasz - nasz prywatna sprawa.
        > 3. Z tego, co pamiętam, to protestanci różnych wyznań także budują kościoły,
        > niektóre zresztą bardzo kazałe - czy to także jest Twoim zdanie obłuda i
        życie
        > na pokaz?
        > 4. A propos pychy, którą jak zwykle z werwą zarzucasz katolikom (a zwłaszcza
        > hierarchii Koscioła) - czy nie jest także pychą Twoje święte przekonanie, że
        > to właśnie Ty poprawnie interpretujesz Pismo, a wszyscy inni (katolicy,
        > protestanci myślący inaczej niż Ty...) na pewno się mylą? Taka niezachwiana
        > pewność poparta atakiem na każdego, kto myśli inaczej także o pokorze raczej
        > nie świadczy...
        > 5. Po raz kolejny (już kiedyś o tym dyskutowaliśmy) usiłujesz udowodnić, że
        > wiesz lepiej od nas (katolików) w co wierzymy i dlaczego.
        > 6. Rzeczywiście, jak tu ktoś napisał, dziwne, że ostrzej krytykujesz
        > chrześcijan innych wyznań, niż wrogów chrześcijaństwa w ogóle.
        > 7. Ekumenia, ekumenia!!! Jakieś trzy czwarte różnic dogmatycznych między
        > Kościołem katolickim a największymi Kościołami ewangelickimi dawno zostało
        > wyjaśnione. Pozostałe są w trakcie wyjaśnienia. Różni nas znacznie mniej,
        niż
        > mówisz (a może - niż byś chciał?)
        > 8. Last, but not least - dla mnie noszenie krzyżyka jest świadectwem
        > przynależności do Chrystusa. Jeśli dla Ciebie jest tylko obłudą i
        > działaniem "na pokaz", to co powiesz o większości protestanckich pastorów,
        > którzy także to robią?
        > POzdrawiam - T.
      • Gość: Jezry-Bielsko Re: Oj, Jerzy, Jerzy... IP: 202.137.86.* 10.07.03, 08:21
        Gość portalu: Teofil napisał(a):
        Drogi Jerzy,
        dawno mnie tu nie było, ale parę słów chciałbym dorzucić do tematu.
        Wiesz, ja także nie wiem, na kogo głosować - większość obecnych na scenie
        politycznej się już skompromitowała...
        Muszę jednak (...) napisać dwa zdania nt. tego, co tu wypisujesz, bo mnie z
        lekka szlag trafia.
        J: Nie bluznij Panu Naszemu!

        1. Każdy, kto uważnie śledził to, co mówione było (i to całkiem oficjalnie) na
        temat Światyni Opatrzności wie, że już w statucie fundacji jest zapis, że
        budowa finansowana jest WYŁĄCZNIE z dobrowolnych datków i ofiar, że nie idą na
        nią ŻADNE państwowe pieniądze. Tak, że - niezależnie od tego, kto wygra
        nastęne wybory, o swoje podatki możesz być spokojny. Pisanie o "budowie z
        publicznych pieniędzy" to albo przejaw niewiedzy (a jak się nie wie, to warto
        się dowiedzieć...), albo nieuczciwość.
        J: Status fundacji to jedno, a praktyka to drugie. Staus sie zmieni albo
        obejdzie, bo datkow nie starczy. Powtorzy sie historia z bazylkia w Rzymie,
        budowa ktorej doprowadzila do handlu odpustami i powstaniem reformacji.

        2. Na co ja - czy inni katolicy - przeznaczają swoje oszczędności to już -
        przyznasz - nasz prywatna sprawa.
        J: NIE, bowiem propaganda katolicka zmusza was do dawania pieniedzy Rzymowi.

        3. Z tego, co pamiętam, to protestanci różnych wyznań także budują kościoły,
        niektóre zresztą bardzo kazałe - czy to także jest Twoim zdanie obłuda i życie
        na pokaz?
        J: Budujemy je z wlasnych pieniedzy (mamy ich wiecej od katolikow dzieki
        naszemu protestanckiemu etosowi pracy).

        4. A propos pychy, którą jak zwykle z werwą zarzucasz katolikom (a zwłaszcza
        hierarchii Koscioła) - czy nie jest także pychą Twoje święte przekonanie, że
        to właśnie Ty poprawnie interpretujesz Pismo, a wszyscy inni (katolicy,
        protestanci myślący inaczej niż Ty...) na pewno się mylą? Taka niezachwiana
        pewność poparta atakiem na każdego, kto myśli inaczej także o pokorze raczej
        nie świadczy...
        J: Za mnie przemawia Pan Jezus, w ktorym sie na nowo narodziem!

        5. Po raz kolejny (już kiedyś o tym dyskutowaliśmy) usiłujesz udowodnić, że
        wiesz lepiej od nas (katolików) w co wierzymy i dlaczego.
        J: Patrz wyzej czemu to robie!

        6. Rzeczywiście, jak tu ktoś napisał, dziwne, że ostrzej krytykujesz
        chrześcijan innych wyznań, niż wrogów chrześcijaństwa w ogóle.
        J: Njgorszy wrog jest wewnetrzny, co udaje przyjaciela!

        7. Ekumenia, ekumenia!!! Jakieś trzy czwarte różnic dogmatycznych między
        Kościołem katolickim a największymi Kościołami ewangelickimi dawno zostało
        wyjaśnione. Pozostałe są w trakcie wyjaśnienia. Różni nas znacznie mniej, niż
        mówisz (a może - niż byś chciał?)
        J: Prawdziwi (biblijni) Ewangelicy roznia sie bardziej od katolikow niz np.
        tacy anglikanie!

        8. Last, but not least - dla mnie noszenie krzyżyka jest świadectwem
        przynależności do Chrystusa. Jeśli dla Ciebie jest tylko obłudą i
        działaniem "na pokaz", to co powiesz o większości protestanckich pastorów,
        którzy także to robią?
        J: To sa falszywi pastorzy, co sie jeszcze na nowo nie narodzili w Panie
        Nszym, Jezusie Chrystusie.

        • Gość: BO Re: Oj, Jerzy, Jerzy... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 10.07.03, 17:41
          Jerzy, ktory narodzil sie "w Panu naszym" nie szczedzi chrzescijanskiego
          bluzgania na oslep. Szczegolnie wobec katolikow. Oczywiscie po
          chrzescijansku obrazil moich rodzicow. Gdyby mnie zaatakowal osobiscie,
          to jeszcze moglbym zignorowac. Oczywiscie to ty jestes klamca, bo nie
          masz zielonego pojecia kim jestem. Powiem ci Jerzy jedno: jesli ty jestes
          przykladem "born again" to pozal sie Boze na twoje chrzescijanstwo.
          Przekonales mnie ze masz zakuty leb i Chrystus jest zaklopotany takimi
          wyznawcami, chociaz pewnie Ci wybaczy.

          Ja zacytuje to co lubisz: "Panie przebacz im bo nie wiedza co czynia"


          Gos´c´ portalu: Jezry-Bielsko napisa?(a):

          > Gos´c´ portalu: Teofil napisa?(a):
          > Drogi Jerzy,
          > dawno mnie tu nie by?o, ale pare˛ s?ów chcia?bym dorzucic´ do tematu.
          > Wiesz, ja takz˙e nie wiem, na kogo g?osowac´ - wie˛kszos´c´ obecnych
          na scenie
          > politycznej sie˛ juz˙ skompromitowa?a...
          > Musze˛ jednak (...) napisac´ dwa zdania nt. tego, co tu wypisujesz, bo
          mnie z
          > lekka szlag trafia.
          > J: Nie bluznij Panu Naszemu!
          >
          > 1. Kaz˙dy, kto uwaz˙nie s´ledzi? to, co mówione by?o (i to ca?kiem
          oficjalnie) na
          > temat S´wiatyni Opatrznos´ci wie, z˙e juz˙ w statucie fundacji jest zapis,
          z˙e
          > budowa finansowana jest WY?A˛CZNIE z dobrowolnych datków i ofiar,
          z˙e nie ida˛ na
          > nia˛ Z˙ADNE pan´stwowe pienia˛dze. Tak, z˙e - niezalez˙nie od tego, kto
          wygra
          > naste˛ne wybory, o swoje podatki moz˙esz byc´ spokojny. Pisanie o
          "budowie z
          > publicznych pienie˛dzy" to albo przejaw niewiedzy (a jak sie˛ nie wie, to
          warto
          > sie˛ dowiedziec´...), albo nieuczciwos´c´.
          > J: Status fundacji to jedno, a praktyka to drugie. Staus sie zmieni albo
          > obejdzie, bo datkow nie starczy. Powtorzy sie historia z bazylkia w
          Rzymie,
          > budowa ktorej doprowadzila do handlu odpustami i powstaniem
          reformacji.
          >
          > 2. Na co ja - czy inni katolicy - przeznaczaja˛ swoje oszcze˛dnos´ci to juz˙
          -
          > przyznasz - nasz prywatna sprawa.
          > J: NIE, bowiem propaganda katolicka zmusza was do dawania
          pieniedzy Rzymowi.
          >
          > 3. Z tego, co pamie˛tam, to protestanci róz˙nych wyznan´ takz˙e buduja˛
          kos´cio?y,
          > niektóre zreszta˛ bardzo kaza?e - czy to takz˙e jest Twoim zdanie ob?uda
          i z˙ycie
          > na pokaz?
          > J: Budujemy je z wlasnych pieniedzy (mamy ich wiecej od katolikow
          dzieki
          > naszemu protestanckiemu etosowi pracy).
          >
          > 4. A propos pychy, która˛ jak zwykle z werwa˛ zarzucasz katolikom (a
          zw?aszcza
          > hierarchii Koscio?a) - czy nie jest takz˙e pycha˛ Twoje s´wie˛te
          przekonanie, z˙e
          > to w?as´nie Ty poprawnie interpretujesz Pismo, a wszyscy inni (katolicy,
          > protestanci mys´la˛cy inaczej niz˙ Ty...) na pewno sie˛ myla˛? Taka
          niezachwiana
          > pewnos´c´ poparta atakiem na kaz˙dego, kto mys´li inaczej takz˙e o
          pokorze raczej
          > nie s´wiadczy...
          > J: Za mnie przemawia Pan Jezus, w ktorym sie na nowo narodziem!
          >
          > 5. Po raz kolejny (juz˙ kiedys´ o tym dyskutowalis´my) usi?ujesz
          udowodnic´, z˙e
          > wiesz lepiej od nas (katolików) w co wierzymy i dlaczego.
          > J: Patrz wyzej czemu to robie!
          >
          > 6. Rzeczywis´cie, jak tu ktos´ napisa?, dziwne, z˙e ostrzej krytykujesz
          > chrzes´cijan innych wyznan´, niz˙ wrogów chrzes´cijan´stwa w ogóle.
          > J: Njgorszy wrog jest wewnetrzny, co udaje przyjaciela!
          >
          > 7. Ekumenia, ekumenia!!! Jakies´ trzy czwarte róz˙nic dogmatycznych
          mie˛dzy
          > Kos´cio?em katolickim a najwie˛kszymi Kos´cio?ami ewangelickimi
          dawno zosta?o
          > wyjas´nione. Pozosta?e sa˛ w trakcie wyjas´nienia. Róz˙ni nas znacznie
          mniej, niz˙
          > mówisz (a moz˙e - niz˙ bys´ chcia??)
          > J: Prawdziwi (biblijni) Ewangelicy roznia sie bardziej od katolikow niz np.
          > tacy anglikanie!
          >
          > 8. Last, but not least - dla mnie noszenie krzyz˙yka jest s´wiadectwem
          > przynalez˙nos´ci do Chrystusa. Jes´li dla Ciebie jest tylko ob?uda˛ i
          > dzia?aniem "na pokaz", to co powiesz o wie˛kszos´ci protestanckich
          pastorów,
          > którzy takz˙e to robia˛?
          > J: To sa falszywi pastorzy, co sie jeszcze na nowo nie narodzili w Panie
          > Nszym, Jezusie Chrystusie.
          >
          • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Oj, Jerzy, Jerzy... IP: *.dsl.vicnet.net.au 11.07.03, 06:16
            Gość portalu: BO napisał(a):
            Jerzy, ktory narodzil sie "w Panu naszym" nie szczedzi chrzescijanskiego
            bluzgania na oslep. Szczegolnie wobec katolikow. Oczywiscie po
            chrzescijansku obrazil moich rodzicow. Gdyby mnie zaatakowal osobiscie,
            to jeszcze moglbym zignorowac. Oczywiscie to ty jestes klamca, bo nie
            masz zielonego pojecia kim jestem. Powiem ci Jerzy jedno: jesli ty jestes
            przykladem "born again" to pozal sie Boze na twoje chrzescijanstwo.
            Przekonales mnie ze masz zakuty leb i Chrystus jest zaklopotany takimi
            wyznawcami, chociaz pewnie Ci wybaczy.
            Ja zacytuje to co lubisz: "Panie przebacz im bo nie wiedza co czynia"
            J: Nie masz pojecia co to znaczy byc na nowo narodzonym w Panie Jezusie!
            A ze prawda w oczy kole, to juz nie moja wina, takze twe pochodzenie z nieprawego loza i udawanie
            protestanta... Boj sie gniewu Pana Jezusa!
    • Gość: paul Chrzescijanstwo w rozpadzie IP: 62.190.198.* 09.07.03, 16:51
      Jednym z niewielu prawdziwych chrzescijan jest bp Jack Spong. Wiekszosc innych
      to ciemni, zacofani bigoci (co za glupota z tym "prawdziwym" kosciolem!).
      • Gość: BO Re: Chrzescijanstwo w rozpadzie IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 09.07.03, 18:23
        Wishful thinking? Kto to jest Jack Spong?


        Gos´c´ portalu: paul napisa?(a):

        > Jednym z niewielu prawdziwych chrzescijan jest bp Jack Spong.
        Wiekszosc innych
        > to ciemni, zacofani bigoci (co za glupota z tym "prawdziwym"
        kosciolem!).
        • Gość: BO Teraz pamietam!!! Zapomnialem nazwiska. IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 09.07.03, 18:59
          Slyszalem go w Harvardzie. Mowil duzo ze Bog biblii nie istnieje bo to
          zostalo naukowo udowodnione. Obalal wizerunek nieba jako czegos
          wysoko ponad glowami (powinien posluchac papieza ktory to mowi na
          srodowych audiencjach). Atakuje chrzescijan jako antysemitow i caly czas
          promuje swoja ksiazke jako "best selling." Wyglada ze chce nabic sobie
          kabze poprzez bycie notorycznym. Pan Jerzy powinien go poprzec bo jest
          unitarianinem i caly czas porownuje sie do Lutra. Odrzuca wszystkie
          dogmaty od inkarnacji po wniebowstapienie.

          Jest to ulubiony "chrzescijanin" Paula.
    • Gość: Terry Re: Dylemat protestanta IP: 167.178.112.* 09.07.03, 17:06
      Gość portalu: Jerzy napisał(a):

      > Na kogo głosować w przszłych wyborach?
      >
      > Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
      > legalizację aborcji, związków homoseksualnych, narkotyków, domów publicznych
      > i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.
      >
      > Jeśli prawa strona zdobędzie większośc, to będzie dążyła do utworzenia
      > państwa wyznaniowego a budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy
      > Kleru oraz sprowadzą jeszcze raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada.
      >
      > Na kogo zatem głosować?
      >
      > Jerzy
      .. Skąd Jerzy biorą ci się te głupoty o państwie wyznaniowym ?
      Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że gdyby było jak piszesz to miałbyś
      problemy z bezpieczeństwem osobistym ? A stwierdzasz, że masz takie
      problemy, może miałeś ?
      • Gość: BO Re: Dylemat protestanta IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 10.07.03, 07:19
        On ci na razie nie odpowie, dopoki nie znajdzie odpowiedniego cytatu

        Gos´c´ portalu: Terry napisa?(a):

        > Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a):
        >
        > > Na kogo g?osowac´ w przsz?ych wyborach?
        > >
        > > Jes´li lewica zdobe˛dzie wie˛kszos´c´ w parlamencie, to zaraz zabierze
        sie˛ za
        > > legalizacje˛ aborcji, zwia˛zków homoseksualnych, narkotyków, domów
        publiczny
        > ch
        > > i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.
        > >
        > > Jes´li prawa strona zdobe˛dzie wie˛kszos´c, to be˛dzie da˛z˙y?a do
        utworzenia
        > > pan´stwa wyznaniowego a budz˙etu pan´stwa zaraz wespra˛ budowe˛
        S´wia˛tyni Pychy
        > > Kleru oraz sprowadza˛ jeszcze raz JP2 do Polski. Tez˙ mi to nie
        odpowiada.
        > >
        > > Na kogo zatem g?osowac´?
        > >
        > > Jerzy
        > .. Ska˛d Jerzy biora˛ ci sie˛ te g?upoty o pan´stwie wyznaniowym ?
        > Czy zdajesz sobie sprawe˛ z tego, z˙e gdyby by?o jak piszesz to
        mia?bys´
        > problemy z bezpieczen´stwem osobistym ? A stwierdzasz, z˙e masz
        takie
        > problemy, moz˙e mia?es´ ?
        • Gość: BO Kompleks protestanta Jerzego IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 10.07.03, 17:51
          Pan Jerzy jest intelektualnym spadkobierca pewnego malzenstwa ksiedza
          i zakonnicy. Ten ksiadz to Luter a zakonnica to jego zona. Zgadza sie!!!!
          • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Kompleks protestanta Jerzego IP: *.dsl.vicnet.net.au 11.07.03, 06:12
            Gość portalu: BO napisał(a):
            Pan Jerzy jest intelektualnym spadkobierca pewnego malzenstwa ksiedza
            i zakonnicy. Ten ksiadz to Luter a zakonnica to jego zona. Zgadza sie!!!!
            J: Jak smiecie! Luter nie zyje od wielu lat... I ta zakonica nigdy nie byla jego zona!
            • Gość: BO Re: Kompleks protestanta Jerzego IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 11.07.03, 16:34
              Tutaj albo pokazujesz ignorancje albo wybielasz swojego Lutra.
              Oczywiscie ze Luter "ozenil" sie z zakonnica i mial z nia kilkoro dzieci.
              Jedyna sprawa to definicja malzenstwa. NIe zawarl go w kosciele ale w
              lozku po kopulacji w obecnosci swiadkow.


              www.wittenberg.de/e/seiten/personen/bora.html

              Gos´c´ portalu: Jerzy-Bielsko napisa?(a):

              > Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):
              > Pan Jerzy jest intelektualnym spadkobierca pewnego malzenstwa
              ksiedza
              > i zakonnicy. Ten ksiadz to Luter a zakonnica to jego zona. Zgadza sie!!!!
              > J: Jak smiecie! Luter nie zyje od wielu lat... I ta zakonica nigdy nie byla
              jeg
              > o zona!
              • Gość: BO Jerzy to po prostu sekciarz IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 11.07.03, 17:37
                W mojej rodzinie tak jak i w kazdej rodzinie protestanckiej w Cieszynie,
                kazde dziecko musialo znac zyciorys Lutra. Tymczasem Jerzy po raz drugi
                zarzuca mi klamstwo tylko dlatego ze nie ma zielonego pojecia o
                protestantyzmie historycznym. Jego sekta "born again" pochodzi z Ameryki
                i Jerzy pokazuje ignorancje historii rowna Amerykanom.



                Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):

                > Tutaj albo pokazujesz ignorancje albo wybielasz swojego Lutra.
                > Oczywiscie ze Luter "ozenil" sie z zakonnica i mial z nia kilkoro dzieci.
                > Jedyna sprawa to definicja malzenstwa. NIe zawarl go w kosciele ale w
                > lozku po kopulacji w obecnosci swiadkow.
                >
                >
                > www.wittenberg.de/e/seiten/personen/bora.html
                >
                > Gos´c´ portalu: Jerzy-Bielsko napisa?(a):
                >
                > > Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):
                > > Pan Jerzy jest intelektualnym spadkobierca pewnego
                malzenstwa
                > ksiedza
                > > i zakonnicy. Ten ksiadz to Luter a zakonnica to jego zona.
                Zgadza sie!!!!
                > > J: Jak smiecie! Luter nie zyje od wielu lat... I ta zakonica nigdy
                nie byl
                > a
                > jeg
                > > o zona!
                • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Jerzy to po prostu sekciarz IP: 210.23.146.* 12.07.03, 10:27
                  Gość portalu: BO napisał(a):
                  W mojej rodzinie tak jak i w kazdej rodzinie protestanckiej w Cieszynie,
                  kazde dziecko musialo znac zyciorys Lutra. Tymczasem Jerzy po raz drugi
                  zarzuca mi klamstwo tylko dlatego ze nie ma zielonego pojecia o
                  protestantyzmie historycznym. Jego sekta "born again" pochodzi z Ameryki
                  i Jerzy pokazuje ignorancje historii rowna Amerykanom.
                  Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):
                  Tutaj albo pokazujesz ignorancje albo wybielasz swojego Lutra.
                  Oczywiscie ze Luter "ozenil" sie z zakonnica i mial z nia kilkoro dzieci.
                  Jedyna sprawa to definicja malzenstwa. NIe zawarl go w kosciele ale w
                  lozku po kopulacji w obecnosci swiadkow.
                  www.wittenberg.de/e/seiten/personen/bora.html
                  Gos´c´ portalu: Jerzy-Bielsko napisa?(a):
                  Gos´c´ portalu: BO napisa?(a):
                  Pan Jerzy jest intelektualnym spadkobierca pewnego
                  malzenstwa ksiedza i zakonnicy. Ten ksiadz to Luter a zakonnica to jego zona.
                  Zgadza sie!!!!
                  J: Jak smiecie! Luter nie zyje od wielu lat... I ta zakonica nigdy
                  nie byla jego zona!
                  Pan Jezus mi swiadkiem, ze klamiesz, jak kazdy papista (katolik rzymski).
                  Ale jak sie na nowo narodzisz w Jezusie, to bedzie ci wszystko wybaczone...
        • Gość: Adonai SPRAWA jest PROSTA..... IP: *.vline.pl 10.07.03, 17:54
          ...Jerzyku. Masz blisko do Czech,tam jak wygra Prawica to i tak na KK NIC nie
          da,bo Czesi to tez dzieci Reformacji jak Ty. Zmien obywatelstwo,naucz sie
          czeskiego i glosuj tam na Prawice.
          ps. badz jak Hugenoci co zwiali z wlasnej katolickiej ojczyzny !
          • Gość: Jerzy-Bielsko Re: SPRAWA jest PROSTA..... IP: *.dsl.vicnet.net.au 11.07.03, 06:11
            Gość portalu: Adonai napisał(a):
            > ...Jerzyku. Masz blisko do Czech,tam jak wygra Prawica to i tak na KK NIC nie
            > da,bo Czesi to tez dzieci Reformacji jak Ty. Zmien obywatelstwo,naucz sie
            > czeskiego i glosuj tam na Prawice.
            > ps. badz jak Hugenoci co zwiali z wlasnej katolickiej ojczyzny !
            J: Ale czesi to w wiekszosci bezboznicy, oni odzrzucili Pana Jezusa!
            • Gość: BO Re: SPRAWA jest PROSTA..... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 11.07.03, 16:23
              Gos´c´ portalu: Jerzy-Bielsko napisa?(a):

              > J: Ale czesi to w wiekszosci bezboznicy, oni odzrzucili Pana Jezusa!

              Rozmawialem niedawno z jednym Czechem i ateizmie Czechow.
              Powiedzial: "my najpierw dalismy wyswanie chrzescijanstu jako husyci
              a potem podzielilismy sie na duzo grup protestanckich ktore nie mogly sie
              ze soba dogadac. Dlatego wybralem ateizm."

              • Gość: BO Zawarcie malzenstwa przez Lutra IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 11.07.03, 17:46


                "Justus Jonas, Luthers closest friend, had to stand at the bridal bed - as
                he later did at the deathbed - to bear witness, this time to witness the
                marriage. That was the way a marriage was confirmed as consummated
                in
                those days. Justsus therefore was "witness of the marriage". It wasn't fun
                for him: "I was with it yesterday and saw the fiance lying on the bridal
                bed - I couldn't stop my tears at this performance (Schauspiel) ... Now
                that it happened and God wanted it to be so, I ask all good luck for this
                brave, pure man. God is wonderous in his thoughts and deeds.""
                • Gość: BO Re: Zawarcie malzenstwa przez Lutra IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 11.07.03, 17:49
                  Drugi opis. Fotografa przy tym nie bylo.
                  ---------------

                  "On the evening of 13 June 1525, according to the custom of the day, he
                  [Luther] appeared with his bride before a number of his friends as
                  witnesses.
                  The Pomeranian Bugenhagen blessed the couple, who consummated
                  the marriage in
                  front of witnesses, as Jonas reported the next day: 'Luther has taken
                  Katharina von Bora to wife. I was present yesterday and saw the couple
                  on
                  their marriage bed . . . ."
                  • Gość: BO Teraz Jerzy mozesz odwolac twoje IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 12.07.03, 00:57
                    ataki osobiste. Jesli nie wolno pisac prawdy o niezyjacym Lutrze
                    to tez nie wolno atakowac moich niezyjacych rodzicow na podstawie
                    antykatolickiej fobii i nieprawdziwej wyimaginowanej argumentacji.
                    Przestan cytowac a zacznij myslec jak chrzescijanin!!!!!
                    • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Teraz Jerzy mozesz odwolac twoje IP: 210.23.146.* 12.07.03, 10:24
                      Gość portalu: BO napisał(a): ataki osobiste. Jesli nie wolno pisac prawdy o
                      niezyjacym Lutrze to tez nie wolno atakowac moich niezyjacych rodzicow na
                      podstawie antykatolickiej fobii i nieprawdziwej wyimaginowanej argumentacji.
                      Przestan cytowac a zacznij myslec jak chrzescijanin!!!!!
                      Jerzy: Niczego nie odwolam, bo przeze mnie przemawia Pan Nasz Niebieski, czyli
                      Jezus Chrystus! A on mi swiadkiem, ze pisze 100% prawde!

    • Gość: Kafar Re: Dylemat protestanta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.03, 01:13
      Gość portalu: Jerzy napisał(a):

      > Na kogo głosować w przszłych wyborach?
      >
      > Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
      > legalizację aborcji, związków homoseksualnych, narkotyków, domów publicznych
      > i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.
      >
      > Jeśli prawa strona zdobędzie większośc, to będzie dążyła do utworzenia
      > państwa wyznaniowego a budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy
      > Kleru oraz sprowadzą jeszcze raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada.
      >
      > Na kogo zatem głosować?
      >
      > Jerzy
      -------------------
      Jerzy, glosuj na siebie - to gwarantuje lewitowanie w granicach norm
      psychiatrycznych - bo nikt cię nie wybierze. Wracaj na Ukrainę i dalej oszukuj
      fiskusa.
      • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Dylemat protestanta IP: 210.23.146.* 12.07.03, 10:22
        Gość portalu: Kafar napisał(a):
        Gość portalu: Jerzy napisał(a):
        - Na kogo głosować w przszłych wyborach?
        Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
        legalizację aborcji, związków homoseksualnych, narkotyków, domów publicznych
        i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.
        Jeśli prawa strona zdobędzie większośc, to będzie dążyła do utworzenia
        państwa wyznaniowego a budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy
        Kleru oraz sprowadzą jeszcze raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada.
        Na kogo zatem głosować?
        Jerzy
        -------------------
        Jerzy, glosuj na siebie - to gwarantuje lewitowanie w granicach norm
        psychiatrycznych - bo nikt cię nie wybierze. Wracaj na Ukrainę i dalej oszukuj
        fiskusa.
        Jerzy-Bielsko: Ja nikogo nie oszukuje, a Pan Jezus Chrystus mi swiadkiem!
    • Gość: Jerzy Do BO i innych katolików na tym wątku IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.07.03, 09:02
      Czy zauważełeś adres, z którego pisze niejaki Jerzy-Bielsko?
      Miałem cię za bardziej rozsądnego dyskustanta.

      Jerzy
      • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Do BO i innych katolików na tym wątku IP: 210.23.146.* 12.07.03, 10:20
        Gość portalu: Jerzy napisał(a): Czy zauważełeś adres, z którego pisze niejaki
        Jerzy-Bielsko? Miałem cię za bardziej rozsądnego dyskustanta.
        Jerzy
        Jerzy-Bielsko: Tylko Jerzy-Bielsko jest prawdziwym Jerzym z Bielska!
        Jerzy z Bielska czyli Jerzy-Bielsko, chrzescijanin biblijny, na nowo narodzony
        w Jezusie Panu Naszym!
      • Gość: BO Do Pana Jerzego IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 12.07.03, 18:03
        Panie Jerzy, rzeczywiscie wyglada ze dalem sie wciagnac w dyskusje
        z jakims polglowkiem. To zaszczyt ze tytulujesz mnie katolikiem ale mam
        zamiar nim formalnie zostac na Wielkanoc.

        Serdecznie pozdrawiam

        BO


        Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a):

        > Czy zauwaz˙e?es´ adres, z którego pisze niejaki Jerzy-Bielsko?
        > Mia?em cie˛ za bardziej rozsa˛dnego dyskustanta.
        >
        > Jerzy
        • Gość: Jerzy-Bielsko Re: Do Pana Jerzego IP: *.its.unimelb.edu.au 13.07.03, 06:42
          Gość portalu: BO napisał(a): Panie Jerzy, rzeczywiscie wyglada ze dalem sie
          wciagnac w dyskusje z jakims polglowkiem. To zaszczyt ze tytulujesz mnie
          katolikiem ale mam zamiar nim formalnie zostac na Wielkanoc.
          Serdecznie pozdrawiam
          BO
          J-B: Milo mi, iz przejrzales machinacje tego falszywego Jerzego, co pisze
          poprzez proxy z Bielska. Jeszcze raz potwierdzam, ze tylko ja, Jerzy-Bielsko
          jestem prawdziwym Jerzym z Bielska, nowonarodzym w Panie Jezusie
          Chrzescijaninem Biblijnym. A jak juz zostaniesz formalnie katolikiem, to sie do
          mnie zglos, a wyznam ci tajemnice jak sie na nowo narodzic w Panie Naszym,
          Jezusie Chrystusie!

          >
          > Gos´c´ portalu: Jerzy napisa?(a):
          >
          > > Czy zauwaz˙e?es´ adres, z którego pisze niejaki Jerzy-Bielsko?
          > > Mia?em cie˛ za bardziej rozsa˛dnego dyskustanta.
          > >
          > > Jerzy
          • Gość: BO Jerzy-Bielsko to ta kanalia Kagan IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 13.07.03, 17:58
    • Gość: Jerzy Re: Dylemat protestanta - do Teofila IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.03, 11:08
      Witaj Teofilu,
      Kiedyś zgadywałem, że jesteś Jezuitą, teraz piszesz z jezuickiego adresu.
      Miałem nosa?
      Pozwolę sobie na skomentowanie twoich wypowiedzi.

      T: 1. Każdy, kto uważnie śledził to, co mówione było (i to całkiem oficjalnie)
      na
      temat Światyni Opatrzności wie, że już w statucie fundacji jest zapis, że
      budowa finansowana jest WYŁĄCZNIE z dobrowolnych datków i ofiar, że nie idą na
      nią ŻADNE państwowe pieniądze. Tak, że - niezależnie od tego, kto wygra
      nastęne wybory, o swoje podatki możesz być spokojny. Pisanie o "budowie z
      publicznych pieniędzy" to albo przejaw niewiedzy (a jak się nie wie, to warto
      się dowiedzieć...), albo nieuczciwość.

      J: Nie dyskutujemy o statucie fundacji lecz o skłonnościach prawicy, która
      jeśli dorwie się znowu do władzy, będzie uchwalać na co przeznaczać państwowe
      pieniądze. Jeśli postanowi dofinansować budowę świątyni, to nie pogwałci
      statutu fundacji a hierarchia zapewne tym darem nie pogardzi. Nikt z
      hierarchów nie powie: „przeznaczcie te pieniądze na podniesienie zarobków
      pielęgniarek i nauczycieli”, lecz chętnie przyjmie dar od rządu.

      Ja napisałem o „ Świątyni Pychy Kleru” a ty od razu utożsamiłeś to ze Świątynią
      Opatrzności. Widzisz, od razu łapiesz, o co chodzi.

      Jeszcze jedno, czy ktoś opublikował ile pieniędzy z państwowej kasy poszło na
      organizację przyjazdów JP2 do Polski? Czy KK się tych pieniędzy domagał, czy
      też raczej była to suwerenna decyzja ówczesnych rządów?

      T: 2. Na co ja - czy inni katolicy - przeznaczają swoje oszczędności to już -
      przyznasz - nasz prywatna sprawa.

      J: Jeśli idzie o wasze oszczędności, to wasza prywatna sprawa. Jeśli idzie o
      kasę państwową zarządzaną przez polityków, to już nie.

      T: 3. Z tego, co pamiętam, to protestanci różnych wyznań także budują kościoły,
      niektóre zresztą bardzo okazałe - czy to także jest Twoim zdanie obłuda i życie
      na pokaz?

      J: Też budują z własnych oszczędności, ale nie wypowiadają się w imieniu całego
      narodu. Zgodzę się z tobą, że niektórym brak umiaru.
      Świątynia ma być symbolem wdzięczności NARODU za coś tam. Niech będzie symbolem
      wdzięczności katolików i to zapewne nie wszystkich. Hierarchia lubi wypowiadać
      się w imieniu całego narodu, a kardynał Glemp w imieniu samego Pana Boga.

      T: 4. A propos pychy, którą jak zwykle z werwą zarzucasz katolikom (a zwłaszcza
      hierarchii Koscioła) - czy nie jest także pychą Twoje święte przekonanie, że
      to właśnie Ty poprawnie interpretujesz Pismo, a wszyscy inni (katolicy,
      protestanci myślący inaczej niż Ty...) na pewno się mylą? Taka niezachwiana
      pewność poparta atakiem na każdego, kto myśli inaczej także o pokorze raczej
      nie świadczy...

      J: Przypisujesz mi przekonanie, aby je zaatakować. Tworzysz słomianego ludzika,
      Teofilu. Typowe odwracanie kota ogonem, kiedy brakuje argumentów.

      T: 5. Po raz kolejny (już kiedyś o tym dyskutowaliśmy) usiłujesz udowodnić, że
      wiesz lepiej od nas (katolików) w co wierzymy i dlaczego.

      J: Wielokrotnie okazywało się, że katolicy nie znają dogmatów, w które wierzą.
      Na przykład, na ogół nie rozróżniają pomiędzy poczęciem Jezusa z Ducha Świętego
      a niepokalanym poczęciem Maryji.
      Jeśli idzie o dogmat o wniebowzięciu Maryji, to też nie wiedzą, skąd się wziął.
      A hierarchia ma dziwną amnezję w tej sprawie.

      T: 6. Rzeczywiście, jak tu ktoś napisał, dziwne, że ostrzej krytykujesz
      chrześcijan innych wyznań, niż wrogów chrześcijaństwa w ogóle.

      J: Polemizuję z katolicyzmem a nie z chrześcijanami innych wyznań.
      A jeśli idzie o wrogów chrześcijaństwa, to kiedy z nimi polemizowałem choćby w
      obronie dobrego imienia Marii i Jezusa (choćby sprawa pochodzenia Jezusa
      z „Orygenesa przeciw Celsusowi”) , to nie pamiętam, aby jakiś katolik włączył
      się do dyskusji.

      T: 7. Ekumenia, ekumenia!!! Jakieś trzy czwarte różnic dogmatycznych między
      Kościołem katolickim a największymi Kościołami ewangelickimi dawno zostało
      wyjaśnione. Pozostałe są w trakcie wyjaśnienia. Różni nas znacznie mniej, niż
      mówisz (a może - niż byś chciał?)

      J: Raczej: Ekumania, ekumania!!! Jakie różnice zostały wyjaśnione? To pewni
      teologowie trąbią o rzekomej jedności, kiedy uda im się sklecić jakąś
      definicję, akceptowaną przez obydwie strony, pomijając przy tym, że każde
      kluczowe słowo tej definicji ma inne znaczenie dla każdej ze stron.

      T: 8. Last, but not least - dla mnie noszenie krzyżyka jest świadectwem
      przynależności do Chrystusa. Jeśli dla Ciebie jest tylko obłudą i
      działaniem "na pokaz", to co powiesz o większości protestanckich pastorów,
      którzy także to robią?

      J: Znowu tworzysz słomianego ludzika poprzez przypisanie mi poglądu od
      słowa ‘tylko”. Zobacz pogląd, do którego się odnosiłem.

      A oznaką przynależności do Chrystusa nie są krzyżyki na szyi, lecz miłość.
      Jan 13,35 Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość
      wzajemną mieć będziecie.


      POzdrawiam –
      Jerzy

    • Gość: Teofil DO JERZEGO DO JERZEGO DO JERZEGO IP: *.jezuici.pl 19.08.03, 11:43
      Drogi Jerzy,
      Kiedyś już dyskutowaliśmy na tym forum i wydawało mi się, że w paru sprawach
      doszliśmy do wspólnych wniosków. Widze, że się myliłem. Odpowiadam krótko na
      parę Twoich zarzutów, cytując.

      Gość portalu: Teofil napisał(a):
      Drogi Jerzy,
      dawno mnie tu nie było, ale parę słów chciałbym dorzucić do tematu.
      Wiesz, ja także nie wiem, na kogo głosować - większość obecnych na scenie
      politycznej się już skompromitowała...
      Muszę jednak (...) napisać dwa zdania nt. tego, co tu wypisujesz, bo mnie z
      lekka szlag trafia.
      J: Nie bluznij Panu Naszemu!

      T: Czy mógłbyś mi wyjaśnić, na czym polega moje bluźnierstwo? Bluźnierstwo
      oznacza (świadome i dobrowolne) złorzeczenie Bogu bądź kpinę z Jego spraw.
      Twoja odpowiedź ma sięnijak do mojego listu.


      1. Każdy, kto uważnie śledził to, co mówione było (i to całkiem oficjalnie) na
      temat Światyni Opatrzności wie, że już w statucie fundacji jest zapis, że
      budowa finansowana jest WYŁĄCZNIE z dobrowolnych datków i ofiar, że nie idą na
      nią ŻADNE państwowe pieniądze. Tak, że - niezależnie od tego, kto wygra
      nastęne wybory, o swoje podatki możesz być spokojny. Pisanie o "budowie z
      publicznych pieniędzy" to albo przejaw niewiedzy (a jak się nie wie, to warto
      się dowiedzieć...), albo nieuczciwość.
      J: Status fundacji to jedno, a praktyka to drugie. Staus sie zmieni albo
      obejdzie, bo datkow nie starczy. Powtorzy sie historia z bazylkia w Rzymie,
      budowa ktorej doprowadzila do handlu odpustami i powstaniem reformacji.

      T: Oczywiście, przyszłość jest tajemnicza... Wszystko może się zdarzyć. Wydaje
      mi się jednak, że ta sprawa jest na tyle jasno postawiona, że nie ma o czym
      mówić.

      2. Na co ja - czy inni katolicy - przeznaczają swoje oszczędności to już -
      przyznasz - nasz prywatna sprawa.
      J: NIE, bowiem propaganda katolicka zmusza was do dawania pieniedzy Rzymowi.

      T: Nie zauważyłem, żebym był do czegoś zmuszany. Dla mnie to naturalne, że mam
      udział w utrzymywaniu (także na poziomie finansowym) struktur mojego Kościoła.
      Natomiast nikt, kto go utrzymywać nie chce - nie będzie do tego zmuszony (bo
      niby jak?).

      3. Z tego, co pamiętam, to protestanci różnych wyznań także budują kościoły,
      niektóre zresztą bardzo kazałe - czy to także jest Twoim zdanie obłuda i życie
      na pokaz?
      J: Budujemy je z wlasnych pieniedzy (mamy ich wiecej od katolikow dzieki
      naszemu protestanckiemu etosowi pracy).

      T: My także nie budujemy z cudzych pieniędzy, tylko z własnych, przyjacielu.
      Co do protestanckiego etosu pracy... Bardzo go szanuję, ale - bywając trochę w
      krajach o większości protestanckiej odniosłem wrażenie, że to chyba jednak
      podejście historyczne. Zwróć uwagę, że dziś najprężniej rozwijająca się
      gospodarka Europy to Irlandia, a w większości protestanckie Niemcy przeżywają
      głęboki kryzys. Odpuśćmy sobie stereotypy.

      4. A propos pychy, którą jak zwykle z werwą zarzucasz katolikom (a zwłaszcza
      hierarchii Koscioła) - czy nie jest także pychą Twoje święte przekonanie, że
      to właśnie Ty poprawnie interpretujesz Pismo, a wszyscy inni (katolicy,
      protestanci myślący inaczej niż Ty...) na pewno się mylą? Taka niezachwiana
      pewność poparta atakiem na każdego, kto myśli inaczej także o pokorze raczej
      nie świadczy...
      J: Za mnie przemawia Pan Jezus, w ktorym sie na nowo narodziem!

      T: Jesteś pewien, że przemawia za Tobą? Nikogo nie obrażając, hitlerowcy także
      mieli na pasach napisane "Gott mit uns". Samo to, że Ty tak twierdzisz, nie
      oznacza jeszcze, że tak jest.
      Ja także jestem człowiekiem wierzącym. Ja także przeżyłem nawrócenie
      i "narodzenie na nowo". Poszedłem za Jezusem i staram się iść za nim na co
      dzień. Pamiętaj - dalej jesteś tylko człowiekiem, dalej jesteś omylny, dale
      jest taka możliwość, że zwyczajnie, po ludzku się mylisz w interpretacji
      Słowa. Pamiętam, że bardzo krytycznie wypowiadałeś się na temat
      tzw. "nieomylności papieża" - a tu proszę, okazuje się, że co do własnej
      nieomylności w sprawach wiary nie masz podobnych wątpliwości.


      5. Po raz kolejny (już kiedyś o tym dyskutowaliśmy) usiłujesz udowodnić, że
      wiesz lepiej od nas (katolików) w co wierzymy i dlaczego.
      J: Patrz wyzej czemu to robie!

      T: Patrz wyżej, co o tym sądzę. Co nie zmienia faktu, że - jak już kiedyś Ci
      pisałem - z czystej uczciwości wypadałoby dobrze poznać to, co się krytykuje.

      6. Rzeczywiście, jak tu ktoś napisał, dziwne, że ostrzej krytykujesz
      chrześcijan innych wyznań, niż wrogów chrześcijaństwa w ogóle.
      J: Najgorszy wrog jest wewnetrzny, co udaje przyjaciela!

      T: A najłatwiejszy sposób odbicia piłeczki to uznać za wroga każdego, kto
      myśli inaczej niż ja.

      7. Ekumenia, ekumenia!!! Jakieś trzy czwarte różnic dogmatycznych między
      Kościołem katolickim a największymi Kościołami ewangelickimi dawno zostało
      wyjaśnione. Pozostałe są w trakcie wyjaśnienia. Różni nas znacznie mniej, niż
      mówisz (a może - niż byś chciał?)
      J: Prawdziwi (biblijni) Ewangelicy roznia sie bardziej od katolikow niz np.
      tacy anglikanie!

      T: Mój drogi - trochę precyzji. Anglikanie to nie ewangelicy. Mówiąc o
      wyjaśnianiu różnic dogmatycznych między katolikami a ewangelikami miałem na
      myśli przede wszystkim Kościół Ewangelicko - Augsburski (zwany popularnie
      luterańskim) i Ewangelicko - Reformowany (zwany kalwińskim). O ile pamiętam -
      przyznawałeś się do tego, co pisał Marcin Luter, więc - trochę konsekwencji.
      Różnice dogmatyczne (czyli to, w co wierzymy) są między nami minimalne. Chyba,
      że ktoś nie chce tego widzieć i woli czuć się inny - lepszy etc.

      8. Last, but not least - dla mnie noszenie krzyżyka jest świadectwem
      przynależności do Chrystusa. Jeśli dla Ciebie jest tylko obłudą i
      działaniem "na pokaz", to co powiesz o większości protestanckich pastorów,
      którzy także to robią?
      J: To sa falszywi pastorzy, co sie jeszcze na nowo nie narodzili w Panie
      Nszym, Jezusie Chrystusie.

      T: No, to naprawdę ciekawy sposób podziału ludzi na "Prawdziwych"
      i "Fałszywych". "Fałszywy" jest ten, kto nosi krzyżyk. Gratuluję.
      Wybacz, ale to już jakaś paranoja. Rozumiem, że nie przemawia do Ciebie
      zewnętrzne okazywanie wiary - OK, ale dlaczego SWOJE poglądy uznajesz za
      OBOWIĄZUJĄCE? Człowieku, skąd w Tobie tyle pychy i arogancji - dlaczego
      uważasz, że masz monopol na życie? Dopóki chodzi o sprawy - nazwijmy je tak
      umownie - "dogmatyczne", rozumiem Twoje głębokie przekonanie o swoich
      racjuach. Ale w takiej sprawie, jak noszenie - lub nie - krzyżyka na
      łańcuszku??? Czy sam fakt, że TY go nie nosisz oznacza, że każdy, kto to robi
      jest mniej zwiazany z Jezusem? Nie będź śmieszny.


      ...
      Odpowiadając jednemu z przedmówców - wbrew pozorom nie, nie jestem jezuitą.
      Jestem absolutnie świeckim człowiekiem, żonatym zresztą, który właśnie
      oczekuje narodzin swojego drugiego dziecka. Tyle, że pracuję w pewnej
      instytucji, która związana jest (miejscem) z domem zakonnym księży jezuitów i
      jestem akurat do ich serwera podpięty (stąd adres IP).
      Pozdrawiam - T.


      • Gość: Teofil DO JERZEGO - 2 IP: *.jezuici.pl 19.08.03, 12:05
        Drogi Jerzy,
        albo mam rozdwojenie jaźni... komputera, albo Ciebie jest dwóch.
        Odpowiedziałem na jeden ze starszych postów (byłem na urlopie, mam
        zaległości ;), a potem zobaczyłem ten nowszy, w którym odpowiadasz mi w
        zupełnie innym tonie, jakby na nowo. Czyżby ktoś się podszywał?

        Krótko, bo pracuję.
        1. Na insynuacje ;) że jestem jezuitą odpowiadam w poprzednim liście. Nie
        jestem. Piszę akurat z jezuickiego serwera - to wszystko.

        2. To, że wielu katolików nie zna własnych dogmatów (czyli - na dobrą sprawę -
        nie wie, w co wierzy) to smutny fakt. Znam jednak dostatecznie wielu
        ewnagelików różnych wyznań, żeby mieć - także smutną - świadomość, że to
        akurat nie jest jedynie problem Kościoła Katolickiego. Większość znanych mi
        osób "z obu stron" jest członkami swoich kościołów "z urodzenia",czyli
        dlatego, że urodzili się akurat w rodzianch katolickich bądź ewangelickich.
        Mnie to akurat nie dotyczy - pochodzę z niewierzącego domu, chrześcijaństwo to
        mój świadomy wybór, Kościół Katolicki - także.

        3. "Pycha kleru" także nie dotyczy wyłącznie katolików. W POlsce katolicy
        stanowią większość, a więc i księży katolickich jest większość, ergo - to ich
        zachowania (te złe i te dobre) bardziej widać. W krajach protestanckich
        spotykałem się z równie krytycznymi postawami wobec pastorów. I zapewniam Cię,
        że nie wpłynęło to na moje spojrzenie na Kościoły Ewangelickie jako takie.

        4. A propos ekumenii. Jakie różnice? Mój drogi, jeśli jest się tak
        zaangażowanym w dialog (choćby i gniewny) międzywyznaniowy, to warto by także
        śledzić to, co się w tej sprawie dzieje. Weź choćby pod uwagę ostatnie
        ustalenia na temat sakramentu Chrztu czy na temat Usprawiedliwienia, które
        wydawało się różnicą nie do przeskoczenia. Odnoszę wrażenie, że jest dokłądnie
        odwrotnie, niż mówisz - kiedy wreszcie porzucono bezsensowne kłótnie i
        wzajemne obrzucanie się błotkiem, kiedy teologowie mogli spokojnie usiąść i
        podyskutować - okazało się, że (podobnie jak w większości sporów
        teologicznych) różnice, o które przecież nawet toczono wojny, sprowadzają się
        włąśnie do różnego rozumienia tych samych słów (albo odwrotnie, do nazywania
        tej samej rzeczywistości różnymi słowami).

        5. Co do krzyżyków etc. Oczywiście - świadectwem wiary jest miłość. Dla mnie
        krzyż jest świadectwem Największej Miłości - dlatego "od zwasze", czyli od
        kiedy poznałem Jezusa, noszę krzyżyk. Nie umiałbym inaczej. Wydaje mi się
        zresztą, że jedno drugiemu nie przeczy. I staram się żyć zgodnie z tym, co
        noszę. "Znam tylko Jezusa Chrystusa... i to Ukrzyżowanego".
        T.
        • Gość: Jerzy Do Teofila: Sprawdzaj adres, z jakiego pisze Jerzy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.03, 19:29

          Jeśli śledziłeś moje polemiki na tym forum, to zauważyłeś, ż moim głównym
          adrwersarzem stał się w pewnym momencie Kagan. Nie mogąc sobie poradzić z moimi
          argumentami, zaczął sie podszywać pod moej imię, czasem przerabia moje
          wypowiedzi. Po prostu, chce udowodnić, to co każdy zresztą wie, że jest
          najlepszy w insynuacjach i fałszywkach. Gdyby mógł, toby przyleciał do Bielska
          i stąd pisał jako Jerzy, aby zupełnie zamieszać.
          Sprwdzaj adresy z jakich pisze Jerzy. Ja systematycznie piszę adresu
          bielskiego.

          Gdyby ktoś się podszył pod ciebie, to bym raczej szybko wychwycił.
          Przypuszczam, że pracujecie zespołowo i przynajmniej raz się zdarzyło, że ktoś
          odpowiedzuał jako Teofil, choć to nie byłeś ty. Pamiętasz ten zwrot o 'pysze
          tryskającejz jakichs tam szybów."
          To był twój substytut, który trochę popsuł ton naszych dyskusji. Czyż nie tak?

          Pozdrawiam,
          Jerzy
        • Gość: Jerzy Re: DO JERZEGO - 2 IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.03, 19:41
          Gość portalu: Teofil napisał(a):

          > Drogi Jerzy,
          > albo mam rozdwojenie jaźni... komputera, albo Ciebie jest dwóch.
          > Odpowiedziałem na jeden ze starszych postów (byłem na urlopie, mam
          > zaległości ;), a potem zobaczyłem ten nowszy, w którym odpowiadasz mi w
          > zupełnie innym tonie, jakby na nowo. Czyżby ktoś się podszywał?
          >

          Teofilu,
          O podszywaniu się Kagana pod Jerzego napisałem osobno.

          > Krótko, bo pracuję.
          > 1. Na insynuacje ;) że jestem jezuitą odpowiadam w poprzednim liście. Nie
          > jestem. Piszę akurat z jezuickiego serwera - to wszystko.
          >

          J: Dzięki za wyjaśnienie.

          > 2. To, że wielu katolików nie zna własnych dogmatów (czyli - na dobrą sprawę -

          > nie wie, w co wierzy) to smutny fakt. Znam jednak dostatecznie wielu
          > ewnagelików różnych wyznań, żeby mieć - także smutną - świadomość, że to
          > akurat nie jest jedynie problem Kościoła Katolickiego. Większość znanych mi
          > osób "z obu stron" jest członkami swoich kościołów "z urodzenia",czyli
          > dlatego, że urodzili się akurat w rodzianch katolickich bądź ewangelickich.
          > Mnie to akurat nie dotyczy - pochodzę z niewierzącego domu, chrześcijaństwo
          to
          > mój świadomy wybór, Kościół Katolicki - także.

          Jerzy: Zgadzam się. Ja świadomie wybrałem Jezusa. Należę do zboru o orientacji
          ewangelicznej, ale nie mam problemu z byciem na nabożeństwach w innych
          kościołach. Miałbym problme zbyciem na mszy - nie mógłbym uczestniczyć w
          rytuale ponownego składania Jezusa w ofierze; nie mógłbym powiedzieć amen na
          modlitwy skierowane do Marii czy świętych.
          >
          > 3. "Pycha kleru" także nie dotyczy wyłącznie katolików. W POlsce katolicy
          > stanowią większość, a więc i księży katolickich jest większość, ergo - to ich
          > zachowania (te złe i te dobre) bardziej widać. W krajach protestanckich
          > spotykałem się z równie krytycznymi postawami wobec pastorów. I zapewniam
          Cię,
          > że nie wpłynęło to na moje spojrzenie na Kościoły Ewangelickie jako takie.

          J: Zgadzam się.
          >
          > 4. A propos ekumenii. Jakie różnice? Mój drogi, jeśli jest się tak
          > zaangażowanym w dialog (choćby i gniewny) międzywyznaniowy, to warto by także
          > śledzić to, co się w tej sprawie dzieje. Weź choćby pod uwagę ostatnie
          > ustalenia na temat sakramentu Chrztu czy na temat Usprawiedliwienia, które
          > wydawało się różnicą nie do przeskoczenia. Odnoszę wrażenie, że jest
          dokłądnie
          > odwrotnie, niż mówisz - kiedy wreszcie porzucono bezsensowne kłótnie i
          > wzajemne obrzucanie się błotkiem, kiedy teologowie mogli spokojnie usiąść i
          > podyskutować - okazało się, że (podobnie jak w większości sporów
          > teologicznych) różnice, o które przecież nawet toczono wojny, sprowadzają się
          > włąśnie do różnego rozumienia tych samych słów (albo odwrotnie, do nazywania
          > tej samej rzeczywistości różnymi słowami).

          J: Jak wiesz, ustalenia te spotkały się ze sprzeciwem wielu teologów, co się
          przemilcza. O Deklaracji na temat Usprawieldiwienia juz chyba gdzieś
          dyskutowaliśmy.

          >
          > 5. Co do krzyżyków etc. Oczywiście - świadectwem wiary jest miłość. Dla mnie
          > krzyż jest świadectwem Największej Miłości - dlatego "od zwasze", czyli od
          > kiedy poznałem Jezusa, noszę krzyżyk. Nie umiałbym inaczej. Wydaje mi się
          > zresztą, że jedno drugiemu nie przeczy. I staram się żyć zgodnie z tym, co
          > noszę. "Znam tylko Jezusa Chrystusa... i to Ukrzyżowanego".
          > T.

          J: Akceptuję twoje stanowisko; ładnie zacytowałeś Pawła.
          Kiedy Paweł to pisał, pisał o tym, że do zbawienia potrzebna jest TYLKO ofiara
          Jezusa, złożona raz na zawsze.
          I to kłóci mi się z naukami katolicyzmu.

          Pozdrawiam,
          Jerzy
          • Gość: Teofil Odpowiedzi... IP: *.jezuici.pl 20.08.03, 10:54
            Fragmentami tylko, bo dziś pracy dużo.
            1. Zaprzeczam, jakobym "pracował zespołowo" ;) Jeśli ktoś się pode mnie kiedyś
            podszywał - to bez mojej wiedzy. A jeśli ja sam kiedyś napisałem coś niemiłego
            czy niegrzecznego - złóż to, proszę, na karb cholerycznego charakteru i
            niewyparzonego języka.



            > Jerzy: Zgadzam się. Ja świadomie wybrałem Jezusa. Należę do zboru o
            orientacji
            > ewangelicznej, ale nie mam problemu z byciem na nabożeństwach w innych
            > kościołach. Miałbym problme zbyciem na mszy - nie mógłbym uczestniczyć w
            > rytuale ponownego składania Jezusa w ofierze;

            Już kiedyś o tym rozmawialiśmy, o ile pamiętam. Msza św. (rzeczywiście
            nazywana czasem Najświętszą Ofiarą) NIE JEST "ponownym składaniem Jezusa w
            ofierze" - to byłaby brednia zupełna ("Chrystus... więcej już nie umiera,
            śmierć nad Nim nie ma już władzy..."). Jest natomiast uobecnieniem,
            urzeczywistnienim ofiary, jaką złożył Chrystus z siebie samego na Krzyżu.
            Nie "powtarzanie", ale "przeżywanie na nowo". Więcej, niż tylko wspomnienie -
            bo dla Boga problem czasu nie istnieje (kategorie "teraz" / "kiedyś" to nasze,
            ludzkie patrzenie...). Nie "składamy Jezusa ponownie w ofierze", tylko
            uczestniczymy w tej Jedynej Ofierze, która się dokonała / która dokonuje się
            przez całą histosrię, bo przecież czas... patrz wyżej.

            > nie mógłbym powiedzieć amen na
            > modlitwy skierowane do Marii czy świętych.

            Pewnie mógłbyś, gdybyś tylko wsłuchał się uważnie w ich treść. W Kościele nie
            ma modlitw DO ŚWIĘTYCH (nawet, jeśli czasem ktoś takich "skrótów myślowych"
            używa...), tylko modlitwy PRZEZ WSTAWIENNICTWO świętych. To także już
            przerabialiśmy - wierzymy, że ci ludzie są już "na miejscu", w Domu Ojca i że
            mogą służyć nam swoją modlitwą. Prosimy ich o wsparcie na tej samej zasadzie,
            co siebie nawzajem. OK., wiem, że w tej sprawie różnimy się na
            poziomie "dogmatycznym", to inna sprawa.

            > > 4. A propos ekumenii. Jakie różnice? Mój drogi, jeśli jest się tak
            > > zaangażowanym w dialog (choćby i gniewny) międzywyznaniowy, to warto by ta
            > kże
            > > śledzić to, co się w tej sprawie dzieje. Weź choćby pod uwagę ostatnie
            > > ustalenia na temat sakramentu Chrztu czy na temat Usprawiedliwienia, które
            >
            > > wydawało się różnicą nie do przeskoczenia. Odnoszę wrażenie, że jest
            > dokłądnie
            > > odwrotnie, niż mówisz - kiedy wreszcie porzucono bezsensowne kłótnie i
            > > wzajemne obrzucanie się błotkiem, kiedy teologowie mogli spokojnie usiąść
            > i
            > > podyskutować - okazało się, że (podobnie jak w większości sporów
            > > teologicznych) różnice, o które przecież nawet toczono wojny, sprowadzają
            > się
            > > włąśnie do różnego rozumienia tych samych słów (albo odwrotnie, do nazywan
            > ia
            > > tej samej rzeczywistości różnymi słowami).
            >
            > J: Jak wiesz, ustalenia te spotkały się ze sprzeciwem wielu teologów, co się
            > przemilcza. O Deklaracji na temat Usprawieldiwienia juz chyba gdzieś
            > dyskutowaliśmy.

            Tak, wiem. Wydaje mi się, że nie tyle się przemilcza, co mało kto się tym
            interesuje. Jak ktoś się interesuje, to słyszał... Poza tym zauważ, że KAŻDA
            deklaracja religijna KAŻDEGO Kościoła czy związku wyznaniowego spotyka się ze
            sprzeciwem niektórych teologów. Tak to niestety jest - nasze ludzkie poznanie
            jest obarczone błędem - to skutki tzw. grzechu pierworodnego. To nie zmienia
            faktu, że na poziomie dogmatycznym dystans między Kościołami wyraźnie się
            zmniejszył (co nie znaczy, niestety, że go już nie ma...). Problem - jak mi
            się wydaje - polega raczej na sposobie patrzenia (wiesz, to tak jak z tą
            słynną szklanką wody, co jest do połowy pełna albo do połowy pusta...)


            > > 5. Co do krzyżyków etc. Oczywiście - świadectwem wiary jest miłość. Dla mn
            > ie
            > > krzyż jest świadectwem Największej Miłości - dlatego "od zwasze", czyli od
            >
            > > kiedy poznałem Jezusa, noszę krzyżyk. Nie umiałbym inaczej. Wydaje mi się
            > > zresztą, że jedno drugiemu nie przeczy. I staram się żyć zgodnie z tym, co
            >
            > > noszę. "Znam tylko Jezusa Chrystusa... i to Ukrzyżowanego".
            > > T.
            >
            > J: Akceptuję twoje stanowisko; ładnie zacytowałeś Pawła.
            > Kiedy Paweł to pisał, pisał o tym, że do zbawienia potrzebna jest TYLKO
            ofiara
            > Jezusa, złożona raz na zawsze.
            > I to kłóci mi się z naukami katolicyzmu.


            ?????????
            A dlaczego? Pytam serio - ja sprzeczności nie widzę. Z jakimi
            konkretnie "naukami katolicyzmu" Ci się to nie zgadza?

            Dla sprecyzowania - a propos krzyżyków etc. Wydaje mi się, że rzecz nie polega
            na tym, czy się nosi krzyżyk, czy nie, tylko na tym DLACZEGO się to robi (albo
            nie robi). Oczywiście, że są ludzie, którzy oznaki religijne (nie tylko
            chrześcijańskie) noszą na pokaz, z obłudy czy wyrachowania. Są i tacy, którzy
            robią to z przyzwyczajenia, bezmyślnie. Są jednak tacy, którzy robią to
            świadomie i z czystych intencji.
            Wiesz, ja na przykłąd wielokrotnie w zyciu miałem różne nieprzyjemności z
            powodu naprawdę niewielkiego krzyżyka, który noszę. Nasłuchałem się gróźb na
            komisji poborowej (1988), kpin i złośliwych komentarzy od różnych ludzi
            spotykanych w autobusach czy na ulicy... Nie piszę tego po to, żeby się
            chwalić czy robić z siebie "prześladowanego za wiarę", bo absolutnie się takim
            nie czuję, ale po to, żeby powiedzieć, że to dla mnie rzecz ważna - znak
            wiary, znak tej Ofiary, którą jestem zbawiony. NIE MOGĘ się do tego nie
            przyznawać - co oczywiście nie znaczy, żebym uważał, że ktoś kto krzyżyka nie
            nosi "nie przyznaje się". Dla mnie to także (podkreślam - TAKŻE, czyli MIĘDZY
            INNYMI) forma głoszenia Ewangelii, głoszenia obecności Chrystusa.

            T.
            • Gość: Jerzy Msza jest ofiarą czy nie jest? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.03, 12:47
              Odchodzimy trochę od tematu skłonności prawicy politycznej, ale mam nadzieję,
              że do niego jeszcze wrócimy. Czy hierarchia przyjęłaby dar z kasy państwowej na
              budowę świątyni czy nie, gdyby z taką inicjatywą wyszedł rząd?


              > > Jerzy: Zgadzam się. Ja świadomie wybrałem Jezusa. Należę do zboru o
              > orientacji
              > > ewangelicznej, ale nie mam problemu z byciem na nabożeństwach w innych
              > > kościołach. Miałbym problme zbyciem na mszy - nie mógłbym uczestniczyć w
              > > rytuale ponownego składania Jezusa w ofierze;
              >
              Teofil: > Już kiedyś o tym rozmawialiśmy, o ile pamiętam. Msza św.
              (rzeczywiście
              > nazywana czasem Najświętszą Ofiarą) NIE JEST "ponownym składaniem Jezusa w
              > ofierze" - to byłaby brednia zupełna ("Chrystus... więcej już nie umiera,
              > śmierć nad Nim nie ma już władzy..."). Jest natomiast uobecnieniem,
              > urzeczywistnienim ofiary, jaką złożył Chrystus z siebie samego na Krzyżu.
              > Nie "powtarzanie", ale "przeżywanie na nowo". Więcej, niż tylko wspomnienie -
              > bo dla Boga problem czasu nie istnieje (kategorie "teraz" / "kiedyś" to
              nasze,
              > ludzkie patrzenie...). Nie "składamy Jezusa ponownie w ofierze", tylko
              > uczestniczymy w tej Jedynej Ofierze, która się dokonała / która dokonuje się
              > przez całą histosrię, bo przecież czas... patrz wyżej.
              >

              Jerzy: Tak, już kiedyś o tym dyskutowaliśmy.

              Sprawdziłem ponownie w Katechizmie KK, gdzie pisze:

              1365 Ponieważ Eucharystia jest pamiątką Paschy Chrystusa, jest ona także
              ofiarą. Charakter ofiarny ukazuje się już w słowach jej ustanowienia: "To jest
              Ciało moje, które za was będzie wydane" i "Ten kielich to Nowe Przymierze we
              Krwi mojej, która za was będzie wylana" (Łk 22, 19-20). W Eucharystii Chrystus
              daje to samo ciało, które wydał za nas na krzyżu, tę samą krew, którą wylał "za
              wielu... na odpuszczenie grzechów" (Mt 26, 28).

              1366 Eucharystia jest więc ofiarą, ponieważ u-obecnia (czyni obecną) ofiarę
              krzyża, jest jej pamiątką i udziela jej owoców:


              Tak więc, czy msza jest ofiarą czy nie jest?
              Drugie pytanie, w co trzeba wierzyć, aby dostąpić zbawienia:
              1. w skuteczność ofiary złożonej raz na zawsze na krzyżu przez bezgrzesznego
              Jezusa?
              2. Czy w skuteczność ofiary mszalnej składanej codziennie przez katolickich
              kapłanów, gdzie ich morale nie ma znaczenia?

              Jerzy
              • Gość: Teofil Re: Msza jest ofiarą czy nie jest? IP: *.jezuici.pl 21.08.03, 12:16
                Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                > Sprawdziłem ponownie w Katechizmie KK, gdzie pisze: (...)

                Ależ, Jerzy, ja nie napisałem, że Eucharystia NIE JEST ofiarą, albo że NIE MA
                CHARAKTERU ofiary. Napisałem natomiast, że nie jest PONOWNYM składaniem Jezusa
                w ofierze. Przytoczony przez Ciebie tekst z KKK jasno o tym mówi. Najkrócej
                można to ująć tak:
                1. Jest jedna, jedyna ofiara, którą złożył na krzyżu Jezus Chrystus za nas
                wszystkich. Przez tę ofiarę nas zbawił, mocą tej ofiary żyjemy.
                2. Kościół, sprawując Eucharystię, wierzy, że ofiara Chrystusa - TA SAMA
                ofiara, jedyna i niepowtarzalna - staje się tu i teraz, nie przez POWTÓRNE
                składanie, ale przez to, co KKK nazywa UOBECNIENIEM. W dużym uproszczeniu -
                (wierzymy, że) kiedy uczestniczymy w Eucharystii, to stajemy w obliczu Paschy
                Chrystusa - Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. NIE ofiara
                Chrystusa "dzieje się na nowo", ale my "stajemy ponad czasem" (no, to już
                poezja ;) i znajdujemy się tam, pod krzyżem, 2000 lat temu. Oczywiście - to
                nie "wechikuł czasu", bo - jak już mówiłem - dla Boga czas nie istnieje.
                Czyli - TAK, ofiara, ale NIE, nie "ponowna", czy "na nowo składana", tylko TA
                SAMA, jedyna. Nie "znowu", ale "zawsze".
                To także kwestia sposobu rozumienia czasu. Paschę Chrystusa można rozpatrywać
                w kategoriach czysto historycznych ("umarł i zmartwychwstał, to się wydarzyło
                2000 lat temu..."). Ale można też spojrzeć inaczej - Pascha to coś, co TRWA,
                co rozciąga się na wszystkie czasy, miejsca i dzieje. ZAWSZE TU I TERAZ. Wtedy
                Eucharystia - tak, jak ją rozumie Kościół Katoliski - to po prostu włączanie
                się w Paschę, "wchodzenie poza czas".
                Takie porównanie (wszystkie porównania są niedoskonałe): Przypomina mi się
                zdanie z żydowskiej Haggady - opowieści paschalnej, którą opowiadano w czasie
                obchodów święta Paschy. Ktoś pytał (najczęściej dzieci) "Dlaczego ta noc jest
                inna od wszystkich innych nocy?...". Ten, który odpowiadał (głowa rodziny)
                tłumaczył, że "W tę noc Pan, Bóg Izraela, wyprowadził z Egiptu nie tylko
                naszych ojców, ale i nas, i nasze dzieci, i dzieci naszych dzieci". Dlatego -
                zgodnie z Bożym nakazem - Żydzi obchodzili (i do dziś obchodzą) pamiątkę
                Wyjścia nie tylko jako "wspomnienie ważnych wydarzeń z dawnych dni", ale jako
                rzeczywistość - mimo upływo czasu - obecną, żywą, aktualną. Nie "ponowne
                wyjście z Egiptu", ale uczestnictwo w tym, co się wydarzyło - choćby wydarzyło
                się wieki temu. Bo dla Boga nie ma "wczoraj" i "dziś". Dla Niego
                jest "wiecznie teraz".


                > Drugie pytanie, w co trzeba wierzyć, aby dostąpić zbawienia:
                > 1. w skuteczność ofiary złożonej raz na zawsze na krzyżu przez bezgrzesznego
                > Jezusa?
                > 2. Czy w skuteczność ofiary mszalnej składanej codziennie przez katolickich
                > kapłanów, gdzie ich morale nie ma znaczenia?

                WIERZYĆ - oczywiście w jedyną ofiarę Chrystusa. Myślę, że osobom nie będącym
                członkami Kościoła Katolickiego dosyć trudno zrozumieć to, że tzw. religijność
                ("praktyki religijne"), czyli np. uczestnictwo w Eucharystii, to KONSEKWENCJA
                wiary. WIERZĘ w jedyną ofiarę Chrystusa, w to, że przez swoją Paschę mnie
                zbawił i DLATEGO chcę uczestniczyć w Eucharystii. Eucharystia to TA SAMA
                ofiara, gdyby nie Pascha Chrystusa - msza nie miałaby sensu (w ogóle by jej
                nie było).
                A co do tego, czy "ich moralność nie ma znaczenia" - to nie tak. Ma znaczenie.
                Ksiądz, któy sprawuje Eucharystię sam będąc np. w poważnym grzechu, ściąga
                sobie na głowę niezłe kłopoty (mówiąc po ludzku). Bóg widzi wszystko.
                Natomiast rzeczywiście może to "nie mieć znaczenia" dla osób w tej mszy
                uczestniczących - które mogą nawet tego księdza osobiście nie znać... To
                prosta konsekwencja - przecież to nie TEN KSIĄDZ tu jest ważny. Jego kondycja
                (najczęściej taka sama, jak większości z nas, bo przecież "jeśli mówimy, że
                nie mamy grzechu...") to sprawa drugorzędna. To nie on sprawia to, co się
                liczy.
                To trochę tak (to także kulawe porównanie...), jak z lekarzem. Jeśli lekarz
                jest - nawet - przestępcą ściganym przez prawo, to przecież to nie zmienia
                faktu, że jeśli postawi właściwą diagnozę i poda właściwe leki - to choremu
                pomoże. Antybiotyk działa niezależnie od moralnej postawy tego, kto go
                podaje...
                Widzisz, to właśnie o to chodzi. Czasem mówi się, że w Kościele
                Katolickim "ksiądz jest najważniejszy" - i rzeczywiście, jest wielu księży,
                którym tak się wydaje i tak się zachowują. Ale właśnie w takich sprawach
                widać, że naprawdę jest inaczej. On tylko robi coś, do czego został powołany i
                wezwany, ale jest tylko "wykonawcą". Jeśli do tego jest jeszcze dobrym i
                mądrym człowiekiem - to OK, tak być powinno (może mam wyjątkowe szczęście, ale
                większość znanych mi księży to ludzie naprawdę w porządku).
                Pomyśl o tym z drugiej strony - jeśli coś ma być dziełem Bożym, to byłoby
                śmieszne, gdyby "ważność" tegoż była uzależniona od "jakości" wykonującego to
                człowieka. To tak, jakby Bóg był ograniczony ludzką naturą.
                Ksiądz to taki sam człowiek jak Ty czy ja. Ma swoje ludzkie przywary, wady (na
                którymi - jak Ty i ja - powinien oczywiście pracować etc.). Tak jak Ty czy ja
                może mieć gorszy dzień, zdarza mu się zgrzeszyć, czynić zło... Ludzie często o
                tym zapominają i zachowują się tak, jakby sam fakt noszenia sutanny miał
                chronić człowieka przed grzesznością czy słabościami. Także sami katolicy
                często narzekają na księży. I - nie da się ukryć - często mają rację. Tyle, że
                oczywiście łatwiej jest piętnować słabości innych i krytykować, niż... modlić
                się za nich, żeby byli lepsi.
                Ufff, rozpisałem się, muszę kończyć. Do usłyszenia (nie wątpię ;)
                T.
                • Gość: Jerzy Mylisz Dzieło Jezusa z jego skutkami, cdn. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 14:58


                  T: Ależ, Jerzy, ja nie napisałem, że Eucharystia NIE JEST ofiarą, albo że NIE
                  MA
                  CHARAKTERU ofiary. Napisałem natomiast, że nie jest PONOWNYM składaniem Jezusa
                  w ofierze.

                  J: Napisałeś: „> Już kiedyś o tym rozmawialiśmy, o ile pamiętam. Msza św.
                  (rzeczywiście
                  nazywana czasem Najświętszą Ofiarą) <

                  Wyjaśnij więc, czy twoim zdaniem jest ofiarą, czy tylko jest „nazywana” ofiarą.
                  Jeśli nie jest ofiarą, a jest nazywana ofiarą, to mamy do czynienia z
                  oszukiwaniem ludzi. To tak samo z papieżem, który nie jest Ojcem Świętym, lecz
                  tylko jest nazywany Ojcem Świętym. Nie rozumiem tej katolickiej logiki.

                  Według dogmatyki KK:
                  "Gdyby ktoś powiedział, że msza święta nie jest prawdziwą i dosłowną ofiarą
                  składaną Bogu... niech będzie przeklęty.
                  (1. Dogmatic Canons and Decrees, Rockford, Illinois: TAN, 1977, s. 142-143.)

                  T: Przytoczony przez Ciebie tekst z KKK jasno o tym mówi. Najkrócej
                  można to ująć tak:
                  1. Jest jedna, jedyna ofiara, którą złożył na krzyżu Jezus Chrystus za nas
                  wszystkich. Przez tę ofiarę nas zbawił, mocą tej ofiary żyjemy.

                  J: Zgoda!

                  T: 2. Kościół, sprawując Eucharystię, wierzy, że ofiara Chrystusa - TA SAMA
                  ofiara, jedyna i niepowtarzalna - staje się tu i teraz, nie przez POWTÓRNE
                  składanie, ale przez to, co KKK nazywa UOBECNIENIEM.

                  J: Możesz mi wyjaśnij logikę słowa ‘uobecnianie’?
                  Jak się ono ma do prawa bezsprzeczności?
                  Czy bez Eucharystii ofiara Chrystusa nie ma mocy zbawczej?


                  T: W dużym uproszczeniu -
                  (wierzymy, że) kiedy uczestniczymy w Eucharystii, to stajemy w obliczu Paschy
                  Chrystusa - Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. NIE ofiara
                  Chrystusa "dzieje się na nowo", ale my "stajemy ponad czasem" (no, to już
                  poezja ;) i znajdujemy się tam, pod krzyżem, 2000 lat temu.

                  J: Rzeczywiście poezja, ale gdzie logika?
                  Pisałeś o uobecnianiu, a teraz, że to wy stajecie pod krzyżem 2000 lat temu; to
                  raczej uwstecznianie.

                  T: Oczywiście - to
                  nie "wechikuł czasu", bo - jak już mówiłem - dla Boga czas nie istnieje.

                  J: A to skąd wziąłeś?

                  T: Czyli - TAK, ofiara, ale NIE, nie "ponowna", czy "na nowo składana", tylko
                  TA
                  SAMA, jedyna. Nie "znowu", ale "zawsze".

                  J: Z prawa bezsprzeczności wynika, że nie może być TA SAMA. Między męką
                  Chrystusa 2000 lat temu, poniesioną raz na zawsze, a eucharystią odprawianą
                  codziennie tysiące razy, jest olbrzymia różnica.

                  T: To także kwestia sposobu rozumienia czasu. Paschę Chrystusa można
                  rozpatrywać
                  w kategoriach czysto historycznych ("umarł i zmartwychwstał, to się wydarzyło
                  2000 lat temu..."). Ale można też spojrzeć inaczej - Pascha to coś, co TRWA,
                  co rozciąga się na wszystkie czasy, miejsca i dzieje. ZAWSZE TU I TERAZ. Wtedy
                  Eucharystia - tak, jak ją rozumie Kościół Katolicki - to po prostu włączanie
                  się w Paschę, "wchodzenie poza czas".

                  J: Umarł i zmartwychwstał, raz na zawsze. To nie może trwać! Skutki tego dzieła
                  są trwałe. Mylisz dzieło Jezusa dokonane raz na zawsze w przeszłości, z jego
                  skutkami, które trwają na zawsze.
                  Eucharystia ma być przypominaniem skutków dzieła Jezusa; jeśli nadasz jej
                  ofiarny charakter, komunikujesz, że dzieło Jezusa nie było skuteczne do
                  zbawienia, a to już jest herezja z piekła rodem.


                  T: Takie porównanie (wszystkie porównania są niedoskonałe): Przypomina mi się
                  zdanie z żydowskiej Haggady - opowieści paschalnej, którą opowiadano w czasie
                  obchodów święta Paschy. Ktoś pytał (najczęściej dzieci) "Dlaczego ta noc jest
                  inna od wszystkich innych nocy?...". Ten, który odpowiadał (głowa rodziny)
                  tłumaczył, że "W tę noc Pan, Bóg Izraela, wyprowadził z Egiptu nie tylko
                  naszych ojców, ale i nas, i nasze dzieci, i dzieci naszych dzieci". Dlatego -
                  zgodnie z Bożym nakazem - Żydzi obchodzili (i do dziś obchodzą) pamiątkę
                  Wyjścia nie tylko jako "wspomnienie ważnych wydarzeń z dawnych dni", ale jako
                  rzeczywistość - mimo upływo czasu - obecną, żywą, aktualną. Nie "ponowne
                  wyjście z Egiptu", ale uczestnictwo w tym, co się wydarzyło - choćby wydarzyło
                  się wieki temu. Bo dla Boga nie ma "wczoraj" i "dziś". Dla Niego
                  jest "wiecznie teraz".

                  J: Porównania czy metafory mają pomóc w wyjaśnieniu, a nie dowodzić. Twoje
                  porównania mieszają kilka rzeczy.
                  Znowu mylisz dzieło wyjścia z Egiptu z jego skutkami.
                  Wyszli – raz na zawsze. Inni wspominają to dzieło i korzystają z jego skutków –
                  są poza Egiptem (metafora). Oni nie wychodzą z Egiptu – korzystają ze skutków
                  wyjścia. Uczestniczą nie w wyjściu, ale w skutkach wyjścia.

                  A opowieść z Hagaddy ma swoje źródło w księdze Wyjścia:
                  12,25 A gdy wejdziecie do ziemi, którą Pan wam da, jak obiecał, przestrzegać
                  będziecie tego obrzędu.
                  12,26 A gdy was zapytają synowie wasi: Co znaczy ten wasz obrzęd?
                  12,27 Odpowiecie: Jest to rzeźna ofiara paschalna dla Pana, który omijał
                  domy synów Izraela w Egipcie, gdy Egipcjanom zadawał ciosy, a domy nasze
                  ochronił. I lud pochylił głowy, i oddał pokłon.
                  • Gość: Jerzy Msza jako brak zrozumienia dzieła Jezusa IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 15:28
                    Jerzy:
                    > Drugie pytanie, w co trzeba wierzyć, aby dostąpić zbawienia:
                    > 1. w skuteczność ofiary złożonej raz na zawsze na krzyżu przez bezgrzesznego
                    > Jezusa?
                    > 2. Czy w skuteczność ofiary mszalnej składanej codziennie przez katolickich
                    > kapłanów, gdzie ich morale nie ma znaczenia?

                    T: WIERZYĆ - oczywiście w jedyną ofiarę Chrystusa. Myślę, że osobom nie będącym
                    członkami Kościoła Katolickiego dosyć trudno zrozumieć to, że tzw. religijność
                    ("praktyki religijne"), czyli np. uczestnictwo w Eucharystii, to KONSEKWENCJA
                    wiary. WIERZĘ w jedyną ofiarę Chrystusa, w to, że przez swoją Paschę mnie
                    zbawił i DLATEGO chcę uczestniczyć w Eucharystii. Eucharystia to TA SAMA
                    ofiara, gdyby nie Pascha Chrystusa - msza nie miałaby sensu (w ogóle by jej
                    nie było).

                    J: Uczestnictwo w Eucharystii to rzeczywiście konsekwencja wiary, ale w co /
                    kogo?
                    Czy w skuteczność ofiary Jezusa złożonej na krzyżu, czy raczej w skuteczność
                    usług oferowanych przez księży, że dzięki ich usługom dostaną się do czyśćca a
                    potem do nieba.
                    Moim zdaniem, jest to również konsekwencja braku zrozumienia dzieła Jezusa na
                    krzyżu.
                    Eucharystia nie może być tą samą ofiarą co pascha Jezusa – prawo
                    bezsprzeczności nie pozwala na taką interpretację.

                    T: A co do tego, czy "ich moralność nie ma znaczenia" - to nie tak. Ma
                    znaczenie.
                    Ksiądz, któy sprawuje Eucharystię sam będąc np. w poważnym grzechu, ściąga
                    sobie na głowę niezłe kłopoty (mówiąc po ludzku). Bóg widzi wszystko.
                    Natomiast rzeczywiście może to "nie mieć znaczenia" dla osób w tej mszy
                    uczestniczących - które mogą nawet tego księdza osobiście nie znać... To
                    prosta konsekwencja - przecież to nie TEN KSIĄDZ tu jest ważny. Jego kondycja
                    (najczęściej taka sama, jak większości z nas, bo przecież "jeśli mówimy, że
                    nie mamy grzechu...") to sprawa drugorzędna. To nie on sprawia to, co się
                    liczy.

                    J: Czyli że ksiądz, bez względu na morale, poprzez eucharystię
                    skutecznie ‘uobecnia’ ofiarę Chrystusa? Nie widzisz, że takie postawienie
                    sprawy czyni z kapłanów pośredników między Bogiem a ludźmi, że mogą robić co im
                    się podoba (poniosą tego skutki), ale ludzie i tak muszą korzystać z ich usług,
                    bo innej drogi do Boga dla nich nie ma.

                    T: To trochę tak (to także kulawe porównanie...), jak z lekarzem. Jeśli lekarz
                    jest - nawet - przestępcą ściganym przez prawo, to przecież to nie zmienia
                    faktu, że jeśli postawi właściwą diagnozę i poda właściwe leki - to choremu
                    pomoże. Antybiotyk działa niezależnie od moralnej postawy tego, kto go
                    podaje...

                    J: Chcesz porównać eucharystię do antybiotyku? Jeśli katolickie zrozumienie
                    eucharystii byłoby właściwe, porównanie miałoby rację bytu. Takie podejście
                    sprawia, że eucharystia jest jak tabletka, która działa na chwilę. Po pewnym
                    czasie znowu ją trzeba będzie zażyć. To tak jak ofiary ST, też musiały być
                    składane wielokrotnie, bo nie mogły doskonale zmazać grzechu. Ponadto, taki
                    pogląd zdradza substancjalne podejście do łaski Bożej. Łaska jest tutaj pewną
                    substancją, wlewaną w ludzką duszę podczas przyjmowania sakramentu, a która ma
                    chwilowo uzdolnić człowieka do życia w uświęceniu. Nie będę tego rozwijał
                    dalej, ale zauważasz, że mamy tutaj do czynienia z myśleniem magicznym i
                    animistycznym.


                    T: Widzisz, to właśnie o to chodzi. Czasem mówi się, że w Kościele
                    Katolickim "ksiądz jest najważniejszy" - i rzeczywiście, jest wielu księży,
                    którym tak się wydaje i tak się zachowują. Ale właśnie w takich sprawach
                    widać, że naprawdę jest inaczej. On tylko robi coś, do czego został powołany i
                    wezwany, ale jest tylko "wykonawcą". Jeśli do tego jest jeszcze dobrym i
                    mądrym człowiekiem - to OK, tak być powinno (może mam wyjątkowe szczęście, ale
                    większość znanych mi księży to ludzie naprawdę w porządku).
                    Pomyśl o tym z drugiej strony - jeśli coś ma być dziełem Bożym, to byłoby
                    śmieszne, gdyby "ważność" tegoż była uzależniona od "jakości" wykonującego to
                    człowieka. To tak, jakby Bóg był ograniczony ludzką naturą.

                    J: Teofilu, czy doskonałe dzieło Chrystusa ma się stać skuteczne do zbawienia
                    dopiero poprzez odprawienie obrzędu eucharystycznego?
                    Wracając do twojej metafory z lekarzem, czy chciałbyś być operowany przez
                    lekarza, Który ma starannie wymyte ręce i instrumenty, czy przez takiego, który
                    uważa, że to nie ma znaczenia, gdyż on został powołany do roli lekarza?

                    J: Ksiądz to taki sam człowiek jak Ty czy ja. Ma swoje ludzkie przywary, wady
                    (na
                    którymi - jak Ty i ja - powinien oczywiście pracować etc.). Tak jak Ty czy ja
                    może mieć gorszy dzień, zdarza mu się zgrzeszyć, czynić zło... Ludzie często o
                    tym zapominają i zachowują się tak, jakby sam fakt noszenia sutanny miał
                    chronić człowieka przed grzesznością czy słabościami. Także sami katolicy
                    często narzekają na księży. I - nie da się ukryć - często mają rację. Tyle, że
                    oczywiście łatwiej jest piętnować słabości innych i krytykować, niż... modlić
                    się za nich, żeby byli lepsi.

                    J: Jeśli taki sam człowiek, to dlaczego takim ludziom jak ja KK przez wieki
                    zabraniał czytania Biblii? Dlaczego to ksiądz musi odprawić eucharystię, aby
                    miała moc?
                    Takie podejście z jednej strony wybiela i bagatelizuje zachowania księży, a z
                    drugiej daje im władzę nad sumieniami ludzi.

                    T: Ufff, rozpisałem się, muszę kończyć. Do usłyszenia (nie wątpię ;)

                    J: Ja też,
                    Tyle na razie, pozdrawiam
                    Jerzy
            • Gość: Jerzy Polecam artykuł o mszy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.03, 13:41

              Polecam świetny artykuł o mszy w "Słowie i Życie", nr 1/2002

              Ofiara mszy Świętej, Jonatan Dunkel

              www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm
              • Gość: chello Re: Polecam artykuł o mszy IP: 64.163.149.* 21.08.03, 16:23
                Jerzy napisz cos o wyborze geja na biskupa. Pewnie sie to zgadza z biblia
                bo to w koncu dobry protestant. Napisz cos o mormonach, Jozef Smith tez byl
                antykatolikiem i "zreformowal" kosciol. Napisz o Swiadkach Jehowy. Czy oni
                wszyscy ida do nieba w przeciwienstwie do katolikow? Daj mi najnowsza opinie
                Wszechmocnego na ten temat.
                • Gość: Jerzy Re: Polecam artykuł o mszy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 16:43
                  Gość portalu: chello napisał(a):

                  > Jerzy napisz cos o wyborze geja na biskupa. Pewnie sie to zgadza z biblia
                  > bo to w koncu dobry protestant. Napisz cos o mormonach, Jozef Smith tez byl
                  > antykatolikiem i "zreformowal" kosciol. Napisz o Swiadkach Jehowy. Czy oni
                  > wszyscy ida do nieba w przeciwienstwie do katolikow? Daj mi najnowsza opinie
                  > Wszechmocnego na ten temat.

                  Widzę przyjacielu, że wszystko co niekatolickie chcesz wrzucić do
                  protestanckiego worka.
                  Jeśli jakiś ruch religijny jest w czymś odmiennego zdania niż kk, to jeszcze
                  nie oznacza, że jest antykatolicki.
                  Natomiast antykatolicki wcale nie musi oznaczać antychrześcijański.
                  Rozumiesz coś z tego?

                  Jerzy
                  • Gość: Stauffenberg Jerzy, nie ma dylematu... IP: *.hastrabau.pl 21.08.03, 16:50
                    zawsze możesz głosować na PO albo UW. Mówię Ci to jako
                    luteranin z Warszawy. Poza tym, widzisz, tak naprawdę
                    problem polega na tym, że obecny model ordynacji
                    wyborczej faworyzuje zwarte partie i ludzi przywiezionych
                    w teczkach z central partyjnych. I nie opłaca się partiom
                    mieć żadnego programu, tylko interesy. Stąd Lepper,
                    Giertych ale i Pol. Czy różni dziwni ludzie z "aktywu"
                    SLD i koledzy Millera z jego notesuw Sejmie. Gdyby
                    jednomandatowe okręgi.. Ale to temat na inną bajkę...
                    • Gość: Jerzy Re: Jerzy, nie ma dylematu... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 17:08
                      Gość portalu: Stauffenberg napisał(a):

                      > zawsze możesz głosować na PO albo UW. Mówię Ci to jako
                      > luteranin z Warszawy. Poza tym, widzisz, tak naprawdę
                      > problem polega na tym, że obecny model ordynacji
                      > wyborczej faworyzuje zwarte partie i ludzi przywiezionych
                      > w teczkach z central partyjnych. I nie opłaca się partiom
                      > mieć żadnego programu, tylko interesy. Stąd Lepper,
                      > Giertych ale i Pol. Czy różni dziwni ludzie z "aktywu"
                      > SLD i koledzy Millera z jego notesuw Sejmie. Gdyby
                      > jednomandatowe okręgi.. Ale to temat na inną bajkę...

                      Postulujesz zatem zmiane ordynacji wyborczej. Jestem ZA.
                      Na Śląsku Cieszyńskim wciąga się na listy czy to SLD czy partii
                      postsolidarnościowych co bardziej znaczących ewangelików, na pozycjach załóżmy
                      12 czy 17, aby ewangelicy oddali swoje głosy na tego człowieka, ale o wejściu
                      do władz nie ma on szans, bo na pierwszych pozycjach są albo betoniarze z SLD
                      albo postsolidarnościowi klerykałowie.
                      Brakuje mi partii chrześcijańskich antyklerykałów, którzy pilnowaliby zarówno
                      moralności jak i praw i kasy państwowej przed hojnością na rzecz KK.

                      Dzięki za nawiązanie do pierwotnego wątku dyskusji,
                      Jerzy
                      • Gość: Stauffenberg Re: Jerzy, nie ma dylematu... IP: *.hastrabau.pl 21.08.03, 17:14
                        Noo, taka praktyka powszechna jest i na Mazurach, skąd
                        moja rodzina pochodzi...A poza tym skonczyłoby się
                        agresywne partyjniactwo...do Parlamentu weszliby ludzie,
                        którzy zaczęliby wreszcie interesować się głównie
                        sprawami regionalnymi, nie zaś "nachapaniem się w
                        Warszawie". A poza tym - nie robiliby z niego chlewu, jak
                        to się teraz dzieje...
    • Gość: Cagan Re: Dylemat protestanta IP: *.ains.net.au 22.08.03, 07:08
      Twoj dylemet to to, ze wierzac w zydowska religie nie przyjmujesz tego faktu do
      wiadomosci... :(
      • Gość: Teolfil DOJERZEGOOOO! IP: *.jezuici.pl 22.08.03, 10:39
        Jerzy, moja odpowiedź na Twój poprzedni list "schowała się" między dwiema
        Twoimi wypowiedziami z 20 sierpnia (między 12:47 a 13:41). Pewnie jej nie
        zauważyłeś. Tyle, że chyba będziemy mieli kłopot ze spokojną dyskusją, bo
        włączył się kagan, a on pojęcia dyskusji nie rozumie... No, chyba, że się
        umówimy, że go ignorujemy - ale wtedy stuprocentowo i konsekwentnie.
        Pozdrawiam - T.
        • Gość: Jerzy Re: DOJERZEGOOOO! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 11:40
          Gość portalu: Teolfil napisał(a):

          > Jerzy, moja odpowiedź na Twój poprzedni list "schowała się" między dwiema
          > Twoimi wypowiedziami z 20 sierpnia (między 12:47 a 13:41). Pewnie jej nie
          > zauważyłeś. Tyle, że chyba będziemy mieli kłopot ze spokojną dyskusją, bo
          > włączył się kagan, a on pojęcia dyskusji nie rozumie... No, chyba, że się
          > umówimy, że go ignorujemy - ale wtedy stuprocentowo i konsekwentnie.
          > Pozdrawiam - T.

          Możemy go ignorować, ale uważaj na IP Jerzego, bo niewykluczone, że Kagan
          będzie pisał podpisując się jako Jerzy.

          • Gość: Teofil Re: DOJERZEGOOOO! IP: *.jezuici.pl 22.08.03, 12:11
            OK, będę uważał. I niech się wkurza ;)
            To tak jak w starym dowcipie - w zakładzie dla głuchoniemych, gdzie wszyscy
            posługują się językiem migowym, stoi dwóch gości - jeden coś wściekle "miga" z
            wyrazem furii na twarzy, a drugi śmieje się w kułak. Podchodzi lekarz i pyta,
            zdziwony, o co chodzi? A ten śmiejący się odpowiada: - Bo on chce mi nagadać,
            a ja na niego nie patrzę!
            Hi, hi, hi ;)
            • Gość: Jerzy Do Teolfila, zapraszam do dyskusji IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.03, 16:55
              Wklepałem ci moje odpowiedzi po twojej wypowiedzi powyżej.
              Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji,
              Jerzy
    • Gość: Palnick Czym Kalwin palił w GenewieOto dylemat protestanta IP: *.stenaline.com 22.08.03, 13:42


      W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić
      za czary - bez żadnego sądu - 31 osób.
      Żeby cie Jerzy nie załamywać podaje dane tylko z jednego roku.
      • Gość: Jerzy Palnicku, Kalwin nie jest moim Zbawicielem IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 15:01
        Czy ja wzywam ludzi do nawrócenia się do Lutra Kalwina czy jeszcze tam kogoś?
        Moim Zbawicielem jest Jezus.
        Gdyby przytoczyć osiągnięcia ateistów to Kalwin blednie.

        Pozdrawiam,
        Jerzy
        • Gość: Teofil Odpowiedzi_kilka IP: *.jezuici.pl 26.08.03, 12:56
          Jerzy,
          mam wrażenie, że nie chcesz zrozumieć moich wypowiedzi. Nie chodzi mi o to,
          żeby je zaakceptował czy się z nimi zgodził, ale żebyś - choćby czysto
          teoretycznie - zrozumiał moje stanowisko.

          Krótko, bo pracy mam oststanio sporo.
          1. Co to jest zasada bezsprzeczności? Czy chodzi Ci o znaną z logiki zasadę
          niesprzeczności? Jeśli tak - to nie rozumiem, dlaczego przeżywanie Mszy w taki
          sposób, jaki opisałem, jest z nią sprzeczne.
          Jeszcze raz powatrzam - TAK, Eucharystia JEST ofiarą. NIE, nie jest ofiarą
          POWTÓRNĄ, ale TĄ SAMĄ.
          2. Piszesz:
          >Czy (wiara) w skuteczność ofiary Jezusa złożonej na krzyżu, czy raczej w
          skuteczność
          >usług oferowanych przez księży, że dzięki ich usługom dostaną się do czyśćca
          >a potem do nieba.

          Już napisałem - oczywiście wiara w skuteczność ofiary Jezusa. Uczestnictwo w
          Eucharystii jest - ma być - uczestnictwem w tej ofierze. To NIE ZNACZY, że bez
          uczestnictwa w Eucharystii nie można być zbawionym!!!!! Jeśli coś takiego
          kiedyś słyszałeś, to nie jest to zgodne z nauką Kościoła. Tu akurat
          powiedziane jest jasno - jedyne, co niezbędne jest do zbawienia, to Łaska Boża.
          Poza tym zwróć uwagę, że na tej zasadzie można podważyć zasadę istnienia
          każdej wspólnoty chrześcijańskiej. No bo ktoś może powiedzieć - w co mam
          wierzyć, w Ofiarę Jezusa czy w skuteczność usług oferowanych przez pastora,
          który mi wyjaśnia Słowo Boże? Na tej zasadzie trzeba by w ogóle zrezygnować z
          JAKICHKOLWIEK form religijności czy nabożeństw. Należałoby zrezygnować z
          udzielania chrztu - bo przecież "co mnie zbawia - ofiara Jezusa czy ta woda,
          którą mi ksiądz / pastor / starszy brat polewa głowę?"
          (Pytanie za 100 punktów - czy może być zbawony człowiek, który nie przyjął
          chrztu????)
          3. Pytasz mnie na jakiej podstawie twierdzę, że dla Boga problem czasu nie
          istnieje? Ależ Jerzy - przecież Bóg jest stwórcą WSZYSTKIEGO, także czasu i
          przestrzeni! Czas ogranicza nas, ludzi - ale nie Jego! Pismo nazywa Go Panem
          czasu. Jezus po zmartwychwstaniu potrafi przebywać w dwu miejscach
          równocześnie... Napisałem o "stawaniu poza czasem", dodając z uśmiechem, że
          to "poezja", bo trudno mi to wyrazić w inny sposób. Pytasz, gdzie tu logika -
          zawsze wydawało mi się, że nie wszystko w wierze da się wyrazić na poziomie
          ludzkiej logiki - bo przecież Bóg przekracza naszą logikę i sposób
          rozumowania... (Czy jesteś w stanie na poziomie ludzkiej logiki wyjaśnić, w
          jaki sposób Jezus był w dwu miejscach na raz?) Któryś z teologów
          prawosławnych - bodajże Łosski - napisał, że "choćbyśmy całe życie poświęcili
          na studiowanie i poznawanie Boga, zawsze poznamy tylko nieskończenie małą Jego
          cząstkę, zawsze zakres tego, czego o Bogu nie wiemy będzie nieskończenie
          większy niż to, co o nim wiemy". Przecież nawet Objawienie - to, które
          nastąpiło przez Pismo, przez osobę Jezusa i przez Historię Zbawienia - to
          tylko maleńki fragment prawdy o Nieskończonym, "przykrojony" na miarę
          możliwości naszych ludzkich umysłów. Są sprawy, których - tak sądzę - nie da
          się do końca wyrazić na poziomie ludzkiej logiki (choćby istota Trójcy
          Świętej). Czasem odrobina poezji więcej powie o Nim, niż teologiczne
          traktaty...
          To raz.
          A dwa - mam wrażenie, że - lekko upraszczając - pisząc o jedynej i
          niepowtarzalnej Ofierze Chrystusa mówisz głównie o jej skutkach. I tu wychodzi
          właśnie problem rozumienia czasu. Czy to nie jest tak (nie sugeruję, pytam),
          że patrzysz na Tę Ofiarę właśnie bardziej w perspektywie historycznej? Coś, co
          dokonało się kiedyś w historii, a my dziś korzystamy z tego skutków.
          My to widzimy inaczej - patrz mój poprzedni post.

          4. Co do Haggady - wiem, wiem, wiem. Chodziło mi tylko o pokazanie pewnego
          sposobu myślenia, który nieco inaczej traktuje czas (ludy semickie w ogóle
          inaczej na te problemy patrzyły, podobnie jak na Słowo i parę innych
          problemów - a że Biblia była spisywana właśnie wśród tych ludzi...).

          5. Jeszcze co do księży.
          - Ksiądz nie jest pośrednikiem - w każdym razie nie w biblijnym znaczeniu tego
          słowa. Porównanie z lekarzem było - jak napisałem - dosyć prymitywne. Nie
          zmienia to faktu, że w każdej wspólnocie chrześcijańskiej byli ludzie, którzy
          tłumaczyli innym Pisma, byli jakimiś duchowymi przewodnikami. I wszyscy ci
          ludzie (co chyba dla nas wszystkich jasne) byli grzesznikami. Czy apostołowe
          byli bezgrzeszni? Ha ha ha. A jednak Jezus ich wyznaczył i posłał do
          konkretnej pracy - WIEDZĄC PRZECIEŻ, jacy są. Tu nie chodzi o pobłażliwość,
          ale o widzenie właściwych proporcji. To nie człowiek - ten ksiądz czy pastor -
          jest tu ważny. Wazny jest Ten, którego on ma przekazywać. Kiedy pastor we
          wspólnocie ewangelickiej głosi Słowo Boże i je wspólnocie wyjaśnia - takze nie
          jest doskonały i bez grzechu.
          Czasem wydaje mi się, że najłatwiej zdyskredytować każdą wspólnotę religijną
          przez wskazanie słabości i grzechów jej członków. Czy grzeszność apostołów
          zmniejszała moc ich działania?

          Uffff, miało być krótko, a wyszło... jak zwykle ;)
          A może - co uchorniłoby nas przed różnymi Kaganami - przeszlibyśmy na dyskusję
          prywatną? Przemyśl to - mam sposób na przekazanie sobie "bez świadków" adresów
          emailowych, gdybyś oczywiście chciał (mam też takie specjalne konto, służące
          do korespondencji "incognito", bez ujawniania danych ;) - ale nie wiem, czy to
          dobry pomysł.
          Na razie tyle, bo mnie z roboty wyleją ;)
          T.
          • Gość: Jerzy Re: Odpowiedzi_kilka IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.03, 16:27
            Teofilu,
            Odpowiadam skrótowo na twego posta:

            T: mam wrażenie, że nie chcesz zrozumieć moich wypowiedzi. Nie chodzi mi o to,
            żebyś je zaakceptował czy się z nimi zgodził, ale żebyś - choćby czysto
            teoretycznie - zrozumiał moje stanowisko.

            J: Staram się zrozumieć twoje stanowisko, a właściwie twoje zrozumienie
            eucharystii, jednak pokazałem ci, że bazuje ono na błędach logicznych.

            T: Krótko, bo pracy mam oststanio sporo.
            1. Co to jest zasada bezsprzeczności? Czy chodzi Ci o znaną z logiki zasadę
            niesprzeczności?

            J: chodzi mi o ‘law of noncontradiction” – ty jesteś przyzwyczajony do
            polskiego nazwy ‘zasada niesprzeczności’, ja się przyzwyczaiłem do
            nazwy ‘zasada bezsprzeczności.’

            T: Jeśli tak - to nie rozumiem, dlaczego przeżywanie Mszy w taki
            sposób, jaki opisałem, jest z nią sprzeczne.
            Jeszcze raz powatrzam - TAK, Eucharystia JEST ofiarą. NIE, nie jest ofiarą
            POWTÓRNĄ, ale TĄ SAMĄ.

            J: Nie widzisz, że twoje zdanie zawiera sprzeczność?
            Jak bezkrwawa ofiara eucharystyczna złożona przez grzesznego kapłana może być
            tą samą ofiarą, co krwawa ofiara złożona przez bezgrzesznego Jezusa? Poza tym,
            co z czasem. Ofiara Jezusa dokonała się 2000 lat temu i to raz na nzawsze.
            Eucharystia jest sprawowana codziennie w tysiącach miejsc na świecie.


            T: 2. Piszesz:
            )Czy (wiara) w skuteczność ofiary Jezusa złożonej na krzyżu, czy raczej w
            skuteczność usług oferowanych przez księży, że dzięki ich usługom dostaną się
            do czyśćca
            )a potem do nieba.

            Już napisałem - oczywiście wiara w skuteczność ofiary Jezusa. Uczestnictwo w
            Eucharystii jest - ma być - uczestnictwem w tej ofierze. To NIE ZNACZY, że bez
            uczestnictwa w Eucharystii nie można być zbawionym!!!!! Jeśli coś takiego
            kiedyś słyszałeś, to nie jest to zgodne z nauką Kościoła.

            J: Tutaj nie chce mi sie na nowo grzebac w dokumentach KK, aby ci przpomniec
            słynne oświadczenie któregos z nieomylnych papieży, że nie ma zbawienia poza
            KK. Czy ono jużnie obowiązuje?

            T: Tu akurat powiedziane jest jasno - jedyne, co niezbędne jest do zbawienia,
            to Łaska Boża.

            J: Co rozumiesz przez Łaskę Bożą? I to jest temat na oddzielną dyskusję, gdyż
            KK zupełnie inaczej rozumie łaskę niż protestanci. Zewnętrznie brzmi to ładnie,
            jedni i drudzy zgadzają sięm że zbawienie jest z łaski, ale inaczej ją pojmują.
            Dla łaski według kk potyrzebny jest katolicki ksiądz.

            T: Poza tym zwróć uwagę, że na tej zasadzie można podważyć zasadę istnienia
            każdej wspólnoty chrześcijańskiej. No bo ktoś może powiedzieć - w co mam
            wierzyć, w Ofiarę Jezusa czy w skuteczność usług oferowanych przez pastora,
            który mi wyjaśnia Słowo Boże?

            J: Mieszasz. We wspólnotach chrześcijańskich (nie katolickich), zadaniem
            pastora jest wzywanie ludzi do pojednania się z Bogiem przez Jezusa. Nie ma
            obrzędów odprawianych przez pastorów, przez które ludzie mogliby dostąpić
            przebaczenia grzechów. Człowiek ma zaufać Chrystusowi. Kropka.

            T: Na tej zasadzie trzeba by w ogóle zrezygnować z
            JAKICHKOLWIEK form religijności czy nabożeństw. Należałoby zrezygnować z
            udzielania chrztu - bo przecież "co mnie zbawia - ofiara Jezusa czy ta woda,
            którą mi ksiądz / pastor / starszy brat polewa głowę?"
            (Pytanie za 100 punktów - czy może być zbawony człowiek, który nie przyjął
            chrztu????)

            J: Znowu mieszasz. Czyżbyś wierzył, że chrzest zbawia?
            Chyba nie potrafisz rozróżnić nauki o zbawieniu od nauki o uświęceniu i
            posłuszeństwie Jezusowi. Chrzest ma być konsekwencją przyjecia wiary w
            zbawienie na podstawie dzieła Jezusa na krzyżu.
            Piszesz, o człowieku, ‘który nie przyjął chrztu”. Czy masz tutaj na myśli
            świadomy akt woli człowieka? Czy chrzest dokonany na niemowlęciu
            jest ‘przyjęciem chrztu’ przez to niemowlę?
            A jeśli idzie o zbawienie bez chrztu, to jeden ze złoczyńców na krzyżu już nie
            zdążył się ochrzcić.

            T: 3. Pytasz mnie na jakiej podstawie twierdzę, że dla Boga problem czasu nie
            istnieje? Ależ Jerzy - przecież Bóg jest stwórcą WSZYSTKIEGO, także czasu i
            przestrzeni! Czas ogranicza nas, ludzi - ale nie Jego! Pismo nazywa Go Panem
            czasu.

            J: Twierdzisz, że Pan Bóg stworzył czas, że jest Panem czasu, ale że problem
            czasu dla niego nie istnieje. Nie rozumiem tej logiki, bo tworzysz
            sprzeczności.

            T: Jezus po zmartwychwstaniu potrafi przebywać w dwu miejscach
            równocześnie...

            J: A to skąd wziąłeś? Z której ewangelii?

            T: Napisałem o "stawaniu poza czasem", dodając z uśmiechem, że
            to "poezja", bo trudno mi to wyrazić w inny sposób. Pytasz, gdzie tu logika -
            zawsze wydawało mi się, że nie wszystko w wierze da się wyrazić na poziomie
            ludzkiej logiki - bo przecież Bóg przekracza naszą logikę i sposób
            rozumowania... (Czy jesteś w stanie na poziomie ludzkiej logiki wyjaśnić, w
            jaki sposób Jezus był w dwu miejscach na raz?)

            J: OK, Pan staje poza czasem, ale nie my. Tworzysz kolejne sofizmatyczne
            hipotezy – jakoby Pan Bóg przekraczał naszą logikę. Czyżby Pan Bóg posługiwał
            się inna logika od naszej? Jeśli tak, to nasza jest błedna i musimy się uczyć
            od Boga.
            A Jezusem w dwóch miejscach na raz, to nie wiem skąd to wziąłeś. W Biblii tego
            nie znajdziesz.

            T: Któryś z teologów prawosławnych - bodajże Łosski - napisał, że "choćbyśmy
            całe życie poświęcili na studiowanie i poznawanie Boga, zawsze poznamy tylko
            nieskończenie małą Jego cząstkę, zawsze zakres tego, czego o Bogu nie wiemy
            będzie nieskończenie
            większy niż to, co o nim wiemy". /.../ Czasem odrobina poezji więcej powie o
            Nim, niż teologiczne traktaty...

            J: To prawda, nie poznamy Boga do końca, jednak to, co o nim musimy wiedzieć,
            objawił nam bardzo wyraźnie w swoim słowie. Jednak KK robił przez wiki
            wszystko, aby trzymac ludzi z dala od Pisma Świętego. Zatem ludzie tworzyli
            swoją pobozność w oparciu o swoje wyobrażenia i taka pobożność dominuje obecnie
            w KK.

            T: To raz. A dwa - mam wrażenie, że - lekko upraszczając - pisząc o jedynej i
            niepowtarzalnej Ofierze Chrystusa mówisz głównie o jej skutkach. I tu wychodzi
            właśnie problem rozumienia czasu. Czy to nie jest tak (nie sugeruję, pytam),
            że patrzysz na Tę Ofiarę właśnie bardziej w perspektywie historycznej? Coś, co
            dokonało się kiedyś w historii, a my dziś korzystamy z tego skutków.
            My to widzimy inaczej - patrz mój poprzedni post.

            J: Widzisz, Biblia mówi wyraźnie, że ofiara dokonała się raz na zawsze, ale jej
            skutki są ważne na wieki. „Uobecnianie” to straszny dziwoląg słowny, pozbawiony
            logiki, a właściwie gwałcący logikę.
            ludzi...).
            /-/
            T: 5. Jeszcze co do księży.
            - Ksiądz nie jest pośrednikiem - w każdym razie nie w biblijnym znaczeniu tego
            słowa. Porównanie z lekarzem było - jak napisałem - dosyć prymitywne. Nie
            zmienia to faktu, że w każdej wspólnocie chrześcijańskiej byli ludzie, którzy
            tłumaczyli innym Pisma, byli jakimiś duchowymi przewodnikami. I wszyscy ci
            ludzie (co chyba dla nas wszystkich jasne) byli grzesznikami. Czy apostołowe
            byli bezgrzeszni? Ha ha ha. A jednak Jezus ich wyznaczył i posłał do
            konkretnej pracy - WIEDZĄC PRZECIEŻ, jacy są. Tu nie chodzi o pobłażliwość,
            ale o widzenie właściwych proporcji. To nie człowiek - ten ksiądz czy pastor -
            jest tu ważny. Wazny jest Ten, którego on ma przekazywać. Kiedy pastor we
            wspólnocie ewangelickiej głosi Słowo Boże i je wspólnocie wyjaśnia - takze nie
            jest doskonały i bez grzechu.
            Czasem wydaje mi się, że najłatwiej zdyskredytować każdą wspólnotę religijną
            przez wskazanie słabości i grzechów jej członków. Czy grzeszność apostołów
            zmniejszała moc ich działania?

            J: Nie dyskutujemy o nauczającej roli pastorów czy księży, ale ich roli w
            sprawowaniu eucharystii. Wg kk możeją sprawować jedynie poprawnie ordynowany
            ksiądz, i na podstawie eucharystii mozna nawet skracać męki dusz w czyśćcu.
            Takiej władzy nie ma żaden z protestanckich pastorów.

            T: Uffff, miało być krótko, a wyszło... jak zwy
            • Gość: Jerzy Re: Odpowiedzi_kilka, cd. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.03, 16:29
              T: Uffff, miało być krótko, a wyszło... jak zwykle ;)
              A może - co uchorniłoby nas przed różnymi Kaganami - przeszlibyśmy na dyskusję
              prywatną? Przemyśl to - mam sposób na przekazanie sobie "bez świadków" adresów
              emailowych, gdybyś oczywiście chciał (mam też takie specjalne konto, służące
              do korespondencji "incognito", bez ujawniania danych ;) - ale nie wiem, czy to
              dobry pomysł.
              Na razie tyle, bo mnie z roboty wyleją ;)

              J: Teofilu, nie uważam tego za dobry pomysł. Dyskutuję z tobą, bo w sposób
              rzeczowy reprezentujesz poglądy katolickie na tym forum. Prywatna dyskusja mnie
              na razie nie interesuje.

              Pozdrawiam,
              Jerzy
          • Gość: Jerzy Czy podczas mszy zjada się ciało Jezusa? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.03, 14:55
            Teofilu,
            To pytanie cię zapewne zirytuje, ale nasunęło mi się po przeczytaniu fragmentu
            uchwał Vaticanum 2.

            Zobacz na punkt 55,
            Jak byś przetłumaczył zwrot 'Mass whereby the faithful ... receive the Lord's
            body from the same sacriface".

            Czy moje tłumaczenie jest poprawne:
            "Aby wierni ... przyjęli ciało Pana z tej samej ofiary."

            "55. That more perfect form of participation in the Mass whereby the faithful,
            after the priest's communion, receive the Lord's body from the same sacrifice,
            is strongly commended."

            Więcej:

            www.vatican.va/archive/hist_councils/ii_vatican_council/documents/vat-ii_const_19631204_sacrosanctum-concilium_en.html
            CONSTITUTION
            ON THE SACRED LITURGY
            SACROSANCTUM CONCILIUM
            SOLEMNLY PROMULGATED BY
            HIS HOLINESS
            POPE PAUL VI
            ON DECEMBER 4, 1963

            CHAPTER I
            GENERAL PRINCIPLES FOR THE: RESTORATION AND PROMOTION OF THE SACRED LITURGY
            And wherever a more extended use of the mother tongue within the Mass appears
            desirable, the regulation laid down in Art. 40 of this Constitution is to be
            observed.
            55. That more perfect form of participation in the Mass whereby the faithful,
            after the priest's communion, receive the Lord's body from the same sacrifice,
            is strongly commended.
            The dogmatic principles which were laid down by the Council of Trent remaining
            intact (40), communion under both kinds may be granted when the bishops think
            fit, not only to clerics and religious, but also to the laity, in cases to be
            determined by the Apostolic See, as, for instance, to the newly ordained in the
            Mass of their sacred ordination, to the newly professed in the Mass of their
            religious profession, and to the newly baptized in the Mass which follows their
            baptism.



            • Gość: Tomasz Do Teofila IP: *.ifj.edu.pl 28.08.03, 16:30
              Teofilu,
              Z duzym zainteresowaniem przeczytalem Twoje uwagi na temat mszy. Musze
              stwierdzic, ze prawie calkiem pokrywaja sie one z nasza - protestancka -
              interpretacja sakramentu Wieczerzy Panskiej. Sakrament jest wlasnie
              uobecnieniem, a nie powtorzeniem, ofiary Chrystusa, w ktorym sie za nas daje
              prawdziwe cialo Chrystusa oraz wylewa prawdziwa krew, na odpuszczenie grzechow.
              Istotne jest wlasnie to, ze ofiara wydarza sie tu i teraz, a nie przed wiekami.
              Wieczerza Panska to nie wieczor wspominkowy.
              Nie wiem natomiast w jakim stopniu jest to zgodne z oficjalna doktryna Kosciola
              rzymskiego. Doktryna trydencka okreslala msze jako bezkrwawa ofiare skladana
              przez kaplana (stad zreszta takie okreslenie duchownego), a ktorej przedmiotem
              jest Chrystus. Odpuszczenie grzechow nie byloby wiec bezposrednio zasluga
              Chrystusa, ale wynikalo z dzialan kaplana. Msza w tym rozumieniu byla calkiem
              niezgodna z protestantyzmem.
              Msza to jednak nie tylko sakrament - dochodzi do trwalej przemiany elementow,
              czyli nie do uobecniania, wydarzania, ale obecnosci w platonskim sensie ousia.
              Umozliwia to tzw. "kult eucharystyczny", a nie zwykle: "jedzcie" i "pijcie".
              Tego my zdecydowanie nie akceptujemy.
              Co do moralnej czystosci duchownych: tej tezy nie sposob wyplenic. Byla
              dyskutowana jeszcze w luteranskich Ksiegach Wyznaniowych. Kiedys tlumaczylem
              Jerzemu, ze godzi ona w same podstawy Reformacji (nauka o usprawiedliwieniu), a
              nawet neguje suwerennosc Boga. Wydawalo sie, ze zrozumial, ale do niego to jak
              grochem o sciane.
              Serdecznie pozdrawiam.
              • Gość: Jerzy Re: Do Teofila IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 08:16
                Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                > Teofilu,
                > Z duzym zainteresowaniem przeczytalem Twoje uwagi na temat mszy. Musze
                > stwierdzic, ze prawie calkiem pokrywaja sie one z nasza - protestancka -
                > interpretacja sakramentu Wieczerzy Panskiej. Sakrament jest wlasnie
                > uobecnieniem, a nie powtorzeniem, ofiary Chrystusa, w ktorym sie za nas daje
                > prawdziwe cialo Chrystusa oraz wylewa prawdziwa krew, na odpuszczenie
                grzechow.
                >
                > Istotne jest wlasnie to, ze ofiara wydarza sie tu i teraz, a nie przed
                wiekami.
                >
                > Wieczerza Panska to nie wieczor wspominkowy.
                > Nie wiem natomiast w jakim stopniu jest to zgodne z oficjalna doktryna
                Kosciola
                >
                > rzymskiego. Doktryna trydencka okreslala msze jako bezkrwawa ofiare skladana
                > przez kaplana (stad zreszta takie okreslenie duchownego), a ktorej
                przedmiotem
                > jest Chrystus. Odpuszczenie grzechow nie byloby wiec bezposrednio zasluga
                > Chrystusa, ale wynikalo z dzialan kaplana. Msza w tym rozumieniu byla calkiem
                > niezgodna z protestantyzmem.
                > Msza to jednak nie tylko sakrament - dochodzi do trwalej przemiany elementow,
                > czyli nie do uobecniania, wydarzania, ale obecnosci w platonskim sensie
                ousia.
                > Umozliwia to tzw. "kult eucharystyczny", a nie zwykle: "jedzcie" i "pijcie".
                > Tego my zdecydowanie nie akceptujemy.
                > Co do moralnej czystosci duchownych: tej tezy nie sposob wyplenic. Byla
                > dyskutowana jeszcze w luteranskich Ksiegach Wyznaniowych. Kiedys tlumaczylem
                > Jerzemu, ze godzi ona w same podstawy Reformacji (nauka o usprawiedliwieniu),
                a nawet neguje suwerennosc Boga. Wydawalo sie, ze zrozumial, ale do niego to
                jak
                > grochem o sciane.
                > Serdecznie pozdrawiam.

                Drogi Tomaszu,
                Opisałeś powyżej swoje pojmowanie konsubstancjacji, które w dalszymciągu
                literalnie podchodzi do słów: to jest ciało moje.

                Jeśli idzie o twoje końcowe uwagi, to ja miałem wrażenie, kiedy dyskutowaliśmy
                o 'czystości' kapłanów i donatyzmie, że zrozumiałeś, że suwerennośc Boga nie
                sprowadza się do sakramentów
              • Gość: Jerzy Re: Do Tomasza - o suwerenności Boga IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 15:33

                Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                > Teofilu,
                > Z duzym zainteresowaniem przeczytalem Twoje uwagi na temat mszy. Musze
                > stwierdzic, ze prawie calkiem pokrywaja sie one z nasza - protestancka -
                > interpretacja sakramentu Wieczerzy Panskiej. Sakrament jest wlasnie
                > uobecnieniem, a nie powtorzeniem, ofiary Chrystusa, w ktorym sie za nas daje
                > prawdziwe cialo Chrystusa oraz wylewa prawdziwa krew, na odpuszczenie
                grzechow.

                Tomaszu, wypowiadasz się w imieniu wszystkich protestantów? Co to
                znaczy 'nasza - protestancka - interepretacja sakramentu'? Jaką opcję
                protestancką reprezentujesz? Luteranie, których znam, odrzuciliby twoje
                poglądy, więcej, uznaliby je za heretyckie.
                Takiego pojmowania Wieczerzy Pańskiej w Księgach Symbolicznych się nie
                doczytałem, choć Luter miał problem w oderwaniu się od literalnego pojmowania
                słów ' to jest ciało moje.' Odrzucił (katolicką) transsubstancjację, ale nie
                mógł sobie poradzić z tym, skąd się bierze ciało i krew Jezusa w chlebie i
                winie (efekt literalności pojmowania) i stworzył koncepcję konsubstancjacji,
                gdzie uważał, że ciało i krew stają się w JAKIŚ tajemniczy sposób obecne w
                sakramencie.
                Jestem protestantem, który odrzuca to luterskie pojmowanie sakramentu i o ile
                wiem, wszystkie kościoły drugiej reformacji odrzuciły konsubstancjację na rzecz
                symbolicznego pojmowania słów Jezusa. Jedzą i piją chleb i wino, które są
                symbolami udręczonego ciała Chrystusa. Nie zjadają swego Pana, ale przez
                Wieczerzę utożsamiają się z tym, co On dokonał dla zbawienia.

                I Pytanie: od kiedy to Luteranie posługują się terminem 'uobecnianie'?
                U reformatorów tego nie znajdziesz.

                >
                T: Istotne jest wlasnie to, ze ofiara wydarza sie tu i teraz, a nie przed
                wiekami.

                J: "Ofiara wydarza sie tu i teraz"? Czy to znaczy, że ofiara Jezusa nie
                wystarcza do zbawienia? To znaczy, że potrzebny jest ksiądz, aby ta ofiara
                mogła się wydarzyć tu i teraz? Czy te poglądy to rezultat dialogów
                ekumenicznych?

                T: Wieczerza Panska to nie wieczor wspominkowy.
                J: Jeśli nie wspominanie ofiary Jezusa, to co? Zbawczy obrzęd odprawiany przez
                księdza, na podstawie którego ludzie mają dostąpić odpuszczenia grzechów? Cy to
                znaczy, że suwerennośc Boga sprowadza się do działań księdza?

                T: Nie wiem natomiast w jakim stopniu jest to zgodne z oficjalna doktryna
                Kosciola rzymskiego. Doktryna trydencka okreslala msze jako bezkrwawa ofiare
                skladana przez kaplana (stad zreszta takie okreslenie duchownego), a ktorej
                przedmiotem jest Chrystus. Odpuszczenie grzechow nie byloby wiec bezposrednio
                zasluga Chrystusa, ale wynikalo z dzialan kaplana. Msza w tym rozumieniu byla
                calkiem niezgodna z protestantyzmem.

                J: W zrozumieniu, które proponujesz różnica polega tylko na odrzuceniu
                transsubstancjacji na rzecz konsubstancjacji, reszta pozostaje bez zmian.

                T: Msza to jednak nie tylko sakrament - dochodzi do trwalej przemiany
                elementow, czyli nie do uobecniania, wydarzania, ale obecnosci w platonskim
                sensie ousia. Umozliwia to tzw. "kult eucharystyczny", a nie zwykle: "jedzcie"
                i "pijcie". Tego my zdecydowanie nie akceptujemy.

                J: Znowu wypowiadasz się jako 'my'. Odrzucasz kult eucharystyczny, ale jak
                rozumiesz "jedzcie" i "pijcie". Czy Pan Jezus jest cieleśnie obecny w chlebie i
                winie?

                T: Co do moralnej czystosci duchownych: tej tezy nie sposob wyplenic. Byla
                dyskutowana jeszcze w luteranskich Ksiegach Wyznaniowych.

                J: Tak, Luter uważał, że sakrament jest ważny choćby był ich niegodni udzielali:

                Zobacz: Konfesja Augsburska,
                www.luteranie.pl/www/biblioteka/dpisma/melanchton.htm
                VIII. CZYM JEST KOŚCIÓŁ?

                Chociaż Kościół jest właściwie zgromadzeniem świętych i szczerze wierzących, to
                jednak ponieważ w tym życiu wielu obłudników i złych ludzi jest pomieszanych z
                godnymi, przeto można przystępować do sakramentów, których udzielają niegodni,
                według słów Chrystusowych: "Na mównicy Mojżeszowej zasiedli uczeni w Piśmie i
                faryzeusze" itd. Sakramenty zaś i Słowo są skuteczne ze względu na ustanowienie
                i nakaz Chrystusowy, choćby ich niegodni udzielali. Kościoły nasze potępiają
                donatystów i im podobnych, którzy przeczyli temu, że niegodni mogą pełnić
                służbę w Kościele, i sądzili, że służba niegodnych jest nieużyteczna i
                nieskuteczna.


                J: Tutaj ośmielę się niezgodzić z Lutrem. Kościoły drugiej reformacji
                zreformowały te niezreformowane poglądy reformatora Lutra.


                T: Kiedys tlumaczylem Jerzemu, ze godzi ona w same podstawy Reformacji (nauka o
                usprawiedliwieniu), a nawet neguje suwerennosc Boga. Wydawalo sie, ze
                zrozumial, ale do niego to jak grochem o sciane. Serdecznie pozdrawiam.

                J: Tomaszu, Twierdzisz, że pisać do mnie, to jak grochem o ścianę.

                Dyskutowaliśmy juz kiedyś na temat suwerenności Boga.
                Przypominam, co ci wtedy napisałem, kiedy była mowa o Deklaracji nt.
                Usprawiedliwienia.

                Gdzie jest suwerenność Boga w dziele zbawienia?

                www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=28&w=1309809&a=1380681
                Chyba nie czytałeś całej deklaracji. Obydwu stronom udało sie zredagować
                dokument, gdzie kluczowe terminy nie zostały zdefiniowane w dokumencie, ale
                każda ze stron definiuje je w swoich księgach wyznaniowych.
                Takie terminy jak usprawiedliwienie, wiara czy łaska mają różne znaczenie w
                teologii KK czy w EA. (Naiwnym) Ewangelikom się wydaje, że KK przyjął
                stanowisko Lutra.

                Dokument jest rezulatetm pracy sakramentalistów, którzy suwerenność Boga
                pojmują przez zbawcze działanie udzielanych przez nich sakramentów. Innymi
                słowy, suwerenność Boga jest w rękach tych, którzy celebrują sakrament.

                ---------------

                Myślałem, że zrozumiałeś błąd swego pojmowania suwerenności Boga, ale ... tutaj
                dopisz sobie to zdanie o grochu.

                Pozdrawiam,
                Jerzy
          • Gość: Palnick Kapłan katolicki i jego boska moc.- do Teofila IP: *.stenaline.com 28.08.03, 15:27
            Gość portalu: Teofil napisał(a):

            T.
            > Jerzy,
            > mam wrażenie, że nie chcesz zrozumieć moich wypowiedzi. Nie chodzi mi o to,
            > żeby je zaakceptował czy się z nimi zgodził, ale żebyś - choćby czysto
            > teoretycznie - zrozumiał moje stanowisko.
            ----------------------
            P.Teofilu, musisz zrozumiec, że Jerzy nie rozmawia, nie wymienia pogladów, nie
            chce zrozumieć ani dyskutować. ON OBJAWIA NAJŚWIETSZĄ PRAWDĘ - swoja prawdę.
            ----------------------
            T.
            > 5. Jeszcze co do księży.
            > - Ksiądz nie jest pośrednikiem - w każdym razie nie w biblijnym znaczeniu
            tego słowa. Porównanie z lekarzem było - jak napisałem - dosyć prymitywne. Nie
            > zmienia to faktu, że w każdej wspólnocie chrześcijańskiej byli ludzie, którzy
            > tłumaczyli innym Pisma, byli jakimiś duchowymi przewodnikami. I wszyscy ci
            > ludzie (co chyba dla nas wszystkich jasne) byli grzesznikami. Czy apostołowe
            > byli bezgrzeszni? Ha ha ha. A jednak Jezus ich wyznaczył i posłał do
            > konkretnej pracy - WIEDZĄC PRZECIEŻ, jacy są. Tu nie chodzi o pobłażliwość,
            > ale o widzenie właściwych proporcji. To nie człowiek - ten ksiądz czy pastor -
            jest tu ważny. Wazny jest Ten, którego on ma przekazywać. Kiedy pastor we
            > wspólnocie ewangelickiej głosi Słowo Boże i je wspólnocie wyjaśnia - takze
            nie jest doskonały i bez grzechu.
            > Czasem wydaje mi się, że najłatwiej zdyskredytować każdą wspólnotę religijną
            > przez wskazanie słabości i grzechów jej członków. Czy grzeszność apostołów
            > zmniejszała moc ich działania?
            -----------------
            P. Przykro mi ale mylisz sie - przynajmniej co do księdza katolickiego:

            Sobór laterański IV w 1215 roku zatwierdził transsubstancjację jako dogmat.
            Kardynał Alphonsus Liguori napisał w podręczniku dla duchownych katolickich:

            "Dostojeństwo kapłana bierze się także stąd, że posiada on moc nad prawdziwym i
            mistycznym ciałem Jezusa Chrystusa. W sprawie mocy, jaką kapłani sprawują nad
            prawdziwym ciałem Jezusa Chrystusa, naucza się, że gdy wygłoszą słowa
            konsekracji, Wcielone Słowo jest zobowiązane posłusznie przyjść do ich rąk w
            postaci sakramentu...
            Sam Bóg posłuszny wypowiedzianym przez kapłanów słowom - HOC EST CORPUS MEUM
            ("To jest ciało moje") - zstępuje na ołtarz, przychodzi gdzie Go zawołają,
            ilekroć Go zawołają, oddając się w ich ręce, choćby byli jego nieprzyjaciółmi.
            Gdy już przyjdzie, pozostaje całkowicie w ich gestii; przesuwają Go z miejsca
            na miejsce, jak im się podoba, mogą też, jeśli sobie życzą, zamknąć Go w
            tabernakulum, zostawić na ołtarzu lub usunąć na zewnątrz kościoła, mogą też,
            jeśli tak postanowią, spożyć Jego ciało lub podać innym jako pokarm...
            W ten sposób kapłan może być nazwany stworzycielem swego Stwórcy, gdyż
            wypowiadając słowa konsekracji, stwarza on jakby Jezusa w sakramencie, dając Mu
            w nim życie, a także oferuje Go jako ofiarę wiecznemu Ojcu... wystarczy, że
            kapłan powie: 'Hoc est corpus meum' i oto chleb przestaje być chlebem, ale
            staje się ciałem Jezusa Chrystusa. Dlatego św. Bernard ze Sienny mówi: 'Moc
            kapłana jest mocą boskiej osoby, gdyż transsubstancjacja chleba wymaga tyle
            samo mocy, ile stworzenie świata'".(7)
            ================
            Można jedynie zapytać dlaczego katoliccy księża - wielcy czarownicy- tak
            zwalczają Harry Pottera? Obawiają się konkurencji!


            >

            > T.
            • Gość: Jerzy Palnicku, czytasz rekomendowane artykuły? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 09:16

              Widzę, że cytujesz z podawanych przeze mnie źródeł. Fajnie, ale podawaj przy
              okazji, z ajkiego źródła korztystasz.
              Tutaj korzystałeś z tekstu:

              Polecam świetny artykuł o mszy w "Słowie i Życie", nr 1/2002

              Ofiara mszy Świętej, Jonatan Dunkel

              www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm

              Jerzy


              Gość portalu: Palnick napisał(a):

              > Gość portalu: Teofil napisał(a):
              >
              > T.
              > > Jerzy,
              > > mam wrażenie, że nie chcesz zrozumieć moich wypowiedzi. Nie chodzi mi o to
              > ,
              > > żeby je zaakceptował czy się z nimi zgodził, ale żebyś - choćby czysto
              > > teoretycznie - zrozumiał moje stanowisko.
              > ----------------------
              > P.Teofilu, musisz zrozumiec, że Jerzy nie rozmawia, nie wymienia pogladów, nie
              > chce zrozumieć ani dyskutować. ON OBJAWIA NAJŚWIETSZĄ PRAWDĘ - swoja prawdę.
              > ----------------------
              > T.
              > > 5. Jeszcze co do księży.
              > > - Ksiądz nie jest pośrednikiem - w każdym razie nie w biblijnym znaczeniu
              > tego słowa. Porównanie z lekarzem było - jak napisałem - dosyć prymitywne.
              Nie
              > > zmienia to faktu, że w każdej wspólnocie chrześcijańskiej byli ludzie, któ
              > rzy
              > > tłumaczyli innym Pisma, byli jakimiś duchowymi przewodnikami. I wszyscy ci
              >
              > > ludzie (co chyba dla nas wszystkich jasne) byli grzesznikami. Czy apostoło
              > we
              > > byli bezgrzeszni? Ha ha ha. A jednak Jezus ich wyznaczył i posłał do
              > > konkretnej pracy - WIEDZĄC PRZECIEŻ, jacy są. Tu nie chodzi o pobłażliwość
              > ,
              > > ale o widzenie właściwych proporcji. To nie człowiek - ten ksiądz czy past
              > or -
              > jest tu ważny. Wazny jest Ten, którego on ma przekazywać. Kiedy pastor we
              > > wspólnocie ewangelickiej głosi Słowo Boże i je wspólnocie wyjaśnia - takze
              >
              > nie jest doskonały i bez grzechu.
              > > Czasem wydaje mi się, że najłatwiej zdyskredytować każdą wspólnotę religij
              > ną
              > > przez wskazanie słabości i grzechów jej członków. Czy grzeszność apostołów
              >
              > > zmniejszała moc ich działania?
              > -----------------
              > P. Przykro mi ale mylisz sie - przynajmniej co do księdza katolickiego:
              >
              > Sobór laterański IV w 1215 roku zatwierdził transsubstancjację jako dogmat.
              > Kardynał Alphonsus Liguori napisał w podręczniku dla duchownych katolickich:
              >
              > "Dostojeństwo kapłana bierze się także stąd, że posiada on moc nad prawdziwym
              i
              >
              > mistycznym ciałem Jezusa Chrystusa. W sprawie mocy, jaką kapłani sprawują nad
              > prawdziwym ciałem Jezusa Chrystusa, naucza się, że gdy wygłoszą słowa
              > konsekracji, Wcielone Słowo jest zobowiązane posłusznie przyjść do ich rąk w
              > postaci sakramentu...
              > Sam Bóg posłuszny wypowiedzianym przez kapłanów słowom - HOC EST CORPUS MEUM
              > ("To jest ciało moje") - zstępuje na ołtarz, przychodzi gdzie Go zawołają,
              > ilekroć Go zawołają, oddając się w ich ręce, choćby byli jego
              nieprzyjaciółmi.
              > Gdy już przyjdzie, pozostaje całkowicie w ich gestii; przesuwają Go z miejsca
              > na miejsce, jak im się podoba, mogą też, jeśli sobie życzą, zamknąć Go w
              > tabernakulum, zostawić na ołtarzu lub usunąć na zewnątrz kościoła, mogą też,
              > jeśli tak postanowią, spożyć Jego ciało lub podać innym jako pokarm...
              > W ten sposób kapłan może być nazwany stworzycielem swego Stwórcy, gdyż
              > wypowiadając słowa konsekracji, stwarza on jakby Jezusa w sakramencie, dając
              Mu
              >
              > w nim życie, a także oferuje Go jako ofiarę wiecznemu Ojcu... wystarczy, że
              > kapłan powie: 'Hoc est corpus meum' i oto chleb przestaje być chlebem, ale
              > staje się ciałem Jezusa Chrystusa. Dlatego św. Bernard ze Sienny mówi: 'Moc
              > kapłana jest mocą boskiej osoby, gdyż transsubstancjacja chleba wymaga tyle
              > samo mocy, ile stworzenie świata'".(7)
              > ================
              > Można jedynie zapytać dlaczego katoliccy księża - wielcy czarownicy- tak
              > zwalczają Harry Pottera? Obawiają się konkurencji!
              >
              >
              > >
              >
              > > T.
              • Gość: Palnick Re: Palnicku, czytasz rekomendowane artykuły? IP: *.stenaline.com 29.08.03, 11:28
                Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                >
                > Widzę, że cytujesz z podawanych przeze mnie źródeł. Fajnie, ale podawaj przy
                > okazji, z ajkiego źródła korztystasz.
                > Tutaj korzystałeś z tekstu:
                >
                > Polecam świetny artykuł o mszy w "Słowie i Życie", nr 1/2002
                >
                > Ofiara mszy Świętej, Jonatan Dunkel
                >
                > www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm
                >
                > Jerzy
                >---------------
                Nie miałem wiedzy, że ten tekst pochodzi ze "słowa i zycie". Dziekuję za
                podanie źródła.
                Patzr jednak mozemy sobie miło pogawędzić! ;)
                • Gość: Jerzy Re: Palnicku, czytasz rekomendowane artykuły? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 11:47
                  Gość portalu: Palnick napisał(a):

                  > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                  >
                  > >
                  > > Widzę, że cytujesz z podawanych przeze mnie źródeł. Fajnie, ale podawaj pr
                  > zy
                  > > okazji, z ajkiego źródła korztystasz.
                  > > Tutaj korzystałeś z tekstu:
                  > >
                  > > Polecam świetny artykuł o mszy w "Słowie i Życie", nr 1/2002
                  > >
                  > > Ofiara mszy Świętej, Jonatan Dunkel
                  > >
                  > > www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm
                  > >
                  > > Jerzy
                  > >---------------
                  > Nie miałem wiedzy, że ten tekst pochodzi ze "słowa i zycie". Dziekuję za
                  > podanie źródła.
                  > Patzr jednak mozemy sobie miło pogawędzić! ;)

                  A no możemy,
                  choć argumentujesz z pozycji innego światopoglądu.
                  Mam wrażenie, że z powodu magii w kk czy przekrętów, które mogą się pojawiac w
                  każdym kościele czy grupie religijnej, odrzucasz chrześcijaństwo. To tak,
                  jakbyś odrzucał prawo dlatego, że nie wszyscy się do niego stosują a inni
                  przerabiają je na swój użytek.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: Palnick Re: Palnicku, czytasz rekomendowane artykuły? IP: *.stenaline.com 29.08.03, 12:00
                    Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                    > Gość portalu: Palnick napisał(a):

                    ---------------
                    > > P. Nie miałem wiedzy, że ten tekst pochodzi ze "słowa i zycie". Dziekuję za
                    > > podanie źródła.
                    > > Patrz jednak mozemy sobie miło pogawędzić! ;)
                    --------------
                    > J. A no możemy, choć argumentujesz z pozycji innego światopoglądu.
                    > Mam wrażenie, że z powodu magii w kk czy przekrętów, które mogą się pojawiac
                    w każdym kościele czy grupie religijnej, odrzucasz chrześcijaństwo. To tak,
                    > jakbyś odrzucał prawo dlatego, że nie wszyscy się do niego stosują a inni
                    > przerabiają je na swój użytek.
                    >
                    > Pozdrawiam
                    --------------
                    Odrzucam chrześcijaństwo podobnie jak czynię z innymi baśniami. Niestety
                    chrześcijaństwo i inne religie (sekty) są groźniejsze od baśni - one ogłupiają.
                    Uaktywniaja w synapsach połaczenia związane z przeżyciami dotyczącymi zażywania
                    narkotyków. Ubezwłasnowalniają. Przeczytaj i przemyśl ponizszy tekst (pasuje
                    też do Twojego umiłowanego protestantyzmu:

                    Wszedłem na dominikańską stronę www.sekty.net i oto jaka definicję znalazłem:

                    KK często budzi wiele kontrowersji, a nawet poczucia zagrożenia i nie zawsze
                    wynika to z braku tolerancji w społeczeństwie, ale często spowodowane jest
                    kontestacją wartości leżących u podstaw ładu zbiorowego przez KK.

                    Uzależnienie

                    Jedną z cech odróżniających KK od innych negatywnie postrzeganych zbiorowości
                    jest uzależnienie jednostki od reszty grupy. Osoby zaangażowane gotowe są
                    zrobić wszystko, co nakazuje im grupa, z którą się identyfikują, lub jej
                    przywódca, nie zważając na irracjonalność i szkodliwość takich czynów. W
                    obrębie KK każde stanowisko odmienne od tego, które prezentuje grupa lub
                    lider, jest odrzucane nie dlatego, że jest ono racjonalnie uzasadnione, ale
                    tylko dlatego, że jest inne.

                    W przeciwieństwie do narkotyków, papierosów czy alkoholu czynnik
                    uzależniający w KK nie jest materialny, konkretny, łatwy do zidentyfikowania
                    i zlikwidowania.
                    Wyznawcy, zniewoleni wzajemnymi relacjami, ugruntowanymi w ideowym przesłaniu
                    grupy, nie zdają sobie sprawy ze swego uzależnienia i jego szkodliwości.
                    Stopień tego uzależnienia może być różny i dochodzi do niego czasem w wyniku
                    bardzo subtelnych zabiegów psychomanipulacyjnych. Chcąc pojąć, dlaczego
                    ludzie tak dają się uzależniać, trzeba zrozumieć, na czym polega religijny
                    charakter KK.
                    ===========================
                    A teraz w miejscach, gdzie użyto liter "KK" wpisz słowo "sekta" ;))))))


                    • Gość: Jerzy Uczysz się od Dominikanów? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 15:53
                      Gość portalu: Palnick napisał(a):

                      > Odrzucam chrześcijaństwo podobnie jak czynię z innymi baśniami. Niestety
                      > chrześcijaństwo i inne religie (sekty) są groźniejsze od baśni - one
                      ogłupiają. Uaktywniaja w synapsach połaczenia związane z przeżyciami
                      dotyczącymi zażywania narkotyków. Ubezwłasnowalniają. Przeczytaj i przemyśl
                      ponizszy tekst (pasuje też do Twojego umiłowanego protestantyzmu:

                      J: Odrzuczasz chrześcijaństwo choć nie potrafisz odróżnić katolicyzmu od
                      chrześcijaństwa. Mój protestantyzm nie jest 'umiłowany' - nie na nim się
                      skupiam. Moim celem jest poznawanie Jezusa Chrystusa.

                      Podpierasz się ciekawymi hipotezami, które można odnieść równie dobrze do
                      największych zbrodniarzy - systematyczne zabijanie w sobie sumienia uczyniło
                      ich niewrażliwymi na ból i cierpienie innych, więcej, mordowanie dawalo im
                      satysfakcję. A wszystko zaczynało się gdzieś od odrzucenia Boga w swoim sercu
                      kiedy zaczęli żyć według zasady: hulaj duszo, piekła nie ma.

                      Gdybyś chciał trochę zająć się zagadnieniem poczucia bezpieczeństwa człowieka,
                      pragnienia akceptacji, uznania, szacunku i miłosci, albo bólem wynikjącym z
                      poczucia braku powyższych, to bys zrozumiał niektore irracjonalne zachowania
                      się ludzi. Rozumiem twoje uparte odrzucanie Boga. Chronisz w ten sposób swoje
                      poczucie bezpieczeństwa - twoja wiara w nie istnienie Boga wynika z twojego
                      strachu przed sądem Bożym. Taki tok myślenia stworzył koleiny myślowe -
                      uaktywniły pewne synapsy - i tak już w kółko walczysz i bronisz swego
                      światopoglądu.

                      > Wszedłem na dominikańską stronę www.sekty.net

                      Mam rozumieć, że uczysz się o sektach od Dominikanów? Tak, tak, to są eksperci
                      z wielowiekowym doświadczeniem. Czy to nie oni kierowali inkwizycją? Tak tak,
                      ucz się od nich, oni wiedzą kto to jest sekta. Tropili i nadal tropią
                      wszystkich, którzy myślą inaczej niż kk. Gdyby im dac na nowo trochę
                      inkwizytorskiej władzy, to być może stanąłbym obok ciebie na jednym stosie?

                      Jerzy
                      • Gość: Palnick Jerzy wiem,że ty wszystko już wiesz i ci z tym OK IP: *.stenaline.com 29.08.03, 16:28
                        Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                        > Gość portalu: Palnick napisał(a):
                        >
                        >Odrzucam chrześcijaństwo podobnie jak czynię z innymi baśniami. Niestety
                        >chrześcijaństwo i inne religie (sekty) są groźniejsze od baśni - one
                        >ogłupiają. Uaktywniaja w synapsach połaczenia związane z przeżyciami
                        >dotyczącymi zażywania narkotyków. Ubezwłasnowalniają. Przeczytaj i przemyśl
                        >ponizszy tekst (pasuje też do Twojego umiłowanego protestantyzmu:
                        >
                        > J: Odrzuczasz chrześcijaństwo choć nie potrafisz odróżnić katolicyzmu od
                        > chrześcijaństwa. Mój protestantyzm nie jest 'umiłowany' - nie na nim się
                        > skupiam. Moim celem jest poznawanie Jezusa Chrystusa.
                        ==========
                        P. Odrzucam majac swiadomosć tego czym sa chrzescijaństwo, katolicyzm i
                        protestantyzm. Poznawanie Jezusa przez którąkolwiek z tych sekt jest obarczone
                        nieprzezwyciężalna wadą - one wszystkie powstały dzięki matactwom Pawła.
                        Powinieneś mieć świadomość, że judaistyczna sekta Jezusa miała niewiele
                        wspólnego z tym co zrobił z niej Paweł; a wszystko z żydowskim prawem. Kimże
                        więc jest Jezus? Bogiem? Człowiekiem? 1/3 boga? Nikt tego nie wie. Dla mnie
                        Jezus to zydowski rabbi. Jak ty chcesz poznac Jezusa w całym tym zamecie
                        wytworzonym wokół niego, w tych stertach upiekszeń, przeinaczeń i zwykłych
                        kłamstw? Powiesz mi, że wierzysz - i tu koniec rozmowy bo wierzyc mozna w
                        cokolwiek i ciężko o tym dyskutować. Jedno jest pewne - Jezus wydobył z
                        odchłani pierwiastek humanistyczny i prymat miłosci nad innymi uczuciami. Za to
                        go cenię jako człowieka.
                        ===============
                        > J.Podpierasz się ciekawymi hipotezami, które można odnieść równie dobrze do
                        > największych zbrodniarzy - systematyczne zabijanie w sobie sumienia uczyniło
                        > ich niewrażliwymi na ból i cierpienie innych, więcej, mordowanie dawalo im
                        > satysfakcję. A wszystko zaczynało się gdzieś od odrzucenia Boga w swoim sercu
                        > kiedy zaczęli żyć według zasady: hulaj duszo, piekła nie ma.
                        ===========
                        P. Wiem, że tak ci łatwiej. Takie postawienie sprawy - wierzy w boga: dobry,
                        wstrzemięźliwy, rozsądny a - nie wierzy w boga: wyuzdany, szalony, zły. Jest
                        tragicznie dziecinne ale wiem, że tobie potrzebne dla utrzymania równowagi
                        emocjonalnej. Karm sie wiec tym kłamstwem.
                        =============
                        J.Gdybyś chciał trochę zająć się zagadnieniem poczucia bezpieczeństwa
                        człowieka, pragnienia akceptacji, uznania, szacunku i miłosci, albo bólem
                        wynikjącym z poczucia braku powyższych, to bys zrozumiał niektore irracjonalne
                        zachowania się ludzi.
                        ===========
                        P.Zgadzam się całkowicie, że religia prowadzi do zachowań irracjonalnych i sama
                        takim zachowaniem jest. Ludzie szukają jej i poddaja się jej, ze strachu
                        egzystencjalnego.
                        ==========
                        J.Rozumiem twoje uparte odrzucanie Boga. Chronisz w ten sposób swoje
                        > poczucie bezpieczeństwa - twoja wiara w nie istnienie Boga wynika z twojego
                        > strachu przed sądem Bożym. Taki tok myślenia stworzył koleiny myślowe -
                        > uaktywniły pewne synapsy - i tak już w kółko walczysz i bronisz swego
                        > światopoglądu.
                        =========
                        P. Nic nie rozumiesz. Jak moge bać sie jakiegoś sądu, którego niema, bo nie
                        istnieje żaden sędzia? Uparcie zaś odrzucam wszelkie banialuki, nie tylko wiarę
                        w boga.
                        =========
                        J.Mam rozumieć, że uczysz się o sektach od Dominikanów? Tak, tak, to są
                        eksperci z wielowiekowym doświadczeniem.
                        =========
                        P. Szkoda, że nie przeczytałeś tego tekstu z namysłem. Kim są dominikanie -
                        każdy wie. Ale protestant Jerzy nie ma świadomości że jest członkiem sekty i
                        jakim mechanizmom jest poddawany.

                        Co do pocieszycielskiej roli chrzescijaństwa poczytaj to:

                        Głęboko religijny Soren Kierkegaard (1813-55) ukazał połączenie religii i
                        strachu w kontekście egzystencjalnym. Wprawdzie jego ponura religijność wyrosła
                        na tle poczucia winy i lęku przed karą boską, lecz jej treść była całkiem inna.
                        Religijność ta była nie tylko zbiorem przekonań co sposobem życia, a w życiu
                        widział głównie dylematy moralno-religijne, które biorą się z zestawienia
                        doczesnej i skończonej egzystencji ludzkiej z wiecznością: to powoduje
                        cierpienia i lęki. Boskość, którą może człowiek widzieć jedynie irracjonalnie,
                        z uwagi na swoją marność, przyprawia go o kolejne dylematy. Jednak byt wieczny
                        jest bytem prawdziwym, do niego człowiek powinien dążyć. Ma więc do wyboru:
                        albo-albo. Może iść łatwą ścieżką doczesnej egzystencji nie odrywając swych
                        myśli od ziemi; albo też wznosić je ku wieczności i wystawiać swój umysł na
                        ciężką próbę poczucia znikomości, sprzeczności, antynomii, itd. Formy zwykłego
                        codziennego życia są tylko formami ucieczki przed Wiecznością, lekkim muskaniem
                        rzeczywistości. Dopiero typ życia, który wprowadza Absolut w jego istotę, jest
                        prawdziwym obcowaniem z rzeczywistością. Widzimy więc, że ten rodzaj
                        religijności nie przewiduje jakiegokolwiek pocieszycielskiego znaczenia
                        religii. Jest zarazem najbardziej zintelektualizowany i uwznioślony.
                        Kierkegaard pisał, że lęk i drżenie to naturalny sposób w jaki objawia się w
                        życiu Bóg. Rozróżnił dwa rodzaje religii: taką, która ukazuje się jako dalsze
                        tło egzystencji i taką która wdziera się w jej istotę. Obie religie powodują
                        męczarnie i paradoksy, ale pierwszy rodzaj religii jest łatwiejszy i wymaga
                        mniejszych poświęceń. Drugi rodzaj religii jest znacznie cięższym wyzwaniem:
                        otwarcie urąga rozumowi potęgując paradoks i męki, naturalnym stosunkiem wobec
                        boga jest tylko lęk i groza. Takie jest właśnie chrześcijaństwo właściwie
                        pojęte. Pisał, że ukazywanie chrześcijaństwa jako pociechy jest jego całkowitym
                        zafałszowaniem. W jednej z jego książek czytamy: "Siedzę w swoim cichym pokoju
                        i znam tylko jedno niebezpieczeństwo: religię". Rzeczywistość przepojona Bogiem
                        zadaje męczarnie, ale daje zarazem napięcie i głębię.
                        • Gość: Jerzy Palnicku, źle wiesz; po co ta insynuacja? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.03, 23:52

                          > J: Odrzuczasz chrześcijaństwo choć nie potrafisz odróżnić katolicyzmu od
                          > chrześcijaństwa. Mój protestantyzm nie jest 'umiłowany' - nie na nim się
                          > skupiam. Moim celem jest poznawanie Jezusa Chrystusa.
                          ==========
                          P. Odrzucam majac swiadomosć tego czym sa chrzescijaństwo, katolicyzm i
                          protestantyzm. Poznawanie Jezusa przez którąkolwiek z tych sekt jest obarczone
                          nieprzezwyciężalna wadą - one wszystkie powstały dzięki matactwom Pawła.
                          Powinieneś mieć świadomość, że judaistyczna sekta Jezusa miała niewiele
                          wspólnego z tym co zrobił z niej Paweł; a wszystko z żydowskim prawem. Kimże
                          więc jest Jezus? Bogiem? Człowiekiem? 1/3 boga? Nikt tego nie wie. Dla mnie
                          Jezus to zydowski rabbi. Jak ty chcesz poznac Jezusa w całym tym zamecie
                          wytworzonym wokół niego, w tych stertach upiekszeń, przeinaczeń i zwykłych
                          kłamstw? Powiesz mi, że wierzysz - i tu koniec rozmowy bo wierzyc mozna w
                          cokolwiek i ciężko o tym dyskutować. Jedno jest pewne - Jezus wydobył z
                          odchłani pierwiastek humanistyczny i prymat miłosci nad innymi uczuciami. Za to
                          go cenię jako człowieka.
                          J: A ty w koło swoje. Dyskusja z tobą będzie trudna, bo piszesz w oparciu o
                          swoje utarte paradygmaty, (synapsy ci się utrwaliły, jak u narkomana), że
                          chrześcijaństwo to sekta, że Paweł cos tam mataczył, że wyznawcy Jezusa miele
                          niewiele wspólnego z tym co czynił bądź nauczał Paweł, że nikt nie wie kim jest
                          Jezus (może ty nie wiesz, albo nie chcesz wiedzieć), że Jezusa nie można
                          poznać w zamęcie wokół niego ... Każdy ten zarzut bazuje na fałszywkach
                          wymyślonych przeciwko Jezusowi i chrześcijaństwu.
                          Chcesz poznać Jezusa, zacznij czytać Nowy Testament. Wiem, wytoczysz całą gamę
                          kolejnych zarzutów. Przeczytałeś NT choć raz w życiu? Cały?
                          Co rozumiesz przez pierwiastek humanistyczny, wydobywany przez Jezusa? Jezus
                          promował miłość - ale nie tylko jako uczucie, ale jako postawę.
                          Z terminem ‘agape’ spotkałeś się kiedyś?

                          ===============
                          > J.Podpierasz się ciekawymi hipotezami, które można odnieść równie dobrze do
                          > największych zbrodniarzy - systematyczne zabijanie w sobie sumienia uczyniło
                          > ich niewrażliwymi na ból i cierpienie innych, więcej, mordowanie dawalo im
                          > satysfakcję. A wszystko zaczynało się gdzieś od odrzucenia Boga w swoim sercu
                          > kiedy zaczęli żyć według zasady: hulaj duszo, piekła nie ma.
                          ===========
                          P. Wiem, że tak ci łatwiej. Takie postawienie sprawy - wierzy w boga: dobry,
                          wstrzemięźliwy, rozsądny a - nie wierzy w boga: wyuzdany, szalony, zły. Jest
                          tragicznie dziecinne ale wiem, że tobie potrzebne dla utrzymania równowagi
                          emocjonalnej. Karm sie wiec tym kłamstwem.
                          =============
                          J: Znowu twój utarty paradygmat, pozbawiający cię zdolności trzeźwego myślenia,
                          że wiara w Boga bazuje na kłamstwie.
                          Tutaj przypisujesz mi też pogląd, z którym się nie zgadzam , różnicy pomiędzy
                          wierzącym w Boga a nie wierzącym
                          Problem w tym, że demony też wierzą w istnienie Boga.
                          Jakub 2,19 Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również
                          wierzą i drżą.

                          Nie rozróżniasz pomiędzy wiarą w istnienie Boga a zbawczą wiarą, o której pisał
                          Piotr:
                          2 Piotr Szymon Piotr, sługa i apostoł Jezusa Chrystusa, do tych,
                          którzy dzięki sprawiedliwości Boga naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa
                          osiągnęli wiarę równie wartościową co i nasza:

                          Wielu ludzi mówi, że wierzą w Boga, choć swoimi postawami się go zapierają.
                          Pisał o tym Paweł:
                          Tytus 1,16 Utrzymują, że znają Boga, ale uczynkami swymi zapierają się
                          go, bo to ludzie obrzydliwi i nieposłuszni, i do żadnego dobrego uczynku
                          nieskłonni.

                          ======================
                          J.Gdybyś chciał trochę zająć się zagadnieniem poczucia bezpieczeństwa
                          człowieka, pragnienia akceptacji, uznania, szacunku i miłosci, albo bólem
                          wynikjącym z poczucia braku powyższych, to bys zrozumiał niektore irracjonalne
                          zachowania się ludzi.
                          ===========
                          P.Zgadzam się całkowicie, że religia prowadzi do zachowań irracjonalnych i sama
                          takim zachowaniem jest. Ludzie szukają jej i poddaja się jej, ze strachu
                          egzystencjalnego.
                          ==========
                          J: Trochę nadinterpretujesz moją wypowiedź. Mogę tylko dodać, że jednym z
                          irracjonalnych zachowań ludzkich jest eskapizm – w twoim przypadku ucieczka
                          przed strachem egzystencjalny przygnała cię do ateizmu. Ból wynikający ze
                          strachu przed sądem Bożym i wiecznym potępieniem zastąpiłeś mniejszym bólem
                          anihilacji. Myślisz, że jak umrzesz, to wszystko się skończy.


                          J.Rozumiem twoje uparte odrzucanie Boga. Chronisz w ten sposób swoje
                          > poczucie bezpieczeństwa - twoja wiara w nie istnienie Boga wynika z twojego
                          > strachu przed sądem Bożym. Taki tok myślenia stworzył koleiny myślowe -
                          > uaktywniły pewne synapsy - i tak już w kółko walczysz i bronisz swego
                          > światopoglądu.
                          =========
                          P. Nic nie rozumiesz. Jak moge bać sie jakiegoś sądu, którego niema, bo nie
                          istnieje żaden sędzia? Uparcie zaś odrzucam wszelkie banialuki, nie tylko wiarę
                          w boga.
                          =========
                          J: Patrz poprzednie moje uwagi.


                          J.Mam rozumieć, że uczysz się o sektach od Dominikanów? Tak, tak, to są
                          eksperci z wielowiekowym doświadczeniem.
                          =========
                          P. Szkoda, że nie przeczytałeś tego tekstu z namysłem. Kim są dominikanie -
                          każdy wie. Ale protestant Jerzy nie ma świadomości że jest członkiem sekty i
                          jakim mechanizmom jest poddawany.
                          ==================
                          J: Co to jest twoim zdaniem sekta? Uważasz, że inteligentny, trzeźwo myślący
                          człowiek nie może być religijny?


                          A co do Kirkegarda, to chłop strasznie filozofował. Ewangelia jest dużo
                          prostsza. Mógłbym ci przytoczyć setki wyznań ludzi, których życie traciło sens,
                          a którzy po narodzeniu się na nowo, kiedy zawierzyli swoje życie Jezusowi,
                          stali się ludźmi pełni radości i pokoju wewnętrznego.
                          Kirkegard był smutasem, bo miał wypatrzony obraz Boga.
                          Gdyby poznał Jezusa na poziomie osobistej z ni9m relacji, to pisałby inaczej.

                          Pozdrawiam,
                          Jerzy

                          • Gość: Palnick Wszak napisałem, że Jerzy wie wszystko najlepiej. IP: *.stenaline.com 31.08.03, 10:06
                            Szkoda czasu na Ciebie Jerzy. Jesteś zwykłym fundamentalistą. Chcesz definicji?
                            • Gość: Jerzy Re: Wszak napisałem, że Jerzy wie wszystko najlep IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 15:17
                              Gość portalu: Palnick napisał(a):

                              > Szkoda czasu na Ciebie Jerzy. Jesteś zwykłym fundamentalistą. Chcesz
                              definicji?

                              Ciekawiłaby mnie twoja definicja funfamentalizmu.
                              Ale twój pogardliwy język jest tylko próbą obrony twego eskapistycznego
                              poczucia bezpieczeństwa.
                              Pogardliwe określanie źródeł chrześcijaństwa w wielu postach, świadczy o twoich
                              uorzedzeniach i niezdolności do obiektywnej analizy materiału dowodowego z
                              historii. Wybierasz tylko to, co utwierdza cię w poglądach, że nie ma Boga.
                              Resztą gardzisz.

                              Jerzy

                              • Gość: Palnick Re: Wszak napisałem, że Jerzy wie wszystko najlep IP: *.stenaline.com 31.08.03, 20:55
                                Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                                > Gość portalu: Palnick napisał(a):
                                >
                                > > Szkoda czasu na Ciebie Jerzy. Jesteś zwykłym fundamentalistą. Chcesz
                                > definicji?
                                >
                                > Ciekawiłaby mnie twoja definicja funfamentalizmu.
                                > Ale twój pogardliwy język jest tylko próbą obrony twego eskapistycznego
                                > poczucia bezpieczeństwa.
                                > Pogardliwe określanie źródeł chrześcijaństwa w wielu postach, świadczy o
                                twoich uprzedzeniach i niezdolności do obiektywnej analizy materiału dowodowego
                                z historii. Wybierasz tylko to, co utwierdza cię w poglądach, że nie ma Boga.
                                > Resztą gardzisz.
                                >
                                > Jerzy
                                ------------------------

                                Ciekawiłaby mnie twoja definicja funfamentalizmu.
                                Ale twój pogardliwy język jest tylko próbą obrony twego eskapistycznego
                                poczucia bezpieczeństwa.
                                Zaślepione hołdowanie bajkom o źródłach chrześcijaństwa w wielu postach,
                                świadczy o twoich uprzedzeniach i niezdolności do obiektywnej analizy materiału
                                dowodowego z historii matactw wokół NT. Wybierasz tylko to, co utwierdza cię w
                                poglądach, że Bóg istnieje a wiec trzeba w niego wierzyć.
                                Resztą gardzisz.

                                Palnick
                                • Gość: Jerzy Re: Wszak napisałem, że Jerzy wie wszystko najlep IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.03, 10:22
                                  Gość portalu: Palnick napisał(a):

                                  > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                                  >
                                  > > Gość portalu: Palnick napisał(a):
                                  > >
                                  > > > Szkoda czasu na Ciebie Jerzy. Jesteś zwykłym fundamentalistą. Chcesz
                                  > > definicji?
                                  > >
                                  > > Ciekawiłaby mnie twoja definicja funfamentalizmu.
                                  > > Ale twój pogardliwy język jest tylko próbą obrony twego eskapistycznego
                                  > > poczucia bezpieczeństwa.
                                  > > Pogardliwe określanie źródeł chrześcijaństwa w wielu postach, świadczy o
                                  > twoich uprzedzeniach i niezdolności do obiektywnej analizy materiału
                                  dowodowego
                                  >
                                  > z historii. Wybierasz tylko to, co utwierdza cię w poglądach, że nie ma Boga.
                                  > > Resztą gardzisz.
                                  > >
                                  > > Jerzy
                                  > ------------------------
                                  >
                                  > Ciekawiłaby mnie twoja definicja funfamentalizmu.
                                  > Ale twój pogardliwy język jest tylko próbą obrony twego eskapistycznego
                                  > poczucia bezpieczeństwa.
                                  > Zaślepione hołdowanie bajkom o źródłach chrześcijaństwa w wielu postach,
                                  > świadczy o twoich uprzedzeniach i niezdolności do obiektywnej analizy
                                  materiału
                                  >
                                  > dowodowego z historii matactw wokół NT. Wybierasz tylko to, co utwierdza cię
                                  w
                                  > poglądach, że Bóg istnieje a wiec trzeba w niego wierzyć.
                                  > Resztą gardzisz.
                                  >
                                  > Palnick
                                  ====================

                                  A gdzie twoja definicja fundamentalizmu?

                                  Jerzy
        • Gość: Palnick Re: Palnicku, Kalwin nie jest moim Zbawicielem IP: *.stenaline.com 31.08.03, 10:08
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):

          > Czy ja wzywam ludzi do nawrócenia się do Lutra Kalwina czy jeszcze tam kogoś?
          > Moim Zbawicielem jest Jezus.
          > Gdyby przytoczyć osiągnięcia ateistów to Kalwin blednie.
          >
          > Pozdrawiam,
          > Jerzy
          -----------------
          Moim zbawicielem jest pinokio.
    • _agnostyk Dylemat agnostyka 27.08.03, 18:04
      Gość portalu: Jerzy napisał(a):

      > Na kogo głosować w przszłych wyborach?
      >
      > Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
      > legalizację aborcji, związków homoseksualnych, narkotyków, domów publicznych
      > i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.
      Agnostyk: a co tobie do tego jezeli dwoje doroslych mezczyzna i kobieta, chca
      sobie we wlasnym domu pofiglowac za pieniadze?
      > Jeśli prawa strona zdobędzie większośc, to będzie dążyła do utworzenia
      > państwa wyznaniowego a budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy
      > Kleru oraz sprowadzą jeszcze raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada.

      Agnostyk: A co bedzie jezeli do wladzy wejda protestanccy fanatycy? Mozna sie
      dowiedziec na przykladzie stanu Alabama w USA gdzie na sile do gmachu Sadu
      Najwyzszego stawia sie 10 przykazan, ktore juz na poczatku twierdza, ze nie ma
      innego boga niz Jahwe.
      > Na kogo zatem głosować?
      >
      > Jerzy
      • Gość: Jerzy Re: Dylemat agnostyka - gdzie ten dylemat? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.03, 15:02
        _agnostyk napisał:

        >
        > Agnostyk: A co bedzie jezeli do wladzy wejda protestanccy fanatycy? Mozna sie
        > dowiedziec na przykladzie stanu Alabama w USA gdzie na sile do gmachu Sadu
        > Najwyzszego stawia sie 10 przykazan, ktore juz na poczatku twierdza, ze nie
        ma
        > innego boga niz Jahwe.
        > > Na kogo zatem głosować?


        A gdzie dylemat?
        • Gość: Stauffenberg Re: Dylemat agnostyka - gdzie ten dylemat? IP: *.hastrabau.pl 28.08.03, 15:28
          O rrrany!!! Gdzie w Polsce protestanccy fanatycy?? W
          kraju gdzie największy kościół protestancki -
          ewnagelicko-augsburski - ma 100 tys. wiernych,a takiego
          RM słucha ponoć 4 mln ludzi? I ich jeden z ich przywódców
          głośno wyraża pogląd, że "Polska ma podporzadkowac swoje
          prawodawstwo nakazom płynącym z katolicyzmu. A
          innowiercy? Cóż jeśli nie podporządkują się takim prawom
          kraju, w którym mieszkają, zawsze mogą wyjechać" (Roman
          Giertych)
          • Gość: Jerzy Kto jest protestancki fanatyk IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 09:12
            Gość portalu: Stauffenberg napisał(a):

            > O rrrany!!! Gdzie w Polsce protestanccy fanatycy?? W
            > kraju gdzie największy kościół protestancki -
            > ewnagelicko-augsburski - ma 100 tys. wiernych,a takiego
            > RM słucha ponoć 4 mln ludzi? I ich jeden z ich przywódców
            > głośno wyraża pogląd, że "Polska ma podporzadkowac swoje
            > prawodawstwo nakazom płynącym z katolicyzmu. A
            > innowiercy? Cóż jeśli nie podporządkują się takim prawom
            > kraju, w którym mieszkają, zawsze mogą wyjechać" (Roman
            > Giertych)

            Oj ty fanatyku,
            Nie wiesz, że fanatykiem protestanckim dla tych z lewej jest każdy protestant,
            który nie podziela ich polityki promowania patologicznej moralności. Dla tych z
            prawej, każdy kto ma odwagę powiedzieć coś przeciwko doktrynie kk i klerykałom,
            zwłaszcza jeśli czyni to w oparciu o Biblię.

            Pozdrawiam,
            Fanatyk Jerzy
            • Gość: CGN Re: Kto jest protestancki fanatyk IP: *.ains.net.au 29.08.03, 10:20
              Gość portalu: Stauffenberg napisał(a):
              O rrrany!!! Gdzie w Polsce protestanccy fanatycy?? W kraju gdzie największy
              kościół protestancki - ewnagelicko-augsburski - ma 100 tys. wiernych,a takiego
              RM słucha ponoć 4 mln ludzi? I ich jeden z ich przywódców głośno wyraża pogląd,
              że "Polska ma podporzadkowac swoje prawodawstwo nakazom płynącym z katolicyzmu.
              A innowiercy? Cóż jeśli nie podporządkują się takim prawom kraju, w którym
              mieszkają, zawsze mogą wyjechać" (Roman Giertych)
              - Krzywda im sie nie stanie, bo najbogatsze kraje swiata to kraje
              protestanckie...

              Jerzy: Oj ty fanatyku, Nie wiesz, że fanatykiem protestanckim dla tych z lewej
              jest każdy protestant, który nie podziela ich polityki promowania patologicznej
              moralności. Dla tych z prawej, każdy kto ma odwagę powiedzieć coś przeciwko
              doktrynie kk i klerykałom, zwłaszcza jeśli czyni to w oparciu o Biblię.
              Pozdrawiam,
              Fanatyk Jerzy
              - Jerzyku, ty jestes z fanatycznego, "newborn" odlamu protestantyzmu. Jestes
              wiec SEKCIARZEM i FANATYKIEM!
              • Gość: Jerzy Podaj definicję fanatyzmu? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 11:51
                Gość portalu: CGN napisał(a):


                > - Jerzyku, ty jestes z fanatycznego, "newborn" odlamu protestantyzmu. Jestes
                > wiec SEKCIARZEM i FANATYKIEM!

                Tak, zgadza się, nleżę do tej samej sekty co apostołowie; już w czasach NT
                nazywano ich chrześcijanami, bo wyznawali wiarę w Chrystusa.

                Pozdrawiam,

                Jerzy
                • Gość: Adonai dylematy ewangelikow IP: *.vline.pl 29.08.03, 18:07
                  rzeczywiscie nie maja na kogo glosowac polscy potomkowie Reformacji,a wiec
                  niech zostana w domach. Pozatym ilosc ludzi nalezacych do ewangelickich
                  Kosciolow w Polsce jest znikoma. Nic ich glosy nie zmienia w prawa czy w lewa
                  strone...

                  ps. malo ich ( ewangelikow ),mniej niz prawoslawnych...jednak Jezuici z
                  Hozjuszem i Skarga na czele nie zasypywali w Pomrocznej przyslowiowych gruszek
                  w popiele )))))
                  • Gość: Jerzy czemu podpisujesz się Bożym imieniem IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.03, 23:56
                    Gość portalu: Adonai napisał(a):

                    > rzeczywiscie nie maja na kogo glosowac polscy potomkowie Reformacji,a wiec
                    > niech zostana w domach. Pozatym ilosc ludzi nalezacych do ewangelickich
                    > Kosciolow w Polsce jest znikoma. Nic ich glosy nie zmienia w prawa czy w lewa
                    >
                    strone...
                    >
                    >
                    > ps. malo ich ( ewangelikow ),mniej niz prawoslawnych...jednak Jezuici z
                    > Hozjuszem i Skarga na czele nie zasypywali w Pomrocznej przyslowiowych
                    gruszek w popiele )))))

                    Masz rację, gdyby nie Hozjusz i Jezuici, to Poslka byłaby dzisiaj proetstancka
                    i nadla od morza do morza, zapewne nie byłoby rozbiorów ..

                    PS> czemu podpisujesz się Bożym imieniem?

                    • Gość: El-Szadaj Re: czemu podpisujesz się Bożym imieniem? IP: 203.62.159.* 31.08.03, 09:59
                      Adonai napisał(a): rzeczywiscie nie maja na kogo glosowac polscy potomkowie
                      Reformacji,a wiec niech zostana w domach. Pozatym ilosc ludzi nalezacych do
                      ewangelickich Kosciolow w Polsce jest znikoma. Nic ich glosy nie zmienia w
                      prawa czy w lewa strone

                      ps. malo ich ( ewangelikow ),mniej niz prawoslawnych...jednak Jezuici z
                      Hozjuszem i Skarga na czele nie zasypywali w Pomrocznej przyslowiowych
                      gruszek w popiele )))))

                      J: Masz rację, gdyby nie Hozjusz i Jezuici, to Poslka byłaby dzisiaj
                      proetstancka i nadla od morza do morza, zapewne nie byłoby rozbiorów ..
                      PS czemu podpisujesz się Bożym imieniem?
                      - Bog NIE ma imienia, bo jest tylko jeden. Adonai, Jehowa, Jeszua (Jezus) etc.
                      to nazwy bogow falszywych!

                    • Gość: Adonai Re: IP: *.vline.pl 01.09.03, 14:53
                      nie podpisuje sie Bozym Imieniem. Wlasnie nazwy Adonai okreslajacej Byt
                      Absolutny uzywa sie po to aby nie wymawiac prawdziwego Imienia Bozego na
                      daremno. Ale wymienie Je tutaj jednak...chodzi o JAHWE ( Tora,stary testament
                      wedlug chrzescijan to miejsca gdzie mozna o Nim poczytac ).
                • Gość: Pan_Cyckow Re: Podaj definicję fanatyzmu? IP: 203.62.159.* 31.08.03, 10:01
                  CGN napisał(a): Jerzyku, ty jestes z fanatycznego, "newborn" odlamu
                  protestantyzmu. Jestes wiec SEKCIARZEM i FANATYKIEM!
                  Jerzy: Tak, zgadza się, nleżę do tej samej sekty co apostołowie; już w czasach
                  NT nazywano ich chrześcijanami, bo wyznawali wiarę w Chrystusa.
                  Pozdrawiam,
                  Jerzy
                  Pan_Cyckow czyli El Shaddai: Nie wiesz, ze zwano ich "krzescijanami", bowiem
                  wyznawali "krzest" na odpuszczenie grzechow? ;)
                  • Gość: Jerzy Skąd się wzięło określenie chrześcijanin? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 15:24
                    Gość portalu: Pan_Cyckow napisał(a):

                    > CGN napisał(a): Jerzyku, ty jestes z fanatycznego, "newborn" odlamu
                    > protestantyzmu. Jestes wiec SEKCIARZEM i FANATYKIEM!
                    > Jerzy: Tak, zgadza się, nleżę do tej samej sekty co apostołowie; już w
                    czasach
                    > NT nazywano ich chrześcijanami, bo wyznawali wiarę w Chrystusa.
                    > Pozdrawiam,
                    > Jerzy
                    > Pan_Cyckow czyli El Shaddai: Nie wiesz, ze zwano ich "krzescijanami", bowiem
                    > wyznawali "krzest" na odpuszczenie grzechow? ;)


                    Niedouczony adwersarzu pod wieloma ksywkami,
                    Nie wiesz, że słowo chrześcijanin wywodzi się od słowa Chrystus.
                    Dzieje 11,26 [...] w Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów
                    chrześcijanami.

                    Jedynie w polskim kojarzy się ono z chrztem, ale to już rezultat katolickiego
                    rytualizmu, gdzie za chrześcijan uważa się tych, którzy zostali ochrzczeni.

                    Jerzy
                    • Gość: EL SHADDAI Re: Skąd się wzięło określenie chrześcijanin? IP: *.its.unimelb.edu.au 02.09.03, 09:18
                      Gość portalu: Pan_Cyckow napisał(a):
                      CGN napisał(a): Jerzyku, ty jestes z fanatycznego, "newborn" odlamu
                      protestantyzmu. Jestes wiec SEKCIARZEM i FANATYKIEM!
                      Jerzy: Tak, zgadza się, nleżę do tej samej sekty co apostołowie; już w
                      czasach NT nazywano ich chrześcijanami, bo wyznawali wiarę w Chrystusa.
                      Pan_Cyckow czyli El Shaddai: Nie wiesz, ze zwano ich "krzescijanami", bowiem
                      wyznawali "krzest" na odpuszczenie grzechow? ;)
                      J: Niedouczony adwersarzu pod wieloma ksywkami, Nie wiesz, że słowo
                      chrześcijanin wywodzi się od słowa Chrystus.
                      Dzieje 11,26 [...] w Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów
                      chrześcijanami.
                      Jedynie w polskim kojarzy się ono z chrztem, ale to już rezultat katolickiego
                      rytualizmu, gdzie za chrześcijan uważa się tych, którzy zostali ochrzczeni.
                      EL SHADDAI: Jerzy, ty sie zupelnie nie znasz na zartach! Zauwaz ten znaczek
                      ";)" po mej wypowiedzi, ktora byla przeciez zartem (np. forma "krzest" zamiast
                      "chrzest")...
                      A na serio - Christos (Chrystus) to Zbawiciel, inaczej Mesjasz (Messaiah,
                      Mosjasz etc.). Czemu wiec nie nazywasz sie "mesjanita", "chrystusowcem"
                      albo "jezuita" lub "jezusowcem", a "chrzescijaninem"?
                      • Gość: Jerzy Re: Skąd się wzięło określenie chrześcijanin? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 12:58
                        Gość portalu: EL SHADDAI napisał(a):

                        > Pan_Cyckow czyli El Shaddai: Nie wiesz, ze zwano ich "krzescijanami", bowiem
                        > wyznawali "krzest" na odpuszczenie grzechow? ;)

                        > J: Niedouczony adwersarzu pod wieloma ksywkami, Nie wiesz, że słowo
                        > chrześcijanin wywodzi się od słowa Chrystus.
                        > Dzieje 11,26 [...] w Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów
                        > chrześcijanami.
                        > Jedynie w polskim kojarzy się ono z chrztem, ale to już rezultat katolickiego
                        > rytualizmu, gdzie za chrześcijan uważa się tych, którzy zostali ochrzczeni.

                        > EL SHADDAI: Jerzy, ty sie zupelnie nie znasz na zartach! Zauwaz ten znaczek
                        > ";)" po mej wypowiedzi, ktora byla przeciez zartem (np. forma "krzest" zamiast
                        > "chrzest")...
                        > A na serio - Christos (Chrystus) to Zbawiciel, inaczej Mesjasz (Messaiah,
                        > Mosjasz etc.). Czemu wiec nie nazywasz sie "mesjanita", "chrystusowcem"
                        > albo "jezuita" lub "jezusowcem", a "chrzescijaninem"?

                        Jerzy:
                        Drogi dowcipny wieloksywkarzu,
                        Twego smilera odebrałem jako grymas. Takiego smilera (;)jeszcze nie spotkałem.
                        Raczej przyzwyczaiłem się dwukropka z prawym nawiasem :) albo z myślnikiem
                        pośrodku :-)

                        A jeśli idzie o nazwę 'chrześcijanin', to wywodzi się ona z NT, nie ma co jej
                        zmieniać, choć KK wiele zrobił, aby zawładnąć tym terminem i ograniczyć go do
                        katolicyzmu, choć katolik tak się ma do chrześcijanina jak Australijczyk do
                        Chińczyka. Być może w Australii jest trochę Chińczyków, ale nie każdy
                        Australijczyk jest Chińczykiem. Być może wśród katolików znajdą się
                        chrześcijanie, ale nie każdy katolik jest chrześcijaninem.

                        Kiedy wyznawców Chrystusa nazwano 'chrześcijanami'-'Christianos', to było to
                        wtedy określenie pejoratywne, pogardliwe. Wyprowadzone je na rzymski sposób od
                        greckiego słowa 'Christos'.
                        Termin te nie został wymyślony i zasosowany do siebie przez wyznawców
                        Chrystusa. Nadali im go poganie, którzy tym terminem szydzili z uczniów Jezusa.
                        W NT pojawia się trzy razy: Dz 11:26, 26:28, 1 Piotra 4:16.
                        (Na podstawie: An Expository Dictionary of Biblical Words; W.E.Vine; Thomas
                        Nelson Publishers)

                        Gdyby nazwa zwolenników Chrystusa miała się wywodzić od chrztu,
                        greckie 'baptismos', to być może brzmiałaby ona podobnie do współczesnego
                        terminu 'baptyści.'
                        Baptyści nie uznają chrztu niemowląt lecz podkreślają potrzebę świadomego
                        chrztu jako posłuszeństwa wobec nakazu Jezusa, ale dopiero po narodzeniu się na
                        nowo, czyli po upamiętaniu się i zawierzeniu swego życia Jezusowi.

                        A podpisywanie się imionami, które są atrybutami Boga, uważam za nietakt a
                        nawet bluźnierstwo

                        Jerzy


                        • Gość: Szadaj Re: Skąd się wzięło określenie chrześcijanin? IP: 203.221.209.* 03.09.03, 12:58
                          Pan_Cyckow czyli El Shaddai: Nie wiesz, ze zwano ich "krzescijanami", bowiem
                          wyznawali "krzest" na odpuszczenie grzechow? ;)
                          J: Niedouczony adwersarzu pod wieloma ksywkami, Nie wiesz, że słowo
                          chrześcijanin wywodzi się od słowa Chrystus.
                          Dzieje 11,26 [...] w Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów
                          chrześcijanami. Jedynie w polskim kojarzy się ono z chrztem, ale to już
                          rezultat katolickiego rytualizmu, gdzie za chrześcijan uważa się tych, którzy
                          zostali ochrzczeni.

                          EL SHADDAI: Jerzy, ty sie zupelnie nie znasz na zartach! Zauwaz ten znaczek
                          ";)" po mej wypowiedzi, ktora byla przeciez zartem (np. forma "krzest" zamiast
                          "chrzest")...
                          A na serio - Christos (Chrystus) to Zbawiciel, inaczej Mesjasz (Messaiah,
                          Mosjasz etc.). Czemu wiec nie nazywasz sie "mesjanita", "chrystusowcem"
                          albo "jezuita" lub "jezusowcem", a "chrzescijaninem"?
                          Jerzy: Drogi dowcipny wieloksywkarzu,
                          Twego smilera odebrałem jako grymas. Takiego smilera (;)jeszcze nie spotkałem.
                          Szadaj: Mily Jerzyku, ty tak malo w zyciu widziales poza zbiorem zydowskich
                          legend, czyli biblia i cyganami ukrainskimi... :(

                          J: Raczej przyzwyczaiłem się dwukropka z prawym nawiasem :) albo z myślnikiem
                          pośrodku :-)
                          Szadaj: Bos ty ubogi duchem, ale za to twe jest krolestwo niebieskie
                          (zydowskie)... ;)

                          J: A jeśli idzie o nazwę 'chrześcijanin', to wywodzi się ona z NT, nie ma co
                          jej zmieniać, choć KK wiele zrobił, aby zawładnąć tym terminem i ograniczyć go
                          do katolicyzmu, choć katolik tak się ma do chrześcijanina jak Australijczyk do
                          Chińczyka. Być może w Australii jest trochę Chińczyków, ale nie każdy
                          Australijczyk jest Chińczykiem. Być może wśród katolików znajdą się
                          chrześcijanie, ale nie każdy katolik jest chrześcijaninem.
                          Szadaj: Marnys z logiki, Jerzyku! Australijczycy i Chinczycy naleza do osobnych
                          zbiorow! Zas katolicy sa podzbiorem (najwiekszym) chrzescijan, czyli wyznawcow
                          erzatz-judaizmu dla gojow... :(

                          J: Kiedy wyznawców Chrystusa nazwano 'chrześcijanami'-'Christianos', to było to
                          wtedy określenie pejoratywne, pogardliwe. Wyprowadzone je na rzymski sposób od
                          greckiego słowa 'Christos'. Termin te nie został wymyślony i zasosowany do
                          siebie przez wyznawców Chrystusa. Nadali im go poganie, którzy tym terminem
                          szydzili z uczniów Jezusa.
                          Szadaj: I slusznie, bo co to za glupia religia - niby monoteistyczna, a bogow i
                          bozkow w niej wiecej niz u starozytnych Grekow czy Rzymian...
                          Tylko judaizm i islam to prawdziwe religie monoteistyczne, zas chrzescijanie to
                          de facto politeisci, czyli poganie, wiec sie zle nie wyrazaj, Jerzyku o
                          poganach, skoros sam poganin (jak ja)... ;)

                          J: W NT pojawia się trzy razy: Dz 11:26, 26:28, 1 Piotra 4:16.
                          (Na podstawie: An Expository Dictionary of Biblical Words; W.E.Vine; Thomas
                          Nelson Publishers)
                          Szadaj: A El Shaddai sie pokazal Mojzeszowi raz w krzakach, a raz na gorze.
                          I co z tego?

                          J: Gdyby nazwa zwolenników Chrystusa miała się wywodzić od chrztu,
                          greckie 'baptismos', to być może brzmiałaby ona podobnie do współczesnego
                          terminu 'baptyści.' Baptyści nie uznają chrztu niemowląt lecz podkreślają
                          potrzebę świadomego chrztu jako posłuszeństwa wobec nakazu Jezusa, ale dopiero
                          po narodzeniu się na nowo, czyli po upamiętaniu się i zawierzeniu swego życia
                          Jezusowi.
                          Szadaj: Co za roznica? Jak sie na nowo urodzili, to maja znow IQ noworodka... ;)

                          J: A podpisywanie się imionami, które są atrybutami Boga, uważam za nietakt a
                          nawet bluźnierstwo
                          Szadaj: A to czemu? Bog Prawdziwy (Jedyny) nie ma imienia! Imiona maja tylko
                          bogowie poganscy: Jowisz, Jezus, Jehowa etc...
                          • Gość: Jerzy Re: Skąd się wzięło określenie chrześcijanin? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.03, 13:07
                            Bez odpowiedzi.
                            Zaniemówiłem na siłę twoich argumentów.
                            Jerzy
                            • Gość: CGN Re: Skąd się wzięło określenie chrześcijanin? IP: *.lib.latrobe.edu.au 04.09.03, 11:28
                              Gość portalu: Jerzy napisał(a): Bez odpowiedzi. Zaniemówiłem na siłę twoich
                              argumentów. Jerzy
                              - CGN: Jerzy, przeciez u ciebie nie ma ani krzty poczucia humoru! Moje
                              pseudonaukowe rowazania o "krzescijanach" i "krzescie", mimo iz byly wyraznie
                              oznakowane znaczkiem ";)", czyli byly pisane z "przymruzeniem oka", wziales na
                              serio, i zaczales mi udowadniac, ze w Biblii jest napisane, ze chrzescijanie
                              wywodza swa nazwe od niejakiego Chrystusa. Ale nie odpowiedziales mi na
                              pytanie, czemu sie oni nie nazywaja np. mesjanistami, bo przeciez Chrystus to
                              nic innego jak Mesjasz! I czemu twoj Bog, ktory podobno jest tylko jeden, ma
                              tyle imion (Jehowa, Jeszua, Adonai, El Szadaj, Elohim etc.)?
        • Gość: //// Dylemat prostytuta... IP: 209.233.199.* 11.09.03, 06:51
          Wydajnosc meskich prostytutow nie nie jest wystarczajaca
          zeby proceder zrobic oplacalnym. Poradzcie jak zalozyc meski burdel
          ktory bedzie mial sens.
    • Gość: Adonai Re: Dylemat prawoslawnych IP: *.vline.pl 29.08.03, 18:20
      prawoslawni-chrzescijanie maja jeszcze wieksze dylematy.
      Protestanci i Katolicy to jednak Dzieci Cywilizacji Zachodniej
      Europejskiej,natomiast Prawoslawni to forpoczta Cywilizacji Bizantyjskiej lub
      Turanskiej. Innymi slowy dziki antyEuropejski zruszczony
      Wschod.

      ps. nawet ewangelicy uwazaja ,ze lepiej bylo iz Mieszko I wzial
      chrzescijanstwo lacinskie z Rzymu,niz z Bizancjum. Tu chodzi o znalezienie sie
      w lepszej cywilizacji,a jest nia Zachodnia.
    • Gość: Jerzy Czy są w Polsce chrześcijańscy antyklerykałowie IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 14:06
      Czy wśród polityków w Polsce są chrześcijańscy antyklerykałowie, którzy z
      jednej strony, nie będą dawac zielonego światła dla demoralizacji promowanej
      przez lewicę a z drugiej, pozwolą klerowi zajmowac się sprawami kk bez
      dofinansowywania ich działalności czy udzielania im specjalnych przywilejów,
      jak choćby przekazywanie dóbr narodowych za symboliczną złotówkę.

      Czy jest jakaś partia, która miałaby cos takiego w swoim programie?

      Jerzy

      • Gość: Teofil Ech... IP: *.jezuici.pl 02.09.03, 15:36
        Nie było mnie jakiś czas, bo miałem bardzo dużo spraw na głowie - bliska mi
        osoba znalazła sie w szpitalu i w ogóle. Chciałem, po nadrobieniu zaległości w
        lekturze - odpowiedzieć niejako hurtem na listy Jerzego, ale po drodze
        dowiedziałem się, że - będąc katolikiem - nie jestem w zasadzie
        chrześcijaninem. No i trochę nie wiem, czy w tej sytuacji dyskusja ma w ogóle
        jakiś sens...
        Postaram się mimo wszystko parę słów napisać.
        1. Padło tu pytanie o fundamentalizm (jak rozumiem - rozumiany negatywnie).
        Wydaje mi się, że podstawowym wyznacznikiem tak rozumianego fundamentalizmu
        jest właśnie założenie, że każdy kto myśli inaczej niż ja (i odmiennie rozumie
        słowa Pisma), MUSI być w błędzie. Tak, właśnie dzielenie światopoglądu
        na "mój" i "błędny".
        2. Wracając - o jakieś 50 postów - do tematu mszy.
        2a.Jerzy, zmiłuj się, pomyśl. Czy twierdzisz, że Bóg JEST zależny od czasu
        (czyli że jest czasem - albo czymkolwiek innym - ograniczony w swoim
        działaniu)???
        2b. Zasada niesprzeczności (pozwól, że pozostanę przy polskiej nazwie z
        podręczników logiki) polega trochę na czymś innym. Mówiąc w dużym
        uproszczeniu - na tym, że dwa zdania sprzeczne nie mogą być jednocześnie
        prawdziwe (albo jednocześnie fałszywe). Czyli - że jeśli ja mówię, "A", a Ty
        mówisz "nieprawda, że A", to nie możemy obaj mieć racji (ani obaj się mylić).
        Tymczasem mam wrażenie, że ja mówię "A", a ty mówisz "X"... To tylko obrazek,
        rzecz prosta.
        2c. Jeden z Dyskutantów (nie pomnę nicka) napisał tu o "uobecnieniu" - no i
        właśnie. A z Twoich wypowiedzi WYRAŹNIE wynika, że dla Ciebie Ofiara Jezusa to
        w pewnym sesnsie jednorazowe wydarzenie sprzed 2000 lat. Mówisz o SKUTKACH tej
        ofiary dla nas wszystkich, ale ona sama - to już przeszłość. I tu się nie
        dogadamy. "Ta sama ofiara krwawa na krzyżu i bezkrwawa na ołtarzu" - tak,
        własnie tak. Ponieważ Jezus złożył krwawą ofiarę, my już nie musimy takich
        składać. Wystarczy, że uczestniczymy w Tamtej. A każdemu, kto chce w niej
        uczestniczyć, Bóg to umożliwia (dla Niego w końcu nie ma rzeczy niemożliwych).
        Albo jeszcze z innej strony - jeśli twierdzisz, że ja dziś nie mogę
        uczestniczyć w ofierze Jezusa, bo ona dokonała się 2000 lat temu, to -
        analogicznie - ty nie możesz mówić "spotkałem Jezusa", bo... No właśnie.
        Oczywiście - Jezus powiedział "jestem z wami po wszystkie dni...". Powiedział
        też "to czyńcie na moją pamiątkę", a przedtem - rzeczywiście, nie da się
        ukryć - powiedział "to jest ciało moje" o chlebie, który łamał między
        apostołów. Rozumiem, że te słowa można różnie interpretować - ale nie można im
        zaprzeczyć.
        2d. Jeszcze o księżach, choć to nudne nieco. Nikt nie powiedział (w każdym
        razie w Kościele katolickim), że nie można być zbawionym bez sakramentów, a
        więc także bez "usług" księdza. Podobnie, jak nikt przecież nie twierdzi, że
        nie można być zbawionym bez chodzenia do zboru i słuchania pastora. A jednak
        każda wspólnota chrześcijańska ma jakąś formę "wspólnych zebrań" i w każdej
        wspólnocie uważa się, że to ważna sprawa ("nie opuszczajcie wspólnych
        zebrań..." pisał Paweł). Piszesz, że Kościół uznaje "obrzędy sprawowane przez
        ważnie wyświęconego księdza". Przecież we wspólnotach protestanckich także
        pastorem nie jest każdy i nie każdy głosi Słowo Boże na nabożeństwach.
        Człowiek, który ma być pastorem, studiuje, uczy się, wgłębia w Słowo i
        Teologię, a w końcu - kiedy jest do tego gotowy - jest w jakiejś formie
        (różnej w różnych wspólnotach) "posyłany" do tej pracy. Większość wspólnot
        chrześcijańskich nie zgodziłaby się zapewne, żeby Słowo głosił "byle kto",
        człowiek z ulicy. U nas jest tak samo - my nazywamy to posłanie sakramentem,
        wierząc, że skoro Bóg wybiera sobie człowieka (grzesznego i słabego, tak było
        od początku świata...), to w szczególny sposób go posyła i umacnia. Ale z tym
        posłaniem jest tak samo, jak z chrztem - każdy może swój chrzest (nawet, jeśli
        przyjmuje go jako dorosły i w pełni świadomy) "olać", odrzucić wynikające z
        niego dary Boże. Z kapłanem jest tak samo. Bóg jest suwerenny w swoich
        wyborach - nie wiem, dlaczego wybiera takich, a nie innych ludzi (choć muszę
        przyznać, że może jestem wyjątkowym szczęściarzem, ale większość poznanych
        przeze mnie księży - a jest ci ich niemało - to ludzi naprawdę dobrzy i
        uczciwi).
        2e. Pytając o to, czy można być zbawionym bez chrztu, miałem na myśli słowa
        Jezusa "kto się nawróci I PRZYJMIE CHRZEST - będzie zbawiony...". Co to jest
        chrzest? Czy przyjął chrzest - no właśnie - ów "dobry łotr" na krzyżu, któremu
        Jezus obiecał "...dziś będziesz ze mną w raju"?
        Czy z tego wynika, że chrzest "z wody" nie ma sensu i jest zbędny?
        Wszyscy chyba chrześcijanie uznają chrzest za bardzo ważny element drogi do
        Boga. Czy nazwiemy go sakramentem (bądź co bądź tak nazywa go większość
        chrześcijan, także z Kościołów i wspólnot poreformacyjnych), czy nie - to inna
        sprawa i dyskusja w ogóle o tym, co to jest sakrament i jak się go rozumie.
        Niewątpliwe natomiast każdy chrześcijanin chyba się zgodzi z Pawłem, który
        mówi jednoznacznie, że chrzest jest "włączeniem się w śmierć i
        zmartwychwstanie Jezusa" (w liście do Rzymian). (A propos - "jak mogę się
        włączyć w coś, co było 2000 lat temu?"). Chodziło mi o to, że idąc za Twoją
        logiką należałoby odrzucić WSZELKIE obrzędy, łącznie z chrztem z wody i
        wszystkimi nabożeństwami.
        3. Wybacz, ale argumenty o dominikanach i inkwizycji, i o tym, że "gdyby im
        dano... to by spalili na stosach..." jest raczej świadectwem kiepskiej
        znajomości historii. Obecny w powszechnej świadomości obraz "setek tysięcy
        płonących stosów" to jednak bajka dla (nie)grzecznych dzieci, wpisana przez
        komunistów w podręczniki historii, żeby pokazać, jak wstrętny był ten Kościół.
        Radzę poczytać uczciwe opracowania na ten temat (niekoniecznie katolickie) i
        spojrzeć na fakty - jak NAPRAWDĘ działała inkwizycja i czym się zajmowała.
        Jeśli to się przyda - mogę następnym razem zaproponować parę tytułów. Nie
        bronię wielu absolutnie błędnych założeń i błędów epoki, nie bronię fanatyków,
        takich jak Torquemada, ale i on nie przyczynił się do śmierci takich ilości
        ludzi, o jakich pisały encyklopedie jeszcze 15 lat temu. Warto też wspomnieć,
        że akurat jeśli chodzi o stosy i - na przykład - palenie czarownic, to bracia
        protestanci także mają tu liczne i bogate zasługi... A wielu miejscach np.
        obecnych Niemiec osiągnęli w tej dziedzinie efekty, o kórych większość
        katolickich inkwizytorów mogłaby tylko pomarzyć. I nie próbuję nawet na tej
        podstawie oceniać Ciebie czy współczesnych wspólnot protestanckich.
        4. "Czy w czasie mszy zjada się ciało Jezusa?"
        Czy muszę Ci na to pytanie odpowiadać? Przecież już na nie sam odpowiedziałeś.
        Skojarzenia z kanibalizmem mieli już starożytni Rzymianie, którzy słyszeli
        o "spożywaniu ciała Pana" i uważali, że ci chrześcijanie jedzą trupy... Dla
        wielu ludzi myśl jest nie do przyjęcia. A jednak - spożywanie ciała Jezusa to
        symbol (...a symbol to więcej niż znak...) jednoznaczny. "To jest ciało moje -
        bierzcie i jedzcie" móił Jezus. A wcześniej (Ewangelia wg Jana) mówił "Jeśli
        nie będzieci spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego,
        nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma
        życie wieczne, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym". I już wtedy wielu
        mówiło "Jak On nam może dać swoje ciało do spożycia?" (wszystko w 6 rozdziale
        Jana).
        Brzmi przedziwnie, także 2000 lat później. Pytanie tylko - czy chcę robić to,
        co Jezus mi zostawił, czy wazniejsze jest "jak to dla mnie brzmi" etc. I już
        wtedy ludzie powiedzieli "Trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać" - i
        sobie poszli.

        Jerzy, jeśli będziesz upierał się, że nie jest chrześcijaninem każdy, kto
        inaczej niż Ty rozumie słowa Pisma, do niedługo okaże się, że... jesteś
        jedynym chrześcijaninem. Kiedy czytam, co o mszy, o chlebie i winie i
        obecności Chrystusa mówił np. Marcin Luter, to - choć
        • Gość: Teofil Ech... - 2 IP: *.jezuici.pl 02.09.03, 15:41
          Wrzucam zakończenie, bo obcięło, wraz z końcówką poprzedniego:


          Jerzy, jeśli będziesz upierał się, że nie jest chrześcijaninem każdy, kto
          inaczej niż Ty rozumie słowa Pisma, do niedługo okaże się, że... jesteś
          jedynym chrześcijaninem. Kiedy czytam, co o mszy, o chlebie i winie i
          obecności Chrystusa mówił np. Marcin Luter, to - choć odrzucał wiele założeń
          Kościoła katolickiego - niewątpliwie był bliżej jego doktryny, niż Twoich
          poglądów na tę sprawę. Tu niestety wraca temat, który już z parokrotnie
          poruszałem - skąd Twoja pewność, że poprawnie interpretujesz Pismo? Jeśli
          jednoznacznie odrzucasz jakikolwiek urząd nauczycielski - jak możesz miec
          pewność, że rację masz Ty, a nie katolicy, albo Marcin Luter, albo Świadkowie
          Jehowy?

          Aha, byłbym zapomniał. Moja propozycja przejścia na priv nie wynikała z
          chęci "wyciagnięcia Cię" z tego forum, tylko - przyznam - z mojego
          wygodnictwa. Pisać na forum mogę tylko w firmie (sztywne łącze, koszty nie
          zależą od długości połączenia) - a więc albo w chwilach, kiedy nie mam dużo
          pracy (moja praca jest taka, że czasem siedzę i nic nie robię, a czasem...
          lepiej nie mówić...), albo - po jej zakończeniu (a tego wolę unikać, bo jak
          kończę pracę to wolę wrócić do domu). Gdybyśmy mailowali - mógłbym Ci
          odpowiadać z domu (np. późnym wieczorem), pisząc dłuuuuuugie maile w
          trybie "off-line", a potem łącząc się na 1 impuls tylko po to, żeby to wysłąć.
          A żeby pisać na forum - muszę cały czas siedzieć w sieci, a zważywszy na
          cennik naszej UKOCHANEJ Telekomunikacji Polskiej - szybko bym zbankrutował...
          To tyle wyjaśnień. W tej sytuacji kusisz się pogodzić, że czasami na moją
          odpowiedź musisz poczekać parę dni.
          Pozdrawiam - T.
          • Gość: Jerzy Konfesja Augsburska o mszy: IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 17:07
            Gość portalu: Teofil napisał(a):

            > Wrzucam zakończenie, bo obcięło, wraz z końcówką poprzedniego:
            >
            >
            > Jerzy, jeśli będziesz upierał się, że nie jest chrześcijaninem każdy, kto
            > inaczej niż Ty rozumie słowa Pisma, do niedługo okaże się, że... jesteś
            > jedynym chrześcijaninem. Kiedy czytam, co o mszy, o chlebie i winie i
            > obecności Chrystusa mówił np. Marcin Luter, to - choć odrzucał wiele założeń
            > Kościoła katolickiego - niewątpliwie był bliżej jego doktryny, niż Twoich
            > poglądów na tę sprawę. Tu niestety wraca temat, który już z parokrotnie
            > poruszałem - skąd Twoja pewność, że poprawnie interpretujesz Pismo? Jeśli
            > jednoznacznie odrzucasz jakikolwiek urząd nauczycielski - jak możesz miec
            > pewność, że rację masz Ty, a nie katolicy, albo Marcin Luter, albo Świadkowie
            > Jehowy?

            Czytałeś Lutra?
            Pozwól, zacytuję fragment Konfesji Augsburskiej,
            Artykuł XXIV o mszy:

            "Wydaje się, że od początku świata żadna rzecz boska nie była tak nadużywana
            dla zysku, jak msza. Pojawił się też pogląd, który powiększył liczbę mszy
            prywatnych w nieskończoność, mianowicie, że Chrystus męką swoją dał
            zadośćuczynienie za grzech pierworodny i ustanowił mszę, w której ma być
            składana ofiara za codzienne grzechy śmiertelne i powszednie. Stąd się wywodzi
            powszechny pogląd, jakoby msza gładziła grzechy żywych i umarłych przez sama
            czynność odprawiania jej (ex opere operato). Tu biorą początek dysputy o tym,
            czy jedna msza odprawiona za wielu warta jest tyle, co poszczególne msze
            odprawione za jednostki. Dysputa zrodziła ową nieskończoną mnogość mszy. Co się
            tyczy tych poglądów, zwrócili nasi uwagę, że się one nie zgadzają z Pismem
            świętym i że ujmuję chwały męce Chrystusa. Albowiem męka Chrystusowa była
            ofiarą i zadośćuczynieniem nie tylko za grzech pierworodny, lecz takie za
            wszelkie inne grzechy, jak napisano w Liście do Hebrajczyków: "Jesteśmy
            uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze",
            oraz: "Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są
            uświęceni". Pismo święte uczy też, żeśmy usprawiedliwiani przed Bogiem przez
            wiarę w Chrystusa. Przeto jeśliby msza gładziła grzechy żywych i umarłych przez
            samą czynność jej odprawiania (ex opere operato), to usprawiedliwienie
            pochodziłoby z czynności mszalnych, a nie z wiary, czego nie pozwala przyjąć
            Pismo Św. Lecz skoro Chrystus nakazuje czynić to na swą pamiątkę, to msza jest
            ustanowiona, aby wiara tych, którzy przyjmują sakrament, przypominała im,
            jakich dobrodziejstw dostępują przez Chrystusa, oraz by budowała i pocieszała
            strwożone sumienie. Albowiem wspominać Chrystusa, znaczy wspominać Jego
            dobrodziejstwa i doświadczyć, że są nam rzeczywiście udzielane."

            Cały tekst Konfesji:

            www.luteranie.pl/www/biblioteka/dpisma/melanchton.htm

            • Gość: Jerzy Artykyły Szmalkaldzkie o mszy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 17:09

              www.luteranie.pl/www/biblioteka/dpisma/artszm/index.htm
              II. Artykuł o mszy uczy, że:

              1.Msza jest w papiestwie największą i najstraszliwszą obrzydliwością, z
              bezwzględną wrogością wręcz zwalczającą pierwszy artykuł, a przy tym jednak
              stała się przed wszystkimi innymi papieskimi bałwochwalstwami największym i
              najokazalszym z nich! Ustanowili oni bowiem, że ofiara ta, czyli odprawienie
              mszy, dokonana nawet przez bezbożnego i zepsutego łajdaka, uwalnia nas od
              grzechów zarówno w życiu, jak i w czyśćcu, podczas gdy przecież — jak wyżej
              powiedziano — jedynie Baranek Boży nas uwalnia. Tutaj na nic nie można pozwolić
              ani z niczego ustąpić, ponieważ poprzedni artykuł tego nie dopuszcza.

              2. Z rozumniejszymi stronnikami papieża można by w sposób spokojny rozmawiać o
              następujących sprawach:

              Po pierwsze: Dlaczego tak nieugięcie podejmują się obrony mszy, skoro ona jest
              jedynie wymysłem ludzkim, a nie jest polecona przez Boga. A wszak wynalazki
              ludzkie spokojnie możemy pominąć, jak mówi Chrystus: „Daremnie czczą mnie
              nakazami ludzkimi" (Mat. 15,9).

              3. Po drugie: Nie jest ona rzeczą potrzebną i bez grzechu i narażenia się na
              niebezpieczeństwo można jej zaniechać
              • Gość: Tomasz Katechizm o sakramencie IP: *.ifj.edu.pl 03.09.03, 13:49
                Duzy Katechizm Lutra:

                www.luteranie.pl/www/biblioteka/dpisma/dk/o-sakramencie-oltarza.htm
                Kilka cytatow.

                O POZYTKACH Z SAKRAMENTU:

                Przyjrzyj się teraz z kolei mocy i pożytkowi tego sakramentu, z powodu których
                został on ustanowiony; w tym bowiem najważniejsza rzecz, abyśmy wiedzieli,
                czego w nim szukać i co z niego wziąć mamy. Jest to jasne i łatwo zrozumiałe
                właśnie z przytoczonych słów: — „To jest ciało moje i krew, którą się za was
                daje i wylewa na odpuszczenie grzechów". Powiedziano tu krótko: Po to
                przystępujemy do sakramentu, aby otrzymać taki skarb, przez który i w którym
                otrzymujemy odpuszczenie grzechów. A dlaczego? Dlatego, że są tu słowa, które
                nam to dają. Z tego też powodu każe mi On jeść i pić, aby to mnie służyło i
                przynosiło pożytek oraz było dla mnie pewną rękojmią i znakiem, więcej, dobrem
                ustanowionym przeciw moim grzechom, śmierci i wszelkiemu nieszczęściu.

                O NIEGODNYCH DUCHOWNYCH:

                Stąd też można łatwo odpowiedzieć na różne pytania, którymi się ludzie obecnie
                trapią, np. czy niegodny ksiądz może odprawiać sakrament i udzielać go, oraz na
                inne tego rodzaju pytania. Na to odpowiadamy stanowczo: Chociażby nawet hultaj
                przyjmował lub podawał sakrament, przyjmuje i podaje prawdziwy sakrament, to
                jest ciało i krew Chrystusa, jak ten, kto go odprawia najbardziej godnie. Nie
                zasadza się on bowiem na ludzkiej świętości, lecz na Słowie Bożym. A jak nikt
                ze świętych na ziemi ani też anioł w niebie nie może chleba i wina uczynić
                ciałem i krwią Chrystusa, tak też nikt nie może ich odmienić ani zepsuć,
                chociażby były używane niegodnie. Słowo bowiem, przez które powstaje i bywa
                ustanowiony sakrament, nie staje się fałszywe z powodu osoby lub niewiary.
                Chrystus Pan nie mówi przecież: — „Jeżeli wierzycie albo godni jesteście, to
                macie ciało moje i krew moją", lecz: — „Bierzcie, jedzcie i pijcie, to jest
                ciało moje i krew" a również: „To czyńcie" (mianowicie to, co ja teraz czynię,
                ustanawiam, wam daję i brać każę). To znaczy: — „Czyś niegodny czy godny,
                mniejsza o to, oto masz Jego ciało i krew na mocy tych słów, które są dołączone
                do chleba i wina". Zwróć na to uwagę i zapamiętaj to sobie dobrze. Na tych
                bowiem słowach opiera się cały nasz fundament, osłona i obrona przeciwko
                wszelkim błędom i fałszom, które się pojawiły lub jeszcze przyjść mogą.

                O JERZYM:

                Słowem tym możesz pokrzepić swoje sumienie — i mówić: choćby sto tysięcy
                diabłów wraz ze wszystkimi fanatycznymi marzycielami powstało i wołało: „Jak
                może chleb i wino być ciałem i krwią Chrystusa?" itd. — to jednak ja wiem, że
                wszyscy marzyciele i uczeni razem wzięci nie są tak mądrzy, jak Boży Majestat w
                Jego małym palcu. Mamy bowiem wyraźne Słowo Chrystusa: — „Bierzcie, jedzcie, to
                jest ciało moje". „Pijcie z niego wszyscy, to jest nowe przymierze we krwi
                mojej" itd.; przy tym pozostajemy i chcemy widzieć tych, co chcą być Jego
                nauczycielami i inaczej to robić, niż On powiedział.
                (...)
                Tu znowu popisują się nasi przemądrzali marzyciele ze swoją wielką uczonością i
                mądrością, krzycząc i hałasując: "Jak może chleb i wino odpuszczać grzech lub
                wzmacniać wiarę?", chociaż słyszą i wiedzą, że nie mówimy tego o chlebie i
                winie, gdyż chleb, jako taki; jest chlebem, lecz takim chlebie i winie, które
                są połączone ze Słowem i są ciałem i krwią Chrystusa.
                ------------------------------------------------------------------------------

                Jeszcze tylko drobna korekta: Konfesje Augsburska napisal Melanchton, a nie
                Luter.
                • Gość: Jerzy Luter o proboszczach i kaznodziejach IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.03, 14:40
                  Szanowny Tomaszu,
                  Cieszę się z twojej wypowiedzi, ale zbyt szybko odchodzisz od argumentacji na
                  rzecz oskarżania mnie o marzycielstwo.
                  Twoja postawa przypomniała mi proboszczów, o których pisał Marcin Luter.

                  Marcin Luter o proboszczach i kaznodziejach
                  Fragmenty
                  Duży Katechizm
                  www.luteranie.pl/www/biblioteka/dpisma/dk/wstep.htm
                  Chrześcijańska, pożyteczna i potrzebna przedmowa oraz wierne i pełne powagi
                  napomnienia doktora M. Lutra dla wszystkich chrześcijan, w szczególności jednak
                  dla wszystkich proboszczów i kaznodziejów, aby się w katechizmie, który jest
                  krótką sumą i streszczeniem całego Pisma Świętego, codziennie ćwiczyli, i aby
                  go stale nauczali.

                  Niemałe skłaniają nas do tego przyczyny, iż sami do uczenia się katechizmu
                  napędzamy i że chcemy drugich o to prosić; widzimy wszak, że niestety wielu
                  kaznodziei i proboszczów wielce się w tym zaniedbuje i swoim urzędem i nauką
                  pogardza: niektórzy z powodu swej wielkiej, wysokiej uczoności, inni znów z
                  lenistwa i troski o brzuch; ci zachowują się tak, jak gdyby byli proboszczami
                  lub kaznodziejami ze względu na swoje brzuchy i jak gdyby, póki żyją, nie mieli
                  nic innego do czynienia jak tylko używanie dóbr, do czego nawykli za papiestwa.
                  I jakkolwiek wszystko, czego nauczać i co zwiastować powinni, mają obecnie
                  nader jasno i przystępnie dla siebie wyłożone w wielu pożytecznych księgach,
                  jak je dawniej trafnie nazwano "Sermones per se loquentes", "Dormi
                  secure", "Paratos" i "Thesauros" - nie są ani na tyle pobożni, ani uczciwi, aby
                  owe książki nabywać, albo to haniebni żarłocy i służalcy brzucha, którzy
                  powinni by być raczej świniopasami lub pasterzami psów aniżeli duszpasterzami i
                  proboszczami.

                  Niechżeby przynajmniej na tyle się zdobyli, skoro teraz są wolni od
                  nieużytecznej i uciążliwej brewiarzowej paplaniny, aby w miejsce tego
                  przeczytać rano, w południe i wieczorem choćby jedną lub dwie kartki z
                  katechizmu, modlitewnika, Nowego Testamentu lub w ogóle z Biblii i zmówić dla
                  siebie i zborowników Ojcze nasz, aby okazać cześć i podziękowanie Ewangelii,
                  przez którą pozbyli się wielu ciężarów i dolegliwości, niechżeby choć trochę
                  wstydzili się, iż na podobieństwo macior i psów nie zachowali z Ewangelii nic
                  więcej, jak tylko taką zgniłą, szkodliwą, haniebną, cielesną wolność. Prosty
                  lud bowiem i bez tego, niestety, mało poważa Ewangelię, my zaś nie wskóramy nic
                  nadzwyczajnego nawet przy całej naszej pilności. A cóż dopiero gdy będziemy
                  opieszali i leniwi, jakimi byliśmy za papiestwa?
                  [...]
                  Dlatego proszę tych leniwych pasibrzuchów, względnie zarozumiałych świętych,
                  żeby się, na Boga, pozwolili przekonać i uwierzyli, iż doprawdy wcale nie są
                  tak uczonymi ani tak znakomitymi doktorami, jak sobie wyobrażają, i aby już
                  więcej nie myśleli, że owe rzeczy opanowali i wszystko dostatecznie znają, choć
                  im się wydaje, że to aż nadto dobrze umieją.
                  [...]
                  Cóż tu zresztą dużo mówić! Gdybym miał opowiedzieć o wszelkim pożytku i
                  korzyści, jakie daje Słowo Boże, brakłoby mi papieru i czasu. Diabla nazywają
                  mistrzem tysiąca sztuk; a jak mamy nazwać Słowo Boże, które takiego mistrza z
                  całą jego sztuką i mocą przepędza i unicestwia? Musi ono być oczywiście
                  tysiąckrotnie większym sztukmistrzem! A my mielibyśmy takim pożytkiem, taką
                  mocą i korzyścią lekkomyślnie pogardzać, zwłaszcza my, którzy chcemy być
                  proboszczami i kaznodziejami? Tożby nie tylko nie powinno się nam dać jeść,
                  lecz należałoby nas poszczuć psami i przepędzić końskim łajnem,
                  --------------------

                  PS.Szkoda,że na stronie ww KEA nie ma wstępu do Małego Katechizmu.
                  Pierwsze kilka akapitów tegoż adekwatnie odzwierciedla obecną sytuację, ale
                  teksty Lutra nie są obecnie poprawne politycznie.
                • Gość: Jerzy Re: Katechizm o sakramencie IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.03, 14:53
                  Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                  > O JERZYM:
                  >
                  > Słowem tym możesz pokrzepić swoje sumienie — i mówić: choćby sto tysięcy
                  > diabłów wraz ze wszystkimi fanatycznymi marzycielami powstało i wołało: „
                  > Jak
                  > może chleb i wino być ciałem i krwią Chrystusa?" itd. — to jednak ja wiem
                  > , że wszyscy marzyciele i uczeni razem wzięci nie są tak mądrzy, jak Boży
                  Majestat w Jego małym palcu. Mamy bowiem wyraźne Słowo Chrystusa: — „Bierzcie,
                  > jedzcie, to
                  > jest ciało moje". „Pijcie z niego wszyscy, to jest nowe przymierze we krw
                  > i
                  > mojej" itd.; przy tym pozostajemy i chcemy widzieć tych, co chcą być Jego
                  > nauczycielami i inaczej to robić, niż On powiedział.
                  > (...)
                  > Tu znowu popisują się nasi przemądrzali marzyciele ze swoją wielką uczonością
                  i
                  >
                  > mądrością, krzycząc i hałasując: "Jak może chleb i wino odpuszczać grzech lub
                  > wzmacniać wiarę?", chociaż słyszą i wiedzą, że nie mówimy tego o chlebie i
                  > winie, gdyż chleb, jako taki; jest chlebem, lecz takim chlebie i winie, które
                  > są połączone ze Słowem i są ciałem i krwią Chrystusa.
                  > ------------------------------------------------------------------------------
                  >
                  > Jeszcze tylko drobna korekta: Konfesje Augsburska napisal Melanchton, a nie
                  > Luter.

                  Jerzy: Drogi Tomaszu,
                  Słowa Jezusa brzmią dokładnie tajk, jak je przytoczyłeś.
                  Pisałem ci już, że Luter odzrucił wprawdzie transsubstancjację ale nie potrafił
                  oderwać się od literalnego traktowania słów '„Bierzcie, jedzcie, to jest ciało
                  moje". „Pijcie z niego wszyscy ..."
                  i dlatego stworzył koncepcję konsubstancjacji.
                  Przytoczyłeś bardzo emocjonalny fragment argumentacji Lutra, który inaczej
                  myślących nazywa 'przemądrzałymi marzycielami.'
                  Emocjonalizm Lutra traktujesz jako argumenty. Jego język świadczy jedynie, że
                  miał problemy z akceptacją innych poglądów.
                  Całe chrześcijaństwo ewangeliczne jest zatem marzycielskie i przemądrzałe.

                  Czy również literalnie traktujesz słowa Jezusa:
                  Ja jestem drzwiami (Jan 10:7,9
                  Ja jestem światłością świata; (8:12)
                  Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, (Jan 10:14)

                  itd.

                  Czy w interpertacji biblijnej stosuje się prawo tożsamości?

                  Pozdrawiam serdecznie,
                  Jerzy

                  PS. Nie odpowiedziałeś, od kiedy protestanci posługują się
                  terminem "Uobecnianie" w odniesieniu do Wieczerzy Pańskiej.
                  • Gość: Tomasz Re: Katechizm o sakramencie IP: *.ifj.edu.pl 03.09.03, 16:27
                    Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                    Całe chrześcijaństwo ewangeliczne jest zatem marzycielskie i przemądrzałe.

                    T. Tak Luter rzeczywiscie uwazal i zwalczal je przez cale zycie. Podobnie jak
                    tzw. "druga reformacja" zwalcza Lutra. Dlatego zawsze mnie dziwilo twoje
                    powolywanie sie na niego.

                    >
                    > Czy również literalnie traktujesz słowa Jezusa:
                    > Ja jestem drzwiami (Jan 10:7,9
                    > Ja jestem światłością świata; (8:12)
                    > Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, (Jan 10:14)
                    >
                    > itd.
                    >
                    > Czy w interpertacji biblijnej stosuje się prawo tożsamości?
                    >
                    T. Sam widzisz, ze z Biblia nie jest tak prosto. Skad wiesz, co ma byc
                    traktowane literalnie, a co nie? Dlaczego Jezus nie moze byc drzwiami(Zeus np.
                    wystepowal jako deszcz i potrafil jeszcze splodzic w ten sposob potomka)?
                    Dziwniejsze jest raczej, ze jako Bog zostal ukrzyzowany. Powstala w zwiazku z
                    tym herezja (doketyzm), ktora temu zaprzeczala.
                    Zanim zacznie sie wyciagac wnioski, trzeba dokonac analizy literackiej: co jest
                    podobienstwem, a co porownaniem; co przypowiescia, a co hiperbola; co jest
                    mitem, bajka, poematem, piesnia, wyznaniem wiary itd. Co pochodzi z jakiego
                    zrodla i jak zostalo zestawione. Jaki byl jezyk oryginalu i jak zostal
                    przelozony na greke (np. problem bledow w przekladzie aramejskiego zrodla Q w
                    Mat. i Luk.). Odtworzyc pierwotny ksztalt ksiag kanonicznych (najstarsze
                    uncjaly pochodza z IV w. i sa znieksztalcone, czesto celowo). Trzeba wiec
                    zaczac od solidnej biblistyki. Inaczej wyczytamy z Biblii tylko to co chcemy
                    wyczytac.
                    >
                    > PS. Nie odpowiedziałeś, od kiedy protestanci posługują się
                    > terminem "Uobecnianie" w odniesieniu do Wieczerzy Pańskiej.

                    T. Protestanci posluguja sie takimi terminami, jakie uwazaja za wlasciwe, jak
                    wszyscy. To ze ukrzyzowanie dokonuje sie naprawde w czasie sprawowania
                    sakramentu i w czasie kazania, mozna wyczytac juz u Lutra. W nowszych czasach
                    podniosl to Kierkegaard, a najwyrazniej Bultmann (na bazie Jana). Upadek,
                    usprawiedliwienie, sad, zycie wieczne, to wszystko dzieje sie w jednej chwili,
                    przychodzi jak blyskawica. To wlasnie nazywamy nowym narodzeniem. Pierwsze i
                    powtorne przyjscie Chrystusa sa naprawde tym samym. Czas ma inna strukture niz
                    to sobie wyobrazal Newton.
                    Ale to sa za trudne sprawy, zeby je dyskutowac na popularnym forum.

                    Ja rowniez serdecznie pozdrawiam.
                    Tomasz
                    • Gość: Jerzy Co wybrać: pietyzm, czy liberalizm? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 13:28
                      J: Całe chrześcijaństwo ewangeliczne jest zatem marzycielskie i przemądrzałe.

                      T. Tak Luter rzeczywiscie uwazal i zwalczal je przez cale zycie. Podobnie jak
                      tzw. "druga reformacja" zwalcza Lutra. Dlatego zawsze mnie dziwilo twoje
                      powolywanie sie na niego.

                      Jerzy: Luter odwalił kawał dobrej roboty. Bez odwagi Lutra w przeciwstawieniu
                      się nadużyciom średniowiecznego jeszcze kościoła być może nie było by tych,
                      którzy potem Lutra krytykowali za to, że ich zdaniem stanął w pół drogi.
                      Szkoda jednak, że Luter nie chciał słuchać innych i występował przeciwko ruchom
                      na rzecz głębszej reformacji, jak choćby przeciw anabaptystom.
                      Jeśli nawet w czymś się nie zgadzam z Lutrem, to nie odrzucam tego, co w nim
                      dobre. Akurat to, co pisze o nadużyciach w kk, jak choćby o mszy katolickiej,
                      jest bardzo trafne, choć sformułowane bardzo emocjonalnie.

                      Mam wrażenie, że późniejszy protestantyzm bardzo się usztywnił, teologia
                      luterańska stała się zamkniętym systemem systemem, nie dopuszczając do dalszej
                      reformy. Ruchy na rzecz odrodzenia kościoła były dławione (jak np. pietyzm).
                      Nawet na Śląsku Cieszyńskim, kiedy ustały prześladowania z lat 1654-1709,
                      wkrótce potem pietystyczni pastorzy (np. Steinmetz) zostali wypędzeni z
                      Cieszyna przez pastorów, którzy współpracowali z Jezuitami. Smutne to ....
                      ... a wielu pastorów / księży odzwierciedla stan opisany w pierwszych akapitach
                      Małego Katechizmu Lutra.

                      Mam jeszcze jedno wrażenie, że współczesnym teologom luterańskim bliżej do
                      teologów katolickich bądź liberalnych, niż do ewangelicznych, z którymi z kolei
                      chętniej utożsamiają się pietyści w łonie KL.

                      >
                      > Czy również literalnie traktujesz słowa Jezusa:
                      > Ja jestem drzwiami (Jan 10:7,9
                      > Ja jestem światłością świata; (8:12)
                      > Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, (Jan 10:14)
                      >
                      > itd.
                      >
                      > Czy w interpertacji biblijnej stosuje się prawo tożsamości?
                      >
                      T. Sam widzisz, ze z Biblia nie jest tak prosto. Skad wiesz, co ma byc
                      traktowane literalnie, a co nie? Dlaczego Jezus nie moze byc drzwiami(Zeus np.
                      wystepowal jako deszcz i potrafil jeszcze splodzic w ten sposob potomka)?
                      Dziwniejsze jest raczej, ze jako Bog zostal ukrzyzowany. Powstala w zwiazku z
                      tym herezja (doketyzm), ktora temu zaprzeczala.
                      Zanim zacznie sie wyciagac wnioski, trzeba dokonac analizy literackiej: co jest
                      podobienstwem, a co porownaniem; co przypowiescia, a co hiperbola; co jest
                      mitem, bajka, poematem, piesnia, wyznaniem wiary itd. Co pochodzi z jakiego
                      zrodla i jak zostalo zestawione. Jaki byl jezyk oryginalu i jak zostal
                      przelozony na greke (np. problem bledow w przekladzie aramejskiego zrodla Q w
                      Mat. i Luk.). Odtworzyc pierwotny ksztalt ksiag kanonicznych (najstarsze
                      uncjaly pochodza z IV w. i sa znieksztalcone, czesto celowo). Trzeba wiec
                      zaczac od solidnej biblistyki. Inaczej wyczytamy z Biblii tylko to co chcemy
                      wyczytac.

                      J: Zgoda, wiele miejsc w Biblii jest trudnych, które były takimi już w chwili
                      napisania, o czym wspomina Piotr, kiedy pisze o pismach Pawła:
                      2 Piotra 3,15 A cierpliwość Pana naszego uważajcie za ratunek, jak i
                      umiłowany brat nasz, Paweł, w mądrości, która mu jest dana, pisał do was;
                      3,16 tak też mówi we wszystkich listach, gdzie o tym się wypowiada; są w
                      nich pewne rzeczy niezrozumiałe, które, podobnie jak i inne pisma, ludzie
                      niewykształceni i niezbyt umocnieni przekręcają ku swej własnej zgubie.

                      Jednak większość prawd dotyczących zbawienia jest bardzo jasna i tytuły
                      profesorów nie są konieczne do ich zrozumienia. Oto przykład:
                      Jan 14,6 Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt
                      nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.

                      Większość figur mowy jest łatwa do wychwycenia. Trzeba po prostu wiedzieć, co
                      to jest figura mowy.
                      Traktowanie słów Jezusa ‘To jest ciało moje’, literalnie, jest skutkiem
                      paradygmatu narzuconego przez średniowieczny KK.

                      >
                      > PS. Nie odpowiedziałeś, od kiedy protestanci posługują się
                      > terminem "Uobecnianie" w odniesieniu do Wieczerzy Pańskiej.

                      T. Protestanci posluguja sie takimi terminami, jakie uwazaja za wlasciwe, jak
                      wszyscy. To ze ukrzyzowanie dokonuje sie naprawde w czasie sprawowania
                      sakramentu i w czasie kazania, mozna wyczytac juz u Lutra. W nowszych czasach
                      podniosl to Kierkegaard, a najwyrazniej Bultmann (na bazie Jana). Upadek,
                      usprawiedliwienie, sad, zycie wieczne, to wszystko dzieje sie w jednej chwili,
                      przychodzi jak blyskawica. To wlasnie nazywamy nowym narodzeniem. Pierwsze i
                      powtorne przyjscie Chrystusa sa naprawde tym samym. Czas ma inna strukture niz
                      to sobie wyobrazal Newton.
                      Ale to sa za trudne sprawy, zeby je dyskutowac na popularnym forum.

                      J: Tutaj muszę się z tobą mocno nie zgodzić. Bultmann stanął ponad objawieniem
                      Bożym i zaczął decydować o tym, co jest Biblii prawdą, a co mitem. A co jest
                      mitem w Biblii według Bultmanna? – To, w co nie wierzył Bultmann. Wybitne,
                      nieprawdaż?

                      Jeśli idzie o sprowadzenie wszystkiego do jednej chwili i utożsamienie
                      pierwszego przyjścia Jezusa z drugim, (cytuję: ‘Pierwsze i powtorne przyjscie
                      Chrystusa sa naprawde tym samym), to odrzucam ten pogląd w oparciu o słowa
                      Pawła:
                      2 Tes 2,1 Co się zaś tyczy przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i
                      spotkania naszego z nim, prosimy was, bracia,
                      2,2 abyście nie tak szybko dali się zbałamucić i nastraszyć, czy to przez
                      jakieś wyrocznie, czy przez mowę, czy przez list, rzekomo przez nas pisany,
                      jakoby już nastał dzień Pański.
                      2,3 Niechaj was nikt w żaden sposób nie zwodzi; bo nie nastanie pierwej,
                      zanim nie przyjdzie odstępstwo i nie objawi się człowiek niegodziwości, syn
                      zatracenia,
                      2,4 przeciwnik, który wynosi się ponad wszystko, co się zwie Bogiem lub
                      jest przedmiotem boskiej czci, a nawet zasiądzie w świątyni Bożej, podając się
                      za Boga.

                      Tomaszu, przy takim postawieniu sprawy, co w takim razie z pochwyceniem
                      Kościoła opisanym w 1 Koryntian 15 czy w 1 Tesaloniczan 4.

                      Życzę przyjemnego weekendu,

                      Jerzy
              • Gość: Jerzy JP2 o mszy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.03, 15:26
                W książce „Przekroczyć Próg Nadziei” (KUL, Lublin 1994) JP II tak pisze:

                Kościół jest w Chrystusie komunią sensie wielorakim. Jego charakter komunijny
                upodabnia Kościół do Boskiej, Trynitarnej Komunii Ojca i Syna, i Ducha
                Świętego.
                Dzięki tej komunii Kościół jest narzędziem zbawienia człowieka. Nosi w sobie
                tajemnicę odkupieńczej Ofiary i wciąż z niej czerpie. Jezus Chrystus poprzez
                własną krew wciąż „WCHODZI do Przybytku Boga, dopełniwszy wiecznego odkupienia”
                (por. Hbr 9:12).
                -----------------------

                No to zastosujmy tutaj zasadę berejczyków (Dzieje 17,11 – badali pisma, czy
                rzeczywiście tak się rzeczy mają) i porównajmy to z Hbr 9:12

                9,11 Lecz Chrystus, który się zjawił jako arcykapłan dóbr przyszłych, wszedł
                przez większy i doskonalszy przybytek, nie ręką zbudowany, to jest nie z tego
                stworzonego świata pochodzący,
                9,12 WSZEDŁ RAZ NA ZAWSZE do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z
                własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia.
                (Biblia Warszawska)

                Biblia Tysiąclecia
                9,11 Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez
                wyższy i doskonalszy, i nie ręką - to jest nie na tym świecie - uczyniony
                przybytek,
                9,12 ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew WSZEDŁ RAZ
                NA ZAWSZE do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie.

                Mimo że tłumacze katoliccy używają czasu przeszłego, dokonanego – wszedł raz na
                zawsze, JP II na własny i kleru użytek zmienia znaczenie tekstu czyniąc z niego
                czas teraźniejszy, niedokonany – wchodzi. Pomyłka nieomylnego papieża, czy
                celowe
                przekręcenie Słowa Bożego? Smutne jest to, że JPII w obronie przywilejów
                hierarchii posługuje się przekręcaniem Słowa Bożego.

                Dlaczego?
                Znaczenie tekstu pierwotnego jest proste – Jezus wszedł do Świątyni raz na
                zawsze. Wynika z tego, że dzieło odkupienia zostało skończone. Nie trzeba już
                nic
                do niego dodawać, ani nie trzeba tego aktu powtarzać. Teolodzy katoliccy są
                ostrożni, aby nie używać słowa ‘powtarzać.’ Wola określenia ‘odnawiać”
                bądź ‘uobecniać’, W istocie rzeczy chodzi jednak o obronę doktryny, jakoby
                Chrystus stale na nowo ofiarowywał się Bogu Ojcu w sposób bezkrwawy pod
                postaciami chleba i wina za pośrednictwem kapłana. Doktryna taka czyni z
                kapłana
                niezbędnego pośrednika do Boga.
                Gdyby jednak przyjąć znaczenie tekstu tak jak on komunikuje – że Jezus wszedł
                raz
                na zawsze do Świątyni, dokonawszy wiecznego odkupienia - to wtedy ‘odnawianie’
                ofiary nie ma racji bytu i rola kapłana jest zbyteczna. Kapłani tracą swoją
                uprzywilejowaną pozycję pośredników zbawienia i mogą poszukać sobie innej
                pracy.
                Oczywiście dotyka się to ich poczucia własnej wartości, a zwłaszcza poczucia
                znaczenia. Tekst biblijny zadaje śmiertelny cios w ich system wartości, tak
                więc będą go uparcie bronić.

                Jerzy

                • Gość: CGN Re: JP2 o mszy IP: 203.221.209.* 05.09.03, 14:01
                  A co on mowi na temat myszy? ;)
                  • Gość: Jerzy Re: JP2 o mszy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 15:53
                    Gość portalu: CGN napisał(a):

                    > A co on mowi na temat myszy? ;)


                    Rozczaruję cię, nie wiem,

        • Gość: Jerzy Teofilu, wróć na poziom argumentacji IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 16:54

          Teofilu,
          Dużo napisałeś, odpowiem później,

          Teraz tylko odnośnie twego komentarza, gdzie piszesz:
          "Jerzy, jeśli będziesz upierał się, że nie jest chrześcijaninem każdy, kto
          inaczej niż Ty rozumie słowa Pisma, do niedługo okaże się, że... jesteś
          jedynym chrześcijaninem."

          Odpisałem na ten zarzut juz w poście do Kafara. Tutaj podsumuje twego
          sofizmata. Przypisujesz mi, że się upieram ...

          Po co ten słomiany ludzik do ataku ad personam.

          Zejdź na poziom argumentacji.

          Jerzy

    • Gość: Kafar PODSUMOWANIE:ISTNIEJE JEDEN CHRZEŚCIJANIN - JERZY IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.03, 15:51
      Jeden tylko prawdziwy, na calej Ziemi chrześcijanin rozumiejący należycie slowo
      boże, mający niepodważalny patent na drogę zbawienia, nadzwyczajną komitywę z
      Jezusem - to Jerzy.

      Więcej chrześcijan nie stwierdza się.

      Czas zakończyć ten jalowy wątek. Wszyscy odszczepieńcy, kundle chrześcijańskie
      i inne - poszli won! Dajcie Jerzemu cieszyc sie jego doskonaloscią,
      wszechwiedzą w spokoju codziennego, doskonalego zlączenia duszy jego z
      chrystusem.
      Na wieki wieków AMEN!
      • Gość: Jerzy Na świecie są miliony chrześcijan, nie tylko w KK IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 16:17


        Drogi Kafarze,
        Nie mogąc poradzić sobie z prostymi argumentami zaczynasz mi przypisywać
        pogląd, jakobym był nieomylny.
        Nieomylny rzekomo jest tylko papież, ale jakoś trudno się doprosić katolików,
        aby podali listę nieomylnych dokumentów KK. Ostatnio Erik podał, że dogmat o
        wniebowzięciu Maryji jest nieomylny.

        Tak się składa, że katolicy niewiele wiedzą o swoim wyznaniu lecz uparcie
        bronią swego, raczej emocjonalnie, bo argumentów z małymi wyjątkami (Teofil) im
        brakuje. Więcej o nauce KK wiedzą ateiści czy agnostycy, którzy być może
        wybrali ateizm jako konsekwencja odrzucenia sprzeczności w katolicyzmie,
        obwarowanych dodatkowo anatemami i nakazami podporządkowania się klerowi w
        drodze do Boga.

        Jedni odrzucając katolicyzm idą w kierunku ateizmu, inni zaczynają szukac w
        Biblii i odkrywają, że chrześcijaństwo biblijne to zupełnie coś innego niż
        katolicyzm.

        Nie jestem jedynym chrześcijaninem. Uważam,że zgodnie ze słowem Jezusa, jest
        nim KAŻDY, kto zawierzył swoje życie Jezusowi i doświadczył metanoi.

        KK przez wieki twierdził, że nie ma zbawienia poza KK, a Dominus Jesus
        pokazuje, że JP2 nadal na takim stanowisku stoi.



        Jerzy
      • Gość: Palnick Re: PODSUMOWANIE:ISTNIEJE JEDEN CHRZEŚCIJANIN - J IP: *.stenaline.com 03.09.03, 00:28
        Gość portalu: Kafar napisał(a):

        > Jeden tylko prawdziwy, na calej Ziemi chrześcijanin rozumiejący należycie
        slowo
        >
        > boże, mający niepodważalny patent na drogę zbawienia, nadzwyczajną komitywę z
        > Jezusem - to Jerzy.
        >
        > Więcej chrześcijan nie stwierdza się.
        >
        > Czas zakończyć ten jalowy wątek. Wszyscy odszczepieńcy, kundle
        chrześcijańskie
        > i inne - poszli won! Dajcie Jerzemu cieszyc sie jego doskonaloscią,
        > wszechwiedzą w spokoju codziennego, doskonalego zlączenia duszy jego z
        > chrystusem.
        > Na wieki wieków AMEN!
        -----------------
        I to jest prawdziwy dylemat Jerzego. Samotność prawdziwego chrześcijanina.
        Jedynego spełniającego właściwe kryteria (kryteria Jerzego)!
    • Gość: Palnick Nie bedę jedną z rybek ! ;)) Zostaniesz Jerzy sam! IP: *.stenaline.com 03.09.03, 02:02
      Dwie rybki w akwarium dyskutują zażarcie. Coraz bardziej burzliwa dyskusja,
      machają płetewkami i nagle, jak nożem uciął, odwracają się od siebie, jedna
      płynie w jeden kąt, druga w drugi - najwyraźniej obrażone....
      Po jakimś czasie jedna podpływa do drugiej i mówi:
      "No dobra, przyjmijmy, że Boga nie ma - to kto w takim razie zmienia wodę !?"..
      • Gość: Jerzy A u was biją murzynów IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.03, 13:14
        Gość portalu: Palnick napisał(a):

        > Dwie rybki w akwarium dyskutują zażarcie. Coraz bardziej burzliwa dyskusja,
        > machają płetewkami i nagle, jak nożem uciął, odwracają się od siebie, jedna
        > płynie w jeden kąt, druga w drugi - najwyraźniej obrażone....
        > Po jakimś czasie jedna podpływa do drugiej i mówi:
        > "No dobra, przyjmijmy, że Boga nie ma - to kto w takim razie zmienia
        wodę !?"..

        Wybitny argument, w stylu: a u was biją murzynów ...

        Bo jak braknie argumentów, to się adwersarza oskarży o przemądrzałość.
        Nie pozostaje ci nic innego Palnicku jak dołączyć do apologetów katolickich,
        którzy też nie potrafią poradzic sobie z Biblią.
        Tak się składa, że Biblia zburzy każdy światopogląd, który jest z nią
        sprzeczny, czy to ateizm, czy katolicyzm, czy jeszcze jakis inny -izm.

        Jerzy

        • Gość: Palnick Re: Jerzy - zero poczucia humoru. IP: *.stenaline.com 03.09.03, 14:31
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):

          > Gość portalu: Palnick napisał(a):
          >
          > Dwie rybki w akwarium dyskutują zażarcie. Coraz bardziej burzliwa dyskusja
          > , machają płetewkami i nagle, jak nożem uciął, odwracają się od siebie, jedna
          > płynie w jeden kąt, druga w drugi - najwyraźniej obrażone....
          > Po jakimś czasie jedna podpływa do drugiej i mówi:
          > "No dobra, przyjmijmy, że Boga nie ma - to kto w takim razie zmienia wodę !?".
          >
          > Wybitny argument, w stylu: a u was biją murzynów ...
          >
          > Bo jak braknie argumentów, to się adwersarza oskarży o przemądrzałość.
          > Nie pozostaje ci nic innego Palnicku jak dołączyć do apologetów katolickich,
          > którzy też nie potrafią poradzic sobie z Biblią.
          > Tak się składa, że Biblia zburzy każdy światopogląd, który jest z nią
          > sprzeczny, czy to ateizm, czy katolicyzm, czy jeszcze jakis inny izm
          Jerzy
          -------------------
          Wiesz Jerzy, byłem ciekaw czy stać cię na jakąś lotną, inteligentną, ciętą
          ripostę. Jakiś objaw poczucia humoru, umiejętności utrzymania dystansu do
          siebie i swojej pasji udowadniania wszystkim, że to ty jesteś na właściwej
          drodze do zbawienia.
          Okazałeś się człowiekiem mało błyskotliwym, owładniętym "poczuciem misji" -
          któremu wszystko sie kojarzy z jednym. Taki nawiedzony nudziarz. Musisz być
          samotny, bo tego rodzaju ludzi prędzej czy później zaczynamy unikać.


          >
          • Gość: Jerzy Kiedy Palnickowi brakło argumentów .. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.03, 14:57
            Gość portalu: Palnick napisał(a):

            > > -------------------
            > Wiesz Jerzy, byłem ciekaw czy stać cię na jakąś lotną, inteligentną, ciętą
            > ripostę. Jakiś objaw poczucia humoru, umiejętności utrzymania dystansu do
            > siebie i swojej pasji udowadniania wszystkim, że to ty jesteś na właściwej
            > drodze do zbawienia.
            > Okazałeś się człowiekiem mało błyskotliwym, owładniętym "poczuciem misji" -
            > któremu wszystko sie kojarzy z jednym. Taki nawiedzony nudziarz. Musisz być
            > samotny, bo tego rodzaju ludzi prędzej czy później zaczynamy unikać.
            >

            Drogi Palnicku,
            Odkąd brakło ci argumentów, starsz się mnie ośmieszyć w w stylu, na który cię
            stać.
            • Gość: CGN Re: Kiedy Palnickowi brakło argumentów .. IP: *.lib.latrobe.edu.au 04.09.03, 11:27
              Gość portalu: Palnick napisał(a): Wiesz Jerzy, byłem ciekaw czy stać cię na
              jakąś lotną, inteligentną, ciętą ripostę. Jakiś objaw poczucia humoru,
              umiejętności utrzymania dystansu do siebie i swojej pasji udowadniania
              wszystkim, że to ty jesteś na właściwej drodze do zbawienia.
              Okazałeś się człowiekiem mało błyskotliwym, owładniętym "poczuciem misji"
              któremu wszystko sie kojarzy z jednym. Taki nawiedzony nudziarz. Musisz być
              samotny, bo tego rodzaju ludzi prędzej czy później zaczynamy unikać.
              J: Odkąd brakło ci argumentów, starsz się mnie ośmieszyć w w stylu, na który
              cię stać.
              CGN: Jerzy, przeciez u ciebie nie ma ani krzty poczucia humoru! Moje
              pseudonaukowe rowazania o "krzescijanach" i "krzescie", mimo iz byly wyraznie
              oznakowane znaczkiem ";)", czyli byly pisane z "przymruzeniem oka", wziales na
              serio, i zaczales mi udowadniac, ze w Biblii jest napisane, ze chrzescijanie
              wywodza swa nazwe od niejakiego Chrystusa. Ale nie odpowiedziales mi na
              pytanie, czemu sie oni nie nazywaja np. mesjanistami, bo przeciez Chrystus to
              nic innego jak Mesjasz! I czemu twoj Bog, ktory podobno jest tylko jeden, ma
              tyle imion (Jehowa, Jeszua, Adonai, El Szadaj, Elohim etc.)?

    • Gość: Palnick Protestanci tak naprawdę nie wierzą w Boga - dowód IP: *.stenaline.com 04.09.03, 11:44
      Czy niewierzący pastor zmusi Kościół luterański w Danii do poszukiwań nowej
      tożsamości?


      Jacek Pawlicki 03-09-2003, ostatnia aktualizacja 03-09-2003 17:56

      Duńczyk Thorkild Grosboll udowodnił, że można być pastorem, brać pieniądze za
      szerzenie wiary w Jezusa i publicznie mówić o tym, że nie wierzy się ani w
      Boga, ani w zbawienie. Niewiara pastora obnażyła słabości duńskiego Kościoła
      luterańskiego

      Wszystko zaczęło się w maju 2003 r. w rybackim miasteczku Lyngby-Taarbaek na
      północ od Kopenhagi. 55-letni Thorkild Grosboll, luterański pastor z 25-letnim
      stażem 22 maja udzielił wywiadu dość popularnej gazecie "Weekendavisen".
      Powiedział w nim m.in., że "nie wierzy w Boga ani w dziewicę Marię".

      Cytat: "Nie ma Boga w niebie, nie ma życia wiecznego, nie ma zmartwychwstania",
      szybko obiegł świat. Media, nie tylko duńskie, przytaczały co celniejsze
      sformułowania Grosbolla - np. porównujące Jezusa do Robin Hooda. Sam pastor
      przyznał wprawdzie, że jego słowa wyjęto z kontekstu, ale nie wyparł się braku
      wiary.

      Boskość tak, Bóg nie

      Przełożona pastora biskup Lise-Lotte Rebel z diecezji w Elsynor wezwała go na
      dywanik, zażądała publicznego odwołania tych słów i przeprosin. Odmówił. Po
      spotkaniu z panią biskup powiedział dziennikarzom, że wierzy "w coś boskiego,
      ale nie w Boga, który stworzył człowieka i mrówkę".

      Rebel nie czekała ani chwili - zawiesiła go w obowiązkach i oskarżyła o
      podważanie tradycyjnych wartości kościelnych. Kościoły luterańskie dopuszczają
      bowiem sporą różnorodność, jeśli chodzi o formy nabożeństwa i nauczania,
      przywiązują natomiast ogromne znaczenie do manifestowania wspólnej wiary.

      Pani biskup nie przeszło nawet przez głowę, że słuszna z punktu widzenia
      Kościoła decyzja wywoła istną burzę w Lyngby-Taarbaek. Parafianie murem stanęli
      za Grosbollem, domagając się, by natychmiast przywrócono mu urząd. Na początku
      czerwca ulicami miasteczka przeszły marsze poparcia. - Jeśli w naszym Kościele
      nie ma miejsca dla pastora Grosbolla, to nie ma go i dla wielu z nas - groził
      Lars Heilesen, przewodniczący komitetu parafialnego.

      Biskup Rebel stara się jednak trzymać twardą linię: - Pastor jest pracownikiem
      państwowym, który ma określone obowiązki i nie może mówić publicznie
      wszystkiego, co mu ślina na język przyniesie, powołując się na gwarantowaną
      przez konstytucję wolność słowa.

      Luteranizm jest w Danii religią państwową, Kościołem dotowanym przez rząd
      (dotacje stanowią 12 proc. jego budżetu), więc duchowni - podobnie jak
      ministrowie czy urzędnicy - są pracownikami państwowymi. W ostateczności spory
      między zwierzchnikami Kościoła a niższą kadrą rozwiązuje minister ds. wyznań
      lub parlament.

      Pustka za fasadą

      W sprawie Grosbolla na szczęście nie trzeba było uciekać się do ostateczności.
      Pod koniec lipca pastor dogadał się z biskup Rebel. Ta pod naciskiem parafian
      przywróciła mu po siedmiu tygodniach zawieszenia urząd kapłański. Musiał tylko
      złożyć oświadczenie, iż żałuje, że poddał w wątpliwość autorytet Kościoła
      luterańskiego. Nie zająknął się jednak ani słowem o zadeklarowanym wcześniej
      braku wiary w fundament chrześcijaństwa, czyli w zmartwychwstanie! Wiernym to
      nie przeszkadzało, ale w sierpniu 158 duchownych wystosowało list otwarty, w
      którym potępiają zbyt kompromisową decyzję biskup Rebel.

      W liczącej 5,5 mln mieszkańców Danii luteranie stanowią ok. 85 proc. Masowa
      przynależność do Kościoła słabo przekłada się jednak na prawdziwą wiarę, a
      jeszcze słabiej na uczestnictwo w życiu Kościoła i nabożeństwach (praktykuje 5-
      6 proc. wiernych). Wielu krytyków państwowego luteranizmu ostrzega, że za jego
      fasadą kryje się pustka. Zdaniem komentatorów bunt Grosbolla obnażył słabości
      Kościoła. Cytowany przez francuski dziennik "Le Monde" duński doktor teologii
      Theodore Jorgensen uważa, że Kościół jako instytucja przeżywa kryzys tożsamości
      i wiarygodności, gdyż zbyt długo był przekonany o tym, że jego podwaliną jest
      samo słowo boże.

      O rozmiarach kryzysu świadczą choćby wyniki czerwcowego sondażu - 15 proc.
      ankietowanych Duńczyków stwierdziło, że można być pastorem, nie wierząc w
      zmartwychwstanie. Zdaniem "Le Monde" takie historie jak niewiara pastora cieszą
      społeczność muzułmańską. - To zachęca do przejścia na islam - wyjaśnia Fatih
      Alev, wiceszef stowarzyszenia duńskich imamów. Co roku czyni to ok. 200
      Duńczyków "poszukujących w religii prostych i jasnych postaw". Imam ma
      nadzieję, że ich liczba będzie rosnąć.
      • Gość: Jerzy Palnicku, zbyt szybko generalizujesz, ... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 12:42
        a ponadto,

        Autor cytowaneego przez ciebie artykuły popełnia poważny błąd rzeczowy, kiedy
        pisze o 'urzędzie kapłańskim' w Kościele Luterańskim.
        W KL nie ma takiego urzędu, gdyż nie ma tam obrzędu, który miałby gładzić
        grzechy ludzi, jak czyni to msza w KK.
        To typowe dla dziennikarzy, którzy pisza o proetstantyzmie, że nie mają o nim
        pojęcia i patrzą na niego przez katolickie okulary.

        Ale temat który podjąłeś jest ciekawy. Pozwól, że go skomentuję w oparciu o

        Objawienie
        22,18 Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej
        księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej
        księdze;
        22,19 a jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z
        działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze.

        Katolicyzm dołożył wiele do nauk biblijnych.
        Reformacja skasowała wiele dodatków, jednak potem pojawili się teolodzy, którzy
        zaczęli z Biblii odejmować. Np. teologia liberalna przestała traktować Biblię
        jako Słowo Boże. Dkla nich Biblia nie jest Słowem Bożym, tylko ‘zawiera’ Słowo
        Boże.
        Kto decyduje o tym, co w Biblii jest Słowem Bożym? – Teolog.
        I tak teologia liberalna zaczęła wycinać z Biblii wszystko, co nie zgadzało się
        z poglądami teologa. Wycięto cuda Jezusa, jego boskość i wiele innych rzeczy,
        jak naukę o Bożej miłości i sprawiedliwości, o Sądzie Bożym, itd.
        Tak przycięta nauka nie odpowiada wszystkim, stąd z jednej strony ruchy na
        rzecz powrotu do Biblii, z drugiej, odejście od chrześcijaństwa w ogóle.
        Protestancka Europa Zachodnia, w tym Dania, cierpi z tego powodu.

        Ci, którzy pozostali w takich ‘kościołach’, podobnie jak katolicy, karmią się
        tym, co ich uszy łechce, jak w cytowanym poniżej tekście
        2 Tym
        4,3 Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według
        swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce,
        4,4 i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.


        Zwolenników liberalizmu w protestantyzmie łączy z katolikami to, że ‘zdrowej
        nauki nie ścierpią.’
        Pierwsi odejmują z Biblii, drudzy karmią się tym, co do niej dodano.

        Gdybyś chciał otworzyć szerzej oczy, to byś dostrzegł w Europie obecność ruchów
        na rzecz powrotu do Biblii i przeciwstawienia się obydwu powyżej opisanym
        tendencjom.

        Dzięki za podniesienie tematu,

        Jerzy


    • Gość: Jerzy Co gorsze: demoralizacja czy klerykalizacja? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 12:33
      Wracając do pierwotnego wątku dyskusji, pojawia się pytanie, co gorsze,
      demoralizacja czy klerykalizacja.

      Jeśli lewica zdobędzie przewagę w Sejmie, grozi nam demoralizacja na
      niespotykaną jeszcze skalę.
      Jeśli prawica, grozi nam klerykalizacja wszelkiego życia publicznego, przy czym
      demoralizacja nie jest przy tym wykluczona, gdyż zawsze się mozna będzie
      wyspowiadać, dać w kościele na mszę i dalej żyć rzekomo chrześcijańskim życiem.

      Niestety, nie mamy obecnie wyboru, kto oferuje lepszy program dla naszego
      kraju, ale raczej trzeba wybierać na zasadzie, kto spowoduje mniej szkód.

      Jerzy


      Gość portalu: Jerzy napisał(a):

      > Na kogo głosować w przszłych wyborach?
      >
      > Jeśli lewica zdobędzie większość w parlamencie, to zaraz zabierze się za
      > legalizację aborcji, związków homoseksualnych, narkotyków, domów publicznych
      > i temu podobnego dziadostwa. Nie odpowiada mi to.
      >
      > Jeśli prawa strona zdobędzie większośc, to będzie dążyła do utworzenia
      > państwa wyznaniowego a budżetu państwa zaraz wesprą budowę Świątyni Pychy
      > Kleru oraz sprowadzą jeszcze raz JP2 do Polski. Też mi to nie odpowiada.
      >
      > Na kogo zatem głosować?
      >
      > Jerzy
      • Gość: Palnick Też pytanie! demoralizacja = klerykalizacja. IP: *.stenaline.com 05.09.03, 13:44
        I odwrotnie.
        • Gość: Jerzy A czemu się równa ateizacja? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 15:51

          Palnicku, a czemu się równa ateizacja, która promuje bezkarność,
          homoseksualizm, rozwiązłość seskualną, aborcję, pornografię, narkomanię itd?

          Katolicyzacja czy klerykalizacja jednak w wielu przypadkach pociąga za sobą
          bojaźń Bożą, co sprawia, że ludzie zdają sobie sprawę, że ze swego życia będą
          rozliczeni przez Boga.

          W przypadku atezimu, pozostaje pogląd - hulaj duszo, piekła nie ma.
          Jerzy
          • Gość: Palnick Re: A czemu się równa ateizacja? IP: *.stenaline.com 05.09.03, 16:49
            Gość portalu: Jerzy napisał(a):

            >
            > Palnicku, a czemu się równa ateizacja, która promuje bezkarność,
            > homoseksualizm, rozwiązłość seskualną, aborcję, pornografię, narkomanię itd?
            ------------------
            Nic mi nie wiadomo, żeby "ateizacja promowała" wymienione plagi.
            Homoseksualizm jest immanentnie związany z celibatem, bezkarności zażywają
            księża ( wypadki, gwałty, złodziejstwo). Oni też fogują sobie w sferze
            seksualnej bez miary, nawet z dziećmi - i są bezkarni. Aborcja powinna być
            dopuszczalna ale poparta solidną edukacją seksualną i dostępną antykoncepcją.
            Wówczas bardzo się marginalizuje. Pornografia, no cóż nikomu nie szkodzi, nie
            ma przymusu oglądania - to tak jakby zakazać wydawania albumów ze zdjęciami
            ptaków;). Narkomania nie jest zwiazana ze światopoglądem, ateiści jej nie
            promują a raczej zwalczają.
            -----------
            > Katolicyzacja czy klerykalizacja jednak w wielu przypadkach pociąga za sobą
            > bojaźń Bożą, co sprawia, że ludzie zdają sobie sprawę, że ze swego życia będą
            > rozliczeni przez Boga.
            --------------
            Pociąga za sobą strach i wyłączenie mózgu a także cwaniactwo wynikające z
            łatwości odpuszczania grzechów przez klechów - "ukradne rower za dwie
            zdrowaśki".
            -------------
            > W przypadku atezimu, pozostaje pogląd - hulaj duszo, piekła nie ma.
            -----------
            W przypadku ateizmu pozostaje pogląd: szanuj życie swoje i innych bo drugiego
            ci nie dadzą.
            > Jerzy
            • Gość: Jerzy Re: A czemu się równa ateizacja? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.03, 13:56
              Po części masz rację, ale w twojej wypowiedzi jest zbyt dużo wniosków ad hoc. Z
              Przypadków sszczególnych w 'obozie religiantów' robisz oólny obraz, i tak samo
              rzadkie postawy pozytywne u ateistów przekształcasz w ogólny obraz ateizmu.

              A jeśli idzie o to, co promuja ateiści, to zobacz na stronę Naszego Dziennika.

              www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20030908&id=sw01.txt
              Jerzy

            • Gość: Jerzy Ukradnę rower za dwie zdrowaśki IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.03, 08:49
              Twoja ostatnia wypowiedź zasługuje na trochę więcej komentarza:

              Gość portalu: Palnick napisał(a):

              > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
              >
              > >
              > > Palnicku, a czemu się równa ateizacja, która promuje bezkarność,
              > > homoseksualizm, rozwiązłość seskualną, aborcję, pornografię, narkomanię it
              > d?
              > ------------------
              > Nic mi nie wiadomo, żeby "ateizacja promowała" wymienione plagi.
              > Homoseksualizm jest immanentnie związany z celibatem, bezkarności zażywają
              > księża ( wypadki, gwałty, złodziejstwo). Oni też fogują sobie w sferze
              > seksualnej bez miary, nawet z dziećmi - i są bezkarni. Aborcja powinna być
              > dopuszczalna ale poparta solidną edukacją seksualną i dostępną antykoncepcją.
              > Wówczas bardzo się marginalizuje. Pornografia, no cóż nikomu nie szkodzi, nie
              > ma przymusu oglądania - to tak jakby zakazać wydawania albumów ze zdjęciami
              > ptaków;). Narkomania nie jest zwiazana ze światopoglądem, ateiści jej nie
              > promują a raczej zwalczają.

              J: Nic ci nie wiadomo, aby ateizacja promowała te plagi?
              Jaki hamulec wbudujesz w psychike człowieka przed popełnianiem zła, jeśli
              usuniesz z jego psychiki świadomość istnienia Boga i zdania rachunku ze swego
              życia przed nim?

              A niemoralność i bezkarność księży to jeden z dowodów na to, że reprezentują
              fałszywy system religijny. Ludzie boją się im przeciwstawić i mówić o krzywdzie
              od nich doznanej, bo potem będą musieli i tak przed nimi się wyspowiadać, aby
              dostąpić łask, których pośrednikami są jedynie księża, bo bez nich nie dostaną
              się do nieba.

              Jeśli idzie o twoją filozofię względem pornografii - że nikomu nie szkodzi i
              nie ma przymusu oglądania - to mógłbyś ją równie dobrze odnieść do narkomanii
              (nie ma przymusu zażywania) i do prostytucji (nie ma przymusu korzystania z jej
              usług).
              W kwestii - nikomu nie szkodzi - głęboko się mylisz. Do produkcji pornografii
              korzysta się z usług z toralnie zdeprawowanych ludzi, których należałoby
              resocjalizować. Ponadto pornografia demoralizuje i kształtuje postawy
              patologiczne.

              > -----------
              > > Katolicyzacja czy klerykalizacja jednak w wielu przypadkach pociąga za sob
              > ą
              > > bojaźń Bożą, co sprawia, że ludzie zdają sobie sprawę, że ze swego życia b
              > ędą
              > > rozliczeni przez Boga.
              > --------------
              > Pociąga za sobą strach i wyłączenie mózgu a także cwaniactwo wynikające z
              > łatwości odpuszczania grzechów przez klechów - "ukradne rower za dwie
              > zdrowaśki".
              > -------------

              J: Bojaźń przed Bogiem to bardzo dobry hamulec wbudowany w psychikę ludzką
              powstrzymujący go od popełnienia wielu złych rzeczy.
              Jednak prawdziwych chrześcijan powinna motywać inna postawa - nie czynię zła ze
              strachu przed Bogiem, ale czynie dobro z miłości do Boga.

              Jeśli idzie o 'kradzież roweru za dwie zdrowaśki', to doknąłeś się bardzo
              ważnego tematu:
              Kiedy człowiek powinien dostąpić odpuszczenia grzechów? Jakie warunki powinien
              spełnić?
              Czy wystarczy wyspowiadać się przed księdzem i zatrzymać dla siebie to, co się
              ukradło?
              Jak twoim zdaniem powinno to wyglądać?



              > > W przypadku atezimu, pozostaje pogląd - hulaj duszo, piekła nie ma.
              > -----------
              > W przypadku ateizmu pozostaje pogląd: szanuj życie swoje i innych bo drugiego
              > ci nie dadzą.

              J: ładne hasło, ale czy ono dotyczy również tych najsłabszych, którzy jeszcze
              nie mogą się bronić, czyli ludzi w stanie płodowym?

              Ponadto, jak wiesz, to hasło jest w sprzeczności z praktyką ateizacji Rosji,
              Czech, Kuby, Korei Północnej, ... nawet Polski,


              Jerzy
            • Gość: Jerzy Palnicku, a gdyby twoja córka się pornografiła? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.03, 15:53

              Palnicku, mam jeszcze jedno pytanie w związku z tym co napisałeś:
              "Pornografia, no cóż nikomu nie szkodzi, nie
              ma przymusu oglądania - to tak jakby zakazać wydawania albumów ze zdjęciami
              ptaków;)."

              Czy chciałbyś, aby twoja córka albo syn, jesli ich masz, brali udział w
              produkcji pornografii, to nadal byś twierdził, że pornografia jest
              nieszkodliwa? Nie szkodziło by to twemu samopoczuciu i opinii o twojej
              rodzinie?

              Jerzy

          • _agnostyk Humanizm lepszy od ateizmu i religianctwa 10.09.03, 21:10
            Gość portalu: Jerzy napisał(a):
            Palnicku, a czemu się równa ateizacja, która promuje bezkarność,
            > homoseksualizm, rozwiązłość seskualną, aborcję, pornografię, narkomanię itd?
            > Katolicyzacja czy klerykalizacja jednak w wielu przypadkach pociąga za sobą
            > bojaźń Bożą, co sprawia, że ludzie zdają sobie sprawę, że ze swego życia będą
            > rozliczeni przez Boga. W przypadku atezimu, pozostaje pogląd - hulaj duszo, piekła nie ma.
            >
            Agnostyk:
            Ales nawrzucal do jednego worka przysmakow i obrzydliwosci. Skoro nie jestem ateista to mi ciezko takich bronic. Ale z moja humanistyczno-agnostyczna filozofia z
            przyjemnoscia bede bronil "rozwiazlosci seksualnej" czy "pornografii". Czyli hulaj duszo - pieklo jest i to wcale nie takie zle. Bo w odroznieniu od
            sado-masochistycznego "chrzescijanstwa", humanizm twierdzi, ze NIC CO LUDZKIE NIE JEST NAM OBCE". Tak dlugo jak nie krzywdzimy innych i robimi to w zgodzie
            z naszym partnerem to nie widze w takiej aktywnosci nic niemoralnego i powinna ona byc legalna. Aborcja i seks z nieletnimi oczywiscie nie kwalifikuje sie do tak
            zrozumianej doktryny humanizmu. Homoseksualizm jest obrzydliwoscia ale jezeli nie jest demonstrowany publicznie (to powodowalo by u mnie wymioty a wiec
            bylbym pokrzywdzony) nawet jako zboczenie nie powinien byc zakazany.
            • Gość: gelik Wypowiedzi tego potworka Jerzego... IP: 209.233.199.* 11.09.03, 06:55
              jasno wskazuja ze najwiecej niecheci (nienawisci) zywi do innych chrzescijan.
              Reszta mu nie przeszkadza. Takie "chrzescijanstwo" oparte o zakurzone cytaty
              powoduja ze Jerzy jest jak cymbal brzmiacy bo nie ma w nim milosci.
              • Gość: Jerzy Daj przykład 'zakurzonego cytatu' IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 08:08
                Gość portalu: gelik napisał(a):

                > jasno wskazuja ze najwiecej niecheci (nienawisci) zywi do innych chrzescijan.
                > Reszta mu nie przeszkadza. Takie "chrzescijanstwo" oparte o zakurzone cytaty
                > powoduja ze Jerzy jest jak cymbal brzmiacy bo nie ma w nim milosci.

                Daj przykład 'zakurzonego cytatu'.
                Jak odnieść twoje ostatnie zdanie do takich określeń jak 'potworek' czy cymbał
                brzmiący.
                Spróbuj podnieść dyskusję na argumenty, z czym się nie zgadzasz, podaj jakiś
                kontrargument, bo prymitywnych sofizmatów ad hominem jest dosyć na tym forum.

                Jerzy
                • Gość: Jerzy wywalmy tę zakurzoną prawdę, że 2+2=4 IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.03, 11:22
                  Drogi Geliku,
                  Jeszcze jedno,
                  pewne prawdy nigdy się nie starzeją i gdybyś je chciał wywalić tylko dlatego,
                  że są stare, popełnisz sofizmat snobizmu chonologicznego.

                  A jeśli idzie o zakurzone cytaty z Biblii, to Pan Jezus powiedział, że
                  Mat 24,35 Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.

            • Gość: Jerzy Humanizm wyrasta z ateizmu, tak jak komunizm IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 08:04
              _agnostyk napisał:

              >> Agnostyk:
              > Ales nawrzucal do jednego worka przysmakow i obrzydliwosci. Skoro nie jestem
              at
              > eista to mi ciezko takich bronic. Ale z moja humanistyczno-agnostyczna
              filozofi
              > a z
              > przyjemnoscia bede bronil "rozwiazlosci seksualnej" czy "pornografii". Czyli
              hu
              > laj duszo - pieklo jest i to wcale nie takie zle. Bo w odroznieniu od
              > sado-masochistycznego "chrzescijanstwa", humanizm twierdzi, ze NIC CO LUDZKIE
              N
              > IE JEST NAM OBCE". Tak dlugo jak nie krzywdzimy innych i robimi to w zgodzie
              > z naszym partnerem to nie widze w takiej aktywnosci nic niemoralnego i
              powinna
              > ona byc legalna. Aborcja i seks z nieletnimi oczywiscie nie kwalifikuje sie
              do
              > tak
              > zrozumianej doktryny humanizmu. Homoseksualizm jest obrzydliwoscia ale jezeli
              n
              > ie jest demonstrowany publicznie (to powodowalo by u mnie wymioty a wiec
              > bylbym pokrzywdzony) nawet jako zboczenie nie powinien byc zakazany.


              Drogi agnostyku,
              Kiedy piszesz o 'sado-masochistycznym chrześcijaństwie', to piszesz o jakimś
              sekciarskiej dewiacji, mającej tyle wspólnego z chrześcijaństwem, co wilk z
              owcami. Powiem wprost, utożsamiasz katolicyzm (średniowieczny) z
              chrześcijaństwem i nie chcesz przyjąć do wiadomości, że chrzescijaństwo w
              wydaniu bibljnym było przez Rzym zwalczane z największym barbarzyństwem. Stąd
              wydaje ci się, że twój humanizm jest lepszy.

              W oparciu o jaki wzorzec wartości /absolut/ tak twierdzisz?
              Humanizm świecki bazuje na ateizmie. Gdyby ateizm utożsamić z komunizmem, to
              byś się oburzył, ale w wydaniu humanistycznym wydaje się on być szlachetny,
              tyle tylko że wyrasta z tego samego pnia co komunizm.

              Jerzy
              • Gość: Ed Re: Humanizm wyrasta z ateizmu, tak jak komunizm IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.10.03, 16:26
                Stąd prosta droga do dywagacji, że chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z
                humanizmem? Bardzo ryzykowne stwierdzenie nawet w stosunku do dekalogu.
                Jak zatem powinien wyglądać prawdziwy Chrześcijański humanizm (o ile w tej
                sytuacji taki istnieje) w jego fundamentalistycznym wydaniu? Krytyka
                świeckiego humanizmu z protestanckiego punktu widzenia będącego również
                współczesnym przeciwnik chrześcijańskiej wiary w wydaniu katolickim nic
                przecież nowego na ten temat nie wnosi.

                Humanizm czy humanitaryzm religijny, świecji, komunistyczny, faszystowski...
                Czy nie za dużo dzielenia tego jednego włosa?
                Czy odkrywanie "tego, co ludzkie" aż tak diametralnie musi się różnić w tych
                różnych światopoglądach?
                Czy z humanitarnego punktu widzenia ludzie są dla idei czy idea dla ludzi?
                Czy odrzucanie Paktów Praw Człowieka przez Watykan jest oznaką humanistycznego
                podejścia do tego stworzenia boskiego?
                Czyżby ontologia była czymś ważniejszym od tego, co ludzkie?

                Chrześcijaństwo miało 1500 lat, aby pokazać że jest "religią miłości" -
                tymczasm kosztowało ludzkość wiele cierpień (wojny religijne, wyprawy
                krzyżowe, inkwizycja, indeks ksiąg zakazanych, hamowanie rozwoju nauki i
                niezależnej myśli, nietolerancja). Zakreślanie porównujących relacji marksizm -
                stalinizm i chrześcijaństwo - inkwizycja itp. wręcz unicestwia właściwe
                znaczenie pojęcia humanizmu. A to może prowadzić najwyżej do nikąd.

                Uważam, że humanizm jest poglądem skierowanym na ogólne dobro człowieka bez
                przyprawiania jemu zabarwień przymiotnikowych wyrażających raczej jakieś
                skrzywienie a nie istotę rzeczy.

                Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                > W oparciu o jaki wzorzec wartości /absolut/ tak twierdzisz?
                > Humanizm świecki bazuje na ateizmie. Gdyby ateizm utożsamić z komunizmem, to
                > byś się oburzył, ale w wydaniu humanistycznym wydaje się on być szlachetny,
                > tyle tylko że wyrasta z tego samego pnia co komunizm.
                >
                > Jerzy
    • Gość: Odin Re: Dylemat protestanta IP: *.telia.com 11.09.03, 08:02
      Drogi Jerzy ,Polska jest jeszcze zbyt mloda demokracja by byla Krajem Prawa dla
      Wszystkich.Uwazam ze sprawy wiary/religi dotyczace kazdy z nas w swym sercu i
      umysle zachowac powinien.Jakiekolwiek narzucanie swojej wiary lub pojec
      moralnych ogulowi spoleczenstwa jest zbrodnia przeciw dobrze pojetej demokracji
      i nierozelwalnie z nia zwiazanym liberalizmie .
      Typy osobowe jak occec Rydzyk powinny miec utrudnione zadanie do szerzenia
      swych dewiacji.
      --------------------------------------------------------------------------------
      Kazdy czlowiek powinien miec prawo do decydowania o swoim zyciu i o swojej
      smierci,jezeli zgwalcona kobieta chce plod usunac to jest to jedynie jej sprawa-
      jej prawo nabyte,podobnie byc powinno z mozliwoscia eutanazji na wlasne
      zyczenie-np:osoby nieuleczalnie chore majace okropne bole z choroba zwiazane .
      Nasze sumienia zatrzymajmy dla siebie,gdyz nie znamy definicji tegoz u innych
      osob . Pzdr
      ________________________________________________________________________________
      • Gość: Jerzy Do Odina: Nie decydowałeś o swoich narodzinach IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 11:12
        J: Popełniasz błędy logiczne i rzeczowe. Nie ty zadecydowałeś o swoich
        narodzinach – odbyło się to bez ciebie. Człowiek zatem nie decyduje o swoim
        życiu, ale skoro już żyje, to niech to życie szanuje.
        Jeśli każdy człowiek ma mieć prawo do decydowania o swojej śmierci, to nie
        należałoby przeciwdziałać samobójstwom, ale o to ci chyba nie chodziło.
        Z prawem do eutanazji to też trudna sprawa – co innego jest rezygnacja z
        leczenia, kiedy ono tylko przedłuża nieuleczalne cierpienie, a co innego
        świadome zażycie środków mających skrócić życie.
        Sprawa poczęcia przez gwałt – też trudna do etycznie, ale dobrze wiesz, że są
        to sytuacje wyjątkowe. Czy skrzywdzona kobieta ma wziąć odwet na poczętym
        dziecku i je zabić?

        Zapewne 99,9 % aborcji dotyczy sytuacji, kiedy nie było gwałtu.
        Na przykład, Niemczech dokonuje się około 200 tysięcy rejestrowanych aborcji w
        ciągu roku.

        Ile w Polsce? Ile z tego to aborcje związane z gwałtem? Czy są jakieś
        statystyki?

        Piszesz na koniec o sumieniu:
        Czyżby każdy człowiek miał inne sumienie? To czyje sumienie ma być miarą tego
        co wolno a czego nie wolno? W oparciu o jakie wartości jest ono kształtowane?
        Jeśli ktoś w swoim sumieniu uważa, że może popełnić zbrodnię, to czy sumienia
        inaczej myślące mają prawo go przed tym powstrzymać?
        Chyba nieświadomie zacząłeś relatywizować moralność.

        Jerzy

        • Gość: Jarek Re: Do Odina: Nie decydowałeś o swoich narodzinac IP: 63.82.101.* 11.09.03, 19:02
          Raz juz podejmowany byl podobny temat i zadalem ci Jerzy pytanie co z dziecmi z
          powaznymi wadami wrodzonymi? Czy nalezy dac im przyjsc na swiat i potem pomimo
          wysilkow, obserwowac jak to dziecko cierpi, a potem pewnego dnia umiera? Czy
          moze skrocic mu to cierpienie, kiedy jest tego wszystkiego zupelnie
          nieswiadome, w lonie matki, a potem przynajmniej sprawic mu godny pogrzeb? Byc
          moze nie miales okazji nawet przeczytac tamtejszej mojej wypowiedzi. Jak
          bedziesz chcial to szczegolowiej ci to wszystko zobrazuje...
          • Gość: Jerzy do Jarka: podaj link do tego tekstu IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 19:51
            na którego ci nie odpowiedziałem.

            Pamiętaj, że bronisz sytuacji bardzo szczególnej, a ja piszę przeciwko aborcji
            ogólnie praktykowanej, gdzie ciąża nie jest skutkiem gwałtu, albo że lekarze w
            100 % są pewni, że płód ma wady i nie będzie mógł żyć normalnie. To są dwa
            różne tematy.
            Jerzy
            • Gość: Jarek Re: do Jarka: podaj link do tego tekstu IP: 63.82.101.* 11.09.03, 20:06
              W tej chwili nie mam na tyle czasu zeby to odrazu znalesc, ale znajde i podam
              to na tym forum. Ale juz wstepnie widze ze twoje podejscie do tego moze byc
              inne niz te z ktorym dotychczas sie spotkalem i chcialbym przeczytac cos
              wiecej, co masz na ten temat do powiedzenia...
              • Gość: Jarek Re: do Jarka: podaj link do tego tekstu IP: 63.82.101.* 11.09.03, 20:12
                W tej chwili nawet jakbym chcial to nie moge sie cofnac do tej dyskusji w
                ktorej poruszany byl watek. Sprobuje pozniej...
                • Gość: Jarek Re: do Jarka: podaj link do tego tekstu IP: 63.82.101.* 11.09.03, 20:52
                  Znalazlem, oto moja wypowiedz:
                  "Chcialbym poruszyc mysle ze trudny temat. Mam nadzieje ze uzyskam odpowiedz od
                  ciebie, wczesniej nikt nawet nie poruszyl takiej kwestii, a mnie to szczerze
                  zastanawia... Wiadomo, ze medycyna znacznie posunela sie do przodu i tutaj mi
                  chodzi poczete dzieci. Mozna juz je zobaczyc, technika tak posunela sie do
                  przodu ze mozna bardzo dokladnie sprawdzic czy dziecko mam jakies wady
                  wrodzone, mozna je dokladnie zmierzyc w lonie matki, mozna nawet zmierzyc
                  narzady wewnetrzne tego dziecka. Wiadomo ze sa rowniez dzieci ktore w czasie
                  rozwoju nie wyksztalcilo sie kompletnie, albo ma jakies powazne wady rozwojowe,
                  defekty. Lekarze nie potrafia przewidziec jak takie dziecko bedzie sie rozwijac
                  do konca ciazy, jak daleko posuna sie wady itp. Potrafia tylko na podstawie
                  statystyki przedstawic wady konkretnemu dziecku podobne. Sa przypadki kiedy
                  lekarze wiedza ze dziecko po urodzieniu nigdy nie bedzie mialo normalnego
                  zycia. Bedzie kaleka, moze byc niedorozwiniete i do konca, zwykle krotkiego
                  zycia przykute do wozka, nie bedzie nigdy mialo szansy na normalne zycie, jakie
                  mozemy prowadzic my normalni, zdrowi ludzie. Nigdy nie bedzie moglo zadecydowac
                  o sobie, podjac decyzji, bedzie do konca zycia zalezne od drugiego czlowieka.
                  Moje pytanie brzmi, jak wedlug ciebie powinno sie postepowac z takimi
                  przypadkami? Dowiadujesz sie z twoja zona ze dziecko ma powazne wady, mozecie
                  podjac decyzje, legalnie mozecie przerwac ciaze albo ja kontynuowac. Wiem ze w
                  takim wypadku jak wady rozwojowe ma sie wybor, przypadkiem przeczytalem gdzies
                  o czyms takim artykul i wciagnelo mnie to, w koncu jest to inny przypadek niz
                  zwykle, a dowiedzialem sie rowniez ze takie przypadki jak wady rozwoju dziecka
                  w lonie matki moga dotknac praktycznie kazda pare..."

                  A o to link, jakbys chcial sie upewnic ze to przegapiles :)
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=6310264&a=6632403


                  • Gość: Jarek Re: do Jarka: podaj link do tego tekstu IP: 63.82.101.* 15.09.03, 18:52
                    Jerzy, czemu tutaj nie odpowiadasz?
                    • Gość: Jerzy Byłem na wyjeździe IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 19:18
                      Gość portalu: Jarek napisał(a):

                      > Jerzy, czemu tutaj nie odpowiadasz?


                      Byłem kilka dni na wyjeździe i jestem doprawdy na chwilę w domu przed kolejnymi
                      wyjazdami.
                  • Gość: Jerzy Czy nienarodzone dziecko potrzebuje miłości? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 19:34
                    Jarku,
                    Spróbuję ci wpisać kilka moich refleksji do twego tekst:

                    Gość portalu: Jarek napisał(a):

                    > Znalazlem, oto moja wypowiedz:
                    > "Chcialbym poruszyc mysle ze trudny temat. Mam nadzieje ze uzyskam odpowiedz
                    od ciebie, wczesniej nikt nawet nie poruszyl takiej kwestii, a mnie to szczerze
                    > zastanawia... Wiadomo, ze medycyna znacznie posunela sie do przodu i tutaj mi
                    > chodzi poczete dzieci. Mozna juz je zobaczyc, technika tak posunela sie do
                    > przodu ze mozna bardzo dokladnie sprawdzic czy dziecko mam jakies wady
                    > wrodzone, mozna je dokladnie zmierzyc w lonie matki, mozna nawet zmierzyc
                    > narzady wewnetrzne tego dziecka. Wiadomo ze sa rowniez dzieci ktore w czasie
                    > rozwoju nie wyksztalcilo sie kompletnie, albo ma jakies powazne wady
                    rozwojowe, defekty. Lekarze nie potrafia przewidziec jak takie dziecko bedzie
                    sie rozwijac do konca ciazy, jak daleko posuna sie wady itp. Potrafia tylko na
                    podstawie
                    > statystyki przedstawic wady konkretnemu dziecku podobne. Sa przypadki kiedy
                    > lekarze wiedza ze dziecko po urodzieniu nigdy nie bedzie mialo normalnego
                    > zycia. Bedzie kaleka, moze byc niedorozwiniete i do konca, zwykle krotkiego
                    > zycia przykute do wozka, nie bedzie nigdy mialo szansy na normalne zycie,
                    jakie mozemy prowadzic my normalni, zdrowi ludzie. Nigdy nie bedzie moglo
                    zadecydowac o sobie, podjac decyzji, bedzie do konca zycia zalezne od drugiego
                    czlowieka.

                    J: Sądzę, że zbyt wiele przypisujesz medycynie. Owszem, jest lekarze potrafią
                    wiwle rzeczy zdiagnozować, ale za daleko sięgasz swoimi pewnikami, co to
                    nienarodzone jeszcze dziecię będzie mogło, albo i nie.

                    > Moje pytanie brzmi, jak wedlug ciebie powinno sie postepowac z takimi
                    > przypadkami? Dowiadujesz sie z twoja zona ze dziecko ma powazne wady, mozecie
                    > podjac decyzje, legalnie mozecie przerwac ciaze albo ja kontynuowac. Wiem ze
                    w takim wypadku jak wady rozwojowe ma sie wybor, przypadkiem przeczytalem
                    gdzies o czyms takim artykul i wciagnelo mnie to, w koncu jest to inny
                    przypadek niz
                    > zwykle, a dowiedzialem sie rowniez ze takie przypadki jak wady rozwoju
                    dziecka w lonie matki moga dotknac praktycznie kazda pare..."

                    J: Jakie 'poważne wady rozwojowe' mają kwalifikować płód do aborcji?

                    Niedawno oglądałem program w TV o bliźniakach syjamskich. Było tam tez pokazane
                    pewne małżeństwo amerykańskie, które wiedzziało, że urodzą się im siostry
                    syjamskie. A jednak chcieli, aby się urodziły, aby przezyły choc kilka chwil,
                    aby mogli im okaząc choć troche miłości.

                    Postawiłnym problem inaczej: jeśli ktoś z naszych bliskich zaczyna
                    nieuleczalnie chorować, czy mamy się go pozbyć, czy okazac mu miłość?
                    A jeśli zachoruje twoja zona albo matka, to czy będziesz chciał się jej pozbyć?
                    A jeśli osobą nieuleczalnie chorą okaże się twoje dziecko, albo ...
                    nienarodzone dziecko ...
                    Od którego momentu istnienia człowieka mamy mu okazywać miłość?

                    Jerzy
                    >
                    • Gość: Jarek Re: Czy nienarodzone dziecko potrzebuje miłości? IP: 63.82.101.* 18.09.03, 21:15
                      Jarku,
                      Spróbuję ci wpisać kilka moich refleksji do twego tekst:

                      Gość portalu: Jarek napisał(a):

                      > Znalazlem, oto moja wypowiedz:
                      > "Chcialbym poruszyc mysle ze trudny temat. Mam nadzieje ze uzyskam odpowiedz
                      od ciebie, wczesniej nikt nawet nie poruszyl takiej kwestii, a mnie to szczerze
                      > zastanawia... Wiadomo, ze medycyna znacznie posunela sie do przodu i tutaj mi
                      > chodzi poczete dzieci. Mozna juz je zobaczyc, technika tak posunela sie do
                      > przodu ze mozna bardzo dokladnie sprawdzic czy dziecko mam jakies wady
                      > wrodzone, mozna je dokladnie zmierzyc w lonie matki, mozna nawet zmierzyc
                      > narzady wewnetrzne tego dziecka. Wiadomo ze sa rowniez dzieci ktore w czasie
                      > rozwoju nie wyksztalcilo sie kompletnie, albo ma jakies powazne wady
                      rozwojowe, defekty. Lekarze nie potrafia przewidziec jak takie dziecko bedzie
                      sie rozwijac do konca ciazy, jak daleko posuna sie wady itp. Potrafia tylko na
                      podstawie
                      > statystyki przedstawic wady konkretnemu dziecku podobne. Sa przypadki kiedy
                      > lekarze wiedza ze dziecko po urodzieniu nigdy nie bedzie mialo normalnego
                      > zycia. Bedzie kaleka, moze byc niedorozwiniete i do konca, zwykle krotkiego
                      > zycia przykute do wozka, nie bedzie nigdy mialo szansy na normalne zycie,
                      jakie mozemy prowadzic my normalni, zdrowi ludzie. Nigdy nie bedzie moglo
                      zadecydowac o sobie, podjac decyzji, bedzie do konca zycia zalezne od drugiego
                      czlowieka.

                      J: Sądzę, że zbyt wiele przypisujesz medycynie. Owszem, jest lekarze potrafią
                      wiwle rzeczy zdiagnozować, ale za daleko sięgasz swoimi pewnikami, co to
                      nienarodzone jeszcze dziecię będzie mogło, albo i nie.

                      Zgadzam sie, lekarze nie potrafia przewidziec jak bardzo wada moze sie posunac,
                      jak wielka moze ona byc i jak ona wplynie na dziecko, jego rozwoj i zycie.
                      Faktem jednak jest, ze dobrze wiedza jak poszczegolne wady ogolnie wplywaja na
                      dzieci, wiedza ktora wady sa na tyle powazne ze powaznie moga skomplikowac
                      zycie takiego dziecka i predzej czy pozniej doprowadzic do jego niechybnej
                      smierci, co wowczas dla rodzicow jest najbolesniejszym doswiadczeniem, gdy
                      staraja sie dac takiemu dziecku jak najwiecej milosci i staran o jego forme, a
                      pomimo tego rownoczesnie musza patrzec na cierpienie tego dziecka lub w
                      najlepszym wypadku dyskomfort.


                      > Moje pytanie brzmi, jak wedlug ciebie powinno sie postepowac z takimi
                      > przypadkami? Dowiadujesz sie z twoja zona ze dziecko ma powazne wady, mozecie
                      > podjac decyzje, legalnie mozecie przerwac ciaze albo ja kontynuowac. Wiem ze
                      w takim wypadku jak wady rozwojowe ma sie wybor, przypadkiem przeczytalem
                      gdzies o czyms takim artykul i wciagnelo mnie to, w koncu jest to inny
                      przypadek niz
                      > zwykle, a dowiedzialem sie rowniez ze takie przypadki jak wady rozwoju
                      dziecka w lonie matki moga dotknac praktycznie kazda pare..."

                      J: Jakie 'poważne wady rozwojowe' mają kwalifikować płód do aborcji?

                      Zaden z normalnych rodzicow nigdy nie chce sie ot tak poprostu pozbyc dziecka,
                      jezeli tylko dowie sie o jakis wadach rozwojowych. W takich wypadkach rodzice
                      zadaja setki pytan dotyczacych jakiego rodzaju sa to wady, jak moze wygladac
                      zycie dziecka po urodzeniu, czy mozna z tym cokolwiek zrobic, zeby je uratowac.
                      Mowa jest wylacznie o powaznych wadach rozwojowych typu rozczep kregoslupa,
                      wodoglowie, a nawet bezmozgowie. Choc te wady moga byc lagodniejsze i glebsze.
                      Dziecko bedac jeszcze w lonie matki, nie czuje jeszcze zadnego dyskomfortu czy
                      bolu, moze sie normalnie poruszac, woda amortyzuje i wiadomo powoduje ze
                      dziecko nie czuje swojego ciezaru...

                      Niedawno oglądałem program w TV o bliźniakach syjamskich. Było tam tez pokazane
                      pewne małżeństwo amerykańskie, które wiedzziało, że urodzą się im siostry
                      syjamskie. A jednak chcieli, aby się urodziły, aby przezyły choc kilka chwil,
                      aby mogli im okaząc choć troche miłości.

                      Postawiłnym problem inaczej: jeśli ktoś z naszych bliskich zaczyna
                      nieuleczalnie chorować, czy mamy się go pozbyć, czy okazac mu miłość?
                      A jeśli zachoruje twoja zona albo matka, to czy będziesz chciał się jej pozbyć?
                      A jeśli osobą nieuleczalnie chorą okaże się twoje dziecko, albo ...
                      nienarodzone dziecko ...
                      Od którego momentu istnienia człowieka mamy mu okazywać miłość?

                      Milosc okazujemy od chwili poczecia, a ukochana osobe kochamy bez wzgledu na
                      wszystko. Jednak roznica mysle jest choroba zony, babci, matki, ktore od
                      poczatku mialy szanse zyc normalnie, cieszyc sie zdrowiem, a inaczej wyglada
                      choroba jeszcze nienarodzonego dziecka, wobec ktorej medycyna moze byc albo
                      jest bezsilna. Kochasz rowniez jak twoja ukochana osoba odejdzie na tamten
                      swiat. Wowczas nie mozesz byc z nia cialem, ale caly czas jestes duchem...

                      Jerzy
                      • Gość: Jerzy Re: Czy nienarodzone dziecko potrzebuje miłości? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 14:04
                        Gość portalu: Jarek napisał(a):

                        > Jarku,
                        >
                        > J: Sądzę, że zbyt wiele przypisujesz medycynie. Owszem, jest lekarze potrafią
                        > wiwle rzeczy zdiagnozować, ale za daleko sięgasz swoimi pewnikami, co to
                        > nienarodzone jeszcze dziecię będzie mogło, albo i nie.
                        >
                        > Zgadzam sie, lekarze nie potrafia przewidziec jak bardzo wada moze sie
                        posunac,
                        >
                        > jak wielka moze ona byc i jak ona wplynie na dziecko, jego rozwoj i zycie.
                        > Faktem jednak jest, ze dobrze wiedza jak poszczegolne wady ogolnie wplywaja
                        na
                        > dzieci, wiedza ktora wady sa na tyle powazne ze powaznie moga skomplikowac
                        > zycie takiego dziecka i predzej czy pozniej doprowadzic do jego niechybnej
                        > smierci, co wowczas dla rodzicow jest najbolesniejszym doswiadczeniem, gdy
                        > staraja sie dac takiemu dziecku jak najwiecej milosci i staran o jego forme,
                        a
                        > pomimo tego rownoczesnie musza patrzec na cierpienie tego dziecka lub w
                        > najlepszym wypadku dyskomfort.
                        >

                        J: takie sytuacje są niezwykle trudne, zgodze sie z tobą, ale jeśli
                        argumentujemy jako chrześcijanie, jako ludzie, którzy sa świadomi tego, że
                        nasze życie tutaj na ziemi to nie wsyztsko i że przez cierpienia Bóg
                        przygotowuje nas do wieczności i kształtuje w nas charakter Chrystusa, wtedy
                        cieprpienie ma zupełnie nny wymiar niż w przypadku ludzi, którzy odrzucają
                        Boga.

                        >
                        > > Moje pytanie brzmi, jak wedlug ciebie powinno sie postepowac z takimi
                        > > przypadkami? Dowiadujesz sie z twoja zona ze dziecko ma powazne wady, moze
                        > cie
                        > > podjac decyzje, legalnie mozecie przerwac ciaze albo ja kontynuowac. Wiem
                        > ze
                        > w takim wypadku jak wady rozwojowe ma sie wybor, przypadkiem przeczytalem
                        > gdzies o czyms takim artykul i wciagnelo mnie to, w koncu jest to inny
                        > przypadek niz
                        > > zwykle, a dowiedzialem sie rowniez ze takie przypadki jak wady rozwoju
                        > dziecka w lonie matki moga dotknac praktycznie kazda pare..."
                        >
                        > J: Jakie 'poważne wady rozwojowe' mają kwalifikować płód do aborcji?
                        >
                        > Zaden z normalnych rodzicow nigdy nie chce sie ot tak poprostu pozbyc
                        dziecka,
                        > jezeli tylko dowie sie o jakis wadach rozwojowych. W takich wypadkach rodzice
                        > zadaja setki pytan dotyczacych jakiego rodzaju sa to wady, jak moze wygladac
                        > zycie dziecka po urodzeniu, czy mozna z tym cokolwiek zrobic, zeby je
                        uratowac.
                        > Mowa jest wylacznie o powaznych wadach rozwojowych typu rozczep kregoslupa,
                        > wodoglowie, a nawet bezmozgowie. Choc te wady moga byc lagodniejsze i
                        glebsze.
                        > Dziecko bedac jeszcze w lonie matki, nie czuje jeszcze zadnego dyskomfortu
                        czy
                        > bolu, moze sie normalnie poruszac, woda amortyzuje i wiadomo powoduje ze
                        > dziecko nie czuje swojego ciezaru...

                        J: Zgodzę się z tobą, ale pomyśl jeszcze o jednym aspekcie. Czasem ktoś obok
                        nas cierpi, abyśmy MY mieli szansę okazani im miłości i zademonstrowania, że
                        należymy do Chrystusa.

                        >
                        > Niedawno oglądałem program w TV o bliźniakach syjamskich. Było tam tez
                        pokazane
                        >
                        > pewne małżeństwo amerykańskie, które wiedzziało, że urodzą się im siostry
                        > syjamskie. A jednak chcieli, aby się urodziły, aby przezyły choc kilka chwil,
                        > aby mogli im okaząc choć troche miłości.
                        >
                        > Postawiłnym problem inaczej: jeśli ktoś z naszych bliskich zaczyna
                        > nieuleczalnie chorować, czy mamy się go pozbyć, czy okazac mu miłość?
                        > A jeśli zachoruje twoja zona albo matka, to czy będziesz chciał się jej
                        pozbyć?
                        >
                        > A jeśli osobą nieuleczalnie chorą okaże się twoje dziecko, albo ...
                        > nienarodzone dziecko ...
                        > Od którego momentu istnienia człowieka mamy mu okazywać miłość?
                        >
                        > Milosc okazujemy od chwili poczecia, a ukochana osobe kochamy bez wzgledu na
                        > wszystko. Jednak roznica mysle jest choroba zony, babci, matki, ktore od
                        > poczatku mialy szanse zyc normalnie, cieszyc sie zdrowiem, a inaczej wyglada
                        > choroba jeszcze nienarodzonego dziecka, wobec ktorej medycyna moze byc albo
                        > jest bezsilna. Kochasz rowniez jak twoja ukochana osoba odejdzie na tamten
                        > swiat. Wowczas nie mozesz byc z nia cialem, ale caly czas jestes duchem...

                        J: Znowu się z tobą zgodzę, ale pomyśl, że jeśli z powodu jakiejś wady
                        zakwalifikujemy płód do aborcji, to wcześniej czy później społeczeństwo
                        przeniesie to zachowanie na chorych w róznym wieku, a wtedy jestesmy bliscy
                        ideologii faszystowskiej, gdzie nie było miejsca dla niepełnosprawnych,
                        szczególnie spośród nieniemców.

                        Z wrazami głębokiej sympatii za to, co napisałeś,
                        Jerzy
                        • Gość: Jarek Re: Czy nienarodzone dziecko potrzebuje miłości? IP: 63.82.101.* 19.09.03, 21:03
                          Jerzy,

                          Czlowiek bedzie cierpial bez wzgledu czy dziecko umrze jeszcze w lonie matki,
                          czy rodzice takiego dziecka, z ciezkim sercem zdecyduja sie na skrocenie jego
                          cierpienia, poki jeszcze nie jest swiadome tego co sie z nim dzieje, czy w
                          koncu jezeli rodzice postanowia urodzic te dziecko, wlozyc jak najwiecej
                          milosci jak to tylko mozliwe i wysilku zeby to dziecko zylo jak najdluzej, ale
                          niestety musza liczyc sie z tym ze ono przedzej czy pozniej umrze i to nie
                          dziecko pochowa swoich rodzicow, jakie to powinny byc koleje, tylko rodzice
                          swoje dziecko i w tym wypadku to jest pewne w kazdym z tych przypadkow, chyba
                          ze stanie sie kolejne nieszczescie i ktorys z rodzicow smiertelnie zachoruje,
                          ale takie dziecko nie bedzie w stanie pochowac swojego rodzica, wiec nie
                          bierzemy tego pod uwage.
                          Zaden, powatarzam zaden z normalnych rodzicow nie chce tracic swojego dziecka.
                          Rodzice sa zwiazani emocjonalnie ze swoim dzieckiem od momentu poczecia. Jednak
                          sa przypadki kiedy okazuje sie ze dziecko jest powaznie chore i nie ma szans na
                          normalne zycie. Rodzice w rozpaczy, nie wiedza jak sie zachowac, szukaja
                          wszedzie wsparcia i odpowiedzi. W koncu nadchodzi czas decyzji, decyzji ktora
                          jest najtrudniejsza w zyciu i czesc ludzi decyduje sie donosic ciaze, czesc ja
                          przerwac. Bol pozostaje bez wzgledu jaka decyzje sie podejmie. Jezeli
                          podejmiesz decyzje donoszenia ciazy, wtedy do samego porodu myslisz jak bedzie
                          wygladac zycie tego malucha, jak dlugie bedzie. Jezeli, pomozesz dziecku odejsc
                          na tamten swiat, zastanawiasz sie czy Bog nie potepi cie za taka decyzje.
                          Owszem, czystsze sumienie bedziesz mial jak bedziesz walczyc o kazdy dzien
                          zycia dziecka, ale kazdego dnia bedzie towarzyszyc ci cierpienie. Ktos moglby
                          zadac pytanie, czy Bog tego chce? Czy Bog chce zebysmy cierpieli przez cale i
                          tak nedzne zycie? Pan Jezus kiedys powiedzial zebysmy nie smucili sie, bo Pan
                          Bog Ojciec nas nie jest Bogiem smutku, tylko radosci. Ale jak sie radowac jak
                          jest tyle nieszczescia wokolo? Mozemy powiedziec, byle wytrwac do konca, jak
                          sobie zapracujemy to potem w nowym zyciu bedziemy miec nieporownywalnie lepiej,
                          ale czy w tym zyciu juz nic nie mozemy? zeby nie narazic sie Panu Bogu? Wszyscy
                          jestemy grzesznikami, bez wyjatku. Jedni sa wiekszymi inni mniejszymi, ale
                          zaden z tych grzesznikow nie powinien oceniac samego siebie, od tego jest sam
                          Pan Bog. Swiat jest tak jakos ulozony ze czlowiek nawet nie wie kiedy postepuje
                          zle a kiedy dobrze. Owszem, w przypadku aborcji, czlowiek powinien wiedziec ze
                          robi to nie do konca dobrze, albo ze robi zle, ale nie zawsze tez to wszystko
                          jest takie proste, duzo zalezy od tego czym taki czlowiek sie kieruje...
                          Nawiazujac jeszcze do jednej kwestii. Nie mysle Jerzy, ze jesli z powodu jakies
                          wady zakwalifikuje sie plod do zakonczenia jego zywota, to przeniesie sie to
                          pozniej na osoby w roznym wieku. Wczesniejsze zakonczenie ciazy w przypadku
                          dzieci ktore maja powazne wady rozwojowe, legalne jest w wielu krajach.
                          Eutanazja, czy tez moze bez woli pacjenta, zakonczenie jego zycia jest
                          nielegalne napewno w wiekszosci krajow i nawet nie zapowiada sie zeby bylo
                          inaczej, pomimo prowadzonych dyskusji na ten temat. Zakonczenie zywota jeszcze
                          nienarodzonego czlowieka, a czlowieka doroslego, ktoremu na nieszczescie los
                          zeslal ciezka chorobe, to dwie rozne sprawy.
                          Takze na koniec chcialbym jeszcze napisac, ze tego typu przypadki sa niezwykle
                          skomplikowane, a takiemu zwyklemu czlowiekowi, jak musi mu stawic czola, jest
                          szczegolnie ciezko.
                          Pozdrawiam
                          • Gość: Jerzy Re: Czy nienarodzone dziecko potrzebuje miłości? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 10:25

                            Dzięki za twoją wypowiedź.
                            Nie zawsze mamy do wyboru dobre-lepsze, ale czasem stoimy przed wyborem złe -
                            gorsze.
                            Sprawa cierpienia w życiu człowieka jest niezwykle skomplikowana. Jeśli
                            popatrzymy na nie z punkitu widzenia humanizmu ateistycznego, to wydaje się ono
                            bezsensownym i uciązliwynm aspektem życia.
                            Jeśli popatrzymy na nie przez pryzmat Pisma Świętego, wtedy wchodzimy w obszar
                            innej rzeczywistości - przez cierpienie Bóg przygotowuje nas do wieczności
                            ikaształtuje w nas charakter Jezusa, który ma wieczną wartość.
                            Paweł pisał do Koryntian:

                            2 Kor 4,16 Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz człowiek
                            niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem.
                            4,17 Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość
                            wiekuistej chwały,
                            4,18 nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co
                            niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne,
                            jest wieczne.

                            Między linijkami twgo tekstu wyczytuję, że mamy różne podejście do kwestii, jak
                            dostać się do wieczności. Mam wrażenie, że w twoim zrozumieniu mamy sobie na
                            nie zasłużyć.
                            W moim zrozumieniu, które wynika z lektury Biblii, zbawienie jest darem od
                            Boga, które możemy jedynie przyjąć. Jeśli to zrobimy, nasze życie jest /ma być/
                            wyrażaniem wdzięczności do Boga za dara zbawienia, poprzez dobre czyny. Czynię
                            dobrze nie po to, aby dostąpić zbawienia, ale dlatego, że otrzymałem zbawienie.

                            Dlaczego zatem jeszcze żyję, skoro już jestem zbawiony?

                            A po to, aby Bóg mógł mnie przygotować do swego Królestwa.

                            Wracając do kwestii życia i śmierci, aborcji i eutanazji - Bóg jest dawcą życia
                            i On jedynie ma prawo je odebrać. Nie musimy mu w tym pomagać.
                            Kiedyś staniemy przed nim i wyobraź sobie, jak byś się czuł, gdyby stanęło tam
                            obok dziebie twoje dziecko, które usunąłeś pzrez aborcję, spojrzałoby ci w
                            twarz i zapytało: Dlaczego mnie zabiłeś tatusiu? Dlaczego nie zaufałeś Bogu,
                            odnośnie celów, które On miał dla mojego życia? Żyłbym bardzo króciutko, ale ty
                            nauczyłbyś się w tym czasie rozumiec tych, którzy cierpią i okazywać im
                            współczucie.

                            Jarku, myślę, że patrzymy na te sprawy podobnie i nie dyskutujemy o aborcji pod
                            byle pretekstem. Humaniści postulując aborcję chcą rozwiąząc problem wyżywienia
                            ludzi - ale tam gdzie obecnie mogliby posłać chleb, posyłaja broń;
                            ponadto,myślą że uchronią ludzkośc od ewentualnych zbrodniarzy, ale obecnie
                            chronią tych, którzy zbrodnie popełnili. Bronią winnycnh zbrodniarzy, natomiast
                            chcą zabijać niewinne nienarodzone dzieci.

                            Wyjeżdżam i pozdrawiam,
                            Jerzy


                            • Gość: Jarek Re: Czy nienarodzone dziecko potrzebuje miłości? IP: 63.82.101.* 22.09.03, 23:07
                              I to sa wlasnie te dylematy. Wiadomo czlowiek nie powinien myslec o tym co
                              ludzkie, tylko o tym co Boskie. Czlowiek w takich sytuacjach nie potrafi
                              racjonalnie myslec, szuka pomocy, ale niestety nie do konca moze na nia liczyc.
                              Jezeli zwroci sie w takiej sytuacji do duchownego, ten odpowie mu nie zabijaj,
                              jak do lekarza, wybor nalezy do ciebie, przy czym uswiadomi cie o wszystkim co
                              i jak. Owszem, dziecko mogloby mi zadac takie pytania jakie ty
                              ukazales: "Dlaczego mnie zabiłeś tatusiu? Dlaczego nie zaufałeś Bogu,
                              > odnośnie celów, które On miał dla mojego życia? Żyłbym bardzo króciutko, ale
                              ty
                              >
                              > nauczyłbyś się w tym czasie rozumiec tych, którzy cierpią i okazywać im
                              > współczucie. "
                              Ale pytanie jest, czy napewno mialoby ono do mnie zal i czy w ogole zawracaloby
                              sobie ono tym glowke, skoro u Pana byloby ono od poczatku zdrowe i szczesliwe?
                              A rodzac sie chore, kalekie na ziemi, moglby mi zadawac pytania, patrzac na
                              inne (zdrowe dzieci) Tatusiu, czemu nie moge sie tak bawic jak te dzieci?
                              Oczywiscie wezmy pod uwage to, jezeli takie dziecko byloby w stanie cos takiego
                              powiedziec. Tak jak wspomnialem w moich wczesniejszych wypowiedziach, biezemy
                              pod uwage tylko powazne przypadki.
                              Jerzy, ja bym ani tobie, ani sobie, ani nikomu innemu nie zawracal glowy,
                              jezeli przypadki takie bylyby na tyle niegrozne, ze dziecko takie mogloby
                              przynajmniej intelektualnie sie rozwijac, a wiemy, ze niestety jest inaczej, ze
                              sa dzieci ktorym zdaza konczyny sie rozwinac i juz sa dotkniete jakims
                              defektem. Bo w przypadku dzieci z rozszczepem kregoslupa, defekt ujawnia sie
                              dopiero w czasie rozwoju dziecka, bodajze w 12 tygodniu zycia w lonie matki...
                              temu czesto moze towarzyszyc wodoglowie, co moze doprowadzic do powaznego
                              uszkodzenia plodu. Dziecko takie moze doczekac narodzin, nie rodzi sie ono
                              jednak w normalny sposob, wiadomo przez uszkodzony kregoslup i od swoich
                              pierwszych chwil zycia na zewnatrz, zamiast znalesc sie w ramionach matki to
                              pierwsze co, to trafia na stol operacyjny. Kregoslupa nie da sie naprawic, wiec
                              lekarze tylko usuwaja babel na kregoslupie, w ktorym zebral sie plyn z
                              kregoslupa i robia kosmetyczna korekte miejsca gdzie jest rozszczep. Jezeli
                              rozszczepowi towarzyszy wodoglowie, wowczas robia dziurki w glowce dziecka i
                              przyczepiaja rurki, zeby plyn mial ujscie i nie gromadzil sie wiecej w glowce.
                              Ale i tak nie jest to takie doskonale, poniewaz podobno te rurki latwo sie
                              zapychaja, takze caly czas trzeba to miec pod kontrola. Jezeli dziecko
                              przejdzie pomyslnie operacje, musi byc przez jakis czas na obserwacji, dopiero
                              po jakims czasie, jak jest wszystko w miare w porzadku, moze znalesc sie przy
                              matce. Potem czekaja takie dziecko rehabilitacje, do konca jego zycia...
                              Dlaczego? Jeden Pan Bog wie, bo dotykani takimi nieszczesciami sa tez ludzie
                              ktorzy dbaja o swoja kondycje zarowna fizyczna jak i duchowa? Jaki w tym
                              wszystkim jest cel Pana Boga, jezeli dostajemy dziecko od Niego? Zebysmy sie
                              bardziej zblizyli do Niego, kosztem kogos innego, zupelnie niewinnego? Dla mnie
                              to chyba jest zbyt trudne, ale mimo wszystko calym sercem staram sie byc
                              mozliwie jak najsilniejszej wiary.
                              Mam nadzieje ze tu zajrzysz Jerzy jak wrocisz :) Trzymaj sie. Do przeczytania.
                              Pozdrawiam...
                              • Gość: Jerzy co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 08:32
                                Gość portalu: Jarek napisał(a):


                                >> to chyba jest zbyt trudne, ale mimo wszystko calym sercem staram sie byc
                                > mozliwie jak najsilniejszej wiary.
                                > Mam nadzieje ze tu zajrzysz Jerzy jak wrocisz :) Trzymaj sie. Do
                                przeczytania.
                                > Pozdrawiam...

                                Opisałeś bardzo trudny przypadek. Ktoś, kto przeżywa takie doświadczenie,
                                potrzebuje siły od Boga, aby je nieść.
                                Może się wydawać, że zycie takiego człowieka zostało zawężone do opieki nad
                                kalekim dzieckiem, że zostało pozbawione przyjemności i radości.
                                Sądzę, że ktoś, kto kocha swoje dziecko, znajduje przyjemnośc i radość w
                                okazywaniu mu miłości i opieki.
                                Ponadto, po czasie się okaże, że taki człowiek wygłosił swoją postawą
                                mocniejsze kazania o wartości życia ludzkiego, niż niejeden ksiądz, czy
                                niejedna książka. Ludzie patrzą i obserwują, a po czasie niejeden powie, byłeś
                                dla mnie przykładem.

                                Kiedyś oglądałem w TV program o chłopcu, który aby przeżyć, potrzebował nerki.
                                Dawcą był jego ojciec. I to był dla mnie przykład miłosci wart pokazania całemu
                                narodowi. Zwykli ludzie, a jednak mieli w sobie miłość, jakiej mało dzisiaj w
                                społeczeństwie. Jestem przekonany, że wielu po obejrzeniu tego programu
                                zastanawiało się, jak okazać miłość swemu dziecku.

                                Ponadto, Pan Jezus powiedział:
                                Mat 25,40 A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam,
                                cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie
                                uczyniliście.

                                Pozdrawiam,
                                Jerzy,

                                Byłem na wyjeździe weekendowym, ale za kilka dni wyjadę na dłużej i nie wiem
                                czy będę miał wejście na internet
                                • Gość: Jarek Re: co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych IP: 63.82.101.* 24.09.03, 19:14
                                  "Ktoś, kto przeżywa takie doświadczenie,
                                  > potrzebuje siły od Boga, aby je nieść. "
                                  No wlasnie... jak czlowiek ma sie zachowywac, gdy spotka go takie nieszczescie,
                                  modli sie do Boga o sile, ale nie uzyskuje zadnej odpowiedzi, czuje caly czas
                                  to samo, pustke, rozterki, rozpacz, zadnej motywacji. Nieszczescia najczesciej
                                  spotykaja ludzi, gdy najmniej sie tego spodziewaja. Dlaczego? Dlaczego gdy
                                  czlowiek prosi Boga o zdrowe dziecko i wierzy ze Bog wyslucha jego modlitwy,
                                  jest spokojny, gdy nagle przy ktorejs z kolei wizycie u lekarza, dowiaduje sie
                                  ze jego dziecko jest ciezko chore i nie ma szans na normalne zycie? Bo taki
                                  czlowiek zle sie przykladal do modlitwy? Inna sytuacja, to to ze (tak jak ja
                                  mysle) inaczej do takiej sprawy beda podchodzic doswiadczeni juz rodzice,
                                  ktorzy urodzili wczesniej zdrowe dziecko/dzieci, a mlode malzenstwo,
                                  ktorym "debiut" zakonczyl sie tragicznie. W obu przypadkach bedzie rozpacz, ale
                                  w tym drugim bedzie zupelne nieprzygotowanie do takiej sytuacji, zupelne
                                  zdezorientowanie. Pierwsze dziecko, tak oczekiwane i pielegnowane od samego
                                  poczatku, z takim koncowym rezultatem... Jak powinnismy patrzec na ludzi,
                                  ktorzy zdecydowali na wczesniejsze zakonczenie ciazy w tych ciezkich
                                  przypadkach? Czy mamy ich potepiac?
                                  • Gość: Jerzy Re: co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 23:19
                                    Gość portalu: Jarek napisał(a):

                                    > "Ktoś, kto przeżywa takie doświadczenie,
                                    > > potrzebuje siły od Boga, aby je nieść. "
                                    > No wlasnie... jak czlowiek ma sie zachowywac, gdy spotka go takie
                                    nieszczescie,
                                    >
                                    > modli sie do Boga o sile, ale nie uzyskuje zadnej odpowiedzi, czuje caly czas
                                    > to samo, pustke, rozterki, rozpacz, zadnej motywacji. Nieszczescia
                                    najczesciej
                                    > spotykaja ludzi, gdy najmniej sie tego spodziewaja. Dlaczego? Dlaczego gdy
                                    > czlowiek prosi Boga o zdrowe dziecko i wierzy ze Bog wyslucha jego modlitwy,
                                    > jest spokojny, gdy nagle przy ktorejs z kolei wizycie u lekarza, dowiaduje
                                    sie
                                    > ze jego dziecko jest ciezko chore i nie ma szans na normalne zycie? Bo taki
                                    > czlowiek zle sie przykladal do modlitwy? Inna sytuacja, to to ze (tak jak ja
                                    > mysle) inaczej do takiej sprawy beda podchodzic doswiadczeni juz rodzice,
                                    > ktorzy urodzili wczesniej zdrowe dziecko/dzieci, a mlode malzenstwo,
                                    > ktorym "debiut" zakonczyl sie tragicznie. W obu przypadkach bedzie rozpacz,
                                    ale
                                    >
                                    > w tym drugim bedzie zupelne nieprzygotowanie do takiej sytuacji, zupelne
                                    > zdezorientowanie. Pierwsze dziecko, tak oczekiwane i pielegnowane od samego
                                    > poczatku, z takim koncowym rezultatem... Jak powinnismy patrzec na ludzi,
                                    > ktorzy zdecydowali na wczesniejsze zakonczenie ciazy w tych ciezkich
                                    > przypadkach? Czy mamy ich potepiac?


                                    Jarku,
                                    jestem daleki od potępiania ludzi, którzy przechodzili przez tego rodzaju
                                    dylemat moralny. Z tego co piszesz, widać jaka walka wewnętrzna toczyła się w
                                    nich; jeśli zdecydowali się na aborcję, to nie była ona przeprowadzona z
                                    premedytacją, a przypuszczam, że poczucie winy będzie chodzic za nimi do końca
                                    życia.
                                    Nawet jeśli wyznają to przed Bogiem jako grzech i nawet jeśli usłyszą słowa o
                                    Bożym przebaczeniu, będą mieli problem przebaczyć samym sobie.
                                    Starałbym się takich ludzi pocieszyć słowem z 1 listu Jana
                                    1,9 Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i
                                    odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.

                                    To jakie rodzi się dziecko, nie jest kwestią dobrego czy złego przykładania się
                                    do modlitwy.
                                    Bóg dopuszcza doświadczenia, które nie zawsze są zgodne z naszymi oczekiwaniami
                                    czy marzeniami.
                                    Popatrz na Joba. Bóg złożył o nim świadectwo, że był człowiekiem bogobojnym jak
                                    nikt inny na ziemi.
                                    A jednak, poprzez doświadczenia, które przeszedł Job, poznał on Boga o wiele
                                    lepiej, niż znał go wcześniej, że na końcu wyznaje:
                                    42,5 Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię.
                                    42,6 Przeto odwołuję moje słowa i kajam się w prochu i popiele.

                                    U Izajasza znajdziemy słowa, które mówią, że Boże drogi są wyższe od naszych
                                    55,8 Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje -
                                    mówi Pan,
                                    55,9 lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż
                                    drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze.

                                    Bóg ma dla naszego życia inne cele niż my. Dlatego czasem tak trudno
                                    powiedzieć: Bądź wola twoja ...

                                    Paweł miał problemy ze zdrowiem. Modlił się o uzdrowienie, które jednak nie
                                    następowało. Bóg go zapewnił, że wystarczy, jeeśli będzie miał jego łaskę:
                                    2 Koryntian
                                    12,9 Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem
                                    pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę
                                    słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa.

                                    Tam, gdzie kończy się nasza siła, Bóg może okazać swoją moc.

                                    Jeszcze wracając do poczucia winy:
                                    Pomyśl o Piotrze, który zaparł się Jezusa, choć w swoje sile był pewny, że
                                    wytrwa przy Jezusie choćby miał zginąc. Czy Jezus go odrzucił? Potem Piotr
                                    gorzko zapłakał, ale nie odwrócił się już od Jezusa.
                                    I takie doświadczenie przechodzimy ... aby innych lepiej rozumieć;
                                    aby innych pocieszać ta samą pociechą, jaka Bóg nas pocieszył.
                                    Paweł tak o tym pisał:
                                    2 Kor
                                    1,2 Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa.
                                    1,3 Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa,
                                    Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy,
                                    1,4 który pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym, abyśmy tych, którzy
                                    są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszać mogli taką pociechą, jaką nas samych
                                    Bóg pociesza.

                                    Pozdrawiam,
                                    Jerzy

                                    PS. W piatek wyjeżdżam na 10 dni, może czasem uda mi się zaglądnąć do
                                    internetu; zacznę od zaglądnięcia, czy jest cos od ciebie








                                    • Gość: Jarek Re: co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych IP: 63.82.101.* 25.09.03, 23:02
                                      Bo taka jest prawda Jerzy, ktore z normalnych rodzicow chce smierci swojego
                                      dziecka? Jednak w tak tragicznych przypadkach rodzic staje mimo wszystko przed
                                      pewnym wyborem, nieliczni sa zdecydowani odrazu. Mysle ze jest to wtedy
                                      najtrudniejsza decyzja w zyciu, rodzice decyduja o przyszlosci dziecka, tylko
                                      niestety jest to decyzja o jego istnieniu lub nieistnieniu na ziemi. I faktem
                                      rowniez jest,ze po zakonczeniu zycia dziecka poprzez podjeta decyzje przez
                                      rodzicow, poczucie winy bedzie chodzic z nimi do konca zycia, nawet jak wyzna
                                      sie swoje grzechy Bogu i zostana one odpuszczone. Mysle, ze minie to dopiero
                                      gdy Bog da i rodzice i dziecko, polacza sie w niebie.
                                      Zawsze wychodzilem z zalozenia, ze nie mozna sie ogladac za innymi ludzmi,
                                      tylko kierowac samym soba, najlepiej jak sie potrafi. Oczywiscie, dobre
                                      uczynki, dobre zachowania mozna nasladowac, jest to wrecz wskazane. Ale nie
                                      mozna naprzyklad patrzec na innych pod tym wzgledem, "a ten zgrzeszyl ciezej
                                      ode mnie, bo zrobil to umyslnie, wiec pewnie Pan Bog potraktuje mnie lagodniej"
                                      absolutnie z takim zjawiskiem bym sie nie zgodzil, bo oznaczaloby to wtedy
                                      chyba, ze taki czlowiek nie ma sumienia. Nalezy kierowac soba i swoim zyciem
                                      tak, zeby bylo ono jak najlepsze i zeby bylo ono Oku Bozemu mile.
                                      Grzeszymy wszyscy i nie oszukujmy sie, my smiertelnicy nie jestesmy w stanie
                                      uciec przed grzechem, ale mozemy miec nad tym kontrole i postepowac tak zeby w
                                      koncu uzyskac zbawienie.
                                      Problemy finansowe, kryzysy w rodzinie? To sa zadne problemy w porownaniu z
                                      tymi, z ktorymi musza sie inni ludzie borykac, ludzie ktorzy pragna tylko
                                      spokoju i zdrowia. Zyja w zwiazku w harmonii, zgodnie z przykazaniami Bozymi...
                                      a mimo wszystko ich tez dosiegaja nieszczescia. Jak takim ludziom powinno sie
                                      pomagac? Jezeli stoja przed wyborem, nie mozemy im poradzic zeby zrobili tak
                                      czy tak, oni sami musza podjac decyzje, bo potem sami mozemy miec wyrzuty
                                      sumienia, ze zle poradzilismy. Zapewne w takich wypadkach najwieksza pomoca
                                      jest wsparcie. A co potem, jak juz bedzie po wszystkim? Beda miec wyrzuty
                                      sumienia, czy postapili dobrze czy nie? Juz tego nie da sie cofnac. Problem
                                      jest naprawde skomplikowany, rodzice mimo wszystko kieruja sie "pewnym dobrem"
                                      dziecka. Wierzac w zycie wieczne, moga rownie dobrze uwazac, ze dziecko tam
                                      bedzie mialo lepiej, poniewaz, oprocz milosci, nie bedzie musialo cierpiec, na
                                      co skazane by bylo w zyciu na ziemi... A rodzice? jezeli zdecyduja sie na ten
                                      krok, beda zyc tak jak wspomniales z obciazonym sumieniem, ale beda tez modlic
                                      sie do Boga zeby im to wybaczyl, jezeli postapili wbrew Jego woli.
                                      Rodzac w terminie dziecko i potem je po pewnym czasie mimo wszystko tracac,
                                      zyliby w rozpaczy, ze tak wiele z siebie dali a mimo wszystko je stracili, bo
                                      niestety inaczej stac sie nie moglo. Tutaj potrzebny by byl gest samego Pana
                                      Boga, co niestety nie jest mozliwe, poniewaz wszystko byloby zbyt proste, gdyby
                                      Pan Bog przylozylby swoj palec do kazdego nieszczescia zeby je odwrocic.
                                      Czlowiek niestety jest takim paskudnym stworzeniem, ze gdyby dac mu palec to
                                      potem bedzie zadac calej reki. Dlatego tutaj na ziemi ma po to wolna wole i
                                      rozum zeby mogl sam kierowac soba, a Pan Bog wspiera go swoja Opatrznoscia.

                                      Rowniez pozdrawiam
                                      Jarek

                                      Ps. Dzieki ze mnie uprzedziles, ze bedziesz zagladac tutaj, bo raczej
                                      nastawialem sie juz na odpowiedzi od ciebie dopiero po twoim powrocie :)
                                      • Gość: Jerzy Re: co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.09.03, 13:58
                                        Dzieki za to, czym sie dzielisz.
                                        MYSLE; ze bardzo wazne dla naszej postawy wobec cierpienia wlasnego czy innych
                                        ludzi, jest nasze zrozumienie takich elementow wiary chrzescijanskiej jak
                                        ZBAWIENIE; USWIECENIE I UWIELBIENIE:
                                        • Gość: Jerzy ZBAWIENIE; USWIECENIE I UWIELBIENIE IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.09.03, 14:14
                                          Dzieki za to, czym sie dzielisz.
                                          MYSLE; ze bardzo wazne dla naszej postawy wobec cierpienia wlasnego czy innych
                                          ludzi, jest nasze zrozumienie takich elementow wiary chrzescijanskiej jak
                                          ZBAWIENIE; USWIECENIE I UWIELBIENIE:

                                          Perspektywa ewangeliczna jest taka, ze jestemy zbawieni z laski przez wiare w
                                          Jezusa, nie z uczynkow wlasnych czy obrzedow odprawionych przez ksiezy, ale na
                                          podstawie uczynku Jezusa - jego smierci na krzyzu i zmartwychwstania.
                                          Wiekszosc katolikow wierzy w te fakty, a jednak trudno jest im przyjac, ze
                                          wiara w Jezusa wiaze sie ze zbawieniem od kary za grzechy.

                                          Teraz, skoro jestem zbawiony, mam zyc tak, aby moje zycie przynosilo chlube
                                          Bogu. INACZEJ; OD CHWILI PRZYJECIA ZBAWIENIA, wckraczmy w etap USWIECENIA;
                                          ktory bedzie trwal do konca naszych dni na ziemi. Waznym elementem procesu
                                          uswiecenia sa cierpienia, jesli przyjmujemy wobec nich niewlasciwa postawe, bo
                                          mozna je zmarnowac).

                                          Kiedy odejdziemy z tej Ziemi, czeka nas UWIELBIENIE - kiedy Jezus przyjdzie po
                                          swoich wyznawcow, obdarzy ich nowymi nieksazitelnymi cialami, w ktorych nie
                                          bedzie juz cierpienia ani bolu. Wiecej, za trud swego zycia dla chwaly Bozej,
                                          otrzymaja zaplate (NIE KARE; ALE NAGRODE!!!)

                                          JESLI ktos zyje w przeswiadczeniu, ze ma zasluzyc sobie na zbawienie, to nigdy
                                          nie bedzie wiedzial, czy juz ma dosyc zaslug, czy nie.

                                          Pozdrawiam,
                                          Jerzy,

                                          • Gość: Jarek Re: ZBAWIENIE; USWIECENIE I UWIELBIENIE IP: *.dyn.optonline.net 29.09.03, 03:48
                                            No dobrze, ale tutaj moze mnie dreczyc pewna rzecz... mianowicie, wierze w
                                            Jezusa, w zbawienie, staram sie zyc jak najlepiej, to znaczy tak zeby moje
                                            zycie byle mile Bozemu Oku, ale mimo wszystko grzesze. Pokusy sa wszedzie, my
                                            jestesmy slabi, prosimy o sile, nie dostajemy zadnej odpowiedzi, czy to znaczy
                                            ze powinnismy bardziej sie starac? mocniej walczyc ze swoimi slabosciami?
                                            musimy sami sie z tym uborykac? Czy jezeli sie staram, ale mi nie wychodzi, to
                                            znaczy ze za slabo sie staram? Czlowiek czesto ma, okresle to, zakodowane
                                            pewne zachowania, ma pewne przyzwyczajenia, od ktorych ciezko jest sie
                                            oderwac. Zawsze staram sie nie wpasc w rutyne, bo to moze byc zgubne, ale
                                            ciezko tez jest sie do czegos zmobilizowac.
                                            Inna rzecz, najczesciej jest tak, ze gdy czlowiek jest mlody, ma najwiecej
                                            energii i moglby najwiecej czegos dobrego zrobic, to najczesniej wykorzystuje
                                            te energie na wlasne przyjemnosci, dopiero najczesniej na starosc sie
                                            opamietuje, co moze wydawac sie normalne, z wiekem ta energia gasnie, poza tym
                                            czesto czlowiek zmienia poglady, wiecej zastanawia sie nad soba i swoim
                                            postepowaniem ( o ile wczesniej, gdzies tam w miedzy czasie sie nie stoczyl i
                                            nikt mu nie pomogl wyjsc z bagna, albo tej pomocy nie przyjal), staje sie
                                            lepszy, jak byl dotychczas wierzacy, to potem jego wiara sie umacnia. Jest
                                            bardziej systematyczny, wiecej poswieca czasu Bogu. Czy mozemy powiedziec, ze
                                            takie moga byc lub sa koleje zycia? Bo jakby spojrzec wokol nas to naprawde
                                            nieliczni sa tacy, ktorzy sa dobrzy od samego poczatku do konca zycia. Kazdy z
                                            nas ma cos "za skora", czesto nawet nie myslac ze zbacza z drogi. Czesto tez
                                            nie ma kto uswiadomic o tym. Jestesmy tak zajeci praca, rodzina, obowiazkami
                                            codziennymi ze nawet nie zauwazamy pewnych rzeczy, ktore sie dzieja wokol nas,
                                            ze mozemy robic cos zlego, czesto nieswiadomie. Czy jezeli czlowiek prowadzi
                                            normalne zycie, takie przecietne, do tego zawsze pamieta o Bogu, czy to dla
                                            Niego wystarczy? Owszem, mozemy powiedziec, ze powinnismy opierac sie na
                                            naukach Jezusa i to daje nam gwarancje ze bedziemy postepowac dobrze, ze
                                            bedziemy podazac droga, ktora prowadzi do Boga. Ale jak On patrzy na tych
                                            wszystkich szarych ludzi, ktorych jest zdecydowana wiekszosc? ktorzy z reguly
                                            nie sa zlymi ludzmi, prowadza normalne zycie, tak jak wczesniej wspomnialem,
                                            pracuja, prowadza zycie rodzinne, zajmuja sie codziennymi obowiazkami... Jak
                                            Bog patrzy na takich ludzi? Cierpliwie czeka az zaczna sie zastanawiac nad
                                            soba i zaczna zmieniac swoje postepowanie na lepsze? Czy moze akceptuje ich
                                            takich jacy sa, dopoki nie sa szkodliwi dla innych, a zlo ktore czynia zaczyna
                                            byc toksyczne?
                                            • Gość: Jerzy Czy jesteś zbawiony IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.09.03, 10:54
                                              Pozwól, że zadam ci pytanie:
                                              Czy jesteś zbawiony?

                                              Jerzy
                                              • Gość: Jarek Re: Czy jesteś zbawiony IP: *.dyn.optonline.net 01.10.03, 03:26
                                                Wszyscy jestesmy zbawieni, w koncu po to byla ofiara Pana Jezusa. Mozemy
                                                jednak zostac potepieni, jezeli odwrocimy sie od Pana Boga. Ale czy potepieni
                                                zostana tylko ci ktorzy calkowicie sie od Niego odwroca? Co z tymi co w Niego
                                                wierza, ale popelniaja, ze tak to nazwe, grzechy pospolite? Czy Bog wybaczy
                                                nam nasze slabosci? Czasami smierc przychodzi niespodziewanie, czlowiek nie
                                                zdazy sie wyspowiadac, przeprosic Boga za swoje grzechy. Wiem, ze czlowiek
                                                rozliczany jest z calego swojego zycia, ale co z ludzmi w ktorych dopiero
                                                zaczely nastepowac przemiany? Nie wiem czy mozliwe jest zmienic sie
                                                diametralnie z dnia na dzien. Zrobisz jedno i jest to dobre, ale nastepne co
                                                zrobisz moze byc zle. Jak masz sumienie, bedziesz tego zalowac, ale co bedzie
                                                jak to sie powtorzy? Czasem nie masz nad tym kontroli, jak wspomnialem we
                                                wczesniejszej wypowiedzi, pokusa jest wielka i ona wygrywa nad twoimi
                                                slabosciami. Zrobisz cos zlego, czasem nie do konca swiadomie i potem dopiero
                                                po fakcie uswiadamiasz sobie co zrobiles i zaczynasz tego zalowac. To moze sie
                                                powtarzac, szczegolnie gdy nie bedziesz juz pamietac tego co zrobiles. No ale
                                                napewno bedziesz pamietac grzechy ktore mogly skrzywdzic blizniego. Mimo
                                                wszystko mysle, ze jest to inna historia jak wlasnie z tymi "pospolitymi"
                                                grzechami. To sa takie moje rozmyslania...
                                                • Gość: Jerzy Re: Czy jesteś zbawiony IP: *.dip0.t-ipconnect.de 02.10.03, 17:00
                                                  Gość portalu: Jarek napisał(a):

                                                  > Wszyscy jestesmy zbawieni, w koncu po to byla ofiara Pana Jezusa.

                                                  Mam problem ze zrozumieniem twego stwierdzenia. Czychcesz powiedziec, że dzięki
                                                  ofierze Jezusa, każdy człowiek jest zbawiony, czy wie o tym, czy nie wie.
                                                  Biblia pokazuje nam, że każdy człowiek JEST zgudniony a Jezus "przyszedł szukac
                                                  to, co zaginęło".
                                                  Jezus stworzył mozliwość, aby każdy człowiek mógł dostąpić zbawienia.

                                                  Dlatego chyba się gdzieś mijamy w zrozumieniu skutków wiary w śmierć i
                                                  zmartwychwstanie Jezusa.
                                                  Wedłyg Biblii, jesteś zbawiony dopiero wtedy, jeśli uwierzysz, że ofiara Jezusa
                                                  była doskonałym zadośćuczynieniem za twoje grzechy.

                                                  Do tego momentu podlegamy wyrokowi:
                                                  Zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6:23).

                                                  Na podstawie wiary w dzieło Jezusa możemy dostąpić ułaskawienia od tego wyroku;

                                                  Czy jesteś zbawiony?
                                                  • Gość: Jarek Re: Czy jesteś zbawiony IP: 63.82.101.* 02.10.03, 19:03
                                                    A co z ludzmi ktorzy nie mieli nawet szansy dowiedziec sie kim jest Jezus?
                                                    Urodzili sie i wychowani zostali w innej wierze, nie majac mozliwosci poznac
                                                    nauk Jezusa. Przeciez sa tacy ludzie i jest ich wielu... Nasi misjonarze
                                                    niestety, mysle ze nie sa w stanie dostac sie do kazdego zakadka ziemi... Ja
                                                    wierze, ale przeciez to nie wystarczy zeby dostac sie do nieba. Krzyzacy tez
                                                    wierzyli i myslisz, ze tam sie dostali? Wiesz, ja nie chce glupio argumentowac,
                                                    chcialbym tylko zebysmy doszli do wspolnego mianownika i zebysmy sie
                                                    rozumieli...
                                                  • Gość: Jerzy Jezusa trzeba poznac OSOBISCIE IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.10.03, 21:24
                                                    Pisalem o tym w innych miejscach, poszukam i podam ci linka.

                                                    Kazdy czlowiek w cos wierzy,
                                                    my (ty i ja)wierzymy w istnienie Boga, ateisci wierza, ze nie ma Boga ...
                                                    Wierzymy w smierc i w zmartwychwstanie Jezusa, ateisci wierza, ze to mity ...
                                                    Ale, czy wierzymy podobnie w skutki ofiary Jezusa?
                                                    Na czym polega ZBAWCZA WIARA?
                                                    Czy potrafimy odsiac nauke Jeyzusa i apostolow od tego wszystkiego, co zostalo
                                                    wniesione do chrzescijanstwa na przestrzeni wiekow?

                                                    Jesli idyie o mnie, to zawsze uwierzylem wistnienie Boga, w smierc i
                                                    zmartwychwstanie Jezusa, ale nie mialem osobistej wiezi z Bogiem. Mozesz
                                                    wierzyc istnienie prezzydenta Polski, znac iele faktow o nim, ale nie znac o
                                                    osobiscie.
                                                    Jezusa trzeba poznac OSOBISCIE; swiadomie zawierzyc mu swoje zycie.
                                                    Uswiadomilem to sobie na skutek czytania Biblii ponad 20 lat temu.
                                                    Poznalem, ze chrzescijanstwo to nie tylko wiara w Boga i przestrzeganie
                                                    przykazan, rob to, nie rob tamtego, ale przede wszystkim, osobista relacja z
                                                    Jezusem.

                                                    Czy masz taka relacje z Jezusem?

                                                    Jerzy
                                                  • Gość: Jerzy Główna rzecz chrześcijańskiego nauczania IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.10.03, 21:29

                                                    Podaje lin do tematow, ktore moga ci pomoc w zrozumieniu kwestii zbawienia

                                                    Główna rzecz chrześcijańskiego nauczania

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=1441331&a=1489333
                                                  • Gość: Palnick Re:Kontrowersje wokół sensu śmierci Jezusa. IP: *.stenaline.com 15.10.03, 13:35

                                                    1. Wiec Bóg Ojciec rzekł: "Ludzie są zepsuci z natury, serca ich są
                                                    zatwardziałe, myśli są jak sadza, a czyny haniebne, widok ich męczy me oczy".
                                                    2. Gdy Stwórca tak mówi, to zawsze zaraz potem jest coś śmiesznego do
                                                    zobaczenia na Ziemi: potop, deszcz z ognia i siarki, trzęsienie ziemi. No, po
                                                    prostu jakaś rozrywka.
                                                    3. Bóg zdecydował: "Wyślę im jednego z naszej Trójcy, by cierpiał, by go
                                                    męczyli i by swą śmiercią odkupił ich grzechy. Czyż to nie dobry pomysł?"
                                                    4. Bóg powiedziawszy to powiedział: "Rzekłem".
                                                    5. I dorzucił: "Musze ze sobą porozmawiać".

                                                    6. Bóg rzekł do siebie: "Jeden z nas zejdzie do ludzi, by cierpieć i zostać
                                                    skazanym na śmierć, gdyż takie jest moje przeznaczenie.
                                                    7. Teraz musimy zdecydować, który się poświęci.
                                                    8. Co do mnie, nie narzucając Wam mego zdania, uważam, że powinien to być Bóg
                                                    stworzony na podobieństwo człowieka, młody, piękny i podobający się
                                                    kobietom. „Jaka jest wiara żon taka i wiara mężów".
                                                    9. Duch Święty dodał: "Też tak uważam".
                                                    10. Syn stwierdził: "Przecież kobiety lubią gołębie".
                                                    11. Duch Święty odparł: "Gołębica przybita do wrót stodoły - to niepoważne!".
                                                    12. Ojciec: "Będzie tak, jak jest napisane w Księdze A Księga mówi: „Bóg wyśle
                                                    swego jedynego Syna, Mesjasza, by odkupił grzechy Świata".
                                                    13. Syn: "Tak napisano w Księdze? Nigdy tego nie czytałem!".
                                                    14. Ojciec: "Z chwila, gdy zaświtała mi idea, iż ma to być napisane w Księdze,
                                                    słowa te były napisane od momentu powstania Księgi".
                                                    15. Syn: "Ach, tak ...
                                                    16. Ojciec: "Z chwila, gdy to postanowiłem wszyscy prorocy od zawsze mówili o
                                                    tym, a ich przemowy były pełne zapowiedzi nadejścia mego Syna.
                                                    17. Oczywiście, trzeba trochę czytać miedzy wierszami, ale gdzież byłyby ich
                                                    zasługi, gdyby przygotowywać za nich całą robotę".
                                                    18. I dodał: "A zresztą, wiesz to tak samo dobrze jak Ja. Bo jesteś Mną
                                                    Przestań więc mendzić, bo dostaniesz w papę".
                                                    19. Syn westchnął i przestał mendzić.
                                                    ------------------------

                                                    I tak to się spełniło.
                                                    Czyż może być coś okrutniejszego od ojca skazujacego na śmierć własnego syna a
                                                    nawet skazującego siebie samego jako częśc Trójcy bedącej jednią? Czyż istnieje
                                                    coś idiotyczniejszego i mniej logicznego od całej tej historii?
                                                    ;)))
                                                  • Gość: Jarek Re: Jezusa trzeba poznac OSOBISCIE IP: *.dyn.optonline.net 04.10.03, 06:32
                                                    Wierzymy w Jednego Boga, wierzymy w Jego jednorodzonego syna Jezusa, dlaczego
                                                    wiec jest taki podzial w chrzescijanstwie? W sumie nie jest to jedna religia w
                                                    ktorej jest podzial, bo rownie dobrze mozemy powiedziec to rowniez o Islamie.
                                                    Ale nas obchodzi nasza religia, nasze wierzenia. Czemu Biblia jest roznie
                                                    interpretowana? i dlaczego dani interpretatorzy upieraja sie, ze to oni
                                                    wlasnie poprawnie ja interpretuja?
                                                    Mozna zadac naprawde wiele pytan, czy potrafimy na nie wszystkie odpowiedziec?
                                                    Czy ktos chce tych roznic? Napewno nie. Ale kto jest w stanie to wszystko
                                                    pogodzic? My wiemy, ze napewno Pan Bog i mysle, ze tylko On. Jest nas ponad 6
                                                    miliardow na tej planecie i zaden czlowiek nie znalazl sie, ktory moglby
                                                    zjednoczyc wszystkich ludzi. Nie udalo sie to nawet samemu Jezusowi, pomimo
                                                    Jego nauk i licznych cudow. Dlaczego one nie przekonaly Faryzeuszy i innych
                                                    ludzi gdzie Jezus nauczal? My nie widzielismy a wierzymy i wiara w Niego, jest
                                                    dla nas czyms tak oczywistym jak dla kawosza wypicie z rana kawy na sniadanie.
                                                    Czy mam osobista relacje z Jezusem? Gdy modle sie, dziekuje mu za miniony
                                                    dzien, za Jego opieke nade mna i moja rodzina i w ogole wszystko co mnie
                                                    kazdego dnia spotyka, jednoczesnie prosze zeby dodal mi sily zebym byl lepszy
                                                    i zeby nie pozwolil na to zebym przypadkiem zboczyl z drogi ktora prowadzi do
                                                    Niego. Jezeli o taka relacje ci chodzi, to tak to u mnie wyglada.
                                                    Na koniec jeszcze raz cie zapytam. Jak wyglada sytuacja ludzi ktorzy nie mieli
                                                    szansy poznac Jezusa?
                                                  • Gość: Jerzy Re: Jezusa trzeba poznac OSOBISCIE IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.03, 13:11
                                                    Dzięki za szczerość w opisaniu swojej relacji z Bogiem.

                                                    Każdy chrześcijanin świadomie wierzący ubolewa nad podziałami, ale taka jest
                                                    rzeczywistość, zapowiadana w Biblii.
                                                    Przeciwnik Boży robi wszystko, aby te podziały prowokować i powodować, grając
                                                    na różnych ambicjach ludzkich.

                                                    Jezus modlił się, aby wszyscy byli jedno, tak jak On był jedno z Ojcem.
                                                    Aby być jedno ze sobą nawzajem, musimy być najpierw jedno z Jezusem i Bogiem
                                                    Ojcem. Przykładowo, Jezus uczył, że nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko
                                                    przez niego. (Jan 14,6).
                                                    Jeśli ktoś ustanawia innych pośredników, nie jest jedno z Ojcem.

                                                    Po drugie, Biblia uczy, że ofiara Jezusa została złożóna raz na zawsze i jest
                                                    doskonałym zadośćuczynieniem za nasze grzechy.
                                                    Jeśli ktos uczy, że ta ofiara nie wystarcza, że trzeba ją powtarzać uobecniać,
                                                    nie jest jedno z Jezusem.

                                                    Różne nauki były powodem rozłamów w kościele; w przypadku Reformacji, rozłam
                                                    nastąpił wtedy,kiedy papiestwo nie chciało zostawić nauk niebiblinych.

                                                    W obozie reformacji też nastąpiły podziały - jedni uważali, że reformatorzy
                                                    zatrzymali się w pół drogi; chcieli pójść dalej;
                                                    inni zaczęli odmitologizowywać Biblię, kwestionując w niej wszystkie cuda.

                                                    Cóż mamy robić? Badać Pismo Święte i zyć w zgodzie z jej nauczaniem i własnym
                                                    sumieniem.

                                                    O podziałach pisze Paweł:
                                                    1 Kor
                                                    11,18 Słyszę bowiem najpierw, że gdy się jako zbór schodzicie, powstają
                                                    między wami podziały; i po części temu wierzę.
                                                    11,19 Zresztą, muszą nawet być rozdwojenia między wami, aby wyszło na jaw,
                                                    którzy wśród was są prawdziwymi chrześcijanami.

                                                    O ataku na chrześcijaństwo od wewnątrz i zewnątrz mówił Paweł, kiedy się żegnał
                                                    ze starszymi z Efezu:
                                                    Dzieje 20,29 Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne,
                                                    nie oszczędzając trzody,
                                                    20,30 nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy
                                                    przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą.

                                                    A o tych, co nie słyszeli zbawienia, pisze Paweł do Rzymian:
                                                    2,12 Bo ci, którzy bez zakonu zgrzeszyli, bez zakonu też poginą; a ci,
                                                    którzy w zakonie zgrzeszyli, przez zakon sądzeni będą;
                                                    2,13 gdyż nie ci, którzy zakonu słuchają, są sprawiedliwi u Boga, lecz ci,
                                                    którzy zakon wypełniają, usprawiedliwieni będą.
                                                    2,14 Skoro bowiem poganie, którzy nie mają zakonu, z natury czynią to, co
                                                    zakon nakazuje, są sami dla siebie zakonem, chociaż zakonu nie mają;
                                                    2,15 dowodzą też oni, że treść zakonu jest zapisana w ich sercach; wszak
                                                    świadczy o tym sumienie ich oraz myśli, które nawzajem się oskarżają lub też
                                                    biorą w obronę;
                                                    2,16 będzie to w dniu, kiedy według ewangelii mojej Bóg sądzić będzie
                                                    ukryte sprawy ludzkie przez Jezusa Chrystusa.

                                                    Bóg wie, jaki jest głos sumienia człowieka i jak zaeragowałby, gdyby usłyszał
                                                    ewangelię.
                                                    Dla przykładu, Jezus wiedział, jak zareagowałaby miasta Tyr i Sydon
                                                    Mat 1,20 Wtedy zaczął grozić miastom, w których dokonało się najwięcej
                                                    jego cudów, że nie pokutowały.
                                                    11,21 Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido; bo gdyby w Tyrze i
                                                    Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele
                                                    pokutowały.
                                                    11,22 Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli
                                                    wam.


                                                  • Gość: Jarek Re: Jezusa trzeba poznac OSOBISCIE IP: 63.82.101.* 09.10.03, 23:02
                                                    I to nie jest tez problem, ze jest nas tak wielu na tej ziemi, bo podzialy
                                                    czesto nawet zdarzaja sie w malzenstwach, co jest jednoczesnie dwoje ludzi i
                                                    jedna osoba. Rowniez nie tylko przeciwnicy Boga powoduja podzialy, lecz takze
                                                    ci ktorzy kieruja poszczegolnymi Kosciolami.
                                                    Jezus modlil sie, aby wszyscy byli jedno. Niestety tak sie nie stalo. Wiemy
                                                    jednak, ze jego smierc na krzyzu za nas nie byla daremna. Po Jego smierci
                                                    nastapil wielki przelom. Jego imie zna wiekszosc na tej ziemi, choc niestety z
                                                    tej wiekszosci wielu nie przyjelo Go do swego serca.
                                                    Jak powiedziales "powinnismy badac Pismo Swiete i zyc w zgodzie z jej
                                                    nauczaniem i wlasnym sumieniem" Ale jak powinnismy rozumiec wiele
                                                    niezrozumialych dla przecietnego czlowieka slow zawartych w PS? Nie mozemy ich
                                                    przeciez brac doslownie, a wiesz przeciez tez, ze sa one roznie interpretowane.
                                                    I tutaj jest kolejny problem, rozna interpretacja Biblii rowniez powoduje
                                                    podzialy...
                                                    W twoim zdaniu, ostatni czlon "i wlasnym sumieniem" moglby rozwiac te
                                                    watpliwosc. Bog przeciez widzi i obserwuje nas i napewno doceni nasze starania
                                                    i wynagrodzi nam to. Wiem, ze nie postapi jak nauczyciel ktory po przepytaniu
                                                    ucznia powie mu " no stary, niezles sie napracowal, siadaj, mierny"
                                                    Ale w takim przypadku dotyczy to jednostek, a my powinnismy byc wszyscy
                                                    zjednoczeni w Chrystusie, a tak nie jest. Czemu to jest takie trudne?
        • Gość: Kagan Do Odina: Nie decydowałeś o swoich narodzinach IP: 203.221.209.* 12.09.03, 15:28
          Decydowaly o tym geny i przypadek!
          A plod, a nawet noworodek, dopoki nie ma swiadomosci, jest de facto czescia
          organizmu matki, i ona, i tylko ona, moze decydowac o jego losie, a nie
          policyjno-klerykalne panstwo!
          Sumienie zas to czesc osobowosci, wiec kazdy z nas ma inne. Zas najbardziej
          relatywna moralnosc to moralnosc chrzescijanska: niby oparta na Dekalogu, ale
          np. dopuszcza zabijanie... :( Niby nie pozwala na czczenie innych Bogow niz
          Jehowa (Jahwe, JHWH), ale pozwala na kult Jeszui ben Miriam (Jezusa) i jego
          matki, urodzonej jak kazdy smiertelnik... :(
    • Gość: Piast jaki z ciebie protestant,poczytaj Kiergegarda IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 22:18
      i wybierz albo ......
      • Gość: Jerzy Czy Kierkegard jest reprezentatywnym protestantem? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 19:07
        Czy też jakimś jego szczególnym przypadkiem,


        Gość portalu: Piast napisał(a):

        > i wybierz albo ......

        Co / kogo mam wybrać?

        Jerzy
        • Gość: Palnick Jedynie Jerzy jest reprezentatywnym protestantem ! IP: *.stenaline.com 23.09.03, 08:40
          Chrześcijaninem, interpretatorem obu testamentów i kazdej rzeczy, która jego
          (boga) jest.
          • Gość: Jerzy Jerzy nie jest reprezentatywnym protestantem IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 13:35
            Gość portalu: Palnick napisał(a):

            > Chrześcijaninem, interpretatorem obu testamentów i kazdej rzeczy, która jego
            > (boga) jest.

            Sofizmacisz; zawężasz mnie do kogoś szczególnego i twierdzisz, że to jest
            postawa reprezentatywna;
            I jak zwykle, gdy nie ma aargumentów, pozostaje tylko drwina i atak ad
            personam.

    • _agnostyk Re: Dylemat protestanta 16.09.03, 00:45
      W oparciu o jaki wzorzec wartości /absolut/ tak twierdzisz?
      Humanizm świecki bazuje na ateizmie. Gdyby ateizm utożsamić z komunizmem, to
      byś się oburzył, ale w wydaniu humanistycznym wydaje się on być szlachetny,
      tyle tylko że wyrasta z tego samego pnia co komunizm.

      Jerzy

      Humanizm jako filozofia powstala w starozytnej Grecji w czasie kiedy o komunizmie nie fantazjowano. I ten humanizm
      od zarania byl nie do zaakceptowania przez wszystkie religie bazujace na dogmatyzmie opartym na napisanych
      przez niewiadomo kogo "Pismach". Nie jest istotne czy to jest Biblia, Koran, Mein Kampf, Kapital czy Czerwona
      Ksiazeczka Mao. Bezkrytyczne traktowanie tych "Pism" prowadzi do fanatyzmu i zdziczenia. Krytyczne prowadzi do
      Humanizmu.
      • Gość: Jerzy Re: Dylemat protestanta IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 19:17
        _agnostyk napisał:

        > W oparciu o jaki wzorzec wartości /absolut/ tak twierdzisz?
        > Humanizm świecki bazuje na ateizmie. Gdyby ateizm utożsamić z komunizmem,
        to
        > byś się oburzył, ale w wydaniu humanistycznym wydaje się on być szlachetny,
        > tyle tylko że wyrasta z tego samego pnia co komunizm.
        >
        > Jerzy
        >
        > Humanizm jako filozofia powstala w starozytnej Grecji w czasie kiedy o
        komunizm
        > ie nie fantazjowano. I ten humanizm
        > od zarania byl nie do zaakceptowania przez wszystkie religie bazujace na
        dogmat
        > yzmie opartym na napisanych
        > przez niewiadomo kogo "Pismach". Nie jest istotne czy to jest Biblia, Koran,
        Me
        > in Kampf, Kapital czy Czerwona
        > Ksiazeczka Mao. Bezkrytyczne traktowanie tych "Pism" prowadzi do fanatyzmu i
        zd
        > ziczenia. Krytyczne prowadzi do
        > Humanizmu.

        Ależ mądrze odpowiedziałeś. Chciałeś powiedzieć, że humanizm ewoulował od
        czasów starożytnych aż do współczesnych i po drodze przepoczwarzał się przez
        komunizm, którego wyznawcy, w przeciwieństwie do fanatycznych religiantów, byli
        szlachetni, filantropijni i altruistyczni (względem siebie) ...

        A tak poważniej agnostyku, czy już potrafisz odróżnić katolicyzm od
        chrześcijaństwa,

        Nie chcesz, aby humanizmu utożsamiać z komunizmem, ale z uporem maniaka nie
        chcesz dostrzec różnicy między chrześcijaństwem biblijnym a innymi religiami,
        włącznie z katolicyzmem.

        Jerzy

    • Gość: Jerzy Jeśli prawica wygra wybory to biada niekatolikom IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 17:17

      Bardzo ciekawie zapowiada się program Giertycha,

      oto fragment; teraz mi już całkiem nie do śmiechu

      www.ciemnogrod.net/owk/owk_38.htm
      Czas na kontrliberalizm

      W roku 1962 szach Iranu Mahommad Reza Pahlavi oglosil program gruntownej
      modernizacji kraju pod nazwa “Bialej Rewolucji”. Szach, czlowiek nowoczesny,
      bardzo europejski, co prawda rozwodnik, ale zawsze tylko z jedna zona,
      wprowadzal swoj kraj do rodziny krajow “nowoczesnych”, czyli laickich.
      Korzystajac z nadmiaru petrodolarow przeprowadzal wielkie inwestycje, podnosil
      poziom zycia, oswiate, otwieral kraj na swiat. W latach siedemdziesiatych
      wydawalo sie, ze podobnie jak kraje chrzescijanskie “wyszly z zacofania”
      relegujac wyznania do prywatnosci, tak samo zdarzy sie w krajach muzulmanskich.
      I oto na przelomie 1978/9 roku w Iranie zaczela sie rewolucja religijna. W
      lutym 1979 r. ajatollach Chomeini, islamski emigrant, wraca z Francji do kraju
      i staje czele rewolucji przywracajacej religie do zycia panstwowego,
      przywracajacej szariat. Od tego czasu obserwujemy, ze na swiecie coraz wiecej
      krajow muzulmanskich powraca do szariatu. Muzulmanie wracaja do modelu panstwa
      wyznaniowego. Kontr-liberalizm jest w swiecie muzulmanskim w natarciu. Laczy
      sie to ze wzrostem moralnosci, z dbaniem o przyzwoitosc ubioru, z publicznym
      manifestowaniem religijnosci, z przestrzeganiem postow (Ramadan) itd. Laczy sie
      tez z przesladowaniem innych wyznan, z karalnoscia przechodzenia na inne
      wyznania, z surowym karaniem lamania przepisow szariatu itd.

      Podobna zmiana nastapila w Indiach. Tam za rzadow partii kongresowej
      Jawaharlala Nehru, jego corki Indiry Gandhi i jej synow przenikaly liberalne
      wplywy zachodu. Kraj, w oparciu o absolwentow angielskich
      uczelni, “unowoczesnial” sie. Byl rozwoj gospodarczy, ale i aborcja, przymusowa
      sterylizacja itd. Przyszla reakcja. Do wladzy doszli fundamentalisci
      hinduistyczni. Wplywy zachodnie sa eliminowane, inne religie przesladowane,
      prozelityzm surowo karany.

      Oczywiscie w Izraelu, gdzie od samego powstania panstwa scieraja sie nurty
      laicki i wyznaniowy, panstwo nigdy nie bylo wyznaniowo neutralne. Obowiazuja
      przepisy prawa mojzeszowego. Szabat jest przestrzegany. Uzasadnien dla
      ekspansji terytorialnej, dla aktow odwetowych i dla polityki imigracyjnej szuka
      sie w Torze.

      W roku 1968 wydawalo sie, ze rewolucja liberalna siegnela apogeum. Mielismy
      trockizm, komuny rodzinne, “dzieci kwiaty”, Woodstock, narkotyki, terroryzm
      anarchistow, sekty i inne zjawiska rozkladajace tradycyjne wartosci naszego
      chrzescijanskiego, zachodniego swiata. W polowie lat siedemdziesiatych
      amerykanski magazyn Time na swej okladce oglosil “smierc Boga”. Rewolucja
      Chomeiniego byla wiec szokiem dla swiata. Okazalo sie, ze Bog zyje! Ale wsrod
      chrzescijan czas na kontr-liberalizm jeszcze nie przyszedl. Co prawda pod
      koniec 1978 r. w Rzymie pojawil sie gromadzacy tlumy Jan Pawel II, ale na slady
      odrodzenia religijnego trzeba jeszcze bylo dlugo czekac. Liberalizm nie siegnal
      jeszcze szczytu swoich sukcesow. Dzisiaj “dzieci kwiaty” rewolucji marcowej z
      1968 roku sprawuja wladze w wielu krajach. Z tego nurtu wywodza sie nie tylko
      Kuron, Modzelewski i Michnik, Cohn-Bendit i Tariq Ali, ale takze Clinton i
      Blair, Schroeder i Joschka Fischer. W ten sam nurt wpisuje sie tez Aleksander
      Kwasniewski. To politycy, ktorych nie jest w stanie skompromitowac zadna
      niemoralnosc. Pod ich opieka odgrzewane sa wspomnienia Woodstocku,
      promowane “parady milosci”, organizowane koncerty Michalea Jacksona czy Marylin
      Mansona. Ustawodawstwo pro-aborcyjne, pro-homoseksualne, pro-eutanazyjne, pro-
      kloningowe idzie jak walec, niszczac wszystko co tradycyjne.

      Czas na opamietanie. Czas na kontr-liberalizm. Czas na walke o katolickie
      panstwo wyznaniowe. Czy to znaczy, ze chce przesladowan religijnych jak w
      Sudanie, czy Indiach? Oczywiscie, ze nie! Wojna religijna nalezy do islamskich
      tradycji, a nie naszych. Pragne przypomniec, ze to katolicka Polska upomniala
      sie na Soborze w Konstancji o prawa pogan i uzyskala dla nich tolerancje w
      panstwach katolickich. Krzyzackie nawracanie mieczem, czy niemieckie cuius
      regio eius religio (czyja wladza, tego religia) nie naleza do dziedzictwa
      lacinskiej Europy, ale do bizantynskich w niej wplywow. Zgodnie z nasza
      tradycja chcemy tolerancji dla innowiercow, praw umozliwiajacych im swobodne
      praktykowanie swoich wierzen, pod warunkiem jednak, ze nie beda przeszkadzac
      nam w urzadzaniu naszego zycia wedlug naszych norm. A te nasze normy musza byc
      z ducha katolickie, oparte o nauke Kosciola Powszechnego.

      Marzy mi sie Polska i Europa, w ktorej panstwu nie bedzie wolno rozwiazywac
      waznie zawartych zwiazkow malzenskich, nie bedzie sie traktowac zwiazkow
      cudzoloznych na rowni z normalnymi, nie bedzie sie tolerowac zboczen, nikomu
      nie bedzie wolno zabijac nienarodzonych dzieci czy niedoleznych starcow,
      policja bedzie chronic obywateli przed przestepcami, a nie wladzy przed
      obywatelami, gdzie tak bedzie znaczyc tak, a nie - nie, bez swiatlocienia. Nie
      tylko nie chce referendow, ale nawet dyskusji nad dekalogiem czy innymi normami
      naszej wiary - niech obowiazuja z zasady. Nawet przykazania koscielne niech
      obowiazuja. Swietujmy niedziele i swieta, a nie walentynki, haloween czy “dni”
      wiosny, wagarowicza itp. Komuz mialoby przeszkadzac, ze w wojsku, w szpitalach,
      w wiezieniach, w stolowkach szkolnych i zakladowych we wszystkie piatki podaje
      sie potrawy bezmiesne? Ktoz stracilby na tym, ze nieobyczajne filmy, reklamy i
      prasa bylyby zakazane? Czy to tak trudno przepedzic agencje towarzyskie i
      prostytutki z naszych szos? Potrzebna tylko wola panstwa.

      Czy kiedykolwiek uda nam sie taka wole panstwa wykrzesac? Ufam, ze tak. Ufam,
      ze nadchodzi czas kontr-liberalizmu, spozniony, bardzo spozniony, ale
      nadchodzi. Ufam, ze powroci czas katolickiego panstwa wyznaniowego, jak w
      sredniowieczu. Ufam tez, ze wlasnie Polska moze byc tym krajem, ktory
      rozpocznie proces odnowy - jak kiedys kontr-reformacje, jak niedawno Iran w
      islamie.



      • Gość: iyi/geceler Humanizm to utopijne bzdury IP: *.vline.pl 23.09.03, 05:32
        Nie jest prawda,ze Czlowiek jest miara wszechrzeczy i jest on z natury dobry (
        co widac golym okiem,ze jest zly...drapieznik... ). To marksisci wierzyli,ze
        wystarczy zmienic ustroj aby ludzie zzachowywali sie dobrze bez przymusu
        panstwa...aby stali sie sami z siebie dobrzy...
        Wraz z upadkiem Liberalizmu,Komunizmu wiara w dobro Czlowieka z natury upada a
        z nim Utopia
        Humanizmu...

        ps. religie przynajmniej mowia wprost,ze Czlowiek jest z natury ZLY (
        skazony grzechem pierworodnym ) i,ze doskonalego panstwa na ziemi nie
        bedzie,ani ogolnego pokoju i harmonii. I trafnie twierdza,slusznie.
        • Gość: Jerzy Wszyscy zgrzeszyli, a pokój tylko w Jezusie IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 08:23
          Gość portalu: iyi/geceler napisał(a):

          > Nie jest prawda,ze Czlowiek jest miara wszechrzeczy i jest on z natury dobry
          (
          > co widac golym okiem,ze jest zly...drapieznik... ). To marksisci wierzyli,ze
          > wystarczy zmienic ustroj aby ludzie zzachowywali sie dobrze bez przymusu
          > panstwa...aby stali sie sami z siebie dobrzy...
          > Wraz z upadkiem Liberalizmu,Komunizmu wiara w dobro Czlowieka z natury upada
          a
          > z nim Utopia
          >
          Humanizmu...
          >

          > ps. religie przynajmniej mowia wprost,ze Czlowiek jest z natury ZLY (
          > skazony grzechem pierworodnym ) i,ze doskonalego panstwa na ziemi nie
          > bedzie,ani ogolnego pokoju i harmonii. I trafnie twierdza,slusznie.

          Bardzo trzeźwe i słuszne spostrzeżenia.
          Biblia mówi o tym bardzo wyraźnie:
          Izajasz 53,6 Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę
          zboczył,

          Rzymian 3,23 gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej,

          Prawdziwy pokój człowiek może znaleźć tylko w Jezusie Chrystusie:
          Jan 14,27 Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje,
          Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka.

          Jerzy
          • Gość: Palnick Bóg jest ziemskiego pochodzenia jak jego stwórca IP: *.stenaline.com 23.09.03, 10:41

            człowiek.

            Niemiecki socjolog i etnolog H. Cunow: "Religia jest póty religią, póki uznaje
            się za mądrość najwyższą i póki dla niej samej jej źródła są świętą tajemnicą.
            Bóstwo jest póty żywym bóstwem, póki nie ujawnimy jego ziemskiego pochodzenia.
            Żadna religia nie może pogodzić się ze studiującym jej pochodzenie badaczem
            naukowym, bo żadna nie może pogodzić się ze sprowadzeniem swych bóstw do
            zjawisk pochodzenia ziemskiego. Bóstwo, któremu udowodniono ziemskie
            pochodzenie, przestaje być bóstwem." (Pochodzenie religii i wiary w Boga,
            1910)
            • Gość: Jerzy rzekła glina do garncarza - ja cię stworzyłam IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 13:58
              Gość portalu: Palnick napisał(a):

              >
              > człowiek.
              >
              > Niemiecki socjolog i etnolog H. Cunow: "Religia jest póty religią, póki
              uznaje
              > się za mądrość najwyższą i póki dla niej samej jej źródła są świętą
              tajemnicą.
              > Bóstwo jest póty żywym bóstwem, póki nie ujawnimy jego ziemskiego
              pochodzenia.
              > Żadna religia nie może pogodzić się ze studiującym jej pochodzenie badaczem
              > naukowym, bo żadna nie może pogodzić się ze sprowadzeniem swych bóstw do
              > zjawisk pochodzenia ziemskiego. Bóstwo, któremu udowodniono ziemskie
              > pochodzenie, przestaje być bóstwem." (Pochodzenie religii i wiary w Boga,
              > 1910)

              Bardzo uczone wywody.
              A jak ten twój uczony odowodnił, że Bóg jest pochodzenia ziemskiego?
              To, że człowiek wymyślił wiele bóstw nie dowodzi jeszcze, że wymyślił wszystkie
              bóstwa;

              Wywody cytowanego uczonego przypomniały mi tekst z Izajasza:
              45,9 Biada temu, kto się spiera ze swoim stwórcą, skorupka wśród glinianych
              skorupek! Czy glina może powiedzieć do tego, kto ją formuje: Co robisz? albo
              dzieło do swojego mistrza: On nie ma rąk?


              Uczonemu udało się odwrócić kota ogonem:
              To nie człowiek jest pochodzenia boskiego, ale bóg ziemskiego (ludzkiego).

              Dedykuję mu fragment listu do Rzymian:
              1,19 Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg
              im to objawił.
              1,20 Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą
              być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie
              mają na swoją obronę,

              Oraz z 1 Koryntian
              1,18 Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast
              dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.
              1,19 Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność
              roztropnych odrzucę.
              1,20 Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie
              obrócił w głupstwo mądrości świata?
              1,21 Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej
              mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie.

              Jerzy


        • Gość: Palnick Re: Religia to utopijne bzdury IP: *.stenaline.com 23.09.03, 12:09
          Gość portalu: iyi/geceler napisał(a):

          > religie przynajmniej mowia wprost,ze Czlowiek jest z natury ZLY (
          > skazony grzechem pierworodnym ) i,ze doskonalego panstwa na ziemi nie
          > bedzie,ani ogolnego pokoju i harmonii. I trafnie twierdza,slusznie.
          --------------
          To jak to mozliwe że, dobry, doskonały, wszechmogący i wiedzacy bóg stworzył
          świat i człowieka na PODOBIEŃSTWO SWOJE z tak fatalnym skutkiem?
          Albo jest ułomny albo perfidny.
          • Gość: Jerzy Błędny dylemat, Palnicku IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 14:02
            Gość portalu: Palnick napisał(a):

            > Gość portalu: iyi/geceler napisał(a):
            >
            > > religie przynajmniej mowia wprost,ze Czlowiek jest z natury ZLY (
            > > skazony grzechem pierworodnym ) i,ze doskonalego panstwa na ziemi nie
            > > bedzie,ani ogolnego pokoju i harmonii. I trafnie twierdza,slusznie.
            > --------------
            > To jak to mozliwe że, dobry, doskonały, wszechmogący i wiedzacy bóg stworzył
            > świat i człowieka na PODOBIEŃSTWO SWOJE z tak fatalnym skutkiem?
            > Albo jest ułomny albo perfidny.

            Zakładasz, że tylko takie dwie opcje wchodzą w rachubę i że nie ma innego
            rozwiązania problemu?

            Gdzie byś był dzisiaj, gdyby Pan Bóg wysłał swoich aniołów, których celem
            byłoby natychmiastowe zniszczenie tych, którzy się przeciwko niemu buntują?

            Gdyby Pan Bóg nie chciał dopuścić buntu człowieka, to by go stworzył automatem,
            a nie osobą obdarzoną zdolnością podejmowania decyzji.

            Jerzy

    • Gość: dyzein Re: Dylemat protestanta IP: *.dsl.sntc01.pacbell.net 29.09.03, 04:30
      Mysle ze powinienes zaglosowac na jakiegos RABINA, macie przeciez podobne
      poglady polityczno-obyczajowe.
    • Gość: altruista Re: Dylemat protestanta IP: *.proxy.aol.com 29.09.03, 07:52
      Na siebie bo tylko ty sam siebie obchodzisz.
      • Gość: Jerzy Czy rozróżniasz chrześcijaństwo od klerykalizmu? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.09.03, 21:47
        Gość portalu: altruista napisał(a):

        > Na siebie bo tylko ty sam siebie obchodzisz.

        Przykro mi, że tak poszesz. Nie jestem politykiem, ale los narodu mnie bardzo
        obchodzi, dlatego piszę o zagrożeniach z lewej i prawej strony.
        Masz jakąś konkretną propozycję, o opcji politycznej, która byłaby
        chrześcijańska i antyklerykalna.
        Chrześcijaństwo a klerykalizm to dwa różne światy. Najwyższa pora, aby zacząć
        to rozróżniać.
        • Gość: Ed Re: Czy rozróżniasz chrześcijaństwo od klerykaliz IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.10.03, 17:19
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):

          > ...Chrześcijaństwo a klerykalizm to dwa różne światy....
          Ed. Jerzy!!! A czy klerykalizm nie wyrasta z chrześcijaństwa?

          > Najwyższa pora, aby zacząć to rozróżniać.
          Ed. Słusznie. Manifest komunistyczny Marksa-Engelsa, to nie jest komunizm
          Lenina-Stalina. Ale czy to ma jakieś znaczenie dla zorganizowanych "braci w
          wierze"? Ten sam mechanizm, a że źródła inne??? Spaczyć i obrzydzić można
          wszystko.

          • Gość: Jerzy Re: Czy rozróżniasz chrześcijaństwo od klerykaliz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.10.03, 16:37
            Gość portalu: Ed napisał(a):

            > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
            >
            > > ...Chrześcijaństwo a klerykalizm to dwa różne światy....
            > Ed. Jerzy!!! A czy klerykalizm nie wyrasta z chrześcijaństwa?

            Muszę poszukać link do tematy o kapłaństwie, gdzie pisałem na temat rozwoju
            obrzędowości i redukowaniu chrześcijaństwa do religii.

            >
            > > Najwyższa pora, aby zacząć to rozróżniać.
            > Ed. Słusznie. Manifest komunistyczny Marksa-Engelsa, to nie jest komunizm
            > Lenina-Stalina. Ale czy to ma jakieś znaczenie dla zorganizowanych "braci w
            > wierze"? Ten sam mechanizm, a że źródła inne??? Spaczyć i obrzydzić można
            > wszystko.
            >
            Masz rację, Żydzi otrzymali od Pana Boga zakon, mieli go przekazywać innym
            narodowm, chlubili się być narodem wybranym, jednak swoim zachowaniem
            powodowali, że poganie bluźnili Bogu.

            Klerykalizm czyni dokładnie to samo

            Paweł pisał:
            Rzymian
            2,17 Jeśli tedy ty mienisz się Żydem i polegasz na zakonie, i chlubisz się
            Bogiem,
            2,18 i znasz wolę jego, i umiesz rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym
            przez zakon,
            2,19 i uważasz siebie samego za wodza ślepych, za światłość dla tych,
            którzy są w ciemności,
            2,20 za wychowawcę nierozumnych, za nauczyciela dzieci, mającego w zakonie
            ucieleśnienie wiedzy i prawdy,
            2,21 ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który
            głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz?
            2,22 Który mówisz, żeby nie cudzołożono, cudzołożysz? Który wstręt czujesz
            do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa?
            2,23 Który się chlubisz zakonem, przez przekraczanie zakonu bezcześcisz
            Boga?
            2,24 Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu.
            • Gość: Jerzy Systemy kapłańskie w historii - w niewoli kapłanów IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.10.03, 16:40

              link do tematu
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=1441331&a=1472457
              • Gość: Do Jerzego Wizy na Ukraine IP: *.intertop.pl 04.10.03, 16:55
                Mam nadzieje, ze Ukraina sie przy tej okazji pozbedzie takich szkodliwych
                protestanckich misjonarzy a la Jerzyk de Bielsko...
                • Gość: Jerzy Re: Wizy na Ukraine IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 16:56
                  Gość portalu: Do Jerzego napisał(a):

                  > Mam nadzieje, ze Ukraina sie przy tej okazji pozbedzie takich szkodliwych
                  > protestanckich misjonarzy a la Jerzyk de Bielsko...

                  Polaków wizy nie obowiązują,
                  Ukraińcy dostają je bezpłatnie,

                  A określając moją działalnośc na Ukrainie jako szkodliwą, niczym się nie
                  różnisz od Jezuitów, którzy tępili edukację na Morawach w XVII wieku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka