kataryna.kataryna
17.07.03, 19:57
Pan senator okazuje się mieć stare rachunki do wyrównania z
Długoszem. I to jest pewnie jedyny powód dla którego nagle, po
kilkunastu dniach drążenia sprawy starachowickiej olśniło go, że
wie kto był sprawcą przecieku. Surprise, surprise, padło na jego
konkurenta. A pan senator za wskazane raczył powiadomić w
pierwszej kolejności władze partii a nie prokuraturę prowadzącą
śledztwo w tej sprawie. Walczcie, walczcie, jedyna nadzieja dla
nas, że się sami powyrzynacie.