leniwa_lady
29.01.08, 20:09
a pisolubni tak uwierzyli w kłamstwa ex-narzeczonej przez która tylko
wściekłość na Niesioła przemawiała i tak bardzo pluli na
Niesiołowskiego.
Ona nie przeprosiła. Wy może chociaz odszczekacie?
Przesłany 11 stycznia br. „Naszemu Dziennikowi” list nie został
przez redakcję opublikony
Byłem głównym oskarżonym w grupie kierowniczej Ruchu, znam bardzo
dobrze akta sprawy. Elżbieta Nagrodzka od aresztowania aż do 30
czerwca 1970 r . ukrywała swoje uczestnictwo w Ruchu. Natomiast od
pierwszych chwil po aresztowaniu, czyli już 20 czerwca 1970 r.,
dwóch naszych kolegów: Wiesław J. K., ze środowiska warszawskiego, i
Wojciech M., ze środowiska łódzkiego, mówili esbekom nie tylko
wszystko, co wiedzieli, ale ponadto - co było bezcenne dla SB -
podpisywali protokoły z informacjami dodanymi przez bezpiekę. I to
zarówno informacjami prawdziwymi (np. z podsłuchu czy innych
źródeł), jak i fałszywymi, wymyślonymi w celu podbudowania
oskarżenia przeciwko nam. To właśnie ich zeznania pokazywane były
innym aresztowanym. Niesiołowski, jak większość naszych koleżanek i
kolegów, tylko potwierdzał lub nie cytowane fragmenty. Nazwanie
takiego działania "sypaniem" jest nieuczciwym i krzywdzącym
nadużyciem.
Stefan Niesiołowski nigdy nie wyrzekł się zasadniczych celów i
motywów działania Ruchu. Dla komunistów mniej ważne było, ile
powielaczy czy maszyn do pisania skonfiskowali organizacjom
komunistycznym ludzie upominający się o wolność. Dla komunistów i
esbeków najważniejsze było, aby tacy ludzie w śledztwie, a potem
publicznie na rozprawie wyrzekli się swoich przekonań i
wolnościowych aspiracji, aby opluli swoich kolegów, a najlepiej
również samych siebie.
W związku z tym czuję się zmuszony przypomnieć, że po kilkunastu
dniach śledztwa Elżbieta Nagrodzka napisała tekst znieważający nie
tylko Stefana Niesiołowskiego i innych uczestników Ruchu, w tym
również mnie i mojego brata ks. Huberta Czumę, choć prawie jej nie
znaliśmy. Atakowała program, idee, działania Ruchu, atakowała
Kościół. Pisała: „Nie znałam wiodącej linii działania [Ruchu],
która - jak wyjaśnił mi oficer śledczy - kontynuowała faszyzujące
tradycje NSZ-u i WIN-u, a więc tradycje zgoła ahumanitarne. Wówczas
zrozumiałam pewne posunięcia organizacyjne w rodzaju »akcji
poronińskiej « [próba podpalenia muzeum Lenina w Poroninie]. To był
wielki szok. Wierzyłam bowiem bez zastrzeżeń, że ludzie tak prawi
jak Hubert, Benedykt i Andrzej Czumowie, Marek i Stefan Niesiołowscy
nie mogą uczynić nic, co uwłaczałoby godności człowieka. Teraz, po
zapoznaniu się z dowodami, pojmuję całą perfidię działania
duszpasterskiego Huberta, moralizatorskiego Stefana, ich jezuicką
hipokryzję i amoralność. Z przykrością wyznam, że będzie mi bardzo
trudno nie dzielić ludzi na przyzwoitych i katolików”.
Nie słyszałem, żeby komukolwiek z tych znieważonych osób Elżbieta
Nagrodzka powiedziała kiedykolwiek "przepraszam".
www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4878062.html