Gość: #
IP: *.wroclaw.tpnet.pl
24.05.01, 10:10
Jan Tomasz Gross wyjezdzal czesto do Wloch i Francji. Finansowal te podroze
jego stryj Feliks Gross, kierownik katedry socjologii na uniwersytecie w
Nowym Jorku , autor ksiazki "The Seizure Of Political Power" (przejecie
wladzy) m. in. w krajach socjalistycznych... Innym krewnym Jana , z ktorym
utrzymuje on bliskie kontakty, sa Ludwika Gross - dyrektor Instytutu Walki
z Rakiem w Nowym Jorku, Maria Klein z domu Gross zamieszkala w Izraelu i
dalsi krewni zamieszkali we Francji i Austrii. Ojciec J.Grossa - doc. dr
Zygmunt Gross byl kierownikiem Katedry Filozofii WSP w Katowicach i
pracownikiem naukowym PAN. Matka - czlonkiem ZLP. Grossowie wywodza sie z
bogatej zydowskiej rodziny krakowskiej , wlascicieli kamienic w Krakowie i
Wiedniu.
Jak sie wydaje powodem tych zagranicznych wojazy byly nie tylko wzgledy
rodzinne, lecz rowniez zaangazowanie, zreszta podobnie jak to mialo miejsce
w przypadku innych tzw. "komandosow", w przygotowanie rozruchow w 1968 roku
w Polsce. Duza czesc czlonkow tej grupy wywodzila sie z organizacji pod
nazwa "Klub Krzywego Kola", ktora zostala zalozona w 1955 roku z inicjatywy
i pod nadzorem pulkownik Julii Brystigierowej w celu sterowania i
infiltrowania przeciwnikow owczesnej wladzy ([6] str. 98). W ciagu kilku
lat Klub rozrosl sie obejmujac inteligencje roznych zawodow, w sumie okolo
200 osob. Z jego skladu mozna przykladowo wymienic: P.Jasienice,
A.Malachowskiego, J.Jedlickiego, L.Hassa, L.Kolakowskiego, B.Baczko,
K.Fischera-Modzelewskiego, J.Kuronia, A,Zambrowskiego i
A.Szechtera-Michnika ([5] str. 123). Osoby te stanowily liczaca sie grupe
nacisku, zwazywszy ich rozlegle europejskie koneksje, takze w srodowiskach
masonskich. Protektorem "komandosow" byla stalinowska frakcja PZPR zwana
"pulawianami", w znacznej czesci odsunieta od wladzy w 1956 roku, ale
posiadajaca nadal mocne wplywy w aparacie partyjnym i administracji
panstwowej. Byli w tej grupie wyzsi funkcjonariusze KC PZPR, ministrowie ,
dyrektorzy departamentow i szefowie wielu instytucji naukowych i
kulturalnych. Niejednokrotnie synowie i corki tych notabli nalezeli do
aktywu "komandoskiej" organizacji ([6] str. 153). Zagraniczne wyjazdy
"komandosow" nie mialy jedynie charakteru turystycznego czy rodzinnego,
bowiem podczas tych podrozy "nawiazywano kontakty z reprezentantami
organizacji syjonistycznych i trockistowskich. Szczegolnie scisle wiezy
laczyly Komandosow z dzialaczami IV Miedzynarodowki ." ([6] str. 154). Z
informacji III Departamentu MSW na temat miedzynarodowych kontaktow tej
grupy grupy wynika miedzy innymi, ze ([6] str 155-157):
"B. Torunczyk w latach 1966-1967 przebywala we Wloszech, Francji i Belgii.
W Paryzu odwiedzila przyjaciela swego ojca - Sama Lannadare'a i jego
kuzynke Katherine - czlonka organizacji "La Revolte". Katherina zapoznala
B. Torunczyk z dzialalnoscia "Jeunesse Communiste Revolutionaire". B.
Torunczyk spotkala sie z J. Giedroyciem, K. Wierzynskim i znanym jej z
pobytu we Wloszech T. Nowakowskim. Nawiazala tez kontakty z bylym Poslem RP
w Wiedniu F. Mantelem (w 1948 roku odmowil powrotu do kraju) i Z. Zaremba,
z ktorymi omawiala dzialalnosc J. Kuronia i K. Modzelewskiego (...)
Nawiazane podczas wyjazdow za granice kontakty z JCR byly przez Komandosow
podtrzymywane. W latach 1966-67 przyjezdzali do Polski czlonkowie JCR -
Pierre Goldman i Charles Urjewicz. Prowadzili rozmowy z A. Michnikiem, J.
Grossem, A. Rapaczynskim. Poza Polska byli rowniez w Czechoslowacji. W 1967
roku Urjewicz mowil o swych misjach w Polsce, polegajacych na utrzymywaniu
kontaktow miedzy JCR a grupa Komandosow. Wyjazdy za granice Komandosi
wykorzystywali do zaopatrywania sie w literature antykomunistyczna i
syjonistyczna, ktora nastepnie kolportowali w swym srodowisku (...) "
Czytelnikom nie pamietajacych tamtych czasow wypada przypomniec, ze
otrzymanie paszportu nie bylo prawem Polaka, lecz rzadko udzielana laska
wladzy, ze najmniejsze chociazby podejrzenie o nieprawomyslnosc
wystarczalo, aby granice Polski staly sie dla Polaka murem nie do
przebycia. Ilez to rozlaczonych rodzin polskich nie moglo wyprosic,
wyplakac prawa juz nie do polaczenia, ale chocby do krotkiego spotkania po
wielu latach wojennej rozlaki. Jak to sie wiec dzialo, ze Adam Michnik,
Barbara Torunczykowna, Wlodzimierz Kofman, Irena Grudzinska, Henryk
Rubinsztajn, Julia Jurys i wielu innych Komandosow w tym wlasnie czasie,
mimo swej opozycyjnej dzialalnosci, otrzymywalo bez zadnych problemow
paszporty ? ([6] str. 157).
O tym jak przygotowywano sie do wydarzen w marcu 1968 swiadczy takze
ponizszy fakt. Mieszkajaca w kraju Helena Lemanska , czlonkini
syjonistycznej organizacji Haszmer Hacair "zorganizowala w 1967 roku dla
przygotowujacych sie do wzniecenia rozruchow na Uniwersytecie Warszawskim
komandosow, pokaz filmow dokumentalnych przedstawiajacych przebieg wydarzen
na ulicach Warszawy w 1956 i 1957 r. W pokazie brali udzial
E.Zarzycka-Neugebauer, J.Jurys, J.Gross, A.Perski, A.Duracz i inni ." ([5]
str. 125)
Jak napisano w cytowanym na wstepie oficjalnym zyciorysie Grossa , znalazl
sie on w "ambitnym gronie zalozycieli Klubu Poszukiwania Sprzecznosci.
Poniewaz owczesne wladze panstwowe nie byly zainteresowane rozwijaniem
przez mlodziez zbyt daleko idacej dociekliwosci, postanowily wiec polozyc
kres dzialalnosci tego klubu ..." Informacje na temat genezy "Klubu
Raczkujacych Rewizjonistow czyli Poszukiwaczy Sprzecznosci" oraz rodzaju
rozwijanej tam "dociekliwosci" wsrod mlodziezy, mozna znalezc w ponizszym
cytacie z ksiazki J.Brochockiego ([6] str. 113-115) :
To dziecie Pulawian zrodzilo sie gdzies tam po obydwu stronach Alei
Przyjaciol, przeslicznej, slepej uliczki odchodzacej od Koszykowej. Po
jednej stronie uliczki stal gmach, w ktorym, miescilo sie Ministerstwo
Bezpieczenstwa Publicznego. Po drugiej zamieszkiwali sobie w nowoczesnych,
obszernych lub wrecz super luksusowych mieszkaniach najwierniejsi z
wiernych, najpewniejsi z pewnych stalinizmu w Polsce. Takich osiedli za
zoltymi firankami bylo w Warszawie kilka. Aleja Przyjaciol wyrozniala sie
tym, iz tu przewazali wysocy funkcjonariusze MBP z ministrem Radkiewiczem
wlacznie i oczywiscie tym, ze wiekszosc lokatorow tych mieszkan stanowila
narodowa mniejszosc, wiec byla to rzeczywiscie aleja przyjaciol. Takie
getto na wlasne zyczenie, czyli prawie sami swoi. Do Klubu Raczkujacych
Rewizjonistow nalezeli milusinscy nie tylko z Alei Przyjaciol, ale ta
uliczka ze wzgledu na swe usytuowanie i lokatorow urosla nieomal do rangi
symbolu. W latach 90-tych telewizja publiczna wyemitowala nawet
nostalgiczny, liryczny, slodki jak miod, film dokumentalny, w ktorym byli
mieszkancy wspominaja swoja ulice i dramat opuszczenia jej, gdy paskudni
antysemici "wypedzili ich" z Polski. Nie wdajac sie w szczegoly, odnotujmy
fakt, iz z Klubu Raczkujacych Rewizjonistow wywiedli swoj polityczny
rodowod pozniejsi Komandosi, m.in. Adam Michnik, a w dalszym biegu wydarzen
faktyczni tworcy KOR-u. Czy juz wowczas marzylo im sie powtorzenie w innym
wariancie drogi ojcow do wladzy nad Polska, trudno orzec. Gdyby tak bylo i
tak nikt z nich nigdy sie do tego nie przyzna. Pewne jest, ze byli od
dziecinstwa przysposabiani do wielkich zadan wlasnie na miare historycznych
dokonan ojcow. W planach dzialan bezposrednich nie liczyli sie. Byli kadra
przyszlosci, nie drugim lecz trzecim pokoleniem wybrancow, nastepcami moze
nie tronow ale bardzo wygodnych foteli. W polowie lat szescdziesiatych w
pierwszej linii pretendentow do wladzy bylo ciagle pokolenie CBKP, byli,
bezlitosni pogromcy "AK - zaplutych karlow reakcji", "odchylenia
prawicowo-nacjonalistycznego", "kulactwa" i innych ciezkich chorob
toczacych ten okropny, polski narod. Z tego zrodla wywodzi sie nieustajacy
antypolonizm czesci srodowisk zydowskich w Polsce i nie tylko w Polsce.
Stad nieustajaca fala klamstw,