torpeda.wulkaniczna
12.05.08, 18:49
Wiem, jest już wątek na ten temat.
Skoro jednak o błahych sprawach można wątki mnożyć, może zmieści się
jeszcze i ten.
W wieku 98 lat zmarła dzisiaj wielka Polka, Irena Sendlerowa.
Osobą powszechnie znaną stała stosunkowo niedawno. Tytułem
Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata została przecież uhonorowana już w
1965 roku, a swoje drzewko w Lesie Sprawiedliwych zasadziła ćwierć
wieku temu.
Można jakoś wytłumaczyć jej anonimowość w czasach PRL. Jako
członkini i działaczka Polskiego Państwa Podziemnego mogła wtedy
liczyć jedynie na szykany władz i anonimowość.
Co jednak stało się po 1989 roku? Dlaczego jej wspaniałe życie,
odwaga i poświęcenie w niesieniu pomocy żydowskim dzieciom dalej
pozostawały nieznane w wolnej Polsce? Gdzie byli ci dziennikarze,
którzy dziś pierwsi spiesza z informacją o śmierci polskiej
bohaterki?
Co się w końcu stało takiego, że wielka postać wyszła z cienia?
Czy stało się to dzięki wszechpotężnemu tropiącemu antysemityzm
środowisku Gazety Wyborczej? A może jej postać przywrócił pamięci
Władysław Bartoszewski, honorowy obywatel Izraela i człowiek
kreowany na największego przyjaciela Żydów i bohatera w niesieniu im
pomocy podczas okupacji niemieckiej?
Czym kierował się Pan „profesor” w czasach, kiedy „Żegota” to był
Bartoszewski, a Bartoszewski to była „Żegota”?
Jedni sądzą, że to pycha i próżność, inni, że zwykły przypadek.
Jak to się stało, że podrzędny członek „Żegoty” zbierał nagrody i
hołdy na całym świecie, a szefowa referatu do spraw dzieci tej
tajnej organizacji, żyła skromnie, w zapomnieniu, z dala od kamer i
błysku fleszy?
Pewnie do dziś by się to nie zmieniło gdyby nie amerykański
nauczyciel Norman Conrad i jego uczniowie. To oni dotarli do
życiorysu bohaterskiej Polki i w maleńkim jak na USA Kansas City
stworzyli w 1999 roku widowisko teatralne pod tytułem „Life in a
Jar” (Życie w słoiku).
Tytuł nawiązywał do sposobu, w jaki Irena Sendlerowa przechowywała
dane o ratowanych dzieciach. Były to wąskie paski papieru z
przybranymi i prawdziwymi nazwiskami dzieci żydowskich, umieszczane
w słoikach i zakopywane pod drzewem w ogrodzie.
Przedstawienie przerodziło się z czasem w duży projekt, który zdobył
olbrzymi rozgłos w USA. Powstała również fundacja „Life in a Jar”
promująca postawę i bohaterstwo Ireny Sendler. Wystawiana w USA
ponad 200 razy sztuka zawędrowała w końcu nad Wisłę i w XXI wieku
Polacy dzięki amerykańskiej młodzieży dowiedzieli się powszechnie o
istnieniu bohaterskiej rodaczki.
Zapakowanie Ireny Sendlerowej do słoika na tyle lat nie było
przypadkowe. Jej postać nijak nie pasowała do lansowanego przez
środowisko GW wizerunku Polski zwierzęco antysemickiej. Przecież
według dr Aliny Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego Zofia
Kossak Szczucka, twórczyni i założycielka „Żegoty” to również
antysemitka.
Propagowanie polskiej bohaterki, która uratowała 2500
najbiedniejszych żydowskich dzieci z getta musiałoby rodzić
niewygodne pytania. Przecież w tak szeroko zakrojonej akcji musiały
brać bezinteresowny udział polskie rodziny, księża, zakony i to na
dużą skalę. Polscy obywatele musieli przecież brać udział w akcji
zbiórki pieniędzy, skoro na utrzymanie każdego dziecka przekazywane
było 500 złotych miesięcznie. Każdy ujawniony akt takiej pomocy to
natychmiastowa kara śmierci z rak niemieckiego okupanta.
Nie da się ukryć, że działalność Ireny Sendlerowej burzyłaby
misterny plan tropicieli polskiego antysemityzmu wśród polskich
obywateli i w polskim Kościele.
Przed śmiercią Pani Irena była obwieszana medalami i orderami. Była
nawet kandydatką do pokojowego Nobla.
Nic jednak nie usprawiedliwia nas wszystkich z tego, że jako rodacy
pozwoliliśmy na jej „Życie w słoiku” przez długie lata i tego, że
pozwalamy niektórym środowiskom na opluwanie nas i fałszowanie
naszej wspólnej historii.
Wypada tylko ze wstydem zwiesić głowę, uklęknąć i powiedzieć
Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie