Gość: Gix
IP: 209.187.168.*
30.05.01, 07:52
http://www.medianet.com.pl/%7Enaszapol/0111loji.html
Nasza Polska:
"W nowojorskim "Nowym Dzienniku" z 27-28 stycznia 2001 r. ukazał się artykuł
Jana Nowaka-Jeziorańskiego Rzeź w Jedwabnem oskarżający Polaków o dokonanie
pogromu. W polemice z Jeziorańskim Stefan Łojewski, który przez 24 lata
mieszkał w Jedwabnem obnaża fałsze J.T. Grossa."
"Zaszokował mnie niezmiernie opublikowany w "Nowym Dzienniku" z 27-28 stycznia
artykuł pt. Rzeź w Jedwabnem pióra Jana Nowaka-Jeziorańskiego na temat książki
Sąsiedzi, prof. Jana Tomasza Grossa. Jak można popierać tę tak niepoważną
książkę, będącą zbiorem oczywistych antypolskich kłamstw i tendencyjnych
półprawd?
Urodziłem się w Jedwabnem w roku 1942 i przeżyłem tam 24 lata. Znam z detalami
historię tego miasteczka z lat okupacji sowieckiej i niemieckiej. Słyszałem o
relacjach bardzo szanowanych jedwabieńskich obywateli, takich jak Ludwik
Zauska, Gosiewski, Szelagotowski, Matyjek, Skarzyński i wielu innych.
Przychodzili oni w odwiedziny do mego ojca na pogawędki i w celu słuchania
audycji Radia Wolna Europa, gdyż w owym czasie, jako jedyni w Jedwabnem,
byliśmy w posiadaniu lampowego radioodbiornika. Przysłuchiwałem się pilnie
opowiadaniom i wspomnieniom dorosłych, które interesowały mnie znacznie więcej
niż odrabianie lekcji. Pamiętam te opowieści bardzo dobrze i pragnę podzielić
się mymi wiadomościami z redakcją "Nowego Dziennika".
Prof. Gross napisał swą książkę w czasie, gdy żyją jeszcze naoczni świadkowie
(lub ich rodziny oraz przyjaciele) relacjonowanych wydarzeń. Dlaczego ich
zeznania nie były brane pod uwagę, a książka wprost roi się od kłamstw i
przeinaczeń?
Wasersztajn współpracownik NKWD
Prof. Gross oparł swą książkę na zeznaniach Szmula Wasersztajna należącego do
czołówki miejscowych współpracowników sowieckiego NKWD. W czerwcu 1941 r.
Wasersztajn nie zdążył uciec wraz z armią sowiecką, tak jak to zrobili Avracham
Kubrzański i Saul Binsztajn.
Na s. 12 znajdujemy u Grossa następujący opis wstrząsającej śmierci dwóch
Żydówek, podany przez Wasersztajna: Tego samego dnia zaobserwowałem straszliwy
obraz: Kubrzańska Chaja, 28 lat, i Binsztajn Basia, 26 lat, obie z niemowlętami
na rękach, widząc, co się dzieje, poszły nad sadzawkę, woląc raczej utopić się
wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce bandytów. Wrzuciły one dzieci do wody i
własnymi rękami utopiły, później skoczyła Binsztajn Basia, która poszła od razu
na dno, podczas gdy Kubrzańska Chaja męczyła się przez kilka godzin. Zebrani
chuligani zrobili z tego widowisko, radzili jej, aby się położyła twarzą do
wody, a wtedy się szybciej utopi. Ta widząc, że dzieci już utonęły rzuciła się
energiczniej do wody i tam znalazła śmierć. Jednak ta sama straszna historia
jest w księdze pamiątkowej jedwabieńskich Żydów (którą Gross zna) w całkowicie
odmienny sposób opisana przez Żydówkę Ryvkę Fogel, również bezpośredniego
świadka tragedii. Pisze ona: Siostry - żona Avrachama Kubrzańskiego i żona
Saula Binsztajna, których mężowie odeszli razem z Rosjanami, po przejściu
okropnej kary z rąk niemieckich zdecydowały zakończyć życie swoje i swych
dzieci. Zamieniły się dziećmi między sobą i razem skoczyły do głębokiej wody.
Nie-żydzi stojący w pobliżu wydostali je, lecz one skoczyły jeszcze raz i
utonęły. Pytanie, kto był prawdziwym świadkiem: Wasersztajn czy Ryvka Fogel? Z
relacji Fogel wynika bowiem, że Polacy podjęli nawet próbę ratowania tych
Żydówek! Jednocześnie nasuwa się pytanie: dlaczego Niemcy tak okropnie męczyli
Kubrzańską i Binsztajnową? Czy dlatego, że ich mężowie uciekli razem z
Sowietami, bo przedtem pełnili wysokie funkcje w NKWD w Jedwabnem? Jeśli
świadectwo Ryvki Fogel jest prawdziwe, to jak należy traktować zeznania Szmula
Wasersztajna (zarówno to, jak i pozostałe)? Jako wieloletni mieszkaniec
Jedwabnego wiem, iż w okresie okupacji sowieckiej Szmul Wasersztajn denuncjował
do NKWD polskie rodziny oraz asystował przy ich aresztowaniu i wywózce na
Sybir. Takiemu to"świadkowi" Gross dedykuje swoją książkę!
Grossa kłamstwa o Laudańskim
Innym przykładem fałszu w książce Grossa są następujące informacje na stronach
52, 80 i 81 (według Arkusza informacyjnego - dossier - z materiałów kontrolno-
śledczych Powiatowego Urzędu UB w Łomży): jeden z młodszych, bo zaledwie
wówczas 19-letni i zarazem jeden z najbrutalniejszych uczestników tych
wydarzeń, "moralnie zidiociały złoczyńca", który z "Wiśniewskim i Kalinowskim
kamieniowali po kolei Lewina i Zdrojewicza", a nawet "dwóch z nich - Jerzy
Laudański i Karol Bardoń - było później szucmanami w niemieckiej żandarmerii".
Na temat Jerzego Laudańskiego przeczytać można opublikowaną w "Rzeczpospolitej"
z 27-28 stycznia 2001 r. notatkę pióra dr. Adama Cyry, pracownika Państwowego
Muzeum Oświęcim-Brzezinka pt. Jedwabne-Oświęcim-Sachsenhausen. Z notatki tej
dowiadujemy się, że dotąd żyjący bracia Jerzy, Kazimierz i Zygmunt pochodzą z
jednej z najbardziej szanowanych rodzin polskich w Jedwabnem. Jerzy Laudański,
były członek ZWZ/AK, w dniu 15 września 1942 r. przewieziony został przez
Niemców z więzienia na Pawiaku do obozu w Oświęcimiu (nr obozowy 63805), a
następnie więziony w KL Gross-Rosen i KL Sachsenhausen. Pytanie dla profesora
Grossa: kiedy więc Jerzy Laudański został szucmanem niemieckiej żandarmerii i
czyje zeznania - UB z 1949 r. czy dr. Cyra - są bardziej wiarygodne?
Prof. Gross cytuje jako wiarygodne zeznania Bardonia. Otóż Bardoń był
pochodzenia niemieckiego i z chwilą wkroczenia Niemców założył mundur
niemiecki. W procesie z 1949 r., z którego pochodzą te zeznania, kłamał,
broniąc siebie i Niemców, a starając się przerzucić winę na Polaków.
Mianowany przez Niemców burmistrzem Jedwabnego - Karolak (po wojnie zaginął bez
wieści) - pochodził ze Śląska i pod okupacją niemiecką stał się reichsdeuchem.
Pomagali Niemcom - zginęli z ich rąk
Pozostali Polacy, których winić by można było za pomoc Niemcom przy mordowaniu
Żydów, pochodzili z marginesu społecznego, który znajduje się w każdym
narodzie. W Jedwabnem byli to bracia Niecieccy,Kalinowski i Kubrzeniecki. Byli
to znani jeszcze sprzed wojny złodzieje i rzezimieszki napadający zarówno na
Polaków, jak i na Żydów w celach rabunkowych. W czasie tragicznego mordu Żydów
włączyli się do rabunku, aby się obłowić. Następnie pojechali do sąsiedniej
wioski, gdzie zrabowali chłopom świniaka i ucztując w pobliżu, dzielili zdobyte
łupy. Nadjechali ciężarowym samochodem Niemcy, załadowali bandycką czwórkę,
wywieźli do lasu i rozstrzelali w odwecie za kradzież mienia żydowskiego, które
należało się przecież - jak zwykle w podobnych przypadkach - Niemcom. Wszystko
to jest pominięte milczeniem w książce Grossa i skwitowane oświadczeniem
jego "świadków", iż miejscowi chuligani mordowali.
Rzut kamieniem na 1,5 km!
Kłamstwa w książce Grossa dotyczą również namacalnych i łatwych do sprawdzenia
faktów. Gross pisze np., że odległość stodoły, w której Niemcy spalili Żydów,
od rynku - jest na rzut kamienia, natomiast w rzeczywistości odległość ta
wynosi około 1,5 km. Młyn zbożowy mieścił się, według Grossa, przy ul.
Przytulskiej - otóż nigdy nie było tam żadnego młyna, a istniejący po dzień
dzisiejszy młyn znajduje się przy ul. Cmentarnej.
Według książki Grossa, Antonina Wyrzykowska, która przechowała siedmiu Żydów,
musiała się ukrywać, gdyż była prześladowana przez polskich sąsiadów i
partyzantów. To również jest kłamstwem. Wyrzykowska mieszkała od lat w
pobliskiej wiosce - Janczewku (nie w Janczewie, jak podaje Gross). Moja matka
znała ją bardzo dobrze i opowiadała, iż Wyrzykowska przyjeżdżała co środę na
targ, przywożąc masło, ser i jaja. Moja matka była jej stałą klientką i nawet
nie było mowy o jakichś prześladowaniach. Po wojnie Wyrzykowska mieszkała w tym
samym miejscu, pojechała z wizytą do USA do Kubrzańskiego - jednego z ocalonych
Żydów - otrzymała order S