urojenia_kacze
03.09.08, 04:25
pałacem - tak się rozochocił ostanim wyjazdem
że teraz chce w trójkę z Tuskiem i Sikorskim stale latac
a na to pozwolic mu nie można
Ta leżanka to się chyba chciał podlizac Tuskowi, zeby go zabierał ze soba w
przyszłości
Winko pili - z własnym bliźniakem mu tak dobrze nie jest jak z Tuskiem i Sikorskim
Nieoficjalnie politycy PO przyznają jednak, że premier popełnił błąd, nie
protestując przeciwko wyjazdowi prezydenta na szczyt. "Teraz Kaczyński już nie
odpuści, będzie chciał latać na każdy szczyt" - załamuje ręce jeden z
ministrów. I nie jest daleki od prawdy. "Przecież było dobrze, prawda?
Skutecznie, sympatycznie, spójnie, jednym głosem. Więc czemu mieliby nie
jeździć w tym składzie na inne szczyty?" - mówi DZIENNIKOWI współpracownik
prezydenta. I dodaje: "Proszę zauważyć, że to są szczyty szefów państw i
rządów Unii Europejskiej. Prezydent jeździ więc jako szef państwa, a premier
jako szef rządu i wszystko jest w porządku".
Poniedziałek, godzina 11.05. Z gdańskiego lotniska odlatuje rządowy Tu-154.
Lech Kaczyński zajmuje pierwszą, najwygodniejszą salonkę. Kolejną premier. W
trzeciej ich współpracownicy. Po kilku minutach prezydent zaprasza do siebie
premiera. Mają ustalić wspólną strategię na szczyt. Nie mają z tym kłopotów.
Kaczyński dostrzega, że premier jest zmęczony. Ten przyznaje, że powinien się
zdrzemnąć, bo wstał już o 3 w nocy ze względu na uroczystości na Westerplatte.
Prezydent proponuje, by Tusk skorzystał z jego leżanki. Sam przesiada się do
salonki premiera.
Godzina 21.50. W ogrodzie polskiego konsulatu premier udziela wywiadu TVN 24.
"Cieszę się, że w Brukseli razem prezentowaliśmy stanowisko wyważone,
wypracowane przez rząd ze znaczącą rolą prezydenta" - mówi Donald Tusk. W tym
czasie Lech Kaczyński, który właśnie skończył spotkanie z premierem Gruzji,
raczy się z ministrem Sikorskim czerwonym winem. Obaj żartują. Po chwili
dołącza do nich premier. Zaczynają rozmawiać o wspólnych gdańskich znajomych.
ednak już kilka godzin po wylądowaniu na warszawskim Okęciu, czar
poniedziałkowych wydarzeń prysł. Szef MSZ w Radio Zet wyraźnie dał do
zrozumienia, że zapis o zacieśnaniu współpracy w polityce energetycznej nie
był sukcesem prezydenta, a Wielkiej Brytanii. Chwilę wcześniej w RMF FM
wicepremier Grzegorz Schetyna był pytany, czy taki wyjazd polskiej delegacji
może się powtórzyć w przyszłości. "Mam nadzieję, że nie będzie musiało.
Będziemy na przyszłość unikać i wspólnych szczytów i wspólnych lotów" -
stwierdził polityk.
I dobrze, ze wróciła normalność
Dac preziowi palec to całą ręke zechce, a może i więcej