Gość: ale palant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 10:18 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: kobieta W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w po... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 10:20 O ludzie. Zawód miłosny?! Coś takiego wygląda na akcję przemyślaną. Przecież trzeba było te ładunki "załatwić". To nie stało się w ciągu jednej godziny hop siup i już. Trzeba było podjąć decyzję o miejscu, porze, wreszcie przymocować je i w końcu odpalić... To tragedia dla najbliższych, to straszne, a Wy podajecie, że to był "prawdopodobnie zawód miłosny"... Oszczędźcie chociaż tych biednych rodziców... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Joe z Teksasu Re: Depresja IP: 5.3.1R* / *.ext.ti.com 18.11.03, 10:44 Gość portalu kobieta napisała: O ludzie. Zawód miłosny?! Coś takiego wygląda na akcję przemyślaną... Widac, ze kobiety nie rozumieja mezczyzn. Przeciez zawod milosny to nie kwestia minut czy godzin. Klotnia odbywa sie szybko. Zawod milosny oznacza, ze ten czlowiek stracil cala nadzieje i chec do zycia. Zapewne byl przez wiele dni w depresji. Powinien pojsc do lekarza zamiast "zalatwiac" materialy wybuchowe i wysadzac sie. Ale lekarz pewnie by powiedzial aby mu nie zawracal glowy swoja depresja i znalazl sobie inna dziewczyne. Przypuszczam, ze leczenie depresji w Polsce nie jest popularne. Ludzie raczej zamykaja szcelnie okna i odkrecaja gaz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gościu Re: Depresja IP: 195.85.227.* 18.11.03, 10:52 Może więcej nie chciał żyć w tym syfie. Ale szkoda że się zabił - powinien pojechać za granicę i zobaczyć że syf jest wszędzie podobny. I wrócić do naszego swojskiego syfu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monio Miala szczescie - wyczula swira! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.11.03, 07:54 Odpowiedz Link Zgłoś
przemek998 Re: Depresja 18.11.03, 15:07 > Widac, ze kobiety nie rozumieja mezczyzn. Przeciez zawod milosny to nie > kwestia minut czy godzin. Klotnia odbywa sie szybko. Zawod milosny oznacza, ze > ten czlowiek stracil cala nadzieje i chec do zycia. Zgadzam sie, ze mozna stracic chec do zycia po zawodzie milosnym. Kiedys myslalem, ze samobojstwo to grzech, to ucieczka od odpowiedzialnosci to tchorzostwo wobec zycia. Teraz juz tak nie mysle; sa sytuacje w zyciu kiedy mozesz miec prawo targnac sie na swoje zycie. Moze wiec lepiej do takich sytuacji nie doprowadzac. Ciekawe jak sie czuje teraz ta dziewczyna przez ktora chlopak sie zabil? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nath Re: Depresja IP: *.97-200-24.mc.videotron.ca 18.11.03, 20:58 przemek998 napisał: > Ciekawe jak sie czuje teraz ta dziewczyna przez ktora chlopak sie > zabil? A niby jak ma sie czuc? Miala wyjsc za pierwszego lepszego ktorego nie kochala dlatego ze on mial na jej punkcie obsesje? "Do tanga trzeba dwojga", no nie? Odpowiedz Link Zgłoś
keltoi Re: Depresja 18.11.03, 21:03 przemek998 napisał: > Ciekawe jak sie czuje teraz ta dziewczyna przez ktora chlopak sie > zabil? [cyt] : "Klaudia jest w szoku" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karma Re: Depresja IP: *.crowley.pl 18.11.03, 23:21 > Ciekawe jak sie czuje teraz ta dziewczyna przez ktora chlopak sie > zabil? a co chcesz przez to powiedzieć? że powinna być z nim bo by sie nie zabił? Luuudzie ! nie wariujmy!! nikt nie ma obowiązku kogoś kochać, bo jak nie to sie tamten zabije!!! Każdy w ciągużycia jest wielokrotnie rzucany i rzuca i wszyscy jakoś żyją!!! Tutaj chłopak miał słabą psychike i pewnie jak nie przy tej to by sie targnął przy innej albo po niezdanej sesji czy czymkolwiek innym, co wymaga pewnej odporności psychicznej. Skąd ten brak odporności, nie wiem ale na pewno nie jest to wina tej dziewczyny!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Toni Re: Depresja IP: *.telia.com 18.11.03, 23:44 przemek998 napisał: > > Widac, ze kobiety nie rozumieja mezczyzn. Przeciez zawod > milosny to nie > > kwestia minut czy godzin. Klotnia odbywa sie szybko. Zawod > milosny oznacza, ze > > ten czlowiek stracil cala nadzieje i chec do zycia. > > Zgadzam sie, ze mozna stracic chec do zycia po zawodzie milosnym. > Kiedys myslalem, ze samobojstwo to grzech, to ucieczka od > odpowiedzialnosci to tchorzostwo wobec zycia. > Teraz juz tak nie mysle; sa sytuacje w zyciu kiedy mozesz miec > prawo targnac sie na swoje zycie. > Moze wiec lepiej do takich sytuacji nie doprowadzac. > > Ciekawe jak sie czuje teraz ta dziewczyna przez ktora chlopak sie > zabil? ++++++++++++++++++ A co jej do tego ? Czy musi kochac kazdego zakochanego ? Ma prawo decydowac o swoim zyciu. Gdyby kazdy odrzuony sie wysadzal to dynamitu by zabraklo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SZWED TY KOniowale lepiej nie chlej drogiej wody IP: *.icpnet.pl 20.11.03, 08:53 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: Depresja IP: *.76.202.62.dial.bluewin.ch 18.11.03, 22:21 Istanieja jakies szanse, ze lekarz przepisal jakies lekartwo. Leki trojpierscienowe (np. prozac) maja zdecydowanie mniej skutkow ubocznych niz jednopierscienowe (trotyl). Gość portalu: Joe z Teksasu napisał(a): > Gość portalu kobieta napisała: O ludzie. Zawód miłosny?! Coś takiego wygląda na > > akcję przemyślaną... > > Widac, ze kobiety nie rozumieja mezczyzn. Przeciez zawod milosny to nie > kwestia minut czy godzin. Klotnia odbywa sie szybko. Zawod milosny oznacza, ze > ten czlowiek stracil cala nadzieje i chec do zycia. Zapewne byl przez wiele dni > > w depresji. Powinien pojsc do lekarza zamiast "zalatwiac" materialy wybuchowe i > > wysadzac sie. Ale lekarz pewnie by powiedzial aby mu nie zawracal glowy swoja > depresja i znalazl sobie inna dziewczyne. Przypuszczam, ze leczenie depresji w > Polsce nie jest popularne. Ludzie raczej zamykaja szcelnie okna i odkrecaja gaz > . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pol nie z Texasu Re: Depresja IP: *.acn.waw.pl 19.11.03, 07:31 Gość portalu: Joe z Teksasu napisał(a): > Przypuszczam, ze leczenie depresji w > Polsce nie jest popularne. Ludzie raczej zamykaja szcelnie okna i odkrecaja gaz No w Polsce to nie jest wcale praktykowane, ale jeśli ma być tak leczone jak w USA, że po zawodzie miłosnym koleś idzie do centrum handlowego i z rozpylacza zabija dziesiątki osób to wolę już polskich psychologów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bezprizorny Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.acns.fsu.edu 18.11.03, 21:44 Co za idiotyzm zabic sie dla jakiejs glupiej cipy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hermit Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.proxy.aol.com 18.11.03, 22:17 Nic dziwnego ze Klaudii cos w Sebastianie nie pasowalo. Byla to wybuchowo-rozrywkowa natura Sebastiana. Cale szczescie ze sie z nim nie zwiazala, rozrywka moglaby byc wowczas wspolna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.76.202.62.dial.bluewin.ch 18.11.03, 22:19 Czas to pojecie wzgledne: jednym mija jak mngnienie oka..., a ten gosc mial dosc calego czasu swiata jesli mialby byc bez tej dziewczyny. Poza tym gdy prawie wszytsko traci sens, to czlowiek skupia sie na tym co wydaje sie go jeszcze miec - zaplanowaniu takiego a nie innego konca. Po trzecie samobojcy na ogol zostawiaja listy, a spektakularny koniec jest tez forma przekazu. Gość portalu: kobieta napisał(a): > O ludzie. Zawód miłosny?! Coś takiego wygląda na akcję > przemyślaną. Przecież trzeba było te ładunki "załatwić". To nie > stało się w ciągu jednej godziny hop siup i już. Trzeba było > podjąć decyzję o miejscu, porze, wreszcie przymocować je i w > końcu odpalić... To tragedia dla najbliższych, to straszne, a Wy > podajecie, że to był "prawdopodobnie zawód miłosny"... > Oszczędźcie chociaż tych biednych rodziców... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: psycho myslowicka deprecha IP: 195.117.40.* 18.11.03, 11:26 gdybym mieszkal w Myslowicach, to tez bym sie wysadzil w powietrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joł Re: myslowicka deprecha IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.11.03, 01:22 Jakkkkkkkkkkkiiiiiiiiiiiii DOWN! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leon Re: Jaki kraj tacy terroryści IP: 212.127.77.* 18.11.03, 21:15 Powinien wejść do Sejmu i tam zaprotestować ,może pomnik by po nim pozostał . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dorota Re: Jaki kraj tacy terroryści IP: *.uznam.net.pl / 172.20.6.* 19.11.03, 11:46 Gość portalu: Leon napisał(a): > Powinien wejść do Sejmu i tam zaprotestować ,może pomnik by po > nim pozostał . jak najbardziej popieram.mógłby zostać bohaterem narodowym.A tak cala para w gwizdek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SADUS Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: 82.146.228.* 18.11.03, 11:45 Mogl chociaz poczekac do sylwestra Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sandwich Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 12:39 A jak w Palestynie i Izraelu muszą nieszczęśliwie kochać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: peja Żeby tak inni terroryści kończyli na sobie świat IP: *.piotrkow.media-net.pl 18.11.03, 18:49 oczyściłby się sam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: edekk [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 21:00 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lord [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 21:07 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nihil Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: 62.93.98.* 18.11.03, 21:09 Głupipowód do samobójstwa. Powinien nabrać do tego więcej dystansu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wodzu Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.sasiedzi.pl 18.11.03, 21:37 Wina leży także po stronie rodziców. Jeśli w domu panuje normalna atmosfera, to rodzice zawsze zauważą, że coś jest nie tak z ich dzieckiem (nawet jeśli ma 24 lata), zwłaszcza, że mieszkali przecież razem. Gdyby zainteresowali się powodem zamknięcia się w sobie Sebastiana może nie doszłoby do tragedii... Ale niestety ostatnio w rodzicach rzadko szuka się oparcia, bo mało którzy chcą młodych ludzi wysłuchać :-( Odpowiedz Link Zgłoś
rolotomasi Re:Mysłowice - mężczyzna wysadził się w powietrze 18.11.03, 22:18 Zapal mu świeczkę a rodzicom daj spokój Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ROBAK Re:Mysłowice - mężczyzna wysadził się w powietrze IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 23:45 Są charaktery obojga płci, lubujące w towarzyskim kontacie w przesadnej formie testować swoje walory. Nie zważając na mogące z tego powodu powstawanie fałszywach przypuszczeń, domniemań i konsekwencji bez zastanowienia wkraczają w sferę ekwilibrystycznego balansu. Naiwni bezmyślnie to tolerują. Ta nieprzemyślana kokieteria staje się prowokacją dopuszczającą do przekraczanie osobistych granic. "Żonglerka uczuciami" Podobna życiowa gra powodująca w skutkach różne dramaty nie jest objęta prawnymi normami, lecz rezultatem pozostaje odpowiedzialność etyczno-moralna o jakiej należy pamiętać. Epilog bywa częstą niezatartą blizną. Opisany w artykule przypadek jest tematem przemyśleń dla pragnących harmonicznego współżycia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozumiem Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.provider.pl 18.11.03, 22:32 Ja mam za sobą niudane samobójstwo, tez z powodu "zawodu milosnego". Wiem, jaki to byl dla mnie cios. Przez pol roku mialam bardzo ciezkie zalamanie. Od tego czasu minely trzy lata. Trzy lata zmuszania sie do zycia, zmuszania sie do codziennego wstawania. Wciaz mam w sobie bol, i nie chce mi sie zyc. Ktos, kto nie przezyl czegos takiego po prostu nie zrozumie. nie osadzajcie takich czynow pochopnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maciej Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.105.183.208.ptr.us.xo.net 18.11.03, 22:56 Ja tez przechodzilem przez to samo jak bylem w Polsce. Polki to potrafia zajsc za skore. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maciej Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.105.183.208.ptr.us.xo.net 18.11.03, 22:56 Ja tez przechodzilem przez to samo jak bylem w Polsce. Polki to potrafia zajsc za skore. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Małolat Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 00:20 Ty jesteś palant, człowieku. I w dodatku baran Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git-człowiek Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 00:56 NAMIĘTNOŚCI " Z niego już nic nie będzie, prawda? - zapytała siostra. Podeszła do doktora i pochyliła się obok niego nad umierającym. Swym ramieniem dotknęła barku lekarza i ten odsunął się. - Nie - powiedział. - Umrze? - Na pewno. - Jeszcze dziś? - Niedługo. Godzina, może jeszcze wcześniej. - Dlaczego on to zrobił? Jak pan myśli? - Nic nie myślę - powiedział doktor. Wyprostował się; był wysoki i szczupły, biały fartuch dodawał zmęczenia jego ostrej twarzy. Przesunął ręką po czole: - Nigdy się tego nie dowiesz. - Strach? - powiedziała siostra składająca strzykawki do niklowego pudełeczka. - Może się czegoś bał? Może mu coś groziło? Albo zrobił coś złego... Patrzyła na doktora ze skupieniem; oczy miała niebieskie i czyste, bardzo duże. "Lalka - pomyślał z niechęcią. - Porcelanowa lalka..." Żachnął się. - Chciałabyś jednym słowem wyjaśnić klęskę cudzego życia - powiedział z gniewem odwracając się do niej plecami. - To niemożliwe. Podszedł do okna i odsunął firankę; chciwie przytulił czoło do szyby i odetchnął głęboko. Widział w szybie niewyraźne odbicie swojej twarzy; wytężył wzrok i starał się dojrzeć jak najwięcej. Noc była jasna i mroźna; na środku szklanego nieba tkwił nieruchomy, dziwnie cienki księżyc; w jego blasku oszronione drzewa na szpitalnym podwórku wyglądały teatralnie i drażniąco. Wiatry mknęły w górze szlakami gwiazd, ciemna ziemia skuta była mrozem i lodem. "Jeśli się nie ociepli - pomyślał z wściekłością doktor - to wszystkich nas szlag trafi w tej dziurze". Odwrócił się i powiedział do siostry: - Zobacz, czy jest jeszcze trochę kawy. - Gdzie? - W moim biurku. Tam jest taka żółta puszka. Posłusznie podeszła do biurka i poczęła trzaskać szufladami. Patrzył na jej mocne ręce, okrągły kark, szeroko rozstawione, muskularne nogi i znów pomyślał: "Lalka". - Jest - powiedziała po chwili. - Zaparz. - Jedną czy dwie? - Jedną. Westchnęła. - Pójdę poszukać garnuszka. - Dziwne. Powinien przyjść do ciebie. - Doktorze. - Tak. - Dlaczego pan taki jest? - Mianowicie? - Zły - powiedziała. - Dziwny. - Dlaczego masz nie oczyszczone buty? Radzieccy uczeni wynaleźli już pastę do butów. Poza tym nie używaj do paznokci tego wstrętnego lakieru, bo mdło ni się robi. Poza tym przestań się już czesać na Simonę, bo jesteś podobna do niej w takim samym stopniu, w jakim ja jestem podobny do marszałka polski. A teraz idź po ten garnuszek. Wyszła. Spojrzał na zegar wiszący nad drzwiami: była godzina druga, Machinalnie podszedł do umierającego i ujął jego puls. Zrobiło mu się nieprzyjemnie: ręka tego człowieka była zimna i lepka od potu. "Nie przyzwyczaję się nigdy - pomyślał ze złością. - Nie przyzwyczaję się nigdy do tych spoconych ciał i oczu z tandetnego szkła". Zacisnął mocniej palce na rozdętych, fioletowych żyłach tamtego: nierówny puls słabł. "Cześć" - pomyślał. I wtedy zobaczył, że umierający patrzy na niego szeroko otwartymi oczyma; źrenice jego poszerzyła gorączka, w kącikach ust skupiła się zapiekła ślina. "Nie jesteś ładny - pomyślał. - Nie powinienem się o to martwić, ale naprawdę nie jesteś ładny". Pochylił się bliżej jego ucha. - Możesz mówić? - Będę żył? - Nie denerwuj się. Mów spokojnie. - Będę? - Oczywiście. Chory odwrócił twarz. - Kłamiesz - szepnął. - Z obowiązku. Sam tego chciałeś. Gazowa śmierć to przykra historia. Był czas przemyśleć. - Chcę ci coś powiedzieć. - Tak. - Wszystko, czym straszą nas na ziemi, czym szantażują bez przerwy, to bluff. Żadnych cierpień, żadnych wyrzutów, żadnych rachunków sumienia. Trochę szumu w uszach i koniec. - Jeszcze żyjesz. Może uda się ciebie uratować. Źrenice chorego bielały. Na jego przezroczystych skroniach kropli! się pot. Oddech stawał się ciężki, a ręce złożone na piersiach drgały mu lekko, jak nogi żabki wyciągniętej z wody. - Kto mnie tu przywiózł? - Ludzie. - Zawsze zjawiają się niepotrzebnie. Już byłoby po wszystkim. Po chwili doktor rzekł: - Już jest po wszystkim. Naciągnął prześcieradło na jego twarz i wstał. Zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko: tytoń był mocny i gorzki. "Zimno - pomyślał. - Jeśli się nie ociepli, to naprawdę szlag nas wszystkich trafi". Potarł zziębnięte dłonie i usiadł przy biurku. Wyciągnął książkę raportową i począł szukać nazwiska zmarłego. Weszła siostra trzymając w ręku filiżankę. - Jest kawa - rzekła. - Niech pan pije, póki gorąca. - Nie mogłaś już chyba dłużej siedzieć - powiedział. - Nawet kawy nie potrafisz szybko zaparzyć, tak jakby to była nie wiem jaka sztuka. Przez ten czas nasz przyjaciel doszedł już do raju. Dzwoń do kostnicy. Niech go zabiorą. I nie rozlewaj kawy. Gdzie cukier? - W szufladzie - rzekła stawiając przed nim filiżankę. Podeszła do aparatu i poczęła wykręcać numer; mimo wysiłku ręce jej drżały lekko. - Parter? -zapytała drewnianym głosem. - Bierzcie wózek i przychodźcie tu szybko. Położyła słuchawkę i oparła się ciężko na stole. Patrzyła na doktora ze skupieniem. Milczał mieszając łyżeczką cukier. - Co jemu było? - zapytała tępo. - Śmierć na skutek zatrucia gazem. - Pan nie ma serca. - Jeśli cię to interesuje, mogę jutro iść do rentgena. - Dlaczego pan tak mówi? Uniósł ciężkie powieki. - Czy tam w szkole nie uczyli cię tego, że nie powinnaś zadawać głupich pytań i opierać się łokciami o stół? Weszło dwóch sanitariuszy z wózkiem; jeden z nich był wysoki, drugi nieco niższy, o śmiesznie okrągłej głowie. Podeszli do umarłego. - Mały był - stwierdził wyższy. - Ale sympatyczny. Podobny do tego bramkarza ze Skierniewic - powiedział niższy i mrugnął na siostrę. Odwróciła głowę. - Twoja miara - powiedział wyższy. - Ciekaw jestem, czy też nosił siódemki. Uważaj, ostrożnie. - Myślę, jakie radio mu kupią: z ocementowaniem czy bez? - Stawiam na cement. - W porządku. Dobranoc, panie doktorze. Dobranoc, siostrzyczko. Nie myśl o nim. Pomyśl może o mnie. - Dobranoc - powiedział doktor. Patrzył, jak drzwi zamykają się za nimi. - Ja tego nie wytrzymam - powiedziała siostra i wstała nagle. - Kiedy kończyłam tę głupią szkołę, myślałam, że ludzie dla ludzi mają trochę serca. Doktorze. - Mów. - Czy naprawdę nie istnieje miłosierdzie? - Z mego punktu widzenia istnieją ci, których da się uratować, i ci, których nie można. - Ja tego nie wytrzymam. Odchodzi człowiek, a pan pije kawę. Odchodzi człowiek, a tamci zakładają się o wódkę, jaką trumnę mu kupi rodzina - z ocementowaniem czy z okuciem. Ja tego nie wytrzymam. - Wytrzymasz - powiedział. - Nawet wyobrażenia nie masz, ile można wytrzymać - wstał i rozprostował ramiona, ziewnął. Począł chodzić miarowym krokiem po sali. - Wypisz mu kartę zgonu - powiedział. - I nie zawracaj sobie głowy tą całą sprawą. Weź walerianę, weź brom, co chcesz. - Dobrze - powiedziała cicho. Wyglądała żałośnie: usta miała skrzywione jak dziecko, które wybuchnie za chwilę niepohamowanym płaczem, oczy - w ciemnych obwódkach. W jej plecach, rękach, w pochylonym nad stołem karku czaiło się zmęczenie. Nagle uniosła głowę. - Czy naprawdę tak wiele? - Co? - Tak wiele można wytrzymać? - Ile masz lat? - Dwadzieścia. - Dlatego pytasz. - Kiedy człowiek przestaje się dziwić? - Nigdy. - Więc po co to wszystko? - Po nic. Rozległ się dzwonek: na tablicy rozdzielczej wyskoczyła cyferka. Siostra potrząsnęła głową jak człowiek nagle przebudzony i podniosła się ciężko. - Na trójce ktoś dzwoni - rzekła. - Muszę iść. - Przeżyję to. Wyszła kołysząc miarowo swym ciężkim, mocnym ciałem. Patrzył za nią i pomyślał: "Nic z tego, kochanie. Nic z tego, żebyś nawet miała w ten sposób chodzić po gwiazdach. To prawda, że masz niskie czoło, krótki, zadarty nos, ciężkie powieki i duże ust Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GIT-CZŁOWIEK (2) Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 01:20 " Wyszła kołysząc miarowo swym ciężkim, mocnym ciałem. Patrzył za nią i pomyślał: "Nic z tego, kochanie. Nic z tego, żebyś nawet miała w ten sposób chodzić po gwiazdach. To prawda, że masz niskie czoło, krótki, zadarty nos, ciężkie powieki i duże usta, i płaski brzuch, dzięki któremu możesz tak ładnie rozstawiać nogi, i że tak wiele obiecujesz, kiedy patrzysz swoimi głupimi oczami, i że pachniesz tak bardzo delikatnie, jak bułeczki dopiero co przywiezione z piekarni, i że zapach ten nawet tutaj, w tym całym świństwie, czuję wyraźnie. Ale w tych sprawach musisz być piekielna noga. O takich jak ty marzą uczniowie w liceum, ja też marzyłem, ale tylko do chwili, kiedy poznałem taką samą jak ty, z takimi samymi oczyma, tak samo pachnącą. Biedne, ciężkie krowy. Nie dość, że leżycie bez ruchu, ale jeszcze tak się musicie męczyć podczas porodu, w przeciwieństwie do szczupłych, takich, za jakie nie dałby nikt pięciu groszy, które kochają i rodzą jak ptaki". Podszedł do okna i znów przytulił czoło do szyby. Czynił tak zawsze, kiedy był już bardzo zmęczony, podczas nocnych, dręczących brakiem snu dyżurów, kiedy zdawało mu się, że za chwilę zwali się z nóg jak szmaciana lalka, którą wypuściło ze swych rąk dziecko. Za oknem tężała gęsta od mrozu noc. Księżyc zniżył się i biegał po dachach; nad wieżami kościoła szamotała się w mroźnych mgłach Wielka Niedźwiedzica. Odwrócił się i spojrzał na łóżko, na którym zmarł ów człowiek. Było już zasłane czystym prześcieradłem, gładkie i zimne. "Wiele po tobie zostało - pomyślał i uśmiechnął się. - Widzisz, mój zasrany Werterze, tylko tyle. Czy zrobiłbyś to, gdybyś wcześniej mógł przypuszczać, że tak to wygląda? Zrobiłeś swojej wybrance kolosalną reklamę, będzie teraz miała noc w noc kupę radości, będzie opowiadała o tobie nowym przyjaciołom, nie dla każdej kobiety człowiek przecież wali sobie w łeb, będzie więc opowiadać o tobie nawet w chwili orgazmu, mój zasrany Werterze z powiatowego miasta, a ja, chociaż przyjaźniłem się z tobą od pięciu lat, nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że mi się piekielnie chce spać, i nic mnie nie obchodzi ta odrobina plotek, pogardy, żalu i wspomnień, która pozostanie po tobie. Jedyne, co ci mogę obiecać, to to, że jak będę robił twojej Lotcie skrobankę, to postaram się, aby pokrzyczała sobie trochę. Już teraz wolno to robić, więc nie będę potrzebował jej uciszać ani zakładać maski. Czy pomyślałeś o tym? Trochę plotek. Trochę wspomnień, w których zawsze będziesz inny, niż byłeś naprawdę. Ale nie miej złudzeń; zrobię wszystko, aby zapomnieć o tym jak najprędzej. Czy pomyślałeś o tym wszystkim, mój Werterze?" Do pokoju weszła siostra. - Ten siwy staruszek, który leży przy oknie na trójce, skarży się, że nie może oddać moczu. Co mu poradzić? - Zapytać się go, ile ma lat. Potem przyjdź i powiedz mi. Wyszła. Znów począł chodzić po sali; przemierzał ją uparcie, sztywnymi krokami po przekątnej. Potem podszedł do oszklonej szafki, gdzie mdłym światłem lśniły niklowe narzędzia; oparł się o nią i stamtąd począł mówić do umarłego: "Tak, mój biedny Werterze. Ciekawe, w jaki sposób jednak ona potrafiła tego dokonać? Zazdrość? Kłamała? Zadręczała cię czymś, czego nie znam, czego nie potrafię się domyślić? Dlaczego nie zrobiłeś tego wcześniej? Kilka lat temu, kiedy obaj byliśmy młodsi? Wszystko najwspanialsze w młodości wydaje się potem po prostu głupie. Nic na to nie mogę poradzić, mój złoty. Ty przeszedłeś i ja przeszedłem. Mówię do ciebie jak truposz do truposza. Ale jak ona to zrobiła? Chciałbym to wiedzieć. Jakie namiętności w tobie poruszyła? Czy takie, których nie znam? Och, namiętności. Piękne słowo. Czym jest namiętność? Co to oznacza? Kiedy pięć lat temu przyjechałem do tej dziury, byłem inny. Inaczej myślałem, czułem, mówiłem. Nie przypuszczałem, że życie czasem nie przynosi niczego poza wściekłością i rozpaczą. Chodziłem po tych brudnych uliczkach i myślałem o tym, jak to miasto będzie wyglądać za lat dwadzieścia. Stawiałem domy, wytyczałem nowe ulice; budowałem stadiony, parki, szkoły, muzea i szalety. Burzyłem kościoły, rozwalałem knajpy, budowałem obozy pracy dla pijaków; zbierałem gwiazdy z nieba i rozświetlałem nimi ciemność przed każdym człowiekiem. Byłem wszystkim i wszędzie. Jak myślisz: czy to miało coś wspólnego z namiętnością?" - Doktorze - powiedziała siostra wchodząc. - On mówi, że ma sześćdziesiąt dwa lata. - Kto? - zapytał nieprzytomnie wyrwany z zamyślenia. - Ten staruszek, który skarży się, że nie może oddać moczu. - To co? - Mówi, że ma sześćdziesiąt dwa lata. - Powiedz mu, że dosyć się już wysiusiał. Niech nie zawraca głowy. Wyszła. Pachniało środkami dezynfekcyjnymi; drażniła cisza i jaskrawe światło. Monotonnie cykał zegar. "Widzisz - pomyślał doktor. - A teraz już koniec tej bajki. Czy wiesz, jak by teraz wyglądał mój pamiętnik? Pani X - skrobanka. Pani Y - skrobanka. Minęło pięć lat od chwili, kiedy przyjechałem tutaj. Schudłem, postarzałem się, jestem świnią. Dziunia W - skrobanka. Żona kolegi R - skrobanka. Na obiad jadłem flaki z pulpetami. Zdzisia szlag trafił, wylew krwi do mózgu, szkoda go, porządny chłopak, w szpitalu nawalają kaloryfery, mam katar, pokłóciłem się z Antonim, w szpitalu intrygi i podłość, w mieście intrygi i podłość, na świecie intrygi i podłość, w "Astorii" na rynku intrygi i podłość, podczas meczu Zryw-Bobierzyce -Entuzjazm- Kutno intrygi i podłość, żona Wacia -skrobanka, Dziunia symuluje ciążę, wczoraj był świetny bigos, wyleli mnie z partii, popsuło mi się radio, do diabła z radiem, w szpitalu brak narzędzi, cztery dni padał deszcz, synek gospodyni jest nieznośny, to nie dziecko, to szatan, Żydzi znów się kłócą z Arabami, widocznie i jedni, i drudzy mają złe charaktery, Władkowi śmierdzi z pyska, ohyda, Apfelbaum zmienił nazwisko na Światosław Kamiński, żona Wacia - skrobanka, troszkę się spiłem wczoraj, dziś w klubie związkowym odczyt pt.: "Kiedy człowiek ujarzmi kosmos", śnieg pada, słońce świeci, trzydzieści stopni ciepła, wściec się można, lód na rzece. Ej, ten Wacio, flaki z pulpetami, flaki bez pulpetów, Polska to naród tragiczny, Polska to naród wspaniały. Żydzi kłócą się z Arabami, Waciowa, Waciowa, już po Waciowej, ile tak można, "Arkadię" przechrzczono na "Polonię", w tym roku będzie ciężka zima..." - Doktorze - powiedziała siostra. - Czy pan ma zamiar go operować? - Poczekamy jeszcze trochę. Przygotuj w każdym razie wszystko. Nie módl się na jego intencję. Może mu zaszkodzić. Poczęła szczękać narzędziami. "Tak - powiedział do siebie. - A teraz? Jak teraz? Czy znowu się czujesz oszukany? Tak jak ja? Tak jak wielu? Masz teraz ciszę i spokój, czy znowu się czujesz oszukany przez życie? Może ty, kiedy zamykałeś oczy, wiedziałeś już, dlaczego tak się stało? Dlaczego tak mało miałem wiary, nadziei, wytrwałości, sumienia? Może nadszedł taki moment, kiedy zrozumiałeś wszystko? Dlaczego splajtowałem? Dlaczego stałem się niczym, dlaczego nie miałem siły doczekać lepszych dni? Dlaczego odszedłem od wszystkich i wszyscy odeszli ode mnie? Dlaczego żyję bez wiary i bez miłości? Kiedy będę miał siłę zrobić to, co ty uczyniłeś? Ty głupie, podłe ścierwo. Gdybyś wiedział, jak ci zazdroszczę. Jak chciałbym zamienić się w tej chwili z tobą na miejsca. Jak bardzo bym chciał, abyś obudził się jutro, przeczytał gazetę i poszedł do pracy, i słuchał wszystkich ludzkich narzekań, i abyś nie miał pragnień ani miłości, abyś nie pragnął niczego poza tym, aby dzień się już skończył, i abyś mógł zasnąć, nie czuć, nie myśleć, nie wspominać tego, co było dawniej, nie dręczyć się wszystkim, nie myśleć o sumieniu, o tym, czego miałeś dokonać, i o tym, że niczego nie dokonałeś, i o tym, że niczego już pewnie nie dokonasz, bo jesteś wypruty, zmęczony, cholernie z Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GIT-CZŁOWIEK (3) Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 01:24 "i o tym, że niczego nie dokonałeś, i o tym, że niczego już pewnie nie dokonasz, bo jesteś wypruty, zmęczony, cholernie zmęczony, że chciałbyś być tak jak dawniej, że chciałbyś w coś uwierzyć, jeszcze raz w coś uwierzyć, i żebyś sobie zdawał z tego jasno sprawę, że jesteś świnia, że jesteś skończony, że nie masz nikomu niczego do dania, bo miałeś zbyt mało wiary i siły. Czy znów się czujesz oszukany? Od tego wszystkiego zbawiła cię twoja namiętna, niedobra miłość, ty głupi, zasrany Werterze. Czy nie zdajesz sobie z tego sprawy? Czy myślisz, że powiem komuś, że zabiłeś się właśnie dlatego? Zbyt cię lubiłem, mój stary. Tu jest małe, małe miasto. A my, ludzie, zbyt mało rozumiemy się jeszcze między sobą. Czy chcesz, żeby teraz zaczęli szperać i grzebać się w twoim życiu? Plotkować. Szydzić. Domyślać się. To ci niepotrzebne, mój drogi. To ci zupełnie niepotrzebne..." Nagle począł się trząść. Ogarnął go strach; zimny i obejmujący jak żelazna obręcz. Rozglądał się po białej sali; patrzył na zegar, na szafkę z narzędziami, na okna, o które obijał się wiatr, na białe, gładko zasłane łóżko, i czuł, że za chwilę stanie się z nim coś niepojętego. Serce skurczyło mu się nagle i czuł, że kurczy się ciągle, że staje się coraz mniejsze i słabsze. Z trudem podszedł do gładko zasłanego łóżka i usiadł na nim. Zamknął oczy. - Jestem gotowa, doktorze - powiedziała siostra. Otworzył oczy. Stała przed nim i patrzyła na niego. - Chodź tutaj - powiedział. - Co? - Chodź tutaj - powtórzył. Spojrzała na niego uważnie i usiadła obok niego; drżał jak człowiek bardzo podniecony i to sprawiło jej radość. - Nie myślałem, że jesteś taka - powiedział po wszystkim. - Takie kobiety jak ty oszukują wyglądem. - Dobrze? - Tak. Bardzo dobrze. - Przykro mi, że to na tym samym łóżku. - Wcale o tym nie myślałem. Było mi dobrze i koniec. - Ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego on to zrobił. - Powiem ci, ale nie mów nikomu. - Nie powiem nikomu. - On był buchalterem w jakiejś firmie. Przekradł się. Wziął jednego dnia trochę pieniędzy z kasy; pojechał sobie gdzieś i przepił to wszystko z dziwkami. Potem się wydało. Zrobił to ze strachu. Westchnęła. - Ludzie robią takie głupstwa - rzekła. - Zabijają się i diabli wiedzą dlaczego. Temu zabrakło pieniędzy, ten wyleciał z pracy, tego skądś tam wyrzucili, a przedwczoraj jeden stary człowiek zgubił bilet miesięczny na kolejkę i to go tak rozzłościło, że się upił i poderżnął sobie gardło brzytwą. Do licha z tym wszystkim. - Ubieraj się. Będziemy otwierać pęcherz. - Ciągle to samo - rzekła zapinając guziki. Na jej lalkowatej twarzy odmalowała się złość. - Tego pęcherz boli, ten złamał nogę, a jak się już ktoś powiesi, to dlatego, że pogubił jakieś świstki. Kiedy kończyłam swoją szkołę, nie przypuszczałam, że tak będzie. Doktorze! Siedział pochylony. Teraz uniósł głowę i spojrzał na nią roztargnionym wzrokiem. - Tak. - Chciałabym - powiedziała - aby tu chociaż raz przywieźli takiego, który by to zrobił z miłości. A pan? - Bardzo - powiedział. - Bardzo. - Wstał, znów powróciła fala zmęczenia i musiał zamknąć oczy. - Pospiesz się - rzekł. - Pospiesz się i nie myśl o tym. Będziemy jednego z nas przywracać życiu. " napisał: MAREK HŁASKO, 1956 Odpowiedz Link Zgłoś
rolotomasi Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w 19.11.03, 01:45 Przeczytałem. Mocne, i ciężkie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koziolek matolek Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 02:21 sam pomysl wymuszenia na kimkolwiek >szczesliwego< wspolzycia jest zadziwiajacy. do tego tanga trzeba dwojga... i obydwie strony musza chciec. byc moze, gdyby mlody mezczyzna poddal sie jej(klaudii) presji, to ofiar tego >szczesliwego< zwiazku mogloby byc wiecej. on, ona, i.... dzieci. zraklo mu klarownosci widzenia spraw..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jinx Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.client.attbi.com 19.11.03, 02:26 mam nadzieje, ze Myslovitz nagra piosenke o bombowym chlopaku. niech ci ktorzy przezywaja tak ciezko rozstania przejrza na oczy. 7 miliardow ludzi na swiecie, a wy sie zesrywacie z powodu jednej osoby. zesrywacie sie na tyle mocno ze tych pozostalych nie widzicie. otworzcie oczy i sie bawcie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JerzyZ Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: 81.15.189.* 19.11.03, 03:27 Dobrze, że zostawił list, bo znowu usłyszelibyśmy, że to z powodu biedy i rządów liberałów i postkomuny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klaudia Zamiast jednej Klaudii bedzie mial 72 dziewice IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 19.11.03, 06:26 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wit Re: W Mysłowicach młody mężczyzna wysadził się w IP: *.murowana-goslina.sdi.tpnet.pl 20.11.03, 10:36 Ale co za fantazja. Nie tam żadne tory czy trutki tylko stylowe bum.ARTYSTA. Mógł poczekać do sylwestra i przy okazji wyskoczyć z 10 piętra, odpalic się na wysokości 5-tego.Co to by był za fajerwerk. Odpowiedz Link Zgłoś