w0man29
14.03.09, 23:29
Na początku lat 90. uwagę opinii publicznej przykuła sprawa Moniki, córki
wicemarszałka Sejmu I kadencji Andrzeja Kerna (Porozumienie Centrum). Polityk
udał się do prokuratury, aby zawiadomić, że dziewczyna została porwana białym
maluchem. Sprawcą był starszy o pięć lat chłopak Moniki. Uprowadzenie odbyło
się przy pełnej akceptacji dziewczyny.
– Nie zgodzę się na małżeństwo dziecka z facetem, który przez całe życie
będzie smażył placki – oświadczył wicemarszałek (chłopak pracował w barze
rodziców). “Dziecko” miało wówczas 17 lat i tuż po uzyskaniu pełnoletności
poślubiło swojego wybranka.
Sprawa, oprócz rodzinnego, miała podtekst polityczny. Rodzice Maćka byli
związani z działaczami lewicy, a na ślubie brylował Jerzy Urban. I to oni, a
nie Kern, nagłaśniali konflikt. Posłowie lewicy i Unii Demokratycznej zażądali
odwołania wicemarszałka. Wniosek nie przeszedł, ale Bronisław Geremek grzmiał,
że Kern jest społecznie skompromitowany.
Po dwóch latach Monika uciekła od męża i wróciła do rodziców. Kariera
polityczna Ker- na, zdeklarowanego antykomunisty i bliskiego współpracownika
Jarosława Kaczyńskiego, została jednak złamana.
Po latach okazało się, że perypetie rodzinne wicemarszałka były efektem
intrygi politycznej z udziałem UOP (grupy płk. Jana Lesiaka). Opisała to “Rz”
w tekście “Najłatwiej zabić gazetą”