Gość: Palnick
IP: *.stenaline.com
24.11.03, 14:51
Dramat w jednym akcie pt."Cztery kręgi Rokity".
KUUURTYNAAAA!
Stoi Rokita na moście w Warszawie, w czarnym kapeluszu, długim płaszczu i z
krakowska precyzją, pod osłoną nocy, przeprowadza eksperyment śledczy:
1. Wrzuca do Wisły płytę chodnikową, ta wpada do wody tworząc pierwszy krąg.
2. Wrzuca do Wisły drugą płytę i ta tworzy krąg drugi - mniejszy niz
pierwszy, który stale się powiększa.
3. Wrzuca trzecią płytę, ta również tworzy krąg! Ten trzeci najmniejszy
również przenika się z nieco większym drugim i największym pierwszym.
4. Sytuacja powtarza się po wrzuceniu czwartej płyty. Przez moment wszystkie
kręgi sie przenikają!!!!
Rokita triumfuje, tańczy krakowiaka, wyrzuca w powietrze kapelusz, rozdziera
na sobie płaszcz krzycząc w niebogłosy. Stopniowo krzyk przechodzi z
triumfalnego w coraz pełniejszy rozpaczy i bólu.
Szczęśliwie w tym momencie nadjeżdża karetka wezwana przez zapóźnionych
przechodnów. Dwóch muskularnych sanitariuszy obezwładnia nagiego już,
wyjacego przeraźliwie posła.
Nagle ryk przechodzi w gulgot, płacz, połączony ze smarkaniem w rękaw kaftana
bezpieczeństwa.
Sanitariusze wyławiają z bełkotu pełne tragizmu słowa Rokity:
"To, że kręgi zaczęły rozmywać się po chwili i znikać bezpowrotnie to nic,
ale dlaczego - skoro wrzucałem do wody kwadraty - POWSTAWAŁY KRĘGI.(IQ 98)
Karetka oddalała się szybko, syrena i światła rozmywały w mroku i mgle
jesiennej nocy.
Warszawa oddychała miarowo nabierając sił na kolejny dzień przesłuchań przed
Komisja Sejmową.
KUUURTYNAAAA!