basia.basia
15.12.03, 12:25
Ząb, zupa, dąb
MACIEJ RYBIŃSKI
Mamy wszyscy, jako naród, jedno wielkie zmartwienie. Co sobie o nas pomyśli
Europa. Jak będą na nas patrzeć ucywilizowani, kulturalni, zgodni i
nieznoszący żadnych kontrowersji Europejczycy po tym, jak przedstawiciele
rządu RP, reprezentujący nas wszystkich, wdarli się na salony brukselskie,
podeptali posadzki i etykietę, kapryśnie nie pozwolili się wziąć za rękę i
bezpiecznie przeprowadzić na drugą, lepszą stronę integracji. Premier
Miller, jak warchoł poseł Siciński, wykrzyknął: liberum veto!, ale to nie on
uciekł potem na Pragę, to Czesi uciekli ze strachu do Pragi.
Dlatego, podczas gdy większość lekkomyślnych polityków, nawet opozycyjnych,
chwaliła premiera i jego ministra spraw zagranicznych za ośli upór,
odpowiedzialni i zatroskani dziennikarze mediów elektronicznych pytali
wszystkich dokoła z niepokojem, co sobie o nas pomyśli Europa.
Tak, fundamentalne pytanie. Cóż może sobie pomyśleć Europa o narodzie, który
pilnuje i broni swoich interesów, zamiast chronić cudze? Cóż, pewnie to, że
ci Polacy zachowują się niestosownie i niegrzecznie. Jak dziecko na
kinderbalu, żądające drugiej porcji tortu. Opinia o naszym europejskim
wychowaniu tak nam leży na sercu, że cały problem zarządzania Unią
Europejską, który miał być omawiany w Brukseli - a nie był, bo nie mówiono
np. o prawie weta w polityce zagranicznej i podatkowej chociażby -
sprowadzony został do kwestii polskiej kindersztuby.
Europa może mieć tylko nadzieję, że my, Polacy, zostaniemy w najbliższych
miesiącach wzięci na wychowanie przez Niemców i Francuzów. Odbierze się nam
kieszonkowe. Anonimowy (to też europejska norma) polityk czy dyplomata
niemiecki powiedział, że teraz Polacy nie dostaną z Unii nawet długopisu.
Słusznie. Niemcy za karę przestaną nam sprzedawać ople i volkswageny, a
Francuzi renówki. Jak się tak już skolegowaliśmy z Hiszpanami, będziemy
jeździć seatami. Nawiasem mówiąc, groźba sankcji gospodarczych i finansowych
za polityczne nieposłuszeństwo potwierdza, że projekt europejski oparty jest
na silnych podstawach moralnych, na równości, solidarności i demokracji.
Najdojrzalszym Europejczykiem znów okazał się pan Andrzej Olechowski, który
w TVN 24 wyłożył jasno zasady rządzące Europą, mówiąc, że to oczywiste, iż
większy i silniejszy ma większe prawa, a mały powinien siedzieć cicho. Jest
to, zdaniem Olechowskiego, prawo przyrody, skoro dąb też żyje lat kilkaset,
a człowiek, nie wyłączając Olechowskiego, znacznie krócej. Ten polityczny
darwinizm w stosunkach między państwami przypomniał mi to, co o innym niż
Francja czy Niemcy mocarstwie i w innych okolicznościach napisał Antoni
Słonimski: jeśli zwolennikiem prawa silniejszego jest silniejszy, to tkwi w
tym jakaś zła, ale jednak logika. Ale jeśli zwolennikiem prawa silniejszego
jest słabszy, to jest to perwersja.
Pan Andrzej Olechowski jest przewodniczącym Komisji Programowej Platformy
Obywatelskiej, która jest podobno nadzieją dla Polski. Ciekawe, czy w tym
programie w rozdziale o stosunkach międzynarodowych znajdzie się zapis o
prawie silniejszego. -