Gość: Andulka
IP: *.kprm.gov.pl / 158.66.18.*
28.10.02, 10:59
Cyz zwróciliście uwagę, jaką ewolucję przeszła wymowa na przestrzeni
ostatnich siedemdziesięciu lat?
Kiedy ogląda się przedwojenne polskie filmy (a nawet cześć powojennych
nakręcownych mniej więcej do połowy lat pięćdzisiątych) słychać bardzo miękki
język, częśto z kresowym zaśpiewem. No i słynne sceniczne "ł", którym
operowali nie tylko aktorzy.
Później, w połowie lat sześćdziesiątych, język nieco stwardniał, stracił
owo "ł" i zaśpiew. Wystarczy prześledzić polskie filmy z lat 60-tych, 70-tych
i 80-tych.
Od kilku lat wymowa przechodzi kolejną ewolucję. Zanika różnica pomiędzy "ś"
a "sz", "ć" a "cz". Po raz pierwszy usłyszałam taką wymowę wiele lat temu w
wykonaniu aktorki Mai Komorowskiej. Wtedy wydawało mi się to tylko
pretensjonalną manierą. Teraz to standard.
Zupełnie inaczej wymawia się głoskę "l", głęboko, podniebieniem. Kiedyś
mówiły tak praskie żuliki: "Te, lalunia".
Tę wymowę słychać szczególnie we współczesnych piosenkach, zwłaszcza
najmłodszych wykonawców. Zanika też różnica pomiędzy głoskami "i" a "e",
piosenkarze wydają z siebie dźwięk pośredni, np. wyraz "mnie" brzmi jak
meczenie kozy tym badziej, że "n" w ogóle nie jest wymawiane. W programach
typu "Idol" jurorzy czasem zwracają uwagę na tę manierę, alebardzo rzadko i
nieśmiało.
Nowowymowa zaczyna się też panoszyć się wśród dziennikarzy, zwłaszcza młodych
(np.w TVN 24), bo też nowowymową posługują się niemal wyłącznie młodzi
ludzie.
Młodzi ludzie pewnie w ogóle nie wiedzą, o co mi chodzi, ale mój sposób
wymowy kształtował się przed trzydziestu laty, więc nowowymowę odbieram jako
wyjątkowe niechlujstwo językowe.