mg2005
09.10.09, 22:03
Stetryczałe matoły przeżarte polit-popem ?
blog.rp.pl/magierowski/2009/10/09/pokojowa-nagroda-im-monty-pythona/
Skoro Barack Obama dostał Pokojową Nagrodę Nobla, należy uznać za
niedopatrzenie, że tegoroczną Miss Universe nie została jego żona
Michelle.
Trudno z powagą komentować wydarzenie, które zrazu wygląda na żart.
Norweski Komitet Noblowski nierzadko podejmował dziwne decyzje,
wzbudzając zdumienie czy zwykłą złość – wystarczy wspomnieć laury
dla Ala Gore’a czy Jasera Arafata. Wczorajszy werdykt należy do
innej kategorii: wybór Obamy wywołuje jedynie salwę śmiechu, niczym
skecz z Monty Pythona.
Dotychczas – niezależnie od kontrowersji – każda nagroda była
przyznawana za coś. W przypadku obecnego prezydenta USA
to “coś” ciężko znaleźć.
Żadnych jednak rezultatów jego działań – poza “dobrym klimatem” – na
razie nie ujrzeliśmy. Jeden z jego poprzedników Ronald Reagan też
dużo gadał, ale przynajmniej miał się czym pochwalić. To głównie
dzięki niemu przestał istnieć i Związek Sowiecki, i mur berliński. O
czym świadczy zresztą Nagroda Nobla z 1990 roku przyznana…
Michaiłowi Gorbaczowowi.
Warto w tym kontekście przypomnieć jeszcze jedną postać, która nigdy
Noblem nie została uhonorowana. Jan Paweł II miał, niestety,
niewystarczająco “norweskie” poglądy na aborcję i antykoncepcję.
Barack Obama posiada z kolei odpowiednie referencje – jeszcze jako
stanowy senator w Illinois opowiadał się przeciwko ratowaniu dzieci,
które przeżyły tzw. późną aborcję.