marles4282
06.01.10, 10:19
Jestem z Domu dziecka.Zacząłem w 2004 roku żyć w naszej stolicy.Nie
było łatwo ale jakoś dawałem sobie radę.Wiele razy prosiłem o pomoc
lecz bez rezultatów.Ludzie ignorowali te moje głosy i rzucali jeszcze
większe kłody pod nogi.Starałem się żyć uczciwie dawać innym a nic w
zamian nie brać.Mimo że sam wiele nie miałem z Domu dziecka to jednak
ludzka krzywda nie była mi obojętna.Teraz kiedy ja potrzebuję pomocy
nie ma nikogo kto by mi rękę podał i powiedział "chodź,pomogę
Ci".Stoję na skraju przepaści w która łatwo wpaść lecz marne szanse
aby z niej wyjść.I rozglądam się za dobrym sercem które jest w stanie
mi pomóc....Może kiedyś ktoś przeczyta tego bloga i pomyśli o
człowieku który go pisał.Że osoba z Domu dziecka nie jest najgorsza
lecz tylko trzeba jej pomóc,wybić się na górę i wyciągnąć pomocną
dłoń.Kiedy spadnę na dno razem z żoną i dziećmi(choć wolałbym sam)
może wtedy ktoś zrozumie...pomoże..
Wołam rozpaczliwym głosem codziennie:czy nie ma ludzi którzy pomogą?
którzy wyciągną bezinteresownie dłoń i z uśmiechem powiedzą "dużo
przeżyłeś,dam ci szansę na normalne życie"..
Widać nie ma