dzi1a
26.07.10, 22:51
chyba wiem skąd u Antka takie odloty
------------
"NIE" dowiedziało się, że wydział III WUSW w Warszawie nawiązał
dialog z panią HannĄ NatorĄ-Macierewicz na początku 1973 roku.
Pani Macierewicz pracowała wówczas w Instytucie Badań
Literackich PAN, w Pracowni Historii Czasopiśmiennictwa. Ten
instytut był już wtedy jednym z głównych ośrodków opozycji. Dwa
lata wcześniej, w związku ze swoją działalnością opozycyjną, z PAN
został wyrzucony Antoni Macierewicz. W latach 1972 1973 uczył w
liceum, ale nie zaprzestał, bynajmniej, intensywnej działalności
politycznej. Z tych powodów jego żona była cenną zdobyczą dla SB.
Dialogowano z nią do roku 1975. Spotkania były częste i długie.
Oficer III wydziału WUSW nie udawał, że jest kimś innym.
Wiedziała, z kim rozmawia. Spotykali się najczęściej w
kawiarni "Nowy Świat".
Kontakty zerwano w roku 1975. Postępowało bowiem zaangażowanie
polityczne męża pani Hanny i SB nie mogła już mieć pewności, czy jej
zgoda na spotkania nie była inspirowana. Pani Macierewicz jest dziś
cenioną archiwistką, osobą całkowicie niepubliczną, żyjącą w cieniu
męża.
To przecież Antoni Macierewicz i jego stronnicy głoszą publicznie,
że jeśli już kogoś bezpieka zarejestrowała, to nie bez przyczyny.
Pani Hanna Macierewicz niczego nie podpisała, za nic nie brała
pieniędzy, ale tego ustawa nie wymaga, by kogoś uznać za tajnego
współpracownika. Wedle jej męża wystarczy, że została
zarejestrowana. A została! Ślad jest zarówno w archiwach
byłego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, jak i w centrali.
Numer tej rejestracji: I/12367. Ta rzymska jedynka oznaczała, że
osoba zarejestrowana jest źródłem bardzo ważnych dla SB informacji
ficer, który spotykał się z
panią Macierewicz, żyje. Żyje też oficer, który przygotował notatkę
informującą, że w ewidencji MSW figuruje jako osobowe źródło
informacji pani Hanna Macierewicz.
Ta notatka w roku 1992 znalazła się na biurku ówczesnego szefa UOP
Piotra Naimskiego. Antoni Macierewicz był wtedy ministrem spraw
wewnętrznych. Naimski zbladł i nie chciał jej przyjąć. Oficer jednak
nie ustępował. Bał się zarzutu nielojalności. Rzecz dotyczyła, bądź
co bądź, żony jego szefa. W końcu Naimski przeczytał, co mu
przedstawiono, na marginesie napisał zapoznałem się i podpisał
się. Udało się nam dowiedzieć, że i ta notatka zachowała się w
archiwach UOP. Czyli w sumie mamy aż pięć śladów: podwójną
rejestrację, dwóch oficerów i tę notatkę z podpisem Naimskiego.
Ludziom Macierewicza wystarczało o wiele mniej, by oskarżać
przeciwników o współpracę z tajną policją PRL.