Dodaj do ulubionych

Anegdotka samochodowa

12.08.10, 02:08
Cuxie, Damy, Lupusie, Huzary :))

Stęskniłem się za Wami przez te wakacje niemożebnie, choć za Koleżankami
jakby nieco bardziej ;)

Teraz trochę prywaty (jakby kiedykolwiek zdarzyło mi się co inszego) do
ekspertek i ekspertów etykiety dróg krajowych 1-pasmowych o 3-ciej
kolejności odśnieżania :

Jak w kategoriach europejskich ocenić taki akt desperacko-adrenalinowego
samowar-wiwru ?

UWAGA : Będzie długo, więc przestrzega się przed napoczynaniem bez min.
tygodniowego L4
_________________________________________________________________________

Ostatnie co mógłbym o sobie powiedzieć, to to, że jestem nacjonalistą.
Pół dzieciństwa byłem Winetou, pół Zorro, pół Wyattem Earpem a całą resztę
Klossem. Walczyłem z białym człowiekiem, gringo i brunerem o cześć (i –
wstyd się przyznać - wdzięki) squawek, senioritek, helg i co popadło.

Miewałem wprawdzie chwile słabości kiedy kibicowałem naszym orłom, co
zmuszało mnie potem do stawiania czoła kwestiom natury fundamentalnej, ale
szczęśliwie od dobrych 20 lat nasze zuchy nie stawiają mnie już w obliczu
takich dylematów.

I pławiłbym się zapewne w swym błogim internacjonalizmie nadal, gdyby nie
niedawna wyprawa do kumpli ze średniej. Dalekowzrocznie zwlokłem swe
truchło o 7 nad ranem i już pół godziny później mój gokart raźno zakaszlał
na chodniku przed domem.

Po chwili byłem na gdańskiej, a po dwu odbiłem na Płońsk. Nie chcąc
stawiać przed gokartem zbyt dużych wyzwań, snułem się jakieś 90,
każdorazowo grzecznie zjeżdżając na pobocze jednopasmówki gdy tylko ktoś
chciał mnie wyprzedzić.

Średnio co drugi mrugał z wdzięcznością, przy czym już z pobieżnej
obserwacji wynikało, że największa mrugalność występowała w segmencie
strucli. Dla umajenia sobie paru godzin w skwarze, zacząłem więc obstawiać
czy następny zamruga czy nie.

Skuteczność rosła prawie z każdym wozem. Gdy udawało się zgadnąć 3-go czy
4-go z rzędu, czułem się jak mesjasz czy demiurg by nie rzec IMiGW. I tak
leniwie płynęły mi kilometry.

W pewnej chwili, zauważyłem za sobą coś wielkości trolejbusa. Wielkie
czarne bydle ze zderzakami na wysokości mojego dachu. Wrażenie dodatkowo
potęgował fakt bardzo szybkiego zbliżania się tego katafalku. Nie jestem
przesądny, bo to przynosi pecha, ale skojarzenia natury ostatecznej
narzucały się same, więc chwilę trwało nim ochłonąłem.

Nie muszę chyba mówić co obstawiłem i już miałem odbijać na pobocze, gdy
powitało mnie wycie klaksonu. Na wypadek gdybym miał problem ze słuchem,
ewentualnie chcąc mi ułatwić podjęcie decyzji, furman dorzucił jeszcze
serię długich. W pełnym słońcu efekt był wprawdzie dość symboliczny, ale
liczą się dobre chęci.

‘Nooooo Kostusiu, oboje wiemy, że stać cię na więcej’ – pomyślałem i
nieznacznie zacząłem wyrównywać do środkowego paska. Beczenie rozległo się
powtórnie, a seria długich przeszła w ciągłe.

Doceniając ten wyraz akceptacji dla moich starań, raźno zamrugałem
awaryjnymi, nieznacznie opierając przy tym nogę o hamulec. Katafalk
podjechał do mnie na odległość metra i włączył beczenie na stałe.

Starając się, by w tym pośpiechu Kostusia nie przegapiła pięknych
pierzastych cumulusków, wskazałem je jej przez okno środkowym palcem

Najwyrażniej podzieliła mój zachwyt, bo odwdzięczyła się niezwłocznie
kolejnymi wesołymi beknięciami. Aż żal mnie za gardło chwycił, gdy sobie
przypomniałem jak się opieprzałem na lekcji Morse’a.

Korzystając z bliskiego sąsiedztwa, przyjrzałem się Kostusi. Okazał się
nią opalony 20-parolatek w ciemnych okularkach. Wyświecowany zgodnie z
obowiązującą modą, ale trochę za śniady, jak na naszego. Katafalk na
europejskich numerach, na sąsiednim siedzeniu jakaś 15-tka, ale
wyglądająca dość młodo.

Nie dalej niż po 3, 4 chwilach, inostraniec wypatrzył okienko i wnioskując
z nieludzkiego wycia silnika, redukując chyba do 1-ki zaczął mnie
wyprzedzać.

Obaj czekaliśmy na chwilę kiedy się zrównamy. Śpiewna angielszczyzna jego
refleksji na mój temat, otwartą pozostawiała jedynie kwestię czy po
makaron ma bliżej do Palermo czy Corleone.

Ryzyko jakie chłopiec podjął, lecąc – bądź co bądź - pod prąd, by
podzielić się tymi nowinami, nie pozwoliło mi przejść obok jego wysiłków
obojętnie. Z drugiej strony, upał skutecznie pozbawił mnie resztek weny.
Poszedłem więc na łatwiznę, ograniczając się do dostarczenia mu polskiego
tłumaczenia jego anglopodobnej recenzji.

Obu szło nam całkiem nieźle, mnie jednak chyba trochę lepiej, bo po
chwili, pod żenująco naiwnym pretekstem nadjeżdżającego z naprzeciwka
TIR’a, gawędziarz zrezygnował z dalszej wymiany myśli, wyprzedzając mnie.

Udokumentował ponadto swą porażkę dłuższym niż zwykle beknięciem, co
ochoczo podchwyciłem odbekując swojskim ce-ce ce-wu-ka.

I kiedy już się wydawało, że ta obiecująca symfonia na 2 klaksony,
katafalk i gokarta znalazła swój finał, oto, zapewne pragnąc ją zwieńczyć
dżentelmeńskim uściśnięciem prawicy swego pogromcy, śniady kataryniarz
wyhamował mi niemal na masce.

Zdążyłem dojść do jego przednich drzwi, nim jemu się udało je zamknąć.
Inostraniec był co prawda parę kilo cięższy ale ja za to trochę niższy, co
może tłumaczyć dlaczego tak długo zeszło mu się z opuszczeniem trolejbusa.

Co ciekawe, lekko zaskoczony moją wizytą i bez okularków, teraz zaczął
najwyraźniej referować mi w rodzimym narzeczu, swoje trudne, napiętnowane
wyrokami niebios dzieciństwo.

Świadczyła o tym wyzierająca z jego intonacji a przepojona rozdzierającym
bólem głęboka skarga, tudzież smętne zawodzenie przeplatane na przemian
rozpaczliwym unoszeniem wzroku i zapewne wyrzutami pod moim adresem,
jakobym skąpił dotąd wysiłków w intencji ratowania jego znękanej duszy.

Pozostawiając nawet na boku pewne niedostatki w obszarze narzecza z okolic
Corleone, ciężko byłoby mi ten zarzut odeprzeć.

Wrodzona wrażliwość na krzywdę bliźniego powodowała zaś, że z każdą chwilą
czułem się coraz bardziej winny i niejasnym pozostawało już tylko, który z
nas pierwszy wybuchnie szlochem gdy Vito (tak go w myślach ochrzciłem)
zacznie wyciągać fotki kolejno Matki Boskiej fatimskiej, Ojca Pio, la
mammy, la żonny i la dziećciaków.

Do szczętu mnie zaś rozbroił swoim śpiewnym ‘mamma mia’, po którym
zacząłem go niemal przepraszać, że w ogóle do łba mi przyszło dziś z domu
wychodzić.

Vito patrzył na mnie swoimi wielkimi smutnymi czarnymi oczętami zbitego
spaniela, a ja obiecywałem sobie w duchu pchnąć dychę smsem na powodzian z
Corleone, zaraz jak tylko wrócę do gokarta.

I tak, jak starzy kumple z okopów, po długim, czułym pożegnaniu
rozstaliśmy się, wracając w końcu do swych wozów. Vito wrzucił
kierunkowskaz, odczekał chwilę i ruszył, a ja za nim.

I oto, ledwie zdążyłem westchnąć w myślach do mych najskrytszych
internacjonalnych wzruszeń, gdy oto ujrzałem, jak szyba od strony kierowcy
powoli opuszcza się, a przez nią wychyla się raźno pół twix’a wskazując mi
pierzaste cumuluski.

Przysiągłbym, że słyszę przy tym tenorek heroiczny Vito nucącego
‘Arrivederci Amore’ ...

LA FINI
Obserwuj wątek
    • twardycukierek Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 07:46
      Witaj! Long time no see ;))) Twój fanclub usycha z tęsknoty.
      Poczytam jak misie drugie oczko po kawie otworzy ;))) czyli za parę godzin :D
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 15:26
        Cześć Cuksiku :)

        A masz pojęcie jak Mój Fanklub Waszego Fanklubu wył do księżyca za Waszym Fanklubem ? I jak haniebnie w związku z tym wyczerpan, wyposzczon i złaknion ?! ;)

        To co, jak dawniej w Waszym namiocie po gwizdku na ciszę nocną ?
        • twardycukierek Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 18:20
          Przeczytałam! I pławię się w zachwycie ;))) Szczególnie te radosne beknięcia kogoś mi przypominają, nieładnie pokazywać palcem więc szepnę Ci na ucho: to Fónniasta :D

          No masz! Przynieś coś oprocentowanego ;)
          • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 01:30
            Etam, odpuść to pławienie a podstaw za to kubasa na Szarą Renetę (sp-nia
            Las, rocznik 1977, z nutą SO2 i plastikowym korkiem).

            A teraz opowiadaj, jakie mnie miody minęły. Jeśli mógłbym coś nieśmiało
            zasugerować, to skup się proszę na seksie i przemocy, resztę odpuszczając :)
            • twardycukierek Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 06:14
              Szare jest piękne ;))

              Chętnie, ale najpierw się dobuzię bo nadal śpię :F O seksie i przemocy to ja
              daaaaawno temu na innym forum pisałam, ech nostalgia :D
              • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 14:42
                A niechaj Cuksik puści linke jakom albo choć nazwę tamtego foruma. Tak spod
                lady ;)
                • twardycukierek Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 15:32
                  W ić! :D To na samym początku mojej 'kariery' forumowej. Każdy to może łatwo
                  znaleźć ;P
            • lupus76 Różne misie 13.08.10, 09:59
              na tym forum bywają :D

              [img]https://muzeumhumoru.onet.pl/_i/_h/misie_sado.jpg[/img]
              • gyubal_wahazar Re: Różne misie 13.08.10, 14:44
                Lupi :)

                Niezbyt wesołą masz tu minę, mimo, że Misiowa całkiem niczego. Wyszedłeś w
                końcu na swoje ? ;)
                • lupus76 Re: Różne misie 13.08.10, 18:59
                  Lupus z Ursusem Ci się Gyubalu pomylił :D
                  • twardycukierek Re: Różne misie 15.08.10, 11:03
                    Kura! Ty tylko o traktorach! :D
    • twardycukierek Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 08:29
      óp! ;)))
    • lupus76 Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 10:06
      Witaj po przerwie!
      I o takie opowieści idzie! :)
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 15:28
        Dzięki Lupus :)

        Cieszę się, że się podobało. A nie zemściłbyś się jakąś krotochwilką ? :)
    • der_wanderer Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 10:48
      Miłośnik Jerome'a może być zadowolony. Ale trochę szkoda marnowac
      talenty na forum, chyba, że to kopia.
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 15:34
        Cześć Wanderer :)

        Dzięki za dobre słowo, choć 'talent' to moim skromnym trochę za duże słowo,
        a z kolei 'forum' w tym kontekście - zdecydowanie za małe. Szpilki to THE
        forum, a ich mieszkańcy (a osobliwie mieszkanki) to creme de la creme ! ;)
        • twardycukierek Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 06:44
          Lecę klasykiem: he he he!

          ;D
    • razzmatazzy Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 11:40
      Pysznie opisane, Gyubalu! Twoja narracja skojarzyła mi się ze stylem Eduardo Mendozy, który wywołuje mój rechot w miejscach mniej lub bardziej publicznych, gdziekolwiek zdarzało mi się go czytać ;)

      Pozwól, że pozostając w tematach okołomotoryzacyjnych załączę do Twego wątku ten wdzięczny filmik :DDD
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 12.08.10, 15:42
        At Your service, Ma'am Razz :)

        Kolegi Eduardo też - wstyd się przyznać - nie kojarzę, ale jak tylko
        przebiję się przez ostatnie 4k stron manuali, obiecuję niezwłocznie ten
        brak nadrobić :)

        A czy jaką próbkę rzeczonego - perlistego, ośmielę się domniemać - rechotu
        dałoby się zamieścić na jakiej wrzucie, by prosty lud mógł nim swe bębenki
        nacieszyć ? :)
        • razzmatazzy Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 17:55
          ;) Sir...

          Polecam, a nawet zalecam 'Przygodę fryzjera damskiego' na dobry początek :)

          Gyubalu, obawiam się, że dostałabym bana z Internetu :D Lepiej wyobraź sobie, że
          śmieję się dystyngowanym ho ho z dzióbkiem :D
          • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 18:38
            Madmoiselle ;) <bow off>

            Dzięki, Jan już bieży do księgarni. No jak z dystyngowanym dzióbkiem, to
            muszę go mieć ! Dead or alive (alive slightly more preferred though ;)

            Udaję się niezwłocznie wymościć nań parę pachnących konwaliami megabajtów.
            Nie każ mi Pani czekać zbyt długo :)

    • funny_game Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 10:09
      Czy ja już mówiłam, że jak będę bogata, to Cię wydam?
      Na papierze, nie mafii, spokojnie :)
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka samochodowa 13.08.10, 18:34
        Funciuuuu :)

        Nie szkoda papieru ? No chyba, że na bardziej miętkim i kolorowym to by się
        jeszcze na co nadał.

        Wystarczy mi czarujący uśmiech Waszej Zabawności i to figlarne oczko któreś
        mi była puściła. A może ono się Tobie puściło ? Sam nie wiem ... ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka