funny_game
18.08.10, 09:59
Kocham takie wpadnięcie w wir myślowy, jak gdzieś jadę. Fajnie jest w drodze
rozmawiać, czytać i jeść (qrde, jak tylko zaczyna się dłuższa podróż, to ja
się robię głodna, TTM?), ale nie ma to, jak odlecieć, o ile się nie jest
kierowcą, rzecz jasna :)))
Ostatnio wsiadłam do samochodu i dopadł mnie mętlik zmierzający w stronę dołu.
I trzy godziny wystarczyły, żeby się wszystko pięknie w głowie ułożyło. Jak
wjechaliśmy w aleję dębową prawem chronioną, kilkanaście kilometrów od domu,
to wręcz symbolicznie się przez konary słońce przebiło!
Kochany M. wie, że nie można mi przeszkadzać, jak tak się schowam do skorupki
w trakcie podróży.
Na kiblu to jednak za mało czasu :F
I przy okazji jak zwykle polecam "W drodze" Kerouaca i "Jazdę" Sveraka.