Dodaj do ulubionych

Bylejakość w życiu codziennym.

25.09.10, 16:55
Denerwuje mnie polska bylejakość w życiu codziennym. Jest wszędzie, w pracy, na ulicy, w tramwaju.

Wychodzę sobie rano z domu, ale wyjść nie mogę przez zaparkowane na chodniku samochody. Przechodzę więc po kałużach, mocząc sobie buty.

Wpadam w dziurę w jezdni, bo nikt jej nie załatał. Potem, w mokrych butach jadę do pracy metrem, a tam ścisk (rzecz zrozumiała), ale oto jestem szturchana olbrzymią, zwisającą z ramienia torebką/siatką/plecakiem paniusi/pana, któr/a(y) z niewiadomych względów nie może z ramienia zdjąć swojego ekwipunku i trzymać w rękach.

Zwalnia się miejsce, siadam. Ale obok mnie siedzi jegomość, który trzyma nogi seeeeroko rozwarte, jakby miał 100 kg na przedzie.
Nie mogę zatem siedzieć na całości mojego siedzenia, gdyż połowę z niego zajmuje noga tego pana. Wsiada starsza pani. Oczywiście pan nie ustępuje jej miejsca, robię to ja. Pani starsza siada z obrażoną miną i patrzy na mnie spode łba jakby chciała powiedzieć "co tak późno podnosisz tę d***?".

Za ustapienie miejsca nie słyszę słowa "dziękuję". No może raz na dziesięć takich sytuacji.
Podeszły wiek zwalnia z kultury osobistej.

Ale oto moja stacja. Kieruję się do drzwi. Drzwi się otwierają. Chcę wysiąść. Nie mogę, bo musiałabym przejść po właśnie wsiadających i tratujących mnie pasażerach.
Nie ma zwyczaju wypuszczania wysiadających.

Idę do pracy, wykonuję telefony, pisze pisma. Cierpliwie znoszę chamskie odzywki moich rozmówców i szefa. Odzywki w stylu "a ch*** tam", "we sk***, rozp*** mi interes", "tu kodeks pracy nie obowiązuje", "w tej pracy nie chorujemy" - (do dziewczyny, która się rozchorowała) itd. itp.

Potem - jak nie mam nic do roboty - wsiadam w metro i wracam do odmu, sytuacja się powtarza. O, pani na siedzeniu po lewej piłuje sobie w metrze paznokcie! Jej sproszkowane pilnikiem pazury lądują mi włąśnie na płaszczu! Potem znowu wpadam pod domem w kałużę, bo zapominam że w tym miejscu dziura jest, a "mistrzowie parkowania" ponastawiali swoje pudełka.

Dwudziesta druga. Można sobie odpocząć. Teoretycznie. Właśnie impreza się zaczyna. Co dalej, wiadomo...

Oczywiście, to, co opisuje jest totalnie przejaskrawione, ale jednak prawdziwe. Oczywiście nie zdarzyło się jednego dnia.
Wy też widzicie zanik dobrycz obyczajów, czy to ja mam się pójść leczyć?
Obserwuj wątek
    • Gość: lolek Re: Bylejakość w życiu codziennym. IP: 82.132.139.* 25.09.10, 18:47
      jesienna deprecha albo chlopa dawno nie mialas.
    • Gość: ka_p_pa Re: Bylejakość w życiu codziennym. IP: *.lukman.pl 25.09.10, 19:13
      Spoko, to tylko dzień świra. Dzień jak co dzień.
      • Gość: rossdarty Re: Bylejakość w życiu codziennym. IP: *.chello.pl 25.09.10, 19:31
        Tak. A jutro będzie dzień świstaka:)
    • Gość: rossdarty Re: Bylejakość w życiu codziennym. IP: *.chello.pl 25.09.10, 19:50
      Leczenie możesz sobie odpuścić...
      Tak jak zbyt wysokie wymagania wobec otaczających Cię ludzi.
      Egocentryzm jest obecnie tak powszechny jak telefony komórkowe.
      Czasem przemienia się w ekshibicjonizm: Twój przykład z panią piłującą paznokcie, czy z panem z wielkim worem:)
      Ja spotkałem się z panem, który tak zajadle dłubał w nosie stojąc w kolejce do kasy, jakby chciał sobie mózg tą drogą wydłubać.
      Myślę, że bierze się to stąd, że każdy zajęty jest wyłącznie sobą, nie zwraca uwagi na tłuszczę go otaczającą, i nawet w tłumie zachowuje się jakby był sam.
      Choroba cywilizacyjna.

      I nawet nie ma gdzie uciec, bo jak przejrzysz to forum to zorientujesz się, że dziewiczej puszczy też nie znajdziesz, gdzie mogłabyś zorganizować sobie pustelnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka