yag-nik
28.12.10, 21:48
Zainspirowana wątkiem o Eltonie który doczekał się upragnionego dziecka postanowiłam założyć wątek o matkach zastępczych/surogatkach zwanych przez złośliwych "macica do wynajęcia". Jako że wyżej wymieniony z takiej matki zastępczej skorzystać był zmuszony.
Ja początkowo byłam za bo właściwie cóż to takiego?
Prosta sprawa, płodna kobieta poddaje się sztucznemu zapłodnieniu materiałem pobranym od rodziców którzy to "starają się" rozpaczliwie o dziecko, jakkolwiek.
Donosi dziecko, dostaje wynagrodzenie, oddaje "młode" i tyle. Wielkie mi halo.
Zaczęłam się jednak przyglądać temu bliżej i okazało się że to może być (często bywa) spory problem.
Po pierwsze jest kilka stron i blogów matek zastępczych które opisują swój ból przy rozstawaniu się z dzieckiem, często swoją walkę o dziecko i problemy z tym związane. Sama potrafię to sobie wyobrazić będąc kobietą.
Po drugie w Polsce odbywa się to na zasadzie luki prawnej która pozwala "kupować" dzieci surogatek w dosłownym tego słowa znaczeniu bez ograniczeń etc i jeśli zamawiający to zupełnie zdrowi na umyśle ludzie wszystko jest ok ale ja mam dużo większą wyobraźnię i potrafię przewidzieć inne zagrożenia.
Jest też druga strona medalu w W.Bryt mieszka surogatka która wychowuje samotnie (niespokrewnione z nią) bliźniaki bo para "zamawiająca" dzieci odstąpiła od umowy. Ups?!
Niby przedostatnia deska ratunku dla tych którzy pragną mieć dziecko a się nie udaje... a jednak budzi wewnątrz tyle sprzecznych uczuć?
Chciałam się dowiedzieć co o tym myślicie?
Potępiacie a może nie?