berber_rock
09.06.19, 19:27
Hiostoria jest taka/
Moja dalsza rodzina. Dziewczyna 39 lat, od lat miueszka w UK, prace stala ma. Co prawda praca wymagajaca czestych wyjaazdow w delegacje po calej Europie, ale perspektywiczna, wiec dziewczyna desperacko sie tego trzyma.
Matka dziewczyny od lat desperacko jeczy o wnuka. Przy kazdej okazji, przy kazdej uroczystosci rodzinnej, publicznie, prywatnie, przez skypa, srednio raz w miesiacu temat sie pojawia.
Dziewczyna stalego partnera ma, ale glownie z powodu pracy i ogolnego braku cisnienia jakos do tematu podchodzi nie za bardzo.
W koncu sie ugina.
W wieku 39 zachodzi w ciaze i przyjezdza do PL urodzic oraz spedzic tutaj z matka (czyli babcia dziecka) polroczny macierzynski.
Historie znam od mojej wlasnej matki, ktora z radoscia mi to opowiada jako przyklad szczesliwego zakonczenia dla babci.
Pytam sie jakie plany ma moja kuzynka X.
A moja matka radosnie odpowiada, ze kuzynka polroczne dziecko zamierza zostawic pod opieka babci w PL, a sama wraca do pracy w UK.
Pytam, na jak dlugo. "Na razie na pol roku, a potem sie zobaczy".
Przyznam, ze mocno mnie wgielo w krzeslo. Natomiast moja wlasna matka mojego szoku zupelnie nie rozumiala i skwitowala to stwierdzeniem:
"Nie wiem, o co ci chodzi. Przeciez to babcia chciala wnusia, no to ma. Tamta powinna sie cieszyc ze ma calodobowa opieke".
Z oburzeniem stwierdzilam, ze jesli taki byl deal, to kuzynka X jest frajerka ze nie wziela na dodatek kasy za bycie surogatka.
Powiedzcie mi, kto tu jest nienormalny? Naprawde ja?