Dodaj do ulubionych

jest dobrze

09.09.12, 19:46
optymistycznie i bez linka ale jest to wywiad z Polityki:
Edwin Bendyk: – Co się dzieje z naszą młodzieżą?
Krystyna Szafraniec: – Nie rozumiem…

Wszyscy narzekają. Wykładowcy, że studenci coraz gorsi. Ci na kierunkach humanistycznych nie potrafią pisać i trudno zmusić ich do przeczytania książki, ci na politechnikach nie umieją matematyki. Prawica pomstuje na niepatriotyczne lemingi, lewica na pogrążonych w konsumpcji egoistów. Ba, nawet stażyści zgłaszający się do POLITYKI nie interesują się polityką.

Wymienił pan cały katalog stereotypów, z którymi jako badaczka młodzieży spotykam się na co dzień.

Mijają się z rzeczywistością?
W każdym stereotypie można odnaleźć nieco opisu rzeczywistości, należy jednak wystrzegać się łatwych uogólnień, przyklejania zbiorczych etykiet. Dzisiaj mówi się o pokoleniu Y, co jest jednak pojęciem publicystycznym. Jego ważności nie potwierdzają żadne badania socjologiczne.

Sama jednak pani pisała w ubiegłorocznym raporcie „Młodzi 2011”, że młodych wyróżnia nastawienie na konsumpcję, afirmacja życia pełnego wrażeń, indywidualizm.

Tak, to są cechy przebijające się ze zbiorczych statystyk, gdy analizujemy dominujące wartości w różnych grupach wiekowych. Jednocześnie jednak nie możemy powiedzieć, by współczesnych młodych łączyło pokoleniowe przeżycie, tak jak nas Solidarność, a potem upadek komunizmu. Moim zdaniem to dobrze, bo te silne przeżycia pokoleniowe stają się źródłem mitologizacji i prowadzą do postaw kombatanckich. Narzekamy, że dzisiejsza młodzież jest mniej zaangażowana politycznie lub obywatelsko, tak jakby w 1980 lub 1989 r. zaangażowanie dotyczyło całego społeczeństwa.

To prawda, w historycznych wyborach w 1989 r. uczestniczyło 64 proc. uprawnionych. Choć to rekord, to jednak nic w porównaniu z zaangażowaniem Francuzów. A już w 1991 r. frekwencja spadła do 43 proc.
No właśnie. Tymczasem młodzi, gdy stawka jest wysoka, potrafią się zmobilizować. Wystarczy przypomnieć 2007 r. Wówczas w wyborach uczestniczyło 56 proc. młodzieży w wieku 18–25 lat i 62 proc. w wieku 26–35 lat. Więcej niż średnia krajowa. A i we wcześniejszych wyborach zaangażowanie młodzieży nie odbiegało od średniej. Nie obciążajmy więc młodych swoimi grzechami. Zastanówmy się raczej, dlaczego, skoro narzekamy na deficyt obywatelstwa, nie uruchomiliśmy nowoczesnej edukacji obywatelskiej.

W ostatnich wyborach parlamentarnych w 2011 r. udział młodzieży jednak zmalał. Czy nie mamy tu do czynienia ze słomianym zapałem – polityka staje się fajna, gdy trzeba pogonić od władzy egzotyczną koalicję, jak w 2007 r. Gdy jednak zaczyna być bardziej normalna i nudna, nie wywołuje zainteresowania.
I tak, i nie. Piszę o tym więcej w najnowszym raporcie „Dojrzewający obywatele dojrzewającej demokracji. O stylu politycznej obecności współczesnej młodzieży” przygotowanym dla Instytutu Obywatelskiego. Analizuję w nim dokładnie przemiany polityczności młodzieży w ostatnich dwóch dekadach, a zwłaszcza wybory 2011 r. i protesty przeciwko ACTA. W 2011 r. klasa polityczna dostała żółtą kartkę za to, że zawiodła oczekiwania młodych. Ich głosy zebrał Janusz Palikot jawiący się niedojrzałym wyborcom jako rzeczywiście nowa siła. Zebrany wówczas polityczny kapitał zdążył już jednak roztrwonić. Niezadowolenie ze stanu demokracji wyraża 61 proc. młodzieży i zwłaszcza wśród najmłodszych rośnie akceptacja dla rządów autorytarnych i półautorytarnych. Charakterystyczne, że w 2011 r. dwukrotnie wzrósł odsetek głosów nieważnych. Z pogłębionych wywiadów i analizy forów internetowych wiemy, że wiele młodych osób świadomie poszło na wybory, uznając to za swój obowiązek, jednocześnie jednak z braku odpowiednich propozycji oddały one nieważne głosy. W takiej sytuacji trudno mówić o politycznej obojętności. Właściwsze byłoby pojęcie alienacji klasy politycznej.

Czy w takim razie młodzi mogą stać się zapleczem dla polityków populistycznych lub odwołujących się do gorących ideologii? Wyraźnie widać rosnącą atrakcyjność oferty prawicowej nacechowanej tęsknotą za mocarstwową Rzeczpospolitą.
Nie bagatelizowałabym tej tendencji, jednocześnie jednak też nie wpadając w przesadne obawy. W sytuacji chaosu poszukiwanie źródeł silnej tożsamości jest zupełnie naturalne, zwłaszcza wśród młodych. Widać wyraźnie, że maleje zachwyt Zachodem – kryzys i problemy globalizującego się świata robią swoje. Na to nakłada się sukces polityki historycznej prawicy – prowadzonej przez partie, media, system szkolny, IPN, Muzeum Powstania Warszawskiego. Jeśli jednak starannie policzyć, to oferta prawicowo-konserwatywna przyciąga kilkanaście procent młodzieżowego elektoratu. To siła nie bez znaczenia, na scenie nie ma jednak ugrupowania zdolnego ją przechwycić. Nowa prawica okazała się za słaba, Prawo i Sprawiedliwość mogłoby spróbować, gdyby pozbyło się Jarosława Kaczyńskiego, który dla młodych Polaków jest politykiem zbyt anachronicznym i mało wiarygodnym.

To jakiej barwy jest główny nurt młodzieżowej polityczności?
Liberalno-lewicowej. Blisko trzy czwarte młodych ludzi wyraża zaniepokojenie zbyt silnym wpływem Kościoła katolickiego w polskim państwie. Jednocześnie aż 95 proc. jest przekonanych, że państwo powinno odgrywać aktywną rolę w kreowaniu miejsc pracy, polityce społecznej, promowaniu przedsiębiorczości. Nie oznacza to jednak oczekiwań roszczeniowych – 75 proc. młodych krytykuje nadmiernie rozbuchane przywileje wielu grup zawodowych i społecznych, socjalizm znajduje akceptację tylko u 4 proc. Zdecydowana większość chciałaby prowadzić swoją firmę.

Niestety, żadne z ugrupowań politycznych nie proponuje młodym Polakom oferty, która łączyłaby ich oczekiwania w spójny program. Liberalizm łączy się u nas z prawicowością, a lewicowość z populizmem.

Czy protesty przeciwko ACTA zaskoczyły panią?
Jak wszystkich. Najbardziej jednak zafascynowała mnie dojrzałość protestujących, racjonalność i skuteczność. Analiza dyskusji internetowych pokazuje, że bunt sieci, jak go pan nazwał w swojej książce, wyrażał troskę o przyszłość i interes publiczny, którego nie potrafili właściwie zdefiniować politycy tkwiący w strukturach z innej epoki. Młodzi pokazali, że rozumieją, na czym polega współczesny świat, o co toczy się walka w ramach globalnego kapitalizmu, i wyrazili w tej walce swoje suwerenne stanowisko.

Z badań wynika, że zaangażowani w ten protest są równocześnie znacznie bardziej od ogółu zaangażowani w działalność społeczną i charytatywną.
Z moich badań wyraźnie widać, że młodzi dysponują nadwyżką kapitału społecznego w porównaniu z dorosłymi. Weźmy choćby poziom zaufania do innych. O ile średnio tylko 25 proc. Polaków ufa innym osobom, to u młodzieży odsetek ten sięga 58 proc.! Ponadto 84 proc. studentów i uczniów nie ma wątpliwości, że tylko działając wspólnie można rozwiązać niektóre problemy i pomóc osobom potrzebującym. Co robimy z tym kapitałem? Marnotrawimy. Znajduje on jednak ujście w innych formach aktywności, jak choćby zaangażowanie w działania Jerzego Owsiaka czy Janiny Ochojskiej.

Jednak ruch anty-ACTA był protestem jednej sprawy, podobnej energii nie udało się zmobilizować choćby w kwestii bezrobocia młodych i umów śmieciowych.
W protestach anty-ACTA wątek ekonomiczny był bardzo wyraźny. Nie daruję sobie, by nie zareagować na notoryczne używanie pojęcia „umowy śmieciowej”, które ma być – oczywiście – kojarzone z jakąś patologiczną sytuacją, krzywdzącą i upokarzającą. Przeanalizowałam dane GUS i wyszło, że młodzi zarabiają średnio więcej niż krajowe
Obserwuj wątek
    • bling.bling linka 09.09.12, 19:49
      linka:
      www.polityka.pl/kraj/analizy/1530079,1,wywiad-mlodzi-niepolityczni.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka