skazani.na.bierne.palenie
26.08.14, 13:34
Mój „palący problem” to sąsiadką palącą w oknie i na balkonie obok - całymi dniami i nocami (o 22, 23, 24 nawet po 1 godzinie w nocy). Cyrkulacja powietrza wokół budynku jest taka, że dym zaciągany jest do mojego mieszkania przez okna uchylone na tzw. lufcik. Dym w pokojach utrzymuje się od pół godziny do godziny, tak więc jeśli nas nie obudzi smród, to przez pół nocy śpimy w palarni, narażeni na bierne palenie. W zasadzie można by zaryzykować stwierdzenie, że wypalamy więcej papierosów od sąsiadki (ona po puszczeniu dymka idzie do mieszkania i już nie pali). Dzień to ciągłe zamykanie okien po to, żeby za kilka minut je otwierać na oścież celem wywietrzanie mieszkania – jakiś koszmar. Najgorsze jednak są noce, bo
- albo smród nas budzi, co jest mocno wkurzające, często tak podnosi adrenalinę, że potem trudno jest zasnąć,
- albo jeśli się nie obudzimy, śpimy cała noc w zasmrodzonym mieszkaniu, a na drugi dzień walczymy z kacem nikotynowym (wstajemy zmęczeni, z potwornym bólem głowy, zatok, wysuszonymi śluzówkami górnych dróg oddechowych, bólami stawów, arytmią serca, w przypadku ojca oczywiście nasilonymi dusznościami).
Wielokrotnie prosiliśmy sąsiadkę, aby paliła w mieszkaniu, bo naraża nas na bierne palenie a my sobie tego nie życzymy, poza tym mamy chorego w domu. Mieszkam ze starszymi rodzicami (ojciec 85 lat alergik, zniszczone śluzówki górnych dróg oddechowych, rozedma płuc, astma) zmuszony jest spać w pokoju przy zamkniętym oknie (zwłaszcza latem jest tam duszno), we własnym mieszkaniu nie może czuć się bezpiecznie. Niestety nasze prośby sąsiadka ma „w d.pie” (cytat), podobnie właściciel mieszkania. Prośby nic nie dają, pani ma taką potrzebę, a poza tym ma prawo :-)) i w tym tkwi sedno problemu - gdzie bym nie poszła (Spółdzielnia, policja) wszędzie powtarzają to samo:
- SĄSIAD MA PRAWO, na własnym balkonie, palić legalną substancję
- nie można zabronić palenia na własnym balkonie (to już jest mocno ugruntowany w świadomości społecznej stereotyp – utwierdzany przez instytucje Państwowe np. Policję, Min. Zdrowia)
Skoro można zabronić ganiać po balkonie na golasa, skoro można zabronić hałasowania po nocach to dlaczego problem biernego palenia po sąsiedzku pozostaje niezauważony. Państwo (poprzez swoje organy Policję, sądy, Min. Zdrowia) udaje, że nie istnieje, dlaczego pozostawia nas samym sobie, na użeranie się z sąsiadem.