Dodaj do ulubionych

Czy rozwodnik to smiec??

05.09.04, 21:13
No wlasnie..czy to clzowiek gorszej kategorii tylko dlatego ze za pierwszym
razem mu nie wyszlo..nie tyle co z barku checi ale szczescia...??
Spotykam sie czasem z taka opinia, tu na forum, w zyciu....
Czy rozwodnik nie ma szans na udana rodzine o jakiej marzyl, poniewaz juz raz
zacza cos budowac i to runelo??
Dlaczego dla rozwodnik nawet nie powinien spojrzec na panne bo zaraz jej
zmarnuje zycie? Jestem rozwodnikiem, normalnym facetem, nie zdradzilem zony
choc jej nie kochalem, w koncu zdecydowlaismy o rozwodzie , dalismy sobie
wolnosc..byla zona uklada sobie zycie i chyba w koncu jest szczesliwa, a ja??
Pokochalem kobiete ktora mnie nie chce,,,bo jestem rozwodnikiem, stwierdzila
ze moglaby sie zakochac wiec czym predzej to przerwie...
Tu na forum jest kilka tego typu watkow?
Nie rozumiem, czy to znaczy ze juz nie mam prawa do szczescia???
Obserwuj wątek
    • Gość: madziallena Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.CNet2.Gawex.PL 05.09.04, 21:41
      niestety wydaje mi się, że istnieje w społeczeństwie złe myślenie o ludziach
      rozwiedzionych. samo słowo "rozwodnik", a co gorsze"rozwódka" ma jakiś
      pejoratywny wydźwięk.byćmoże w pewnym stopniu to dlatego,że to kościół wpaja
      ludziom,że rozwód jest zły...
      • Gość: Lecia [...] IP: *.in / *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.04, 11:39
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • Gość: Franka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.10.04, 15:44
          schizofreniczni a nie schizofremiczni
          • Gość: tyo Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 212.244.27.* 15.10.04, 10:45
            czepiasz sie skarbeńku .. ale nie martw się - przeżyjesz .. kobietom taki dzień
            zdarza sie tylko raz w miesiącu ;)
      • Gość: JR Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 212.180.158.* 13.10.04, 12:48
        Zupełnie nie rozumiem pytania. Problemem może być żonatym romansujący na boku i
        udającym nie żonatego, ale rozwodnik??!! Niby jaki to problem dla potencjalnej
        nowej partnerki - chyba że trafi się jakaś z super zasadami, potrzebą ślubu
        kościelnego itp, itd. Ale jeśli fakt bycia po rozwodzie odstrasza, to chyba ona
        nie jest Ciebie warta.
        • Gość: czarek Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 23:34
          ...brawo !!! Tak powinna wyglądać odpowiedź na to pytanie. Nic dodać, nic
          ująć !!!
        • hajola Re: Czy rozwodnik to smiec?? 14.10.04, 21:44
          skąd wiesz ile ona jest warta. juz ja oceniłeś? tak zaocznie??? pochopne
          wyciąganie wniosków przynosi wiecej zkody niz korzyści. może ona wyznaje zasady
          z którymi kłóci sie związek z rozwodnikiem...
      • Gość: ks. Mirek Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 20:37
        Dokładnie tak. To koścół tak napuszcza. Zresztą napuszcza no kogo tylko może.
        To podstawa religii, nie tylko tej zresztą. A potem się ględzi o miłości
        bliźniego.
        • Gość: limba Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.04, 09:54
          - to Kościół tak napuszccza- cyt.
          Czy mieć zasady, przestrzegać wartości religijnych w imię religii, którą
          wyznajemy to żle?
          Ludzie wybierając siebie z odpowiedzialnością, bo na całe życie, bo będą
          dzieci, muszą zabiegać by ich światy wartości były sobie bliskie.Kościół, każdy
          kościół o tym przypomina, bo to jest fundamentem dobrego małżeństwa. Bez
          fundamentów żadna budowla nie będzie trwała.
      • Gość: makrebs Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.echostar.pl 14.10.04, 09:02
        Krótko. Rozwodnik, to z pewnoscią NIE SMIEC! Chciałabym spotkać na swej drodze
        zyciowej wartosciowego rozwodnika.
        Jako osoba samotna takze doswiadczam przykrego doświadczenia, iż panna
        (dorosła) z dzieckiem (dorosłym) spychana jestem na margines społeczeństwa.
        ROwnie mi z żle, jak i analizowanemu panu, ktory nie chciał kontynuować
        nieudanego związku. Generalnie, to samotnym kobietom jest znacznie gorzej niż
        mężczyznom. Wiele można by polemizować na te tematy On czy Ona oraz życia i
        akceptacji. Rozwód nie jest zły i prawdą jest, że pewne kręgi ludzi wpajajają
        nam czasem inne zachowania.
    • madziallena Re: Czy rozwodnik to smiec?? 05.09.04, 21:52
      wyobraziłam sobie,że poznaję fajnego faceta, który mówi mi,ze jest
      rozwodnikiem...i przyznam,że w mojej głowie wystąpiłby pewien zgrzyt...nie
      wiem...
      dlatego często myślę o tym, aby nikomu nie dawać deklaracji wiecznej
      miłości...i przyjąć do wiadomości fakt,że wszystko się kończy,(nawet miłość)a
      co więcej nie czynić z tego faktu tragedii...
      pozatym..."rozstanie" brzmi lepiej niż "rozwód"
    • zosienka23 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 07:07
      może smiec to za duzo powiedziane, ale rzeczywiście cos w tym jest....Panuje
      taka opinia społeczenstwie, a jesli jesy jeszcze dziecko z takiego związku to
      juz prawie o kryminał zahacza...Wystarczy jednak, by sie zastanowic przed
      powtorzeniem takiej opinii, dlaczego tak jest..i wiele spraw sie rozwiewa, ze
      to własnie nieszczęście dwojga ludzi, ktorych co, trzeba jeszcze dobic??
      Kosciol utrwala taki schemat, choc nie do konca, zminilo sie troche jego
      stanowisko, slowa Papieza, który mowi, by zniechcecac tych ludzi do Kosciola,
      bo wlasnie oni bardzo wtedy go potrzebuja, duszpaszterstwa dla malzenstw
      niesakramentalych....
      Ale rzeczywiscie opinia spoleczenstwa wrzuca wszystkich do jednego worka, skoro
      rozwod to pewnie nieodpowiedzialni, zabawy na boku im sie zachciało..to bardzo
      krzywdzace dla, a wyglaszaja je ludzie, ktorzy po prostu mieli wiecej
      szczescia, ze odrazu trafili na te wlasciwa osobe..
      Pozdrawiam i glowa do gory
    • Gość: Doki Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 06.09.04, 07:37
      > No wlasnie..czy to clzowiek gorszej kategorii tylko dlatego ze za pierwszym
      > razem mu nie wyszlo..nie tyle co z barku checi ale szczescia...??

      Sam siebie oszukujesz, mowiac ze to brak szczescia. Rozwodnik( i rozwodka tez)
      to ktos, kto poszedl na latwizne. Ktos, kto nie dotrzymal danego slowa. Dziwisz
      sie brakowi zaufania do takiego kogos?

      > w koncu zdecydowlaismy o rozwodzie

      Prosze, jak to latwo. Zdecydowalismy i juz.

      > Nie rozumiem, czy to znaczy ze juz nie mam prawa do szczescia???


      Nie ma zadnego uniwersalnego prawa do szczescia. Podob nie jak prawa czlowieka,
      to szczytny postulat, ale beza odpowiednika w realnym swiecie. Przestan
      marudzic, znajdz sobie rozwodke i juz. W razie czego, "zdecydujecie o
      rozwodzie", no nie?

      Nigdy nie jest tak, ze wina za rozwod lezy po jednej stronie. Pomysl, po cos,
      chlopie, sie rozwodzil. Albo jeszcze wczesniej: dlaczego sie ozeniles? Bo tak
      przy okazji: z ta druga kobieta chcesz chyba zwiazac sie z milosci? A mnie sie
      zdaje, ze milosc to bardzo kiepska podstawa do trwalego zwiazku, jesli nie ma
      niczego wiecej. A juz nieodzowna jest wola kreowania i podtrzymywania zwiazku, a
      nie poleganie na tym, ze milosc wszystko scementuje. No wiec nie scementuje.
      • Gość: RXXXa Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.lublin.mm.pl 06.09.04, 10:04
        Jeżeli do rozwodu dochodzi z innych przyczyn niż zawinionych w tym pijaństwo,
        chamstwo, egoizm,a rozpad małzeństwa jest wynikiem pomyłki życiowej, to taki
        mężczyzna świadomy błędów jakie sam popełnił, i zdający sobie sprawę jakiej
        partnerki szuka, czego od niej oczekuje, naogół jest lepszym kandydatem na męża
        niż "stary",na dodatek jedynak, niedoświadczony kawaler z kaprysami, z
        wyimaginowanym ideałem żony i z uporem maniaka usiłujący swoją partnerkę na
        taki ideał ukształtować. Współczuję tym, dla których opinia osób trzecich
        i "zasady" są przeszkodą w zbudowaniu serdecznych, szczerych związków z
        kochaną, druga połową jabłka.
        • Gość: blabla Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.smstv.pl / 213.25.48.* 12.10.04, 21:22
          rozwodnicy i rozwódki łączcie się!!! :-)
          Jestem rozwódką, niczego nie żałuję, stało się, mam to za sobą, teraz trzeba
          myśleć co teraz i co dalej. Zgadzam się z przedmówcą, co do tych
          rozkapryszonych kawalerów po trzydziestce załóżmy. Bo czasem rodzi się pytanie
          dlaczego w tym wieku wciąż są kawalerami? Wiem, wiem. Uogólniam. Rozwodnik też
          jest podejrzany bo coś może schrzanił. Suma sumarum: wszyscy jesteśmy
          podejrzani :-)
          W każdym razie, jeśli ktoś nie potrafi zaakceptować tego, że jestem rozwódką,
          to trudno, nie zmienię tego, czasu nie cofnę. Poszukam kogoś kto będzie widział
          po prostu mnie. Bo jestem człowiekiem, który tak jak większość ludzi pragnie
          miłości, a nie jakimś tam innym gatunkiem z rzędu: rozwodnicy. A teraz
          zaśpiewam: a kiedy się zejdą raz i drugi mężczyzna z przeszłością, kobieta po
          przejściach...
          • Gość: rozwódka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 81.193.168.* 13.10.04, 10:54
            no wlasnie!
        • Gość: gosc Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 81.193.168.* 13.10.04, 10:52
          DOKLADNIE!
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 10:09
        no to zycze Ci DOki dalej takiego szczęscia i na kolanach do Czestochowy w
        podzięce Panu Bogu...
        Myslisz, ze to zalezy tylko od człowieka ze mu sie udało w małżeństwie??? Ze
        jesteś sama kowalem włąsnego szczęscia?
        No tak po coś sie żenil? Teraz żaluje, to bylo nieprzemyslane, ale choc jej nie
        kochałem to wierzylem sie uda, układało sie, były pieniądze, wielka
        przychylność rodziny, bo zarabialem duzo, bylo dziecko w koncu....ale brakowalo
        milosci w domu.I bez milosci nie udalo sie tego scementowac...wiec brak mi slow
        na takie slowa, ze Milosc nic nie scementuje. Dom byl pusty....i jesli ktos
        mówi, że budowanie związku na miłości to kiepski pomysl, to sie nie zgodze. Bez
        milosci nie da rady, jak z miloscia nie da rady...to po co zyc??
        Zdecydowalismy o rozwodzie? Tak, to tez decyzja, trudna...a Ty to potraktowalas
        jak decyzje "Co dzis na obiad?". Czasem lepiej się rozstac niz meczyc sie
        wzajemnie, a dziecko czuje brak milosci rodzicow do siebie nawzajem
        Tak wiec, nie chce sie tu bronic, popelnilem bledy w zyciu, ale tym ktorzy maja
        takie zle zdanie o rozwodnikach, tym ktorzy zyja szczesliwie w swoich
        pierwszych zwiazkach zycze dalej takiego szczescia i ....wiecej pokory
        • madziallena Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 11:04
          kratus napisał:

          > Myslisz, ze to zalezy tylko od człowieka ze mu sie udało w małżeństwie??? Ze
          > jesteś sama kowalem włąsnego szczęscia?

          otóż to!!!!
          większosć rzeczy, która nas spotyka przychodzi spoza nas...
          jedni mówią,że to bóg, inni,że taki los...
          ja myślę,że nie może zawsze się powieść, gdyż nasze plany spotykają, zderzają
          się z tysiącem planów innych ludzi...i nie ma co się oskarżać...bo patrząc z
          wyższego poziomu,nikt nie wie co jeszcze komu wyjdzie na dobre...
        • Gość: Doki Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.105-201-80.adsl.skynet.be 06.09.04, 12:56
          kratus napisał:

          > Myslisz, ze to zalezy tylko od człowieka ze mu sie udało w małżeństwie??? Ze
          > jesteś sama kowalem włąsnego szczęscia?

          Oczywiscie, ze tak!!! Co nie znaczy, ze nie moze sie cos nie udac. Tylko ze
          wtedy nie ma co jeczec, tylko przyjac na siebie konsekwencje. Jestes mezczyzna
          czy nie?

          > ...wiecej pokory

          Standardowa odpowiedz, jesli z kims sie nie zgadzasz. A pokora nie ma tu nic do
          rzeczy.
        • Gość: Thea do Kratusa Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.arcor-ip.net 11.09.04, 00:23
          Hallo Kratus, widze ze kleczysz juz w konfesjonale i czekasz na rozgrzeszenie,
          ktorego nie mozesz otrzymac od spoleczenstwa.
          Napisales:
          "Pokochalem kobiete ktora mnie nie chce,,,bo jestem rozwodnikiem, stwierdzila
          ze moglaby sie zakochac wiec czym predzej to przerwie..."
          Czy na takiej bazie chcesz budowac Twoje nastepne sczescie?
          Za wykretem "bo jestem rozwodnikiem" kryje sie inny wykret o ktorym ta twoja
          kobieta nie chce Cie poinformowac. Po prostu nie dorosla jeszcze do tego, zeby
          blyszczec w dyskusji na temat zwiazku miedzy partnerami szczeroscia. To nie
          jest obviecujacy fundament na ktorym buduje sie przyszlosc. Mysle, ze
          powinienes ta Twoja Pania lepiej poznac, to znajdziesz wiecej przyczyn do tego
          wykretu. Po drugie jednostronna milosc bez wzajemnosci - mysle, ze juz tego
          doswiadczyles i tu powiniennes Sam znalezc odpowiedz.
          Jesli chodzi o reakcje spoleczenstwa na rozwodnika, naprawde jest nie
          zrozumiala, a szczegolnie w Polsce jest zawsze mezczyzna winny.
          Jestem tez kobieta, slysze bo mam uszy, widze bo mam oczy i mam calkiem
          odmienne zdanie. Polskie kobiety powinny zrewidowac swoje postepowanie jak i
          zyczenia, a mezczyzni nie zagladac tak do kieliszka jak to przyjete jest w
          Polsce.
      • Gość: madziallena Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.CNet2.Gawex.PL 06.09.04, 10:55

        >Gość portalu: Doki napisał(a):
        Sam siebie oszukujesz, mowiac ze to brak szczescia. Rozwodnik( i rozwodka tez)
        > to ktos, kto poszedl na latwizne. Ktos, kto nie dotrzymal danego slowa.
        Dziwisz
        > sie brakowi zaufania do takiego kogos?

        nie zgadzam się,że to pójście na łatwiznę...bo w sumie nie masz prawa tak
        mówić, gdyż nie znasz całej sytuacji...
        tak samo można bowiem oskarżyć ludzi trwających w nieudanym związku...że idą na
        łatwiznę...a i owszem, oskarż się o to szczególnie kobiety, które boją się
        odejść od męża, który chociażby zdradza...

        A mnie sie
        > zdaje, ze milosc to bardzo kiepska podstawa do trwalego zwiazku, jesli nie ma
        > niczego wiecej. A juz nieodzowna jest wola kreowania i podtrzymywania
        zwiazku,
        > a
        > nie poleganie na tym, ze milosc wszystko scementuje. No wiec nie scementuje

        to nie jest takie proste, a juz banałem, będzie przypomnienie,że przecież nie
        ma REGÓŁ, co do odanego związku...choć nie raz sama próbuję tworzyć sobie
        schematy, przeglądać statystyki, eliminować ewentualne niepowodzenie...
        ale na boga!!!!to się nie udaje!!!
        jednych ludzi scementuje miłość, innych nie!!!jednym wystarczy miesiąc do
        podjęcia trafnej decyzji, innymsto lat nie wystarcza....
        jednych scementuje miłoś
        • Gość: Doki Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.105-201-80.adsl.skynet.be 06.09.04, 13:00
          > nie zgadzam się,że to pójście na łatwiznę...bo w sumie nie masz prawa tak
          > mówić, gdyż nie znasz całej sytuacji...

          Uwazam po prostu, ze obecnie decyzje o rozwodzie podejmowane sa za latwo.

          > tak samo można bowiem oskarżyć ludzi trwających w nieudanym związku...że idą na
          > łatwiznę...

          Nie rozumiem. Skoro trwaja w zwiazku, to nie jest latwizna, tylko podtrzymywanie
          zwiazku. Widzisz, dla mnie zwiazek sam w sobie ma wartosc- udany lub nie do
          konca. Jestem zonaty (i uwazam, ze jest dobrze) od 9 lat i nie uwazam, ze musze
          "szukac swojego szescia itp". Szukanie szczescia na mile pachnie egoizmem, a to
          zabije wszelka wspolnote. Teraz juz nie jestem ja plus zona, jestesmy para i to
          jest inny wymiar zycia. Moje szczescie z chwila wstapienia w zwiazek malzenski
          jest jakbi mniej istotne, bo podporzadkowane dobru wspolnoty. Wiem, ze to
          niepopularny poglad. Gdybym chcial szukac tylko wlasnego szczescia, robilbym to
          w pojedynke.
          • kotek_mru Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 14:49
            a czy w tej "wspolnocie"niczego Ci nie brakuje..?wracasz do domu jest
            swietnie;wytozumiała zona,czuła ,kochajaca zaspokajajaca Twoje potrzeby???:)
            • Gość: Doki Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.105-201-80.adsl.skynet.be 06.09.04, 17:21
              > wracasz do domu jest
              > swietnie;wytozumiała zona,czuła ,kochajaca zaspokajajaca Twoje potrzeby???:)

              Jest.

              > a czy w tej "wspolnocie"niczego Ci nie brakuje..?

              Jak zawsze, gdy zyjesz w stadzie- od czasu do czasu tzw swobody robienia tego,
              na co mam ochote. To przeciez normalne, to jest koszt bycia we "wspolnocie".
              • kotek_mru Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 17:38
                brawo,tylko pozazdroscic:)
              • Gość: Iwcia Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 13.10.04, 13:46
                A jeżeli ta wspaniała żona przestanie Cię kochać i zapragnie być z kimś innym,
                a nawet z czasem zażąda rozwodu ... . To co wtedy ? Będziesz rozwodnikiem, czy
                Ci się to podoba czy nie. Oczywiście nie życzę Ci takiego rozwiązania, ale
                życie nie jest wyrysowanym w dzieciństwie planem czy schematem - bywa bardziej
                zaskakujące.. więc nie neguj ludzi, którzy podjęli taką decyzję w swoich
                związkach - naprawdę to nie jest pójscie na łatwiznę, raczej bardzo trudny
                krok, szczególnie dla kobiet.
          • Gość: madziallena Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.CNet2.Gawex.PL 06.09.04, 19:14
            Gość portalu: Doki napisał(a):
            <Szukanie szczescia na mile pachnie egoizmem

            jak można tak mówić? uważam,że to jest podstawa.ja nie dam szczęścia drugiej
            osobie, gdy nie będę sama szczęsliwa. i nie chodzi o to,że nie dam, póki on mi
            nie da, tylko, o to,że już nie raz miałam nieszczęśliwe "okresy" w życiu i
            wtedy nie mogłam dawać szczęścia innym.a przecież to szukanie szczęścia nie
            wyklucza bycia z jedną osobą i poszukiwania właśnie z nią.

            <Szukanie szczescia na mile pachnie egoizmem, a to
            > zabije wszelka wspolnote.

            to też nie brzmi ładnie??? i troche przypomina mi czasy, które w polsce minęły
            stosunkowo niedawno, kiedy wszysko robiliś dla "WSPÓLNEGO" dobra
          • Gość: Aga Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 21:17
            Gdzie Ty sie uchowałeś ? Czy mozna znależć jeszcze taki egzemplarz ?
          • Gość: Szczesliwy Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.bchsia.telus.net 12.10.04, 19:09
            Ozenilem sie majac 21lat.Kobieta ktora poslubilem nie byla w ciazy ja sie po
            prostu w niej zakochalem.Nie bylo zadnej presji ze strony rodzicow moich i jej
            decyzje podjelismy wspolnie i zostalismy malzenstwem.Po uplywie dwoch lat
            urodzila sie corka no i zaczelo zle sie dziac miedzy nami.Zaczalem zdradzac
            moja zone ona dowiadywala sie o moich kolejnych romansach ja ja przepraszalem i
            zapewnialem ze juz nigdy wiecej i wdawalem sie w nastepny romans.No i stalo sie
            rozwod dramat dla dziecka moj wyjazd z kraju przerwane kontakty z dzieckiem.Od
            15 lat jestem z inna kobieta mamy wspanialego syna nigdy mi na mysl nie
            przyszlo zeby ja zdradzic z inna kobieta.Jest nam ze soba poprostu
            dobrze.Jestem napietnowany mianem rozwodnika skrzewdzilem moja byla zone i
            corke cala odpowiedzialnosc biore na siebie bylem za mlodym i niedojrzalym
            czlowiekiem proponujac mojej bylej zonie malzenstwo.Dostalem druga szanse od
            losu i w nowym zwiazku jestem naprawde szczesliwym czlowiekiem.
          • Gość: szczesliwa Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 195.94.211.* 13.10.04, 11:53
            > Uwazam po prostu, ze obecnie decyzje o rozwodzie podejmowane sa za latwo.

            A na jakiej podstawie tak uwazasz? Za latwo? Ja podejmowalam swoja lata cale do
            konca wierzac ze sie jeszcze uda. Rozstales sie kiedys z kims kogo kochales
            ponad wszystko? z kim miales dzieci? myslisz ze wiele lat nawet nieszczesliwego
            nieudanego zwiazku przekresla sie jak psrykniecie palcami? Jak by zle nie bylo,
            takie rozstanie BOLI!!! Bardzo.
            A wiesz jak boli patrzenie w smutne wystraszone oczy wlasnego dziecka gdy Tata
            taki straszny a Mama placze?? A wiesz ze dziecko moze czuc sie bepiecznie,
            kochane i szczesliwe gdy rodzice ktorzy zyc ze soba nie umieja sa osobno?
            kochane i przez mame i tate?
            A wiesz ze podtrzymywanie zwiazku kosztuje czasem zatracenie samego siebie i
            cierpi cala rodzina?
            Dlaczego myslisz ze jak ktos sie rozwodzi to dlatego ze ktos inny jest
            ladniejszy? Nie sluchasz, nie czytasz o patalogiach? O przemocy? O dzieciach
            niekochanych?
            Zycze Ci zeby Twoje malzenstwo szczesliwie trwalo do grobowej deski i troche
            otwartosci umyslu, a z drugiej strony wiem, ze tacy juz jestesmy, ze dopoki
            czegos nie przezyjemy sami, to tego absolutnie nie rozumiemy, wiec moze nie ma
            co sie wypowiadac w kwestii o ktorej za wiele nie wiesz??
          • zaholec Re: Czy rozwodnik to smiec?? 01.11.04, 11:14
            Gość portalu: Doki napisał(a):

            oskarżyć ludzi trwających w nieudanym związku...że idą na łatwiznę...

            Nie rozumiem. Skoro trwaja w zwiazku, to nie jest latwizna, tylko podtrzymywanie
            zwiazku. Widzisz, dla mnie zwiazek sam w sobie ma wartosc- udany lub nie do
            konca.


            będę cierpiał i będę z tego dumny..... aż uwierzę, że to właściwe. To prosta
            droga do ideału, wymaga tylko czasu i wiary w boga. Albowiem wiara czyni cuda ,
            pozwala nawet urzeczywistnić to w co odpowiednio mocno wierzymy.....
      • Gość: roxy Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 00:33
        Czy na łatwiznę idzie też partner, który nie chciał rozwodu? Nie ten, co
        dotrzymał słowa, tylko drugi?
      • Gość: Monika Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 20:36
        Wsadź sobie w dupę swoje kazanie.
      • Gość: Cheops Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.04, 23:45
        Zgadzam się poniekąd z Doki.
        Wg mnie wygląda to tak: ślub jest zobowiązaniem: zobowiązaniem wobec drugie
        osoby i ew. zobowiązaniem na przyszłość, tj wobec dzieci.
        Tak jak podpis na umowie kredytowej w banku. Muszę spłacać ten kredyt - nie na
        darmo kredyt też nazywa się zobowiązaniem - czy mi się to podoba czy nie.
        Oczywiście - teoretycznie - mógłbym zerwać umowę powołując się na prawo do
        dowolnego dysponowania swoimi pieniędzmi (prawo do szczęścia ?). Ale ja to
        prawo zrealizowałem już wcześniej zaciągając ten kredyt (biorąc ślub ?). Nie ma
        letko, teraz trzeba ciągnąć ten wózek.
        No dobrze, powiedzmy, że zerwę umowę: jak ja wtedy będę szanował własny
        podpis ? Jak ja wtedy będę szanował siebie ?
        W 2001 obchodziliśmy 20-lecie małżeństwa. To niełatwa sztuka dbać o uczucia,
        nieulegać pokusom, szanować bliskich. Ale, patrząc z perspektywy, naprawdę,
        kurde, warto było.
        Rozwód nie jest piorunem z jasnego nieba, to nie przypadek (ja nie mówię o
        rodzinach patologicznych, ale o tzw. normalnych - w warunkach szeroko pojętej
        normalności); do rozwodu się dochodzi pomalutku i wspólnie: burząc i krusząc
        to, co należy budować.
        Coś z własnego doświadczenia: jedyną rzeczą, którą naprawdę możemy dać innej,
        bliskiej osobie jest własny czas. Jest to tylko nasze, nie kupione, nie
        załatwione, nasz wkład w związek. I jeśli zabraknie czasu, jeśli nie będzie
        okazji aby z sobą być - to uwaga: zapalić się powinna czerwona lampka !
        Brak czasu to brak chęci zrozumienia drugiej strony, to okazywanie jej
        lekceważenia i brak szacunku.
        Dajcie trochę własnego czasu swoim bliskim. To NAPRADWE nie będzie zmwarnowane.
        Inwestujcie własnym czasem w swoije związki. Warto.
      • Gość: qwerty Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.pl 13.10.04, 08:55
        Człowieku - co ty bredzisz?????
        Zwykle rozwód rodzi się właśnie przez złamanie przysięgi małżeńskiej przez
        jedną osobę. Dlaczego mam być fer dla kogoś, kto złamał przysięgę wierności lub
        ta osoba poprostu sobie odeszła.
      • Gość: SeaDoo Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.wp-sa.pl 13.10.04, 14:35
        Doki, Ty głupcze.
        Niech Ci się kiedyś noga w życiu powinie, niech żona Cię zrobi w balona, niech
        ma coraz wieksze wymagania, niech spapra Ci kazda chwile kiedy bedziesz w
        dobrym nastroju, niech kazdy Twoj dzien bedzie przeciaganiem liny bo zona
        okazala sie inna osoba niz byla przed slubem. Wtedy ja sie Ciebie zapytam po co
        brales slub.
      • Gość: abhaod Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.a.pppool.de 13.10.04, 17:15
        Malzenstwo bez milosci? Takie wlasnie koncza sie rozwodem, lub cichymi zdradami
        (bo z czego zyja ksieza).
      • Gość: czarek Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 23:49
        Wydaje mi się, że nie masz racji.
        Być może przeżyłeś w swoim życiu rozwód i dokładnie wiesz, jak to sie odbywa,
        ale powiem Ci, że każdy rozwód to odrębna sprawa ( niejednokrotnie ciągnąca się
        wiele lat)
        Sam jestem po rozwodzie i nie uważam sie za mniej wartościowego człowieka niż
        Ty, czy ktoś inny, wręcz przeciwnie.
        Dalej - uważasz, że wina nie leży po jednej ze stron....hmmm....no i tu Cię
        oświecę - w mojej sprawie akurat tak było ( nie po mojej )
        Pójdźmy jeszcze dalej "po co się żeniłeś" - wydaje mi się, że wiek 28 lat, to
        odpowiedni i odpowiedzialny wiek na założenie rodziny. Mam córkę, kocham ją
        bardzo i ona mnie też, mam nową kobietę ( nie rozwódkę - pannę , która toleruje
        moja córkę i wzajemnie. Właśnie teraz czuję,że jestem szczęśliwy.
        Podsumowując wszystko - nie ma w tej kwestii reguł. Czasami jest tak, a czasami
        inaczej - Pozdrawiam wszystkich !!!
      • Gość: mnich Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.cisco.com 14.10.04, 16:45
        Popieram Doki, chcialbym zeby wiecej ludzi podzielalo Twoje podejscie do zycia.
        Ja mysle ... ze to przez ta glupia Tv i Prase , gdzie na okolo wszyscy Ci
        mowia, zebys "zaufal swojemu sercu". "Jesli nie jestes szczesliwy .. idz tam.
        Zostaw ja/jego. Co przeciez jest bardziej szczerego niz ... Twoje serce ..
        ktore wskazuje Ci najwlasciwsza droge, bla, bla, bla". Nie ma juz poswiecenia,
        szlachetnosci ... zycia w ubostwie, w modlitwie - bo to
        przeciez "sredniowiecze, gledzenie kosciola" - "normalny" czlowiek nie moze
        sobie czegos .. odmawiac. Haslo na dzis - "bierz ile mozesz" (no, nikt tego nie
        przyzna - kazdy powie ze chce tylko .. . minimum szczescia od zycia)!! . I
        wspolczuje ludziom, ktorzy spotkali w zyciu kogos takiego .. z ktorym gowno
        zbuduje, bo on/ona to ... filozof .. rozumumiejacy wiecej, szukajacy,
        potrzebujacy zmian, srututu .. etc.
      • Gość: magda Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.10.04, 17:46
        rozwodnik, to nie śmieć.A może nawet bardziej doświadczony czlowiek, mądrzejszy
        życiowo, jest bardziej wartościowy?
        Tragedia jest dziecko jeśli takie jest. To jest wdepnięcie w gówno!!!
        Dziecko, jak dziecko, ale z czsem bardzo przeszkadza.
        Jest powodem kłótni i zazdrości.
        Nie wchodżcie w takie związki!!!
      • Gość: Indy Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.wmgalicja.krakow.pl 14.10.04, 17:47
        chujku, kazdy ma prawo do rownego szczescia. sek w tym ze decydowanie o tym
        (czytaj - bycie u wladzy) jest juz szczesciem, a szczesliwym nie zalezy za
        bardzo zeby sie nim dzielic... piekny kapitalizm
      • Gość: pepsikola Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.e-wroc.com 14.10.04, 21:07
        Drogi Doki, czy Ty wogóle zastanowiłeś się co wygadujesz. Przyjmij do
        wiadomości, że ludziom czasem nie wychodzi. Powodów jest zapewne tyle ile
        rozwodów czy rozstań, choć niektóre się powtarzają. Zapewne przed rozwodem
        większość ludzi zastanawia się nad słusznością decyzji bo od niej zależne jest
        zawsze przynajmniej dwoje ludzi. Nawet ci, którzy odchodzą do
        kochanek/kochanków mają swoje dylematy. Rozwód to nie jest wylogowanie.
        Bywa też,że rozwód jest dla obojga wybawieniem.
        Najgorsze co można zrobić to tkwić w chorym układzie bo tak wypada. Bo
        religia,bo rodzina, bo ludzie. Jak nie ma miłości to nie ma nic. Małżeństwo to
        nie sposób na przetrwanie (czytaj: w grupie bezpieczniej. A co miałeś na myśli
        mówiąc, że miłość nie wystarczy aby scementować związek? Czy to propozycja
        wskrzeszenia swatek?
    • kotek_mru Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 11:10
      To jest dosc tendencyjne stwierdzenie ,ale niestety prawdziwe:(
      Żyjemy w społeczenstwie pełnym pruderii i zasciankowosci.Wiele zwiazaków trwa
      nadal dla utrzymania bezsensowenych pozorów...a tu meska decyzja
      i "napietnowanie".
      Proponuje przestan o tym myslec i zyj dalej, poszukujac odpowiednej partnerki.
      Sama jestem po rozwodzie ,jednakze nie mam takich smutnych doswiadczen.Ludzie
      ktorzy mnie otaczaj sa przyjaznie nastawieni i pełni zrozumienia:)
      • Gość: akacja Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.10.04, 15:21
        Nie śmieć, ale wyszłam za rozwodnika-zostawiła go pierwsza żona , a teraz po
        25 latach on mnie zostawił dla trzeciej kobiety w swoim życiu. Juz sie
        pozbierałam, ale cieżko było. Teraz wszyscy mnie pataja - dlaczego wyszłam
        za rozwodnika , dlaczego zaufałam ?. Było to moje pierwsze i ostatnie
        małżeństwo.- Akacja
    • Gość: Meg Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.04, 14:45
      Żaden śmieć! Osobiście znam faceta którego żona zdradziła 2 arzy z 2 róznymi i
      ma z nimi dzieci. Nadal go szanuje i bardzo lubie, mimo ze rozwiódł sie z nią. Z
      reszta niewyobrazam sobie życia z kims takim jego żona. Niemartw się, znajdziesz
      kogos na pewno, komu nie bedzie przeszkadzało ze jestes po rozwodzie. Trzymaj sie!
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 16:14
        co tu jest łatwizną a co nie....nie wiem....
        przez wiele wiele lat trwalismy z byla zona w zwiazku....zrobilismy bład ze
        sie pobralismy - to byl taki zwiazek wyswatany przez naszych rodzicow, ale
        oczywiscie nie mowie ze to ich wina...nie czulem milosci, ale wobec
        tlumaczen rodzicow (ktorzy przeciez wiedza lepiej) stwierdzilem ze moze
        takie uczucia (a byla to sympatia) wystarcza do malzenstwa...I na pozór bylo
        wszystko swietnie, ja pracowalem, na brak pieniedzy nie narzekalismy, nie
        szwedalem sie z kumplami po nocach, nie bylo awantur, pojawilo sie
        dziecko,ale ono tez nas jakos nie zcementowalo..zona dbala o dziecko, o
        dom..to dobra kobieta.....ale nie bylo uczuc....ale trwalismy, udawalismy,
        ze jest dobrze, ale ten dom psul sie, nie bylo wspolnoty o jakiej mowi
        Doki...dwoje ludzi zylo pod jednym dachem i tyle....zamarły pocalunki,
        sex...troche jako malzenski obowiazek...ale potem i jego nie bylo...spalismy
        w oddzielnych lozkach (zona najpierw z dziekciem, ale gdy ono doroslo, nie
        chcielismy nic zmieniac). To dobra kobieta, ale nic do niej nie czulem.
        Wiedzialem, ze poplenilem blad zeniac sie z nia...mialem zalediwe 22
        lata.Ale wpojona zasada odpowiedzialnosci kazala mi trwac. Zona nie byla
        szczesliwa, bo ja tez nie, bo jak mozna byc - w zwiazku bez wyrazania uczuc,
        bez cieplych
        slow....Bylo coraz gorzej, pojawil sie temat rozwodu.Ona znalazla sobie
        kogos, a ja sie z tego nawet ucieszylem, bo ona
        rozpromieniala....Myslala, ze tez kogos mam, ale to nieprawda. Poznalem
        jednak Kogos pózniej po rozwodzie. Cudowna kobiete, od ktorej bije cieplo i
        serdecznosc, z nia chcialem założyc rodzine, byc ojcem jeszcze raz, stworzyc
        wspolnote..bo to o tym zawsze marzylem. A ta kobieta...nie chce mnie...bo sie
        boi chyba, wszystkiego co niesie zycie z rozwodnikiem. Ona jest dobra, to nie
        przez nia byl rozwod, a ona sie obwiniala gdziekowliek uslyszala jakas zla
        opinie..mnie dodala wiary w siebie, ona sama jest cudowna, ale ludzie wsrod
        ktorych zyje zrobili jej pieklo ze ona jako panna z takim "smieciem" sie zadaje.
        Czasu nie cofne, byla zona uklada sobie zycie, nasze dziecko
        zaakceptowalo "wujka", pyta o "ciocie" ja nie mam i juz nie chce miec.
        Pokochalem kogos nad zycie i nie chce juz zadnej innej...boli tylko ze te
        milosc niszcza stereotypy i schematy....
        Dzieki z a te slowa wsparcia..ale ejsli nie ta to jzu zadna inna..nie ejstem
        jzu taki mlody:))
        Dzieki
        • kotek_mru Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 17:35
          musze tu troche pokrzyczec na Ciebie,zbyt szybko sie poddajesz..!!!

          >" Pokochalem kogos nad zycie i nie chce juz zadnej innej...boli tylko ze te
          > milosc niszcza stereotypy i schematy...."

          schematy...sprobuj z nimi powalczyc,wbrew wszystkim głupolom,moze warto:)
          jesli ona faktycznie Cie kocha a kwestia jest "opinia publiczna"to chyba nie
          zyjemy w czasach "swietej inkwizycji"...
          Trezba zaryzykowaci myslec o Sobie i własnym szczesciu;)
          • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 19:45
            nie poddawalem sie, walczylem ostro ale teraz gdy juz po raz drugi raz
            uslyszalem, ze jej bedzie tak ciezko z tym zyc, ze mna i odchodzi...juz sam
            zwatpilem....kocham ja, chce dla niej szczescia, kosztem wlasnego nawet, wiec
            moze rzeczywiscie zmarnowalbym jej zycie....ja nie chce jej krzywdy...wiec czy
            mam prawo nalegac? wiem ze jako maz nie skrzywdzilbym jej, ani zdrada, ani
            zadnym oszustwem, bylbym caly dla niej...ale moze nawet to nie wystarczy by byc
            zamazac etykeite "rozwodnik"....Wiem ze zycie ze mna niesie jakies problemy,
            mam dziecko, niemoznosc wziecia slubu koscielnego.....ale juz nie wiem co jest
            najwazniejsze w szczesciu dwojga ludzi, myslale, ze milosc, wiernosc,
            oddanie.....stary jestem a jzu nic nie wiem....
            • kotek_mru Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 21:03
              albo jest bardzo młoda pod duzym wpywem rodziców,albo uczucie z jej strony nie
              jest tak silne jak Twoje:)
              ślub koscielny???ślub cywilny???to tylko akt prawny,nie majacy wpływu na udany
              badz nie zwiazek....
              ".....ale juz nie wiem co jest
              > najwazniejsze w szczesciu dwojga ludzi, myslale, ze milosc, wiernosc,
              > oddanie....."nic sie nie zmieniło,musisz dalej w to wierzyc:)
              • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 21:11
                to pierwsze...jest mlodsza ode mnie o kilka lat, ale mieszka jeszcze z
                rodzicami i to niesiety niezbyt tolerancyjnymi:((( to moj dramat..bo ja nie
                chcialem jej wykradac rodzicom, ale cieszyc sie nia razem z nimi..dla nich
                to "albo..albo"...dla nich jestem Smiec, co uslyszalem jzu od jej ojca...
                no choc nie widze zbyt duzej nadziei to ja mam....i dziekuje za kazde mile
                slowo...
                jesli chodzi o slub, to sie zgadzam jak najbardziej...mialem slub koscileny i
                co z tego, amoj przyjaciel w tym smaym czasie prawie wzial cywilny i sa do tej
                pory i sa szczesliwi..
                ale tez sie zastanawiam czy mam prawo zabierac jej mozliwosc przeyzcia tego
                dnia tak pieknie
                wiele bym dal by z nia stanac przed oltarzem, wierze w Boga,ale Kosciol czasem
                ejst bezduszny..a przeciez Bog jest w ans i to sobie przysiegamy , nie skiedzu..
                dobra, koncze, bo zaraz ktos powie ze usprawiedliwiam sam swoje bledy itd
                • kotek_mru Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 22:46
                  nie wiem jak był zareagowała gdyby ktos nazwał mnie "smieciem",ale mysle ze
                  bardzo agresywnie..nalezy wspołczuc jej ojcu,ze ma tak chore podejscie do zycia
                  mimo wszystko wydaje mi sie ze to w niej tkwi problem,jest dorosła obawia sie
                  ze ja tatus wydziedziczy???...nie rozumiem??
                  to jest jej,wasze zycie i uczucie,nikt nie ma prawa decydowac za Was:)
            • Gość: buta Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 10:31
              komedia jakby chciała naprawde z toba być to juz by była a teraz sie bawi
              twoimi uczuciami
    • mariolka99 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 21:13
      Może ja jestem jakaś nienormalna, ale dla mnie nie ma ŻADNEGO znaczenia czy
      rozwodnik czy kawaler. Jestem zaskoczona że mogą być związane z tym
      jakiekolwiek problemy. Dziecko może by mi przeszkadzało, ale tylko wtedy gdybym
      musiała mu "matkować", poza tym- spox.Mój ostatni facet miał dziecko z
      poprzedniego związku i było ok.
    • andulka7 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 06.09.04, 23:05
      Kratus. Rozwodnik śmieciem? Kto Ci takich bzdur naopowiadał. Albo tej pannicy w
      którą się zaangażowałeś, a ona w Ciebie nie skoro te bzdety wiecej dla niej
      znaczą niż Ty. Smarkata jakaś, jak w ogóle można rozumować TAKIMI kategoriami i
      do tego cudzymi... Ty sobie obiekt westchnień zmień na dojrzalszy i
      samodzielnie, otwarcie myślący.
      Ciepła, cudowna kobieta... Dobre sobie... ROTFL
    • Gość: totus Kratus, trzymaj sie! IP: *.n4u.krakow.pl 07.09.04, 00:02
      Kratus, porzadny i dobry z Ciebie czlowiek. Zycze Ci szczescia!
      Walcz o ta dziewczyne.
      Uda sie, jej tez zalezy.
      • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 07:49
        No dzieki serdecznie, jakos lepiej juz na duszy..:)))
        Ta dziewczyna...nie wiem czy taka smarkata i niedojrzala, chyba nie boi sie o
        wydziedziczenie, ale ona swoje szczescie kladzie na koncu....(no i moje
        przyokazji)
        Uspokoilem sie, walczylem otwarcie, ona wie, ze zawsze mzoe wrocic, ze ejstem,
        jesli zateskni beze mnie, moze zmini zdanie..nie chce jej do niczego
        zmuszac....nalegac na sile....to jej decyzja
        Ale innej szukac nie bede!!:)) (jak szczeniak sie zakochalem co nie?)haha
        • yvona73pol Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 09:31
          tak to jest jak rodzice manipuluja dziecmi i "wiedza lepiej"; dzieki takim
          postawom moja kuzynka zostala sama z dzieckiem bo przyszly ziec
          byl "nieodpowiedni"; tatko ktory zadecydowal juz na pochylej gorce, dla niego
          siedzenie na laweczce przed blokiem, telewizja i smaczne jedzenie i co go
          obchodzi, ze coreczka przez jego widzimisie ma byc moze do konca pod gorke?....
          do czego pije? ano do tych rodzicow dziewczyny... maja prawo wyrazic opinie,
          jak najbardziej, ale nie wplywac....
          moja mama i cala nasza rodzina miala obawy, gdy zenil sie moj brat, ale nikt
          nie wplywal na jego decyzje... nie wiemy co bedzie za 2-5-10 lat, jego decyzja,
          on poniesie konsekwencje; (na razie jest fajnie i nie zanosi sie na nic
          innego ;))
          zycze powodzenia i jednak slusznej decyzji obojga,
          Iwona
        • Gość: Meg Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.04, 09:42
          Moze z czasem ona dojrzeje by myślec tak jak Ty, ze wazne jest szczęscie,
          milosc, wiernosc - a nie ślub koscielny. Tak jak napisał Kotek_mru - to tylko
          akt prawny. Wazne jest co bedzie potem. Wierz mi, że nie wszystkie chcą ślubu
          koscielnego, białej sukni - to jest piękne owszem, ale to ulotne chwile.
          Najwazniejsze by sie rozumiec, szanowac, kochać. Moze z czasem Wam sie ułoży i
          bedziecie razem- czego ci życze.
          I przestan myslec o sobie w kategorii rozwodnik! Jestes wartosciowym, dojrzałym
          człowiekiem, facetem który wie w końcu czego chce i co moze dac drugiej osobie.
          Twoja miłość do niej jest prawdziwa a nie szczęnieca. Tylko pozazdroscic takiego
          uczucia! Byc tak pewnym uczuc - kazdy by chciał :-) Głowa do góry!
          • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 14:00
            No dzieki wielkie...ale juz naprawde w to wszystko zaczynalem watpic, nadzieja
            we mnie ejst i tak nie mam innego celu w zyciu...czekam, modle sie do Boga
            żarliwie..może mnie wysłucha..:))
            • andulka7 Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 14:54
              Wiesz kratus, w gruncie rzeczy to chyba najbardziej chodzi o ten cholerny ślub
              kościelny, chrzest i temu podobne tradycje...Właśnie, najczęściej tradycję a
              nie rzeczywistą potrzebę ducha. No i zakichaną opinię publiczną, bo
              przecież "co ludzie powiedzą"...Reszta wyrażanych przez pannę wątpliwości może
              być zasłoną dymną. Bo jakoś trzeba, mniej lub bardziej idiotycznie, uzasadnić
              poglądy rodem z....
              Mimo wszystko czarno widzę Twoje szczęście jeśli pozory mają być ważniejsze od
              uczucia i tego co można na nim zbudować.
              P.S. Nie wzięłam kościelnego ślubu, moje dziecko nie jest ochrzczone, na
              religię nie chodzi. Konsekwentnie. Gdybym jako osoba niewierząca hołdowała
              tradycji, czułabym się nie w porządku wobec osób głęboko i prawdziwie
              wierzących, których wiary wprawdzie nie rozumiem, ale szanuję ich za to że
              ważna jest dla niech wiara, a nie fasada i oprawa.
              Może trafiłam na tolerancyjne otoczenie, ale naprawdę nie przypominam sobie
              żadnych zgrzytów ani wśród rodziny (wierzącej, niektórzy prawdziwie, inni
              fasadowo), ani znajomych, ani w szkole dziecka. Czego i Tobie życzę, ale chyba
              nie w tym układzie, na który liczysz, niestety ...
              Pozdrawiam :)
              • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 20:58
                No musze przyznac Andulko, ze przykro mi to czytac, ale wiem tez ze sporo racji
                masz:((( Jesli chodzi o te moja najukochansza "panne"...to wiem, ze gdyby nie
                miala za plecami rodziny pozwolilaby dzialac tylko sercu. Ona sama nie ma
                takich uprzedzen, jest gleboko wierząca, ale wierzy w Boga, nie w Kosciol, nie
                w księzy...Sporo rozmawialismy na ten temat, sporo sie od niej
                nauczylem,ach...wierze w Boga, ale do kosciola nie chodzilem (jestem
                ochrzcznony choc rodzice nie mieli slubu kuscielnego)..ona chodzi...ale to ona
                pokazala mi, ze ta oklepana formula nie ma nic do rzeczy...i teraz sam tez
                chodze...choc ona ani razu nie "kazała"mi iść, wrecz przeciwnie..no nic.
                Opinia publiczna, pewnie jakies znaczenie ma, ale tym jakoś specjalnie nigdy
                sie nie podpierala. Pewne jest tylko to, ze to dla jej rodziny ta opinia jest
                niezmiernie wazna, a co ludzie powiedza, ze to wbrew naukom Kosciola, ze to
                nielegalny zwiazek, rodem z piekla...Wiem, ze stoczyla wiele kłótni o to...Ale
                wpedzona została w poczucie winy...Ona bardzo kocha rodzicow, nie chce ich
                skrzywdzic, nawek kosztem włąsnego szczęścia, a oni to wykorzystuja, bo sa
                przekoani ze maja racje....Zrobili jej piekielko..ona tego nie wytrzymala
                psychicznie i odeszla ode mnie...do rodzicow ma uraz, a oni mysla, ze to
                jeszcze moj negatywny wplyw i jej zaraz przejdzie i im jeszcze
                podziekuje...Taka to historia, tylko kto tu jest szczesliwy, moze jej rodzina...
                Moze ktos powie, ze zbyt jej bronie, ze zwalam wszystko na jej rodzicow, ze
                powinna sie postawic...tez tak myslalem, ale moze rzeczywiscie nie pokochala
                mnie az tak...miała dość, wybrała ucieczke...ciezko pojac, nie mam jednak do
                niej żalu, bo wiem, co przeżywała w domu, a jednak była jakiś czas ze mna...
                Ja nie mam jej za duzo do zaoferowania...miłośc, wiernośc do konca mych dni,
                godziwe życie..niestety bez wielkich luksusow, ale przyzwoite, a jej rodzice sa
                dosc bogaci....Moze za wysoko mierzylem???
                • andulka7 Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 21:56
                  kratus napisał:


                  > Ja nie mam jej za duzo do zaoferowania...miłośc, wiernośc do konca mych dni,
                  > godziwe życie..niestety bez wielkich luksusow, ale przyzwoite, a jej rodzice
                  sa dosc bogaci....Moze za wysoko mierzylem???

                  Cóż, to dla określonej kategorii ludzi to też może być powód - równie ważny jak
                  niemożność zawarcia ślubu kościelnego...Bo przecież TAK DOBRZE chcą dla swoich
                  dzieci, nieprawdaż ? Ślub koscielny i majątek, reszta "jakoś sie ułoży"... Nie
                  będe tego rozwijać bo bym musiała zacząć bluźnić :(
                  I co poczniesz?? Przecież z taką "rodziną" się nie ułożysz. Na co liczysz ?? A
                  panna po krótkim etapie buntu przejmie poglądy rodziny i stanie sie jedną z
                  nich zapewne...Współczuwam Ci ale Waszej wspólnej świetlanej przyszłości nie
                  widzę niestety. Panna nie ma wyboru - albo będzie z rodziną albo przeciw niej.
                  A zaciekłość i zapiekłość ludzi pokroju rodzinki miałam okazję poznać,
                  przechlapane. Może generalizuję, może jest jakieś światełko w tunelu, może dla
                  Ciebie zaświeci czego Ci życzę, ale ja go nie widzę...
                  • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 07.09.04, 22:43
                    no nie wiem juz....ale ejdnego jestem pewien, innej kobiety nie chce, juz raz
                    mialem zwiazek bez uczucia, teraz wszystkie uczucia dałem jej...nie moge byc z
                    inna kobieta....
                    No nie wiem jak bronic sieie samego przed tym brkaiem andziei, bo wszytsko co
                    piszesz Andulko to moze byc prawda....nie wiem czy ona bedzie taka sama, ale
                    wiem, ze jesli by zwiazala sie ze mna, wystapila wbre rodzinie to ja by to
                    bardzo gryzlo, mialaby wyrzuty, ze przez nia placze matka....to by ja
                    niszczylo...a ja jej przeciez nikomu krasc nie chcialem...
                    • andulka7 Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 09:34
                      kratus napisał:

                      >ejdnego jestem pewien, innej kobiety nie chce, ...nie moge byc z
                      > inna kobieta....
                      Ejże, człowieku.... Kiedy byłam bardziej młoda też tak myślałam, parę razy
                      nawet :DDD To się nazywa idealizowanie, zdaje się.... Każdy wybraniec jest
                      ideałem... akurat do nastepnego zakochania...
                      Nie chcę umniejszać wagi Twoich uczuć, rozmumiem że tak właśnie a nie inaczej
                      czujesz w tej chwili, ale to nie będzie trwało wiecznie, zapewniam Cię. Sądząc
                      z Twojego postu, masz dopiero koło trzydziestki skoro jak piszesz panna jest
                      młoda bardzo (co może w pewnym stopniu tłumaczyć jej podporządkowanie sie
                      opinii rodziców). A różnica ośmiu lat to żadna różnica (znam ciekawsze różnice
                      i niekoniecznie to on jest starszy), choć Ty jesteś dojrzalszy choćby przez
                      doświadczenia z małżeństwa a panna zieloniutka bardzo...
                      Konkludując: przyszlości dla Twojego wymarzonego związku nie widzę, to po
                      pierwsze. Po drugie nie zarzekaj się tak, pogadamy z parę miesięcy,
                      Pozdrowienia:)))

                      > No nie wiem jak bronic sieie samego przed tym brkaiem andziei, bo wszytsko co
                      > piszesz Andulko to moze byc prawda....nie wiem czy ona bedzie taka sama, ale
                      > wiem, ze jesli by zwiazala sie ze mna, wystapila wbre rodzinie to ja by to
                      > bardzo gryzlo, mialaby wyrzuty, ze przez nia placze matka....to by ja
                      > niszczylo...a ja jej przeciez nikomu krasc nie chcialem...
                      • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 11:56
                        no watpie bym jeszcze kogos tak pokochal....znam siebie...jak juz cos, to na
                        calego
                        przed nia kochalem jedna dziewczyne (nie byla zone) mialem wtedy 17 lat i
                        dopoki nie poznalem teraz tej kobiety to o tamtej ciagle myslalem......no
                        troche to glupie, co? no ale taki jzu jestem trwaly w uczuciach do
                        bólu..niestye własnego bólu..:)
                        Moze i ja idealizuje, ale wszystko mi w niej odpowiadalo, mowie o charakterze,
                        choc jest tez sliczna..nie da sie ukryc, ach...
                        Nie licze ze jej ojciec przyjmie mnie jak syna skoro nawet nie chchial mnie
                        nigdy poznac, spotkac sie...(byly tylko "rozmowy" przez telefon..:))
                        Panna ma 26 lat, taka mloda tez nie ejst, ja mam 34, prawie 35....11 letnie
                        dziecko z inna kobieta i taki moj bagaż.....
                        To jej podporzadkowanie wynika z milosci do rodzicow, no i pracuje z nimi...a
                        oni tez ja kochaja, tylko na moj gust jakas chora miloscia...
                        I zapewniam Andulko, za kilak miesecy mi nie minie...moze kilka lat troszke
                        oslabnie..no taki juz jestem:))
                        Pozdrawiam rowniez
                        • andulka7 Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 12:35
                          Przd nią kochałeś dziewczynę, miałeś 17 lat, teraz 35, znaczy pamięć o niej
                          przetrwała 17-18 lat ... Wprawdzie nie wiem czy młodzieńcze uniesienie można
                          nazwać miłością, ale życzę Ci żeby następne, skuteczne tym razem zakochanie
                          nastąpiło znacznie szybciej. Nigdy nie mów nigdy...
                          Pozdrawiam
                          :)))
                        • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 29.10.04, 10:40
                          zapomnialem dodac, ze poznalem jej matke i to ona mi uprzytomnila jaka ja
                          krzywde chce zrobic jej corce
              • pia.ed Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 01:36
                Kratus, a jaka roznica wieku jest miedzy Wami?
                Przypuszczam ze jestes sporo starszy od swojej wybranki...
                • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 08:32
                  8 lat, to chyba nie az tak sporo....choc nie powiem, na poczatky ta jej mlodosc
                  mnie stopowala....bo wiedzialem ze to glupio moze wygladac...
                  • chochlik5 Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 09:36
                    Jezeli rozwodnik jest mądrym, przyzwoitym, odpowiedzialnym człowiejuem nie
                    tylko za siebie, ale za tych, którzy mu zaufali absolutnie na na epitet "śmieć"
                    nie zasługuje. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to trzeba na niego machnąć ręką, bo
                    widocznie nie jest na odpowiednim poziomie i nigdy nie da się naprawdę
                    przekonać. Nigdy nie obdarzy Ciebie pełnym zaufaniem. Nie wpadaj w panikę i
                    czekaj spokojnie na swój los. Moze warto zabawić się i wziąć udział w "Randce w
                    ciemno"?, A może dać ogłoszenie matrymonialne: Rozwodnik szuka kontaktu z madrą
                    dziewczyną. Oczywiście tekst mosz być rozszerzony. Pozdrawiam i zyczę szczęścia.
                    • kratus Re: Kratus, trzymaj sie! 08.09.04, 11:46
                      no nie takie rzeczy odpadaja, ale dzieki za rady....haha, ja juz nie szukam
                      partnerki....moze to brzmi niedzisiejszo, ale to byla kobieta dla ktorej sie
                      narodzilem....jesli nie z nia to juz z zadna sie nie zwiaze....bo bym znowu
                      wyrzadzil komus krzywde, bedac z jakas kobieta, a myslal o tamtej.....moze bym
                      myslal inaczej gdybym nie mial za soba wlasnie nieudanego malzenstwa...ale
                      niestety mialem...jak nie ma milosci to same checi nie wystarcza....juz to
                      wiem. A w pracach domowych radze sobie nie najgorzej, zeby sobie szukac
                      kobiety - pani domu, ktora ugotuje, posprzata.....jak to tez mi radzono...o
                      nie, nic z tych rzeczy....
                      Znam siebie, te uczucia tak łatwo mi nie przejda....jestem pewien
                      Ta dziewczyna byla madra, dodala mi wlasnie wiary w siebie...ale postawiono ją
                      przed koszmarnym wyborem...wiem, ze by sie meczyla majac to brzemie "wykleta
                      przez rodzinke"....
                      znam taki przypadek, dziewczyna wybrała chłopaka, byli udana kochajaca sie
                      para, ale wiele razy plakala na mysl o rodzicach, nie żałowała kroku, ale
                      cierpiala.....rodzice odezwali sie do niej po 6 latach...ale bol zostal
                      ja nie chcialem jej przysparzac takich zmartwien....
                      ech..to zycie...
                    • Gość: Robi Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.04, 12:39
                      Aleś mu chłopie poradził! Sam idz do "Randki..." albo do biura matrymonialnego!
                      To ktos kto cierpi i niewie co ma poczać, ktoś kto kocha i ma faktycznie
                      problem! Postaw sie w jego sytuacji i potem cos mądrego napisz, a nie bzdury!
                      • Gość: chochlik Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.lublin.mm.pl 08.09.04, 13:00
                        No to cierp. Pamietaj jednak, ze czas goi rany. Przekonasz sie o tym za parę
                        lat, a napewno za pięćdziesiąt. Może ukochana sie wcześniej złamie i pójdzie za
                        głosem serca, bo to jej życie ,a nie rodziców,albo przebolejesz i znajdziesz
                        sobie inna godna siebie partnerkę, załozysz rodzinę będziesz miał swoje dzieci
                        i swoje z nimi kłopoty.
                        • Gość: Ona Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 12:53
                          Kratus - opowiem Ci jak to wyglada z drugiej strony, jestem panna w zwiazku z
                          mezczyzna po rozwodzie (z dzieckiem). Moi rodzice pomimo, ze sa baaardzo
                          toleracyjni przeprowadzali ze mna rozmowy pt: bedzie ci bardzo ciezko, to spore
                          obciazenie itp... ale... postawilam na swoim, jestesmy razem i baaaardzo go
                          kocham. Jednak zycie z rozwodnikiem nie jest uslane rozami, przede wszystkim
                          bola bardzo sytuacje, kiedy on postanawia zostac "ojcem roku" i na jakis czas
                          nie wiem jak to okreslic - zapomina (?) o nas i koncentruje sie na relacjach z
                          wlasnym dzieckiem, nie musze chyba mowic, ze to boli potwornie. Nie udaje nam
                          sie jeszcze lagodnie przechodzic wobec tego tematu i to bardzo oslabia nasz
                          zwiazek. Jednak kazde rozluznienie tych wiezi powoduje u mnie wrecz paniczny
                          strach, ze moglabym go stracic i wtedy walcze o niego jeszcze bardziej. Marze
                          wrecz o sytuacji kiedy bede mogla poczuc stabilizacje, ale do tego jeszcze
                          chyba dluga droga.
                          Dlatego postaraj sie zapewnic rodzicow Tej Jedynej, ze Twoje intencje sa
                          szczere, ze zalezy Ci na jej szczesciu - u mnie podzialalo. To chyba normalne,
                          ze chca ja chronic i pragna jej szczescia, (swoja droga nazywanie Cie smieciem
                          to spora przesada), ale postaraj sie ulozyc przynajmniej poprawnie stosunki z
                          jej rodzicami, niech widza, ze kochasz i swiata poza nia nie widzisz, beda
                          spokojniejsi.
                          Gdybys mial jakies pytania - daj znac.
                          pozdrawiam cieplo :)
                          • Gość: Druga Ona Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.chello.pl 13.10.04, 18:56
                            Zgadzam się z Tobą. Jestem w podobnej sytuacji, czasem boli tak bardzo...
                            Tolerancja jest bardzo fajna gdy się o niej mówi, gdy trzeba być takim -bardzo
                            boli..
                            pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
                            • Gość: Ona Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 15:45
                              Dopiero teraz zauwazylam ten post i bardzo sie ucieszylam, ze napisalas.
                              Najgorsze, ze nam nie jest dane narzekac, lub sie skarzyc, ot tak po prostu
                              mamy znosic wszystko z dumnie podniesiona glowa, chcialabym z Toba
                              porozmawiac... Jesli wpadniesz raz jeszcze na ten post - daj znac prosze,
                              pozdrwiam serdecznie!!!
                              • Gość: andzia Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.ipt.aol.com 14.10.04, 20:35
                                hej
                                Ja mam wrazenie ze nasze spoleczenstwo ma tendencje do narzekania. Narzekania
                                na wszystko i wszystkich.A to pracy nie ma ,a to szef zle traktuje,a to zoladek
                                mi dolega, a to samochod sie psuje ,a to chlopak mnie rzucil, a to narzeczony
                                jest rozwodnikiem i ma dziecko z pierwszego malzenstwa itd itp, Latwiej nam
                                przychodzi narzekanie niz stwierdzenie faktu ze moze nam sie dobrze ukladac,
                                zarowno w zyciu osobistym jak i zawodowym.My chyba tak jestesmy skonstruowani
                                ze potrzebujemy wsparcia od innych a moze i litosci. Nie wiem. Rozumiem, ze
                                zycie nie jest latwe. Zwlaszcza w kraju z tak szybko rosnacym bezrobociem.
                                Rozumiem ,ze to przytlaczajace zyc bez wiekszych perspektyw na lepsze jutro.
                                Wiem jak ciezko jest czlowiekowi, kiedy traci kogos, kogo kocha calym
                                sercem.Sama przez to przechodzilam. Nic tylko narzekalam.Chyba swiadomie i na
                                wyrost robilam z siebie meczennice , oczekiwalam ze ludzie mi beda wspolczuli .
                                Jakie to bylo zalosne. Podejrzewam ze nigdy nie zmienilabym swojego zachowania
                                i pogladow, gdyby sytuacja ekonomiczna moich rodzicow, nie zmusila mnie do
                                wyjazdu z kraju. Tu poznalam ludzi, ktorzy przeszli wielkie tragedie zyciowe,
                                tu zaangazowalaam sie w walke z rakiem, gdyz przez ta straszna chorobe
                                stracilam kogos, kogo kochalam calym sercem ,tu nauczylam sie cieszyc kazda
                                minuta swojego zycia.I nie chodzi o to by udawac ze wszytko jest w porzadku,
                                gdy tak naprawde swiat wali sie nam na glowe.Nie chodzi o to by z podniesiona
                                glowa dumnie kroczyc przed siebie. Nie, nia mozna udawac.Trzezba sie otworzyc
                                na ludzi. Wokol jeST tak wielu wspanialycvh ludzi, ktorzy przyniosa ci ukojenie
                                i radosc,ktorzy zasieja iskIErke nadziei w sercu i umysle ,ktory w danej chwili
                                podpowiada ze tej nadziei nie ma. nie mozna jednak ,jak kratus ,negowac swojej
                                przyszklosc i szzescia tylko dlatego, ze w danej chwili ktos zlamal jego
                                serce.Jest tyle ludzi, ktorzy okazuja mu wspolczucie, i swoimi radami gotowi sa
                                do pomocy, ale do niego tak jakby nie docieralo. Zaparl sie i nie rozumie, ze
                                nasze serce jest tak ogromne, ze moze kochac kilka razy. Ale to tylko od nas
                                zalezy czy to sie nam przytrafi czy nie. Trzeba znalezc w sobie tyle sily by
                                podniesc sie z kazdego upadku, trzeba dac szanse innym ludziom na okazanie
                                nam pomocy, na wsparcie./Trzeba znalesc jakis sens w zyciu, bo bez tego nie
                                mozna zyc, nie mozna pozwolic, by ktos inny byl calym naszym zyciem, bo w
                                momencie kiedy tego kogos zabraknie ,zycie nie bedzie mialo sensu.
                                • Gość: kasieeenka Swiete slowa Andzia!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 21:03
                                  Masz w zupelnosci racje!!! Tylko niestety wlasnie czesto potrzebujemy jakiegos
                                  poteznego wstrzasu, by zdac sobie sprawe z rzeczy wlasciwie oczywistych.
                                  Zycze wszystkeigo dobrego
                                  • zajana Re: yeap 14.10.04, 21:18
                                    Wielu z nas bylo w takiej samej sytuacji jak kratus. I to bylo tym wlasnie
                                    wstrzasem.Wstrzasem, ktory odmienil nasze zycie. Wiesz co,szkoda mi kratusa,
                                    ale wcale nie dlatego, ze "panna" go nie chce. Zal mi go, poniewaz wydaje mi
                                    sie strasznie zalosnym czlowiekiem,niemajacym przyjaciol,
                                    zainteresowan,wiodacym totalnie puste zycie pozbawione sensu,a to tylko
                                    dlatego, ze z jakiegos powodu zostal odrzucony. Zamiast tracic czas na czekanie
                                    i narzekanie wzialby sie chlop w garsc i na silownie poszedl, do kina, do
                                    teatru czy do kawiarni ,gdziekolwiek by poznac ludzi,zrobil by cos dla chorych
                                    czy biednych. Moze wtedy dostrzegl by ,ze wcale taki nieszcesliwy to on nie
                                    jest. Ze wcale nie ma powodo do placzu, ze sa ludzie bardziej poszkodowani prze
                                    los, ktorzy starcili cale rodziny, ludzie ktorzy sa nieuleczalnie chorzy a
                                    ktorzy potrafia cieszyc sie malymi rzeczami,ludzie ktorzy nie traca swojego
                                    cennego zycia na czekanie czy narzekanie
                                    • Gość: kasieeenka Re: yeap IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 21:23
                                      mi tez go zal, ale nie uwazam ze ejst taki zalosny...watek trwa 1,5
                                      miesiaca...Zakochal sie chlopaczyna, musi swoje wypisac, wyzalic...tutaj moze
                                      szczerze, bo pewnie przed kumplami to trzeba powiedziec, ze malo go to obeszlo,
                                      ze go jakas tam nie chciala, ze nie ta to inna itp. A w sobie ma bol. Wydaje mi
                                      sie ze to porzadny facet, na pewno sie z tego otrzasnie, troche czasu mu
                                      potrzeba i tyle i bedzie OKI:)
                                      • zajana Re: yeap 14.10.04, 21:43
                                        jesli ma kumpli. Z brzmienia jego listow nie potrafie wylapac ze ma jakies
                                        inne zycie poza "niezle platna praca" i ta panna, ktora go porzucila.
                                        Zgadzam sie z toba ze 1.5 miesiaca to moze jeszcze zbyt malo by zaleczyc
                                        zranione serce,ale on jest tak uparty , nie docieraja do niego slowa ludzi, ze
                                        zycie sie na tym nie konczy, ze jest cos piekniejszego przed nim. Ze wszystko
                                        co sie dzieje w zyciu ma jakis sens. Ale trzeba szeroko otworzyc oczy by nie
                                        przegapic szansy -moze tej jedynej- na szczescie i usmiech. Szczescie wcale nie
                                        musi oznaczac bycia w zwiazku. Czlowiek posiada tyle talentow ,tyle mozliwosci
                                        ze powienien to wszystko wykorzystac by sam by najpierw samego siebie
                                        uszczesliwic,a nie opierac swoje szcsescie lub udane zycie na innych. Pozatym
                                        moze jak przestanie szukac, a zajmie sie soba i pomocy innym ludziom, ktos go
                                        odnajdzie.
                                        • Gość: kasieenka Re: yeap IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 22:20
                                          bo chyba nikt go tu o kumpli nie pytal nawet, o sprawy wykraczajace poza
                                          watek.....
                                          facet postawil wszystko na jedna karte i padlo....rozumiem, wspolczuje...
                                          mysle, lepiej by to przezyl 20parolatek...taki poplacze, pozali sie nawet, ale
                                          potem dociera do niego ze on taki mlody i cale zycie przed nim. Ktos w wieku 35
                                          lat, po nieudanym malzenstwie, ze sporym bagazem...moze nie miec juz w sobie
                                          tyle sily, nadziei, optymizmu ze i tak sie wszystko ulozy, jesli tylko sie
                                          czlowiek mocno postara. Tym bardziej ze znowo probowal i nie wyszlo...to pewnie
                                          towarzyszy mu nadal strach, ze znowu bedzie odrzucony....a takie rzeczy
                                          zabieraja wiare w siebie.
                                          Zgadzam sie z Toba, ze Kratus musi sie zajac czyms innym, zobaczyc ze swiat sie
                                          kreci, alepewni potrzebuje wiecej czasu nic 20latek
            • Gość: andzia Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.ipt.aol.com 13.10.04, 23:33
              Hej chlopie czy ty oby jestes szczesliwy sam ze soba?
              Brzmisz tak pesymistycznie...az taki stary to chyba nie jestes by tracic sens
              zycia i poczucie swojej wartosci i meskosci z powodu tej "cudownej kobiety",
              ktora nie potrafi podjac samodzielnej decyzji, ktora zyje wedlug stereotypowych
              pogladow swoich rodzicow.
              Sprubuj nie pokladac swojego szczescia w kims innym, czekac az cie ktos
              uszczesliwi. Sprubuj korzystac z zycia,cieszyc sie, poznawac ludzi. Spraw sobie
              prezent jakiego dawno nie otrzymales. Zyj pelnia zycia.Ne trac czasu na
              czekanie czy szukanie.w momenice gdy bedziesz szcesliwy sam ze soba ,gdy
              zaakceptujesz swoje nowe zycie i siebie samego ,gdy bedziesz otwarty na nowa
              niezbadana przyszlosc ,ona moze zechciec wrocic. A jak nie ...coz lepiej dla
              ciebie
              Jeszce jedna rzecz,mezczyzna z ktorym sie spotykam jest po rozwodzie i ma
              dziecko. Cudowna 5 letnia dziwczynke. Nie jest to dla mnie zadnym
              problemem,poniewaz kwestia adopcji zyje w mojej glowie od dawna.Coz wiec za
              roznica -adopcja dziecka nieznanych rodzicow czy adopcja dziecka kogos kogo
              kocham ? jesli ktos cie naprawde pokocha bedzie z toba bez wzgledu na to czy
              jestes po rozwodzie czy nie,bez wzgledu na to czy masz dziecko czy nie. Wazny
              bedziesz ty i tylko ty.
        • Gość: remek Re: Kratus, trzymaj sie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 10:36
          Wiesz Kratus, przeżywałem dokładnie taką samą historię kilka lat temu,
          dokładnie taką.....W malzenstwie bylo zle, zakochalem sie w innej, moja
          wybranka była młodsza tylko o 2 lata (wiec to nie chodzilo o dojrzalosc!), lecz
          nie potrafiła zaakceptowac, ze mam dziecko, tylko to jej przeszkadzało i
          odeszła... rowiozdłem się z żoną, choć wiedziałem, że zostanę sam. Ale to
          przezyłem, mam dobry kontakt z dzieckiem, a rok temu poznalem dziewczyne,
          mlodsza o 13 lat, pannę, zaakceptowala dziecko, nie "wydziwiala"...pokochala
          mnie, jedynm problemem jest tez niemożność ślubu kościelnego...Tez mnie to
          boli, ze jej to zabiore, ale poki co jestesmy razem, moze zapadnie decyzja o
          slubie, ale na razie "probujemy sie". Ty tez dasz radę. Jeszcze duzo
          nieodgadnionego przed Toba!
    • Gość: Dorka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.lunar.com.pl / *.lunar.com.pl 09.09.04, 12:33
      Dziwna dziewczyna przecież to czy jesteś kawalerem czy rozwodnikem, wdowcem nie
      ma znaczenia - liczy sie człowiek i co moze dac drugiej osobie. Ja związałam
      sie z rozwodnikiem nie ułozyło nam się, jestesmy w trakcie rozwodu ale nie
      uważam ze to ktoś gorszy pomimo ze to on rozwalił nasze małżeństwo. Za pare dni
      ja bede rozwódka i nie chcialabym by ktoś mnie zaliczał do gorszej kategori.
      Każdego może to spotkać, lepiej byc rozwódka niż kimś nieszczęśliwym w
      malżeństwie
      pozdrawiam 30latka
    • chudyy_reaktywacja hm, pierwsze słyszę 09.09.04, 13:48
      Jestem prawie rok po rozwodzie i nigdy nie spotkałem się z niechęcią. Moja
      obecna partnerka od początku o wszystkim wie i spoko się nam układa. Faktycznie
      pytany o stan cywilny trochę mam zgrzyt, ale nie przejmuję się tym. Poza tym
      jeśli kogoś poznaję i jeśli dochodzi do tego typu informacji to mówię to
      szczerze i bez zahamowań więc nie ma możliwości, że ktoś się dowie "za
      późno"... czyli jak się już mu ew. spodobam. No chyba, że problem ten jest taki
      mały w wielkim mieście, a kolega mieszka w małym.
      pozdrawiam
    • zosienka23 Nie, ale jaka rola tu Kosciola? 09.09.04, 18:43
      Niestety musze przyznac, ze taki schemat funkcjonuje i rzeczywiscie duza
      role odgrywa tu Kosciol. ALe to ksieza ktorzy sobie nie radza , to nie ejst
      potepienie, wykluczenie z Kosciola, ogolne
      stanowisko Kosciola nie jest takie okrutnee, Papiez wypowiadal sie na ten
      temat, by
      duchowni swoim niezruzumieniem dla ludzi, ktorzy juz sa nieszczesliwi, nie
      sprawiali, by Ci ludzie oddalali sie od Kosciola. Dlatego sa duszpasterstwa
      dla małżeństw niesakramentalnych, specjalane rekolekcje....Nie mylmy tego z
      przyzwoleniem Kosciola dla rozwodów, ale chodzi o indywidulane podejscie, o
      przypadki sa różne i różne historie.
      Ciagle jednak możemy trafić na księzy którzy rozowdników by na stosie prawie
      spalili. Spotkalam sie z takim podejsciem, ale to wzbudzilo we mnie tylko
      niesmak, wscieklosc.....tylko że takich księzy nie można przyrównywac do calego
      Kosciola.
      Wg mnie liczy sie czlowiek, jego nastawienie do innych, za całokształt zycia
      osądzą Cię tam na górze (pisze tak, bo wspominales, że wierzysz w Boga). Zyj
      godnie i uczciwie, nie ludzie sa od potepiania innych...wiec sie nei przejmuj!
    • Gość: kasieeenka Nie jestes sam IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 21:21
      hej, okazuje sie ze przezywamy podobne historie tylko, z eja ztej drugiej
      strony....chetnei bym porozmawiala z Twoja ukochana...A Ty jestes porzadny
      facet (jak mój ukochany!!!) wiec bedzie dobrze (mam andzieje)
      Powodzenia
    • Gość: Andre Jak jej nie kochales to dlaczego sie zeniles ?.... IP: *.tnt39.ewr3.da.uu.net 11.09.04, 02:46
      bo miala forse, fajny tyleczek , czy co ??????
      • Gość: Andre A ha mlody i glupi byles........ IP: *.dialsprint.net 11.09.04, 03:04
        przez glupote skasowales zycie dzieciakowi.
        Pamietaj nastepnym razem posiedz sobie na kocia lape o potem pomysl co bedzie
        dla was lepsze.
    • witch-witch Re: Czy rozwodnik to smiec?? 11.09.04, 13:49
      Czesc Kratus,
      To straszne to co piszesz. Wspolczuje ci,ze zakochales sie w osobie, ktora
      posiada konserwatywne klapki na oczach. Ale taki poglad ma wiekszosc ludzi
      mieszkajacych w krajach gdzie wiekszoscia sa katolicy.Rozwodnik to nie
      smiec!!!!
      Rozwodnik to czlowiek z wiekszym doawiadczeniem zyciowym, z ktorych to
      doswiadczen potrafi wyciagnac wnioski i zawsze ma droge otwarta na nowe
      przezycia, ktore daca mu te w koncu zasluzone i upragnione szczescie.

      Glowa do gory, nie ma co sie tak przejmowac tym spolecznym zaklamaniem i
      dulszczyzna.
      Pozdrawiam.
    • Gość: balerina KASIENKA MA PODOBNY PROBLEM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 22:13
      Może to twoja dzieczyna - dwa posty wczesniej - nie chce żenić się z
      rozwodnikiem wbrew rodzicom
    • evamari Re: Czy rozwodnik to smiec?? 13.09.04, 21:19
      to ze ktos wzial rozwod o niczym nie przesadza....trzeba dobrze poznac jego
      samego, jego historie by osadzac czy jest dobrym czlowiekiem czy
      zlym....niekeidy rozwod wyrzadzi wiecej dla calej rodziny (malzonkow i dziecka)
      niz trwanie na sile w malzenstwie....jak zawsze trzeba miec wszystkie dane by
      rozwizac zadanie..
      kratus, liczy sie czlowiek, wiem, ze to boli, gdy czasem sie cos uslyszy...ale
      rownie dobrze bys uslyszal gdybys byl w malznestwie, a cos tam cos tam....nigdy
      wszyscy niesa zadowloleni
      tzryma sie
    • ya_bolek Yestem szczesliwym zayebistym rozwodnikiem 14.09.04, 06:06
      Powiem krotko, ze rozwod to najlepsze co mi sie w zyciu przytrafilo. A w raz z
      nim, akceptacja samego siebie i innych ludzi, calego swiata, szczerosc,
      wolnosc, seks, usmiech na twarzy, madrosc zyciowa, dar uzdrowienia, brak leku,
      energia, sila, rozwoj duchowo-emocjonalno-fizyczny, yest yak w raju!





      kratus napisał:

      > No wlasnie..czy to clzowiek gorszej kategorii tylko dlatego ze za pierwszym
      > razem mu nie wyszlo..nie tyle co z barku checi ale szczescia...??
      > Spotykam sie czasem z taka opinia, tu na forum, w zyciu....
      > Czy rozwodnik nie ma szans na udana rodzine o jakiej marzyl, poniewaz juz raz
      > zacza cos budowac i to runelo??
      > Dlaczego dla rozwodnik nawet nie powinien spojrzec na panne bo zaraz jej
      > zmarnuje zycie? Jestem rozwodnikiem, normalnym facetem, nie zdradzilem zony
      > choc jej nie kochalem, w koncu zdecydowlaismy o rozwodzie , dalismy sobie
      > wolnosc..byla zona uklada sobie zycie i chyba w koncu jest szczesliwa, a ja??
      > Pokochalem kobiete ktora mnie nie chce,,,bo jestem rozwodnikiem, stwierdzila
      > ze moglaby sie zakochac wiec czym predzej to przerwie...
      > Tu na forum jest kilka tego typu watkow?
      > Nie rozumiem, czy to znaczy ze juz nie mam prawa do szczescia???
    • maxine30 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 14.09.04, 13:40
      Mam faceta, który ma dziecko z inną kobietą (zupełna wpadka z przypadkową
      kobietą), nie ożenił się.... Podeszłam do sprawy s sposób otwarty i nowoczesny -
      czyli - no problem - takie sprawy się zdarzaja... Chyba nie wiedziałam o czym
      mówię.

      Problemy wyszły w rzeczywistości - czyli moja bezradność - jak można było tak
      zrobić, problem "z dzieleniem" sie facetem i zwykła zazdrość. Niestety
      zakochałam się maksymalnie i jakoś znoszę cała sytuację, chociaż czasami
      uciekłabym za ocean, zeby zacząć nowe życie.

      Powiem szczerze- gdybym jeszcze kiedykolwiek miała wybierać - chciałabym
      zacząć "bez obciążenia". Wydaje mi się, że zniosłabym rozwodnika, ale już bez
      dziecka.. Wydaje mi sie, z eto właśnie dziecko wiąże wiekuście (nie wpominajac
      o kwestiach materialnych).

      Tak że widziśz Rozwodniku - niestety przeszłość czasami odbija sie czkawką, a
      kobiete, która zdecydowałaby sie być z Tobą - wcale nie czeka "różana
      przyszłość". Dlaczego nie poszukasz sobei też kogoś "z przeszłością". Rodzice
      Twojej dziewczyny wiedzieli co mówią. Ja swoich nadal nie poinformowałam i
      nawet nie wiem jak..

      Sorry za brak pocieszenia..
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 14.09.04, 19:49
        no wlasnie, bo jesli mialbym zmarnowac zycie kobiecie ktora kocham to nie bede
        o nia walczyl....dlatego pytalem, czy a ztak zle kobietom z rozwodnikiem..nie
        chce mej ukochanyej skrzywdzic..
        • maxine30 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 14.09.04, 20:56
          To nie jest tak, że źle i beznadziejnie... W kaźdym zwiazku jest jakieś ale.
          nie ma par idealnych. ja w kaźdym razie jak mi bardzo kiepsko tak sobie do
          łepetynki kładę. Pewnie masz wieeeeele zalet i pewnie chciałbyś te wszystkie
          trudności sojej kobiecie wynagrodzić i przez to byłbys lepszy..

          W takiej sytuacji nie ma protych rozwiązań. Ja niemniej - czasami bardzo
          żałuję, że jednak dałam szanse i zakochałam się ("a przecież od początku
          wiedziałam:-(" ). nigdy nie wybrałabym już takiej drogi. Na samym starcie życia
          już przecież wiele rzeczy jest przesądzone...

          Sam pomyśl - są pewne drobiazgi a bolą: zdjęcia z żoną - pewnie u Twoich
          rodziców i pewnie mama lub tato pokażą je Twojej przyszłej partnerce; wasze
          dziecko nie byloby pierwsze - coś już przeżywałeś z inną; konieczność dzielenia
          się Tobą z byłą żoną i dzieckiem, ciągła ich obecność w Twoim życiu - również
          finansowa.... Itepe itede

          Pozdrawiam Cię serdecznie
          • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 14.09.04, 21:17
            tak zdaje sobie z tego sprawe, ale to nie sa rzeczy najwazniejsze w szczesciu
            dwojga ludzi...domyslam sie, ze to trudne..
            moja rodzina nie pokaze jej zdjec, bo ja po prostu zadnej rodziny nie
            mam...kontakt z zona?no pewnie, bo dziecko, tyle ze ono jest na tyle duze by
            nasze spotkania odbywalay sie ebz udzialu matki...a znia to jak interes -
            przekaz pieniedzy. Jasne, ze ebdzi epelno spraw, zwiazanych z dzieckiem,
            ktorych nie przewidze...ale mysle, ze wszystko jest do ustalenia, no nie wiem
            juz sam...
            • aberl Katusie, czemu tworzysz swoja smuge cienia? 14.09.04, 21:36
              a niepotrzebnie
              (pisze specjalnie: - katusie).
              jestem szczesliwie zonaty, z kobieta, ktora kiedys sie rozwiodla.
              jest madrzejsza, niz inne.
              Ona wie, co mozna, a czego nie mozna miec.

              tak jak cnota nie jest ani wada, ani zaleta
              podobnie i rozwod.
              zycie jest bardziej zlozone, niz medrcom sie snilo...

              wierz w Siebie - to chyba najwazniejsze.
              • kratus Re: Katusie, czemu tworzysz swoja smuge cienia? 14.09.04, 21:58
                dzieki:))
                a czy ona miala dziecko z poprzedniego malzenstwa?? bo wyglad ana to ze dziecko
                sprawia, ze ta przeszlosc jest zywa w nowym zwiazku
            • maxine30 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 15.09.04, 11:11
              Nie uważam, ze jestes "stracony". Miej tylko świadomosć, ze nie jesteś
              wymarzoną "partią" dla dziewczyny, która nie zaczęła tak naprawdę w swoim zyciu
              jeszcze nic. Nawet jeśli sama ni do końca sobie uswiadamia co takie zycie moze
              faktycznie oznaczać. I moze nigdy nie mów "sama wiedziałąś co bierzesz".

              Podobno jest wiele samotnych kobiet (więcej niż mężczyzn - tak mówią). Masz
              zatem wielkie szanse zeby na nowo ułożyć sobie życie. MOże kiepska to pociecha -
              bo przecież problem tkwi w tym żeby "TA JEDNA" Cię chciała. MOże spróbuj
              zawalczyć, nie poddawaj się tak latwo. A potem bądz dobry...

              Powodzenia

          • Gość: pepsikola chciałam dodać do maxinne IP: *.e-wroc.com 14.10.04, 21:28
            są jeszcze takie drobne a znaczące przejęzyczenia: byliśmy, lubiliśmy,
            kupiliśmy. Jak cos wyskoczy tej drugiej stronie (pod warunkiem, że nie była
            złamanym ...) to tę pierwszą męczy odpowiedzialność. Zawsze też pozostaje w
            domyśle: czy ja jestem tak samo dobra. W takiej sytuacji rozwodnikom pozostają
            inni rozwodnicy. Ale nie wiem do końca na pewno czy ten wariant jest jedyny i
            jedynie dobry
          • Gość: fin Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.olsztyn.mm.pl 14.10.04, 21:33
            To go pocieszyłaś, została tylko gałąź.
    • ja20034 z drugiej strony nieco... 16.09.04, 11:03
      Zawsze uwazalam, ze ktos po przejsciach to taki sam czlowiek i nie ma zadnych
      powodow, zeby go traktowac inaczej. I ze jak mi sie taki "trafi" to no
      problem:) Zycie nieco zweryfikowalo moje poglady.
      Nadal uwazam ze rozwodnik to taki sam czlowiek, tyle ze jest pewne ale...Gdy
      dotyczy to nas osobiscie wszystkie te teorie ze taki sam
      madry/uczciwy/odpowiedzialny trudniej przyjac. Bo dochodza emocje. Dzielenie
      czasu z jego dziecmi, wlasne obawy itd. Dochodzi strach, zazdrosc, obawy... Bo
      wiesz o nim tylko tyle ile on Ci powie, o jego "winach" w poprzednim
      malzenstwie....boisz sie co zrobil ze to malzenstwo sie rozwalilo lub czego nie
      zrobil zeby je ratowac. Czy to sie nie powtorzy....? Znamy racje tylko jednej
      strony...
      Ciezko jest myslec ze byl juz ktos tak dla niego wazny ze slubowal jej milosc
      po grob...albo ze slubowal milosc po grob lekkomyslnie....
      Z boku patrzac: jakiz to problem? ludzie sie zmieniaja itd...
      Trudniej jest zbudowac zaufanie... Wierzymy ludziom dopoki sie na nich nie
      przejedziemy - rozwodnik musi udowadniac ze jest wart zaufania. Nieswiadomie
      tego sie od niego oczekuje...
      I to cale obciazenie dookolo: bo rozwodnik!!! Mimo olbrzymiej milosci i
      wiary "ze sie robi dobrze" nie jest milo tego sluchac...
      Rozwodnik placi za swoje bledy...a ja za co? za moja milosc do niego?
      Tkwiac w czyms takim jest wiele problemow/mysli ktore z boku patrzac sa glupie
      i bez sensu. Ale sa.
      Cholernie trudno jest poradzic sobie tej drugiej stronie z tym wszystkim...
      ALE WARTO przynajmniej sprobowac!!!!
    • zgaga01 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 16.09.04, 11:42
      1) Troche bledne zalozenie na wstepie: to nie brak szczescia powoduje, ze
      malzenstwa sie rozpadaja;
      2) W tzw. moim wieku, gdybym miala sie za kims rozgladac to raczej za
      tzw. "mezczyzna po przejsciach". Oni sa duzo rozsadniejsi i lepiej poukladani
      niz panowie co to "z kwiatka na kwiatek". I chyba w druga strone tzn. "panie po
      przejsciach takze".
      3) A traktowanie rozwodnika jak smiecia wyniak z moralnosci chrzescijanskiej i
      dlugo nic tego nie zmieni.
      • Gość: fin Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.olsztyn.mm.pl 14.10.04, 21:35
        brawo Ty naprawde rozumiesz :-).
    • perli nie, no tekst! 16.09.04, 22:44









    • Gość: kamyk Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 20:02
      uwazam, ze wszystko zalezy od czlowieka i sytuacji, powodow rozwodu.itd. Kazdy
      przypadek jest inny. W prawdziwym zyciu i tu na forum czesto padaja wypowiedzi,
      ze rozwodnik to egoista, ladaco, nieodpowiedzialny itd....Palic by takich na
      stosie prawie ludzie chieli. Pewnie czesc rozwodnikow taka jest, ale i tez
      wsrod "poczciwych" mezow czy kawalerow.
      No ale w Polsce mamy do czynienia z ogolna hipiokryzja, stad te krzywdzace
      niekidy opinie.
      Liczy sie czlowiek!
      Pozdrawiam i zycze trwania przy slusznych idealach tego szarego swiata!!
      • Gość: mela Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 62.233.188.* 30.09.04, 19:13
        a ja jestem rozwódka,brrrr...ale nie jestem śmieciem.i myślę sobie, że jestem
        wartościową, mądrą i fajną kobietą. mam dziecko, wychowuje je sama. na
        początku, po rozwodzie, czasami czułam sie gorsza,miałam wrażenie,że ludzie
        patrzą na mnie inaczej-rozpadła sie jej podstawowa komórka społeczna (hihi),
        albo ofiara z niej albo niezła latawica...obcy ludzie...a dziś myśle sobie-no i
        co z tego ,jeśli nawet tak patrzą , to co? Co mnie obchodzi opinia kogoś kto
        mnie w ogóle nie zna i nic o mnie nie wie? To nie kolor oczu, status,czy też
        inna pierdoła określa,który człowiek może być dobry i czy ma "prawo do
        szczęścia" Ja sobie zdaje sprawe,że zrobiło Ci sie przykro, gdy kobieta
        powiedziała, -nie bo Ty po przejściach-... Ma prawo tak myslec i tak czuć,
        kazdy ma swoje priorytety.. A Ty Panie Rozwodniku,nie czuj sie jak smieć, bo
        nim nie jesteś!!!!! i uzywając tego sformułowania- JAK NAJBARDZIEJ MASZ PRAWO
        DO SZCZĘŚCIA!! tylko może spróbuj z jakąś inna kobieta, trochę bardziej
        dojrzałą...i w ogóle.Pozdrawiam i powodzenia :D
        • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 30.09.04, 19:31
          Dzieki wielkie za te slowa. Tez tak mysle. To ze mam zajete papiery nie znaczy
          ze nie wolno mi kochac. Choc rozumiem tez moja ukochana. Rozowdnik to nie facet
          o ktorym marzy mloda kobieta.....pozbawie ja kilku rzeczy...ale msle, ze
          wszytsko jejs do ulozenia, No alechyba rzeczywiscie nam sie nie uda. Ale ja
          zamiast o niej zapominac, to z dnai na dzien kocham ja coraz bardziej. Boli jej
          utrata. Innej naprawde nei chce w zastepstwo, probowalbym moze, gdyby nie za
          mna wlasnie nieudane malzenstwo....Wiem, ze substytuty nie sa wskazane.
          • Gość: mela Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 62.233.188.* 30.09.04, 21:01
            może sie po prostu boi...jesli tak kochasz to walcz. a jesli chodzi o substytut
            to sie zgadzam- czy można znaleźć substytut miłości swojego życia?
            nie. zrób wszystko by ją przekonać
          • Gość: Lazania Czy rozwodnik to smiec?? IP: 217.97.168.* 04.10.04, 10:39
            Jeśli zależy jej na Tobie to nie będzie dla niej ważniejsza opinia publiczna
            tylko Ty. Może potrzebuje do tej decyzji dojrzeć po prostu. Poczekaj, jeśli
            uważasz, że warto. Mam nadzieję, że ten jej powód to nie zwykły wykręt. A 34
            lata...Sama mam tyle. Niedługo się rozwodzę. Mam dwoje dzieci. Pracę. Kogoś.
            Nie boję się przyszłości ani ludzi, "bo mnie ktos pokochał"...
            • kratus powodzonka i szczescia ogromu! 04.10.04, 13:57
              ciesze sie ze u Ciebie swieci slonko:))
              ja czekam i bede czekac..czy sie doczekam? coraz bardziej w to watpie jesli
              odpowiedz plynie z rozumu a nie z serca.
              Ale nadzieje mam..bo jesli nie zosatwie sobie ani kropelki nadziei to nie mam
              po co zyc...doslownie!!!
              wiec moze sie i ludze...ale juz wole tak
    • blotniarka.stawowa Czy rozwodnik to smiec?? 29.09.04, 22:00
      Absolutnie nie!
      Ten, ktory przed rozwodem byl dobrym czlowiekiem pewnie nim pozostanie, ten,
      ktory byl s...synem, tez pewnie takim pozostanie...

      Rozwod, oprocz tego, ze jest przykrym przezyciem dla wszystkich zaangazowanych
      stron, nie zmienia genetycznego i nabytego charakteru czlowieka.
      • Gość: kamyk Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 22:23
        no jasne, tyle ze gdy spotykamy rozwodnika to czesto myslimy "Pewnie byl
        s..synem skoro zona go zostawila albo skoro zostawil biedna zone"....to
        pierwsze mysli...dlatego mowie, ze trzeba sie zawsze dokladnie zastanowic nad
        przyczyna rozwodu, nad historia ludzi...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka