Dodaj do ulubionych

Dzieci się nie bije(???)

23.04.05, 12:09
Co myślicie na temat bicia dzieci? Obiło mi się o uszy, że odbyła się
konferencja na ten temat, organizowana, zdaję się przez Szwedów ... Nie
chodzi mi, rzecz jasna, o jakieś maltretowanie, ale co sądzicie na temat np.
klapsów - jako metody wychowawczej? Ja szczerze mówiąc ich nie wykluczam (ale
dzieci póki co nie mam;)
Obserwuj wątek
    • Gość: ona123 Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.p.lodz.pl 23.04.05, 13:01
      wiesz co? ja w odp. zadam Ci pytanie CZY BIJE SIE STARUSZKI???
      dla kazdego jest oczywiste ze nie bije sie staruszek..no nie? wiec niby czemu
      mamy bic dzieci tylko dlatego ze mamy wiecej siły i ze jestesmy starsi???
      zycze milej soboty!:)
      • Gość: wnuk Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 13:07
        a ja bym tam bojej babce przyłozył!
      • Gość: Kasia Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 13:10
        Staruszka nie wybiega np na ulicę. Jeśli wybiegnie też nalezy się jej lanie.
        • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 14:44
          Bzdura. Dorosli to niby glupot nie robia? Tylko ze z nimi sie rozmawia. W razie
          czego krzykniesz - "uwazaj, stoj", jak widzisz ze ktos pod samochod lezie. A
          pilnowac dziecka to Twoj obowiazek. Niby czemu lecialo na ulice? Zlosliwie?
          Zycie mu nie mile? Nie. Po prostu nie rozumie niebezpieczenstwa. No chyba ze ma
          juz ze cztery lata i robi to wbrew Twojemu zakazowi, ktory juz na pewno
          rozumie, ale nawet wtedy dobrze jest sie powstrzymac i ukarac je inaczej. To
          wlasciwie jedyna sytuacja w ktorej dopuszczam klaps, choc to nadal jest nie
          fair, ale aniolami nie jestesmy.
          "Nalezy jej sie lanie" Hmmm. Ale czy sie je stosuje? Mysle ze gdybys to
          zastosowala to poszlabys siedziec za pobicie. Generalnie ludzi sie nie bije,
          nawet jesli postepuja zle.
      • tad9 Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 17:06
        Gość portalu: ona123 napisał(a):

        > wiesz co? ja w odp. zadam Ci pytanie CZY BIJE SIE STARUSZKI???
        > dla kazdego jest oczywiste ze nie bije sie staruszek..no nie?

        Oczywiste to nie jest, ale istotnie staruszek RACZEJ się nie bije. Rzecz w tym,
        że dziecko to nie staruszka. Twój "argument" jest bez sensu.
        • Gość: Pingwin Re: Dzieci się nie bije(???) IP: 213.25.172.* 26.04.05, 09:29
          tad9 napisał:

          > Gość portalu: ona123 napisał(a):
          >
          > > wiesz co? ja w odp. zadam Ci pytanie CZY BIJE SIE STARUSZKI???
          > > dla kazdego jest oczywiste ze nie bije sie staruszek..no nie?
          >
          > Oczywiste to nie jest, ale istotnie staruszek RACZEJ się nie bije. Rzecz w
          tym,
          >
          > że dziecko to nie staruszka. Twój "argument" jest bez sensu.

          Podaj argumenty za tym, ze argument ona123 jest bez sensu. Narazie wyglosiles
          truizm o tym ze dzieci to nie staruszki i tyle. Nic mondrego. Blondynki to nie
          brunetki.

          Dzieci sie nie bije tak samo jak nie bije sie doroslych i tyle.
          • tad9 Re: Dzieci się nie bije(???) 26.04.05, 17:05
            Gość portalu: Pingwin napisał(a):

            > Podaj argumenty za tym, ze argument ona123 jest bez sensu. Narazie wyglosiles
            > truizm o tym ze dzieci to nie staruszki i tyle. Nic mondrego.

            Ten "truizm" jest właśnie arguentem. Z faktu, że staruszek raczej się nie bije,
            nie wynika w sposób nieuchronny, że nie należy bić dzieci. Owszem, dla kogoś
            może to być powód do niebicia dzieci, ale będzie to jego osobisty pogląd. Dla
            kogoś innego powodem do niebicia może być np. fakt, że po wtorku wypada środa.
            Ona 123 przedstawiła nam impresję na temat swojego światopoglądu i nic poza
            tym.

            >Blondynki to nie brunetki.

            Celna uwaga.


            > Dzieci sie nie bije tak samo jak nie bije sie doroslych i tyle.

            Mylisz się. Dorosłych się bija. Np. gdy kibole rozrabiają wpada policja i ich
            pałuje.
      • k_r_m Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 17:10
        a msz swoje dzieci????????
      • foka2003 Re: Dzieci się nie bije(???) 26.04.05, 12:48
        ona 123 zobacz na dzieci a racaej juz ludzzi ktorzy sa wychowywani bez stresowo
        tzn bez bicia bez krzyczenia na nich takie cieple kluchy narkomanii dra sie
        potem na matki i bija z ojcami za bardzo rozpieszczeniiehhh ge........jostwo
        ii ps szacuneczek
        • Gość: M Dzieci się nie bije(???) IP: *.gwo.pl 26.04.05, 13:46
          Rzeczywiscie masz foczy rozum. Sorry obrażam te pięne i inteligentne zwierzęta.
        • Gość: Barabasz Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 13:50
          gdybyś mnie bił w dziecinstwie to teraz połamałbym ci ręce więc nie wiem czy to
          jest dobre wyjście .
      • Gość: tata Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.rekord.com.pl 26.04.05, 14:12
        ale dziecko nie dostaje klapsa dlatego że jest słabsze, tylko dlatego że czasem
        jest to argument dobrze przemawiający gdy inne nie skutkują, a chodzi o dobro
        lub bezpieczeństwo dziecka. Pozdro
      • Gość: koczki Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.05, 20:48
        staruszek się nie bije bo dostawały klapsy w dzieciństwie, stara i dobra
        przedwojenna szkoła wychowania lepiej się spisywała niż (już krytykowana)przez
        kraje bardziej do przodu metoda niby bezstresowa.Staruszki są już wychowane!
    • ipekakuana Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 13:12
      Używanie siły fizycznej to całkowita porażka wychowawcza.
      Poza tym od klapsa do innych fizycznych środków perswazji droga niedaleka...
    • Gość: kasia Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.torun.mm.pl 23.04.05, 13:16
      ja dostalam 3 razy w zyciu na dupe(tak mocno) i uwazam,ze slusznie. dzieki temu
      juz nigdy nie zachowalam sie w ten okreslony sposob. uwazam,ze nie mozna bic
      dziecka za kazda zla rzecz,ktora zrobi,ale jak powaznie cos zbroi i mysle,ze
      klaps nie zaszkodzi. musi byc jakas kara,a ta mysle,ze jest najbardziej
      dobitna. dziecko wtedy slucha rodzicow i ma przed nimi respekt.

      teraz jednak wychoeuje sie dzieci bezstresowo i mamy tego efekty- rozwydrzana
      mlodziez(sama mam 20 lat;-). przeciez dzisiejsi 13-15 latkowie nie maja zadnego
      respektu przed nikim, obojetnie czy to sa rodzice, nauczyciele czy inne starsze
      osoby. maja wszystko w dupie i sa bezkarni, bo rodzice nawet na nich nie
      krzykna.

      wiec czy klaps jest naprawde taki straszny?
      • chocolate.coffee Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 14:14
        Gość portalu: kasia napisał(a):

        > teraz jednak wychoeuje sie dzieci bezstresowo i mamy tego efekty- rozwydrzana
        > mlodziez(sama mam 20 lat;-). przeciez dzisiejsi 13-15 latkowie nie maja
        > zadnego respektu przed nikim, obojetnie czy to sa rodzice, nauczyciele czy
        > inne starsze osoby. maja wszystko w dupie i sa bezkarni, bo rodzice nawet na
        > nich nie krzykna.

        Dokładnie. Jedną sprawą są dzieci, którym naprawdę można wiele rzeczy
        wytłumaczyć, chcą słuchać i wiele rzeczy rozumieją. Ale sa takie, które bardzo
        sprytnie opracowały, że nikt ich nawet nie dotknie, pogada pogada i pójdzie,
        więc można go olać bez konsekwencji. Są też małe sprawy, ale jeżeli dziecko np.
        pluje na babcię (bylam świadkiem), to powinno dostać taki...że zapamiętałoby
        dokładnie, że sie tego nie robi. A tymczasem w tamtej sytuacji mamusia kochana
        bezstresowa tylko kazala temu dzieciakowi natychmiast pojsc do siebie. Szkoda
        slow... Zaczyna sie od olewania drobiazgow, w wieku paru latek, a konczy
        obrzucajac matke wyzwiskami, i o wiele gorzej.

        Tak na marginesie, to robiono juz wiele badan nad dziecmi i wyszlo jasno, ze
        dziecko potrzebuje pewnych jasnych regul, bo one daja mu poczucie
        bezpieczenstwa. Majac kilka latek sprawdza co mozna co nie mozna i jezeli na
        cokolwiek co zrobi nie ma wyraznej reakcji, zaczyna sie troche gubic. Po prostu
        nie wie co mozna, czego nie, co jest dobre, a co nie. Rodzice sa jego pierwszym
        autorytetem i jezeli oni nie wyznaczaja zadnych regul, to znaczy ze ich nie ma,
        a swiat jest dziwny i nieuporzadkowany. Niektorym dzieciom wystarcza reakcja
        slowna, niektorym niestety czasami nie. Wiec jezeli chodzi o bicie (w sensie:
        uderzenie, nie mylmy z maltretowaniem, pod byle pretekstem, bo to patologia,
        bardzo zla i bardzo groźna, ale zreszta nie o tym jest ten watek), to moze miec
        naprawde dobre skutki.

        Najlepsze skutki ma rozsądek :)

        pozdrawiam :)
        • amanda22 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 23:36
          Jesli matka wysyla dziecko do siebie, jak piszesz, to popelnia rownie glupi
          blad jakim jest bicie. Z dzieckiem sie rozmawia, reflektuje, uczy empatii.
          Karanie samo w sobie nie jest rozwiazaniem. Piszesz o jasnych regulach. Owszem,
          dzieci potrzebuja regul i granic ale to nie bicie je wyznacza. Do tego sa inne
          konsekwencje. Poza tym dzieci, ktorych rodzice ustalaja wspolnie z nimi np
          regulamin czy plan tygodniowy, chetnie dostosowuja sie do regul. Dzieci trzeba
          kochac i tyle :D
        • kr_kap Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 00:20
          Wiesz, jasne reguły to przede wszystkim spójność zachowań ważnych dla dziecka
          ludzi dorosłych. Nie musimy iść daleko: chociażby spójność zachowań jednego i
          drugiego rodzica, niezbyt częsta, jak tak popatrzeć wokół.

          Wyznaczanie granic nic wspólnego z biciem dziecka nie ma i planowanie z góry (te
          wszystkie "nie mam dzieci, ale uważam, że stosowanie klapsów to dobra metoda
          wychowawcza"...ręce opadają), że wlepię klapsa, kiedy tylko uznam za stosowne,
          prowadzi do samopobłażania i wpisywania wszystkich przyszłych ewentualnych
          "niegrzeczności" dziecka w jedną kategorię "zachowań zasługujących na klapsa".
          Podobnie, jak do jednego worka wrzuca się niegrzeczne dzieci w różnym wieku, a
          to coś zupełnie innego uderzyć dwulatka, pięcio- czy ośmiolatka. Inaczej odbiera
          to dziecko, inaczej traktuje to dorosły.

          Uderzenie dziecka jest wyrazem bezsilności dorosłego i krzywdą wyrządzoną
          poczuciu godności tego dziecka. I wcale nie chodzi tu o fizyczną dotkliwość kary
          (w pewnych granicach, oczywiście). To, że nastolatki nie mają "respektu wobec
          dorosłych", to w prostej drodze efekt różnorakich oddziaływań wychowawczych
          autorstwa dorosłych właśnie.

          No i jakim prawem biję słabszego?

          a. pisał o "Ani z Zielonego Wzgórza". Uderzyła, poskutkowało, ale zawsze potem
          czuła, że to była porażka wychowawcza, że poprzestała na siedmiu zamiast dobić
          siedemdziesięciu siedmiu wybaczeń ;). Ja podejrzewam, że większości rodziców
          zdarzyło się kiedyś dać dziecku klapsa. Ale jest zasadnicza różnica pomiędzy
          dopuszczaniem takich zachowań "z góry" a radzeniem sobie z nimi u siebie "z
          dołu". Taka różnica pomiędzy "zasłużył i muszę nauczyć" a "mamy takie same
          prawa, chcę Cię przekonać, że nie robisz dobrze, musimy się jakoś dogadać";
          dogadanie (a mówię też o całkiem małych dzieciach, wbrew pozorom) jest
          trudniejsze, bo wymaga pójścia na kompromis, odsłonienia różnych swoich słabości
          i niemądrości, a przede wszystkim zejścia z piedestału.



          • kr_kap Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 00:22
            Z Avonlea oczywiście, Ania-nastolatka biła tylko rówieśników..., przepraszam a.
            za przekłamanie ;)
        • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 16:01
          chocolate.coffee napisała:

          Ale sa takie, które bardzo
          > sprytnie opracowały, że nikt ich nawet nie dotknie, pogada pogada i pójdzie,
          > więc można go olać bez konsekwencji.

          Zastanawialas sie czasem, dlaczego masz tak niewielki autorytet dla swojego
          dziecka, o ile piszesz o swoim? Na czym polega to pogadanie wobec tego, skoro
          dziecko ma do tego takie podejscie? Czesto takie argumenty wytaczaja rodzice,
          ktorzy rozmowe z dzieckiem interpretuja jako ustne ostrzezenie przed klapsem. W
          stylu "przestan natychmiast bo zaraz dostaniesz". I potem mowia, ze "na niego
          rozmowa nie dziala". Po pierwsze to chodzi o prawdziwa rozmowe, w ktorej
          wytlumaczysz dziecku, dlaczego to co robi jest zle. Po drugie jesli choc raz
          tak pogrozisz, nie majac wcale zamiaru dac potem klapsa, to Twoj autorytet
          znacznie sie kurczy. Najgorszy jest brak konsekwencji. Nie dziw sie potem, ze
          dziecko na takie ostrzezenia nie reaguje. Zgodnie z tym co napisalas nizej ono
          sprawdza na ile sobie moze pozwolic. Jesli grozisz klapsami, ktorych potem nie
          ma, to dziecko ma Twoje grozby gleboko gdzies.

          ale jeżeli dziecko np.
          >
          > pluje na babcię (bylam świadkiem), to powinno dostać taki...że zapamiętałoby
          > dokładnie, że sie tego nie robi. A tymczasem w tamtej sytuacji mamusia
          kochana
          > bezstresowa tylko kazala temu dzieciakowi natychmiast pojsc do siebie


          Myslisz ze dziecko nie nauczy sie ze tak nie wolno, jesli kazesz mu pojsc do
          siebie, uspokoic sie, a potem sie spytasz czemu to zrobilo i mu wytlumaczysz ze
          nie pluje sie na ludzi i kazesz przeprosic babcie? Dlaczego? Dlaczego uwazasz
          ze zapamieta tylko, jak je bardzo zbijesz? W czym to bicie pomoze babci? Chyba
          nie doceniasz dzieci.
          Nie rozumiem tez dlaczego uwazasz ze "bezstresowo" (ten termin jest
          beznadziejny, nic nie znaczy, bo zycie ogolnie jest stresem, ale rozumiem, ze
          chodzi Ci o wychowanie bez bicia) wychowywane dzieci obrzucaja potem matke
          wyzwiskami. A jakie maja do tego powody? Ludzie rzadko decyduja sie na
          obrzucanie swoich rodzicow wyzwiskami, z reguly rodzicow sie idealizuje i duzo
          im wybacza. Co taka matka musiala temu dziecku zrobic? Zakladasz ze szacunek
          bierze sie tylko ze strachu, i skoro nie ma strachu to nie ma i szacunku. Duzy
          blad.

          Majac kilka latek sprawdza co mozna co nie mozna i jezeli na
          > cokolwiek co zrobi nie ma wyraznej reakcji, zaczyna sie troche gubic. Po
          prostu
          >
          > nie wie co mozna, czego nie, co jest dobre, a co nie. Rodzice sa jego
          pierwszym
          >
          > autorytetem i jezeli oni nie wyznaczaja zadnych regul, to znaczy ze ich nie
          ma,
          >
          > a swiat jest dziwny i nieuporzadkowany. Niektorym dzieciom wystarcza reakcja
          > slowna, niektorym niestety czasami nie.

          Poczatek dobry, a potem nie wiadomo dlaczego wysnuwasz wniosek, ze kara moze
          byc tylko bicie. Bardzo mozliwe ze Tobie jest tak najlatwiej. Ale kiedys sie to
          obroci przeciwko Tobie. W szkole dzieci sie nie bije. Skoro Twoje dziecko
          bedzie mialo respekt tylko przed kims, kto bije, to bedziesz miala sporo
          problemow.
        • Gość: Johnas Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 13:59
          Dziecko powinno mieć swoje zdanie nawet jeśli używa przekleństw zbyt wiele
          zakazów prowadzi do niepochamowanej agresji. Gdybym ja nie mógł powiedziec
          mamie bądź tacie że mówią głupoty albo że nie mają o czymś pojęcia w mniej
          delikatny sposób to chyba bym zwariował. A poza tym jesli dziecko pluje na
          babcie to jest bezgranicznie głupie i takie do końca życia zostanie to nie
          przez złe wychowanie ludzie zostają narkomanami tylko przez swój charakter i
          sposób myślenia a na to rodzice nie mają wpływu choćby nie wiem jak chcieli .
      • Gość: Ola Do Kasi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 15:21
        ja dostalam 3 razy w zyciu na dupe(tak mocno) i uwazam,ze slusznie. dzieki temu
        >
        > juz nigdy nie zachowalam sie w ten okreslony sposob.

        Tylko dlatego nie zachowasz sie juz w tamten sposob? Tylko dlatego ze ktos dal
        Ci w dupe? Najwyrazniej bylas dzieckiem na tyle tepym, ze gdyby Ci po prostu
        powiedziano, ze nie wolno tak robic, bo w ten sposob kogos ranisz, krzywdzisz,
        to bys nie zrozumiala i postanowili wyrobic w Tobie odruch warunkowy metoda
        Pawlowa. Rozumiem ze skoro tylko to na Ciebie dziala, to w ten sposob szef
        wymusza na Tobie punktualnosc i mobilizuje do lepszych wynikow w pracy,
        kolezanka w ten sposob daje Ci do zrozumienia, ze ja zanmiedbujesz, a maz
        pierze Cie po tylku, jak chce Ci dac do zrozumienia ze nie lubi, gdy wyciskasz
        paste do zebow od srodka.

        uwazam,ze nie mozna bic
        > dziecka za kazda zla rzecz,ktora zrobi,ale jak powaznie cos zbroi i mysle,ze
        > klaps nie zaszkodzi.

        Ale czy pomoze? Niby dlaczego mialby pomoc? Co Ci to da???

        musi byc jakas kara,a ta mysle,ze jest najbardziej
        > dobitna. dziecko wtedy slucha rodzicow i ma przed nimi respekt.


        A innych kar nie ma? Najbardziej dobitna? Wlasnie ze nie. Tak naprawde to duzo
        gorsza jest perspektywa dnia bez telewizji lub bez komputera, albo wymyslenie
        sposobu przeprosin i zadoscuczynienia poszkodowanemu, niz klaps ( o ile to
        faktycznie jest tylko klaps, a nie zostawianie na dziecku siniakow)

        >
        > teraz jednak wychoeuje sie dzieci bezstresowo i mamy tego efekty- rozwydrzana
        > mlodziez(sama mam 20 lat;-).


        tak myslalam po Twoich wypowiedziach, ze mloda jeszcze jestes. Mieszkasz
        jeszcze z rodzicami i ciezko by Ci bylo uswiadomic sobie, ze woleli Cie bic
        zamiast z Toba rozmawiac, bo sa jeszcze dla Ciebie zbyt bliskimi ludzmi

        przeciez dzisiejsi 13-15 latkowie nie maja zadnego
        >
        > respektu przed nikim, obojetnie czy to sa rodzice, nauczyciele czy inne
        starsze
        >
        > osoby. maja wszystko w dupie i sa bezkarni, bo rodzice nawet na nich nie
        > krzykna.


        A prowadzilas badania uwzgedniajace kazdy z mozliwych czynnikow, ze jestes taka
        pewna ze to przez "wychowanie bezstresowe"? Bo moim zdaniem przez brak
        jakiegokolwiek wychowania! Nie krzykna, bo sa w domu goscmi. I o to chodzi. A
        brak respektu? Masz respekt wobec kogos kto na Ciebie krzyczy? To rozumiem, ze
        najwiekszym autorytetem sa dla Ciebie dresiarze z podworka, zwlaszcza wtedy,
        jak Ci kaza oddac portfel i komorke. Poza argumentami sily innych nie uznajesz,
        wiec pewnie tak.


        >
        > wiec czy klaps jest naprawde taki straszny?


        Straszny? Nie wiem, ale na pewno bez sensu.

        Pamietaj ze wszystko w zyciu kiedys do nas wroci, i ze dzieci wychowuje sie
        przez przyklad. Dlatego na Twoim miejscu bym uwazala, bo Twoja dziecina moze Ci
        jak dorosniesz zdrowo przywalic, chyba ze ( co bardziej prawdopodobne) odda to
        raczej slabszym, czyli swoim zwierzetom, mlodszym kolegom, a potem wlasnym
        dzieciom.
        • Gość: andrzej Re: Do Kasi IP: *.aster.pl 25.04.05, 18:23
          > pewna ze to przez "wychowanie bezstresowe"? Bo moim zdaniem przez brak
          > jakiegokolwiek wychowania! Nie krzykna, bo sa w domu goscmi. I o to chodzi. A
          > brak respektu? Masz respekt wobec kogos kto na Ciebie krzyczy? To rozumiem,
          > ze najwiekszym autorytetem sa dla Ciebie dresiarze z podworka, zwlaszcza
          > wtedy, jak Ci kaza oddac portfel i komorke. Poza argumentami sily innych nie
          > uznajesz.

          heh... ale sie ubawilem. rozumiem, ze jak do ciebie podchodza dresiarze to z
          nimi dyskutujesz? i przekonujesz ich, ze robia ci krzywde i ze tak nie wolno???
          dobre :)))

          pozdr.
          • Gość: Ola Re: Do Kasi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 19:19
            Chlopcze. Czytaj uwaznie. Chyba nie zrozumiales o co mi chodzi. Skoro ona uwaza
            ze dzieci nie szanuja rodzicow, bo rodzice na nich nie krzycza, to najbardziej
            powinna szanowac tych, ktorzy wrzeszcza najbardziej i sa od niej silniejsi.
            Wtorny analfabetyzm to istna plaga.
          • Gość: Ola Re: Do Kasi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 21:28
            Chlopcze, czytaj uwaznie. Chodzi o to, ze Kasia twierdzi, ze dzieci nie
            szanuja rodzicow, bo oni na nich nie krzycza. Wg tej teorii powinna czuc
            respekt przed tymi ludzmi, ktorzy wrzeszcza najglosniej i sa od niej
            silniejsi.Wtorny analfabetyzm sie szerzy!
          • Gość: Ola Re: Do Kasi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 08:01
            Tu byla moja odpowiedz do Andrzeja, ktora wyslalam dwa razy. Czemu znika?
        • Gość: andrzej Re: Do Kasi IP: *.aster.pl 25.04.05, 18:29
          > Pamietaj ze wszystko w zyciu kiedys do nas wroci, i ze dzieci wychowuje sie
          > przez przyklad. Dlatego na Twoim miejscu bym uwazala, bo Twoja dziecina moze
          > Ci jak dorosniesz zdrowo przywalic, chyba ze ( co bardziej prawdopodobne)
          > odda to raczej slabszym, czyli swoim zwierzetom, mlodszym kolegom, a potem
          > wlasnym dzieciom.

          wszystko do nas wroci... jasne. ciekawe dlaczego ja nie mam ochoty bic
          rodzicow, kolegow, dzieci i zwierzat? dziecko, ktore dostaje klapsa powinno
          wiedziec za co go dostaje. zatem powinien byc poprzedzony rozmowa (lub taka
          rozmowa powinna odbyc sie tuz po wymierzeniu klapsa), w ktorej nalezy
          wytlumaczyc dziecku, ze robi zle a nastepnie wymierzyc kare. moze to byc
          zarowno klaps jak i jakakolwiek inna metoda karania.
          uwazam, ze klaps jest taka sama metoda wychowawcza jak kazda inna.
          • Gość: M Re: Do Kasi IP: *.gwo.pl 26.04.05, 13:53
            To co ty uważasz nie ma tutaj ani nigdzie najmniejszego znaczenia. ZROZUM!
        • Gość: M Re: Do Kasi IP: *.gwo.pl 26.04.05, 13:47
          BRAWO :))))
    • Gość: piotr Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.torun.mm.pl 23.04.05, 13:19
      ludzie, nie przesadzajcie. nikt tu nie mowi o permanentnym biciu tylko o
      klapsie za jakis powazny wystepek. do dzieci rzadko cos dociera, jesli sie
      tylko mowi.

      jednak na kazde dziecko jest inna metoda. do kazdego trzeba podchodzic
      indywidualnie.

      i zgadzam sie ,ze bezstresowe wychowanie to kleska dla naszego spoleczenstwa
      • Gość: tomek Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 14:14
        Popieram dwoje moich przedmówców.
        Chociaż jestem jeszcze raczej młodym człowiekiem pamiętam jeszcze naczyciela
        historii z mojej podstawówki, który karał nieposłusznych uczniów uderzeniem
        linijką w dłoń. Uważam, że to była dobra a co najważniejsze skuteczna metoda
        wychowawcza. Dziś pewnie zwolniono by go z pracy pod zarzutem "maltretowania i
        torturowania bezbronnej młodzieży":)))
        Zobaczycie, ta "bezstresowo" wychowana młodzież już wkrótce da nam popalić.
        Myślę także, że klaps od rodzica napewno nikomu nie zaszkodzi, a może pomóc.
        • Gość: klio Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 18:25
          Wiesz, a ja mialam nauczyciela historii, u którego na lekcjach bylo cicho jak
          makiem zasial i nikogo nie musial walić po lapach, wystarczylo, że mowil tak
          ciekawie, ze wszyscy sluchali.
      • melloncollia Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 14:21
        No właśnie. Są sytuacje gdy metody słownej perswazji są nieskuteczne albo nie
        dość jasne dla dziecka...Często też świadomość, że rodzic ma siłę i władzę daję
        wbrew pozorom poczucie bezpieczeństwa, ponieważ dziecko widzi, że np. ojciec
        broni tego co właściwe, dobre, słuszne a napiętnuje to co niewłaściwe. Boję
        się, że to co teraz napiszę może wzbudzić sprzeciw, ale zaryzykuję
        stwierdzenie, że jeśli chłopak nie dostanie czasem w tyłek od ojca to trudno mu
        będzie potem wejść w rolę mężczyzny. Nie mam tu na myśli wzorca faceta - tyrana
        ale osoby z autorytetem, o silnej pozycji i osobowości. Oczywiście takie
        zachowanie musi iść w parze z pełna akceptacją i miłością dla osoby dziecka i
        podkreślaniem, że kara dotyczy TYLKO zachowania. (nie traktujcie tego jak jakąś
        bezmyślna prowokację, naprawdę dużo się nad tym zastanawiałam ;). Spójrzcie na
        kryzys pozycji ojca w rodzinie i na współczesnych facetów uciekajacych od
        odpowiedzialności, niepewnych i użalających się nad sobą... Według mnie - zbyt
        liberalna postawa rodziców daje własnie takie skutki czasem ). Pozdrawiam i
        proszę o opinie!
        • Gość: tomek Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 14:41
          melloncollia napisała:

          > Spójrzcie na kryzys pozycji ojca w rodzinie i na współczesnych facetów
          uciekajacych od
          > odpowiedzialności, niepewnych i użalających się nad sobą...

          Właśnie dlatego ojcowie uciekają od obowiązków wychowawczych, ponieważ zostali
          wychowani na innych wzorcach (pas, klaps), które jednocześnie uważają za
          najskuteczniejsze. Nie są przygotowani na stosowanie "nowoczesnych metod
          bezstresowego wychowania", dlatego wolą przyjąć postawę bierną i wycofać się,
          niż być uznanym za prymitywa, który potrafi tylko bić.
          • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 16:11
            No wlasnie. A poza tym ojcowie nie maja dla dzieci przede wszystkim czasu. A
            klaps jest najszybsza i najlatwiejsza metoda. Nic innego sie po 12 godzinach w
            pracy nie chce wymyslac. A poza tym, czesto nic innego sie nie zna. Wiec co tu
            robic??? A zreszta ten kryzys pozycji ojca zaczal sie duzo wczesniej. I
            przechodzil z pokolenia na pokolenie. A wlasnie teraz ojcowie radza sobie coraz
            lepiej.
        • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 16:18
          "dziecko widzi, że np. ojciec
          > broni tego co właściwe, dobre, słuszne a napiętnuje to co niewłaściwe."
          Jak mozna bronic tego co dobre przez cos, co samo w sobie jest zle??? W imieniu
          wznioslych zasad uzyje sily i przemocy. Pieknie! To sprzecznosc sama w sobie. A
          jak chcesz wobec tego nauczyc dziecko szacunku wobec innych? Jak chcesz
          nauczyc, ze nie bije sie ludzi? Kolegow, rodzenstwa? Dzieci potem tlumacza ze
          spraly brata, bo zabral im samochod. Zrobil zle, wiec mozna go bylo zbic. Bo
          tego ich uczysz. Toz to relatywizm moralny od kolyski, nic innego!
          • Gość: andrzej Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.aster.pl 25.04.05, 18:33
            alez glupoty wypisujesz. nie istnieje twoim zdaniem uzycie sily w celu ochrony
            wyzszych wartosci? zatem po co utrzymujemy armie? po co policja? zastanow sie
            troche.
            • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 19:24
              Policjantom nie wolno kogos bic, jesli maja inne mozliwosci zapobiegniecia
              jakiemus nieszczesciu. Jest dokladnie okreslone w jakiej sytuacji i co
              konkretnie moga zrobic. A swoja droga, porownywanie wychowywania dzieci do
              scigania przestepcow swiadczy o Twoim podejsciu do dzieci.
        • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 16:24
          "Oczywiście takie
          zachowanie musi iść w parze z pełna akceptacją i miłością dla osoby dziecka"

          Jezu! Jakas bzdura totalna. Z pelna akceptacja osoby mojego dziecka i z
          miloscia do niego spiore mu dupe! A ja z pelna akceptacja Twojej osoby i
          miloscia do Ciebie powiem Ci, ze jestes kretynka!!! Klaps to wyraz Twojej
          bezsilnosci, braku innego pomyslu, braku umiejetnosci, braku pewnosci siebie,
          zlosci, zniecierpliwienia, braku zrozumienia dla zachowan dziecka, wrecz leku.
          A nie milosci do niego. Gdybys kochala swoje dziecko, chcialoby Ci sie wymyslec
          cos innego. Cos co by poskutkowalo. Znalabys je na tyle, ze wiedzialabys, co
          poskutkuje.
          • Gość: andrzej Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.aster.pl 25.04.05, 18:38
            najprostsze metody przynasza najlepsze skutki. ta prawda znan jest od dawna.
            klaps poparty wyjasnieniem jest dla mnie bardziej rozsadny niz zakazywanie
            dziecku wykonywania lubianych przez niego czynnosci (np. nie wyjdziesz dzisiaj
            na dwor bo byles niegrzeczny) - jest metoda szybka, skuteczna i zrozumiala dla
            dziecka (oczywiscie jezeli jest poparty wyjasnieniami). a ograniczanie swobody
            jest metoda mocna prymitywna.
        • kinkygirl Re: Dzieci się nie bije(???) 26.04.05, 18:52
          > Często też świadomość, że rodzic ma siłę i władzę daję
          > wbrew pozorom poczucie bezpieczeństwa, ponieważ dziecko widzi, że np. ojciec
          > broni tego co właściwe, dobre, słuszne a napiętnuje to co niewłaściwe.


          wobec tego największe poczucie bezpieczeństwa dawałoby dziecku oglądanie ojca
          wdającego się w bójki. im częściej tym lepiej. i wyłącznie ze słabszymi, bo jak
          nie to cały efekt wychowawczy na marne :P
          • Gość: nikt Re: Dzieci się nie bije(???) IP: 83.238.130.* 26.04.05, 19:39
            a ja uważam, że bicie dzieci jest oznaką słabości...nie potrafimy dać sobie z
            nimi rady to lejemy, dziecko wtedy sie boi i słucha nas. Poza tym nie rozumiem
            jaka jest roznica miedzy biciem a klapsem? kazde uderzenie (i nie wazne czy
            mocne czy słabe) jest naruszeniem wolnosci i praw dziecka
      • isabelle7 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 14:32
        Gość portalu: piotr napisał(a):

        > ludzie, nie przesadzajcie. nikt tu nie mowi o permanentnym biciu tylko o
        > klapsie za jakis powazny wystepek. do dzieci rzadko cos dociera, jesli sie
        > tylko mowi.
        >
        > jednak na kazde dziecko jest inna metoda. do kazdego trzeba podchodzic
        > indywidualnie.
        >
        > i zgadzam sie ,ze bezstresowe wychowanie to kleska dla naszego spoleczenstwa
        Zgadzam sie, na kazdgo działa co innego.
    • witch-witch Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 14:37
      Kiedys pracowałam w szkole jak raz powiedziałam: "uważaj bo ci dupę skopię!" To
      od razu pomogło! Od razu był skutek. Trzeba czasem ostro zareagować.
      • carrramba Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:00
        Dzieci się nie bije.
      • Gość: wnuk Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 15:22
        mnie bila mama kablem jak jezdzilem nad rzeke bez jej wiedzy, nie odnioslo to
        zadnego skutku, bito mnie tez w wiejskiej szkole, teraz ja bede mial dziecko i
        jesli mi tylko nerwy nie puszcza to obiecuje sobie ze nigdy nie uderze dziecka
        nie bardzo wiem nawet jak mialbym to zrobic, zawsze brzydzilem sie przemoca
        fizyczną, uwazam ze sa inne sposoby niz ponizanie dziecka
        a "bezstresowe" wychowanie to juz inna sprawa, jesli dziecko pluje na babcie
        itp. to swiadczy o poziomie rodzicow dziecka takie jest moje zdanie
        ja zawsze chciałem byc traktowany jak człowiek, a jak slysze jak teraz matki
        zwracaja sie do swoich dzieci to przeraza mnie co bedzie za kilka lat jak te
        pociechy dorosną
        np. Karolu prosze natychmiast przestac pluc na babcie
        czasem to brzmi tak słuzbowo jakby to nie były ich dzieci, bez zadnego uczucia
        czy wiecie jak maly procen spoleczenstwa stanowimy, my zastanawiajacy sie nad
        takimi problemami, ilu ludzi napiernicza swoje dzieci i wyzywa od skorw.....ów
        jak u sasiada moich rodzicow, a za pare lat spotka sie taki bezstresowo
        wychowany z drugim ponizanym i bitym, ktory bedzie mial przewage
        odbieglem od tematu i pisze jakies pierdoly
        wiec koncze
        pozdrawiam wychowujacych
        • ka1311 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:32
          Uściślając. Nie zawsze dziecko plujące na babcię dowodzi poziomu rodziców. Sama
          osobiście będąc dzieckiem raz jeden chciałam sprawdzić na moich rodzicach
          metodę podpatrzoną u koleżanki. Kiedy mi czegoś odmówili zaczęłam histerycznie
          się wydzierać i tupać nogami. (Pokaz dałam imponujący) Wiesz co usłyszałam:
          Zaraz dostaniesz lanie i przynajmniej będziesz miała powód żeby płakać. Na mnie
          poskutkowało. Na moją córkę nie, ostrzegłam dwa razy i kiedy efektu nie było
          córka dostała porządnego klapsa, rozwrzeszczała się jeszcze bardziej, więc już
          bez pytania dostała drugi raz i spytałam: Chcesz trzeci? Wiesz co
          odpowiedziała? Nie, przepraszam mamusiu. Przytuliłam i już wszystko było ok.
          Czasem dzieci mają przykład od kolegów. Rzecz w tym, żeby zareagować za
          pierwszym razem.
          • komek.z.tworek Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:39
            jak to nie bic , strzelać klapsy i patrzeć czy dupa równo puchnie!
        • kr_kap Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 23:30
          > a jak slysze jak teraz matki
          > zwracaja sie do swoich dzieci to przeraza mnie co bedzie za kilka lat jak te
          > pociechy dorosną
          > np. Karolu prosze natychmiast przestac pluc na babcie
          > czasem to brzmi tak słuzbowo jakby to nie były ich dzieci, bez zadnego uczucia

          ROTFL...
          Wybacz, ale to "Karolu..." Boki zrywam przez łzy, rzecz jasna, bo tu bez uczucia
          i służbowo, ale zaraz obok masz te wszystkie: czego chcesz? zamiast: słucham?
          czy: o co chodzi? i wszelkie przejawy nadużywania swojej fizycznej przewagi, nie
          tylko klapsy: te ciągnięcia, szarpania, popychania dziecka i tak dalej.

          Dlaczego i skąd ten brak szacunku dla młodszych?


          • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 16:55
            No wlasnie. Ja kurcze nie widze dzieci wychowywanych bezstresowo na ulicach. Ja
            widze totalny brak zainteresowania matek tym, co ich dziecko aktualnie robi. I
            nawiazywanie z dzieckiem kontaktu slownego dopiero wtedy, gdy sprawia ono
            jakies problemy. Teksty takie jak powyzszy albo wlasnie szarpanie itp. Sytuacji
            bym tu mogla opisac bez liku. Ksiazka by mi wyszla.
            Ida dwie glorie na szpilkach, pchaja wozki, gadaja o szmatkach, dmuchaja dymem
            z papierosow w twarzyczki w wozkach. A za nimi w odleglosci 6 metrow wlecze sie
            okolo 20-miesieczne dziecko. Kuca i chce sobie wladowac do buzi psia kupe. Ja
            juz chce pedzic zeby je powstrzymac, glupio mi troche ze wyjde na kidnapera, i
            slysze znudzony glos matki "Vanessa, zostaw to natychmiast".
            Drugi obrazek. Zeby nie bylo, ze jestem nie poprawna politycznie, bedzie ze
            sfer inteligenckich. Szpital dzieciecy - oddzial dzieci do lat trzech.
            Dwuletnia Julka ma biegunke. Jest na obserwacji. Trzeba pilnowac, zeby sie nie
            odwodnila. Lezy w lozeczku i rozglada sie bezradnie dookola, jest strasznie
            apatyczna i smutna. Mamusia siedzi na krzesle pare metrow dalej i czyta sobie
            gazete, w jednej z rozmow z lekarzem mowi o swoim zawodzie i zagranicznych
            podrozach. Lekarze ciagle pytaja matki ile mala wypila i poniewaz zawsze sie
            okazuje, ze niewiele to prosza matke by dawala corce wiecej pic, zeby to picie
            w nia wmuszala. Matka patrzy sie na lekarzy bezradnie. Pytamy co corka lubi
            pic. Znowu wielkie oczy. Kazemy podawac buteleczke co piec minut. Przy kazdej
            wizycie matka sie tlumaczy, ze Julka nie chce pic. Przez szybe boksu widac
            jednak, ze caly czas siedzi i czyta. Podawania buteleczki nikt nie zauwazyl. W
            koncu pielegniarka prosi, by matka napoila ja przy nas. Matka podaje corce
            butelke i mowi "Masz Julka, pij". Tak samo bylo z zabawkami. Polozyla jej cos w
            koncu na stoliczku i kazala sie bawic, wracajac do lektury ( to tez na
            polecenie lekarzy, bo bezczynnosc Julki zasiewala watpliwosci, czy aby jej stan
            nie jest powazniejszy niz sie wydawalo)Skonczylo sie na tym, ze salowa
            rozmawiala z Julka, i wymyslajac rozne zabawy w samolocik, garaz, UFO itd
            zmuszala ja do picia plynow. Matka patrzyla na to z rozdziawiona geba, jakby
            nie wierzyla, ze mozna rozmawiac z tym czyms, co ona uwazala za czlowiecza
            larwe, z ktora kontakt mozna nawiazac dopiero po przeobrazeniu.
      • blinski Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:41
        tak, najlepiej bić i straszyć dzieci ile wlezie, a potem zastanawiać się, skąd
        u nich przeświadczenie o skuteczności stosowania rozwiązań opartych na przemocy?
        • ka1311 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:45
          Jakoś nie zauważyłam u moich dzieci takowych. Może coś jednak robię nie tak, bo
          się Twoja teoria nie sprawdza. Możliwa jest też opcja o wyjątku potwierdzającym
          regułę.
          • blinski Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:47
            może jeszcze za wsześnie, byś zobaczyła? dzieciom nie można pozwalać na
            wszystko, ale trzeba się do nich odnosić z szacunkiem. klapsy są absolutnie
            zbędne.
            • ka1311 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 15:55
              Ja się do nich odnoszę z szacunkiem. Są naprawdę fajnymi dzieciakami, lubianymi
              w szkole, w kontaktach z rówieśnikami umieją mediować, czego sama byłam
              świadkiem i słyszałam również od niektórych rodziców. Rzecz w tym, że klaps nie
              może być po prostu metodą wychowaczą. Zrobił coś źle to bach, rozlał mleko-
              bach itd. Nie o to chodzi. Z reguły tłumaczę, proszę i skutkuje. Czasem tylko
              złe wstępuje i wtedy osioł to jest super współpracujące zwierzę przy nich.
              Wtedy na ogól pomaga sama groźba, że postąpię wbrew zaleceniom minister Środy
              (one doskonale wiedzą o co chodzi). Niestety dwa razy zdarzyło się, że chciały
              sprawdzić czy mówię serio. Przekonały się, że tak i już teraz nie sprawdzają.
              • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 16:57
                No to skoro zrobilas to dwa razy, to wez nie pisz na forum z laski swojej, ze
                bicie sie sprawdza, bo zachecisz kogos, kto bedzie przez to rozumial co innego.
    • Gość: a. Re: Dzieci się nie bije(???) IP: 217.149.242.* 23.04.05, 16:02
      Bicie nie jest skuteczne.
      Załóżmy, że zlejesz dziecko, a ono dalej pluje na babcię. To co można wtedy
      robić? Eskalacja przemocy?
      Mnie sie zdarzyło parę razy szarpnąć lub trzepnąć w tyłek synka, ale nigdy nie
      przyniosło to pozytywnych skutków. Zawsze miałam potem poczucie porażki, bo jak
      uczyć dziecko, że nie wolno bić kota, kolegi itd., jeśli samemu się kogoś bije?
      • chocolate.coffee Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 17:09
        Gość portalu: a. napisał(a):

        > Bicie nie jest skuteczne.
        > Załóżmy, że zlejesz dziecko, a ono dalej pluje na babcię. To co można wtedy
        > robić? Eskalacja przemocy?

        Zapewniam Cię, że jezeli zareaguje sie błyskawicznie, dając mu jasno do
        zrozumienia, że tak się nie robi, to takie coś się więcej nie powtórzy. Tym
        bardziej że takie zachowania najczęściej są podpatrzone u innych i testowane,
        czy się sprawdzi na własnym gruncie.

        Pamietam, że gdy miałam może 7 lat, chciałam za wszelką cenę sprawdzić, czy
        tupnięcie noga i efektowne "jezeli ty mie tego nie kupisz, to ja cie
        znienawidze' (czy cos w tym guscie) poskutkuje, bo w przypadku mojej najlepszej
        owczesnej psiapsiolki skutkowalo nadzwyczaj dobrze. Efekt byl taki, ze
        uslyszalam 'ty mnie chcesz szantazowac?'. Powiedziane to bylo w taki sposob, ze
        autentycznie poczulam wyrzuty sumienia, ze tak powiedzialam do mamy i juz nigdy
        metody 'na tupniecie' nie stosowalam (nawet jesli znaczenia slowa 'szantaz' nie
        znalam wowczas zbyt dobrze). Zreszta juz nigdy nie probowalalam niczego w
        jakikolwiek sposob wymusic. Czy poskutkowaloby w przypadku innego dziecka? Nie
        wiem, moze odpowiednio powiedziane tak, ale gdyby trafilo na egzemplarz
        egoistyczny i olewajacy, raczej nie.

        > Mnie sie zdarzyło parę razy szarpnąć lub trzepnąć w tyłek synka, ale nigdy
        nie
        > przyniosło to pozytywnych skutków. Zawsze miałam potem poczucie porażki, bo
        jak
        > uczyć dziecko, że nie wolno bić kota, kolegi itd., jeśli samemu się kogoś
        bije?

        Jest roznica pomiedzy bić kogos dla kaprysu, znecac sie nad NIEWINNYM, a
        uderzyc kogos WINNEGO, kto zrobil cos swiadomie wiedzac, ze lamie zakaz.
        Zasadnicza. Juz male dziecko ma na tyle rozumu, ze taka różnicę powinno pojąć.
        • Gość: a. Re: Dzieci się nie bije(???) IP: 217.149.242.* 23.04.05, 17:25
          > Zapewniam Cię, że jezeli zareaguje sie błyskawicznie, dając mu jasno do
          > zrozumienia, że tak się nie robi, to takie coś się więcej nie powtórzy.

          Niestety moje doświadczenia są inne.

          > Jest roznica pomiedzy bić kogos dla kaprysu, znecac sie nad NIEWINNYM, a
          > uderzyc kogos WINNEGO, kto zrobil cos swiadomie wiedzac, ze lamie zakaz.
          > Zasadnicza. Juz male dziecko ma na tyle rozumu, ze taka różnicę powinno pojąć.

          Posłużę się oklepanym, lecz trafnym przykładem: czy małżonek może uderzyć
          drugiego małżonka, jeśli wyraźnie zrobił coś źle? Dlaczego dorosłych nie można
          bić, trzeba szukać innych środków perswazji?
          • chocolate.coffee Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 19:05
            Gość portalu: a. napisał(a):

            > Posłużę się oklepanym, lecz trafnym przykładem: czy małżonek może uderzyć
            > drugiego małżonka, jeśli wyraźnie zrobił coś źle? Dlaczego dorosłych nie
            można
            > bić, trzeba szukać innych środków perswazji?

            Musze przyznac, ze trudno ten argument obalic...Coz..
            Przede wszystkim: nie uwazasz, ze czasami by sie przydalo, tak patrzac na to co
            robia niektorzy 'dorosli'? 10 lat kamieniolomow zamiast przytulnej celi z
            telewizorkiem, dostepem do basenu i silowni? Wikt i opierunek 24/dobe?

            Ale tak powaznie, to wydaje mi sie, ze to funkcjonuje na nieco innych zasadach.
            Dorosly zna juz normy postepowania, powinien ich sie nauczyc bedac dzieckiem, w
            domu. W dzieciństwie kara to element wychowania - rozsadna i umiarkowana,
            przede wszystkim. A zyciu doroslym kara sa konsekwencje, ktore czlowiek musi
            poniesc. Np. dziecko rozbije ojcu samochod, ktory zabralo bez pozwolenia. I co?
            Jakas tam kare dostanie, ale przeciez nie zaplaci za naprawe czy nowy. W
            przypadku czlowieka doroslego gdy robijam komus samochod, to sama ponosze tego
            konsekwencje (finansowe przede wszystkim) ktore sa juz wystarczajaca kara.
            Jezeli dziecko napluje na babcie, mama pokrzyczy i przestanie. A babcia i tak
            wybaczy. Gdy dorosly napluje na innego...coz...sam poniesie tego konsekwencje ;)

            Poza tym jeszcze jedna sprawa: tak naprawde przemoc psychiczna, znecanie sie
            psychiczne jest o wiele gorsze od kar cielesnych. Maltretowane zony czesto
            powtarzaja, ze juz wola jak on je bije, niz np. milczy przez tydzien traktujac
            je jak powietrze. Wiem, ze to drastyczny przyklad, ale tak jest. Czlowieka
            mozna o wiele latwiej i skuteczniej zniszczyc psychicznie, sugestiami,
            drobiazgami, wyczuwajac jego slabe punkty. Pytanie zatem: czy lepiej dziecko
            raz uderzyc czy wbic mu taka szpile, ktora bedzie pamietalo do konca zycia?
            Jezeli matka powie dziecku, ze zaluje ze je urodzila, skoro jest takie
            beznadziejne, ze niczego nie rozumie, to najbardziej podla rzecz, ktora moza
            zrobic. Cos, o czym ono bedzie pamietac juz zawsze, nawet jezeli nie da tego po
            sobie poznac. A uderzenie - przychodzi zaraz, jest reakcja na wystepek, dziecko
            wie ze tak juz nie ma robic, i ok.

            Zawsze, na kazdym kroku, najwazniejszy jest rozsadek, dostosowywanie kary i do
            wystepku i do czlowieka. Mam wrazenie, ze niektorzy tutaj rozrozniaja tylko
            zupelny brak bicia i znecanie sie na kazdym kroku. Nie tedy droga...
            • Gość: a. Re: Dzieci się nie bije(???) IP: 217.149.242.* 23.04.05, 20:29
              Masz rację i szczerze mówiąc, dorośli rzadko doprowadzają mnie do takiego
              stanu, jak dziecko, tzn. nie zdarzyło mi się chyba, że miałam ochotę trzepnąć
              dorosłego. Ale może dlatego, ze raczej rozsądni ludzie mnie otaczają :)

              > Zawsze, na kazdym kroku, najwazniejszy jest rozsadek, dostosowywanie kary i
              do
              > wystepku i do czlowieka.

              To prawda (kto pamięta historię Ani z Avonlea i Antosia Pye'a - Ania zbiła go i
              miała potężne wyrzuty sumienia, bo obiecała sobie, że nie uderzy żadnego
              ucznia, tymczasem on dopiero dzięki laniu przekonał się do kobiety-
              nauczycielki).
              Wierzę też, że jeśli rodzic kocha swoje dziecko i stara się to robić mądrze, to
              dobrze wybierze drogę postępowania. Moja intuicja mówi, że bicie to u nas
              niewłaściwy sposób.
            • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:07
              Po pierwsze to nieprawda ze jak dziecko zbijesz to ono przestanie. Nie zawsze
              tak jest . Czesto efekt jest przeciwny i wtedy wpadasz we wlasne sidla. Bo co?
              Zakatujesz je na smierc az nie przestanie?
              A odnosnie doroslych, ktorych juz Twoim zdaniem najczesciej nie trzeba karac,
              bo nauczyli sie wszystkiego w dziecinstwie przy pomocy lania od rodzicow.
              Jezeli bedziesz dzieci tylko bic, to nauczysz je unikania konkretnych zachowan
              ze strachu przed kara, a powinnas je nauczyc nie robic pewnych rzeczy z
              szacunku do innych. Wiesz co robia takie bite dzieci, gdy poczuja smak
              wolnosci? Wszystko na co maja ochote bo wreszcie im wolno. Sa czesto paskudnymi
              doroslymi.
          • robert_32 Re: Dzieci się nie bije(???) 29.04.05, 12:35
            Dorosłych się bije jak na to zasłużą - np. kibiców, przestępców. Policja ma
            zawsze prawo użyć wobec siły jeżeli nie chcesz podporządkować się jej poleceniom
            - np. nie zatrzymujesz się samochodem na dawane przez policjanta znaki. Ale tak
            w ogóle to ten "oklepany" przykład jest bez sensu co nie raz już mówiłem ale co
            i rusz pojawiają się nowe osoby, które dają ten przykład jako dowód na to, że
            nie wolno bić dzieci. Otóż istnieje zasadnicz różnica między relacją
            rodzic-dziecko a mąż-żona. Rodzic jest odpowiedzialny za wychowanie dziecka a za
            wychowanie małżonka nie. Jak się mąż z żoną nie mogą dogadać to się mogą
            rozwieść a z dzieckiem nie. Poza tym za to co robi dziecko odpowiada rodzic a za
            to to robi małżonek odpowiada ten małżonek.
    • Gość: mqagdalenka201 Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 16:27
      Nie jestem zwolenniczka bicia dzieci.Ja moje dzieciaki wychowywalam tlumaczac co
      wolno a co nie i dlaczego.A jak mnie juz calkiem wkurzyly, to wychodzilam do
      lazienki ochlonac,pozniej nastepowala kara.To byla inna kara niz bicie np.nie
      ogladanie ulubionego programu w tv, lub nie kupienie rzeczy ktorej dziecko
      chcialo.Teraz moje dzieci sa dorosle i jakos bez bicia wyrosly na porzadnych
      ludzi Zreszta biciem nic sie nie zwojuje.A co do szwedzkich dzieci to nie wolno
      nawet im dac klapsa, bo jest to w Szwecji karane
      • chocolate.coffee Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 17:12
        Gość portalu: mqagdalenka201 napisał(a):

        > A co do szwedzkich dzieci to nie wolnonawet im dac klapsa, bo jest to w
        > Szwecji karane

        I konczy sie tym, że dzieci szantazuja i terroryzują rodziców, bo wiedza ze
        wszystko im wolno. Jajka mądrzejsze od kury.
    • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 17:15
      Co myślicie na temat bicia dzieci?

      Bicie dzieci, zwierząt i w ogóle słabszych - to wyraz wyjątowego barbarzyństwa.
      Bie widzę żadnego usprawiedliwienia.
      • Gość: Doom Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.aster.pl 23.04.05, 17:27
        > Bie widzę żadnego usprawiedliwienia.

        Nawet dla malego lania lancuchem od roweru? Albo przypalania zelazkiem?
        • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 17:30
          Hmmm ... przypalanie żelazkiem - czy miałes na mysli takim na duszę (matki)?
          • Gość: Doom Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.aster.pl 23.04.05, 17:35
            Raczej Tefal SuperGliss 60 - jest bardziej wyrafinowane.
            • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 17:38
              Gość portalu: Doom napisał(a):

              > Raczej Tefal SuperGliss 60 - jest bardziej wyrafinowane.


              O, nie, takiego żelazka szkoda, jeszcze sie może omsknąc i uszkodzic, a parę
              ładnych groszy w końcu kosztuje.
              W takim wypadku - łańcuch, ale tez najlepiej taki, który do roweru już sie nie
              nada - na przykład zardzewiały.

              • Gość: Doom Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.aster.pl 23.04.05, 17:40
                to rozumiem. od razu tak trzeba bylo - a nie "wyjatowe barbarzynstwo".
                porzundek musi byc.
    • nikodem202 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 17:31
      Dziecku najpierw trzeba wytłumaczyć co wolno, a czego nie.
      Klapsy jeżeli zasłuży to tak. Jeżeli chodzi o maltretowanie to nie ma o czym mówić!
      • Gość: ja Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 19:10
        Kazdy normalny czlowiek uzna to za ostatecznosc i na pewno nie staly srodek
        wychowawczy..trzeba znac granice ..ja nie plulam na rodzine,wlasciwie ledwo sie
        odzywalam i w ogole staralam sie byc zawsze dobrym dzieckiem choc zdarzaly sie
        typowe wybryki np lazenie po podworku do wieczora..mimo to dostawalam za
        wszystko,czesto tak ze zakladalam bluzy z kapturem w gorace dni by nie bylo
        widac siniakow i zadrapan.Do dzis pamietam jak sie klocilam z nauczycielka ze
        nie zdejme kaptura na lekcji..Dzis mam 19 lat i mojej matce nadal zdarza sie
        mnie uderzyc w twarz jak powiem cos co sie jej sprzeciwia..juz nie mowiac o
        sasiadach ktorzy wiedza o wszystkim od tych parenastu lat,juz nie czuje wstydu
        jak patrze im w oczy..to wszytsko nie oznacza ze zyje w patologicznej rodzinie
        i nienawidze swojej matki,wprost przeciwnie..
        • chocolate.coffee Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 19:35
          Gość portalu: ja napisał(a):

          > to wszytsko nie oznacza ze zyje w patologicznej rodzinie
          > i nienawidze swojej matki,wprost przeciwnie..

          Naprawde to czujesz...czy tlumaczysz sobie, ze to jest Twoja matka i nie mozesz
          odczuwac wobec niej jakichkolwiek negatywnych uczuc...?
          No bo gdyby sie dowiedziala, ze tak jest...znow by uderzyla...prawda?

          Zreszta 'nienawidzieć' to bardzo mocne slowo...ale 'wprost przeciwnie' to
          bardzo wyrazna, jednoznaczna deklaracja bezgranicznej milosci...
          • Gość: ja Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 19:44
            Racja nie ejst to juz ta slepa dziecieca milosc,ona sama ja zniszczyla.Sama
            doprowadzila do tego co sie ze mna dzialo i nadal dzieje-mialam anoreksje
            probuje ja wyleczyc i caly czas pracuje by to osiagnac..psycholog powiedzial ze
            to przez relacje z matka o czym jej nie pwoiedzialam az znow sie poklocilysmy i
            jej to wykrzyczalam,stwierdzila ze jestem idiotka.To juz nie ejst milosc ani
            rodzina- nie rozmawiamy tylko sie klocimy wlasciwie nie zalezy mi na relacjach
            z nia,nie wyobrazam sobie usiasc z nia i normalnie pogadac..to wychowanie
            jakieona mi dala zniszczylo nasz rodzine..mam tylko nadzieje ze nie uposledzilo
            mnie psychicznie na reszte zycia
            • chocolate.coffee Do "ja" 23.04.05, 21:06
              Czy moglabys napisac do mnie na mail gazetowy?

              Chcialabym z Toba porozmawiac, jezeli oczywiscie nie mialabys nic przeciwko...

        • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:16
          Rozumiem Cie i wlasnie dlatego napisalam troche wyzej, ze nie wierze ze dziecko
          moze bez powodu obrzucac matke wyzwiskami, bo wiem, ze bardzo duzo ludzi ma
          wszelkie powody, a tego nie robi. Dziecko trzeba doprowadzic do ostatecznosci
          by zwrocilo sie przeciwko rodzicowi. I wcale nie bierze sie to wtedy z tego co
          ktos tu nazwal bezstresowym wychowaniem. Jesli nie jest konsekwencja zaniedban
          i znecania sie, to moze byc to co najwyzej prosba o jakiekolwiek
          zainteresowanie swoja osoba.
        • Gość: nikodem202 Re: Dzieci się nie bije(???) IP: 195.150.233.* 26.04.05, 11:14
          Wiesz sam nie raz oberwałem od mojego ojca. Pod pojęcie "klaps" rozumiem klapsa
          w tyłek. To co opisałaś dla mnie nie ma usprawiedliwienia.
    • anyeshka Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 19:42
      Dla mnie bicie dzieci to cos absolutnie nie do przyjecia!!! Nawet klaps! Po co,
      przeciez sa inne metody, chociazby kary. Mnie rodzice jak bylam niegrzeczna
      zamykali do lazienki, nie pozwalali jesc deseru, zabierali zabawke - i to
      skutkowalo. A jak bylam starsza - to po prostu rozmawialismy. Nigdy nie
      podniesli na mnie reki. Nawet teraz mam z nimi swietne relacje, mozemy
      dyskutowac godzinami (mimo ze czasem sie nie zgadzamy i emocje siegaja zenitu)
      a w waznych rzeczach lubie poslyszec ich opinie - co nie znaczy ze sie do niej
      zastosuje, w koncu jestem juz dorosla. Ale przede wszystkim nauczyli mnie, ze
      wszystko trzeba samemu krytycznie przemyslec, nawet jak bylam mala zachecali
      mnie do niezaleznego myslenia, sluchali co mam do powiedzenia. Gdyby stosowali
      autorytarne metody wychowawcze, bylabym pewnie kims duzo slabszym, bardziej
      niepewnym, o mniej mocnym charakterze.
      • melloncollia Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 20:20
        Wywołałam tę dyskusję , więc chciałabym ja teraz na trochę inne tory skierować.
        Jasne, że maltretowanie dzieci jest nie do przyjęcia - bez dwóch zdań! Nie
        wolno sie nad dzieckiem znęcać pod żadnym pozorem i jesli kogos to w
        dzieciństwie spotkało to szczerze współczuję.
        Bardzo mnie jednak interesuje co sądzicie o roli ojca w rodzinie, jaki powinien
        być i jak się zachowywać.Czy to dobrze, że "władza" jest w jego rękach, że on
        zajmuje sie np.wymierzaniem kar? Czy popieracie taki model rodziny, gdzie
        ojciec jest głową? (dodam, żejako pewnik przymujemy brak patologii i
        autentyczną miłośc do dzieci, nie mówimy o tyranach). Pozdrawiam! Ps. Tak drążę
        i drążę, bo nie wiem co się stało w dzisiejszych czasach z prawdziwymi
        facetami, rozwala mnie ta ich emocjonalnośc i rozlazłość ... Dlaczego tak się
        dzieje?
        • po_godzinach Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 20:24
          Tak drążę
          i drążę, bo nie wiem co się stało w dzisiejszych czasach z prawdziwymi
          facetami, rozwala mnie ta ich emocjonalnośc i rozlazłość ... Dlaczego tak się
          dzieje?


          Może najpierw wyjasnij, co rozumiesz przez:
          - prawdziwy facet
          - męska emocjonalnośc
          - rozlazłość.
          Bez sprecyzowania trudno sie odnieść.
          • Gość: ja Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 20:32
            hmm to moja matka miala wyrzuty ze nie mam ojca i dlatego przejela jego role
            uzywajac paska??Ja zyje bez ojca i tak mi dobrze nie brak mi go..moze jeden
            szkopul nie mam wzoru jak ma wygladac zwiazek,milosc mezczyzny i kobiety
          • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 20:47
            po_godzinach napisała:
            >
            > Może najpierw wyjasnij, co rozumiesz przez:
            > - prawdziwy facet
            > - męska emocjonalnośc
            > - rozlazłość.
            > Bez sprecyzowania trudno sie odnieść.

            Aha... no tak, wzięłam za powszechne moje osobiste obserwacje i oceny... Chodzi
            mi o to, że prawdziwy facet to ktoś kto potrafi i chce brać na siebie
            odpowiedzialność, decydować i dominować. To ktoś, kto podając rękę nie ma w
            miejscu ręki budyniu.
            Co do emocjonalności - prawdziwy facet wg mojego kryterium męskości powinien
            być mniej emocjonalny a bardziej racjonalny - ta cecha umozliwia mu np.bycie
            głową rodziny. Rozlazłośc pojmuję jako zniewieścienie, ucekanie od
            odpowiedzialności i brak pewności siebie.
            Jestem zwolenniekiem tzw. tradycyjnego podziału ról na męskie i kobiece i widzę
            że pomieszanie tych ról nie prowadzi do niczego dobrego. Jestem ciekawa co Wy
            na to...


            • po_godzinach Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 21:01
              Aha... no tak, wzięłam za powszechne moje osobiste obserwacje i oceny... Chodzi
              mi o to, że prawdziwy facet to ktoś kto potrafi i chce brać na siebie
              odpowiedzialność, decydować i dominować. To ktoś, kto podając rękę nie ma w
              miejscu ręki budyniu.

              No tak, ciepły budyń w miejscu dłoni to dość przykre. gorszy może być tylko
              kisiel. Tez ciepły.
              Ale ja równie źle reaguję na kobiety z budyniem w dłoniach.



              Co do emocjonalności - prawdziwy facet wg mojego kryterium męskości powinien
              być mniej emocjonalny a bardziej racjonalny - ta cecha umozliwia mu np.bycie
              głową rodziny.


              Taki strasznie racjonalny facet to koszmar. Wszystko przekalkuluje,
              statystycznie uśredni.
              Podobnie, jak strasznie racjonalna kobieta,
              Są sytuacje, kiedy trzeba być racjonalnym, są, kiedy emocjonalnym.
              To kobiety zdaje sie wiecznie narzekają "a bo on to mnie nie rozumie". No to
              jak w końcu ma być?

              Głowa rodziny w statystce to - bodajże - osoba, która najwięcej w rodzinie
              zarabia.
              Niegdyś głowa rodziny był senior.



              Rozlazłośc pojmuję jako zniewieścienie, ucekanie od
              odpowiedzialności i brak pewności siebie.

              No tak. to jest troche przykre, fakt.

              Jestem zwolenniekiem tzw. tradycyjnego podziału ról na męskie i kobiece i widzę
              że pomieszanie tych ról nie prowadzi do niczego dobrego. Jestem ciekawa co Wy
              na to...


              Tradycyjny podział ról - czy to znaczy, że mąz pracuje i zarabia pieniądze oraz
              podejmuje decyzje, żona zaś dom prowadzi?
              Wszystko inne bowiem z tego wynika.
              • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 21:26

                po_godzinach napisała:

                > Aha... no tak, wzięłam za powszechne moje osobiste obserwacje i oceny...
                Chodzi
                >
                > mi o to, że prawdziwy facet to ktoś kto potrafi i chce brać na siebie
                > odpowiedzialność, decydować i dominować. To ktoś, kto podając rękę nie ma w
                > miejscu ręki budyniu.
                >
                > No tak, ciepły budyń w miejscu dłoni to dość przykre. gorszy może być tylko
                > kisiel. Tez ciepły.
                > Ale ja równie źle reaguję na kobiety z budyniem w dłoniach.
                >
                >
                >
                > Co do emocjonalności - prawdziwy facet wg mojego kryterium męskości powinien
                > być mniej emocjonalny a bardziej racjonalny - ta cecha umozliwia mu np.bycie
                > głową rodziny.
                >
                >
                > Taki strasznie racjonalny facet to koszmar. Wszystko przekalkuluje,
                > statystycznie uśredni.
                > Podobnie, jak strasznie racjonalna kobieta,
                > Są sytuacje, kiedy trzeba być racjonalnym, są, kiedy emocjonalnym.
                > To kobiety zdaje sie wiecznie narzekają "a bo on to mnie nie rozumie". No to
                > jak w końcu ma być?
                >
                > Głowa rodziny w statystce to - bodajże - osoba, która najwięcej w rodzinie
                > zarabia.
                > Niegdyś głowa rodziny był senior.
                >
                >
                >
                > Rozlazłośc pojmuję jako zniewieścienie, ucekanie od
                > odpowiedzialności i brak pewności siebie.
                >
                > No tak. to jest troche przykre, fakt.
                >
                > Jestem zwolenniekiem tzw. tradycyjnego podziału ról na męskie i kobiece i
                widzę
                >
                > że pomieszanie tych ról nie prowadzi do niczego dobrego. Jestem ciekawa co Wy
                > na to...
                >
                >
                > Tradycyjny podział ról - czy to znaczy, że mąz pracuje i zarabia pieniądze
                oraz
                >
                > podejmuje decyzje, żona zaś dom prowadzi?
                > Wszystko inne bowiem z tego wynika.


                Ojoj...no widzę, że Ty po prostu nie zauwazyłas że z facetami jest od jakiegos
                czasu cos nie tak, więc się chyba nie dogadamy... Skrajności na bok - nie
                wymagam od faceta, żeby wszystko sobie kalkulował ale żeby nie zalewał mnie
                swoimi problemami, zalami i nieporadnościa.... Echhh, a tradycyjnu model
                któremu hołduję to: mąż utrzymuje w znacznej mierze rodzinę, podejmuje decyzje,
                egzekwuje zasady panujące w domu, wychowuje dzieci, żona prowadzi dom, opiekuje
                sie dziećmi, ewentualnie pracuje ale to na jednym z ostatnich miejsc. Oprócz
                tego podstawa w małżeństwie sa rozmowy, konsultowanie wszystkiego wspólnie,
                jednak ostateczny głos ma facet. Ja bym tak chciała, ale jak widze tych
                facetów...Stąd moje rozżalenie.
                • po_godzinach Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 21:42
                  Ojoj...no widzę, że Ty po prostu nie zauwazyłas że z facetami jest od jakiegos
                  czasu cos nie tak, więc się chyba nie dogadamy... Skrajności na bok - nie
                  wymagam od faceta, żeby wszystko sobie kalkulował ale żeby nie zalewał mnie
                  swoimi problemami, zalami i nieporadnościa.... Echhh, a tradycyjnu model
                  któremu hołduję to: mąż utrzymuje w znacznej mierze rodzinę, podejmuje decyzje,
                  egzekwuje zasady panujące w domu, wychowuje dzieci, żona prowadzi dom, opiekuje
                  sie dziećmi, ewentualnie pracuje ale to na jednym z ostatnich miejsc. Oprócz
                  tego podstawa w małżeństwie sa rozmowy, konsultowanie wszystkiego wspólnie,
                  jednak ostateczny głos ma facet. Ja bym tak chciała, ale jak widze tych
                  facetów...Stąd moje rozżalenie.


                  No tak. Ja mam rzeczywiście inne preferencje - szczególnie w punkcie "jednak
                  ostateczny głos ma facet". Jestem za tym, żeby ostateczny głos miał ten, kto ma
                  rację).

                  "egzekwuje zasady panujące w domu" - rozumiem, że od żony i od dzieci - ciekawe
                  jak ...

                  Trochę bym sie tego bała ...
                  • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 22:32
                    Rozumiem strach...własciwie tez się boje... ale mam poczucie, że taki model
                    może sie sprawdzić. Pamiętaj, że ten facet to nie byłby jakis pierwszy z brzegu
                    oszołom tylko ukochana osoba, a jesli wcieliłby w życie coś bez sensu - uczyłby
                    sie odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji ... W męskiej naturze tak
                    naprawdę leży chęć dominacji i według mnie to źle jesli sobie jej facet nie
                    uświadomi, bądź jesli ktos go zbyt mocno ogranicza. Echhh...no co? jestem
                    konserwatywna pod tym wzgledem:)
                    • kr_kap Re: Rola ojca w rodzinie. 25.04.05, 00:54
                      Dominujący facet dobry jest do tańców standardowych. Li i tylko. Do życia
                      rodzinnego nadaje się taka osoba, z którą możliwe jest dopełnianie się: gdzie
                      kobiece drgania i niespójość - tam męski trzeźwy ogląd sytuacji, gdzie słabość
                      męska i wątpliwości, tam kobieca siła; gdzie męskie nieprzejednanie i upór - tam
                      kobieca kraina łagodności ;)(a kiedy indziej na odwrót). I tak dalej.

                      >a jesli wcieliłby w życie coś bez sensu - uczyłby
                      > sie odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji ...

                      To brzmi, jak: "a zasad ruchu drogowego uczyłby się jeżdżąc z rodziną za miasto"...
                      To ja wolę na rowerze...;)

                      W męskiej naturze tak
                      > naprawdę leży chęć dominacji i według mnie to źle jesli sobie jej facet nie
                      > uświadomi, bądź jesli ktos go zbyt mocno ogranicza.

                      Jasne. A najlepszą zabawką dla chłopca jest pistolecik.
                      • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:43
                        Podpisuje sie pod Twoim postem kr_kap. Mnie tylko w tancach standardowych
                        brakuje meskiej dominacji! ;-) Trafiles w sedno.
                    • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:40
                      No wlasnie. A Ty konsekwencji nie poniesiesz, bo to jego decyzja byla przeciez.
                      Wiesz skad sie biora wspolczesne problemy facetow? Stad, ze takie baby jak Ty
                      za duzo od nich wymagaja.
                • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:37
                  Oj nie boj sie. Znajdziesz swoj ideal. Pelno takich chodzi w tym kraju. Chetnie
                  sobie nad Toba podominuja. Swoja droga ciekawe skad w Tobie taka chec, zeby
                  ktos podejmowal za Ciebie decyzje? Masz z tym jakis problem? Lek przed
                  odpowiedzialnoscia? Nie umiesz podjac zadnej decyzji, ciagle sie boisz ze
                  bedzie zla, bo w domu za wszystko klapsy byly???
                • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 18:27
                  "mąż utrzymuje w znacznej mierze rodzinę, podejmuje decyzje,
                  egzekwuje zasady panujące w domu, wychowuje dzieci, żona prowadzi dom, opiekuje
                  sie dziećmi, ewentualnie pracuje ale to na jednym z ostatnich miejsc. Oprócz
                  tego podstawa w małżeństwie sa rozmowy, konsultowanie wszystkiego wspólnie,
                  jednak ostateczny głos ma facet. Ja bym tak chciała, ale jak widze tych
                  facetów...Stąd moje rozżalenie."

                  To napisz od razu, ze szukasz takiego, ktory bedzie zarabial tyle, zebys nie
                  musiala pracowac, a nie "nierozlazlego". Tylko jesli on bedzie tyle zarabial,
                  to do domu okolo 20 bedzie wracal, dzieci beda spaly, a skoro to tylko on
                  egzekwuje przestrzeganie zasad to zadne zasady nie beda respektowane. No chyba
                  ze w sobote rano bedziesz relacjonowac mu wszystkie winy dzieci, a on je bedzie
                  pral, a potem zabieral na rolki albo do kina ( bo w weekend sie dziecmi
                  zajmuje). Albo w kazda niedziele przed kosciolem bedzie wam wszystkim spuszcal
                  wpier... zeby zbudowac swoja dominujaca pozycje glowy rodziny.
                  Ile Ty masz kobieto lat???????????
                  • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 26.04.05, 21:52
                    Trudno mi podejmować dyskusję, gdy ktoś tak agresywnie wywołuje mnie do tablicy
                    i traktuje jak szczeniaka ...Nie ozumiem dlaczego doprowadzają Cię te moje
                    przekonania do pasji? Swoje poglądy opieram w dużej mierze na obserwacji
                    rodzin, tak się akurat składa, że dużo jest w moim otoczeniu młodych małżeństw
                    z dziećmi - z tego co widzę, bardzo sprawdza się taki "zdrowy" patriarchat...
                    Nie wyssałam sobie tego z palca - widzę takie rodziny, widzę że są szczęśliwe
                    więc o tym mówie... A Twoje argumenty, że NAPEWNO mąż będzie prał dzieci jak
                    jakiś kretyn....hmmm...nie wiem co z nimi zrobic.Nie rozumiem w jakim celu
                    padły. Napiszże kobieto coś o swoich spostrzeżeniach z prawdziwego życia, po co
                    snuć takie masakryczne scenariusze? Nie chodzi chyba o to, żeby kogoś zjechać
                    od stóp do głów tylko, żeby się czyms podzielić...
                    • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 09:18
                      OK. No wiec tak. Co to jest ten "zdrowy patriarchat" i czym sie rozni
                      od "chorego". Jakie sa wobec tego roznice miedzy "zdrowym patriarchatem" a
                      zwiazkiem partnerskim? Napisalas, ze sa dyskusje, ale ostateczne zdanie ma on.
                      Ale czy to jest fair, zeby to facet ponosil cala odpowiedzialnosc za rodzine?
                      Oboje jestescie dorosli. Powinniscie ja ponosic oboje. Piszesz ze wspolczesni
                      mezczyzni "uciekaja od odpowiedzialnosci, sa niepewni". Powinni sie tez Twoim
                      zdaniem uczyc odpowiedzialnosci i ponoszenia konsekwencji. Wiec tak. Masz racje
                      ze faktycznie ostatnio faceci maja taki kryzys. Tylko moim zdaniem nie wynika
                      on , tak jak piszesz ze zbyt liberalnej postawy w domu (bo jesli w domu jest
                      jakas postawa rodzicow to taka sama wobec obu plci, a kobiety tego problemu nie
                      maja)tylko wlasnie z tego, ze przez wieki poczucie wartosci facetow budowano na
                      ich dominacji nad kobietami. Teraz tej dominacji juz nie ma ( pewnie niektorzy
                      twierdza ze jest nadal). Nie maja przywilejow zwiazanych tylko i wylacznie z
                      tym,ze maja chromosom Y. I nagle musza swoje poczucie wlasnej wartosci oprzec
                      na czyms innym. Kobiety wszystko potrafia teraz zrobic same, czesto sa lepiej
                      wyksztalcone i lepiej sobie radza, a jeszcze kaza sobie imponowac. No i co tu
                      teraz zrobic? To tak w skali spoleczenstwa. A w skali jednostki? Znaczna czesc
                      mlodych mezczyzn wychowala sie bez ojca. Albo nigdy go nie bylo, albo odszedl,
                      rodzice sie rozwiedli, pracowal za granica, wracal b.pozno i chcial miec
                      spokoj, ew. byl tuz obok ale traktowal syna jak powietrze bo nie umial sie nim
                      zajac ( tu sie klania to, co napisal Ci Tomek nieco wyzej). Mieszkanie z
                      tesciami, matka dziecka ma poparcie swoich rodzicow, ktorzy we wszystkim
                      krytykuja jej meza i on sie wycofuje, bo nie chce byc ponizany przy dziecku,
                      zreszta dziecko nie szanuje takiego ojca - to tez czesty obrazek w Polsce.
                      Przykladow jest mnostwo. Skutek jeden - ten o ktorym napisalas. O ile rozumiem
                      Twoja tesknote za silnymi mezczyznami, o tyle dziwi mnie sposob, w jaki
                      zamierzasz im tej sily dodac - poprzez usuniecie sie w cien i dowartosciowanie
                      ich swoja bezradnoscia. Facet musi znalesc sile w sobie, a nie na zewnatrz,
                      czyli w zwiazku ze slabsza kobieta, ktora kaze mu podejmowac wszystkie decyzje.
                      Poza tym jesli ucieczka przed odpowiedzialnoscia jest czyms wg Ciebie godnym
                      potepienia ( zzgadzam sie z Toba) to sama powinnas jej unikac. Dlatego nie
                      powinnas przyjmowac postawy "niech on podejmuje decyzje i w razie czego ponosi
                      konsekwencje". Dziecko potrzebuje silnego ojca i silnej matki, ktorzy razem
                      podejmuja decyzje i ponosza odpowiedzialnosc, ktorzy razem wychowuja dzieci i
                      egzekwuja zasady panujace w domu. Wasze zachowanie musi byc spojne i
                      przewidywalne. Najgorzej jest jak wolno cos zrobic przy mamie a przy tacie juz
                      nie. Pytasz skad moja wizja ojca, ktory bije dzieci jak jakis kretyn. Bo
                      napisalas ze nie masz nic przeciwko wychowywaniu przez bicie, a uklad ktory
                      opisalas sprowadzilby sie wlasnie do takiego czekania az tatus wroci wieczorem
                      i wymierzy kare.
                      Chyba wiem jakiego ojca pragniesz dla swoich dzieci. Niepotrzebnie tylko
                      uwazasz ze zeby byc takim ojcem trzeba dominowac w domu i karac klapsami.
                      Przeczytaj jeszcze raz post tej dziewczyny, ktora napisala, jakiego miala ojca
                      i jaki uklad jest w jej rodzinie ( ten na ktory odpowiedzialas gratulujac jej
                      ojca, bo Ci sie to spodobalo). Sama widzisz ze patriarchat nie jest potrzebny.
                      Zastanow sie tez, czy to co widzisz w tych szczesliwych rodzinach wokol na
                      pewno jest patriarchatem. Czy znasz ich na tyle dobrze, ze wiesz, jak podejmuja
                      decyzje? Czy po prostu widzisz silnych ojcow, ale nie dostrzegasz sily ich zon -
                      rownorzednych partnerek. I jeszcze jedno. Od samego dostawania w tylek od ojca
                      dojrzalym mezczyzna nikt sie nie stanie ( wyrazilas tu na forum taki poglad).
                      Trzeba od niego dostac cos jeszcze. Moze zatem te klapsy wcale nie sa
                      potrzebne? Moze to wlasnie to "cos jeszcze" wystarcza?
                      • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 27.04.05, 18:10
                        Gość portalu: Ola napisał(a):
                        SPRÓBUJĘ WYJAŚNIĆ....

                        > OK. No wiec tak. Co to jest ten "zdrowy patriarchat" i czym sie rozni
                        > od "chorego". Jakie sa wobec tego roznice miedzy "zdrowym patriarchatem" a
                        > zwiazkiem partnerskim? Napisalas, ze sa dyskusje, ale ostateczne zdanie ma
                        on.

                        "ZDROWY PATRIARCHAT" POJMUJE JAKO SYTUACJĘ GDZIE OJCIEC JEST GŁOWA, TZN. ON
                        JEST GŁÓWNYM ODPOWIEDZIALNYM ZA PODEJMOWANE DECYZJE I UTRZYMANIE RODZINY, RÓŻNI
                        SIE ON TYM OD "CHOREGO PATRIARCHATU", ŻE OJCIEC NIE MALTRETUJE RODZINY, MA
                        SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, BIERZE POD UWAGĘ ZDANIE RESZTY, JEST OTWARTY NA UWAGI
                        I GENERALNIE JEST NORMALNY.
                        > Ale czy to jest fair, zeby to facet ponosil cala odpowiedzialnosc za rodzine?
                        > Oboje jestescie dorosli. (ALE RÓZNIMY SIĘ PŁCIA)Powinniscie ja ponosic oboje.
                        (MOIM ZDANIEM LEPIEJ JEST, GDY JEST JEDNA GŁOWA RODZINY) Piszesz ze wspolczesni
                        > mezczyzni "uciekaja od odpowiedzialnosci, sa niepewni". Powinni sie tez Twoim
                        > zdaniem uczyc odpowiedzialnosci i ponoszenia konsekwencji. Wiec tak. Masz
                        racje
                        >
                        > ze faktycznie ostatnio faceci maja taki kryzys. Tylko moim zdaniem nie wynika
                        > on , tak jak piszesz ze zbyt liberalnej postawy w domu (bo jesli w domu jest
                        > jakas postawa rodzicow to taka sama wobec obu plci, a kobiety tego problemu
                        nie
                        >
                        > maja)tylko wlasnie z tego, ze przez wieki poczucie wartosci facetow budowano
                        na
                        >
                        > ich dominacji nad kobietami. Teraz tej dominacji juz nie ma ( pewnie
                        niektorzy
                        > twierdza ze jest nadal). Nie maja przywilejow zwiazanych tylko i wylacznie z
                        > tym,ze maja chromosom Y. I nagle musza swoje poczucie wlasnej wartosci oprzec
                        > na czyms innym. Kobiety wszystko potrafia teraz zrobic same, czesto sa lepiej
                        > wyksztalcone i lepiej sobie radza, a jeszcze kaza sobie imponowac. No i co tu
                        > teraz zrobic? To tak w skali spoleczenstwa. A w skali jednostki? Znaczna
                        czesc
                        > mlodych mezczyzn wychowala sie bez ojca. Albo nigdy go nie bylo, albo
                        odszedl,
                        > rodzice sie rozwiedli, pracowal za granica, wracal b.pozno i chcial miec
                        > spokoj, ew. byl tuz obok ale traktowal syna jak powietrze bo nie umial sie
                        nim
                        > zajac ( tu sie klania to, co napisal Ci Tomek nieco wyzej). Mieszkanie z
                        > tesciami, matka dziecka ma poparcie swoich rodzicow, ktorzy we wszystkim
                        > krytykuja jej meza i on sie wycofuje, bo nie chce byc ponizany przy dziecku,
                        > zreszta dziecko nie szanuje takiego ojca - to tez czesty obrazek w Polsce.
                        >
                      • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 27.04.05, 18:11
                        Gość portalu: Ola napisał(a):
                        SPRÓBUJĘ WYJAŚNIĆ....

                        > OK. No wiec tak. Co to jest ten "zdrowy patriarchat" i czym sie rozni
                        > od "chorego". Jakie sa wobec tego roznice miedzy "zdrowym patriarchatem" a
                        > zwiazkiem partnerskim? Napisalas, ze sa dyskusje, ale ostateczne zdanie ma
                        on.

                        "ZDROWY PATRIARCHAT" POJMUJE JAKO SYTUACJĘ GDZIE OJCIEC JEST GŁOWA, TZN. ON
                        JEST GŁÓWNYM ODPOWIEDZIALNYM ZA PODEJMOWANE DECYZJE I UTRZYMANIE RODZINY, RÓŻNI
                        SIE ON TYM OD "CHOREGO PATRIARCHATU", ŻE OJCIEC NIE MALTRETUJE RODZINY, MA
                        SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, BIERZE POD UWAGĘ ZDANIE RESZTY, JEST OTWARTY NA UWAGI
                        I GENERALNIE JEST NORMALNY.
                        > Ale czy to jest fair, zeby to facet ponosil cala odpowiedzialnosc za rodzine?
                        > Oboje jestescie dorosli. (ALE RÓZNIMY SIĘ PŁCIA)Powinniscie ja ponosic oboje.
                        (MOIM ZDANIEM LEPIEJ JEST, GDY JEST JEDNA GŁOWA RODZINY) Piszesz ze wspolczesni
                        > mezczyzni "uciekaja od odpowiedzialnosci, sa niepewni". Powinni sie tez Twoim
                        > zdaniem uczyc odpowiedzialnosci i ponoszenia konsekwencji. Wiec tak. Masz
                        racje
                        >
                        > ze faktycznie ostatnio faceci maja taki kryzys. Tylko moim zdaniem nie wynika
                        > on , tak jak piszesz ze zbyt liberalnej postawy w domu (bo jesli w domu jest
                        > jakas postawa rodzicow to
                        • Gość: melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 18:43
                          Gość portalu: Ola napisał(a):
                          SPRÓBUJĘ WYJAŚNIĆ....

                          > OK. No wiec tak. Co to jest ten "zdrowy patriarchat" i czym sie rozni
                          > od "chorego". Jakie sa wobec tego roznice miedzy "zdrowym patriarchatem" a
                          > zwiazkiem partnerskim? Napisalas, ze sa dyskusje, ale ostateczne zdanie ma
                          on.

                          "ZDROWY PATRIARCHAT" POJMUJE JAKO SYTUACJĘ GDZIE OJCIEC JEST GŁOWA, TZN. ON
                          JEST GŁÓWNYM ODPOWIEDZIALNYM ZA PODEJMOWANE DECYZJE I UTRZYMANIE RODZINY, RÓŻNI
                          SIE ON TYM OD "CHOREGO PATRIARCHATU", ŻE OJCIEC NIE MALTRETUJE RODZINY, MA
                          SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, BIERZE POD UWAGĘ ZDANIE RESZTY, JEST OTWARTY NA UWAGI
                          I GENERALNIE JEST NORMALNY.
                          > Ale czy to jest fair, zeby to facet ponosil cala odpowiedzialnosc za rodzine?
                          > Oboje jestescie dorosli. (ALE RÓZNIMY SIĘ PŁCIA)Powinniscie ja ponosic oboje.
                          (MOIM ZDANIEM LEPIEJ JEST, GDY JEST JEDNA GŁOWA RODZINY) Piszesz ze wspolczesni
                          > mezczyzni "uciekaja od odpowiedzialnosci, sa niepewni". Powinni sie tez Twoim
                          > zdaniem uczyc odpowiedzialnosci i ponoszenia konsekwencji. Wiec tak. Masz
                          racje
                          • Gość: melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 19:02
                            sorry ale mam problemy techniczne, nie mog.ę wysłać mojego postu w całości,
                            bedę próbować...
                            • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 19:17
                              Moze sprobuj w odcinkach. Czekam :-)
                              • Gość: melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 21:53
                                ość portalu: Ola napisał(a):
                                SPRÓBUJĘ WYJAŚNIĆ....

                                > OK. No wiec tak. Co to jest ten "zdrowy patriarchat" i czym sie rozni
                                > od "chorego". Jakie sa wobec tego roznice miedzy "zdrowym patriarchatem" a
                                > zwiazkiem partnerskim? Napisalas, ze sa dyskusje, ale ostateczne zdanie ma
                                on.

                                "ZDROWY PATRIARCHAT" POJMUJE JAKO SYTUACJĘ GDZIE OJCIEC JEST GŁOWA, TZN. ON
                                JEST GŁÓWNYM ODPOWIEDZIALNYM ZA PODEJMOWANE DECYZJE I UTRZYMANIE RODZINY, RÓŻNI
                                SIE ON TYM OD "CHOREGO PATRIARCHATU", ŻE OJCIEC NIE MALTRETUJE RODZINY, MA
                                SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, BIERZE POD UWAGĘ ZDANIE RESZTY, JEST OTWARTY NA UWAGI
                                I GENERALNIE JEST NORMALNY.
                                > Ale czy to jest fair, zeby to facet ponosil cala odpowiedzialnosc za rodzine?
                                > Oboje jestescie dorosli. (ALE RÓZNIMY SIĘ PŁCIA)Powinniscie ja ponosic oboje.
                                (MOIM ZDANIEM LEPIEJ JEST, GDY JEST JEDNA GŁOWA RODZINY) Piszesz ze wspolczesni
                                > mezczyzni "uciekaja od odpowiedzialnosci, sa niepewni". Powinni sie tez Twoim
                                > zdaniem uczyc odpowiedzialnosci i ponoszenia konsekwencji. Wiec tak. Masz
                                racje
                                >
                                > ze faktycznie ostatnio faceci maja taki kryzys. Tylko moim zdaniem nie wynika
                                > on , tak jak piszesz ze zbyt liberalnej postawy w domu (bo jesli w domu jest
                                > jakas postawa rodzicow to taka sama wobec obu plci, a kobiety tego problemu
                                nie
                                >
                                > maja)tylko wlasnie z tego, ze przez wieki poczucie wartosci facetow budowano
                                na
                                >
                                > ich dominacji nad kobietami. Teraz tej dominacji juz nie ma ( pewnie
                                niektorzy
                                > twierdza ze jest nadal). Nie maja przywilejow zwiazanych tylko i wylacznie z
                                > tym,ze maja chromosom Y. I nagle musza swoje poczucie wlasnej wartosci oprzec
                                > na czyms innym. Kobiety wszystko potrafia teraz zrobic same, czesto sa lepiej
                                > wyksztalcone i lepiej sobie radza, a jeszcze kaza sobie imponowac. No i co tu
                                > teraz zrobic? To tak w skali spoleczenstwa. A w skali jednostki? Znaczna
                                czesc
                                > mlodych mezczyzn wychowala sie bez ojca. Albo nigdy go nie bylo, albo
                                odszedl,
                                > rodzice sie rozwiedli, pracowal za granica, wracal b.pozno i chcial miec
                                > spokoj, ew. byl tuz obok ale traktowal syna jak powietrze bo nie umial sie
                                nim
                                > zajac ( tu sie klania to, co napisal Ci Tomek nieco wyzej). Mieszkanie z
                                > tesciami, matka dziecka ma poparcie swoich rodzicow, ktorzy we wszystkim
                                > krytykuja jej meza i on sie wycofuje, bo nie chce byc ponizany przy dziecku,
                                > zreszta dziecko nie szanuje takiego ojca - to tez czesty obrazek w Polsce.
                                > Przyklado
                                • Gość: melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 22:03
                                  cz2(PO PIERWSZE - TO, ZE KOMUŚ POZWALA SIĘ NA PODEJMOWANIE DECYZJI,
                                  DOBROWOLNIE - NIE OZNACZA BEZRADNOŚCI, ALE POJMOWANIE TAKIEJ SYTUACJI JAKO
                                  LEPSZEJ. UWAŻAM, ŻE ODDANIE IM MOŻLIWOŚCI DECYDOWANIA MA NAPRAWDĘ GŁĘBOKI SENS.
                                  DAJE SZANSĘ ODBUDOWANIA WAGI ICH ROLI W RODZINIE.TO O CZYM PISZESZ, TE
                                  PRZYCZYNY KRYZYSU POZYCJI FACETA W SPOŁECZEŃSTWIE,DOKŁADNIE TAK JEST - FACECI
                                  POCZULI SIĘ DEPRECJONOWANI "WYBICIEM SIĘ" KOBIET. WIDZIMY WIĘC JAK ZNOSZĄ TO
                                  ODSUNIĘCIE NA DRUGI PLAN - TRAGICZNIE. DLATEGO WLŁAŚNIE MYSLĘ, ŻE KOBIETOM
                                  JEDNAK ŁATWIEJ SIĘ PODPORZĄDKOWAĆ, A MĘŻCZYZNA MAJĄC POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA W
                                  ZWIĄZKU ZE SWA POZYCJĄ W RODZINIE JEST W STANIE BYĆ LEPSZYM OJCEM, MĘŻEM,
                                  GENERALNIE - STANĄĆ NA WYSOKOSCI ZADANIA. OBSERWUJĘ, ŻE FACECI, KTÓRYCH
                                  POTRZEBA DOMINACJI JEST FRUSTROWANA, DEMONSTRUJA COŚ W RODZAJU WYUCZONEJ
                                  BEZRADNOŚCI.
                                  • Gość: melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 22:08
                                    cz3Poza tym jesli ucieczka przed odpowiedzialnoscia jest czyms wg Ciebie godnym
                                    > potepienia ( zzgadzam sie z Toba) to sama powinnas jej unikac. Dlatego nie
                                    > powinnas przyjmowac postawy "niech on podejmuje decyzje i w razie czego
                                    ponosi
                                    > konsekwencje". Dziecko potrzebuje silnego ojca i silnej matki, ktorzy razem
                                    > podejmuja decyzje i ponosza odpowiedzialnosc, ktorzy razem wychowuja dzieci i
                                    > egzekwuja zasady panujace w domu. Wasze zachowanie musi byc spojne i
                                    > przewidywalne. Najgorzej jest jak wolno cos zrobic przy mamie a przy tacie
                                    juz
                                    > nie.(ZGADZAM SIĘ, NIE JEST TO DOBRE) Pytasz skad moja wizja ojca, ktory bije
                                    dzieci jak jakis kretyn. Bo
                                    > napisalas ze nie masz nic przeciwko wychowywaniu przez bicie, a uklad ktory
                                    > opisalas sprowadzilby sie wlasnie do takiego czekania az tatus wroci
                                    wieczorem
                                    > i wymierzy kare. (OPOWIADAŁAM SIĘ ZA KLAPSAMI W OKREŚLONYCH, ADEKWATNYCH
                                    SYTUACJACH, NIE ZA BEZMYŚLNYM BICIEM, PODKREŚLAŁAM TEŻ WAGĘ TEGO, BY KARA
                                    NASTĘPOWAŁA TUŻ PO PRZEWINIENIU.)
                                    > Chyba wiem jakiego ojca pragniesz dla swoich dzieci. Niepotrzebnie tylko
                                    > uwazasz ze zeby byc takim ojcem trzeba dominowac w domu i karac klapsami.
                                    > Przeczytaj jeszcze raz post tej dziewczyny, ktora napisala, jakiego miala
                                    ojca
                                    > i jaki uklad jest w jej rodzinie ( ten na ktory odpowiedzialas gratulujac jej
                                    > ojca, bo Ci sie to spodobalo). Sama widzisz ze patriarchat nie jest
                                    potrzebny. (NIE DLA WSZYSTKICH WYDAJĘ SIĘ ON SŁUSZNY, DLA MNIE, MÓWIĘ SZCZERZE -
                                    TAK)
                                    • Gość: melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 22:09
                                      cz4 Zastanow sie tez, czy to co widzisz w tych szczesliwych rodzinach wokol na
                                      > pewno jest patriarchatem. Czy znasz ich na tyle dobrze, ze wiesz, jak
                                      podejmuja
                                      >
                                      > decyzje? Czy po prostu widzisz silnych ojcow, ale nie dostrzegasz sily ich
                                      zon
                                      > -
                                      > rownorzednych partnerek.(TAK, DOSTRZEGAM SIŁĘ I MADROŚĆ ŻON ALE RÓWNIEŻ
                                      DOSTRZEGAM, ŻE ŚWIADOMIE PODPORZĄDKOWUJĄ SIĘ MEŻOM. MAŁO TEGO, ZNAM RODZINY,
                                      GDZIE BARDZO TRUDNE BYŁO TO PODPORZĄDKOWANIE SIĘ, ZE WZGLĘDU NA DOŚĆ LEKKIE
                                      PODEJŚCIE MEŻA DO ŻYCIA:), CO JEDNAK SKUTKUJE TERAZ TYM, ŻE FACET NAUCZYŁ SIĘ
                                      ODPOWIEDZIALNOŚCI, WIDZI, ŻE RODZINA GO POTRZEBUJE, JEST DLA NICH PRAWDZIWYM
                                      OPARCIEM, ANGAZUJE SIĘ W WYCHOWANIE DZIECI...WIEM, ZE TO TYLKO MOJE OBSERWACJE
                                      ALE WIDZĘ WIĘC PISZĘ. jeszcze jedno. Od samego dostawania w tylek od ojca
                                      >
                                      > dojrzalym mezczyzna nikt sie nie stanie ( wyrazilas tu na forum taki poglad).
                                      (O JEZU... NIE POWIEDZIAŁAM ŻE ROLA OJCA TO TYLKO DAWANIE W TYŁEK, MYŚLAŁAM, ŻE
                                      TAKIE ATRYBUTY JAK MIŁOŚĆ, DAWANIE CZASU, UWAGI SĄ OCZYWISTE. SKUPIŁAM SIĘ NA
                                      TYCH NIESZCZĘSNYCH KLAPSACH BO ONE AKURAT SĄ KONTROWERSYJNE I ICH ROLA NIE DO
                                      KOŃCA OCZYWISTA. PO CO DYSKUTOWAC O TYM, CZY WAŻNE JEST BY OJCIEC KOCHAŁ,
                                      SZANOWAŁ, BAWIŁ SIĘ Z DZIECKIEM - MYŚLAŁAM, ZE TO JASNE)
                                      > Trzeba od niego dostac cos jeszcze. Moze zatem te klapsy wcale nie sa
                                      > potrzebne? Moze to wlasnie to "cos jeszcze" wystarcza?

                                      ALE TO MĘCZĄCE... NIEFAJNIE MIEĆ TAKIE NIEPOPULARNE POGLĄDY, ALE CÓŻ - JA W NIE
                                      WIERZĘ...MAM NADZIEJĘ, ŻE TO CO NAPISAŁAM JEST JUŻ BARDZIEJ JASNE I O ILE NIE
                                      DO ZAAKCEPTOWANIA TO CHOCIAŻ DO TOLEROWANIA:)CIESZĘ SIĘ, ŻE TAK SPOKOJNIE TYM
                                      RAZEM NAPISAŁAŚ.POZDRAWIAM!


                                      • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.05, 16:15
                                        Jesli uwazasz ze lepiej jest gdy jest jedna glowa rodziny i gdy jest nia facet
                                        i Twojemu partnerowi tez taki uklad odpowiada to najwyrazniej dla Was taki
                                        uklad jest najlepszy. Co do tego, ze oboje jestescie dorosli, ale roznicie sie
                                        plcia, to moim zdaniem nic z tego nie wynika. Potrzeba dominacji wynika z
                                        temperamentu i charakteru, a nie z plci. Moze faceci czesciej niz kobiety taka
                                        potrzebe wykazuja, ale najwyrazniej nie az tak porazajaco czesto, skoro ciezko
                                        Ci takiego faceta spotkac. Moj facet nie ma takiej potrzeby i Bogu dzieki, bo
                                        ja z kolei nie lubie sie podporzadkowywac. Natomiast gotowosc do ponoszenia
                                        odpowiedzialnosci wcale nie musi isc w parze z checia decydowania i dominacji,
                                        choc jest to z pozoru logiczne. Na takim mysleniu sie mozna niezle przejechac
                                        (moge sie z Toba podzielic pewnymi doswiadczeniami w tej kwestii ale to na
                                        maila prywatnego). Z plcia tez ma to niewiele wspolnego, raczej z wychowaniem.
                                        Dlatego podobno najbardziej odpowiedzialni sa ludzie, ktorzy byli najstarsi z
                                        rodzenstwa. Od nich najwiecej wymagano, najwiecej sie za to wybacza najmlodszym
                                        i od nich tez wymaga sie najmniej. Ale na pewno sa odpowiedzialni faceci z
                                        potrzeba dominacji i zycze Ci zebys sobie takiego znalazla. To kto jest w
                                        zwiazku odpowiedzialny za decyzje i utrzymanie rodziny to Wasza sprawa i o ile
                                        oboje macie takie samo zdanie w tej kwestii to wszystko OK. Radzilabym Ci
                                        jednak choc czasem pomyslec o paru sytuacjach, ktore moga sie zdarzyc. Nie chce
                                        Cie straszyc i zle Ci nie zycze, ale pamietaj, ze musisz byc przygotowana na
                                        koniecznosc przejecia wszystkich tych obowiazkow w razie powaznej choroby lub
                                        smierci meza. Moj kuzyn osierocil dwoje malych chlopcow, gdy jego zona nie
                                        miala jeszcze 30 lat. Ona sobie poradzila. Ale gdyby miala okolo 40, cale
                                        dorosle zycie by nie pracowala, mialaby tylko mature i zadnego doswiadczenia
                                        zawodowego, to kto by ja przyjal do pracy? A co wtedy z emerytura? No i gdyby
                                        mieli taki uklad, ze tylko facet egzekwuje zasady i wychowuje, to jak ona by
                                        sobie wtedy poradzila z tymi chlopakami? Przeciez oni byliby wtedy nauczeni
                                        sluchac tylko ojca. To taki najczarniejszy scenariusz, ale do przemyslenia.
                                        Wbrew pozorom takie sytuacje , kiedy owdowiala kobieta nie wie ile maz mial
                                        pieniedzy i w jakim banku, sie zdarzaja i mnie to bardzo przygnebia.
                                        Wydaje mi sie, ze poruszenie tych kwestii w watku o biciu dzieci to nie byl
                                        najlepszy pomysl. Pisalas ze to dlatego, ze obecny kryzys facetow wynika Twoim
                                        zdaniem ze zbyt liberalnej postawy w domu. Nie wiem co masz na mysli
                                        piszac "liberalna". Ja Ci napisalam, co uwazam za przyczyne tego kryzysu i
                                        raczej nie wskazuje to na liberalizm, tylko na brak wzorcow meskosci. Dobry
                                        wzorzec mezczyzny moze przeciez stanowic rowniez ojciec, ktory tworzy z matka
                                        partnerski zwiazek i na rowni z nia bierze udzial w wychowaniu syna. Problem
                                        jest wtedy gdy nie ma zadnego wzorca. A jesli chodzi o "liberalna" postawe w
                                        wychowaniu to chyba taka ( nie wiem, jaka jest Twoja definicja tego slowa)
                                        prezentowali moi rodzice. I musze Ci powiedziec, ze co jak co, ale
                                        odpowiedzialnosci to to uczy. Jesli uczysz dziecko tylko posluszenstwa ( a z
                                        tym kojarzy mi sie wychowanie tradycyjne), to ono nie bedzie gotowe do
                                        podejmowania decyzji i ponoszenia odpowiedzialnosci. Jesli natomiast juz od
                                        dziecinstwa szanowane jest twoje zdanie, a wraz z wiekiem coraz bardziej rosnie
                                        ilosc kwestii w ktorych rodzice pozwalaja ci ( a wrecz kaza) podejmowac wlasne
                                        decyzje, to wyrabiasz w sobie poczucie, ze sam musisz wiedziec czego chcesz i
                                        sam ewentualnie poniesiesz konsekwencje swoich czynow. Dzieci surowych rodzicow
                                        robia za to czesto totalne glupoty, bo gdzies tam zakodowalo im sie ze rodzice
                                        czuwaja i w razie czego zjawia sie zeby ich powstrzymac. Nadmierne karanie moze
                                        wrecz zablokowac u dziecka powstawanie wyrzutow sumienia, tej najdotkliwszej
                                        chyba kary, ktora kazdy sam sobie wymierza i ktora powstrzymuje przed
                                        powtorzeniem bledu. W koncu juz za to oberwalem i wszystko jest OK.
                                        Piszesz ze podkreslalas wage tego zeby klaps nastepowal tuz po przewinieniu.
                                        Nie zwrocilam na to uwagi, ale wydaje mi sie to trudne do przeprowadzenia w
                                        sytuacji, w ktorej to tylko ojciec wymierza kary. Przeciez wg Twojego planu to
                                        Ty bedziesz glownie spedzac czas z dziecmi. Albo wiec bedziesz musiala jednak
                                        przejac obowiazki meza w tym zakresie, albo bedzie tak jak pisalam -
                                        relacjonowanie win dziecka ojcu, ktory wraca z pracy ( odradzam Ci to drugie).
                                        No i odnosnie tego co napisalas na koncu. Ze nie wspominalas o milosci, czasie
                                        itd bo to takie oczywiste. No wiec musze Cie zmarwic ale niestety nie. Klapsy
                                        wydaja Ci sie najbardziej kontrowersyjne, ale to tylko dlatego, ze o nich sa
                                        publiczne dyskusje. Tak naprawde wiekszosc osob w tym kraju karze , lub planuje
                                        karac w ten sposob swoje dzieci ( albo nie planuje ale "tak mu wychoodzi" ).
                                        Ale rozmowa z dzieckiem, kochanie go i poswiecanie mu czasu to jest dla wielu
                                        ludzi abstrakcja. Milosc czesc ludzi interpretuje jako dostarczanie pozywienia
                                        i zabawek a poswiecanie czasu jako przebywanie obok dziecka, pranie jego rzeczy
                                        i gotowanie dla niego. W ktoryms poscie na tej liscie opisalam dwie sytuacje,
                                        ktore ilustruja podejscie niektorych ludzi do dzieci. Komus, kto ma inne
                                        podejscie az trudno jest w to uwierzyc, dlatego Ci sie nie dziwie, ze tego nie
                                        zauwazasz. To ma tez zwiazek z Twoja obserwacja, ze nie na kazde dziecko dziala
                                        rozmowa. Po pierwsze jesli mowi sie cos do dziecka, to trzeba do niego podejsc,
                                        wziac je za reke, kucnac przed nim i patrzec mu w oczy. Jak sie cos tam krzyczy
                                        z daleka to ono moze nawet nie zauwazyc. Po drugie te przypadki o ktorych
                                        mowisz moga byc dowodem na to, ze rozmowa dziala! Po prostu dzieci, jak kazde
                                        stworzonko maja sklonnosc do powtarzania zachowan, ktore spotkaly sie z
                                        pozytywna reakcja, czyli nagroda. A wyobraz sobie, ze uwaga matki, na chwile
                                        odwrocona od telenoweli, plotek z kolezanka, czy malowania paznokci jest dla
                                        dziecka cenna nagroda. Oplaca mu sie wobec tego rozrabiac na calego, skoro
                                        tylko wtedy rodzice sie do niego odzywaja, przypominajac sobie z niechecia o
                                        jego istnieniu. Smutne, ale prawdziwe i wcale nie rzadkie. Niestety. Jak teraz
                                        bedziesz obserwowac takie scenki w autobusie ( matka krzyczy a dziecko nic) to
                                        zwroc uwage na to, co robila matka zanim dziecko zaczelo broic. Bo podejrzewam,
                                        ze nie opowiadala mu o tym, co widac za oknem, trzymajac je na kolankach.
            • amanda22 Re: Rola ojca w rodzinie. 24.04.05, 00:04
              Moj starszy brat jest bardzo meski, odpowiedzialny i kiedy trzeba, pewny siebie
              (nie wiem czy dominujacy, to raczej za mocne slowo). Nigdy nie byl bity, nie
              dostal klapsa. Za to z ojcem uprawialismy sporty, boksowalismy, jezdzilismy na
              rowerach. Dorosli mezczyzni sa dzis rozlazli bo ich ojcowie w wiekszosci
              interesuja sie TV, dobrym zarciem i maja malo koncepcji na zycie. Ci ojcowie
              czesto tez bili swoich synow, wiec z moich obserwacji jest wlasnie odwrotnie.
              - leniwy nie majacy czasu dla syna ojciec, ktory w chwilach stresu zleje,
              wychowa takiego niestabilnego slabego czlowieka
              - ojciec silny, aktywny, zadowolony z zycia i pokazujacy synowi, ze rodzine sie
              szanuje ponad wszystko, dajacy przyklad swoja postawa, jak rozwiazuje sie
              konflikty i sytuacje stresowe bez bicia - wychowa rownie silnego
              odpowiedzialnego i myslacego czlowieka
              Tak bylo w mojej rodzinie. Moj brat szanuje swoja partnerke, osiagnal wysokie
              stanowisko zawodowe, zawsze tez cieszyl sie powodzeniem u kobiet.
              Moj ojciec traktowal zawsze mame jak ksiezniczke. Co ciekawe: i ja od
              pierwszych juz lat szkolnych bylam tak traktowana przez chlopcow. Dzis tez mnie
              mezczyzni tak traktuja- trafiam na samych silnych ale kochanych facetow, ktorzy
              by mi nieba uchylili. I jestem wybredna, i ostro krytykuje. Ale jakos swiadomie
              badz podswiadomie przyciagam do siebie facetow, ktorzy z uszanowaniem mnie i
              uwielbianiem nie maja zadnego problemu. Widocznie moja postawa jest wyniesiona
              z domu i jakims dziwnym sposobem projektuje to na moje stosunki miedzyludzkie.
              Juz gdy bylam mala a znalazlam sie w sytuacji, ktora mi nie pasowala, mowilam:
              daj mi spokoj, nie chce sie z toba bawic, nie podobasz mi sie i zostaw mnie.
              Moja kumpelka z kolei przyciaga do siebie samych facetow, ktorzy ja niszcza.
              Nie wiem czy to tylko przypadek, ze podobne relacje miala jej matka z ojcem i
              ojczymem.
              Dlatego biciu mowie stanowcze NIE
              • melloncollia Re: Rola ojca w rodzinie. 24.04.05, 09:31
                amanda22 napisała:

                > Moj starszy brat jest bardzo meski, odpowiedzialny i kiedy trzeba, pewny
                siebie
                >
                > (nie wiem czy dominujacy, to raczej za mocne slowo). Nigdy nie byl bity, nie
                > dostal klapsa. Za to z ojcem uprawialismy sporty, boksowalismy, jezdzilismy
                na
                > rowerach. Dorosli mezczyzni sa dzis rozlazli bo ich ojcowie w wiekszosci
                > interesuja sie TV, dobrym zarciem i maja malo koncepcji na zycie. Ci ojcowie
                > czesto tez bili swoich synow, wiec z moich obserwacji jest wlasnie odwrotnie.
                > - leniwy nie majacy czasu dla syna ojciec, ktory w chwilach stresu zleje,
                > wychowa takiego niestabilnego slabego czlowieka
                > - ojciec silny, aktywny, zadowolony z zycia i pokazujacy synowi, ze rodzine
                sie
                >
                > szanuje ponad wszystko, dajacy przyklad swoja postawa, jak rozwiazuje sie
                > konflikty i sytuacje stresowe bez bicia - wychowa rownie silnego
                > odpowiedzialnego i myslacego czlowieka
                > Tak bylo w mojej rodzinie. Moj brat szanuje swoja partnerke, osiagnal wysokie
                > stanowisko zawodowe, zawsze tez cieszyl sie powodzeniem u kobiet.
                > Moj ojciec traktowal zawsze mame jak ksiezniczke. Co ciekawe: i ja od
                > pierwszych juz lat szkolnych bylam tak traktowana przez chlopcow. Dzis tez
                mnie
                >
                > mezczyzni tak traktuja- trafiam na samych silnych ale kochanych facetow,
                ktorzy
                >
                > by mi nieba uchylili. I jestem wybredna, i ostro krytykuje. Ale jakos
                swiadomie
                >
                > badz podswiadomie przyciagam do siebie facetow, ktorzy z uszanowaniem mnie i
                > uwielbianiem nie maja zadnego problemu. Widocznie moja postawa jest
                wyniesiona
                > z domu i jakims dziwnym sposobem projektuje to na moje stosunki
                miedzyludzkie.
                > Juz gdy bylam mala a znalazlam sie w sytuacji, ktora mi nie pasowala,
                mowilam:
                > daj mi spokoj, nie chce sie z toba bawic, nie podobasz mi sie i zostaw mnie.
                > Moja kumpelka z kolei przyciaga do siebie samych facetow, ktorzy ja niszcza.
                > Nie wiem czy to tylko przypadek, ze podobne relacje miala jej matka z ojcem i
                > ojczymem.
                > Dlatego biciu mowie stanowcze NIE

                Echhh zazdroszczę Ci tych relacji rodzinnych, bardzo mnie przekonuje to, co
                piszesz. Dla mnie też to najważniejsze, żeby ojciec miał po prostu dla dzieci
                czas i je bardzo kochał. Z tymi klapsami to bardziej chodziło mi o to (teraz
                myślę), żeby te role były jakoś zachowane. Mama - kobieta, czyli pewna
                delikatność, większe zrozumienie dla emocji, dużo ciepła, Ojciec - siła,
                odpowiedzialność (oczywiście chodzi mi tylko o większe natężenie tych cech u
                obojga, a nie np. całkowity brak odpowiedzialności u Mamy;). Gratuluję Taty i
                tych facetów silnych i kochanych ;)Pozdrowienia!
            • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:30
              A ja zdecydowanie nie jestem za "tradycyjnym" podzialem rol. Uznanie ze kobiety
              tez bywaja racjonalne a faceci emocjonalni to nie pomieszanie rol - to
              rzeczywistosc. A w mojej rodzinie sa dwie glowy - nasze. Jestesmy dwojgiem
              doroslych ludzi i kazde z nas jest na tyle dojrzale ze nie musi nad drugim
              dominowac. I na razie same dobre rzeczy z tego wynikaja. Zreszta w naszej
              rodzinie od pokolen wlasnie taki uklad jest tradycyjny. :-)
        • chocolate.coffee Re: Rola ojca w rodzinie. 23.04.05, 21:31
          melloncollia napisała:

          > Czy to dobrze, że "władza" jest w jego rękach, że on
          > zajmuje sie np.wymierzaniem kar?

          Prowadzi to do sytuacji,w której matka straszy dziecko ojcem. I dziecko zamiast
          cieszyc sie z jego obecnosci po prostu sie go boi, bo to on jest od karania.

          > Co do emocjonalności - prawdziwy facet wg mojego kryterium męskości powinien
          > być mniej emocjonalny a bardziej racjonalny - ta cecha umozliwia mu np.bycie
          > głową rodziny. Rozlazłośc pojmuję jako zniewieścienie, ucekanie od
          > odpowiedzialności i brak pewności siebie.

          Wiesz, wydaje mi się, że to są troszkę dwie odrebne sprawy. Glowa rodziny wcale
          nie musi byc wylacznie racjonalnym, kierujacym sie logika, silnym facetem.
          Budzacym szacunek, ale i strach. I dosc czesto uciekajacym od
          odpowiedzialnosci, bo jego jedynym pomyslem na zycie jest metoda 'silnej reki',
          a gdy to zawodzi autentycznie ucieka. I pod maska sily ukrywa brak pewnosci
          siebie...

          Uczucia nie wykluczają sprawnego pełnienia funkcji męża i ojca. Bo sam chlodny
          rozsadek potrafi niejednokronie bardzo krzywdzic.

          Aha, a tacy, jak to nazywasz 'rozlazli i emocjonalni' byli zawsze. Tylko kiedys
          mezczyznie nie przyznawalo sie prawa do mowienia o swoich uczuciach, chyba w
          ogole do posiadania uczuc. I ja nie uwazam tego za 'rozlazlosc', bo kazdy
          czlowiek ma uczucia. Zle, jezeli je tlumi i pozostaje zwierzeca agresja.



        • Gość: Ola Re: Rola ojca w rodzinie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:23
          A czytalas "Zdradzony przez ojca" Eichelbergera? Tam masz odpowiedz. A
          widzialas "Pregi"? Tam masz odpowiedz. A czytasz wyniki ankiet w prasie i
          sondaze mowiace o tym ile czasu ojcowie spedzaja z dziecmi? Tam masz odpowiedz.
          A wiesz ile dzieci wychowuje sie bez ojca? W ilu przypadkach sad oddaje dzieci
          ojcu, chocby matka byla bez pracy i chlala od rana do wieczora?
      • chocolate.coffee Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 21:10
        Anyeshka, za całym naleznym Twoim rodzicom szacunkiem, ale w łazience, to można
        zamknąć psa...Przypomina to praktykowane kiedys zamykanie dzieci w ciemnej
        komódce, na dlugie godziny, za kare, czasem w dawnych szkołach, czasem w
        domach. Wielogodzinny koszmar i poczucie poniżenia.
        • Gość: Doom Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.aster.pl 23.04.05, 21:19
          Tez mnie to zaskoczylo jako przeciwwaga dla klapsa...
          • Gość: renata Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.05, 09:28
            a jak odzyskać szacunek dzieci jeśli już są nastolatkami dostawały klapsy nie
            zawsze nawet zasłużone? niestety nie wyszło to im na dobre a ja mam okropne
            poczucie winy z tego powodu
            A dzieci nie mają poczucia własnej wartości , brak im pewności siebie...
      • agent_towarzyski Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 21:22
        Ciebie nie bili, bo widocznie nie zasługiwałaś
        albo byli po prostu pacyfistami.
        Mi się natomiast czasem dostawało (z perspektywy
        czasu sądzę, że słusznie), bo pomysły miałem czasem
        nie tęgie (ognisko na klapce schodowej, w zsypie,
        podkładanie gwoździ pod koła samochodów, itp.)
        i to był jedyny sposób by mi je z głowy wybić.

        Co byś w takich przypadkach zrobiła? Powiedziałabyś:
        szlaban, nie będzie deseru? Heh. :))
        Nie wiesz, że dzieci czasem postepują na złość rodzicom
        i gdy widzą ich słabość to skłonne są ją wykorzystać.
        Gdy kara będzie za słaba to spróbują ponownie?

        Miałabym nie odwzajemnić rodzicielskich uczuć
        i nie bić swoich dzieci?

        Nie wypada.


        PS. Wcale nie czuję tego, że jestem osobą o słabym charakterze,
        wręcz przeciwnie. Nie wiem jak bicie działa na dziewczynki, ale
        z chłopców na pewno robi mężczyzn.
        Taki mały chłopiec sam może zdecyodawać, że ma już dość bicia.
        Gdy dostanie tęgie baty, a będzie udawał, że spłynęły po nim.
        To będzie oznaczało, że przeszedł inicjację na mężczynzę (przynajmniej
        związaną z twardością charakteru) i już rodzice raczej nie będą
        używać takich metod karania.


    • bilko1 [...] 23.04.05, 23:06
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • amanda22 Re: Dzieci się nie bije(???) 23.04.05, 23:31
      Jestem przeciwniczka bicia dzieci. Ja nigdy nie bylam bita, moje rodzenstwo tez
      nie. A wyroslismy na madrych pieknych wartosciowych pelnych pasji i energii do
      zycia ludzi. Jak mozna bic dzieci? Po co? Co to daje? Co osiagniesz poprzez
      klapsa jesli nie tylko to, ze rozladujesz wlasny gniew? Milosci potrzebuje
      swiat.
      • bilko1 [...] 23.04.05, 23:35
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • Gość: ... biciu nie IP: *.elblag.dialog.net.pl 24.04.05, 00:17
          pomijam ten post powyzej, który jest dowodem idiotyzmu osoby piszącej. idź sie
          bawić gdzie indziej.
          Ja sama byłam bita jako dziecko. Później już nie, najbardziej wtedy, gdy w domu
          się nie układało, mama chorowała i ja zbierałam gorsze oceny z jednego
          przedmiotu, który już do końca był moją piętą achillesową. W ruch szedł kabel,
          miałam pręgi. czasem myślę, że nie mam do końca zaufania do mojej mamy i
          jestem dla niej czasem niemiła właśnie przez to. Bardzo ją kocham, ale daleko
          mi do pełnej bliskości emocjonalnej. Właśnie dlatego mam nadzieję, że jeśli
          będę miała dziecko (w co czasem wątpię, bo moje dzieciństwo trudno nazwać
          szczęśliwym właśnie przez dorosłych), to nie będę chciała dać mu nawet 1 klapsa.
          W końcu kara, kóra ma być karą polega na tym, by zaznaczyć, że coś jest
          konsekwencją czegoś. Np. jak dziecko pluje na babcię, powiedzieć, że to bardzo,
          ale bardzo złe i że nie dostanie za to czegoś pysznego, bo babci jest przykro.
          Dopuszczam kary symboliczne - zakazy czegoś na przykład. Ale nie bicie.
    • amanda22 Przyklad mezczyzny bitego. 24.04.05, 01:54
      "Piotr ma dwadzieścia trzy lata, z czego ostatni rok był najtrudniejszy w całym
      jego życiu. Zresztą sam już nie jest tego pewien, bo i wcześniej było dość
      strasznie. Wszystko z powodu ojca, nauczyciela matematyki w niedalekiej szkole
      podstawowej.
      Odkąd pamięta - bał się go. Bał się z nim rozmawiać, bał się każdego
      ojcowskiego powrotu z pracy, każdego jego spojrzenia.
      Skąd ten strach? Ojciec pił jak przeciętny Polak, nie więcej, nie mniej. Nie
      robił w domu awantur większych niż sąsiedzi za ścianą, nie bił żony, co za
      ścianą niekiedy się zdarzało. Nie pozwalał żonie mieć własnego zdania, więc ona
      przez całe lata prawie się nie odzywała. Wobec dzieci był surowy, zimny.
      Żadnego pocałunku w czoło, żadnego przytulania, żadnego przesiadywania na
      ojcowskich kolanach. Pewien rodzaj kontaktu fizycznego, dość częsty i
      intensywny, miał z ojcem starszy brat. Ojciec lał go pasem po tyłku albo
      otwartą dłonią tak ze dwa razy na tydzień. To Piotr pamięta doskonale. Te
      krzyki, jęki, płacz.
      Nie pamięta natomiast, by kiedykolwiek sam oberwał od ojca.
      Takiego wspomnienia w głowie Piotra nie ma. Ale jest strach: uczyć się dobrze,
      wracać do domu punktualnie, mieć posprzątany pokój, prosto siedzieć przy stole,
      pozmywać po jedzeniu, wyrzucić śmieci bez ponaglania, nie słuchać za długo i za
      głośno muzyki, nie robić tego, nie robić tamtego. Żyć tak, jak ojciec chce.
      Dostać się do liceum - dostał się. Zdać maturę - zdał. Zostać lekarzem - nie
      dostał się na medycynę. Przystąpić po roku do egzaminów raz jeszcze -
      przystąpił, oblał. Iść gdzieś do pracy, żeby nie być darmozjadem - dla
      człowieka z maturą, który nic nie potrafił, w okolicy nie było żadnej pracy.
      - Nieudacznik, chuchro, laluś, synuś mamusi, z którego nic sensownego nie
      wyrośnie - słuchanie tego od najmłodszych lat było gorsze od razów wymierzonych
      pasem. Tak przynajmniej Piotr myśli. Brat, który regularnie dostawał lanie,
      jest dziś lekarzem (tak, jak chciał ojciec), ma żonę lekarkę (tak, jak chciał
      ojciec) i dwójkę zdrowych ładnych dzieci. - Ciebie żadna nie zechce - tak
      ojciec mówił do Piotra, od chwili, kiedy zaczął dorastać i pożądliwie spoglądać
      na dziewczyny. - Nie masz zawodu, pracy, pieniędzy - to ojcowski refren od
      kilku już lat.
      - Nie masz rozumu, nie masz nawet mięśni, żeby pracą rąk coś zarobić. Skąd ja
      mam takiego syna? No skąd?
      Piotr wyszedł z domu po chleb. Schodząc po schodach poczuł, że nienawidzi ojca.
      Nie do piekarni powinien teraz pójść, ale na dworzec. Kupić bilet dokądkolwiek.
      Kupił, zajął miejsce przy oknie, dojechał do Krakowa, potem do Warszawy.
      Nocował dwa dni na Centralnym, na hotel nie miał pieniędzy. Spacerował po
      mieście, robił zakupy w spożywczym, jadł na ławce w parku. Kiedy poczuł, że
      trochę niedobrze już pachnie, odnalazł łaźnię dla bezdomnych. Tam powiedzieli
      mu o możliwości spania w noclegowni. Tam dowiedział się, jak uczciwie zarabiać
      pieniądze: stać na parkingach i przekonywać kierowców, by dali złotówkę "za
      popilnowanie". Idzie z tego przeżyć, choć najgorzej w zimie."
      • Gość: andrzej Re: Przyklad mezczyzny bitego. IP: *.aster.pl 25.04.05, 18:41
        miedzy wymierzeniem klapsa a maltretowaniem jest spora roznica. jezeli jej nie
        dostrzegasz... no coz. bez komentarza
    • hubkulik Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 10:15
      Przed biciem zazwyczaj pojawia sie lęk w rodzicu. Dziecko robi cos co wykracza
      ponad jego schemat rozumienia, cos czego sie boi.
      Uwaza sie, ze bicie dziecka ma znaczenie wychowawcze. Jak bedzie kojarzylo
      wydarzenie z bolem, to nie bedzie tego powtarzac, bedzie odczuwalo lek przed
      tym. W ten sposob nie mozna jednak zniszczyc tendencji w dziecku do
      zachowywania sie w ten sposob, ale tylko przytlumic, gdyz jest to wyrazaniem
      jego sily zyciowej. Cos pozostanie w dziecku nie do konca zrozumiane, odlozone
      na przyszlosc. Byc moze powtorzy sie w nim w patologicznych zachowaniach w
      przyszlosci. Czlowiek taki nie bedzie wiedzial skad jego popedy, nie bedzie
      pamietal dlaczego naznaczone sa negatywnie. Wtedy cos w dziecku bylo
      pozytywnego, chec wyrazenia siebie. Zostalo to wtedy ukarane, zabite,
      niezrozumiane. I pozostaje to niewyjasnione i byc moze nigdy nie bedzie, choc
      nieswiadomosc moze dazyc do wyjasnienia nie wiedzac skad sie biora jakies
      zachowania, np. natretne, niekontrolowane.

      Pozdrawiam Hubert
      • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 11:03
        Tak. Lęk przed bólem, jaki jest rezultatem bicia, powodowac może w następstwie
        kłamstwo - po to, aby uniknąć bólu. Kłamstwo, czyli zatajanie wcześniej
        karanych zachowań. Żeby bowiem owe niepożądane zachowania wyeliminować,
        człowiek, nawet mały, musi pojąć ich niewłaściwość oraz ich przyczynę.

        Dziecko, jako osoba słabsza oraz podległa, jest łatwym obiektem ataku. Dziecko
        nie może sie bronić.
        Bicie powoduje strach.
        Strach jest jednak emocją, z której następnie nic dobrego wyniknąc nie może.
        • hubkulik Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 11:09
          > Strach jest jednak emocją, z której następnie nic dobrego wyniknąc nie może.

          Moze. Mozna nie reagowac tym razem automatycznie, tylko zatrzymac sie. Mozna
          uswiadomic sobie czego sie tak naprawde boimy (wymaga czesto odwagi),
          uswiadomic sobie ze tak naprawde nie ma sie czego bac (bo to byla przeszlosc i
          teraz mozna juz inaczej), a nastepnie odpuscic sobie to cale napiecie i lęk
          (lub poczucie krzywdy domagajace sie zemsty). W ten sposob wyglada praca nad
          rozpuszczaniem pancerza napiec i lęków z przeszlosci.
          I otwieranie sie na Zycie takie jakim jest. Swobodne i trzezwe.
          To wspaniale wziac znowu pelen oddech w pluca.

          Pozdrawiam Hubert
          • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 11:15
            Jasne, ale pod warunkiem, że ów strach mamy uświadomiony i oswojony. Tylko
            wówczas możemy sie z nim skonfrontować - troche jak z wrogiem.
            W sytuacji jednak dziecka, które nie ma tej umiejętności (jeszcze) unikanie
            pewnych zachowań ze strachu przed bólem przenosi tylko te zachowania w ukrycie
            powodując przy okazji poczucie winy - z czym juz nastepnie dużo trudniej się
            uporać.

            Tez pozdrawiam)
            p_g)
            • hubkulik Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 11:23
              > W sytuacji jednak dziecka, które nie ma tej umiejętności (jeszcze) unikanie
              > pewnych zachowań ze strachu przed bólem przenosi tylko te zachowania w
              ukrycie
              > powodując przy okazji poczucie winy - z czym juz nastepnie dużo trudniej się
              > uporać.

              Tak, choc trudno na szczescie da sie i jest to optymistyczne.
              Poczucie winy (sumienie) funkcjonuje jako funkcja bycia w grupie (np. rodzinie)
              i chroni przed wykluczeniem z niej. A takze przed utrata milosci, akceptacji,
              opieki rodzicow, czy innych waznych osob. Dlatego do pewnego momentu musimy sie
              podporzadkowywac i byc karni. Do momentu gdy sami staniemy na nogi i zaczniemy
              sobie radzic samodzielnie z kolejnymi aspektami zycia.

              Pozdrawiam Hubert
              • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 11:32
                To mi przypomina nieco - prowadzoną już - rozmowę o kłamstwie.
                Kłamstwie w jego aspekcie lęku przed karą, odrzuceniem.
                W końcu ludzie z jakichś powodów kłamią - nie tylko dzieci przecież.
                • Gość: Hubert Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.chello.pl 24.04.05, 12:43
                  Ja zauwazylem, ze my klamiemy dzieciom, zeby je uspokoic, zeby nie plakaly, nie
                  histeryzowaly. To ma byc jakby balsam na jakies ich rany, cierpienia (bo dzieci
                  moim zdaniem duzo bardziej cierpia niz my, ich bol jest glebszy, a my sie tego
                  boimy bo ten bol tez jest gdzies gleboko przykryty w nas).
                  A potem sie dziwimy, ze dzieci klamia, manipuluja. Od kogos sie musialy tego
                  nauczyc. Klamstwo jest prawie zawsze demaskowane. Nawet to w "dobrej wierze". I
                  juz wiedza, ze klamstwo jest mozliwe, ze mozna je w pewnych wypadkach stosowac.
                  Gdyby sie tego nie nauczyly, ze mozna klamac, gdyby rodzice im nie klamali, to
                  by moim zdaniem nie klamaly potem rodzicom. Nie wiedzialyby ze klamstwo jest w
                  ogole mozliwe w tej rodzinie. A rodzina jest mandala, matryca dla zachowan.
                  Wzorce innych rodzin sa niedostrzegalne, albo tylko dziwne.

                  Pozdrawiam Hubert
                  • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:00
                    Hmm ).
                    Sposób, w jaki dorosły człowiek odnosi sie do dziecka jest jakby zwierciadłem,
                    w którym odbija się to, co zwykle skrywane.
                    I tak - bicie jest, moim zdaniem, wyrazem bezradności i słabości dorosłego.
                    Kłamstwo - wyrazem strachu przed konfrontacją z rzeczywistością.

                    Dorosłemu często trudno przyznać sie dziecku do bezsilności, bezradności,
                    strachu. Trudno powiedziec "nie wiem".

                    Wyobraźmy sobie dziecko, które boi sie burzy i przychodzi do dorosłego ze
                    słowami "boję się", a ów dorosły odpowiada "ja tez sie boję"). I co wtedy?
                    Można oczywiście dziecku powiedziec i tak: "co prawda ja tez sie boję, ale
                    jeśli zewrzemy szeregi, łatwiej tę burzę przetrzymamy").
                    A następnie dotrzymac słowa.
                    • hubkulik Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:13
                      Zyje juz troche i wiem, ze burze zawsze przemijaja, a po nich zawsze w koncu
                      rozpogadza sie i wychodzi slonce.
                      Moze byc?
                      Moze jeszcze - burza i deszcz musza czasami byc zeby kwiatki rosly i zboze,
                      zebysmy mogli jesc chleb.

                      Pozdrawiam Hubert
                      • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:33
                        Może)))).

                        No i - żeby nam trawa rosła).
                        • hubkulik Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:54
                          > No i - żeby nam trawa rosła).

                          No musi przeciez;)
                          • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:56
                            Niezmiennie wywołujesz uśmiech na mojej twarzy - ta trawą, oczywiście).

                            )
                    • melloncollia Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:33
                      Bicie - owszem, może być wyrazem słabości i braku kontroli sytuacji przez
                      rodzica. Jednak rodzic to też człowiek i ma prawo tę kontrole stracić, ważne
                      żeby umiał się jednak do tego błędu przyznac i np. przeprosić.
                      Klaps może być jednak też stosowany jako metoda karania, uświadamiania ważnych,
                      obowiązujących w społeczeństwie zasad. Dziecko, żeby osiągnąć w póxniejszych
                      latach autonomię, powinno przejść stadium zależności, przyjmowania i nauki
                      zasad. Jeśli potem np. kłamie, by uniknąć kary - robi to już w pewnym sensie
                      na "swoje konto", tzn. wie co dobre a co złe a co wybiera - to jego sprawa.
                      Ważne by była jasność zasad, bo wówczas i zbuntować się można w wieku
                      dojrzewania, tak zdrowo, przeciw zasadom a nie przeciw ludziom i wyrobić sobie
                      zdanie a potem ustalić sobie własny system wartości.
                      • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 13:38
                        "Klaps może być jednak też stosowany jako metoda karania"

                        Nie zgadzam się.

                        Jeżeli klaps ma byc metodą karania i uswiadamiania ważych zasad, to ja sobie
                        nie życzę, żeby dawano mi klapsy.
                        Jeżeli ja sobie nie zycze, to rozumiem to tak, że dziecko tez ma prawo sobie
                        tego nie zyczyć.

                        Przykro mi, ale dla mnie nawet klaps jest wyrazem przemocy - dotyczy bowiem
                        świadomego zadawania bólu.
                        Kwestia - bic słabiej, czy mocniej to rzecz drugorzędna. Bicie jest biciem.

                        Bicie poniża przede wszystkim bijącego = poza tym.
                        • melloncollia Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:03
                          a czy myślisz, że dziecko życzy sobie jakiejkolwiek formy karania?Nikt nie
                          życzy sobie niczego co jest nieprzyjemne. Chyba zgodzisz sie ze mną, że kary w
                          wychowaniu (mimo, że są o wiele mniej skuteczne niż nagrody)są konieczne. Tak
                          samo jak konieczne jest karanie ludzi dorosłych za łamanie prawa, bez czego
                          panowała by kompletna anarchia. Pozbawienie wolności np. - to świadome zadanie
                          cierpienia (ograniczenie wolności to wielkie cierpienie dla człowieka).
                          Potrzebne czy nie? Czy to łamanie praw człowieka, czy konsekwencja jakiejś
                          jednak umowy społecznej?... W klapsie istotą nie jest duży ból, jedynie taki
                          który będąc nieprzyjemny i odpowiednio karzący, nie wyrządzi dziecku dużej
                          krzywdy. Mało jest reakcji na nieporządane zachowanie które byłyby kojarzone
                          przez dziecko negatywnie a mogłyby być wymierzane natychmiast (prawo
                          kojarzenia). Odraczanie kary np. dziś nie obejrzysz bajki itp. szczególnie w
                          przypadku małych dzieci(2,3,4letnich) mija się z celem, ponieważ dziecko nie
                          pamięta juz za co ta kara. Rozmawianie nie skutkuje np. w chwilach histerii...
                          No nie wiem, ale dla mnie klaps jest formą kary napewno mniej destrukcyjną dla
                          dziecka niż jakieś zamykanie w łazienkach czy (częste) obrażanie się na
                          dziecko, nie odzywanie się czy inne formy szantażu emocjonalnego...
                          • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:23
                            Nie przekonałas mnie.
                            Nadal uważam, że przemoc jest przemocą. Karą wymierzoną dziecku zaś może byc na
                            przykład ograniczenie przyjemności, wyraźne wyrażenie niezadowolenia (z
                            uzasadnieniem).
                            Dzieci o wiele więcej rozumieją, niz rodzicom zwykle sie wydaje - ale żeby sie
                            o tym przekonac, trzeba z nimi i rozmawiać, i bawic sie.

                            Sytuacji takich, jak zamykanie (gdziekolwiek) lub "obrażanie się" do wiadomości
                            nie przyjmuję.
                          • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:24
                            Aha - pisałas "histerii" - tego to juz całkiem nie rozumiem. Zapytam sie
                            bowiem, skąd bierze sie u dziecka histeria????
                            • melloncollia Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:33
                              Napisałam "histeria" rozumiejąc to słowo potocznie, nie w znaczeniu - nerwica,
                              ale jako zachowanie spowodowane jakąś frustracja (np. nie zaspokojeniem jakiejś
                              potrzeby dziecka natychmiast) a objawiające się wybuchem złości, płaczem,
                              tupaniem itp... Dzieci nie umieja kontrolowac swoich zachowań spowodowanych
                              gwałtownymi emocjami - rodzic ma prawo i obowiązek pokazać dziecku, że się nie
                              zgadza na takie zachowania.
                              • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:44
                                Aha. No to tym bardziej nie rozumiem, jak dziecko, które jest w silnej emocji
                                można bić.
                                Moim zdaniem powinno sie je utulić, coby pomóc mu jego emocje rozładować.

                                Czy mam rozumieć, że rodzic ma obowiązek pokazac dziecku, ze nie zgadza sie na
                                uzewnętrznianie jego silnych emocji, czy tez na posiadanie ich?
                                • melloncollia Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:54

                                  po_godzinach napisała:

                                  > Aha. No to tym bardziej nie rozumiem, jak dziecko, które jest w silnej emocji
                                  > można bić.
                                  > Moim zdaniem powinno sie je utulić, coby pomóc mu jego emocje rozładować.
                                  >
                                  > Czy mam rozumieć, że rodzic ma obowiązek pokazac dziecku, ze nie zgadza sie
                                  na
                                  > uzewnętrznianie jego silnych emocji, czy tez na posiadanie ich?


                                  Jeśli jeszcze jestem w stanie zrozumiec czyjś wstręt do bicia tak zdecydowanie
                                  nie uważam, że jak dziecko próbuje coś wymusić płaczem to należy je utulić
                                  (bardzo szybko nauczy sie zwracania uwagi dorosłych przez nieporządane
                                  zachowania). W takich sytuacjach - albo klaps, albo nie zwracanie uwagi. Kazdy
                                  ma prawo posiadania emocji, można odczuwać złość, gniew - to normalne,dziecko
                                  ma do tego prawo ale nie znaczy to, że powinno się akceptować jego negatywne,
                                  destrukcyjne zachowania.Trzeba kształtować w dziecku takie formy rozładowywania
                                  napięcia, które są akceptowane społeczne. Płacz, tupanie i krzyk momencie np.
                                  nie kupienia dziecku zabawki, które chciało są nieadekwatne, nie do
                                  zaakceptowania.
                                  • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 15:12
                                    Płacz, tupanie i krzyk momencie np.
                                    nie kupienia dziecku zabawki, które chciało są nieadekwatne, nie do
                                    zaakceptowania.


                                    Przyznam, że osobiście z taką sytuacja nie miałam do czynienia. Jeśliby jednak,
                                    wybrałabym ignorowanie.
                                  • kr_kap Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 02:26
                                    To wciąż pokazywanie dziecku tylko tego, kto tu rządzi (na razie, póki silniejszy).

                                    A w sumie, dlaczego nie utulić? To balsam na wszystkie rany duszy: chcę zabawki
                                    a mi nie kupują, a tak bardzo chcę, jest mi źle, bo płaczę, jest mi bardzo źle,
                                    bo wiem, że mama-tata mnie teraz nie lubią, tak brzydko na mnie patrzą, chyba
                                    zaraz dostanę klapsa. Buuu...

                                    Tak podejrzewam, że jeśli człowiek zdoła sobie poradzić z własnymi negatywnymi
                                    emocjami (też tymi skierowanymi w dziecko), to mądre poradzenie sobie z emocjami
                                    dziecka będzie w zasięgu ręki. Jeśli oczywiście je kochamy, akceptujemy i
                                    chcemy, żeby wyrosło na mądrego i dobrego człowieka :)
                          • kr_kap Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 02:10
                            No moment. Po kolei.

                            Kara w kształcie nieoglądania dobranocki czy w ogóle "telewizji" nadaje tej
                            telewizji niewyobrażalną wartość: kara-nieoglądanie, nagroda-oglądanie; to
                            najgłupsza rzecz, jaką można robić (później się dziwimy skąd te dzieci tyle
                            przed ekranem przesiadują - sami je tak uwarunkowaliśmy).

                            > kary (mimo, że są o wiele mniej skuteczne niż nagrody)są konieczne.

                            Ta rzekoma "konieczność" traci rację bytu w Twoim wywodzie, wobec tego, co
                            umieściłaś w nawiasie.

                            -------------------

                            Kara nie ma być "świadomym zadaniem ciepienia" - a może coś przeoczyłam u
                            teoretyków wychowania? Ma być dojmującym skutkiem nieakceptowanej przyczyny. I
                            proszę sobie wyobrazić, że aby spełnić ten warunek, kara nie musi być ani
                            klapsem, ani odebraniem przywileju/przyjemności. Dla dziecka karząca jest już
                            sama wiedza o tym, że sprawiło komuś przykrość, że zrobiło krzywdę. Ale tę
                            informację należy mu przekazać w zrozumiałej formie. A klaps niesie informację
                            wyłącznie o tym, że opiekun dziecka jest wkurzony. I opiekun staje się
                            instancją arbitralnie karząco-nagradzającą, nieomylną w swoich sądach,
                            nieprzebłaganą. Tak jakby człowiek na czas rodzicielstwa zdobywał z nagła szlify
                            boga: nie musisz rozumieć, uczyć się wolności i odpowiedzialności, nie możesz
                            wyrażać własnego zdania; wystarczy, że jesteś posłuszny, mnie posłuszny, mnie
                            niesprawiający kłopotu, mnie niezawstydzający, o mnie świadczący, przede mną
                            stający na dwóch łapkach.

                            Też mi się zdarzyło powiedzieć dziecku, że jeśli nie wie, czemu płacze, to zaraz
                            mogę mu dać powód. I mimo, że w tym momencie okazało się to skuteczne (przyp.
                            tłum.: skuteczność = wymusić na dziecku to, co chce się osiągnąć), zawsze
                            wspominam to jako wyjątkowo obrzydliwy przejaw swojej słabości.

                            Z dzieckiem ustawiamy relacje na całe życie - relacje, które będzie miało z nami
                            tudzież z innymi ludźmi na świecie. Jakie ma wobec tego znaczenie, że w tym
                            konkretnym momencie to nie moje będzie na wierzchu? Że wyjaśniając, o co chodzi
                            z tym płaczem/krzykiem/nieposłuszeństwem, dziecko spoźni się do szkoły a rodzic
                            do pracy? Albo stanie się coś równie nieważnego "wobec wieczności" ?;)






                        • czerwoneswiatlo Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:28
                          jest wyjatek: gdy dziecko podejmuje dzialania zagrazajace zyciu, lub zdrowiu
                          swojemu, lub innych.
                          np. gdy dziecko mimo tlumaczen, ze tego absoluznie nie wolno, probuje
                          przechodzic ulice przy czerwonym swietle, nie rozumiejac, ze moze zostac
                          przejechane przez samochod.
                          wtedy porzadny klaps powoduje w nim uczucie strachu przed przechodzeniem
                          przy czerwonym swietle
                          I o to (w tym wypadku) wlasnie chodzi, gdy rozumku nie starcza.
                          • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:46
                            Czy chcesz przez to powiedziec, że małe dziecko puszczasz bez opieki (bez
                            trzymania go za ręke) na ulicę?

                            • czerwoneswiatlo Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 14:56
                              Ja pracuje, wiec poczawszy od drugiej klasy podstawowki, musialam puszczac
                              moja corke sama do szkoly. Gdy kolejny raz dowiedzialam sie od jej kolezanki
                              ze moja corka znowu przebiegla ulice na czerwonym swietle, raz jeden sprawilam
                              jej lanie i tego nie zaluje.
                              • po_godzinach Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 15:10
                                No tak, rozumiem Cię).
                      • vsgirl Re: Dzieci się nie bije(???) 24.04.05, 22:21
                        bzdury chrzanisz. klapsem nie wpoisz zadnych zasad ani niczego nie
                        wytlumaczysz. to sie robi przez MOWE i inne rodzaje dyscypliny bez bicia. wiem
                        co pisze bo dostawalo mi sie nieraz te niewinne klapsy i mam wieeeelki zal do
                        rodzicow ze tak sie ze mna obchodzili. mamy kontakt ale jest we mnie taka mala
                        nutka nienawisci. czasem w zlosci wyobrazam sobie jak ich obojga leje i jak oni
                        sie boja albo wyrywaja. taka agresja sie wylania we mnie, nie wiem skad. i
                        dobrze wiem ze matka dawala mi klapsy wtedy kiedy jej nerwy puszczaly. a ja mam
                        zal bo wiem ze gdyby chciala to rozwiazalaby to inaczej. ale to jej sprawa, na
                        pewno bardziej szanuje niektorych nauczycieli w szkole ktorzy nam tlumacza i
                        ktorzy z nami dluuugo rozmawiaja niz moich starych ktorzy dyskusje prowadzili
                        wtedy kiedy ich chec wziela.
                        • Gość: M Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.gwo.pl 26.04.05, 13:15
                          Ja mam to samo i własnie mam zbieram sie do tego zeby o tym wszystkim glosno
                          moim starym powiedziec bo mysla ze sa zajebisci i nieskazitelni. Duze dzieci
                          tak naprawde. SLucham Kazika i podswiadomie przypadly mi dwie jego
                          piosenki "kochajcie dzieci swoje" i (choc dobrze wiem ze tak nie powinno byc bo
                          to moi rodzice)"nie ma litosci dla sku..synow. I co, dalej ktos powie zeby bic
                          dziec?
                      • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:55
                        Bzdura. Na wlasne kato? Chodzi o to, zeby tego nie robilo w ogole, a nie zeby
                        robilo juz na wlasne kato. Jesli zamiast sumienia i poczucia ze pewne
                        zachowanie krzywdzi innych, wyrobilas w nim tylko strach przed biciem, to teraz
                        masz malego wrednego klamczuszka.
                        • Gość: Ola Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:56
                          chodzi o "konto" oczywiscie
    • Gość: scept89 hodowla masochistow IP: *.ljcrf.edu 25.04.05, 04:45
      W "The English: A Portrait of a People" ISBN: 1585670421 Paxman opisuje
      ciekawa zaleznosc pomiedzy karami cielesnymi w szkolach w Wielkiej Brytanii a
      seksualnymi fantazjami masochistow:
      w zaleznosci jakiego przyrzadu do bicia uzywano w szkolach, tenze przyrzad
      wynurzal sie po latach z otchlani pamieci aby zajmowac prominentna pozycje w
      fantazjach bylych uczniow.


      • Gość: Ola Re: hodowla masochistow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.05, 17:58
        To prawda stara jak swiat. Tomy o tym napisano
    • camel_3d Re: Dzieci się nie bije(???) 25.04.05, 15:34
      mysle, ze idealnym rozwiazaniem, jest wychowanie bez bica... ale jest to metoda
      raczej przeznaczona dla osob inteligentnych i umiejacych odpowiednio wplynac na
      dziecko. Rodzice, ktorzy sobie nie daja rady z "intelektualnym" podejsciem do
      dziecka, beda bardzo zalowac, ze czamem nie dali dzieciakowi klapsa. Widze
      dzien w dzien dzieciaki w metrze wchodzace w butach na siedzenia (nie ma
      znaczeniena, ze pada deszcz), mamusie jednie potrafia powiedziec, zejdz, a
      dziecko "nie!".. i na tym sie konczy. Czasem rodzice staja sie niewolnikami
      malych potworkow. Moze akurat tu klaps nie zaszkodzi. Ale powinno sie ich
      unikac.
    • tees1 tylko panstwo moze wlasciwie wychowac dzieci 25.04.05, 16:29
      rodzice w ogole sie do tego nie nadaja, sa po prostu niewykwalifikowani.
      dlatego, z braku kwalifikacji pedagogicznych, musza sie nieraz uciekac do klapsow

      jedynie wyspecjalizowane placowki panstwowe, z wyksztalcona i doswiadczona
      kadra, stosujace nowoczesne metody, moga zapewnic wlasciwe wychowanie obywateli
      nowoczesnego panstwa europejskiego

      uwolnienie rodzicow od, nadmiernego dla nich, ciezaru wychowania nowych
      obywateli, pozwoli im takze lepiej realizowac sie na polu profesjonalnym
    • tees1 jesli kary fizyczne nie, to ... 25.04.05, 16:35
      niech ktos zaproponuje dopuszczalny przez ustawe katalog kar psychicznych

      ale serio, jesli ktos wymaga od rodzicow bezdotykowego wychowania dzieci, to
      powinien im przedtem zapewnic jakies skuteczne przeszkolenie z zakresu
      dopuszczalnych, bezdotykowych metod wychowawczych

      inaczej to, chocby i chcieli nie dac klapsa, to nie maja innego rownie
      skutecznego srodka pod reka
      • tad9 Czy może mi ktoś wyjaśnić .... 25.04.05, 17:07
        ..... na czym polega wyższość kary psychicznej nad karą fizyczną?
      • kr_kap Re: jesli kary fizyczne nie, to ... 25.04.05, 19:44
        Te kary psychiczne nie brzmią najlepiej. Ja bym sobie dała spokój z myśleniem o
        wychowaniu jako tresurze: zastosuję odpowiedni układ kar i nagród i osiągnę
        pożądane reakcje.

        Nie chodzi o bezdotykowość. Małe dzieci, w ramach wypróbowywania elastyczności
        granic, fundują rodzicom rozmaite przeżycia graniczne (te rzucania się z
        krzykiem na podłogę w eleganckiej restauracji, na przykład...;), które to
        zachowania można ignorować, niestety tylko do momentu, kiedy otoczenie się
        wtrąci i zaleci rodzicom, żeby coś zrobili z bachorem. No i rodzice pod taaaką
        presją społeczną mogą bachora sprać, ale też mogą wyobrazić sobie, że taki
        dwulatek, na przykład (ten, który właśnie tłucze głową w podłogę), w okresie
        wykształcania się zrębów autonomii, może mieć spory kłopot z jasnym/innym!
        wyrażeniem, co w jego poczuciu było nie w porządku, co konkretnie mu się nie
        podobało, gdzie poczuł się do czegoś zmuszony, co dokładnie sprawiło, że wpadł w
        złość. Zresztą nie tylko z jasnym wyrażeniem, też oczywiście ze zrozumieniem,
        oddzieleniem, nazwaniem różnych rzeczy. Ale czuje te nieprzyjemności żołądku i
        reaguje w ten sposób, bo sobie z nimi nie radzi.

        I kiedy rodzic pomyśli sobie o tym wszystkim, to może postarać się pozytywnie
        wykorzystać, że jest większy i silniejszy. Może dziecko objąć, może je podnieść,
        podrzucić, zaśmiać się do niego (przez zęby i chcąc w głębi siebie wyrwać mu
        nogę z tyłka, ale jednak ;))). Rozluźnić je. Może dziecko objąć, czyli przyjąć,
        nie odrzucać bijąc. No i tylko na spokojnie można pogadać i coś wyjaśnić, między
        dwoma histeriami nie ma dialogu, w żadnej relacji międzyludzkiej, co powinien
        wiedzieć każdy - choć średnio inteligentny - obserwator naszej sceny
        politycznej...;)

        A na sztuki starszych dzieci?
        Śmiech, żart, nie ma inaczej, i wyciąganie dłoni jako pierwszy. Nie jest tak, że
        ktoś ma taką łatwość a ktoś inny nie. Większość rodziców ma momenty, że chętnie
        udusiłoby własne dziecko gołymi rękami, ale jako ludzie starsi od dzieci -
        którzy już to mieli i znają skutki różnych zachowań - mogą spróbować sobie
        odpuścić, przestać działać siłą na siłę (krzykiem na krzyk, oskarżeniami na
        oskarżenia, obelgami na obelgi, itd.)i w ten sposób przerwać to błędne koło.

        Taki mały trening dla rodziców przed działaniem "w świecie". Taki trening dla
        dziecka na przyszłość.
        • tad9 Re: jesli kary fizyczne nie, to ... 25.04.05, 20:08
          kr_kap napisała:


          > A na sztuki starszych dzieci?
          > Śmiech, żart, nie ma inaczej, i wyciąganie dłoni jako pierwszy.

          Rozumiem. Gdy np, takie "starsze dziecko" nasypie innemu piasku do oczu
          pośmiejsz się i pożartujesz.
          Czy chcesz powiedzieć, że opisane przez Ciebie metody to JEDYNE metody
          wychowawcze jakie stosujesz?
          • kr_kap Re: jesli kary fizyczne nie, to ... 25.04.05, 22:18
            no a jak? ale też krzyknę: co ty głupi? piaskiem? leć do domu po kwas!

          • kr_kap Re: jesli kary fizyczne nie, to ... 25.04.05, 23:13
            tad9 napisał:

            > kr_kap napisała:
            >
            >
            > > A na sztuki starszych dzieci?
            > > Śmiech, żart, nie ma inaczej, i wyciąganie dłoni jako pierwszy.
            >
            > Rozumiem. Gdy np, takie "starsze dziecko" nasypie innemu piasku do oczu
            > pośmiejsz się i pożartujesz.

            Niedokładnie to miałam na myśli. Chodziło mi o sytuację rodzic-dziecko i
            eskalację wrogości między nimi.
            Rozumiem, że wyciąganie dłoni kojarzy Ci się z sypaniem piaskiem w oczy ? ;)

            Sypanie piaskiem w oczy (czy chcesz powiedzieć, że w takiej sytuacji dopuszczasz
            JEDYNIE klapsy ?;) to tylko część zachowania, jest tu jakiś kontekst. Ale znam
            ten kontekst będąc w konkretnym miejscu, uczestnicząc w konkretnej sytuacji.
            "Sypanie piaskiem w oczy" w tak okrojonym kształcie jak podajesz, nie mówi mi
            nic i trudno zaiste deklarować się na zaś, że tak, nasypie komuś piasku to
            zatłukę gnoja, prawda?

            Można zacząć łopatologicznie, że zachowania są ciągami jakichś akcji i jakichś
            reakcji, a do sypania nie powinno się w ogóle dopuścić, reagując na
            wcześniejszym etapie interakcji (jednak myśląc o "starszym" dziecku myślałam o
            nastolatku/ce, więc ten piasek...hm), to oczywiste, ale chcę zwrócić uwagę
            dorosłych, że dysponują wyobraźnią, umiejętnością przewidywania i znajomością
            reakcji swojego dziecka, który to kapitał mogą przecież każdorazowo twórczo
            wykorzystać, zamiast popadać w automatyzmy.

            > Czy chcesz powiedzieć, że opisane przez Ciebie metody to JEDYNE metody
            > wychowawcze jakie stosujesz?

            jeszcze kopiemy się i bijemy. naprawdę :) ale to akurat zaliczam do dialogu...;)
            • tad9 Re: jesli kary fizyczne nie, to ... 26.04.05, 17:11
              kr_kap napisała:

              > (czy chcesz powiedzieć, że w takiej sytuacji dopuszczas
              > z JEDYNIE klapsy ?;)

              Nie. TAKŻE klapsy.

              >to tylko część zachowania, jest tu jakiś kontekst. Ale znam
              > ten kontekst będąc w konkretnym miejscu, uczestnicząc w konkretnej sytuacji.

              Czy potrafisz wyobrazić sobie taki kontekst w którym sypanie piaskiem w oczy
              byłoby czynem za który sypiącemu należy się kara? Jeśli tak - opisz proszę ten
              kontekst i przedstaw swój pomysł na karę.


              > jeszcze kopiemy się i bijemy. naprawdę :) ale to akurat zaliczam do
              >dialogu...;

              Czy WOGÓLE dopuszczasz karanie dzieci, a jeśli tak, to w jaki sposób?
              • kr_kap Re: jesli kary fizyczne nie, to ... 27.04.05, 00:07
                tad9 napisał:

                > kr_kap napisała:
                >
                > > (czy chcesz powiedzieć, że w takiej sytuacji dopuszczas
                > > z JEDYNIE klapsy ?;)
                >
                > Nie. TAKŻE klapsy.

                To jest przecież sprzeczne. Chcę brzdącowi powiedzieć, żeby nie robił krzywdy za
                pomocą robienia mu krzywdy? No pomyśl sam. Wiadomo, że nie chodzi o krzywdę
                fizyczną, a o poczucie godność dziecka. I nie jest argumentem, że taka rogata,
                sypiąca piaskiem w oczy stwora nie ma przecież żadnej godności, za grosz honoru
                i w ogóle nie jest dżentelmenem, jeśli sypie :).

                > >to tylko część zachowania, jest tu jakiś kontekst. Ale znam
                > > ten kontekst będąc w konkretnym miejscu, uczestnicząc w konkretnej sytuac
                > ji.
                >
                > Czy potrafisz wyobrazić sobie taki kontekst w którym sypanie piaskiem w oczy
                > byłoby czynem za który sypiącemu należy się kara? Jeśli tak - opisz proszę ten
                > kontekst i przedstaw swój pomysł na karę.

                Kara. Może sprawia przyjemność karzącemu, ale raczej powinna służyć temu, żeby
                niepożądane zachowanie się nie powtórzyło. Więc w zasadzie wcale nie musi to być
                kara, byle osiągnąć efekt niepowtórzenia. No i teraz dzielimy się na
                zwolenników i przeciwników różnych metod antykoncepcji, sorry, wychowania
                chciałam powiedzieć. Zwolenników tych metod, które odnoszą skutek już po paru
                razach stosowania, ale mają skutki uboczne, jak każde silne lekarstwo, i tych,
                które długo, długo trzeba stosować, żeby lekarstwo nagromadziło się w organizmie
                i okazał się skutek.

                Łatwo zauważyć, że jestem zwolenniczką tej drugiej metody, nawet jeśli
                stosowanie jej oznaczałoby brak kar. Jeśli przenieść to na teren piaskownicy, to
                rzecz jest o rozmowie z winowajcą sypania (wszystko to już po zaopiekowaniu się
                pokrzywdzonym, do którego nie musi się wszakże zaliczać danie mu niskiej
                satysfakcji, że krzywdziciel dostał w tyłek). Może mieć też efekt karzący, na
                przykład kiedy zastosuje się wyjazd z piaskownicy, po uprzedniej rozmowie, ale
                przedstawiony jasno i konsekwentnie, jako przyczynę i skutek, a nie w formie
                bezsilnego w swej istocie (nawet jeśli wygląda na klaps) opadnięcia rąk:
                spłodziłem bestię, z którą nie mogę wyjść nawet do piaskownicy. Nie na darmo
                piszę o wyobraźni i twórczości a także o znajomości własnego dziecka - tutaj nie
                ma uniwersalnych zaleceń, ludzie są różni, że pozwolę sobie na oszałamiająco
                oryginalne spostrzeżenie.

                Nad każdym przypadkiem trzeba się zastanowić. Za każdym razem trzeba się
                pomęczyć. Też z własnymi odruchowymi reakcjami i tekstami, którymi my byliśmy
                częstowani w dzieciństwie, a które w niezmienionej formie fundujemy swoim
                dzieciom, bez cienia myśli pod czaszką. Do tej pory, niestety, zdarza mi się
                użyć do własnego dziecka jakichś głupich, niszczących słów z winnicy moich
                rodziców, czy zastosować kalkę któregoś z ich histerycznych zachowań.

                --------------

                Odpowiem Ci na dwa sposoby:
                1.- Wielokrotnie byłam w takiej piaskownicowej sytuacji w rozmaitych
                konfiguracjach (różna ilość dzieci, rodziców, różne układy zasypanych i
                sypiących, różne moje z nimi relacje, różne powody sypania, różny wiek
                uczestników posiedzeń i posypań). Ja w ogóle mam wrażenie, że w piaskownicy
                spędziłam co najmniej ze trzy lata dorosłego życia :), więc o sprawach
                piaskownicowych mogę bez końca.
                (Acha, jeśli o konkretach, to teraz sobie przypominam, że w sytuacji sypania
                piaskownicowego starałam się działać w miarę sprawiedliwie i nie traktować w
                różny sposób dzieci bliskich i obcych, podobnie się zachowujących. Obcym raczej
                nie dajemy klapsów, prawda? Nawet jeśli zasypią jakieś inne z głową :) A
                tymczasem nasze własne dzieci otrzymują ten wątpliwy przywilej, wynikający z
                serdecznych więzów krwi.)

                --------
                (Chętnie porozmawiam, doradzę. Piaskiem we mnie można sypać codziennie od 15-tej
                do 19-tej...;) Krecia Pataczkówna ;)
                --------

                Wiesz, gdybym znała Twoje intencje, to chętnie pobawiłabym się w gdybanie. To
                znaczy, gdybym wiedziała, że nie chodzi Ci o sprowadzenie rzeczy do odpowiedzi
                typu: bezwzględnie karać-bezwzględnie nie karać (już poza wszystkim
                nieuprawnione jest zakładanie z góry, że w każdej sytuacji A - a każdą
                przyszłość przecież mogę poznać, wszak od tego mam tę szklaną kulę na szafie -
                zadziałam w sposób B), po to tylko, żeby się już więcej nie zastanawiać, bo
                takie ujęcie sprawy uważam za bezcelowe.

                (Bezpośrednio nie na temat, ale na wyższym poziomie analizy jednak tak. Fragment
                rozmowy kardynała Ratzingera, wówczas prefekta Kongregacji Nauki Wiary:
                "Jesteśmy stale narażeni na pytania,na które w krótkim czasie nie sposób znaleźć
                trafnej odpowiedzi. (...)Na przykład amerykańskie szpitale zwróciły się do nas z
                pytaniem,czy mają obowiązek do końca podawać pokarm pacjentom, którzy znajdują
                się w stanie nieodwracalnej śpiączki. Po długotrwałych studiach musieliśmy
                odpowiedzieć - na razie na płaszczyźnie lokalnej - że daleko nam w tej sprawie
                od całkowitej pewności. (...)Nie możemy pewności wyciągać z kapelusza. Musimy
                wówczas powiedzieć: Na razie jakoś się trudźcie, tak abyśmy na gruncie waszych
                doświadczeń mogli stopniowo dojrzeć do w miarę pewnej decyzji.")

                Bośmy ludzie są, ot, po prostu, trzcina słaba, ale przeca myśląca.

                -------------

                I drugi::

                2.- Nie wykluczam możliwości zaistnienia (u siebie, u innych) różnych sposobów
                radzenia sobie z dziećmi, bo wychowywanie dzieci dzieje się przez cały czas, nie
                jest tylko reakcją na jakieś dziecka zachowanie albo skłonieniem go do jakiegoś
                zachowania.

                -
      • Gość: M Re: jesli kary fizyczne nie, to ... IP: *.gwo.pl 26.04.05, 13:25
        Takie szklenia były w Szwecji po wprowadzeniu zakazu bicia dzieci. Powinny być
        jak najbardziej ale są przecie zksiażki, wystarczy pójść do ksiegarni, ale po
        co placic 25 zł i czytać całe dwa dni, lepiej spuscic manto dziecku poraz 151.
        Zreszta jakto ja mam czytac? Ja jestem zlym rodzicem? Jak smiesz tak o mnie
        myslec? Zaraz i ty dostaniesz!
        • tees1 nie splycaj 27.04.05, 13:14
          Nie mozna zabierac rodzicom jednych instrumentow radzenia sobie z pociechami nie
          dajac niczego w zamian.

          To tak jakby nagle zakazac medycyny tradycyjnej bo homeopatia jest rownie
          skuteczna, a jak kto nie umie to niech sobie kupi ksiazke.
    • olahej kara- owszem ale nie katowanie 25.04.05, 19:21
      ja nie mam nic przeciwko klapsom ale lekkim tylko w ekstremalnych sytuacjach,
      zeby dziecko wiedziało że to co zrobiło jest złe. Ta metoda może być skuteczna
      ale dla dzieci do 4 max 5 lat. Potem moim zdaniem jest to już maltretowanie
      dzieci. Aha i jeszcze raz pamiętajmy co za dużo to niedrowo
      • tad9 Re: kara- owszem ale nie katowanie 25.04.05, 20:09
        olahej napisała:

        > ja nie mam nic przeciwko klapsom ale lekkim tylko w ekstremalnych sytuacjach,
        > zeby dziecko wiedziało że to co zrobiło jest złe.

        Co nazywasz "ekstremalną sytuacją"?
        • Gość: Domo Re: kara- owszem ale nie katowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 07:30
          jak dziecko coś zrobi to raczej WIE co jest złe, jak przewruciłaś mamie wazon
          wiedziałaś że tak nierobić????WIEDZIAŁAŚ i to jest tylko wymuwka od
          pokoleniowego użycia siły przeciw słabszym, przeciw słabszym bo np. dasz
          koledze klapsa że wylał na ciebie sok, albo matce że na ciebie nakrzyczała????
          NIE!!!!!! bo to jest znęcanie sie na słabszymi z gniewu bo nie mamy na kim i
          jak tobie ktoś da "Klapsa" ot ty też będziesz dawać bo będziesz uważać to za
          słuszne i tak w kułko aż sie przytrafi alkoholik który jako dziceko dostawał
          klapsa i jak jest pijany daje swojemy dziecku klapsa tylko ze bez powodu i
          troche MOCNIEJSZEGO BO JE KATYJE I TAK TO SIE ZACZYNA OD MAŁEGO KLAPSA KTÓREGO
          TY DASZ A ZA 2 - 3 POKOLENIA JAKIŚ PIJAK SKATUJE DZIECKO!!!!!!
          • tad9 Re: kara- owszem ale nie katowanie 26.04.05, 18:16
            Gość portalu: Domo napisał(a):

            > jak dziecko coś zrobi to raczej WIE co jest złe,

            A jeśli wie i mimo to, a nawet DLATEGO to robi?

            > to jest znęcanie sie na słabszymi z gniewu bo nie mamy na kim

            Czy WOGÓLE dopuszczasz jakiekolwiek karanie dzieci, a jeśli tak to jakie?
    • Gość: Magda Re: A propo bezstresowego wychowania IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 26.04.05, 07:43
      dzieci. Przypomniała mi się taka anegdota.
      W autobusie MPK na siedzeniach takich na przeciwko siebie siedzą : od okna
      dziecko 4-letnie obok matka tegoż dziecka; na przeciwko staruszka. Rzecz się
      dzieje późną jesienią lub wczesną wiosną. Staruszka jest ubrana w płaszcz a
      dziecko ma ubłocone buty. Macha nogami z tymi brudnymi butami i brudzi płaszcz
      staruszki. Staruszka ogarnia płaszcz i odsuwa się od dziecka. Dziecko z błogim
      uśmiechem kładzie się na siedzeniu - by jak najdalej sięgnąć nogą i dalej
      brudzi płaszcz staruszki. Ktoś z pasażerów nie wytrzymuje i zwraca uwagę matce
      dziecka - czy nie widzi pani co dziecko wyprawia ?? Na to odpowiada matka
      dziecka : ja wychowuję moje dzieci bezstresowo. Na to reaguje młody człowiek
      stojący nad matką ( taki 15-18 lat) Wyjmuje gumę do żucia z buzi i przykleja
      jej na czole ze słowami: moja matka też wychowała mnie bezstresowo.
      :)
      • kr_kap Re: A propo bezstresowego wychowania 26.04.05, 13:25
        Urocze :)

        Tu przychodzi mi na myśl, że jest podejrzanie popularne zwracanie przez obcych
        dorosłych uwagi rodzicom dzieci, w podobnych przypadkach, nie samym dzieciom. Ja
        rozumiem, że wynika to ze strachu (jeszcze mnie młodzian czy dziewczynka zdzieli
        przez łeb przy pełnej akceptacji rodziców - tych "nie stresujących się
        wychowywaniem dziecka"... ;))), albo z przekonania, że wychowywać dzieci powinni
        rodzice a reszta świata może to mnieć głęboko w nosie, ale skuteczność zwrócenia
        uwagi przez rodzica (po raz pięćsetny, w ten sam sposób; dziecko może tego już
        nawet nie słyszeć...) w porównaniu do zwrócenia uwagi przez obcego dorosłego,
        jest minimalna. Dziecko nie wie, czy ten obcy dorosły chce z nim pogadać
        bezstresowo czy wręcz przeciwnie a co u rodziców wie.

        Szczególnie jeśli spotka się z właściwą reakcją rodzica, bo często po zwróceniu
        uwagi dziecku, dostaje się przez łeb właśnie od rodzica, który wychowuje - dla
        siebie - bezstresowo :). Takie - co mi się tu pan/pani będzie wtrącał, jam jest
        rodzic. Nieprzekonywujące: ja też będę musiała żyć wśród tych dzieci, gdy dorosną.

        Podobnie jak warto zareagować, gdy na naszych oczach ktoś kogoś maltretuje. Ale
        to już inny wątek.




    • Gość: Milena Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 09:15
      Wydaje mi się, że jeden klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził.Czasem nic innego
      nie pozostaje,ale nie można tego nadużywać, bo dziecko się przyzwyczai i taki
      klaps czy dwa nie zrobi na nim wrażenia.dziecko musi wiedzieć za co dostało
      tego klapsa.
    • janeksik Re: Dzieci się nie bije(???) 26.04.05, 09:47
      Nie jestem za biciem ale z tego co czytałem i słyszałem szwedzi nie mogą sobie
      poradzić ze swoimi dziećmi
    • Gość: Fany Re: Dzieci się nie bije(???) IP: *.znsrtv.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.05, 09:49
      przykład o staruszkach bardzo dobry. Szkoda ze nie bije się staruszek tak jak
      dzieci. One wiedzą o tym i dlatego są takie nie znośne. Przydałoby im się
      bardziej niz dzieciom. Kto powiedział że wychowywać przez karę mozna tylko
      dzieci? Uważam że staruszkom też by się przydało. Nie byłyby takie
      upierdliwe.Pozdrawiam wszystkie staruszki Fany.
    • narrator Re: Dzieci się nie bije(???) 26.04.05, 10:28
      nie wolno bić dzieci,zresztą nikogo nie wolno bić, to przemoc !!! a juz w
      stosunku do słabszego i bezbronnego to okrucieństwo i hańba !!!nawet ten klaps
      jest wyrazem przewagi i zagrożenia dla dziecka ze strony rodzica, w którym
      dziecko widzi wszystko, a przede wszystkim swoje bezpieczeństwo !!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka