werter-6
21.07.05, 20:41
Orientacja seksualna jest ustalona od urodzenia – głosi wbrew stereotypom nowa
książka dwóch wybitnych naukowców brytyjskich.
Są ludzie, którzy mogą „wyleczyć” cię z twojej orientacji seksualnej. Jeśli
jesteś kobietą, twoje oczy nie będą już wodzić za wysokim, opalonym,
umięśnionym Adonisem. Jeżeli jesteś mężczyzną, twój serce nie zabije już
gwałtownie na widok głębokiego dekoltu lub gładkiego uda - w zamian poczujesz
jak przyspiesza, kiedy mignie ci przed oczami szeroki, naprężony tors albo
starannie przystrzyżone wąsy.
Dla z 96 procent czytelników – heteroseksualistów – koncepcja zmiany czegoś
tak fundamentalnego jak orientacja seksualna wyda się czymś absurdalnym. Tak
samo jest z homoseksualistami, stanowiącymi pozostałe 4 procent populacji,
którym często mówi się, że ich „nienormalne” zachowanie jest wyborem stylu życia.
Nauka jak dotąd wypowiadała się dość ostrożnie w budzącej wiele emocji debacie
o tym, czy gejem jest się od urodzenia czy nie. Rozmaite dowody – jak np.
homoseksualizm dziedziczony w rodzinach, zwiększone prawdopodobieństwo
wystąpienia tych samych preferencji u bliźniąt jednojajowych – już dawno
sugerowały, że to biologia raczej niż wychowanie kształtuje upodobania
seksualne. Teraz dwójka biologów podjęła się wyzwania, żeby „wyoutować”
niewygodną naukową prawdę: rodzimy się albo hetero albo homo i nic nie można
zrobić, żeby to odwrócić.
W „Born Gay: The Psychobiology of Sexual Orientation”, dr Glenn Wilson,
wykładowca teorii osobowości w Londyńskim Instytucie Psychiatrii i dr Quazi
Rahman, psychobiolog z University of East London, deklarują, że „nagromadzone
dowody z laboratoriów całego świata wykazały, że biologicznych różnic pomiędzy
osobami homoseksualnymi a heteroseksualnymi, nie można zignorować . . .
orientacja seksualna jest fundamentalnym i niezmiennym komponentem natury
ludzkiej”. Wyjaśnienie natury preferencji seksualnych Wilsona i Rahmana
wykracza poza kwestię tego, czy istnieje pojedynczy gen homoseksualizmu – nie
ma wprawdzie pojedynczego genu homoseksualizmu, ale geny mają swój wpływ – i
uwzględnia działanie hormonów płciowych, na których działanie wystawiony jest
płód w łonie matki.
Książka o tak bezkompromisowym tytule, głosi tezę, że badania naukowe nie
pozostawiają cienia wątpliwości, że wpływy ze strony rodziców czy otoczenia
nie ma wpływu na kształtowanie się tej intymnej cechy osobowości. Dzieci nie
da się uwieść czy w jakiś inny sposób doprowadzić do homoseksualizmu – co
dezawuuje jako nonsens Klauzulę 28, przepis zabraniający w Wielkiej Brytanii
promocji homoseksualizmu – oraz, jakkolwiek dominująca byłaby matka, czy
nieobecny ojciec, nawet najgorsi z rodziców nie mogą sprowadzić dziecka z raz
powziętej od urodzenia ścieżki prowadzącej ku heteroseksualizmowi. Żaden
poważny naukowiec, pracujący w oparciu o dowody, jak twierdzą, nie może
zaprzeczyć, że orientacja seksualna jest ustalona od urodzenia. Geny, które są
odpowiedzialne za bycie gejem, nie tylko wpływają na orientację seksualną – w
małych dozach mogą przekazywać pozytywne cechy charakteru heteroseksualistom
(takie jak lojalność, empatia, życzliwość), które mogą uczynić z nich bardziej
atrakcyjnych partnerów i w ten sposób propagować te geny dalej.
Rahman, mówi, że jego pogląd na wszelkie terapie, które mają „leczyć” gejów,
jest prosty – one nigdy nie przyniosą wyników. „Nie można tak po prostu tego
zrobić. Jeśli ktoś mówi, że może, pytam: ‘Czy możesz z heteroseksualisty
zrobić geja? Pokaż mi dowody.’ Ale to nigdy się nie stanie, prawda?”
Andy Forrest, rzecznik Stonewall, organizacji walczącej o równouprawnienie
gejów, mówi, że główne przesłanie książki brzmi prawdziwie dla większości
gejów. „Większość ludzi, z którymi miałem styczność, mówi, że zawsze byli
gejami, a ich wychowanie nie miało na to najmniejszego wpływu.”
Według Wilsona i Rahmana biologiczne uwarunkowanie orientacji seksualnej
oznacza, że dyskryminacja gejów i lesbijek jest tak samo uzasadniona jak
dyskryminacja ze względu na kolor oczu czy pochodzenie. Autorzy odmówili
ujawnienia własnej orientacji seksualnej.
A więc dlaczego niektórzy mężczyźni rodzą się gejami? Homoseksualizm często
występuje w rodzinie, co spowodowało poszukiwania tzw. homoseksualnego genu. W
zeszłym miesiącu biolog z Australii odkrył, że muszki owocowe stają się
homoseksualne po wymianie tylko jednego genu. Jest prawie niemożliwe, żeby
istniał jeden gen, determinujący orientację seksualną człowieka: bliźnięta
jednojajowe, które mają identyczne geny, nie zawsze mają takie same
preferencje seksualne. Jednak wskazuje to na pewien wpływ genów. „Geje mają
statystycznie więcej braci gejów niż heterycy,” mówi Rahman. „Sądzi się, że
dziedziczność wynosi około 30 do 40 procent co oznacza, że około 30 do 40
procent wpływu można przypisać genom. Mówiąc ściśle, jest to lepszy wynik niż
zero (co oznaczałoby brak roli genów), co pokazuje, że wpływ środowiska jest
znaczny.”
Ale w tym miejscu, według Rahmana, pojawia się „powszechne nieporozumienie, co
do koncepcji środowiska”. Badania wykazały, że to, co odpowiada popularnemu
wyobrażeniu środowiska – wychowanie przez rodziców, normy rówieśników, dom
rodzinny, szkoła – nie ma najmniejszego wpływu. Na przykład psychoanalitycznej
teorii o sabotowaniu rozwoju seksualnego dziecka przez obojętnego ojca i zbyt
władczą matkę nie potwierdzają dowody. Wilson i Rahman odrzucają tego typu
teorie jako „nie do przyjęcia dla nauki.” W rozmowie ze mną Rahman jest
bardziej brutalny: „95 procent psychologii to banialuki.”
Pierwsze doświadczenia seksualne nie wydają się mieć wpływu – jedno z badań
pokazuje, że wychowankowie szkół z internatem, gdzie wczesne doświadczenia
homoseksualne są względnie rozpowszechnione, nie zostają gejami częściej niż
inni chłopcy. A co z hipotezą uwiedzenia? Mężczyźni, którzy jako chłopcy mieli
doświadczenia ze starszymi mężczyznami, przyznają, że wiedzieli, że byli
gejami zanim do nich doszło. Adoptowane dzieci gejów i lesbijek są w
przytłaczającej większości heteroseksualne. Brakującym środowiskowym ogniwem,
twierdzą autorzy, jest łono matki. Jest to zgodne z wynikami badań z początku
lat dziewięćdziesiątych, z których wynika, że mózgi gejów i nie-gejów
nieznacznie się różnią. Jak wyjaśnia Rahman: „Twierdzimy, że geny te generują
różnice w mózgu pre-hetero i pre-homoseksualnego płodu, a one z kolei mogą
wpłynąć na pewne receptory, które decydują o aktywności męskich hormonów
płciowych.”
Mówiąc prościej, Wilson i Rahman podejrzewają, że niektóre z męskich płodów
absorbują niewielkie ilości testosteronu w pewnych rejonach mózgu; pełna
absorbcja jest niezbędna dla pełnej męskości. U płodów, które mają genetyczne
predyspozycje do homoseksualizmu, te receptory nie są efektywne w „zasysaniu”
testosteronu. Rezultatem jest taki, że ta stosunkowo mniej wrażliwa część
mózgu podąża zwykłą drogą rozwoju, czyli żeńską.
Innymi słowy, obwód nerwowy, który warunkuje pożądanie seksualne wobec kobiet,
nigdy nie zaczyna pracować; wynikiem jest mężczyzna, który odczuwa pociąg do
innych mężczyzn. Autorzy sądzą, że wyjaśnia to także, dlaczego geje wykazują
„mozaikę” cech kobiecych i męskich. W użyciu języka i inteligencji
przestrzennej, na przykład, bliżsi są kobietom niż heteroseksualnym
mężczyznom. Jak ujmuje to Rahman bycie gejem jest tylko jedną rzeczą spośród
pakietu cech, które ulegają ukształtowaniu w łonie matki. W 2003 roku wykazał
on, że sposób, w jaki ludzie reagują na nagły hałas jest inny u homo i
heteroseksualistów. Ponieważ ten odruch jest instynktowny i nie może być
wyuczony, widziano w tym dalszy dowód na to, że geje i heterycy różnią się
neurolog