Dodaj do ulubionych

Nie jestem homo ale popieram

16.08.02, 11:06
Popieram dazenia homoseksualistow do uregulowania ich prawnych sytuacji.
Kazdy z nas ma prawo do wziecia slubu takiego jaki im odpowiada, do wziecia
rozwodu lub pozostawania w prawnej separacji. Dlaczego oni nie?
Jestesmy spoleczenstwem nietolerancyjnym ale starajmy sie to zmienic.
Obserwuj wątek
    • Gość: XXX-7 Re: Nie jestem homo ale popieram IP: 213.25.39.* 16.08.02, 11:18
      Nie jestem homo ale rowniez popieram.Znam 2 osoby o odmiennej orientacji
      seksualnej. Oczywiscie ukrywajace sie bo spoleczenstwo jest takie jakie jest.
      Ludzie wartociowi oceniani sa po odmiennosci seksualnej jako gorszej kategorii.
      Za duzo zajmujemy sie sprawami sexu innych.
      Fakt ze na Billa Cintona patrzymy teraz jako na zwolennika sexu oralnego i
      jakos tak to sie narzuca. Im wiecej wiemy o sprawach z zycia osobistego biznich
      tym bardziej przez "te" sprawy lubimy ich oceniac. Zajmijmy sie np. "damskimi
      boxerami".
      Wpisujcie sie tutaj zwolennicy rozwiazan prawnych przyjaznych dla homo.
      • Gość: REnata Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.08.02, 11:46
        Gość portalu: XXX-7 napisał(a):

        > Nie jestem homo ale rowniez popieram.Znam 2 osoby o odmiennej orientacji
        > seksualnej. Oczywiscie ukrywajace sie bo spoleczenstwo jest takie jakie jest.
        > Ludzie wartociowi oceniani sa po odmiennosci seksualnej jako gorszej
        kategorii.
        >
        > Za duzo zajmujemy sie sprawami sexu innych.
        > Fakt ze na Billa Cintona patrzymy teraz jako na zwolennika sexu oralnego i
        > jakos tak to sie narzuca. Im wiecej wiemy o sprawach z zycia osobistego
        biznich

        Ja jestem także za tym, żeby również osoby o odminnej orientacji seksulanej
        miały prawo zawierać związki. Przecież każydy człowiek wobec prawa powinien być
        równy!! Dla mnie liczy się kto jakim jest człowiekiem, a nie jaką ma orientację
        seksulaną. Niestety w naszym społeczeństwie nadal osoby o oddmiennej orientacji
        seksualnej muszą to ukrywać. To smutne... Nie mogą cieszyć się w pełni swą
        miłością. Ludzie!!! Pozwólmy im być sobą!!
        >
        > tym bardziej przez "te" sprawy lubimy ich oceniac. Zajmijmy sie np. "damskimi
        > boxerami".
        > Wpisujcie sie tutaj zwolennicy rozwiazan prawnych przyjaznych dla homo.
      • Gość: Emu Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.acn.pl / 10.133.129.* 25.08.02, 10:59
        Podpisuję się pod tytułem i treścią. Przeraża mnie, że Polska staje się
        królestwem anachronizmu.
        Szanuję Kościół, ale nie może być tak, by on narzucał świeckiemu państwu
        rozwiązania prawne. Przykład z innej beczki. Ostatnio byłam z mamą na
        wakacjach i któregoś dnia dyskutowałyśmy sobie o miejscowościach "sezonowych",
        opiece społecznej i edukacji. Mama "rzuciła", że dobrze by było, gdyby nie
        tylko np. fundowali dzieciom z biednych rodzin podręczniki, ale też promowali
        planowanie rodziny. A ktoś sobie wyobraża, że w tym kraju będą dawać ubogim
        rybaczkom środki antykoncepcyjne? ;)
        Ot kolejny przykład. I w sprawie legalizacji związków homoseksualnych też
        Kościół nie ma nic do gadania, bo RP przynajmniej formalnie nie jest państwem
        wyznaniowym. Nota bene deklaruję się jako osoba wierząca bezwyznaniowa, ale po
        prostu NIE WIERZĘ, by miłość mogła być grzechem.
        Tłum też tu nie ma nic do gadania, bo, jak już ze dwa lata temu akurat w
        temacie związków homoseksualnych pisało "Wprost", gdyby prawo słuchało się, co
        mówi motłoch, do dziś stosowanoby tortury. Czekam, aż znajdzie się ktoś na
        tyle poważny, by w sprawach obyczajowych podjąć decyzje wbrew woli tłumu. To
        nikomu nie zaszkodzi, a jak już takie prawo będzie, to "przydzie przywyknąć".
      • Gość: wikul Nie jestem homo ale mam kilka pytań IP: *.acn.waw.pl 10.09.02, 01:13
        Gość portalu: XXX-7 napisał(a):

        > Nie jestem homo ale rowniez popieram.Znam 2 osoby o odmiennej orientacji
        > seksualnej. Oczywiscie ukrywajace sie bo spoleczenstwo jest takie jakie jest.
        > Ludzie wartociowi oceniani sa po odmiennosci seksualnej jako gorszej
        kategorii.
        >
        > Za duzo zajmujemy sie sprawami sexu innych.
        > Fakt ze na Billa Cintona patrzymy teraz jako na zwolennika sexu oralnego i
        > jakos tak to sie narzuca. Im wiecej wiemy o sprawach z zycia osobistego
        biznich
        >
        > tym bardziej przez "te" sprawy lubimy ich oceniac. Zajmijmy sie np. "damskimi
        > boxerami".
        > Wpisujcie sie tutaj zwolennicy rozwiazan prawnych przyjaznych dla homo.


        A ja znam paru o odmiennej orientacji zawodowej . Zajmują sie mianowicie
        kradzieżami i sądzę ze powinnismy być w stosunku do nich bardziej tolerancyjni .
        A jacy powinniśmy być w stosunku do odmiennej orientacji higienicznej która
        preferuje siusianie i kupkowanie w bramie ?
        • Gość: michał Re: Nie jestem homo ale mam kilka pytań IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.09.02, 09:11
          Proponuję pomyśleć nad jakąś sensowną wypowiedzią, bo tracisz czas na takich
          obraźliwych, no i impulsy tepsie lecą...
    • Gość: luki Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.umwd.pl / 192.168.0.* 20.08.02, 11:53
      witam!Do homo nic nie mam.Niech sobie spokojnie egzystuja w tym naszym bardzo
      tolerancyjnym kraju(?!)powodzenia.Ale uwazam za totalnie niemoralne i
      nebezpieczne adopcje dzieci przez "tych" ludzi.Wyobrazacie to sobie??Bo ja
      nie.Nikt nie zastapi dziecku matki..
      pozdr
      • Gość: ramzes:) Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.dip.t-dialin.net 20.08.02, 12:30
        a luki nie slyszal o rodzicach wychowujacych dzieci samotnie??

        czyli jak..odebrac, czy zmusic do ponownego malzenstwa, zeby rodzina
        odpowiadala standartom?

        ramzes:)
      • Gość: michał Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.08.02, 13:06
        Gość portalu: luki napisał(a):

        > witam!Do homo nic nie mam.Niech sobie spokojnie egzystuja w tym naszym bardzo
        > tolerancyjnym kraju(?!)powodzenia.Ale uwazam za totalnie niemoralne i
        > nebezpieczne adopcje dzieci przez "tych" ludzi.Wyobrazacie to sobie??Bo ja
        > nie.Nikt nie zastapi dziecku matki..
        > pozdr

        Po pierwsze - a co z lesbijkami, po drugie - odbierzmy więc dzieci wszystkim
        samotnym ojcom... ale cieszę się, że poza tym nic do nas nie masz :-)
      • Gość: Nikos Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.09.02, 12:25
        Gość portalu: luki napisał(a):

        > witam!Do homo nic nie mam.Niech sobie spokojnie egzystuja w tym naszym
        bardzo
        > tolerancyjnym kraju(?!)powodzenia.Ale uwazam za totalnie niemoralne i
        > nebezpieczne adopcje dzieci przez "tych" ludzi.Wyobrazacie to sobie??Bo ja
        > nie.Nikt nie zastapi dziecku matki..
        > pozdr

        Nie dziwie sie ze ciezko jest Ci to sobie wyobrazic... Tu nie chodzi o
        zastepowanie matki... tylko o stworzenie dla dziecka warunkow w spoleczenstwie
        w ktorym mogloby normalnie egzystowac, nie bedac narazone na zaszczucie przez
        spoleczenstwo za to ze ma dwoch tatuskow czy dwie mamuski..
        • Gość: ruen Re: Nie jestem homo ale popieram IP: 193.0.69.* 03.09.02, 15:24
          jestem gejem, ale uwazam ze pomysl adopcji przez pary homo dzieci jest
          porojony, dziecko musi miec matke i jak by nie bylo zaden facet mu jej nie
          zastapi, chocby nie wiem jak byl czuly i opiekunczy
          • Gość: Krzycho Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.02, 21:48
            Gość portalu: ruen napisał(a):

            > jestem gejem, ale uwazam ze pomysl adopcji przez pary homo dzieci jest
            porojony, dziecko musi miec matke i jak by nie bylo zaden facet mu jej nie
            zastapi, chocby nie wiem jak byl czuly i opiekunczy
            I dlatego w przypadku smierci matki, zwykle odbieramy ojcu prawa rodzicielskie -
            bo przeciez utrata zony/kochanki nie jest w stanie tego braku zastapic.
            Nie pieprz lepiej, kazdy czlowiek jest inny i kazda sytuacja jest inna, a takie
            uogolnienia sa po prostu obrazliwe dla wielu facetow, ktorzy sami wychowuja
            dzieci. To ze Ty nie chcesz i byc moze slusznie uwazasz, ze nie potrafisz, nie
            znaczy, ze inni tez nie chca i nie potrafia.
            Pozdrawiam
            • Gość: ruen Re: krzycho IP: 193.0.117.* 14.09.02, 17:25
              nie chodzi o to, ze facet nie potrafilby wychowac dziecvka, czy tez sie nim
              zaopiekowac, ale jakby nie bylo z punktu widzenia dziecka normalne jest
              posiadanie obojga rodzicow, moze warto by sie zastanowic co jest dobre dla
              dziecka, a nie dla nas, i bynajmniej nie chodzi tu o to, ze geje nie byliby w
              stanie sie nim zaopiekowac, chodzi tu raczej o kwestie wzorcow kulturowych w
              jakich by wzsrastalo dziecko, w przypadku rodzicow jednej plci wzorce te nie
              bylyby zapewne zgodne z oczekiwaniami dziecka, wychoowujac sie wsrod heterykow
              mialem calkiem powazne problemy z zaakceptowaniem tego kim jestem i jak
              powinienem sie zachowywac, takze wobec innych gejow, caly swiat jaki mnie
              otaczal byl swiatem gdzie relacje miedzy ludzmi byly relacjami hetero, wydaje
              mi sie ze nie powinnismy domagac sie praw do adopcji, chocby z tego powodu, by
              nie nie utudniac normalnego zycia tym dzieciakom, i tyle, normalnego nie znaczy
              tu bynajmniej lepszego, to nbie sprawa sadow moralnych i etyki , raczej
              statystyk
              • Gość: Krzycho Re: krzycho - odpowiadam IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 19:56
                Czesc!

                Tak troche nie wiem, jak odpowiedziec, bo przychodzi mi stanac w obronie
                sprawy, ktora osobiscie mnie nie interesuje i ktorej nie popieram. Ale wydaje
                mi sie, ze moge wyprostowac pewne niejasnosci.
                > nie chodzi o to, ze facet nie potrafilby wychowac dziecvka, czy tez sie nim
                zaopiekowac, ale jakby nie bylo z punktu widzenia dziecka normalne jest
                posiadanie obojga rodzicow, moze warto by sie zastanowic co jest dobre dla
                dziecka, a nie dla nas, i bynajmniej nie chodzi tu o to, ze geje nie byliby w
                stanie sie nim zaopiekowac, chodzi tu raczej o kwestie wzorcow kulturowych w
                jakich by wzsrastalo dziecko, w przypadku rodzicow jednej plci wzorce te nie
                bylyby zapewne zgodne z oczekiwaniami dziecka, wychoowujac sie wsrod heterykow
                mialem calkiem powazne problemy z zaakceptowaniem tego kim jestem i jak
                powinienem sie zachowywac, takze wobec innych gejow, caly swiat jaki mnie
                otaczal byl swiatem gdzie relacje miedzy ludzmi byly relacjami hetero, wydaje
                mi sie ze nie powinnismy domagac sie praw do adopcji, chocby z tego powodu, by
                nie nie utudniac normalnego zycia tym dzieciakom, i tyle, normalnego nie znaczy
                tu bynajmniej lepszego, to nbie sprawa sadow moralnych i etyki , raczej
                statystyk
                Wydaje mi sie, ze z punktu widzenia dziecka najwazniejsze jest, by bylo
                kochane i mialo zapewniona stala, czula i troskliwa opieke. Jesli moze na nie
                liczyc wylacznie ze strony pary gejow lub lesbijek, nie sadze, by jakos
                szczegolnie protestowalo (zreszta konflikty z rodzicami sa jak na razie
                specjalnoscia nastolatkow wychowywanych w "normalnych" rodzinach).
                Pewne rzeczy trzeba tu bardzo wyraznie zaznaczyc: w zadnym kraju, w ktorym
                zezwolono na adopcje przez pary jednoplciowe, nie ma mowy o odbieraniu dzieci
                normalnym, pelnym i zdrowym rodzinom, a wylacznie o opiece nad sierotami,
                bardzo czesto glownie takimi, ktorymi "normalne, zdrowe i pelne" rodziny
                szukajace dzieci do adopcji zajac sie nie chca z powodu ich "felerow". Czy w
                przypadku dziecka z pelnoobjawowym AIDS lub inna nieuleczalna chorobe, przy
                obecnym stanie medycyny skazanym na przedwczesna smierc, naprawde istotne jest
                czy przez te kilka lat, jakie mu pozostaly, zajma sie nim dwaj panowie czy dwie
                panie?
                Dziecko wychowywane przez gejow byloby nadal otoczone przez heteronormatywny
                swiat - choc moze przez sam fakt dopuszczenia do adopcji ta "normatywnosc"
                bylaby odrobine lzejsza. To znaczy, ze mialoby wokol siebie az nadto modeli
                zwiazkow heteroseksualnych - jego "tatusie" maja w koncu rodzicow-heterykow,
                jakies rodzenstwo, ktore niekoniecznie musi byc w 100% homo lub zyc w
                celibacie, przyjaciol i znajomych itd. Wzorce kulturowe zas ksztaltujemy my,
                nie ktos inny za nas - zgodzisz sie chyba, ze lepiej byloby, gdyby jak
                najwiekszej liczbie dzieci wpajana od malego szacunek dla ludzkiej odmiennosci
                i roznorodnosci.
                Kazdy gej jest dowodem na to, ze mozna pozostac gejem w otoczeniu heterykow -
                chyba ze skrycie zgadzasz sie z pania Milska-Wrzesinska, ktora posrednie
                twierdzi, ze heteroseksualizm jest stanem kruchym i bardzo latwo go zniszczyc
                przez uwiedzenie.
                Dodatkowym argumentem jest fakt, ze od poczatkow ludzkosci wychowaniem dzieci
                zajmuja sie rowniez samotni ojcowie, dziadkowie czy wujowie. Nieszczescia w
                koncu chodza po ludziach, a fakt ze wiekszosc kobiet jest w stanie przezyc
                porod jest osiagnieciem ostatnich dwoch wiekow. Jakos wielkiej katastrofy z
                tego nie ma ani nie bylo, gatunek ludzki nie wymarl. Nie ma tez pomyslu, by
                samotnym mezczyzna dzieci odbierac - choc jak dowodzi praktyka sadowa przy
                rozwodach zwykle racje i prawo staja po stronie matki. Na szczescie nie
                osiagnelismy jeszcze takiego stanu jak duze amerykanskie miasta, gdzie czasami
                trudno znalezc w klasie licealnej jedno dziecko wychowywane przez swoich ojca i
                matke, ale dziecko ktore nie moze liczyc na taki luksus nie jest szczegolna
                rzadkoscia.
                Co powiedziawszy, stwierdzam jeszcze raz, ze osobiscie nie jestem sprawa
                zainteresowany. Jednak dla mnie jedynym (i jak na razie ostatecznym) argumentem
                jest cudowne polskie spoleczenstwo, ktore zamiast zapewnic adoptowanemu przeze
                mnie dziecku model udanych zwiazkow hetero, zaszczuloby je, gleboko przekonane,
                ze w ten sposob kaze mnie za niemoralnosc.
                Pozdrawiam!
          • pepperoni78 Re: Nie jestem homo ale popieram 07.09.02, 21:06
            Gość portalu: ruen napisał(a):

            > jestem gejem, ale uwazam ze pomysl adopcji przez pary homo dzieci jest
            > porojony, dziecko musi miec matke i jak by nie bylo zaden facet mu jej nie
            > zastapi, chocby nie wiem jak byl czuly i opiekunczy

            Może inaczej: jeden, ale tylko JEDEN, JEDYNY facet może zastąpić matkę ( z
            zastrzeżeniem, że nie zawsze. Ale nie dwóch facetów i nie dwie kobiety. Jeśli
            chodzi o legalizację związków jestem jak najbardziej za.
            • Gość: michał Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.09.02, 17:59
              niesamowite... a ja zawsze myślałem, że co 2 głowy, to nie jedna...
    • sagan2 Re: Nie jestem homo ale popieram 20.08.02, 17:37
      no to ja tez sie podpisze :)

      rozumiem opory kosciola przeciwko zwiazkom
      homoseksulanym, sa one wbrew nauce, ktora kosciol glosi.
      ale przeciez homoseksualisci nie zadaja sakramentu
      malzenstwa, tylko zalegalizowania ich zwiazku prawnie.
      oczywiscie wazne tutaj sa kwestie majatkowe, dziedziczne
      itp, ale rowniez szara rzeczywistosc - mozliwosc
      odwiedzanai w szpitalu, zalatiania pewnych spraw w banku,
      decydowania o operacji partnera.
      zwyczajnie im sie to nalezy.
      a kto twierdzi, ze nasze spoleczenstwo jest tolerancyjne,
      jest w bledzie.

      milego dnia :) niedlugo ide do domu, a na kolacje beda
      dwie salatki sledziowe :) jedna ze smietana, a druga z
      buraczkami. czemu o tym pisze? poniewaz ja naleze do tej
      mniejszosci seksualnej, ktora ciagle mysli o jednym...
      ... o jedzeniu :)))
    • Gość: Lena Re: Nie jestem homo ale popieram IP: 213.216.82.* 28.08.02, 18:20
      Nie jestem homo ale tez jestem za cywilnym uregolowaniem zwiazkow homo. Gorzej
      z adopcja. Do tego nie dorosla wiekszosc Polakow. Wyobrazcie sobie co znosiloby
      dziecko takich rodzicow. U nas wystarczy dziecko zbyt grube, rude /przepraszam
      rudych -ja ich uwielbiam/, a nie mowie o jakims kalectwie. Bycie dzieckiem
      dwoch ojcow lub matek byloby dla dziecka traumatycznym przezyciem.
      • Gość: mfs28 Jestem homo i sam juz nie wiem IP: *.in-addr.btopenworld.com 29.08.02, 14:35
        Zastanawiam sie po co ten caly krzyk i opor srodowisk antygejowskich. Czy
        naprawde wszystkim sie wydaje ze nagle zacznie sie plaga malzenstw gejow,
        ktorzy beda tylko marzyli o adopcji niewinnych dzieciatek?
        Prawda jest taka: niewielki procent gejow mysli o malzenstwie. Wiekszosc
        traktuje zwiazki bardzo luzno, majac czesto wielu partnerow na raz. Malzenstwo
        jest duzym ograniczeniem w kolorowym, hedonistycznym trybie zycia.
        Nie znaczy to ze z tego powodu mozna zrezygnowac z legalizacji potencjalnych
        zwiazkow. Wydaje mi sie jednak ze zarowno zwolennicy i przeciwnicy uzywaja
        chybionych argumentow.
        • Gość: Lena Re: Jestem homo i sam juz nie wiem IP: 213.216.82.* 29.08.02, 17:36
          Gość portalu: mfs28 napisał(a):

          > Zastanawiam sie po co ten caly krzyk i opor srodowisk antygejowskich. Czy
          > naprawde wszystkim sie wydaje ze nagle zacznie sie plaga malzenstw gejow,
          > ktorzy beda tylko marzyli o adopcji niewinnych dzieciatek?
          > Prawda jest taka: niewielki procent gejow mysli o malzenstwie. Wiekszosc
          > traktuje zwiazki bardzo luzno, majac czesto wielu partnerow na raz.
          Malzenstwo
          > jest duzym ograniczeniem w kolorowym, hedonistycznym trybie zycia.
          > Nie znaczy to ze z tego powodu mozna zrezygnowac z legalizacji potencjalnych
          > zwiazkow. Wydaje mi sie jednak ze zarowno zwolennicy i przeciwnicy uzywaja
          > chybionych argumentow.

          Nie wiem jak myśli większość gejów. Gdyby popatrzeć na tzw. współczesną
          młodzież to też /szczególnie ktoś wiekowy dla koga taka wolność seksualna była
          i jest nie do pomyślenia/ powiedziałby, że można znieść małżeństwo cywilne. Ci
          co chcą na wieki wieków wzięliby ślub kościelny. Nie wiem czy istnieje
          statystyka dająca obraz czy związki wolne rozpodają się częściej niż małżeństwa
          czy rzadziej, szybciej czy wolniej. Może sprawa konieczności przeprowadzenia
          rozwodu trochę otrzeźwia, daje jeszcze czas do namysłu. Może i to byłoby w
          związkach homo.
        • Gość: Krzycho Re: Jestem homo i sam juz nie wiem IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.02, 19:24
          Gość portalu: mfs28 napisał(a):

          > Zastanawiam sie po co ten caly krzyk i opor srodowisk antygejowskich. Czy
          naprawde wszystkim sie wydaje ze nagle zacznie sie plaga malzenstw gejow,
          ktorzy beda tylko marzyli o adopcji niewinnych dzieciatek?
          > Prawda jest taka: niewielki procent gejow mysli o malzenstwie. Wiekszosc
          traktuje zwiazki bardzo luzno, majac czesto wielu partnerow na raz. Malzenstwo
          jest duzym ograniczeniem w kolorowym, hedonistycznym trybie zycia.
          > Nie znaczy to ze z tego powodu mozna zrezygnowac z legalizacji potencjalnych
          zwiazkow. Wydaje mi sie jednak ze zarowno zwolennicy i przeciwnicy uzywaja
          chybionych argumentow.

          Drogi/Droga MFS28!
          Juz gdzies tu napisalem, ze jesli warunkiem uzyskania regulacji zwiazkow
          homoseksualnych jest uroczyste przyznania na Rynku Starego Miasta w Krakowie,
          ze geje spadli z Ksiezyca, to gotow jestem to zrobic. Moge tez przyznac, ze
          wiode kolorowa i hedonistyczna egzystencje. Prosze bardzo.
          Ale dla zwyklej uczciwosci chcialbym przyznac, ze o wiele czesciej zmieniam w
          lozku posciel niz partnera i podobnie czyni wiekszosc znanych mi osobiscie
          gejow. Wielu sposrod nich czesciej wymienia we (wspolnym) domu lozko niz
          partnera. Obawiam sie, ze kontakt z gejami wykraczajacy poza gejowskie kluby
          Warszawy rozczarowalby Cie okrutnie. Dla wiekszosci z nas wspolna wyprawa do
          Ikei po lampe bywa atrakcja tygodnia. Ale to, przypominam, tylko dla porzadku
          bo uklad jest jasny: my sie przyznamy do hedonizmu, a We nam dacie te zupelnie
          niepotrzebna rejestracje zwiazkow ;)
          Pozdrawiam
          • pepperoni78 Re: Jestem homo i sam juz nie wiem 07.09.02, 21:17
            Gość portalu: Krzycho napisał(a):

            Ale to, przypominam, tylko dla porzadku
            > bo uklad jest jasny: my sie przyznamy do hedonizmu, a We nam dacie te
            zupelnie
            > niepotrzebna rejestracje zwiazkow ;)
            > Pozdrawiam

            Drogi Krzysiu, wyrwałem trochę z kontekstu i nie jestem pewien czy dobrze
            zrozumiałem co masz na myśli. W każdym razie nikt w Naszym pięknym kraju nie
            zmusza do zawierania małżeństw, nikt też nie będzie zmuszał do zawierania
            związków oób tej samej płci. I mówiąc o rejestracji związków jako czymś
            niepotrzebnym mów za siebie. Ja z partnerem czekam na to.
            • Gość: Krzycho Re: Jestem homo i sam juz nie wiem IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.02, 22:06
              pepperoni78 napisał:

              > Gość portalu: Krzycho napisał(a):
              >
              > Ale to, przypominam, tylko dla porzadku bo uklad jest jasny: my sie przyznamy
              do hedonizmu, a We nam dacie te zupelnie niepotrzebna rejestracje zwiazkow ;)

              > Drogi Krzysiu, wyrwałem trochę z kontekstu i nie jestem pewien czy dobrze
              zrozumiałem co masz na myśli. W każdym razie nikt w Naszym pięknym kraju nie
              zmusza do zawierania małżeństw, nikt też nie będzie zmuszał do zawierania
              związków oób tej samej płci. I mówiąc o rejestracji związków jako czymś
              niepotrzebnym mów za siebie. Ja z partnerem czekam na to.

              Drogi Pepperoni,

              Oj, wyrwales, wyrwales, i nawet nie spojrzales na znaczek na koncu akapitu.
              Nie, nie uwazam, by rejestracja zwiazkow byla czyms niepotrzebnym. Jak
              pogrzebiesz w innych forach (a troche sie tego nazbieralo - pod Mezczyzna,
              Gazeta Wyborcza i Psychologia - watkow Ci nie podam, bo duzo tego) przekonasz
              sie o tym niechybnie.
              Fragment, ktory wyrwales, byl odpowiedzia na poprzedni post, ktory mozesz sobie
              przeczytac, a wtedy pewnie zrozumiesz, z czego to sobie pokpiwalem.

              Pozdrawiam!
    • Gość: ADI-GBG Re: Nie jestem homo ale popieram IP: 2.3.STABLE* / *.telia.com 03.09.02, 22:31
      CZESC!Dzieki za zrozunienie i poparcie dla "istnienia homoseksualistow" w
      Polsce. Ciekawe jak polaczy sie ta spraw np z wejsciem Polski do UE??? ...i w
      ogole do Europy???? Np w Szwecji juz z kilkadziesiat lat maja ten problem za
      soba (zaakceptowanie homoseksualistow,ich zwizkow,przyznawania sie do tego z
      kim sie mieszka)
      fajnie czyta sie takie napawajace optymizmem wypowiedzi...juz sie coraz mniej
      boje ze dostane po pysku za to ze jestem gejem...w Polsce.
      Pozdrawiam z Geteborga!
      Adi
    • alfalfa Re: Nie jestem homo ale popieram 08.09.02, 16:48
      Ja uważam że nie ma się czym zajmować. Problem nie istnieje (niby jaki?) i nie
      ma o czym mówić. Nikt się nie zajmuje probleme np. mańkutów i nie zamierza nic
      regulować prawnie. Dlaczego skłonność seksualna jest tak atrakcyjnym tematem?
      Bo wzbudza większe emocje? Moim zdaniem media przesadzją, są większe problemy,
      niestety mniej atrakcyjne (np. problemy inwalidów) i związku z tym są olewane.
      pzdr.
      • Gość: Krzycho Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 18:10
        alfalfa napisał:

        > Ja uważam że nie ma się czym zajmować. Problem nie istnieje (niby jaki?) i
        nie ma o czym mówić.
        Dla Ciebie, Sloneczko, nie istnieje, ale to nie znaczy, ze dla innych.
        Potraktuj to jak dodatkowy prezent od Matki Natury ;)
        > Nikt się nie zajmuje probleme np. mańkutów i nie zamierza nic regulować
        prawnie.
        A jakie regulacje prawne proponowalbys dla mankutow?
        > Dlaczego skłonność seksualna jest tak atrakcyjnym tematem?
        Dla mnie to nie jest atrakcyjny temat, dla mnie to jest moje zycie.
        > Bo wzbudza większe emocje? Moim zdaniem media przesadzją, są większe
        problemy, niestety mniej atrakcyjne (np. problemy inwalidów) i związku z tym są
        olewane.
        To prawda, ale nie podejrzewam, ze olewanie problemow homoseksualistow w
        znaczacy sposob poprawi sytuacje inwalidow, tym bardziej ze sa to zupelnie inne
        bajki...
        A jak uwazam, ze nie ma sie czym zajmowac, to sie nie zajmuj - zrob w domu
        porzadki, pomoz sasiadce, wyprowadz psa na spacer - swiat zaraz stanie sie
        lepszy, a od rzeczy dla Ciebie nieistotnych po prostu trzymaj sie z daleka.
        Pozdrawiam
        • alfalfa Re: Nie jestem homo ale popieram 08.09.02, 20:10
          Gość portalu: Krzycho napisał(a):

          > alfalfa napisał:
          >
          > > Ja uważam że nie ma się czym zajmować. Problem nie istnieje (niby jaki?) i
          >
          > nie ma o czym mówić.
          > Dla Ciebie, Sloneczko, nie istnieje, ale to nie znaczy, ze dla innych.
          > Potraktuj to jak dodatkowy prezent od Matki Natury ;)
          Czyli dla Ciebie Macochy? Zanczy uważasz, ze Cię skrzywdziła?
          > > Nikt się nie zajmuje probleme np. mańkutów i nie zamierza nic regulować
          > prawnie.
          > A jakie regulacje prawne proponowalbys dla mankutow?
          Hmm... np. zakaz podawania prawej ręki ns "cześć"? Ew. zalegalizowanie
          uścisku "lewego":)
          > > Dlaczego skłonność seksualna jest tak atrakcyjnym tematem?
          > Dla mnie to nie jest atrakcyjny temat, dla mnie to jest moje zycie.
          Skłonność seksualna jest Twoim życiem? Nie za bardzo się tym przejmujesz?
          > > Bo wzbudza większe emocje? Moim zdaniem media przesadzją, są większe
          > problemy, niestety mniej atrakcyjne (np. problemy inwalidów) i związku z tym

          >
          > olewane.
          > To prawda, ale nie podejrzewam, ze olewanie problemow homoseksualistow w
          > znaczacy sposob poprawi sytuacje inwalidow, tym bardziej ze sa to zupelnie
          inne
          >
          > bajki...
          Ja raczej o modzie na temat homo pisałem.
          > A jak uwazam, ze nie ma sie czym zajmowac, to sie nie zajmuj - zrob w domu
          > porzadki, pomoz sasiadce, wyprowadz psa na spacer - swiat zaraz stanie sie
          > lepszy, a od rzeczy dla Ciebie nieistotnych po prostu trzymaj sie z daleka.
          > Pozdrawiam
          Acha, rozumiem, problem homo dla homo. Ok. już się tym nie będę zajmował.
          pzdr.
          • Gość: Krzycho Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 21:37
            Czesc!

            >>> Ja uważam że nie ma się czym zajmować. Problem nie istnieje (niby jak i?) i
            nie ma o czym mówić.
            >> Dla Ciebie, Sloneczko, nie istnieje, ale to nie znaczy, ze dla innych.
            Potraktuj to jak dodatkowy prezent od Matki Natury ;)
            > Czyli dla Ciebie Macochy? Zanczy uważasz, ze Cię skrzywdziła?
            Och, nie dala mi tez paru innych, jak to ujalem, dodatkowych prezentow n.p. nie
            potrafie rysowac, a i w kwestii glosu daleko mi do Kiepury. Dla Ciebie to
            dodatkowy prezent, poniewaz zwalnia Cie od myslenia nad takim n.p. problemem -
            jesli na "rodzinne" przyjecie bozonarodzeniowe w pracy przyjde z partnerem, to
            a) wywala mnie od 1. stycznia bez podania przyczyn, b) wszyscy beda sie na moj
            widok glupio usmiechac, az sam sie zwolnie i c) nic sie nie stanie. A jesli
            przyjde sam, to co mam mowic kolezankom, ktore przystawiaja sie po trzecim
            drinku, bo taki jestem fajny i na dodatek wolny? Zanim odpowiesz, wyobraz
            sobie, ze ja sie do Ciebie przystawiam w miejscu publicznym ;)
            >>> Nikt się nie zajmuje probleme np. mańkutów i nie zamierza nic regulować
            prawnie.
            >> A jakie regulacje prawne proponowalbys dla mankutow?
            > Hmm... np. zakaz podawania prawej ręki ns "cześć"? Ew. zalegalizowanie
            uścisku "lewego":)
            Wysoko oceniasz mozliwosc zalegalizowania swojego zwiazku, ale nie dziwie sie,
            do dobrego latwo przywyknac i traktowac to jako cos absolutnie oczywistego.
            >>> Dlaczego skłonność seksualna jest tak atrakcyjnym tematem?
            >> Dla mnie to nie jest atrakcyjny temat, dla mnie to jest moje zycie.
            > Skłonność seksualna jest Twoim życiem? Nie za bardzo się tym przejmujesz?
            Sklonnosc seksualna nie jest moim zyciem, ale w znacznym stopniu o nim
            decyduje. O Twoim tez, tylko te decyzje mieszcza sie w konwencjach
            heteronormatywnego spoleczenstwa, wiec nie traktujesz ich jako cos trudnego.
            Dam Ci najdurniejszy przyklad - mezczyzna, ktory legalizuje swoj zwiazek, nosi
            zwykle obraczke, ktora oglasza wszem i wobec "jestem hetero i mam swoja stala
            partnerke, z ktora wolno mi uprawiac seks" (chyba ze nosisz obraczke, bo jestes
            ptakiem). Ma przy tym absolutna pewnosc, ze nikt za taka obraczke nie da mu w
            pysk. Kiedy ja sprobuje nadac podobny komunikat, biorac mojego faceta za reke
            na ulicy, ryzykuje, ze ktos mi wytlumaczy recznie, ze powinienem sie leczyc.
            >>> Bo wzbudza większe emocje? Moim zdaniem media przesadzją, są większe
            problemy, niestety mniej atrakcyjne (np. problemy inwalidów) i związku z tym są
            olewane.
            >> To prawda, ale nie podejrzewam, ze olewanie problemow homoseksualistow w
            znaczacy sposob nie poprawi sytuacji inwalidow, tym bardziej ze sa to zupelnie
            inne bajki...
            > Ja raczej o modzie na temat homo pisałem.
            O jakiej modzie? O tym ze sprawa choc odrobine przestala byc przemilczana i tu
            i tam raz na pare miesiecy pojawia sie jakis artykul niekoniecznie wykpiwajacy
            pedalow? Bez przesady, moda na hetero trwa od wielu lat, a liczba
            homoseksualistow jakos nie chce spadac. Podejrzewam zatem, ze najbardziej nawet
            rozbuchana propaganda progejowska nie zmieni tej liczby. Co najwyzej pare osob
            przestanie sie chowac po katach. Chyba ze tego tez sie obawiasz.
            >> A jak uwazam, ze nie ma sie czym zajmowac, to sie nie zajmuj - zrob w domu
            porzadki, pomoz sasiadce, wyprowadz psa na spacer - swiat zaraz stanie sie
            lepszy, a od rzeczy dla Ciebie nieistotnych po prostu trzymaj sie z daleka.
            > Acha, rozumiem, problem homo dla homo. Ok. już się tym nie będę zajmował.
            Nic z tych rzeczy - przeczytaj, co napisalem "jesli uwazasz, ze nie ma sie czym
            zajmowac, to sie nie zajmuj". Sam cos takiego napisales w pierwszym zdaniu
            swojego poprzedniego postu. Jesli jednak uwazasz, ze jest sie czym zajmowac,
            zapraszam, ale moze sprobuj sie czegos dowiedziec, zanim zaczniesz wyglaszac
            swoje opinie na forum publicznym.
            Pozdrawiam!
    • Gość: wikul Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.acn.waw.pl 10.09.02, 00:56
      magdag3 napisała:

      > Popieram dazenia homoseksualistow do uregulowania ich prawnych sytuacji.
      > Kazdy z nas ma prawo do wziecia slubu takiego jaki im odpowiada, do wziecia
      > rozwodu lub pozostawania w prawnej separacji. Dlaczego oni nie?
      > Jestesmy spoleczenstwem nietolerancyjnym ale starajmy sie to zmienic.


      A czego to nasze społeczeństwo nie toleruje jeśli wolnno spytać ?
      • Gość: wikul Nie jestem homo i nie popieram IP: *.acn.waw.pl 10.09.02, 01:00
        Gość portalu: wikul napisał(a):

        magdag3 napisała:

        Popieram dazenia homoseksualistow do uregulowania ich prawnych sytuacji.
        Kazdy z nas ma prawo do wziecia slubu takiego jaki im odpowiada, do wzieci
        a
        rozwodu lub pozostawania w prawnej separacji. Dlaczego oni nie?
        Jestesmy spoleczenstwem nietolerancyjnym ale starajmy sie to zmienic.

        A czego to nasze społeczeństwo nie toleruje jeśli wolnno spytać ?
        • Gość: michał Re: Nie jestem homo i nie popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.09.02, 09:12
          pytanie retoryczne, jak mi się wydaje...
    • Gość: wikul Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.acn.waw.pl 11.09.02, 00:17
      magdag3 napisała:

      > Popieram dazenia homoseksualistow do uregulowania ich prawnych sytuacji.
      > Kazdy z nas ma prawo do wziecia slubu takiego jaki im odpowiada, do wziecia
      > rozwodu lub pozostawania w prawnej separacji. Dlaczego oni nie?
      > Jestesmy spoleczenstwem nietolerancyjnym ale starajmy sie to zmienic.


      Zanim zaczniesz tak łatwo wyrokować , teoretyczko , zapoznaj się np. z takim
      postem :

      Autor: _alen@NOSPAM.gazeta.pl
      Data: 10-09-2002 19:04 + odpowiedz na list

      + odpowiedz cytując


      --------------------------------------------------------------------------------
      Podejście do problemu homoseksualizmu , jest zależne od środowiska.
      Moim zdaniem należy im współczuć. Dlaczego należy współczuć homoseksualistą ?
      Ponieważ nie są w stanie w sposób naturalny zaspokoić swoje cielesne
      potrzeby , z czym się wiąże bardzo wiele problemów .
      Gdyby się komuś z Was , heterosexualistów udało wniknąć w środowisko
      hmosexualistów , poznać ich prawdziwe oblicze ,smótki ,radości ich stany
      psychiczne ,związki między takimi ludzimi. Które w rzeczywistości inaczej
      funkcjonują niż się oficjalnie podaje.
      Mi się w pewnym sensie udało , zdobyłem pewne doświadczenia .
      Nie mając tych doświadczeń nie miał bym materiału do rozważań.
      Doświadczenie jest największym arsenałem wiedzy i nic nie jest w stanie go
      zastąpić.

      My różnimy się od innych zwierzątek tym , że mamy własną kulturę i potrafimy
      kreatywnie myśleć , zmuszać siebie nawet do myślenia.
      Zadałem sobie pytanie , czy homoseksualista jest szczęśliwy ?? Bazując na
      własnych doświadczeniach doszedłem do wniosku że chyba nie .

      Co to jest szczęście ? Jaka jest jego miara ?
      Otóż myślę sobie, że miarą szczęścia czy nieszczęścia są różne czynniki,
      granica między tymi pojęciami jest bardzo płynna i związana z konkretną
      osobą. Jest uzależniona od doświadczeń tej osoby, jego stanu psychicznego i
      możliwości analitycznych umysłu i wiele innych czynników.

      Homoseksualiści są też w pewnym stopniu szczęśliwi, jestem przekonany jednak
      że byli by szcześliwsi , gdyby nimi nie byli . Mogliby wtedy realizować swój
      biologiczny cel życia i wszystko, co z tym jest związane. Niestety, oni też
      mają potrzeby realizacji samego siebie po przez przekazanie części swojej
      osobowości potomstwu.
      Jednak to jest niesamowity konflikt wewnęczny . Chęć ta nie jest związana z
      naturalnymi odczuciami do płci przeciwnej.
      Część decyduje się na założenie, pomimo to rodziny z płcią przeciwną,coś na
      zasadzie kontraktu(zanim takie związki).
      Inni chcieliby dzieci adaptować. Bywa nawet tak że taki małżonek szuka samca,
      który zapłodni jego samice . W obydwu przypadkach jest to katastrofa . Ci co
      mają "własne" dzieci z partnerką , nie są w stanie być "normalnymi"
      rodzicami , głębjej nie będę wchodził w szczegóły.

      Powiem tylko jedno nikomu to dobrze nie służy ,tym bardziej dziecią z takich
      związków , prowadzi to tylko do niesamowitych problemów społecznych , a nie
      do szczęścia w klasycznym znaczeniu tego słowa .
      Rodzice z takich związków nie są w stanie zapewnić dziecku „Normalnego „
      rozwoju. Szczególnie do 16 roku życia młodego człowieka , ten człowiek jest
      pozbawiony elementów które są niezbędne do tych pierwszych trzech faz
      kształtowania się u niego seksualności.
      Nie mamy prawa moralnego pozbawiać tego człowieka szczęście w życiu, dając
      np.dziecko do adaptacji homoseksualistą. Doszło by do zranienia podstawowych
      praw tego człowieka, to nie zabawka do realizacji psychicznych potrzeb
      homoseksualistów wynikających z niezgodności płci do zainteresowań seksualnych.

      Niektórzy twierdzą że pewna "normalność" jest kwestią obowiązującej
      konwencji ,uwarunkowań kulturowych , przyzwyczajenia itp.itd.
      Nie wydaje się że w seksualiźmie człowieka taka wypowiedź jest trafna .Co
      więc mi się wydaje ? Wydaje mi się że "normalne" w tym przypadku, nic nie ma
      wspólnego z przyzwyczajeniem czy innymi faktorami .
      Jeśli matka natura stworzyła nas tak a nie inaczej , dała nam organy które
      służą do konkretnych celów , a mianowicie do przetrwania naszego gatunku
      ludzkiego , to chyba nie jest to przyzwyczajenie , prawda.
      I to się nazywa coś co jest "normalne", a co jest skrajne to chyba nie trzeba
      robić wywodów .

      Czy nasz populacja ludzka jest z powodów homoseksualizmu zagrożona ? Myślę że
      nie .
      Ale nie przyczynia się ona do rozwoju tej populacji , cały ciężar spoczywa na
      barkach hetero .
      Nie przespane noce , przygotowanie tego dziecka do życia ,wykształcenie go ,
      wymaga wielu wyrzeczeń i dużych kosztów. Wie tylko ten kto sam przeszedł tą
      drogą.

      Jeśli wykluczymy przypadki rozwoju populacji, po przez zapłodnienie poza
      cielesne .Ewentualnie
      zapłodnienie cielesne ,które nie jest wypadkową skłonności seksualnych .
      Znam takie przypadki . Rozwój takiej populacji jest bardzo nie zdrowy , nie
      jest bowiem powiązany w sposób psychiczny ze źródłem swojego pochodzenia .
      Które to nie jest w stanie dać potomstwu coś co nie można za wszystkie
      pieniążki tego świata , kupić .

      Dlatego też traktowanie Homoseksualistów na równi z Hetero jest bardzo wielkim
      nieporozumieniem, i nie ma nic wspólnego wspólnego tolerancją.
      Tolerancja to coś całkiem innego.
      Alen.

      • Gość: Eryk Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.02, 01:10
        > Dlatego też traktowanie Homoseksualistów na równi z Hetero jest bardzo
        wielkim
        > nieporozumieniem, i nie ma nic wspólnego wspólnego tolerancją.
        > Tolerancja to coś całkiem innego.
        > Alen.
        >

        "O tym, kto w tym kraju jest Żydem, decyduję ja" (Hermann Goering).

        "O tym, co to jest tolerancja, decyduję ja" (Alen).

        Przestrzegałbym przed nadmiernym zadufaniem i wiarą w moc sprawczą własnych
        słów oraz w kreacyjną siłę swego umysłu. Partia komunistyczna namawiała nas
        do "logiki nowego typu", odrzucając klasyczną logikę i arystotelesowski model
        myślenia. Podobnie postępuje Kościół katolicki, piorąc mózgi swoim owieczkom
        pod hasłem "wprawdzie macie wolną wolę, ale powinniście wybrać tylko "prawdziwą
        wolność", a nie wolność po prostu". Przypomina mi się w takich sytuacjach
        porównanie z dwoma krzesłami: różnica między zwykłą wolnością a "wolnością
        prawdziwą" (czyt. posłuszeństwem dogmatom kościelnym) jest dokładnie taka sama,
        jak między zwykłym krzesłem a krzesłem elektrycznym... Chyba podobnie jest z
        nową definicją tolerancji wg Alena.
        Pozdrawiam
        • alfalfa Re: Nie jestem homo ale popieram 11.09.02, 21:11
          Gość portalu: Eryk napisał(a):

          > > Dlatego też traktowanie Homoseksualistów na równi z Hetero jest bardzo
          > wielkim
          > > nieporozumieniem, i nie ma nic wspólnego wspólnego tolerancją.
          > > Tolerancja to coś całkiem innego.
          > > Alen.
          > >
          >
          > "O tym, kto w tym kraju jest Żydem, decyduję ja" (Hermann Goering).
          >
          > "O tym, co to jest tolerancja, decyduję ja" (Alen).
          To Twoje wycięcie i zdanie własne więc raczej sam się podpisz i nie wkładaj w
          usta człowiekowi słow których nie wypowiedział. Przestań dodatkowo koloryzować
          na brunatno bo manipulujesz w sposób oczywisty.
          >
          > Przestrzegałbym przed nadmiernym zadufaniem i wiarą w moc sprawczą własnych
          > słów oraz w kreacyjną siłę swego umysłu.
          I vice versa
          Partia komunistyczna namawiała nas
          > do "logiki nowego typu", odrzucając klasyczną logikę i arystotelesowski model
          > myślenia. Podobnie postępuje Kościół katolicki,
          Ile Ty masz lat? 20-25? G. wiesz o komunie i czym się różniła od KK.
          piorąc mózgi swoim owieczkom
          > pod hasłem "wprawdzie macie wolną wolę, ale powinniście wybrać
          tylko "prawdziwą
          >
          > wolność", a nie wolność po prostu". Przypomina mi się w takich sytuacjach
          > porównanie z dwoma krzesłami: różnica między zwykłą wolnością a "wolnością
          > prawdziwą" (czyt. posłuszeństwem dogmatom kościelnym) jest dokładnie taka
          sama,
          >
          > jak między zwykłym krzesłem a krzesłem elektrycznym... Chyba podobnie jest z
          > nową definicją tolerancji wg Alena.
          J.w. manipulujesz i dopowiadasz za kolesia coś czego nie powiedział. Nagle
          skądź wyciągasz komunę i KK (pewnie dla lepszego efektu). Lepiej sensownie
          odnieś się do jego słów które pisze w oparciu o doświadczenia zamiast
          pierniczyć bez sensu.
          > Pozdrawiam
          napisz coś z sensem to będą pozdrowienia
          • Gość: Eryk Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 12:29
            Szanowny (Szanowna?) alfaalfo! Proszę o jakieś merytoryczne zarzuty, bo
            stwierdzenie, że pierniczę nie odnosi w żaden sposób do konkretnych treści
            mojego postu. Co do wieku: ma 32 lata, więc komunę pamiętam świetnie, a KK znam
            od środka jak mało kto z osób świeckich. Alenowi zarzuciłem, że buduje nową
            (jaką? prywatną? moderną? cholera wie... - jak z Goeringiem: co mu do głowy
            wpadnie, to jego...) definicję tolerancji. Czy to manipulacja?
            Sorry, ale pozdrawiam (jak nie chcesz, to nie bierz tego do siebie - są też
            inni na tym forum)
        • alfalfa Re: Nie jestem homo ale popieram 12.09.02, 14:07
          Gość portalu: Eryk napisał(a):

          Ok. To dla lepszego porozumienia zacytuję Twoją wypowiedź:

          > > Dlatego też traktowanie Homoseksualistów na równi z Hetero jest bardzo
          > wielkim
          > > nieporozumieniem, i nie ma nic wspólnego wspólnego tolerancją.
          > > Tolerancja to coś całkiem innego.
          > > Alen.
          > >
          >
          > "O tym, kto w tym kraju jest Żydem, decyduję ja" (Hermann Goering).
          >
          > "O tym, co to jest tolerancja, decyduję ja" (Alen).

          Czy Alen coś takiego jw. napisał? Nie - twierdzi, że "tolerancja to cos innego"
          ale nie twierdzi, że to on decyduje. Oprócz tego świadomie dodałeś Goeringa
          żeby pejoratywnie zabarwić zabrzmiała wypowiedź Alena. Skoro Goering, Żydzi, to
          i w tle Holocaust. Czy uważasz, że coś takiego homoseksualistom grozi,
          Holocaust? Że podobnie jak Żydom odmawia się im praw publicznych, cywilnych i
          innych a tak naprawdę to czeka się na " ostateczne rozwiązanie"? Czy to nie za
          daleko idąca manipulacja? Co innego jakieś tam grupy społecznego nacisku a co
          innego dyskryminacja w majestacie prawa.

          >
          > Przestrzegałbym przed nadmiernym zadufaniem i wiarą w moc sprawczą własnych
          > słów oraz w kreacyjną siłę swego umysłu. Partia komunistyczna namawiała nas
          > do "logiki nowego typu", odrzucając klasyczną logikę i arystotelesowski model
          > myślenia. Podobnie postępuje Kościół katolicki, piorąc mózgi swoim owieczkom
          > pod hasłem "wprawdzie macie wolną wolę, ale powinniście wybrać
          tylko "prawdziwą
          >
          > wolność", a nie wolność po prostu".
          A co to jest "wolność po prostu" np. wolność do szkodzenia innym? W jaki sposób
          niby KK "pierze mózgi"? Głosząc swoją naukę? To chyba naturalne, że to robi -
          po to jest. Czy ktoś do słuchania tej nauki kogoś zmusza? Komuna zmuszała ale
          KK? A Ty to stawiasz na równi - moim zdaniem to znowu manipulacja. Ty pewnie
          też podlegałeś w swoim czasie "praniu" przez KK (np. jako dzieciak) i co?
          Okazało się, że się nie udało? Znaczy nie takie sprawne i totalitarne
          to "pranie".
          Przypomina mi się w takich sytuacjach
          > porównanie z dwoma krzesłami: różnica między zwykłą wolnością a "wolnością
          > prawdziwą" (czyt. posłuszeństwem dogmatom kościelnym)
          Np. temu dogmatowi o wolnej woli? Czy Ty czasem nie mylisz dogmatów Kościoła z
          dewocją w najgorszym wydaniu?
          jest dokładnie taka sama,
          >
          > jak między zwykłym krzesłem a krzesłem elektrycznym...
          No a to jest demagogiczne i znowu celowo pejoratywne. Skoro nie lubisz KK (i
          masz prawo) to Twoja sprawa ale co to ma do wypowiedzi Alena na temat
          naturalności lub nie związków homoseksualnych. On twierdzi że człowiek ma
          zakodowaną potrzebę prokreacji a żadna forma "legalizacji związków
          homoseksualnych" nie da pełnego szczęścia bo związek tego typu prokreacji w
          oczywisty sposób nie zapewni.
          Chyba podobnie jest z
          > nową definicją tolerancji wg Alena.
          > Pozdrawiam
          I dobrze, że "chyba" bo moim zdaniem chyba nie.
          pzdr.
          • Gość: Eryk Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 18:51
            Wyjaśniam: chodziło mi o to, że traktowanie hetero i homo na równi jest właśnie
            tolerancją (większość hetero toleruje mniejszość, udzielając jej tych samych
            praw, co sobie - a więc nie ograniczając, nie dyskryminując, nie zwalczając),
            czyli traktowaniem innego człowieka obojętnie ("toleruję" czyli "znoszę"), bez
            zakazywania mu czegoś ze względu na jego płeć, rasę, wyznanie, orientację
            seksualną itd. Jeśliby natomiast Alen miał inne pojęcie tolerancji, to ciekaw
            jestem, jakie? Skąd je wziął? Powtarzam: jeżeli różni się w swej definicji od
            klasycznej, to znaczy, że uprawia nowomowę, nadaje nowe znaczenie starym
            pojęciom, wymyśla coś na własną rękę. Goering też wymyślał, a stalinowska
            konstytucja była najdemokratyczniejsza na świecie, tyle że przez
            słowa 'demokracja', 'równość', 'wolność' rozumiano tam coś innego, niż to
            podają słowniki.
            KK wkurza mnie twierdzeniem o 'wolności prawdziwej' - bo wszyscy socjaliści
            świata też zawsze pletli o tym, że zwykła wolność (zdolność czynienia, co mi
            się podoba, ograniczona naruszeniem praw drugiej osoby) to nic - ważna
            jest 'prawdziwa wolność', którą da nam Państwo, wolność przywiązanego na pryczy
            w obozie więźnia lagru/łagru. To dopiero miała być wolność wyższa, drugiego
            stopnia, prawdziwa - gdy będę działał zgodnie z wytycznymi partii, fuehrera czy
            kogo tam jeszcze diabli nadali. Podobnie głosi KK: wolny jest nie ten człowiek,
            który byczy się w niedzielę przed telewizorem, na działce, przy grillu, nad
            jeziorem, na spacerze... Wolny prawdziwie (wg słów KK) jest ten, który w tym
            dniu nawiedzi świątynię i weźmie udział w obrzędzie eucharystycznym. Sorry, ale
            dla mnie to sofistyka. Wolny jestem wtedy, gdy robię to, na co mam w danej
            chwili ochotę (jesli chciałbym zaciukać staruszkę w kiosku, to licząc zyski i
            straty - pobyt w więzieniu - dochodzę do wniosku, że muszę teraz zrezygnować z
            tego przyjemnego aktu, bo potem 5 lat spędzę w ZK, i dalej jestem wolny), a nie
            to, co każe mi Mao, towarzysz pułkownik Kadafi, papież albo Duce. I tyle...
            Pzdr
            • Gość: Eryk I jeszcze uzupełnienie IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.02, 00:22
              Peerelowska Encyklopedia Powszechna z 1987 roku podaje m. in. w artykule
              słownikowym poświęconym tolerancji: „[jest to] uznawanie prawa innych do
              posiadania poglądów, gustów itp., odmiennych od poglądów oceniającego, nie
              obejmujące jednak idei wstecznych, antyhumanistycznych czy wręcz zbrodniczych.
              (...) t.[olerancja] moralna oznacza, że przy zachowaniu elementarnych norm
              moralnych są uprawnione różne style życia, postawy, zwyczaje i obyczaje”.
              Jeżeli przyjmujemy, że nie obchodzi nas, co dwóch mężczyzn (dwoje ludzi, dwie
              kobiety) robią w łóżku, prywatnie, za obopólną zgodą tych dwóch osób (myślę, że
              nawet Alen by się na to zgodził i nie wtykał nikomu nosa pod kołderkę), to
              znaczy, że jedynym ograniczeniem będą tu elementarne normy moralne. Czyli: oby
              tylko to nie był gwałt albo pedofilia, bo wtedy (niezależnie od orientacji i
              płci uczestników zdarzenia) wkracza prokurator. Oznacza to, ni mniej, ni
              więcej, że traktujemy homo jak hetero – a to właśnie się Alenowi nie podobało.
              Dlaczego? Na czym ma polegać ta ‘inna tolerancja’? Że zajrzymy do sypialni
              paniom lesbom? Że zapytamy (w stylu kilku szczególnie subtelnych uczestników
              tego forum) na przykład dwóch intelektualistów, pracujących na prestiżowej
              uczelni kraju, czy ‘walą się w odbyt, czy może tylko do buzi’? No i co z tego,
              nawet jak dostaniemy odpowiedź werbalną, a nie po mordeczce za takie pytanko?
              Zakażemy im tego? Poruszyłeś/aś temat Holocaustu – no właśnie: jeśli nie możemy
              traktować homo jak hetero (spółkujcie w dowolny sposób, rozliczajcie się razem
              z podatków, odwiedzajcie się nawzajem w szpitalu), to co? Przypniemy im różowe
              trójkąty? Wyślemy na przymusowe leczenie prądem? Do piachu, obozik czy tylko
              zwolnienie z pracy? Jeśli nie zwykła tolerancja, to jaka? Odsyłam do zasady
              logicznej: jeśli A, to nie ~A.
              Co do Żydów: proszę posłuchać „Rozmów niedokończonych” w Radiu Maryja. Po
              tygodniu można dostać rozstroju nerwowego. Mnie wystarczyły ostatnie trzy noce,
              podczas których dwukrotnie reklamowano na antenie „Protokoły Mędrców Syjonu”, a
              padły też słowa o tym, że Żydzi genetycznie są obcy kulturze i cywilizacji
              Polaków. Jednocześnie ta sama radiostacja powołuje się na mitycznego rabina z
              Nazaretu, który chyba nie był chłopcem spod Białegostoku z włoskami jak len,
              oraz na książeczkę pod tytułem „Biblia”, w której nie ma ani jednego aryjskiego
              autora... Przy dzisiejszych paru milionach słuchaczy takich bzdur i kilkunastu
              posłach tego środowiska w obecnym Sejmie zaczynam się bać – jeżeli za trzy lata
              zdobędą pełnię władzy w państwie i nakażą kastrację albo topienie gejów, to
              podpadnę w pierwszym miesiącu takich rządów (nie mam żony, nie może też być
              mowy o wzięciu ślubu i udawaniu – stosunki seksualne z płcią odmienną są poza
              moimi wyobrażeniami).
              Nie, nie molestowano mnie w dzieciństwie naukami KK. Ja tylko przez dziesięć
              lat zaliczyłem Odnowę w Duchu Św., dwa duszpasterstwa akademickie przy
              parafiach zakonnych, Ćwiczenia duchowne wg Loyoli, trzy pielgrzymki, jedno
              spotkanie Taize, byłem lektorem, ministrantem, animatorem grupy rekolekcyjnej,
              rzecznikiem prasowym parafii. Wyjście z tego pozwoliło mi zrozumieć, że
              zmarnowałem dekadę (jedną z najpiękniejszych dekad mego życia) – bilans zysków
              i strat wyszedł mi zdecydowanie na minus. Przykro mi, ale czuję się jak
              komsomolec w 1991, który dowiedział się, że właśnie rozwiązano Związek
              Radziecki...
              Pozdrowionka
              • alfalfa Re: I jeszcze uzupełnienie 13.09.02, 00:44
                Gość portalu: Eryk napisał(a):

                > Peerelowska Encyklopedia Powszechna z 1987 roku podaje m. in. w artykule
                > słownikowym poświęconym tolerancji: „[jest to] uznawanie prawa innych do
                > posiadania poglądów, gustów itp., odmiennych od poglądów oceniającego, nie
                > obejmujące jednak idei wstecznych, antyhumanistycznych czy wręcz
                zbrodniczych.
                > (...) t.[olerancja] moralna oznacza, że przy zachowaniu elementarnych norm
                > moralnych są uprawnione różne style życia, postawy, zwyczaje i obyczaje”.
                >
                > Jeżeli przyjmujemy, że nie obchodzi nas, co dwóch mężczyzn (dwoje ludzi, dwie
                > kobiety) robią w łóżku, prywatnie, za obopólną zgodą tych dwóch osób (myślę,
                że
                >
                > nawet Alen by się na to zgodził i nie wtykał nikomu nosa pod kołderkę), to
                > znaczy, że jedynym ograniczeniem będą tu elementarne normy moralne. Czyli:
                oby
                > tylko to nie był gwałt albo pedofilia, bo wtedy (niezależnie od orientacji i
                > płci uczestników zdarzenia) wkracza prokurator. Oznacza to, ni mniej, ni
                > więcej, że traktujemy homo jak hetero – a to właśnie się Alenowi nie podo
                > bało.
                > Dlaczego? Na czym ma polegać ta ‘inna tolerancja’? Że zajrzymy do s
                > ypialni
                > paniom lesbom? Że zapytamy (w stylu kilku szczególnie subtelnych uczestników
                > tego forum) na przykład dwóch intelektualistów, pracujących na prestiżowej
                > uczelni kraju, czy ‘walą się w odbyt, czy może tylko do buzi’? No i
                > co z tego,
                > nawet jak dostaniemy odpowiedź werbalną, a nie po mordeczce za takie pytanko?
                > Zakażemy im tego? Poruszyłeś/aś temat Holocaustu – no właśnie: jeśli nie
                > możemy
                > traktować homo jak hetero (spółkujcie w dowolny sposób, rozliczajcie się
                razem
                > z podatków, odwiedzajcie się nawzajem w szpitalu), to co? Przypniemy im
                różowe
                > trójkąty? Wyślemy na przymusowe leczenie prądem? Do piachu, obozik czy tylko
                > zwolnienie z pracy? Jeśli nie zwykła tolerancja, to jaka? Odsyłam do zasady
                > logicznej: jeśli A, to nie ~A.

                Zwykła, zwykła nic przeciw nie mam. Przyznaj tylko, że podrasowałeś swój tekst
                dla osiągnięcia określonego efektu i nie mam nic.
                > Co do Żydów: proszę posłuchać „Rozmów niedokończonych” w Radiu Mary
                > ja. Po
                > tygodniu można dostać rozstroju nerwowego. Mnie wystarczyły ostatnie trzy
                noce,
                >
                > podczas których dwukrotnie reklamowano na antenie „Protokoły Mędrców Syjo
                > nu”, a
                > padły też słowa o tym, że Żydzi genetycznie są obcy kulturze i cywilizacji
                > Polaków. Jednocześnie ta sama radiostacja powołuje się na mitycznego rabina z
                > Nazaretu, który chyba nie był chłopcem spod Białegostoku z włoskami jak len,
                > oraz na książeczkę pod tytułem „Biblia”, w której nie ma ani jedneg
                > o aryjskiego
                > autora... Przy dzisiejszych paru milionach słuchaczy takich bzdur i
                kilkunastu
                > posłach tego środowiska w obecnym Sejmie zaczynam się bać – jeżeli za trz
                > y lata
                > zdobędą pełnię władzy w państwie i nakażą kastrację albo topienie gejów, to
                > podpadnę w pierwszym miesiącu takich rządów (nie mam żony, nie może też być
                > mowy o wzięciu ślubu i udawaniu – stosunki seksualne z płcią odmienną są
                > poza
                > moimi wyobrażeniami).

                To margines. Naprawdę i mimo wszystko. Co się tak denerwujesz? Polacy w
                większości tak nie myślą (czy ktoś robił jakeiś badania opinii?), a może mi się
                tak wydaje?

                > Nie, nie molestowano mnie w dzieciństwie naukami KK. Ja tylko przez dziesięć
                > lat zaliczyłem Odnowę w Duchu Św., dwa duszpasterstwa akademickie przy
                > parafiach zakonnych, Ćwiczenia duchowne wg Loyoli, trzy pielgrzymki, jedno
                > spotkanie Taize, byłem lektorem, ministrantem, animatorem grupy
                rekolekcyjnej,
                > rzecznikiem prasowym parafii. Wyjście z tego pozwoliło mi zrozumieć, że
                > zmarnowałem dekadę (jedną z najpiękniejszych dekad mego życia) – bilans z
                > ysków
                > i strat wyszedł mi zdecydowanie na minus. Przykro mi, ale czuję się jak
                > komsomolec w 1991, który dowiedział się, że właśnie rozwiązano Związek
                > Radziecki...
                > Pozdrowionka
                O ja pierdzielę! To Ty jesteś antyneofita:o Już rozumiem czemus tak napięty:)
                Wyluzuj
                A wracając do tematu - czy to prawne uregulowanie ma być takie samo jak dla
                rodzin hetero w całości? Czy w jakiejś części? Sam nie wiem. Ktoś wie?
                pzdr.
                • Gość: michał Re: I jeszcze uzupełnienie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 17:29
                  chodzi o te regulacje, które ułatwiają obecnie życie małżeństwu, gdzie traktuje
                  się ich jako osoby najbliższe, itd... podając przykłady to chociażby odwiedziny
                  w szpitalu (gdzie czasem odwiedzać mogą tylko najbliżsi), odbieranie listów,
                  uznawanie praw do spadku i wiele innych mniej lub bardziej ważnych spraw...
                  sądzę, że to dość jasne jakich praw chcemy, tak nawiasem mówiąc...
                  • alfalfa Re: I jeszcze uzupełnienie 14.09.02, 15:49
                    Czy w takim razie problem nie ploega na tym, że mówi się o "małżeństwie" (i to
                    rodzi sprzeciw) homoseksualnym a nie o regulacjach prawnych dla tych związków?
                    pzdr.
                    • Gość: ruen Re: I jeszcze uzupełnienie IP: 193.0.117.* 14.09.02, 17:43
                      wiekszosc z nas nie potrzebuje nazw i terminow, ok niech malzenstwo bedzie
                      zarezerwowane dla hetero, ale regulacji prawnych, podpisac dokumenty i czesc,
                      tyle ze w Polsce robi sie dodatkowy szum wokol spraw terminologicznych,
                      naprawde chodzi o to by nie dopuscic do tych regulacji w imie moralnosci i
                      Boga,a cala sprawa stoi,
                      • alfalfa Re: I jeszcze uzupełnienie 14.09.02, 18:30
                        Bo za małe lobby. To w pojęciu większości sprawa marginalna a ilość
                        popierających jest znikoma w stosunku do przeciwników (a obie grupy w sumie to
                        margines społeczeństwa, które to olewa i się nad tym nie zastanawia). Nikt się
                        powaznie z jakąś ustawą nie zgłosi - mało do wygrania, więcej do stracenia.
                        pzdr.
                        • alfalfa Re: cd 14.09.02, 18:36
                          Poza tym miał rację ten kolo w artykule w GW - homo kojarzą sie (dzięki medią,
                          a jakże) z paradami, fikuśnymi strojami itp. Cała sprawa jest przedstawiana
                          niepoważnie i niebezpiecznie (AIDS). I masz efekt.
                          A widziełem ostatnio fajny film w C+ z DeNiro, który z ciekawej perspektywy
                          przedstawia relację homo-hetero (właściwie transwest-hetero, a jest jakaś
                          różnica? czy homo chce być kobietą czy tylko woli facetów, gubię się w tym).
                          Widziałeś?
                          pzdr.
                          • Gość: michał Re: cd IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.09.02, 22:52
                            nie, nie mam canal +, natomiast transwestyci, transseksualiści i homo, to
                            zupełnie co innego - pierwsi się ubierają jak inna płeć, drudzy chcą nią być,
                            trzeci lubią facetów - zresztą podobno najwięcej transów jest wśród hetero
                            (totalnie, nie procentowo), tyle, że się nie ujawniają (my się aż tak nie
                            wstydzimy) - inna sprawa, że mogą być kombinacje, jak homo+transwestytyzm...
      • Gość: michał Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.09.02, 13:30
        ) Podejście do problemu homoseksualizmu , jest zależne od środowiska.
        ) Moim zdaniem należy im współczuć. Dlaczego należy współczuć homoseksualistą ?
        ) Ponieważ nie są w stanie w sposób naturalny zaspokoić swoje cielesne
        ) potrzeby , z czym się wiąże bardzo wiele problemów .

        Doprawdy, dajcie sobie naprawdę spokój z współczuciem, które jest pójściem na
        łatwiznę, choć o niebo lepszym, niż homofobia, i postarajcie się nas poznać...
        Nie mówiąc już, że ten powód jest absurdalny, "naturalność", "niemożność" to
        problemy wyssane z palca tylko po to, aby patrzeć na nas z wyższością i
        politowaniem...

        ) Gdyby się komuś z Was , heterosexualistów udało wniknąć w środowisko
        ) hmosexualistów , poznać ich prawdziwe oblicze ,smótki ,radości ich stany
        ) psychiczne ,związki między takimi ludzimi. Które w rzeczywistości inaczej
        ) funkcjonują niż się oficjalnie podaje.

        To akurat prawda, jesteśmy bardziej ludzcy niż wam się wydaje i to wszystko
        jest przez nas przeżywane podobnie...

        ) Mi się w pewnym sensie udało , zdobyłem pewne doświadczenia .
        ) Nie mając tych doświadczeń nie miał bym materiału do rozważań.
        ) Doświadczenie jest największym arsenałem wiedzy i nic nie jest w stanie go
        ) zastąpić.
        )
        Racja, choć niestety wątpię, żeby alan naprawdę zdobył jakieś doświadczenie i
        wiedzę o nas...

        ) My różnimy się od innych zwierzątek tym , że mamy własną kulturę i potrafimy
        ) kreatywnie myśleć , zmuszać siebie nawet do myślenia.
        ) Zadałem sobie pytanie , czy homoseksualista jest szczęśliwy ?? Bazując na
        ) własnych doświadczeniach doszedłem do wniosku że chyba nie .
        )
        No właśnie, to pierwszy dowód... pytanie jest równie absurdalne, jak "czy
        heteroseksualista jest szczęśliwy?" przecież na takie pytanie odpowiedzieć się
        nie da, niektórzy są, niektórzy nie i żaden z nich nie wiąże tego z własną
        seksualnością... oczywiście, jako mniejszość, na ową seksualność zwracamy
        większą uwagę, ale wierzcie, jest wiele czynników o znacznie większym wpływie
        na nasze poczucie szczęścia, np. fajny facet ;-)

        ) Co to jest szczęście ? Jaka jest jego miara ?
        ) Otóż myślę sobie, że miarą szczęścia czy nieszczęścia są różne czynniki,
        ) granica między tymi pojęciami jest bardzo płynna i związana z konkretną
        ) osobą. Jest uzależniona od doświadczeń tej osoby, jego stanu psychicznego i
        ) możliwości analitycznych umysłu i wiele innych czynników.
        )

        No właśnie, wszystko uzależnione jest od indywidualnych cech tak naprawdę, ich
        zespołu, a nie jednej dominującej, a jeśli nawet, to orientacja takim nie
        jest...

        ) Homoseksualiści są też w pewnym stopniu szczęśliwi, jestem przekonany jednak
        ) że byli by szcześliwsi , gdyby nimi nie byli . Mogliby wtedy realizować swój
        ) biologiczny cel życia i wszystko, co z tym jest związane.

        Jak wcześniej napisał, różnimy się od zwierząt... tak więc biologiczny cel
        życia nie jest jedynym celem życia dla ludzi... stąd też szczęście można
        czerpać w czymś innym, niż rozmnażaniu, czyż nie? :-)

        Niestety, oni też
        ) mają potrzeby realizacji samego siebie po przez przekazanie części swojej
        ) osobowości potomstwu.
        ) Jednak to jest niesamowity konflikt wewnęczny . Chęć ta nie jest związana z
        ) naturalnymi odczuciami do płci przeciwnej.

        Natura, natura... zarzuca się nam robienie z homofobii słowa wytrychu, nie
        dostrzegając belki ("natury") w oku własnym... jeśli ktoś by się zagłębił w
        możliwe definicje słowa "naturalny", dostrzegłby, że albo homoseksualizm jest
        naturalny, albo też pojęcie to nie jest specjalnie pozytywne i nie ma się co
        naturalnością chwalić... co do potomstwa, oczywiście, część spośród nas
        chciałaby mieć dzieci... ale to naprawdę niezbędne do samorealizacji nie jest...

        ) Część decyduje się na założenie, pomimo to rodziny z płcią przeciwną,coś na
        ) zasadzie kontraktu(zanim takie związki).

        A znaczna większość na zasadzie ukrywania się...

        ) Inni chcieliby dzieci adaptować. Bywa nawet tak że taki małżonek szuka samca,
        ) który zapłodni jego samice . W obydwu przypadkach jest to katastrofa . Ci co
        ) mają "własne" dzieci z partnerką , nie są w stanie być "normalnymi"
        ) rodzicami , głębjej nie będę wchodził w szczegóły.

        A szkoda, bo przecież są takimi samymi rodzicami, jak adopcyjni, zdolni do
        miłości do dziecka... Nie widzę powodu, dla którego nazywać to katastrofą by
        należało...

        ) Powiem tylko jedno nikomu to dobrze nie służy ,tym bardziej dziecią z takich
        ) związków , prowadzi to tylko do niesamowitych problemów społecznych , a nie
        ) do szczęścia w klasycznym znaczeniu tego słowa .
        ) Rodzice z takich związków nie są w stanie zapewnić dziecku „Normalnego &#
        ) 8222;
        ) rozwoju. Szczególnie do 16 roku życia młodego człowieka , ten człowiek jest
        ) pozbawiony elementów które są niezbędne do tych pierwszych trzech faz
        ) kształtowania się u niego seksualności.

        Tu jest masa ogólników, które nic nie wnoszą, nigdzie nie jest wytłumaczone -
        dlaczego nie służy, dlaczego prowadzi do problemów, co to jest szczęście w
        klasycznym rozumieniu, co to jest normalny rozwój, czy autor uważa, że zna się
        na rozwoju człowieka bardziej, niż psychologowie z APA, którzy twierdzą, że nie
        ma żadnych negatywnych konsekwencji?

        ) Nie mamy prawa moralnego pozbawiać tego człowieka szczęście w życiu, dając
        ) np.dziecko do adaptacji homoseksualistą. Doszło by do zranienia podstawowych
        ) praw tego człowieka, to nie zabawka do realizacji psychicznych potrzeb
        ) homoseksualistów wynikających z niezgodności płci do zainteresowań
        seksualnych.

        O ile się nie mylę, to heterycy również mają dziecko po to, aby zaspokoić swoje
        potrzeby owego dziecka posiadania - pomijając dzieci-niespodzianki... Nie widać
        jakoś, żeby to dzieciom specjalnie szkodziło, czy też prowadziło do traktowania
        ich jak zabawek... A jeśli chodzi o pozbawianie dziecka szczęścia, to
        naturalnie, większym szczęściem jest dla niego sierociniec, wg. autora -
        stamtąd przecież ewentualne dzieci do adopcji się bierze, prawda?
        )
        ) Niektórzy twierdzą że pewna "normalność" jest kwestią obowiązującej
        ) konwencji ,uwarunkowań kulturowych , przyzwyczajenia itp.itd.
        ) Nie wydaje się że w seksualiźmie człowieka taka wypowiedź jest trafna .Co
        ) więc mi się wydaje ? Wydaje mi się że "normalne" w tym przypadku, nic nie ma
        ) wspólnego z przyzwyczajeniem czy innymi faktorami .

        Mi się za to wydaje, że to, że się coś komuś wydaje, nie uprawnia go do
        głoszenia poglądów jako absolutnie słusznych. Są one bowiem z definicji,
        nieuprawnione... bez badań, dowodów, czy jakiegokolwiek wsparcia
        empirycznego, "wydawanie się" jest bardzo wątpliwe pod względem trafności...

        ) Jeśli matka natura stworzyła nas tak a nie inaczej , dała nam organy które
        ) służą do konkretnych celów , a mianowicie do przetrwania naszego gatunku
        ) ludzkiego , to chyba nie jest to przyzwyczajenie , prawda.

        Jak pisałem wcześniej - nos służy do oddychania, a nie noszenia okularów, a czy
        okulary są nienormalne? czy to, że zostaliśmy jakoś tam ukształtowani, czyni
        każdą odmienność dewiacją? śmiem wątpić...

        ) I to się nazywa coś co jest "normalne", a co jest skrajne to chyba nie trzeba
        ) robić wywodów .
        )
        A priori przyjmuje autor, że wszyscy podzielają jego definicję normalności,
        której zresztą nie przedstawił... dalszy komentarz chyba nie jest potrzebny...

        ) Czy nasz populacja ludzka jest z powodów homoseksualizmu zagrożona ? Myślę że
        ) nie .

        Zgadza się

        ) Ale nie przyczynia się ona do rozwoju tej populacji , cały ciężar spoczywa na
        ) barkach hetero .
        ) Nie przespane noce , przygotowanie tego dziecka do życia ,wykształcenie go ,
        ) wymaga wielu wyrzeczeń i dużych kosztów. Wie tylko ten kto sam przeszedł tą
        ) drogą.

        Skoro to taki trud, to czemu nie chce się heterycka część od niego choćby po
        części uwolnić? Zresztą, rozwój populacji, to nie tylko reprodukcja i my dla
        tegoż rozwoju mamy swoje zasługi...

        ) Jeśli wykluczymy przypadki rozwoju populacji, po
    • gepe Re: Nie jestem homo i nie popieram 12.09.02, 12:29
      Witam,
      Nie wiem, czy mam prawo wypowiadać się na temat problemu, który pozornie mnie
      nie dotyka. Jeśli ktoś uzna, że nie, to niech sobie całą resztę postu daruje.
      Nie jestem gejem, nie odczuwam więc na własnej skórze żadnych szykan ani
      nietolerancji związanej z taką a nie inną orientacją seksualną. Ale mogę choć
      częściowo przekazać, dlaczego jestem przeciw zarówno legalizacji prawnej jak i -
      a może głównie - obyczajowej związków homoseksualnych.
      Związki osób tej samej płci w swej istocie są, jak to się ładnie
      mówi, 'przeciwne naturze' w czysto fizycznym aspekcie, nie mogą stworzyć nowego
      życia. Kiedyś przeczytałem arogancki argument, że to tylko 'inna dziura', ale
      choćbym nie wiem jak chciał, współżycie analne nie prowadzi do poczęcia.
      Związki małżeńskie zawiera się m.in. po to, by mieć potomstwo. Oczywiście
      zdarzają się przypadki, kiedy małżeństwo nie może mieć dzieci, ale najczęściej
      mówimy wtedy o _chorobie_, którą należy leczyć, a o ile wiem homoseksualizm nie
      jest jednostką chorobową. To zresztą głębszy problem, wykraczający daleko poza
      granice orientacji seksualnych (co to jest związek małżeński, po co jest
      związek małżeński itd).
      Związki osób tej samej płci są w naszej kulturze stanem obcym. To jest też
      problem głębszy i tyczy nie tylko homoseksualizmu, ale większości tworów
      współczesnej kultury, które przełamują obyczajowe tabu (dziwnym trafem
      większość z nich dotyka spraw seksu).
      W Polsce dodatkowo istnieje silna cezura o charakterze religijnym. Można się
      długo rozwodzić o charakterze i kondycji duchowo - religijnej Polaków, ale fakt
      jest faktem - cezura istnieje. A nie jest ona wzięta z powietrza, lecz
      wywiedziona ze wskazań tejże religii/wiary.
      Przemiany, które nastąpiły wpierw przez okres zniewolenia komunizmem, a
      następnie podczas przemian lat 80-tych i 90-tych pozostawiły bardzo mocny zamęt
      w świadomości społecznej, zagmatwały pojmowanie tak elementarnych pojęć,
      jak 'wolność', 'miłość', 'rodzina', 'odpowiedzialność', 'tolerancja' itd.
      Między innymi dlatego 'wolność' często jest dziś pojmowana jako 'samowola',
      także w sferze moralnej, a 'tolerancja' często znaczy 'przyzwolenie dla
      wszystkiego'. Między innymi też dlatego istnieje wewnętrzny opór przed
      uznawaniem jakichkolwiek autorytetów, a często po prostu ich nie ma. Brak jest
      jednoznacznych, ogólnie akceptowalnych 'drogowskazów moralnych', tym bardziej,
      że pozycja Kościoła w tym zakresie z różnych względów jest znacznie osłabiona.
      Brak wyrażnego określenia granic dobra i zła powoduje, że w poszczególnych
      przypadkach człowiek jest bezsilny i rozwija w sobie moralny relatywizm.
      To są przeciwwskazania o charakterze 'globalnym'. Poszczególne przypadki są
      różnorodne i wiele z nich kryje zapewne ludzkie dramaty. Zanim jednak zaczniemy
      je rozpatrywać, to warto jednak zapytać, na czym opieramy naszą wolność,
      godność, cywilizację, jak mocne są to fundamenty i czy warto je naruszać tylko
      dlatego, że wywołana wskazaniami współczesności frustracja w pewnych grupach
      społecznych akurat tworzy silne lobby.
      Prawo tkwi głęboko w kulturze i wynika z niej. Sądzę, że powinno stać na straży
      właśnie tych globalnych elementów w kulturze. Jeśli one odrzucają
      homoseksualizm jako normę, to i prawo winno odrzucać związki homoseksualne,
      jako normę. W tym świetle nie jest to bowiem zagwarantowanie równouprawnienia,
      lecz przyznanie uprawnień wyjątkowych (w dodatku niesłusznych) dla pewnej grupy
      społecznej, nawet jeśli jest ona liczebnie duża.
      Czym innym jest natomiast nietolerancja _osób_ innej orientacji seksualnej. Sam
      znam kilku takich ludzi i nie mam żadnych powodów, aby je odrzucać, czy wytykać
      palcem.
      Kiedy zobaczę panie/panów trzymających się za ręce, to może jedynie uśmiechnę
      się pod nosem i pójdę mimo. Kiedy się dowiem, że mieszkają razem, to uznam to
      za ich prywatną sprawę (w końcu w akademiku mieszkalismy we czterech i nikt się
      nie dziwił). Kiedy jednak będą chceli założyć rodzinę, złożę veto. Taka
      rodzina, choćby i wspaniale funkcjonująca, będzie z założenia chorą komórką
      społeczną, a to już bezpośrednio lub pośrednio dotyka innych w tej
      strukturze, czyli przestaje być sprawą prywatną.

      Wiem, że sprawa jest kontrowersyjna. Kogo uraziłem - przepraszam. Kto chce
      pogadać - zapraszam.
      Wszystkich pozdrawiam - gepe
      • Gość: michał Re: Nie jestem homo i nie popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 16:47
        ) Witam,
        ) Nie wiem, czy mam prawo wypowiadać się na temat problemu, który pozornie mnie
        ) nie dotyka. Jeśli ktoś uzna, że nie, to niech sobie całą resztę postu daruje.

        Jeżeli uważasz, że tylko pozornie, to jak najbardziej masz prawo się
        wypowiedzieć...

        ) Nie jestem gejem, nie odczuwam więc na własnej skórze żadnych szykan ani
        ) nietolerancji związanej z taką a nie inną orientacją seksualną. Ale mogę choć
        ) częściowo przekazać, dlaczego jestem przeciw zarówno legalizacji prawnej jak
        i - a może głównie - obyczajowej związków homoseksualnych.

        Sądzę, że zamiast "ale", lepsze byłoby tu wyrażenie "dlatego też". Natomiast
        bardziej niepokojące jest podkreślenie sprzeciwu wobec obyczajowej legalizacji,
        jak dotąd bowiem wszyscy mówili głównie o stronie prawnej.

        ) Związki osób tej samej płci w swej istocie są, jak to się ładnie
        ) mówi, 'przeciwne naturze' w czysto fizycznym aspekcie, nie mogą stworzyć
        nowego życia. Kiedyś przeczytałem arogancki argument, że to tylko 'inna
        dziura', ale choćbym nie wiem jak chciał, współżycie analne nie prowadzi do
        poczęcia. Związki małżeńskie zawiera się m.in. po to, by mieć potomstwo.
        Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy małżeństwo nie może mieć dzieci, ale
        najczęściej mówimy wtedy o _chorobie_, którą należy leczyć, a o ile wiem
        homoseksualizm nie jest jednostką chorobową.

        Widzę, że jesteś nowy i parę rzeczy, które już tu były trzeba powtórzyć -
        primo, naturalność nie powinna być tu żadnym kryterium, gdyż nikt nie potrafi
        stworzyć jej definicji, jest to pojęcie nieostre i przez to często nadużywane -
        z jednej strony naturalne to to co najczęściej spotykane, zwykłe, z drugiej, to
        co istnieje w naturze. W pierwszym przypadku, to co najczęściej spotykane jest
        często przeciętne, np. inteligencja - oczywiście każdy chce mieć tą
        ponadprzeciętną, czyli nienaturalną... nie mówiąc już o zarobkach, urodzie,
        itd... z drugiej strony - to co istnieje w naturze - otóż w naturze
        homoseksualizm też istnieje, wbrew pozorom nawet wtedy, gdy dostępna jest
        potencjalnie opcja heteroseksualna... secundo - związki małżeńskie zawiera się
        faktycznie "m.in. po to, żeby mieć potomstwo", nie jest to jednak warunek ani
        konieczny, ani dostateczny... współczuję małżeństwu, które miałoby tylko taki
        powód i cel swojego istnienia... nie wszystkie małżeństwa, które nie mogą mieć
        dzieci, są chore... tertio - jako kolejny sprowadzasz seks w naszym wykonaniu
        do wepchnięcia w odbyt oraz wykonywania miarowych ruchów frykcyjnych - po
        pierwsze - sądzę, że u was się to do tego seks (przy innym otworze) nie
        sprowadza, po drugie - seks analny nie dotyczy 100% gejów... ale to tak na
        marginesie już...

        To zresztą głębszy problem, wykraczający daleko poza
        ) granice orientacji seksualnych (co to jest związek małżeński, po co jest
        ) związek małżeński itd).

        Jednakże problem ten należy poruszyć, jeśli mamy rozprawiać o legalizacji
        naszych związków, czyż nie?

        ) Związki osób tej samej płci są w naszej kulturze stanem obcym. To jest też
        ) problem głębszy i tyczy nie tylko homoseksualizmu, ale większości tworów
        ) współczesnej kultury, które przełamują obyczajowe tabu (dziwnym trafem
        ) większość z nich dotyka spraw seksu).

        A jednak twory współczesnej kultury, które są początkowo obce naszej, zostają
        przez nią asymilowane i z czasem akceptowane... i to nie jest proces
        przebiegający jedynie współcześnie, to się dzieje od początków naszej
        kultury... to, czy większość dotyka spraw seksu wydaje mi się dyskusyjne, ale
        też najmniej ważne...

        ) W Polsce dodatkowo istnieje silna cezura o charakterze religijnym. Można się
        ) długo rozwodzić o charakterze i kondycji duchowo - religijnej Polaków, ale
        fakt jest faktem - cezura istnieje. A nie jest ona wzięta z powietrza, lecz
        ) wywiedziona ze wskazań tejże religii/wiary.

        Nie da się ukryć, że jest wywiedziona... szkoda tylko, że z wiary, a
        konkretniej z biblii wywodzi się rzeczy, które są wygodne, a inne się pomija...
        zapewniam cię, że współcześni chrześcijanie nie żyją wg. wskazań pisma
        świętego, traktują je bardzo wybiórczo... o ile w ogóle je znają... porównaj
        sobie stary testament, a nawet nowy, z rzeczywistością... nawiasem mówiąc, ja
        nie uważam się za chrześcijanina, stąd też nie widzę powodu, dla którego ta
        wiara miałaby na mnie wpływać...

        Przemiany, które nastąpiły wpierw przez okres zniewolenia komunizmem, a
        następnie podczas przemian lat 80-tych i 90-tych pozostawiły bardzo mocny zamęt
        w świadomości społecznej, zagmatwały pojmowanie tak elementarnych pojęć,
        jak 'wolność', 'miłość', 'rodzina', 'odpowiedzialność', 'tolerancja' itd.
        ) Między innymi dlatego 'wolność' często jest dziś pojmowana jako 'samowola',
        ) także w sferze moralnej, a 'tolerancja' często znaczy 'przyzwolenie dla
        ) wszystkiego'. Między innymi też dlatego istnieje wewnętrzny opór przed
        ) uznawaniem jakichkolwiek autorytetów, a często po prostu ich nie ma. Brak
        jest jednoznacznych, ogólnie akceptowalnych 'drogowskazów moralnych', tym
        bardziej, że pozycja Kościoła w tym zakresie z różnych względów jest znacznie
        osłabiona. Brak wyrażnego określenia granic dobra i zła powoduje, że w
        poszczególnych przypadkach człowiek jest bezsilny i rozwija w sobie moralny
        relatywizm.

        Nie widzę tu żadnego przeciwskazania, co najwyżej kilka ogólnych trywializmów -
        przypominam zresztą, że zachód, który z większą ochotą niż my legalizuje
        związki homo, nie był zniewolony przez komunizm, stąd też twoja teoria jest
        błędna... To fakt, że u nas powstał pewien zamęt, ale spowodowany jest on
        zapóźnieniem oraz chęcią dogonienia zachodu pod względem i materialnym i
        kulturowym... na tej drodze łatwo się potknąć, gdy się biegnie, stąd też
        zmieszanie, zagubienie, nieufność, przyjmowanie przez kilka lat tego, co się
        tworzyło gdzie indziej przez dziesięciolecia nie jest takie proste... Stąd też
        nam to przychodzi trudniej niż na zachodzie, u nas głos APA, stowarzyszenia
        amerykańskich psychiatrów, którzy uważają, że adopcja przez pary homoseksualne
        jest nieszkodliwa, jest o wiele słabiej słyszalny niż tam... pogódź się z tym -
        legalizacja związków to nie dziedzictwo komunizmu, to doganianie zachodu...

        ) To są przeciwwskazania o charakterze 'globalnym'. Poszczególne przypadki są
        ) różnorodne i wiele z nich kryje zapewne ludzkie dramaty. Zanim jednak
        zaczniemy je rozpatrywać, to warto jednak zapytać, na czym opieramy naszą
        wolność, godność, cywilizację, jak mocne są to fundamenty i czy warto je
        naruszać tylko dlatego, że wywołana wskazaniami współczesności frustracja w
        pewnych grupach społecznych akurat tworzy silne lobby.

        Wolność? Godność? Cywilizacja? Wybacz, ale nad tymi fundamentami należy się
        faktycznie zastanowić... muszą być wielce słabe, skoro legalizacja związków je
        naruszy... w czym narusza się wolność? ją się nam raczej do tej pory
        ogranicza... w czym narusza się godność? nie żyję godnie kryjąc się z własną
        naturą, każąc większości ludzi domniemywać, że jestem hetero i śmiejąc się
        nerwowo na pytania nieświadomej części rodziny, kiedy to ja będę miał jakąś
        dziewczynę... Cywilizacja? Naruszamy cywilizację, gdy to spośród nas rekrutuje
        się Iwaszkiewicz, Mann i da Vinci? Cóż za bzdury... Faktem jest jedno - ta
        sytuacja jest frustrująca, jest chora i my dążymy do jej uzdrowienia...

        ) Prawo tkwi głęboko w kulturze i wynika z niej. Sądzę, że powinno stać na
        straży właśnie tych globalnych elementów w kulturze. Jeśli one odrzucają
        ) homoseksualizm jako normę, to i prawo winno odrzucać związki homoseksualne,
        ) jako normę. W tym świetle nie jest to bowiem zagwarantowanie
        równouprawnienia, lecz przyznanie uprawnień wyjątkowych (w dodatku
        niesłusznych) dla pewnej grupy społecznej, nawet jeśli jest ona liczebnie duża.

        Co do prawa, to zdziwiłbyś się... miałem przyjaciela, geja-prawnika, całkiem
        zresztą dobrego i twój idealizm co do prawa nieco by go rozbawił... Prawo
        wpływa na
        • Gość: michał Re: Nie jestem homo i nie popieram CD IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 16:48
          Co do prawa, to zdziwiłbyś się... miałem przyjaciela, geja-prawnika, całkiem
          zresztą dobrego i twój idealizm co do prawa nieco by go rozbawił... Prawo
          wpływa na kulturę i wzajemnie, co nie zmienia faktu, że prawo stanowią ludzie
          po to aby im służyło... tak samo zresztą jak kulturę... Teza o odrzuceniu homo
          poprzez elementy - godność, wolność, cywilizacja jest, jak wyżej wykazałem -
          śmieszna... To właśnie ich brak powoduje odrzucenie nas, stąd też najwidoczniej
          nasza kultura jest na żenującym poziomie... Natomiast jeśli chodzi o prawa, to
          najpierw pomyśl, o jakie konkretnie prawa walczymy... Bo prawo do legalizacji
          związków jest bardzo ogólne... Nie walczymy o te prawa, które mają rodziny z
          dzieckiem, bo im się one należą... walczymy tylko o te, które mają zwykłe,
          bezdzietne małżeństwa...

          > Czym innym jest natomiast nietolerancja _osób_ innej orientacji seksualnej.
          Sam znam kilku takich ludzi i nie mam żadnych powodów, aby je odrzucać, czy
          wytykać palcem.
          > Kiedy zobaczę panie/panów trzymających się za ręce, to może jedynie uśmiechnę
          > się pod nosem i pójdę mimo. Kiedy się dowiem, że mieszkają razem, to uznam to
          > za ich prywatną sprawę (w końcu w akademiku mieszkalismy we czterech i nikt
          się nie dziwił).

          To słuszne podejście, mimo iż uśmieszek pod nosem burzy tu nieco... no, ale nie
          wymagajmy zbyt wiele na początek...

          Kiedy jednak będą chceli założyć rodzinę, złożę veto. Taka
          > rodzina, choćby i wspaniale funkcjonująca, będzie z założenia chorą komórką
          > społeczną, a to już bezpośrednio lub pośrednio dotyka innych w tej
          > strukturze, czyli przestaje być sprawą prywatną.
          >
          Nie widzę powodu, dla którego taka komórka miałaby być chora, to po pierwsze,
          po drugie, nie upieramy się przy nazywaniu nas rodziną, to po drugie, nie
          uważam też, żebyśmy w jakikolwiek sposób szkodzili społeczeństwu poprzez fakt
          zawarcia związku i demonizowanie tego jest śmieszne - to po trzecie... no
          właśnie, na początku stwierdziłeś, że ta sprawa cię dotyka... a jednak nadal
          nie widać jak...

          > Wiem, że sprawa jest kontrowersyjna. Kogo uraziłem - przepraszam. Kto chce
          > pogadać - zapraszam.
          > Wszystkich pozdrawiam - gepe

          z zaproszenia skorzystałem...
        • gepe Re: Nie jestem homo i nie popieram 13.09.02, 22:35
          Michale,

          ) Sądzę, że zamiast "ale", lepsze byłoby tu wyrażenie "dlatego też". Natomiast
          ) bardziej niepokojące jest podkreślenie sprzeciwu wobec obyczajowej
          legalizacji, jak dotąd bowiem wszyscy mówili głównie o stronie prawnej.

          Może nie łapmy za słowka, niech będzie 'dlatego też'. Natomiast wspominam o
          aspekcie obyczajowym dlatego, że zapisy prawa mniej lub bardziej wynikają z
          naszej obyczajowości (u prapoczątków prawa był obyczaj, oczywiście zawsze poza
          tym prapoczątkiem istnieje też relacja odwrotna). Ty miałeś przyjaciela -
          prawnika, a ja mam żonę po prawniczych studiach, więc też co nieco ogólnych
          haseł do ucha mi wpadło. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że prawo nie
          jest ani idealnym odbiciem obyczajowości, ani nie jest idealne w ogóle, ale to
          niejaki truizm. Ale przecież nie byłoby konkretnego zapisu w prawie, gdyby nie
          wymogła go rzeczywistość (mówię rzecz jasna o sytuacji modelowej).

          ) Widzę, że jesteś nowy i parę rzeczy, które już tu były trzeba powtórzyć -
          ) primo, naturalność nie powinna być tu żadnym kryterium, gdyż nikt nie potrafi
          ) stworzyć jej definicji, jest to pojęcie nieostre i przez to często
          nadużywane -
          )
          ) z jednej strony naturalne to to co najczęściej spotykane, zwykłe, z drugiej,
          to
          )
          ) co istnieje w naturze. W pierwszym przypadku, to co najczęściej spotykane
          jest
          ) często przeciętne, np. inteligencja - oczywiście każdy chce mieć tą
          ) ponadprzeciętną, czyli nienaturalną... nie mówiąc już o zarobkach, urodzie,
          ) itd... z drugiej strony - to co istnieje w naturze - otóż w naturze
          ) homoseksualizm też istnieje, wbrew pozorom nawet wtedy, gdy dostępna jest
          ) potencjalnie opcja heteroseksualna... secundo - związki małżeńskie zawiera
          się
          ) faktycznie "m.in. po to, żeby mieć potomstwo", nie jest to jednak warunek ani
          ) konieczny, ani dostateczny... współczuję małżeństwu, które miałoby tylko taki
          ) powód i cel swojego istnienia... nie wszystkie małżeństwa, które nie mogą
          mieć
          ) dzieci, są chore... tertio - jako kolejny sprowadzasz seks w naszym wykonaniu
          ) do wepchnięcia w odbyt oraz wykonywania miarowych ruchów frykcyjnych - po
          ) pierwsze - sądzę, że u was się to do tego seks (przy innym otworze) nie
          ) sprowadza, po drugie - seks analny nie dotyczy 100% gejów... ale to tak na
          ) marginesie już...

          Miałem na myśli fakt, że dwie osoby homo nie są w stanie począć nowego życia.
          Jeśli chodzi o primo - brak definicji zjawiska, czy stanu niekoniecznie musi
          stanowić ograniczenie jego dalszego używania (najprostszy przykład: punkt w
          matematyce). Moglibyśmy sobie tak po kolei definiować wszystkie pojęcia świata,
          choćby tylko elementarne i to byłby chyba koniec wątku. Zwykle nie zdajemy
          sobie sprawy z faktu, że ogromną większość kryteriów definiujemy intuicyjnie,
          bo taka jest konieczność. Życie nie jest 'nauką ścisłą'. Natomiast w tym
          konkretnym przypadku zastosowałbym właśnie kryterium 'normalności', przy czym
          utożsamienie 'normalności' z 'przeciętnością' nie jest dla mnie wcale tak
          oczywiste. Poza tym są sytuacje, kiedy stan 'ponadprzeciętny' jest niepożądany,
          np. choroby.
          Nie jestem wprawdzie biologiem i nie jestem kompetentny, by rozstrzygać, czy w
          naturze (zawęźmy może do świata zwierzęcego) istnieją przypadki
          homoseksualizmu, ale jestem skłonny uznać, że istnieją. Sądzę jednak, że
          zgodzisz się z tezą, iż są to przypadki na skalę fauny marginalne. Nie tworzą
          normy.
          Secundo poniżej.
          Tertio: to nieprawda, w każdym razie nie cała. Argument o 'dziurze' nie jest
          mój (akurat użył go gej), co wyraźnie zaznaczyłem. Przepraszam, jeśli to
          zabrzmiało arogancko. Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że odmawiam osobom homo
          prawa do odczuć? Naprawdę tego nie chciałem powiedzieć. Przepraszam.

          )
          ) To zresztą głębszy problem, wykraczający daleko poza
          ) ) granice orientacji seksualnych (co to jest związek małżeński, po co jest
          ) ) związek małżeński itd).
          )
          ) Jednakże problem ten należy poruszyć, jeśli mamy rozprawiać o legalizacji
          ) naszych związków, czyż nie?

          Możemy temat poruszyć, prawdopodobnie zresztą tak się prędzej czy później
          stanie, a nie pisałem o tym na początku po prostu dlatego, że jest on moim
          zdaniem na tyle duży i istotny, że będzie żył własnym życiem. Post byłby zbyt
          długi. Na razie tylko powiem, że uważam iż chęć posiadania potomstwa jest
          warunkiem koniecznym (choć nie wystarczającym) do zawarcia małżeństwa (jeśli
          chodzi o 'secundo'). Więcej, uważam, że uprawianie seksu powinno
          być 'zarezerwowane' (oczywiscie nie prawnie :)) tylko dla małżeństw, ale to
          temat na inną dyskusję.

          ) A jednak twory współczesnej kultury, które są początkowo obce naszej, zostają
          ) przez nią asymilowane i z czasem akceptowane... i to nie jest proces
          ) przebiegający jedynie współcześnie, to się dzieje od początków naszej
          ) kultury... to, czy większość dotyka spraw seksu wydaje mi się dyskusyjne, ale
          ) też najmniej ważne...

          Oczywiście. Pytanie, czy z wszystkich tych tworów możemy być po
          czasie 'zadowoleni', czy wszystkich ich byśmy sobie jako społeczeństwo życzyli?
          Które rozwijają, a które degenerują? Czy, jeśli twór został zasymilowany, to
          znaczy, że jest w istocie dobry?
          A póki co homoseksualizm pozostaje obcy.


          )Nie da się ukryć, że jest wywiedziona... szkoda tylko, że z wiary, a
          )konkretniej z biblii wywodzi się rzeczy, które są wygodne, a inne się
          )pomija...
          )zapewniam cię, że współcześni chrześcijanie nie żyją wg. wskazań pisma
          )świętego, traktują je bardzo wybiórczo... o ile w ogóle je znają... porównaj
          )sobie stary testament, a nawet nowy, z rzeczywistością... nawiasem mówiąc, ja
          )nie uważam się za chrześcijanina, stąd też nie widzę powodu, dla którego ta
          )wiara miałaby na mnie wpływać...

          Może i szkoda, jednak taki jest stan rzeczy, przynajmniej na razie. Jaka jest
          duchowa kondycja chrześcijan akurat nie musisz mnie przekonywać, bo to widać na
          każdym kroku a i po sobie to widzę. Zapewniam Cię, że nie jestem z tego powodu
          szczęśliwy. Tylko że to chyba nie stanowi argumentu w naszej dyskusji. Nie może
          być tak, że jak sobie połamię jedną rękę, to jest to pretekst, by łamać drugą.
          Bardzo często słyszę argumenty oparte o fakt, że hipokryzja kogoś tam daje mi
          przyzwolenie na coś tam. To chyba nie tędy.
          A system wyznaniowy stety, czy niestety wpływa na Ciebie, nawet jak go nie
          wyznajesz, tak jak i polityka, czy pogoda.

          )
          ) Nie widzę tu żadnego przeciwskazania, co najwyżej kilka ogólnych
          trywializmów -
          )
          ) przypominam zresztą, że zachód, który z większą ochotą niż my legalizuje
          ) związki homo, nie był zniewolony przez komunizm, stąd też twoja teoria jest
          ) błędna... To fakt, że u nas powstał pewien zamęt, ale spowodowany jest on
          ) zapóźnieniem oraz chęcią dogonienia zachodu pod względem i materialnym i
          ) kulturowym... na tej drodze łatwo się potknąć, gdy się biegnie, stąd też
          ) zmieszanie, zagubienie, nieufność, przyjmowanie przez kilka lat tego, co się
          ) tworzyło gdzie indziej przez dziesięciolecia nie jest takie proste... Stąd
          też
          ) nam to przychodzi trudniej niż na zachodzie, u nas głos APA, stowarzyszenia
          ) amerykańskich psychiatrów, którzy uważają, że adopcja przez pary
          homoseksualne
          ) jest nieszkodliwa, jest o wiele słabiej słyszalny niż tam... pogódź się z
          tym -
          )
          ) legalizacja związków to nie dziedzictwo komunizmu, to doganianie zachodu...

          Sorry, nie napisałem wyrażnie. To nie było jedno z przeciwskazań, lecz chcialem
          nakreślić ogólne tło, na którym pojawił się (a w zasadzie: nasilił się)
          problem. Nie chodziło o przyczyny, lecz ich wynik. Oba Twoje wnioski są tu
          chybione (jeden z mojej winy), ani nie uważam, że to dziedzictwo komunizmu, ani
          też zgadzam się, że to doganianie zachodu w tym pozytywnym sensie. Albo
          inaczej: uważam, że to ogólne 'poplątanie' jest jedną z przyczyn usiłowania
          doganiania zachodu na ślepo i głupiego zapatrzenia się w tamtą stronę na
          zasadzie 'wszystko co na zachód jest OK'. N
          • gepe Re: Nie jestem homo i nie popieram 13.09.02, 22:41
            Sorry, nie napisałem wyrażnie. To nie było jedno z przeciwskazań, lecz chcialem
            nakreślić ogólne tło, na którym pojawił się problem. Nie chodziło o przyczyny,
            lecz ich wynik. Oba Twoje wnioski są tu chybione (jeden z mojej winy), ani nie
            uważam, że to dziedzictwo komunizmu, ani też zgadzam się, że to doganianie
            zachodu w tym pozytywnym sensie. Albo inaczej: uważam, że to
            ogólne 'poplątanie' jest jedną z przyczyn usiłowania doganiania zachodu na
            ślepo i głupiego zapatrzenia się w tamtą stronę na zasadzie 'wszystko co na
            zachód jest OK'. Nie wszystko.


            > ) To są przeciwwskazania o charakterze 'globalnym'. Poszczególne przypadki są
            > ) różnorodne i wiele z nich kryje zapewne ludzkie dramaty. Zanim jednak
            > zaczniemy je rozpatrywać, to warto jednak zapytać, na czym opieramy naszą
            > wolność, godność, cywilizację, jak mocne są to fundamenty i czy warto je
            > naruszać tylko dlatego, że wywołana wskazaniami współczesności frustracja w
            > pewnych grupach społecznych akurat tworzy silne lobby.
            >
            > Wolność? Godność? Cywilizacja? Wybacz, ale nad tymi fundamentami należy się
            > faktycznie zastanowić... muszą być wielce słabe, skoro legalizacja związków
            je
            > naruszy... w czym narusza się wolność? ją się nam raczej do tej pory
            > ogranicza... w czym narusza się godność? nie żyję godnie kryjąc się z własną
            > naturą, każąc większości ludzi domniemywać, że jestem hetero i śmiejąc się
            > nerwowo na pytania nieświadomej części rodziny, kiedy to ja będę miał jakąś
            > dziewczynę... Cywilizacja? Naruszamy cywilizację, gdy to spośród nas
            rekrutuje
            > się Iwaszkiewicz, Mann i da Vinci? Cóż za bzdury... Faktem jest jedno - ta
            > sytuacja jest frustrująca, jest chora i my dążymy do jej uzdrowienia...

            No to się zastanawiajmy. Moim zdaniem są coraz słabsze, naruszane przez różne
            właśnie 'twory' (nie wszystkie rzecz jasna).
            Nie wiem, czy wolność się 'narusza'. Na pewno zmienia się jej znaczenie w
            stronę 'róbta co chceta' (żeby nie było: nie mam nic do Owsiaka). Tylko, że to
            nie jest wolność, lecz samowola, czyli przekraczanie ogólnie przyjętych
            znaczeń, praw, norm i jak to jeszcze zwał, w taki sposób, który budzi sprzeciw,
            albo jest mniej lub bardziej widocznie szkodliwy.
            Z mojego punktu widzenia brak prawnej zgody na zawieranie związków
            homoseksualnych nie jest ograniczeniem wolności, lecz brakiem zgody na
            przywilej, który się nie należy.
            Godność - nie wiem, czy postawiłeś pytanie, czy stwierdziłeś fakt. Zresztą nie
            mam prawa tego pytania(?) rozstrzygać, ani faktu komentować, bo to Twoje
            odczucia.
            Natomiast ja rozumiem godność, jako życie w zgodzie z własnym sumieniem, oraz
            nie kalecząc sumień innych, na zasadzie równoważności. I jeżeli pytam o jakość
            fundamentów społecznych, to również dlatego, że ta zasada jest zachwiana.
            I wolność i godność jednostek i jeszcze wiele innych rzeczy tworzy cywilizację,
            więc jej jakość od nich także zależy. To, że Iwaszkiewicz, Mann, da Vinci i
            setki innych byli homo, to żaden argument, ponieważ nie ich orientacja
            seksualna sprawia, że są/byli wielcy. Co więcej, nie potrzebowali do tego
            żadnych dodatkowych przywilejów prawnych. Nie wiem, ilu z nich pragnęłoby
            takowych.
            Na Twoim miejscu nie mieniłbym się uzdrowicielem. Zbyt wielu jeszcze ma
            wątpliwości co do zarówno celów jak i metod tego leczenia.


            >Co do prawa, to zdziwiłbyś się... miałem przyjaciela, geja-prawnika, całkiem
            >zresztą dobrego i twój idealizm co do prawa nieco by go rozbawił... Prawo
            >wpływa na kulturę i wzajemnie, co nie zmienia faktu, że prawo stanowią ludzie
            >po to aby im służyło... tak samo zresztą jak kulturę... Teza o odrzuceniu homo
            >poprzez elementy - godność, wolność, cywilizacja jest, jak wyżej wykazałem -
            >śmieszna... To właśnie ich brak powoduje odrzucenie nas, stąd też
            >najwidoczniej nasza kultura jest na żenującym poziomie... Natomiast jeśli
            chodzi o prawa, to
            >najpierw pomyśl, o jakie konkretnie prawa walczymy... Bo prawo do legalizacji
            >związków jest bardzo ogólne... Nie walczymy o te prawa, które mają rodziny z
            >dzieckiem, bo im się one należą... walczymy tylko o te, które mają zwykłe,
            >bezdzietne małżeństwa...

            Nie idealizuję prawa, polityki, kosmologii, teologii i wielu innych rzeczy, ale
            jeśli nie chcemy się rozdrabniać w szczegółach, przez które można udowodnić,
            czy wykazać niemal wszystko, to trzeba mówić o jakimś modelu. Im bardziej
            zbliżony do ideału, tym lepszy.
            Czy teza, o odrzuceniu... itd. jest śmieszna? No nie wiem. Jak na razie
            odczuwam dość silny społeczny opór przeciw takim związkom. Może się nie
            zrozumielismy. To był tryb warunkowy ('Jeśli one [te elementy] odrzucają
            homoseksualizm jako normę, to i prawo winno odrzucać związki homoseksualne,
            jako normę'), w domyśle: jeśli nie odrzucają, to i prawo nie powinno.
            Trochę to nie po polsku sformuowałem, sorry.
            Ja uważam, że kultura jest na żenująco niskim poziomie, jeśli bardzo łatwo
            ulega wpływom i naleciałościom innych kultur, przy tym nie potrafiąc chronić
            swoich podstaw, także moralno - religijnych.
            Co do praw - nie jestem bardzo konkretnie zorientowany. Problem jednak w tym,
            że jak zwał, tak zwał, a przecież zalegalizowany związek dwojga osób,
            mieszkających w dodatku pod wspólnym dachem, w świadomości społecznej
            funkcjonuje jako małżenstwo i tyle.
            Nie domagacie się praw rodzin z dzieckiem, a przecież na tak hołubionym przez
            Ciebie zachodzie już o takie prawa się walczy (adopcja itd.). Mam uwierzyć, że
            w tym przypadku będzie inaczej? Bo ja sądzę, że zadziała efekt domina: jedno
            prawo, drugie, trzecie... To już lepiej nie ruszać tego pierwszego kamienia.

            >To słuszne podejście, mimo iż uśmieszek pod nosem burzy tu nieco... no, ale
            >nie
            >wymagajmy zbyt wiele na początek...
            >Nie widzę powodu, dla którego taka komórka miałaby być chora, to po pierwsze,
            >po drugie, nie upieramy się przy nazywaniu nas rodziną, to po drugie, nie
            >uważam też, żebyśmy w jakikolwiek sposób szkodzili społeczeństwu poprzez fakt
            >zawarcia związku i demonizowanie tego jest śmieszne - to po trzecie... no
            >właśnie, na początku stwierdziłeś, że ta sprawa cię dotyka... a jednak nadal
            >nie widać jak...
            Ten uśmieszek nie jest ani złośliwy, ani ironiczny, tylko wyrażający lekkie
            zakłopotanie i skierowany tylko i wyłącznie do samego siebie. I faktycznie,
            nie wymagajcie za dużo. Nie będę wołał na przywitanie 'Jesteście cool i wogóle
            będzie OK!'.
            Ta komórka jest chora dlatego, ponieważ nie może - z założenia - spełniać
            funkcji prokreacyjnej. Może dać jakiś erzac miłości, ale nie może dać nowego
            życia. Przepraszam za ten 'erzac', naprawdę nie chcę nikogo obrazić, ale dla
            mnie pełna miłość małżeńska, to miłość m.in. płodna. Miłość, która nie chce lub
            nie potrafi być płodna, jest ułomna, nie osiąga pełni.
            Wy się nie upieracie przy 'rodzinie', ale my się upieramy, że to, co chcecie
            tworzyć, to rodzina. Już mówiłem: jak zwał, tak zwał. Tylko, że ta rodzina nie
            będzie spełniała wszystkich funkcji, które ma spełniać. Tort bez cukru
            pozostaje tortem, tylko nikt go nie chce.
            Nie wydaje mi się bym demonizował, ale to chyba kwestia emocji i innego
            odczuwania tematu. Staram się natomiast nie ośmieszać...
            Jak związki homo mogą szkodzić społeczeństwu? Na przykład w taki sposób, że
            mogą uruchomić (albo podtrzymać) efekt domina. Jeśli uda się Wam, to będzie
            furtka dla innych 'związków' i zachowań, uważanych obecnie za patologiczne,
            które jeszcze mają wodę w ustach. Zyskają silny argument, łatwiej będzie im
            obalić kolejną barierę obyczajową. To dokąd mam być tolerancyjny, a gdzie
            postawić veto? Przecież on to zwierzątko też kocha...

            A jak to dotyka mnie? Na przykład tak, że nie bedę wiedział, jak to wszystko
            wytłumaczyć dzieciom. Mnie samemu wystarczy kłopotliwy uśmiech.

            Pozdrawiam - gepe
            • gepe Re: Nie jestem homo i nie popieram 13.09.02, 22:49
              Sorry, żle się skopiowało

              gepe napisał:
              Zyskają silny argument, łatwiej będzie im
              > obalić kolejną barierę obyczajową. To dokąd mam być tolerancyjny, a gdzie
              > postawić veto? Przecież on to zwierzątko też kocha...

              gepe miał napisać:
              Zyskają silny argument, łatwiej będzie im
              > obalić kolejną barierę obyczajową. Może to i demonizowanie: jak Ci się podoba
              para: facet/kobieta i jego/jej ukochane zwierzątko? To dokąd mam być
              tolerancyjny, a gdzie postawić veto? Przecież on to zwierzątko też kocha...
            • Gość: michał Re: Nie jestem homo i nie popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 16:35
              gepe napisał:

              ) Sorry, nie napisałem wyrażnie. To nie było jedno z przeciwskazań, lecz
              chcialem
              )
              ) nakreślić ogólne tło, na którym pojawił się problem. Nie chodziło o
              przyczyny,
              ) lecz ich wynik. Oba Twoje wnioski są tu chybione (jeden z mojej winy), ani
              nie
              ) uważam, że to dziedzictwo komunizmu, ani też zgadzam się, że to doganianie
              ) zachodu w tym pozytywnym sensie. Albo inaczej: uważam, że to
              ) ogólne 'poplątanie' jest jedną z przyczyn usiłowania doganiania zachodu na
              ) ślepo i głupiego zapatrzenia się w tamtą stronę na zasadzie 'wszystko co na
              ) zachód jest OK'. Nie wszystko.
              )
              Niech będzie... chyba trudno coś tu dodać, oprócz tego, że dla mnie jest to w
              jak najbardziej pozytywnym sensie... natomiast nie ma alternatywy dla
              poplątania i doganiania zachodu w każdym aspekcie - po prostu jej nie ma, mamy
              na tyle wielką przerwę w historii, że po prostu alternatywy nie ma... poza
              zwróceniem się z powrotem na wschód...

              ) No to się zastanawiajmy. Moim zdaniem są coraz słabsze, naruszane przez różne
              ) właśnie 'twory' (nie wszystkie rzecz jasna).
              ) Nie wiem, czy wolność się 'narusza'. Na pewno zmienia się jej znaczenie w
              ) stronę 'róbta co chceta' (żeby nie było: nie mam nic do Owsiaka). Tylko, że
              to nie jest wolność, lecz samowola, czyli przekraczanie ogólnie przyjętych
              ) znaczeń, praw, norm i jak to jeszcze zwał, w taki sposób, który budzi
              sprzeciw, albo jest mniej lub bardziej widocznie szkodliwy.

              A właśnie, to że budzi sprzeciw nie oznacza wcale, że będzie to szkodliwe...
              Wydaje mi się, że właśnie o zrzucenie ograniczeń w wolności nam chodzi, nie
              walkę o samowolę... Przecież to, czego żądamy niczego nie zmienia w życiu
              nikogo z was - co dla ciebie się zmieni (i to na gorzej), jeśli ja zalegalizuję
              związek ze swoim partnerem...? Natomiast wszelka innowacja jest przekraczaniem
              przyjętych do tej pory znaczeń, praw, norm itd., skąd wiesz, że akurat ta
              innowacja jest właśnie samowolą, która destruktywnie wpłynie na ludzi...?
              Dopóki się tego nie sprawdzi, nie będzie się tego wiedziało... A jakoś w
              państwach, które się na to odważyły, nie zauważono negatywnych skutków.

              ) Z mojego punktu widzenia brak prawnej zgody na zawieranie związków
              ) homoseksualnych nie jest ograniczeniem wolności, lecz brakiem zgody na
              ) przywilej, który się nie należy.

              Na szczęście system poglądów, które wyznajesz jest wyznawany, przez nieznaczną
              część społeczeństwa (to zwłaszcza o seksie tylko w małżeństwie, oraz o chęci
              posiadania dziecka, jako warunku koniecznego zawarcia małżeństwa) i mam
              nadzieję, że za podobną radykalność zostanie kiedyś uznana niechęć do związków
              homo...

              ) Godność - nie wiem, czy postawiłeś pytanie, czy stwierdziłeś fakt. Zresztą
              nie
              ) mam prawa tego pytania(?) rozstrzygać, ani faktu komentować, bo to Twoje
              ) odczucia.
              ) Natomiast ja rozumiem godność, jako życie w zgodzie z własnym sumieniem, oraz
              ) nie kalecząc sumień innych, na zasadzie równoważności. I jeżeli pytam o
              jakość
              ) fundamentów społecznych, to również dlatego, że ta zasada jest zachwiana.

              Nie widzę przeszkód, żebyś żył obok nas, nie widzę też w jaki sposób mielibyśmy
              przeszkadzać ci w życiu zgodnym z własnym sumieniem tylko poprzez fakt, że
              legalizujemy swój związek...

              ) I wolność i godność jednostek i jeszcze wiele innych rzeczy tworzy
              cywilizację, więc jej jakość od nich także zależy. To, że Iwaszkiewicz, Mann,
              da Vinci i
              ) setki innych byli homo, to żaden argument, ponieważ nie ich orientacja
              ) seksualna sprawia, że są/byli wielcy. Co więcej, nie potrzebowali do tego
              ) żadnych dodatkowych przywilejów prawnych. Nie wiem, ilu z nich pragnęłoby
              ) takowych.

              Czyżby? Uważam, że zgodnie ze zdrowym rozsądkiem z zadowoleniem przyjęliby
              rozwiązania prawne... Leonardo przynajmniej nie musiałby przez kilkadziesiąt
              lat ukrywać swojego kochanka w strachu o karierę... Zresztą jestem pewien, że
              orientacja seksualna wpłynęła na ich twórczość... Widać to w ich dziełach,
              zarówno opowiadaniach iwaszkiewicza, powieściach manna, czy w końcu
              w "dawidzie" michała anioła... nie wspominając już o safonie z lesbos, czy
              platonie, którego poglądy dotyczyły w dużej mierze tej kwestii... nie wiadomo,
              czy udało by im się stworzyć tak wielkie dzieła, gdyby byli hetero... sądzę, że
              na pewno tworzyliby inaczej, można stwierdzić, że to inaczej byłoby gorsze -
              kwestia prawdopodobieństwa... oczywiście, to tylko jedna z cech, ale wg. mnie
              znacząca...

              ) Na Twoim miejscu nie mieniłbym się uzdrowicielem. Zbyt wielu jeszcze ma
              ) wątpliwości co do zarówno celów jak i metod tego leczenia.

              Widzisz, ty używasz słowa naturalny, normalny... ja używam słowa uzdrowienie...

              ) Co do praw - nie jestem bardzo konkretnie zorientowany. Problem jednak w tym,
              ) że jak zwał, tak zwał, a przecież zalegalizowany związek dwojga osób,
              ) mieszkających w dodatku pod wspólnym dachem, w świadomości społecznej
              ) funkcjonuje jako małżenstwo i tyle.
              ) Nie domagacie się praw rodzin z dzieckiem, a przecież na tak hołubionym przez
              ) Ciebie zachodzie już o takie prawa się walczy (adopcja itd.). Mam uwierzyć,
              że
              ) w tym przypadku będzie inaczej? Bo ja sądzę, że zadziała efekt domina: jedno
              ) prawo, drugie, trzecie... To już lepiej nie ruszać tego pierwszego kamienia.
              )
              to akurat nie jest argument, równie dobrze można stwierdzić, że jak już
              dostaniemy prawo do adopcji, to będziemy walczyć o wymordowanie heteryków i
              dzieci z probówki... oczywiście przy paru etapach pośrednich... równie dobrze
              lepiej nie wynajdywać koła, bo na końcu etapu stoi czołg... nie sądzę zresztą,
              abyście mieli tak słabą wolę i przyznawali nam te prawa na zasadzie domina...
              ogólnie jesteś znakomitym przykładem tego co często mówię - nie my zaczynamy
              mówić o adopcji, tylko wy, wykorzystując to jako pretekst do tego, aby nam nie
              pozwolić na legalizację... inna sprawa, że nie uważam, aby dla dzieci to było
              niekorzystne, ale nie staram się o to - zwłaszcza, że sam nie zamierzam
              adoptować... tak samo, bardzo niewielu z nas chciałoby... nie mówiąc już o tym,
              że nawet spośród chcących, wszyscy muszą przejść przez sito procedury, a to
              nawet dla was łatwe nie jest... więc nie wymyślajcie pretekstów...

              ) Ten uśmieszek nie jest ani złośliwy, ani ironiczny, tylko wyrażający lekkie
              ) zakłopotanie i skierowany tylko i wyłącznie do samego siebie. I faktycznie,
              ) nie wymagajcie za dużo. Nie będę wołał na przywitanie 'Jesteście cool i
              wogóle
              ) będzie OK!'.

              Szkoda, bo jak naprawdę będziemy, to nawet nie będziesz mógł nam tego
              przyznać :-P a my chyba tego akurat nie wymagamy, ergo - nie wymagamy za dużo :-
              )

              ) Ta komórka jest chora dlatego, ponieważ nie może - z założenia - spełniać
              ) funkcji prokreacyjnej. Może dać jakiś erzac miłości, ale nie może dać nowego
              ) życia. Przepraszam za ten 'erzac', naprawdę nie chcę nikogo obrazić, ale dla
              ) mnie pełna miłość małżeńska, to miłość m.in. płodna. Miłość, która nie chce
              lub nie potrafi być płodna, jest ułomna, nie osiąga pełni.
              ) Wy się nie upieracie przy 'rodzinie', ale my się upieramy, że to, co chcecie
              ) tworzyć, to rodzina. Już mówiłem: jak zwał, tak zwał. Tylko, że ta rodzina
              nie będzie spełniała wszystkich funkcji, które ma spełniać. Tort bez cukru
              ) pozostaje tortem, tylko nikt go nie chce.

              Jakoś my go chcemy akurat... poza tym już wcześniej pisałem - nie widzę różnicy
              jakościowej między pogłębianiem więzi poprzez dziecko, a poprzez inne
              doświadczenia... nie uważam, aby moja miłość do mojego faceta była mniejsza niż
              w rodzinie, powiem więcej - znam rodziny, które marzyłyby o takiej miłości,
              jaka jest pomiędzy nami... nawet mając 4 dzieci... tak więc uważam akurat tą
              tezę za absurdalną... nie każda rodzina spełnia wszystkie funkcje, które
              powinna, wracam po raz n-ty do rodzin bezdzietnych, które są rodzinami - sam
              zresztą przyznajesz, że uważacie, iż chcemy rodzinę tworzyć... zgadza się, to
              ma być rodzina, mał
              • Gość: michał Re: Nie jestem homo i nie popieram CD IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 16:37
                Jakoś my go chcemy akurat... poza tym już wcześniej pisałem - nie widzę różnicy
                jakościowej między pogłębianiem więzi poprzez dziecko, a poprzez inne
                doświadczenia... nie uważam, aby moja miłość do mojego faceta była mniejsza niż
                w rodzinie, powiem więcej - znam rodziny, które marzyłyby o takiej miłości,
                jaka jest pomiędzy nami... nawet mając 4 dzieci... tak więc uważam akurat tą
                tezę za absurdalną... nie każda rodzina spełnia wszystkie funkcje, które
                powinna, wracam po raz n-ty do rodzin bezdzietnych, które są rodzinami - sam
                zresztą przyznajesz, że uważacie, iż chcemy rodzinę tworzyć... zgadza się, to
                ma być rodzina, małżeństwo, tyle, że nie optujemy za tymi nazwami, bo nie
                chcemy was czasem urazić... z drugiej strony, uważamy, że nie ma specjalnej
                różnicy, poza niemożliwością posiadania dzieci, która czyniłaby nasze związki,
                gorszymi od waszych... ale jak już powiedziałem - rodziny i małżeństwa bez
                dzieci istnieją...

                > Nie wydaje mi się bym demonizował, ale to chyba kwestia emocji i innego
                > odczuwania tematu. Staram się natomiast nie ośmieszać...
                > Jak związki homo mogą szkodzić społeczeństwu? Na przykład w taki sposób, że
                > mogą uruchomić (albo podtrzymać) efekt domina. Jeśli uda się Wam, to będzie
                > furtka dla innych 'związków' i zachowań, uważanych obecnie za patologiczne,
                > które jeszcze mają wodę w ustach. Zyskają silny argument, łatwiej będzie im
                > obalić kolejną barierę obyczajową. To dokąd mam być tolerancyjny, a gdzie
                > postawić veto? Przecież on to zwierzątko też kocha...
                >
                No tak, jak brakuje argumentów, to się sięga do takich... wybacz, ale po prostu
                nie wiesz o czym mówisz... zwierzątka to on nie kocha, czyni mu krzywdę, tak
                samo dziecku, itd. my się kochamy i nie czynimy sobie krzywdy i to nas różni od
                zachowań patologicznych... no, chyba, że ktoś jest homoseksualnym pedofilem,
                czy zoofilem, ale to jest dewiacja w ramach orientacji, którą uważamy za
                całkowicie zdrową...

                > A jak to dotyka mnie? Na przykład tak, że nie bedę wiedział, jak to wszystko
                > wytłumaczyć dzieciom. Mnie samemu wystarczy kłopotliwy uśmiech.
                >
                to, że nie wiesz jak zareagować i dzieciom (a przede wszystkim, to chyba sobie)
                wytłumaczyć, to nie jest nasz wina akurat... niestety (dla ciebie), nie da się
                już z powrotem zapędzić nas do podziemia i udawać, że nas nie ma...
          • Gość: michał Re: Nie jestem homo i nie popieram IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 15:57
            gepe napisał:
            >
            > Może nie łapmy za słowka, niech będzie 'dlatego też'. Natomiast wspominam o
            > aspekcie obyczajowym dlatego, że zapisy prawa mniej lub bardziej wynikają z
            > naszej obyczajowości (u prapoczątków prawa był obyczaj, oczywiście zawsze
            poza
            > tym prapoczątkiem istnieje też relacja odwrotna). Ty miałeś przyjaciela -
            > prawnika, a ja mam żonę po prawniczych studiach, więc też co nieco ogólnych
            > haseł do ucha mi wpadło. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że prawo nie
            > jest ani idealnym odbiciem obyczajowości, ani nie jest idealne w ogóle, ale
            to
            > niejaki truizm. Ale przecież nie byłoby konkretnego zapisu w prawie, gdyby
            nie
            > wymogła go rzeczywistość (mówię rzecz jasna o sytuacji modelowej).
            >
            Modelowej, w tym sęk... Drugi sęk w tym, że faktycznie działa to w obie
            strony... stąd też ja mam nadzieję, że wprowadzenie prawa spowoduje stopniowe
            złagodzenie atmosfery wokół nas...

            > Miałem na myśli fakt, że dwie osoby homo nie są w stanie począć nowego życia.
            > Jeśli chodzi o primo - brak definicji zjawiska, czy stanu niekoniecznie musi
            > stanowić ograniczenie jego dalszego używania (najprostszy przykład: punkt w
            > matematyce). Moglibyśmy sobie tak po kolei definiować wszystkie pojęcia
            świata, choćby tylko elementarne i to byłby chyba koniec wątku. Zwykle nie
            zdajemy sobie sprawy z faktu, że ogromną większość kryteriów definiujemy
            intuicyjnie, bo taka jest konieczność. Życie nie jest 'nauką ścisłą'.

            Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, natomiast czasem należy jednak zastąpić
            intuicyjność intelektem, ponieważ intuicja nie to samo podopowiada jednemu co
            drugiemu, stąd też przeinaczenia, nadużywanie, itd. jestem wciąż za dokładnym
            zdefiniowaniem naturalności, ponieważ jak dla mnie, to nienaturalność albo nie
            powinna być obelgą, albo argumentem...

            Natomiast w tym konkretnym przypadku zastosowałbym właśnie
            kryterium 'normalności', przy czym utożsamienie 'normalności'
            z 'przeciętnością' nie jest dla mnie wcale tak
            > oczywiste. Poza tym są sytuacje, kiedy stan 'ponadprzeciętny' jest
            niepożądany, np. choroby.

            Zdecyduj się, czy naturalność, czy normalność, bo to już na pewno nie to
            samo... a co do utożsamienia - "to normalny człowiek" - po takim opisie kogoś
            nieprzeciętnego raczej sobie nie wyobrazisz, nie?

            > Nie jestem wprawdzie biologiem i nie jestem kompetentny, by rozstrzygać, czy
            w naturze (zawęźmy może do świata zwierzęcego) istnieją przypadki
            > homoseksualizmu, ale jestem skłonny uznać, że istnieją. Sądzę jednak, że
            > zgodzisz się z tezą, iż są to przypadki na skalę fauny marginalne. Nie tworzą
            > normy.

            Ależ oczywiście, że są to przypadki marginalne i nie tworzą normy... zupełnie
            jak my, zwróć tylko uwagę, że to dość spory margines i należy go wziąć pod
            uwagę... nawet jeśli nie tworzy normy... co do odmawiania prawa do uczuć, to
            czynisz to sugerując, jakoby miłość w związku nie mogła być pełna, jeśli nie ma
            w nim dziecka... to absurdalne, czym innym jest miłość małżeńska, czym innym
            macierzyńska, czy ojcowska... są związki, które dziecko wiąże jeszcze bardziej,
            ale to z przyczyn mniej górnolotnych... zdarzają się też takie, które wręcz
            przeciwnie... nie twierdzę, że nie może ulec pogłębieniu więź poprzez narodziny
            dziecka, jednak uważam, że owo pogłębienie zdarza się tylko czasami, poza tym
            nie jest jakościowo różne od pogłębienia wynikającego z innych doświadczeń...
            być może wyróżnia się ilościowo...

            >> Możemy temat poruszyć, prawdopodobnie zresztą tak się prędzej czy później
            > stanie, a nie pisałem o tym na początku po prostu dlatego, że jest on moim
            > zdaniem na tyle duży i istotny, że będzie żył własnym życiem. Post byłby zbyt
            > długi. Na razie tylko powiem, że uważam iż chęć posiadania potomstwa jest
            > warunkiem koniecznym (choć nie wystarczającym) do zawarcia małżeństwa (jeśli
            > chodzi o 'secundo'). Więcej, uważam, że uprawianie seksu powinno
            > być 'zarezerwowane' (oczywiscie nie prawnie :)) tylko dla małżeństw, ale to
            > temat na inną dyskusję.
            >
            Haha... no cóż, wielu nawet homofobów oburzy się na takie propozycje... chęć
            posiadania potomstwa w praktyce nie jest warunkiem koniecznym - są pary, które
            zawierają ślub wiedząc, że dzieci z tego nie będzie (bezpłodność, kobiety po
            50tce itd.). Tak więc powtarzam, jeśli to jest argument, że związki są po to,
            aby były z nich dzieci, to tak samo jak nam, należy odmówić tego takim właśnie
            parom... Bo inaczej to żaden argument... Co do uprawiania seksu - no cóż,
            zamurowało mnie nieco :-) skoro tak, no to trudno z tobą dyskutować, odmawiasz
            nam bowiem prawa do seksu w ogóle, tak samo zresztą większości ludzkości...
            sądzę, że teraz ty jesteś w wyjątkowo marginalnej mniejszości... :-)
            >
            > Oczywiście. Pytanie, czy z wszystkich tych tworów możemy być po
            > czasie 'zadowoleni', czy wszystkich ich byśmy sobie jako społeczeństwo
            życzyli? Które rozwijają, a które degenerują? Czy, jeśli twór został
            zasymilowany, to
            > znaczy, że jest w istocie dobry?
            > A póki co homoseksualizm pozostaje obcy.
            >
            Tak prawdę mówiąc, to jestem przekonany, że z tworów, które zasymilowały się do
            tej porze (i nie uległy potem zaginięciu), większość jest zadowolona... przy
            czym oczywiście wiadomo, że większość to masy... no, ale te masy są jak
            najbardziej normalne i naturalne, hehe... wracając do tematu - są ludzie z tego
            zadowoleni, gdyż inaczej, zostałoby to odrzucone... fakt, że obecnie atmosfera
            w stosunku do nas się poprawia, jest dowodem na to, że homoseksualizm jako
            zjawisko jest coraz bardziej akceptowalny w społeczeństwie i w końcu stanie się
            jedną ze składowych kultury... prawda jest bowiem taka, że boicie się
            nieznanego, a im bardziej poznajecie, tym bardziej możliwe do zaakceptowania
            się to staje...
            >
            > )Nie da się ukryć, że jest wywiedziona... szkoda tylko, że z wiary, a
            > )konkretniej z biblii wywodzi się rzeczy, które są wygodne, a inne się
            > )pomija...
            > )zapewniam cię, że współcześni chrześcijanie nie żyją wg. wskazań pisma
            > )świętego, traktują je bardzo wybiórczo... o ile w ogóle je znają... porównaj
            > )sobie stary testament, a nawet nowy, z rzeczywistością... nawiasem mówiąc,
            ja
            > )nie uważam się za chrześcijanina, stąd też nie widzę powodu, dla którego ta
            > )wiara miałaby na mnie wpływać...
            >
            > Może i szkoda, jednak taki jest stan rzeczy, przynajmniej na razie. Jaka jest
            > duchowa kondycja chrześcijan akurat nie musisz mnie przekonywać, bo to widać
            na każdym kroku a i po sobie to widzę. Zapewniam Cię, że nie jestem z tego
            powodu szczęśliwy. Tylko że to chyba nie stanowi argumentu w naszej dyskusji.
            Nie może być tak, że jak sobie połamię jedną rękę, to jest to pretekst, by
            łamać drugą.
            > Bardzo często słyszę argumenty oparte o fakt, że hipokryzja kogoś tam daje mi
            > przyzwolenie na coś tam. To chyba nie tędy.
            > A system wyznaniowy stety, czy niestety wpływa na Ciebie, nawet jak go nie
            > wyznajesz, tak jak i polityka, czy pogoda.
            >
            Może nie jest to i pretekst, ale jest to już zachowanie o większej dostępności
            w psychice jednostki, nieważne... Mi nie chodzi o to, żeby hipokryzja dawała
            przyzwolenie na coś... wręcz przeciwnie... uważam, że jest skandalem fakt, że,
            nasze pseudokatolickie społeczeństwo, przesiąknięte hipokryzją, interpretuje
            wiarę na swoją korzyść... a wyznanie czyjeś ma równe prawo wpływać na mnie, jak
            moja wiara w moje poglądy na kogoś...
    • adam.jaw Ja jestem i popieram 13.09.02, 19:48
      Ja jestem i popieram
    • roanbu Re: Nie jestem homo ale popieram 15.09.02, 17:01
      WITAJ! JA NIE TYLE, ŻE NIE JSTEM HOMO, ALE ... . NIEZALEŻNIE JEDNAK OD
      WSZYSTKIEGO UWAŻAM, ŻE NIE ORIENTACJA SEKSULANA DECYDUJE O POGLĄDACH, A JUZ TYM
      BARDZIEJ O TYM, CO PISZESZ PONIŻEJ.

      POWIEM KRÓTKO - HOMO (CZYTAJ: ZBOCZEK), BI (CZYTAJ: TEZ ZBOCZEK, ALE INNY -
      MOŻE LEPSZY?) I HETERO - WSZYSCY MAJĄ JEDNAKOWE PRAWA WZGLĘDEM KONSTYTUCJI!

      WSZYSCY SĄ LUDŹMI (Z TA JEDNAK JEDNA - W SUMIE WYJĄTKOWĄ RÓZNICĄ!)!

      JESTEM ZA LEGALIZACJĄ ZWIĄZKÓW HOMOSEKSUALNYCH! MAŁO TEGO, JESTEM ZA ADOPCJĄ
      DZIECI PRZEZ ZWIĄZKI HOMOSEKSULANE. LEPIEJ, ABY DZIECKO WYCHOWYWAŁO SIĘ W
      ATMOSFERZE CZUŁOŚCI, MIŁOŚCI, SZCZSCIA, SPEŁNIENIA, ESTYMY ITD. NIŻ NP. - TU
      SIĘGNĘ PO SKRAJNE PRZYPADKI - W ATMOSFERZE ALKOHOLU, BUJEK, ROZBOJÓW, KURESTWA
      ITD...

      KOCHANI - TE ASPEKTY NIE ZNAJĄ POJĘCIA ORIENTACJI SEKSUALNEJ, ONE SĄ WSZĘDZIE.
      ELIMINOWANIE PATOLOGII, A NIE ORIENTACJI SEKSULANEJ, TO POWINNO BYĆ NASZYM
      ZADANIEM.

      ZGADZAM SIĘ Z TYM, ŻE JAKO POLACY JESTESMY NIETOLERANCYJNI. TACY JETEŚMY!!!!
      ALE DLACZEGO? DLATEGO, ŻE JESTEŚMY CIEMNOGRODEM, A CIEMNOGRÓD W TYM KRAJU, TO
      75% SPOŁECZEŃSTWA (STĄD TAKA A NIE INNA SYTUACJA POLITYCZNA KRAJU!).

      MOŻECIE MNIE OPLUWAĆ, KRZYCZEĆ I PRZEKLINAĆ, JA POWIEM, ŻE TAK! TAK, DAĆ
      LUDZIOM MOZLIWOŚC ŚWIADOMEGO WYBORU BEZ ANSY DO OREINTACJI SEKSULANEJ!

      POZDRAWIAM, ROBERT.



      magdag3 napisała:

      > Popieram dazenia homoseksualistow do uregulowania ich prawnych sytuacji.
      > Kazdy z nas ma prawo do wziecia slubu takiego jaki im odpowiada, do wziecia
      > rozwodu lub pozostawania w prawnej separacji. Dlaczego oni nie?
      > Jestesmy spoleczenstwem nietolerancyjnym ale starajmy sie to zmienic.
    • robertrobert1 Re: Nie jestem homo ale popieram 18.09.02, 13:31
      Czlowieku co ty za brednie piszesz? Homoseksualisci to chorzy ludzie i nalezy
      ich leczyc. To nie chodzi o tolerancje. Tolerowac mozna wyznanie, kolor skury,
      gust muzyczny, sposob ubierania ale nie zeby chlop z chlop. To wbrew naturze.
      Czy widziales kiedykolwiek aby kura z kura lub kogut z kogutem? Jak jest zamek
      to musi byc i kluczyk.
      • Gość: Krzycho Re: Nie jestem homo ale popieram IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 15:10
        > Czlowieku co ty za brednie piszesz? Homoseksualisci to chorzy ludzie i nalezy
        ich leczyc. To nie chodzi o tolerancje. Tolerowac mozna wyznanie, kolor skury,
        gust muzyczny, sposob ubierania ale nie zeby chlop z chlop. To wbrew naturze.
        Czy widziales kiedykolwiek aby kura z kura lub kogut z kogutem? Jak jest zamek
        to musi byc i kluczyk.
        No i wreszcie objawil sie nam zoolog-specjalista. Zoologia, dziubek, zna cale
        mnostwo przykladow zachowan homoseksualnych wsrod zwierzat a to juz Twoj
        problem, ze nigdy o nich nie czytales. Doucz sie moze, zanim zaczniesz
        popisywac sie publicznie ignorancja!
        Pozdro
      • roanbu Re: Nie jestem homo ale popieram 21.09.02, 11:53
        HM.... PRZYKRE, ŻE MAMY W SPOŁECZEŃSTWIE TAKICH JAK TY. POZWÓL MI ZATEM NA MAŁĄ
        NIEGRZECZNĄ DYGRESJĘ: JA NIE TOLERUJĘ LUDZI, KTÓRZY NIE ZNAJĄ ZASAD
        ORTOGRAFII!!! I POWIEDZ MI TERAZ, JAK DO TEGO WSZYSTKIEGO MA SIĘ TWOJA ZASADA
        ZAMKA I KLUCZYKA?......

        robertrobert1 napisał:

        > Czlowieku co ty za brednie piszesz? Homoseksualisci to chorzy ludzie i nalezy
        > ich leczyc. To nie chodzi o tolerancje. Tolerowac mozna wyznanie, kolor
        skury,
        > gust muzyczny, sposob ubierania ale nie zeby chlop z chlop. To wbrew naturze.
        > Czy widziales kiedykolwiek aby kura z kura lub kogut z kogutem? Jak jest
        zamek
        > to musi byc i kluczyk.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka