Dodaj do ulubionych

Czy ktoś pomoże?

08.10.08, 20:46
Witam wszystkich na tym forum.Jestem nowa i bardzo niedawno
straciłam najukochańszą osobę w moim życiu.Moją Mamusię.
Czy ktos mi powie jak dalej żyć jak znów znaleźć cel w tej
codzienności?Wszystko wydaje mi się bezcelowe i na przymus.Wiem że
każdy z was tak ma,ale czy to już zawsze tak będzie?Czy kiedyś
będzie lepiej?Jak sobie teraz radzić z tym wszystkim?
Obserwuj wątek
    • 999mamuska Re: Czy ktoś pomoże? 08.10.08, 21:03
      Możemy Cię wspierac tylko słowami,tym,że jesteśmy z Tobą,że nie
      jesteś sama.To strasznie boli taka strata,ja w marcu straciłam
      córkę a w lipcu mamę-dwie najbliższe,najukochańsze osoby,które
      zawsze były ze mną.Mijają tygodnie,miesiące a na razie wcale nie
      jest łatwiej,może nawet gorzej.Ale bardzo się staram,ciągle szukam
      jakichś zajęc,dużo pracuję,bo wśród ludzi jakoś łatwiej,byleby
      tylko nie pytali...
      Ja wiem,że kiedyś będzie mniej bolało,chociaż czasu musi minąc
      bardzo,ale to bardzo wiele.Wiem,bo straciłam już wiele bliskich
      osób-ukochaną babcię,tatę,męża i lata były potrzebne,żeby rany się
      zabliżniły.
      Pomaga mi też to forum,zaglądam tu niemalże codziennie.Może i Tobie
      przyniesie to chociaź maleńką ulgę.
    • annmaria Re: Czy ktoś pomoże? 08.10.08, 21:20
      Kiedys bol bedzie latwiejszy do zniesienie. Ale mysle ze do konca nie minie.
      Nauczysz sie z nim zyc. Ja stracilam Tate rok temu. Nic nie jest latwiejsze.
      Jego nieobecnosc odczuwam coraz mocniej. Moze mniej placze moze udaje mi sie
      czasem wmowic sobie ze tak musialo byc. Ale smierc Twojej Mamy mojego Ojca to
      tak jakby zgasl kawalek kazdej z nas. Pamietaj tylko ze musisz normalnie zyc.
      Wiem ze to trudnie ale pomysl czego by chciala Twoja Mama. A przeciez masz
      swojego aniola w niebie... Sciskam. Anka
    • kopciuszek125 Re: Czy ktoś pomoże? 08.10.08, 21:24
      Natalio ja wiem co czujesz też moja mam odeszła rok temu a była dla mnie
      wszystkim. Nigdy nie zapomina się takiej osoby, z biegiem czasu jest różnie raz
      trochę lepiej potem gorzej. Są sytuacje które przypominają nam o najbliższej
      osobie. Osobiście moja receptą było zajęcie się czymkolwiek jeżeli możesz.
      Przychodzi zły moment to ja wkręcam się w wir pracy to mnie jakoś uspakaja
      wycisza. W dzień potrafię się czymś zająć najgorsze są noce kiedy nie można
      usnąć. Niestety niejednokrotnie biorę tabletki na sen. W moim przypadku ja
      musiałam się z tragedii otrząsnąć ponieważ mam pod opieka syna bardzo chorego i
      niepełnosprawnego i ojca też bardzo chorego i muszę istnieć dla nich. Nie wiem
      jak jest u Ciebie, czy jesteś sama czy nie. Ściskam Cię mocno Jagoda
    • halas1961 Re: Czy ktoś pomoże? 09.10.08, 18:07
      Droga Natalio
      Moja corcia Agatka odeszla w maju...
      Masz racje, wszystko wydaje sie na przymus i bezcelowe. Pytasz czy zawsze tak
      bedzie. Mam cicha nadzieje, ze kiedys to moze nie calkiem minie ale chociaz sie
      schowa gdzies w cien. I chyba bedzie troche lepiej. Pytasz jak sobie radzic. Ja
      mam takie dni, ze sobie wogole nie radze, ale wtedy zawsze slysze glos Agatki
      jak mowila: mamo nie placz, ja juz nie chce tu byc, tam mi bedzie dobrze, ja sie
      nie boje, nie placz..Staram wymyslac sobie rozne zajecia, zeby miec jak najmniej
      wolnego czasu, wtedy naprawde jakos czas zleci i mysl o ukochanej osobie jest
      wtedy gdzies w tle. Jest to latwiejsze jesli sie ma prace. Teraz nie pracuje i
      jest troche gorzej. Ale zaplanuj sobie zawsze dzien od rana do wieczora. Nie rob
      dalekich planow. Dzien po dniu, malymi kroczkami. Dzisiaj np. umylam wszystkie
      okna (7 sztuk:):):), odwiedzilam ciotke, pomalowalam drzwi w kuchni.I tak co
      dzien cos wymyslam. Pomaga tez modlitwa(nie zawsze), pomaga tez mi Agatka (gdy
      ja o to prosze). I nie izoluj sie od ludzi.Staraj sie dzwonic lub byc z osobami
      (niech to bedzie chocby jeden czlowiek)z ktorymi czujesz sie swobodnie, z
      ktorymi wiesz ze mozesz rozmawiac o Mamusi, ze mozesz milczec, poplakac.
      A moze, jesli lubisz pisac to pisz pamietnik , to co w danej chwili czujesz
      przelewaj na papier. Ja zaczelam pisac swoja i mojej corci "droge Krzyzowa"(jej
      cierpienia i cala droga przez chorobe). Jak skoncze moze tu wrzuce.
      Musze odejsc teraz Zycze Ci wytrwalosci pozdrawiam
      Halina-mama Agatki
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 09.10.08, 22:18
      Dziękuję wszystkim za wpisy,dobrze jest wiedzieć że ktoś wie jak się
      czuję,że rozumie, a nie tak jak inni powiedzą tylko, że przykro im i
      współczują,ale tak naprawdę nie wiedzą nic.
      Ja staram się jakoś czymś zjąć,wypełnić czas,ale myśli często
      wracają.Mam stale świadomość że Jej już nie ma,ale czasami tak jakby
      na nowo to do mnie dociera,jakbym na nowo dowiadywała się o Jej
      śmierci.Wtedy to boli najbardziej.Tak jak teraz,kiedy nie umię sobie
      z tym poradzić.Ja nie wiem jak ja dalej wytrzymam,nie da się znieść
      tego bólu.Chciałabym choć czuć Jej obecność,żebym wiedziała że nadal
      mnie kocha.Ale Jej nie ma.Część mojej duszy umarła,powstała czarna
      dziura w moim sercu.Już nigdy nie bedzie jak dawniej.Dlaczego to
      boli,dlaczego miłość tak boli?
      • patryszkaa Re: Czy ktoś pomoże? 09.10.08, 23:25
        Natalio ile masz lat?? Moja mamusia najkochansza dla mnie osoba odeszla od nas w
        maju,niespodziewanie. Byla osoba pelna zycia sily i humoru. Ja mam 25 mamusia
        byla ze mna przy porodzie. Opiekowala sie moja coreczka prawie tak samo duzo jak
        ja. Moja coreczka ma 4 latka i caly czas powtarza jak barzo teskni za babcia.
        Mamusia miala 46 lat w chwili kiedy od nas odeszla. Jest mi strasznie ciezko.
        Ale czuje ze jest blisko mnie. Po prostu ja czuje. I to chyba najwspanialsze
        uczucie na swiecie. Codziennie powtarzam jej jak bardzo ja kocham bez wzgledu na
        to czy jest z nami czy tez czuwa nad nami. Czesto mi sie sni i daje wskazowki
        smieje sie. Zawsze kiedy mi sie sni jest jasniutka i piekna zadowolona. Wiem ze
        jest tak blisko mnie jak nigdy nie byla. Blizej sie po prostu nie da.
        • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 10.10.08, 22:14
          Patryszkaa moja Mamusia umarła w wieku 56 lat.Ja mam 32.Nie mam
          dzieci.Może dlatego jest mi tak trudno przejść przez to
          wszystko.Może gdybym miała to byłoby mi łatwiej.Teraz po śmierci
          Mamy, nic mi się nie chce.Boję się że będę trwać w ty bólu, z dnia
          na dzień, wszystko jakoś się będzie toczyć a wiem że mam wiele do
          zrobienia,muszę się wziąć za siebie ale brak mi sił.Ten ból jest
          ogromny,a Mama nie przychodzi do mnie.Nie wiem czemu.Zaczynam szukać
          winy w sobie,że coś źle zrobiłam,że jest może na mnie zła.Tak bardzo
          proszę Boga by pozwolił Jej przyjść.Dlaczego nie wysłucha mnie?Taka
          byłam z Nią związana,tak bardzo Ją kocham.Straciłam wszystko co
          najcenniejsze w moim życiu.całe moje życie skończyło się.Teraz tylko
          przyszło mi czekać aby mnie tam zabrała,bo tu wszystko jest takie
          bez znaczenia.
    • constelacja Re: Czy ktoś pomoże? 13.10.08, 21:09
      Kiedy odchodzi od nas najbliższa osoba świat zatrzymuje się w miejscu. Wydaje
      się, że już nic nas nie czeka, ze wszystko co najważniejsze już za nami...
      Umiera jedna osoba a z nią cały nasz świat, wszystkie marzenia,... a później po
      okresie szarości i czerni zauważamy wiosnę, uśmiechamy się do mijanych osób,
      zaczynamy myśleć o jutrze, o tym co za rok.. wracamy dożycia.. bo takie jest
      prawo natury..,..
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 14.10.08, 15:31
      Nie daje sobie rady.Niedlugo minie miesiąc.Dobrze ze chociaz jest to
      forum,to miejsce gdzie wiem ze mnie ktoś zrozumie, gdzie ktoś czuje
      tak samo.Straciłam sens wszystkiego.Całe życie przede mną a ja nie
      mam po prostu siły na to wszystko.Chciałabym być już z
      Nią.Codziennie chodzę w kąta w kąt.Najchętniej nie wychodziłabym z
      domu.Nie chcę wrócić do pracy, bo tam będę musiała udawać i
      uśmiechać się.Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, nawet z
      rodziną,jedynie z tymi co byli blisko mnie w tamtej chwili i
      widzieli mój ból.Najgorzej jak ktoś pyta:jak się mam.Czy mam kłamać?
      Wiem że zamykanie się w sobie nie jest dobrym lekarstwem,ale mi jest
      z tym dobrze.Nie wierzę że kiedyś ten ból minie.Najbardziej boli
      mnie to że Mamusia nie przychodzi.Wiem że mnie tak bardzo kochała,a
      jednak nie przychodzi.Chciałabym żeby mnie przytuliła,błagam i
      nic.Czemu tak jest?Czy jest zła na mnie?Tak bardzo wierzyłam że
      przyjdzie,co noc czekam i nic.To boli
    • velvethour Re: Czy ktoś pomoże? 14.10.08, 20:05
      Czytając Twoje posty mam wrażenie jakbym czytała swoje myśli. Moja
      Mamusia też odeszła niespełna 3 tygodnie temu...tak nagle i
      niespodziewanie, nie mogę się z tym pogodzić, nie mogę się
      pozbierać. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że zlekcewarzyłam pierwsze
      symptomy tego, że coś złego zaczyna się dziać.Mama miała udar, ktory
      początkowo był przez nas uznany za niestrawność, później kiedy
      zawieźliśmy Ją do szpitala stwierdzono wysokie ciśnienie i stąd te
      objawy..Nawet się z Nią nie pożegnałam, zostawiłam Ją w tym szpitalu
      samą...a tak prosiła żeby nie odchodzić..Lekarz powiedział, że
      zostawi Mamę na obserwacji, że rano będzie mozna po Nią
      przyjechać.Gdybym wiedziała, że widzę Ją ostatni raz przytomną..to
      tak bardzo boli i ta świadomość, że już nigdy więcej Jej nie zobaczę
      i nie usłyszę Jej głosu.Wierzę, że uda mi się wrócić do normalnego
      życia, chociaż zapewne będzie ciężko, bo podobnie jak Ty nie mam
      dzieci. Co prawda chodzę już do pracy, ale nie spędzam w niej
      wieczności, nie mam siły i ochoty na nic, nic mnie nie bawi, nie
      interesuje. Oglądanie się za siebie nie ma sebsu, czas biegnie tylko
      w przód i nic nie jest w stanie tego zmienić, ja to dokładnie wiem,
      tylko jak zapanować nad myślami, jak zmusić mózg, żeby nie
      rozpamiętywał w kółko tych samych kwestii..??

      • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 17.10.08, 01:35
        Witam,
        Chciałam zapytać cię ile masz lat?Ja mam 32 i chociaż jestem dorosła
        Mama była dla mnie wszystkim,całym życiem i najdroższą mi
        osobą.Straciłam wszystko gdy odeszła.Wiesz ja też mam wiele wyrzutów
        sumienia,że nie zrobiłam czegoś,albo że mogłam to zrobić
        lepiej.Zanim moja Mamusia odeszła, prosiła żeby nie wzwyać do Niej
        lekarza, a my zrobiliśmy to wbrew Jej prośbie.Chcieliśmy lepiej a
        gdybyśmy Jej posłuchali może pożyłaby jeszcze choć parę dni.Nie wiem
        ile.Wiedzieliśmy że jest chora i że odejdzie i nie było nadziei że
        będzie lepiej,ale gdy przyszedł lekarz i podał leki Jej stan
        dramatycznie się pogorszył.No i teraz boli mnie to,że mogłam Jej
        posłuchać.Na dodatek, chociaż byłam w domu gdy odchodziła nie
        trzymałam Ją za rękę,nie byłam przy Niej a tak chciałam.Jest tyle
        rzeczy które sobie wyrzucam.
        Ja myślę że potrzebujesz długiej i szczerej rozmowy ze swoją
        Mamusią.Idź do Kościoła albo znajdź inne miejsce i porozmawiaj z
        Nią.Przeproś Ją za wszystko co złego było.Myślę że jedna rozmowa
        tego nie załatwi ale stopniowo i Tobie będzie lepiej,te dręczące
        myśli nie będą wracać.Ja też czasami mam przed sobą te okropne
        chwile i do końca życia o tym nie zapomnę ale może z czasem nie
        będzie to wywoływało u mnie takiego kłucia.
        Też nie wiem jak mi się uda wrócić do życia.Większość czasu siedzę w
        domu.Do pracy nie wróciłam,nie chcę z nikim rozmawiać,nie odbieram
        telefonów od rodziny,wiem że to nie tędy droga,Mamusia by tak nie
        chciała,ale jak zmusić się i przełamać tą straszną tęsknotę i udawać
        przed innymi że wszystko jest Ok,bo przecież nikt nie lubi przebywać
        z ludźmi którzy są ponurzy milczący i małomówni,a ja dokładnie
        jestem taka,więc aby żyć muszę udawać śmiech,zainteresowanie i
        wszystko to co nie ma już sensu...
        Do tego nie przychodzi do mnie i cały czas obwiniam się bo myślę że
        musi być na mnie zła
        • 999mamuska Re: Czy ktoś pomoże? 17.10.08, 08:34
          Wróc do ludzi,wróc do pracy.Wcale nie musisz niczego udawac.Spróbuj
          to zrobic,bo chyba najgorszą rzeczą jest zamknięcie się w czterech
          ścianach.Pisałam,że w tym roku straciłam dwie najdroższe osoby-
          najpierw córkę,później mamę.Były ze mną zawsze,razem
          mieszkałyśmy.Kiedy zmarła Asia świat się zawalił,bo jak można
          pogodzic się z czymś takim?Siedziałam w domu,ale miałam cały czas
          mnóstwo zajęc przy mamie,nie miałam zbyt wiele czasu na
          rozmyślania.Minęło parę miesięcy i Bóg zabrał i ją,została pustka-
          nagle zabrakło dwóch osób,które wypełniały mi cały czas.
          Byłam na Srodkach psychotropowych,ale chyba bardziej pomógł mi
          powrót do pracy.Mijają miesiące,a ja cały czas staram się coś
          robic,byc w biegu,bo najgorsze są chwile bezczynności-wtedy dopada
          depresja.Nie jest mi łatwo,poza pracą nie utrzymuję kontaktów
          prawie z nikim,uważam tak samo jak Ty,że ludzie nie przepadają za
          smutasami.A przecież moja córka,kiedy już była bardzo chora
          nawiązała znajomości z moimi koleżankami,bo chciała,żebym miała
          trochę przyjemności,rozrywki.Może powinnam dla niej podtrzymac te
          znajomości,ale jest to zbyt trudne na tą chwilę.Też nie chce mi się
          nigdzie chodzic,nigdzie dzwonic,z nikim spotykac.Gdyby nie praca
          pewnie nie zmobilizowałabym się do niczego.
          Widzisz,moja córunia chciała,żebym miała trochę
          przyjemności,myślała o tym w okresie,kiedy bardzo cierpiała.Jestem
          pewna,że Twoja mama też by chciała tego samego dla Ciebie i pewnie
          jest jej ciężko jak widzi Twoje załamanie.Wiadomo,że ani Ty ani ja
          nie jesteśmy w stanie funkcjonowac zupełnie normalnie,ból jest zbyt
          wielki,ale musimy życ dalej,nie izolowac się od świata.
    • mart.a.m czytam i płaczę:((((((((((( 17.10.08, 11:24
      Boże przeżywam to co Wy dziewczyny. Minęły 3 tygodnie od śmierci
      Mojego Najdroższego Taty. Strasznie za Nim tęsknię. Moja rozpacz nie
      ma końca.... Stało się to tak niespodziewanie. Operacja
      kardiologiczna- nagłą niespodziewana, bajpasy.... Po operacji po
      kilku godzinach zawał serca.....:(((((( Widzieliśmy się tuż przed
      operacją, Był taki pełen nadziei:((( Tym bardziej trudno mi
      zrozumieć. Tak mi pomagał w życiu. Wtedy wydawało mi się to takie
      oczywiste, normalne. tak jak i nsze sprzeczki, jego żarty. Mam
      rodzinę, męża, dzieci ale On był z nami, mieszkaliśmy w jednym domu.
      Tak mi ciężko......Widzę go w każdym miejscu, gdzie nie
      spojrzę....Zostawił wszystko tak, jakby miał za chwilę wrócić.
      Wyszedł przecież tylko na badanie.... Boże dlaczego On?????Pytam
      bezustannie bo sama nie znajduję odpowiedzi.
      • velvethour Re: czytam i płaczę:((((((((((( 17.10.08, 20:40
        Ja płaczę non-stop, nie umiem powstrzymać łez, oczy pieką i już się
        buntują, a ja płaczę.
        Moja Mama pojechała na tydzień do domku letniskowego, taka radosna,
        taka pełna zapału, taka zdrowa. W sobotę przyjechałam w odwiedziny,
        bylismy na spacerze w lesie, wszystko bylo dobrze i nagle po
        powrocie zawroty głowy, wymioty..Zawieźliśmy Mamę do szpitala, tam
        zbyto nas, ze to tylko nadciśnienie...Już więcej nie miałam okazji
        żeby z Nią porozmawiać, nie było pożegnania i tych słów pełnych
        miłości..nie było już mojej Mamy...
        Przez 5 dni leżała nieprzytomna na OIOM-ie, nie żył Jej mózg, ale
        żyło ciało, serce takie mocne i zdrowe biło tak równo..to były
        najgorsze dni w moim życiu i takia plątanina myśli, czy Mama jeszcze
        jest, czy juz Jej z nami nie ma..
        Nie zadaję pytań dlaczego, bo wiem, że nie ma na nie odpowiedzi, a
        pytania bez odpowiedzi jeszcze bardziej potęgują ból.
        Nataliat, jestem od Ciebie parę lat starsza, ale też nie mam swojej
        rodziny, nic nie zajmuje moich myśli..tylko w kółko to samo..czasami
        myślę, że przyjdzie mi zwariować.
        Martam, myślę, że masz troszkę łatwiej, jeśli coś w ogole może być
        proste w takich chwilach, ale ciesz się, ze masz rodzinę-to ogromny
        bodziec do tego, zeby zmusić się do w miarę normalnego
        funkcjonowania, żeby mieć w życiu ważny cel.To że ktoś Cie przytuli
        i powie choćby banalne-nie martw się będzie dobrze, jest najlepszym
        terapeutycznym balsamem.
        Ja też ciągle widzę moją Mamę-uśmiecha się tak delikatnie, nie jest
        rozesmiana, tylko taka spokojna, na każdym kroku wszystko mi Ją
        przypomina
        Ten ból jest nie do zniesienia
        Cieszę się, ze jest to forum, razem zawsze łatwiej.
        • mart.a.m Re: czytam i płaczę:((((((((((( 18.10.08, 13:13
          ja też nie pożegnałam się z Moim Tatą:(((( Ani On ani My nie
          dopuszczalismy myśli, że się nie spotkamy:( Pocałowałam Go tylko i
          powiedziałam jak zwykle "trzymaj się Tato". Chciał zostawic sobie
          przybory do golenia a ja na to "Jutro Ci przywiozę, przyjadę tu
          jutro"........Chciałam się trzymać, ale i tak widział moje zapłakane
          oczy..... Tak mi strasznie źle bez Niego. 16 lat temu straciłam Mamę
          też nagle. Ktoś mi powiedział " Pan Bóg wie co robi".....Ale ja nie
          umiem zrozumieć. :(((((((
          • anusia.74 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 22.10.08, 14:25
            Za dwa dni minie pierwsza rocznica śmierci Mojej Mamusi. Miała udar
            i po 2-3 godz. straciła przytomność. Byłam z nia cały czas ,
            widziałam jak gaśnie i nie mogę zapomniec tego widoku, czuję żal,
            złość.Potem dwa tyg. śpiączki i rozpacz, niestety nie odzyskała już
            przytomności. Mija rok a ja cały czas nie jestem pogodzona, chodzę
            do pracy, planuję ślub ( Mama bardzo chciała abym wyszła za mąż) ale
            jakoś to wszystko jest takie nierealne. Nie mam już osoby z którą
            mogłabym porozmawiać o wszystkim. Coś we mnie umarło. Jakbym nie
            miała korzeni. Przecież Ona była od zawsze, od zawsze przy mnie.
            Śniła mi się często, była jakaś , nie wiem zdziwiona,nie mogła się
            odnaleźć. Po lekturze książki pt. " Moje przeżycia z duszami
            czyścowymi" wiem że trzeba się modlić za nich, że są blisko nas ,
            nawet nie zdajemy sobie sprawy jak blisko. Słyszą kiedy się o nich
            mówi, wiedzą co się dzieje. Ale muszą swoje " odczekać" Musimy ich
            wspierać modlitwą , mszami. Mam nadzięję że mojej Mamusi jakoś
            pomagam. Miłość się nie kończy..
            • nataliat02 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 24.10.08, 06:13
              Witam wszystkich,
              Zaglądam codziennie na to forum,po kilka razy dziennie i czasami
              chce coś napisać,ale nie mam sił.Nie wiem jak wyrazić mój
              smutek,pustkę.Mam dni kiedy bym tylko w kółko spała,nie wiem czy to
              mój organizm tak potrzebuje,czy to objawy depresji.Nie wiem jak może
              kiedyś być lepiej,kiedy to tak boli.Cały czas mam te obrazy z
              ostatnich dni życia Mamusi przed oczami.To jest jak koszmar.Chcę
              wrócić do tamtych dni,żeby tyle Jej powiedzieć,naprawić,być lepsza
              dla Niej.Dlaczego Bóg zsyła taki ciężar na mnie?Zabrał mi to co
              miałam najcenniejsze,razem z Nią umarła moja dusza,zostało
              ciało,które nie ma sił na cokolwiek.Jak tu dalej żyć?Nie potrafię po
              prostu iść do przodu.Czuję się jak przegrana.Ludzie mają jakieś
              plany na przyszłość,marzenia,radości,czekają na coś.A ja?Czekam żeby
              Bóg mi pozwolił iść do Niej.Chciałabym chociaż porzadnie się
              wypłakać ale łzy już nawet nie chcą płynąć.Czuję sie jakbym
              wegetowała,jakby ktoś kazał mi robić coś na co nie mam sił ani
              ochoty.Muszę żyć a brak mi sił.Nie mam już nic w życiu na czym by mi
              zależało.Czekam tylko aż ludzie z otoczenia zaczną się denerwować
              moim zachowaniem.Tak jak czytałam tu na forum o komentarzach typu:no
              bierz się w garść,pozbieraj się,przesadzasz,nie zachowuj się tak bo
              jesteś dorosła,ciągle to samo,itd.Na razie nikt nic nie mówi,ale
              pewnie zaczną,bo cierpliwość ma swoje granice.
              Tak mi źle.Nie mam sił już na nic w życiu.
              • mart.a.m Re: czytam i płaczę:((((((((((( 24.10.08, 10:23
                nie wiem jak jest lepiej- kiedy Ktoś odchodzi nagle czy wtedy, kiedy
                mamy świadomość,że odejdzie....Mój kochany Tata odszedł nagle,
                niespodziewanie ,napewno dla samego siebie też:( Wyszedł tylko na
                badanie do lekarza a tam nagła decyzja zabiegu, operacji:((((Boże
                jaka bezsilność... Często pytamy o hierarchię wartości w życiu
                człowieka. Jaka hierarchia????Najważniejsze jest ZDROWIE!!!! Co ma
                analogiczną wartość?Strasznie tęsknię. Powracają w pamięci obrazy z
                całego życia. Powracają rozmowy..... Dzisiaj mija miesiąc TATO!!!!!
                Przecież dopiero rozmawialiśmy, sprzeczaliśmy się, jedliśmy
                niedzielny obiad, kupiłeś chleb....:(((((((((((( Byłeś zawsze silny,
                twardo stąpający po ziemi, zawsze wszystko wiedziałeś......Tyle
                jeszcze chciałam Ci powiedzieć i widzieć Cię na codzień. Kocham Cię
                pamiętaj o tym. Nie umiem nie płakać......Trzymaj się TATO:((((((
                • anusia.74 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 29.10.08, 13:33
                  Wszyscy tutaj na forum jesteśmy doświadczeni i nie potrafimy znaleźć
                  sensu życia a inni tego nie rozumieją. Zazdroszczę tym ludziom
                  którzy mają rodziców, często czynnie pomagających. Myślę że wiele
                  osób nie docenia tego co ma. Jedyne co wiem to to że Nasi rodzice
                  chcieliby żebyśmy żyli normalnie i układali sobie życie ale musi byc
                  czas na żałobę. Ja wiem że już zawsze będę tęsknić, co dnia. Tak jak
                  od 7 lat tęsknię za Tatą którego juz nie mam i tak samo za Mamusią
                  od roku. Mam nadzieję że zawsze są blisko mnie.. Natalio, słowa nic
                  nie dadzą ale mam nadzieję że wszystko się jakoś ułoży, nie wiem
                  jak , ale jesteśmy częścią jakiegoś planu..bo innaczej to by nie
                  miało sensu..
                  • nataliat02 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 29.10.08, 23:17
                    Dla mnie to wszystko juz nie ma sensu.Jeszcze nie minęły 2 miesiące,
                    a ja nie wiem jak ja wytrzymam całe życie tu na ziemi bez mojej
                    kochanej osoby,mojej najdroższej Mamusi.To jest jakiś koszmar.Żyję
                    na przymus,a ślub który miał być,pewnie będzie,ale bez sukni, bez
                    gości,bez zdjęć.Nie chcę tego, bo nie będzie Mamusi,a bez niej NIC
                    nie ma sensu,a tylko pustka i czekanie
                    • anusia.74 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 30.10.08, 10:10
                      Natalio, musisz poczekać,teraz jest za wcześnie aby planować
                      cokolwiek i z góry zakładać jak będzie. Ja też nie wyobrażałam sobie
                      że będę brała ślub bez Taty a potem bez najukochańszej Mamy. Ale Oni
                      chcieliby żebym normalnie żyła. Ślub będzie więc tradycyjny choć nie
                      jakiś wielki. Chcę myśleć że On będą wtedy przy mnie. Nikt nie
                      potrafi zagłuszyć bólu. Podobno on nie mija tylko przyzwyczajamy sie
                      do jego obecności. Pisałam wcześniej o książce pt. " Moje przezycia
                      z duszami czyścowymi" polecam, choć nie jest to łatwa lektura.Nasze
                      cierpienie możemy ofiarować za duszę zmarłych, więc wtedy to też ma
                      jakis sens. Przecież chcemy jak nikt inny żeby im było tam lepiej..
                    • kanibalin22 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 19.11.08, 19:13
                      > Dla mnie to wszystko juz nie ma sensu.
                      A moze poczytaj troszke?
                      To sa spisane przezycia ludzi w "smierci klinicznej", wiem, ze to
                      male pocieszenie, ale moze troszke pomoze?
                      Przeciez nigdy Mamusia nie chciala, zebys byla nieszczesliwa, czuwa
                      nad toba i kocha cie nadal, pozdrawiam...
                      www.nderf.org/Polish/nderf_ndes.htm
                • mart.a.m ból nie mija.... 19.11.08, 18:50
                  .....i nadeszła ogromna tęsknota:(((( za wszystkim co dotyczy Mojego
                  Taty. Wiem jak powiedziałby na taki mój stan :" Jak Ja Ci bardzo
                  współczuję Martuniu....":((((( Tato Tak mMi Ciebie brak!!!!! Tak
                  strasznie tęsknię!!!!! Nie pozwalam zgasnąć zniczom zgasnąć na Twoim
                  grobie....Boże dlaczego On?:(((((
          • najlepszy-kasienka55 Re: czytam i płaczę:((((((((((( 03.11.09, 21:21
            mój tata zmarł bardzo niedawno bo 8 września tego roku... to było straszne
            przeżycie pomimo tego, że wszyscy byliśmy na to przygotowani...
            no ale pozwólcie że zacznę od początku...
            gdy miałam jakieś 10 lat tata zachorował po raz pierwszy... to był rok,
            początkowo rodzice nie chcieli mi powiedzieć na co tata choruje, a ja jako małe
            wści...kie dziecko bardzo chciałam się dowiedzieć co jest grane bo tata często
            bywał w szpitalu... no ale dowiedziałam sie dopiero po paru latach na co tata
            był chory... od samego mała byłam z nim bardzo związane, wszędzie chciałam
            chodzić tylko z nim i wszystko z nim robić, zawsze byłam "curusią tatusia" a tu
            nagle tata nie mógł już chodzić ze mną na basen, lepić bałwanów czy nosić mnie
            na rękach... to dla 10 latki nie jest miłe przeżycie... lecz katakt z tatą się
            nie osłabił... na szczęście tata dobrze zniósł pierwszą chorobę i "pokonał"
            nowotwór... lecz po 7 latach choroba powróciła ze zdwojoną siłą, tym razem
            zaatakowała kości a dokładniej kręgosłup. jak się dowiedziałam to było straszne,
            lecz szybko ten strach minął widziałam że tata raz pokonał tą chorobę i
            wierzyłam że tak będzie ponownie... a z tatą niestety było coraz gorzej, dopiero
            teraz to widzę, bo wtedy nie dopuszczałam do siebie myśli, że tata może
            umrzeć... gdy ciotka powiedziałam przy mnie że tata wygląda co raz gorzej i że
            pewnie niedługo umrze to miałam ochotę ją walnąć w twarz i powiedzieć że mój
            tata jest zbyt silny żeby umierać. strasznie się wtedy bulwersowałam... a tata z
            dnia na dzień stawał się coraz słabszy a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy...
            chodziłam na dyskoteki, cieszyłam się życiem jak każda normalna nastolatka... aż
            wreszcie tata przestał chodzić a ja nadal myślałam że wszystko się ułoży,
            wierzyłam w to... i zawsze się denerwowałam że ciągle tylko coś ode mnie chcą
            żebym coś zrobiła... i zamiast spędzać z tatą czas wolałam wyjść sobie do
            znajomych żeby zapomnieć o kłopotach które mam w domu, ja od nich uciekałam jak
            tylko mogłam... w ostatnie dni swojego życia tata dostał przerzutów na większość
            narządów, zaczęły mu się ostre biegunki, wymioty... to było nie do
            wytrzymania... z racji że tata nie chodził musiał nosić pieluchomajtki, mama
            musiała go co chwilę przebierać a po domu roznosił się nieznośny fetor... a ja
            nadal wierzyłam że tata z tego wyjdzie...
            lecz nadszedł piekielny poniedziałek 7 września, gdy wracałam ze szkoły dostałam
            telefon od brata że tatę zabierają ze szpitala jakimś cudem drogę do domu (około
            2,5 km) przeszłam w 10 minut. zdążyłam się pożegnać z tatą zanim go wzięli do
            szpitala, mama pojechała z tatą karetką a brat też musiał jechać już do siebie a
            ja zostałam sama... wieczorem napisał kolega czy idę na piwo, zastanawiałam się
            długo co mam zrobić ale w końcu się zgodziłam bo nie umiałam już tak sama
            siedzieć w domu, nie umiałam już płakać...
            w poniedziałek z rana jak pojechałam do szkoły to poszłam do taty do szpitala z
            koleżanką żeby mu zostawić tam pewne rzeczy a później miałam iść do szkoły...
            lecz gdy weszłam na salę i zobaczyłam tatę to się przestraszyłam... zaczęłam
            płakać, trzymać tatę ze rękę, on majaczył, był cały siny, zwijał się z bólu to
            było straszne... zaczął się pytać gdzie jest mama, to wzięłam telefon i do niej
            zadzwoniłam, tylko ja nie mogłam rozmawiać przez łzy mama mnie w ogóle nie
            rozumiała, poszłam do koleżanki powiedzieć że ja nie idę do szkoły i niech idzie
            sama i się tam rozpłakałam... wróciłam do taty na salę... trzymałam go za rękę
            powiedziałam że bardzo go kocham na co on mi ja Ciebie, ja was też bardzo kocham
            ale co z tego... tata czuł że umiera a mi się nadal wydawało że on jeszcze z
            tego wyjdzie... zaczął się pytać gdzie jest Artur, gdzie Paweł (moim bracia) to
            po nich zadzwoniłam, jeszcze z mamą rozmawiał przez telefon bo bardzo tego
            chciał.... przyjechała mama z siostrą taty, przyjechali moi bracia i wzieliśmy
            tatę na pojedynczą salę... tam tata jeszcze na trochę zasnął, a gdy się obudził
            zaczął się dusić już naprawdę się męczył, porzegnał się z nami każdego do siebie
            zawołał, pocałował, powiedział że nas kocha... po mimo tego że prawie nie mógł
            mówić... dusił się i to bardzo, strasznie cierpiał, wszyscy zaczęli prosić Boga
            o śmierć dla taty aby się nie męczył a ja nie umiałam, ja powiedziałam "Boże Ty
            wiesz czego ja pragnę ale nie moja lecz Twoja wola niech się stanie", po jakimś
            czasie tata odszedł, to było najgorsze przeżycie jakie mnie w życiu spotkało, bo
            do końca wierzyłam że zdarzy się cud i tata będzie żył... bez niego teraz jest
            mi bardzo ciężko, tylko w nim tak naprawdę miałam oparcie, z mamą nigdy nie
            miałam dobrych kontaktów i do tej pory nie mam... bardzo tęsknię za tatą, tej
            tęsknoty nie da się opisać słowami... czasami jak siedzę w szkole na lekcji czy
            jadę autobusem, czy jak na chwilę się zamyślę to ledwo powstrzymuję łzy..
            myślałam że jeszcze bardziej się załamię jak coś takiego się stanie, ale dzisiaj
            wiem że trzeba żyć dalej bo tata by tego chciał... ja staram się nie okazywać
            tego że mi jest ciężko... ale nie radzę sobie sama z tym wszystkim....
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 07.01.09, 16:45
      Witam wszystkich,którzy czytają ten wątek i pomagają mi,pisząc do
      mnie.Miałam trochę przerwy w pisaniu,próbowałam wrócić do
      codziennosci,wróciłam do pracy.
      Niedługo miną 4 miesiące od śmierci Mamusi.Najgorsze jest to że
      wcale nie jest lepiej.Ten czas który minął(niby tak krótki)jest dla
      mnie wiecznością.Czuję jakby każda minuta,każdy dzień był
      nieopisanie długą chwilą.Czuję się tak jakbym Jej nie widziała od
      paru lat a to dopiero niecałe 4 miesiące.Jak to dalej będzie?Czy
      całe życie będzie już tak ciężko?Przychodzą dni, kiedy się załamuję
      totalnie.Kiedy nic nie ma sensu,kiedy ból o sobie przypomina,rozrywa
      serce na pół a ja wyję,nie mając pomocy z nikąd,duszę się wszystkim.
      Wiem,wiele osób mówi mi,że Jej jest dobrze, że przynajmniej juz nie
      cierpi,a ja w głowie mam wciąż obrazy z Jej cierpienia.Widzę to i
      przeżywam na nowo i to tak boli,Jej ból,Jej nadzieja w oczach,to
      wszystko jest nie do opisania,nie umię nikomu o tym powiedzieć,nie
      wiem czemu,może że nikt nie zrozumie.
      Nie umię zapomnieć o Jej cierpieniu i chyba teraz jeszcze bardziej
      to boli niż wtedy...
      Żałuję że nie umiałam Jej bardziej pomóc,a przecież mogłam zrobić
      coś więcej,zawsze można prawda?Tak bardzo za Nią tęsknię, a ten ból
      czasami dusi mnie od środka.Jak wy dajecie radę?
      • apapon Re: Czy ktoś pomoże? 07.01.09, 17:19
        ja nie daję rady, dzisiejszy dzień to dla mnie koszmar :(( moja
        Mamusia zmarła 14 grudnia, i z dnia na dzień jest mi gorzej :((

        Mamusia jest tak daleko a jednocześnie tak blisko, tak mocno ją
        kocham i tak mi jej brak.
        • halas1961 Re: Czy ktoś pomoże? 07.01.09, 17:30
          Masz racje Natalio, bol nie mija. I ja czuje go niemal fizycznie, gdzies od
          srodka. Bylam dzis w sklepach, po buty. Kupilam na wyprzedazy synowi bluzy.
          Jeszcze w zeszlym roku o tej porze bylysmy razem na wyprzedazach. Myslalam, ze
          serce mi peknie kiedy mijalam sklepy z ciuchami dla mlodych dziewczyn i
          wiedzialam ze nie mam tam po co wchodzic, bo juz nie ma ze mna mojej Agatki.
          Czujesz sie jak wypalony ,pusty pien drzewa i nie ma nic, tylko bol, tesknota.
          Nie ma juz planow, radosci, czekania na swieta, wakacje...A wszyscy wokol mysla,
          ze juz z toba dobrze, przeciez minelo ponad 8 miesiecy...
          I ten straszny bol, kiedy w myslach masz swoje dziecko w cierpieniach. Moze to
          kiedys choc troche minie...
          pozdrawiam
          Halina-mama Agatki
      • waga_a Re: Czy ktoś pomoże? 07.01.09, 20:21
        Droga Natalko!
        Wiem co przezywasz, jak to boli i jak jest ciężko.
        To kiedyś minie, daje Ci slowo, najlepszzym lekarzem jest czas...
        Tylko musisz przetrwać te najgorsze chwile, szukać jakiegos zajęcia. To bardzo
        dobrze, ze wróciłaś do pracy, trzymaj się jej z całych sił..
        Nie bój się też zwrócić się do lekarza, po jakieś leki, to naprawdę pomaga.
        Zakładam, że jesteś młodą osobą i całe życie przed Tobą.....
        Mówię to z własnego doświadzenia, bo jako 19-letnia dziewczyna straciłam
        ukochanego Ojca i czułam to samo co Ty..
        Nigdy, przenigdy nie myślałam, że może być tysiąc razy gorzej...
        Dopadło mnie to nieszczęście po 35 latach życia, kiedy jestem wlaściwie starą
        kobietą.. Stracilam mamę i Syna, cudownego, wspaniałego...
        Trzymaj się kochana Natalko, na pewno dasz radę .. Będziesz jeszcze szczęśliwa,
        choć tak trudno Ci w to dzisij uwierzyć..
        • hanka_m Re: Czy ktoś pomoże? 10.01.09, 19:38
          Natalko, ja też straciłam ukochaną mamusię, jeszcze nie minęły dwa
          tygodnie. Umarła w strasznych męczarniach i choć byłam przy niej,
          nie mogłam jej pomóc. Wiem co czujesz, ten ból i pustka, jestem w
          podobnym wieku do Ciebie. Wróciłam od razu do pracy i staram sie nie
          pokazywać, że cierpie, ale tak naprawdę jest strasznie bez
          Niej...Jak będzie Ci bardzo źle, możesz pisać do mnie na gazetowego
          kiedy tylko chcesz.
        • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 01.02.09, 08:13
          Dziękuję wszystkim,którzy odpisują mi i pocieszają.Czasami siedzę i
          czytam te wszystkie wpisy i nie wiem co napisać,jak wylać cały ten
          ból,który dusi.Wiele osób pisze,że forum im pomaga.Zgadzam się,ale
          czasami czytam i ryczę a rany na nowo bolą.
          Nie umię zapomnieć bólu Mamusi i Jej cierpienia.Tak bardzo mnie to
          boli.Brakuje mi Jej tak bardzo i może niektórzy tego ni
          zrozumieja,ale tak bardzo się martwię o Nią,gdzie jest i czy na
          pewno jest Jej tam dobrze?Cały czas myślę o tym co się z Nią
          dzieje,czy tęskni za nami,czy mnie słyszy.Jak ja wytrwam do mojego
          końca kiedy to tak boli?Nie umię uwierzyć w to że Jej nie ma.Boże
          pomóż!!!
          • elenarka_21 Re: Czy ktoś pomoże? 01.02.09, 11:05
            A ja watpie ze kiedys bedzie lepiej,bedzie dobrze ale nigdy lepiej
            mam meza dziecko rodzine,ale czuje sie jak sierota ;( tez tak mam
            jak ty ciagle mysle ciagle tesknie;(... za dwa dni to juz dwa lata...
            pozdrawiam trzymaj sie jakos
            • hanka_m Re: Czy ktoś pomoże? 01.02.09, 14:38
              Ja też nie mogę zapmnieć cierpienia mamy i cały czas mam wszystko
              przed oczami, niby do pracy chodzę, ale wszystko na siłe nie chce mi
              się wstać z łóżka bo po co, nie ma Mamy, nie porozmawiamy, nie
              pośmiejemy się, nie bedzie czekać na mnie uśmiechnięta jak wracam z
              pracy. Koszmar. Natalka, ja tez nie mam własnej rodziny i dlatego
              myslę, że nam jest gorzej to wszystko przetrwać.
          • kee-gan Re: Czy ktoś pomoże? 03.02.09, 12:07
            Każdy z nas stracił lub straci kogoś bliskiego. Tylko jak z tym żyć?
            Na pewno trzeba dać czasowi czas.Ciężko coś radzić,myślę,że trzeba
            znaleźć jakiś cel, coś, co nada sens życiu,nie wolno się pddać.
      • 999mamuska Re: Czy ktoś pomoże? 01.02.09, 20:05
        Nie jesteś sama-rozejrzyj się,zobacz ile osób na tym forum jest w
        podobnej sytuacji.Musimy sobie pomagac,musimy się wspierac,bo my
        się potrafimy nawzajem zrozumiec.Pisz jeśli jest Ci ciężko,pisz jak
        masz jakiś problem,a każda z nas będzie Cię wspierac.
      • halas1961 Re: Czy ktoś pomoże? 01.02.09, 20:12
        W cierpieniu czlowiek niestety zawsze jest sam. Maz,zona, dziecko, matka ,
        ojciec sa jednak pewnym motorem, ze mam dla kogo zyc, bo oni na mnie licza, bo
        dla nich musze zrobic to czy tamto. Mysle jednak, ze musimy starac sie pomalutku
        bez wzgledu na to w jakiej jestesmy sytuacji zaczac wychodzic do ludzi. Starac
        sie cos robic. Skoro zyje, skoro jeszcze nie wolaja mnie na tamta strone, to
        znaczy ze mam tu jeszcze cos do zrobienia. A wiec musze sie skupic, musze starac
        sie dostrzec zeby to co tu mam wykonac mi nie umknelo, zebym zdazyla, zebym nie
        zalowala gdy bede odchodzic, ze cos przegapilam, ze nie zrobilam, ze bylam
        nastawiona tylko na siebie, na swoje wnetrze, a obok moze byl ktos czy cos co
        ominelam.
        I ja bym bardzo chciala zeby kiedys udalo mi sie wyjsc z tego bolu do ludzi.
        Pozdrawiam
        Halina-mama Agatki
      • amberka2 elenarka 01.02.09, 20:14
        Niby mam meza mam dziecko,rodzine ale jestem sierota,maz nie moze
        mi
        > pomoc dziecko tez w zaden sposob...jestem sama w mym cierpieniu...


        Czuje dokladnie to co ty.
        Nie mam rodzenstwa, tata zmarl 14 lat temu i nie mam tak naprawde z
        kom oplakiwac mamy. Sa mamy siostry, ktore bardzo przezyly jej
        smierc, ale maja wlsane sprawy i rodziny. Jest jeszcze babcia, ale
        ona ma 102 lata i juz nie bardzo kontaktuje. Nawet nie wie, ze jej
        corka odeszla.
        Maz bardzo mnie wspieral, ale jak moze mi pomoc. To byla moja mama i
        tylko ja wiem , co naprawde stracilam. Czteromiesieczna coreczka
        takze mi nie pomoze. Ale jest moim promyczkiem, dzieki ktoremu
        jeszcze nie zwariowalam.
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 10.08.09, 17:38
      Dlugo nic nie pisalam.Dlugo nie zagladalam na forum.Pozdrawiam
      wszystkich serdecznie.Nie minal nawet rok a dla mnie bez Mamusi to
      cale lata.Czas ciagnie sie nieubłaganie.Za dwa dni Jej urodziny.Rok
      temu jeszcze byłam z Nią.Kupilam Jej ulubione ciastka.A teraz?Już
      nigdy Jej nie uściskam i nie przytulę,nie złożę życzeń.Bardzo Was
      proszę o modlitwę za Nią w Dniu Jej święta.Tak strasznie mi Jej
      brakuje.Powiedzcie czy kiedy bedzie lepiej?A czy jak będzie to
      znaczy ze mniej Ją bede kochać?Mniej tęsknić?
      • kopciuszek125 Re: Czy ktoś pomoże? 10.08.09, 21:39
        Natalio mojej kochanej mamy nie ma już dwa lata a ja ciągle o niej myślę i
        tęsknie bardzo mi jej brakuje ale żyć trzeba dalej bo jakie jest wyjście. Dobrze
        że możemy pisać i wyżalić się.
      • amberka2 Re: Czy ktoś pomoże? 10.08.09, 22:39
        moja mama zmarla w grudniu. W moim przypadku jest lepiej. Juz nie
        rycze calymi dniami. Potrafie sie smiac i chyba odzyskuje radosc
        zycie, znow mam plany.
        I wiem, ze mama sie z tego cieszy. Wiem, ze jest przy mnie tylko
        nie moge jej zobaczyc. Wiele razy odczuwalam jej obecnosc.

        Ostatnio wpadlam na krotko do mojego rodzinnego miasta, gdzie
        mieszkala mama. Bardzo balam sie tego przyjazdu. Ale o dziwo nie
        bylo tak zle. Wszedzie sa slady mamy, oczywiscie poplakalam sie, ale
        potrafilam rowniez z usmiechem na ustach wspominac spedzone z nia
        chwile.

        Nigdy nie bede jej mnie kochac czy mnie za nia tesknic. Po prostu
        ucze sie zyc wiedzac, ze nie moge jej zobaczyc czy dotkanac, ale ona
        caly czas jest i zawsze bedzie przy mnie.
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 08.02.10, 02:13
      Niedlugo minie rok i 5 miesiecy,a ja czuje jakby to bylo 15 lat.Czas
      wlecze sie, a kazdy dzien nie przynosi nic dobrego- te same
      lzy,bezsilnosc,cierpienie i bezcelowosc w moim zyciu.Tak mysle
      dlaczego Bóg zabral mi Mamusie, skoro wiedział ze nie poradze sobie
      z tym bolem, ze ten ciezar jest dla mnie nie do udzwigniecia,poza
      tym wali sie reszta mojego zycia,jest zle, coraz gorzej,problemy
      dookola.Nie mam sily na to,nie mam sily na nic.Szkoda ze nie mozna
      przespac calego zycia,zeby nie myslec,zeby nie bolalo, zeby nie
      pamietac.Nie wiem co robic,jestem tak zrezygnowana, taka samotna,
      nikt tego nie rozumie.Bol szrpie dusze, dusisz sie od placzu i nie
      widzisz nadziei,zadnej...Tak bardzo i smutno
      • halas1961 Re: Czy ktoś pomoże? 08.02.10, 21:22
        Droga Natalko
        tak mysle, ze Bóg nie zabrał Ci mamusi. Mysle(moze sie myle), ze Ona juz musiala
        odejsc i ze po prostu tyle tylko czasu miala do bycia tu na ziemi z Tobą. Pewnie
        ze to nie łatwo pojąc, zrozumieć, ze nie łatwo na to się zgodzic. Zwłaszcza ze
        przeważnie do tego bólu dochodzi tysiac nowych problemów, z którymi jeszcze
        trzeba sie zmagac. Nie mozna spokojnie trwać w zalobie, nie mozna spokojnie
        oplakac tej osoby co odeszła bo trzeba sie zajmowac i mysli wysilac na inne
        duperel(jak je nazywam). Wiem co pisze, bo tych dupereli los nam nie oszczedza.
        Odkad odeszła nasza Agatka jest wciaz nowy problem za problemem. Maz od pol roku
        na zwonieniue, jedna operacja, w przyszlym tygodniu druga i na dodatek w innym
        kraju, daleko od domu. Ja od odejscia Agtaki tez po operacji, z ciagłymi
        problemami zdrowotnymi , bez pracy obecnie, syn wciaz tez nie ma szczescia do
        pracodawcow, bo firma zaczyna miec powazne klopoty. A ja uwazam ze sa to
        duperele w porównaniu z choroba Agatki. Jednak te duperele potrafia skutecznie
        zatruwac zycie. Tez czasem najchetniej bym je przespala. Tak milo by sie
        usypiało gdyby nie trzeba rano o nic sie martwic. Droga Natalko, ja mimo tych
        klopotów tak sobie przed chwila pomyslałam, ze na pewno jest gdzies jakas
        furteczka mała albo okienko uchylone aby zaczac z nich się wydostawać, aby z
        tych kłopotów zacząć wychodzić. Nasi bliscy fizycznie do nas wrocic nie mogą i
        ten ból rozstania, tesknoty nie minie, ale inne kłopoty te tzw. duperele to
        wszystko minie . Bedzie lepiej, bedzie dobrze. Zobaczysz, powtarzam to sobie
        kazdego dnia i ty sobie tez tak powtarzaj. Tak mysle, ze za mało sie ostatnio
        rozglądam za tym okienkiem uchylonym czy furteczką niedomkniętą gdzies ukrytą,
        aby znaleźć drogę wyjścia z kłopotów.
        Natalko musimy sie wspierac wzajemnie, bo jak piszesz nikt inny tego nie
        rozumie. Ja wierzę ze uda nam sie znalezc drogi wyjscia nie tylko z klopotow
        doczesnych ale i drogi do odzyskania choc od czasu do czasu usmiechu.
        Halina-mama Agatki
    • maretta111 Re: Czy ktoś pomoże? 08.02.10, 10:38
      "Może to nie gwiazdy, lecz otwory w niebie, przez które przedostaje się miłość
      naszych ukochanych zmarłych i świeci na nas z góry, abyśmy wiedzieli, że są
      szczęśliwi."
      To mnie trzyma przy życiu... Marta
      • dorrita79 Re: Czy ktoś pomoże? 08.02.10, 21:49
        Natalio... skąd ja to znam...
        Wiesz rok i 5 miesięcy to jak na żałobę całkiem krótki czas. Ja w tym czasie (po
        roku od tragedi) byłam rozwalona dokumentnie, na skraju wyczerpania
        psychicznego, bez sił, bez nadziei, bez żadnych widoków na przyszłość. To był
        mój koszmar, moje piekło
        Też uważa, że dostałam po 100 kroć za dużo na swoje barki.
        Mimo, że powoli odnajduje sens swojego życia, jakieś cele to wciąż mam dni,
        kiedy mam wszystkiego dość, kiedy nie mam siły na nic i kiedy....wydaje mi się,
        że życie mi się wali. Za cholerę nie mogę znaleźć pracy (choć wydawało mi sie,
        że znajdę ją w mig z moimi kwalifikacjami i z moim doświadczeniem). Jednak mój
        los pokazuje mi zupełnie co innego, pokazuje mi wciąż moje miejsce w szeregu. I
        jest mi źle, że finansowo ledwo wydalam, że muszę się liczyć z każdym groszem i
        wybierać co mogę kupić a czego nie. Dlaczego moje życie jest ciągle pod górę?
        Dlaczego życie ciągle mnie doświadcza?? ?Nie wiem. Muszę wstawać każdego dnia i
        mieć nadzieję, że coś się ruszy, bo bez nadziei.....nawet nie chcę sobie tego
        stanu przypominać.
        Teraz nieraz chciałabym wszystko przespać... Tak bardzo Cię rozumiem.
        Cóż mogę powiedzieć.... to co przeżywasz....póki co będziesz przeżywać. Płacz
        musi wypłynąć cały a ból wyboleć. Jak długo będzie ciężko? tego nie wie nikt.
        Każdy z nas ma inny czas.Pozwól sobie na te uczucia, które do Ciebie przychodzą,
        pozwól sobie czasem na bezradność i bezsilność, nie wymagaj od siebie zbyt wiele.
        Bądź z nami! Razem jest łatwiej. Tutaj znajdziesz zrozumienie, wsparcie. Każdy z
        nas przechodzi podobną drogę. Wielu chciało by uciec na skróty. Sprawdziłam -
        nie da się. Pozostaje nam to wszystko przeżyć. Ale razem może być choć ciut lżej.

        ściskam
        Dora

        nie rozumie.Bol szrpie dusze, dusisz sie od placzu i nie
        widzisz nadziei,zadnej...Tak bardzo i smutno
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 26.02.10, 00:01
      Dziekuje Wam wszystkim za wpisy,za tyle slow pocieszenia.Nie wiem
      jak znajdujecie w sobie tyle ciepla,sily aby dzielic je z
      innymi,skoro sami przechodzicie przez tak bolesna droge.Dziekuje
      bardzo.
      Nie wiem czy kiedys odnajde radosc zycia,czy kiedykolwiek bede
      umiala usmiechnac sie do zycia,do tego co mnie otacza.Jak na razie
      nie ma nic w moim zyciu,co by mnie cieszylo, na co moglabym czekac z
      radoscia, zniecierpliwieniem.Tak mysle czy rozmowa z psychologiem
      moglaby cos pomoc? Pewnie i tak nie chcialabym z nim rozmawiac,a na
      pewno nie o Mamie.
      Choc codziennie o Niej mysle i wiem ze Jej juz tu nie ma, jest to
      dla mnie nie do ogarniecia, nie do zrozumienia,chcialabym wiedziec
      co sie z Nia dzieje.Chcialabym wiedziec czym jest Dusza,co sie
      dzieje gdy cialo umiera...i tyle innych pytan...Na ktore nikt mi nie
      odpowie.I to mnie tak boli,ta niepewnosc.
      Ja sie po prostu o Nia martwie,chcialabym moc byc w stanie Jej
      pomoc,zatroszczyc sie o Nia, a ja nic nie moge...Boli mnie to ze nie
      wiem nic i krzycze z bolu, zalu i nie wiem czy Ona mnie slyszy?
      Chcialabym zeby Bog mi pomogl zrozumiec,pozwolil Jej dac mi jakis
      znak.A tak zyje w ciaglym cierpieniu i wiem ze ranie tym moich
      bliskich,mojego meza,zal mi ze nie umie mu dac szczescia, skoro sama
      jestem nieszczesliwa.Czy to wogole ma sens,co pisze?Czy ktos to
      rozumie?
      • halas1961 Re: Czy ktoś pomoże? 26.02.10, 11:03
        Kochana Natalko
        To ma sens co piszesz. Nie bój sie, nie wariujesz. Kazda z nas ma te
        mysli. Przychodza i odchodza. Potem ból przycicha na jakis czas, by
        niespodzianie znów się odezwać. I ja bym wiele oddała zeby choc raz
        móc tak całkiem na jawie usłyszec od mojej córki, ze wszystko w
        porzadku, ze jest szczesliwa. Niby to wiem, ale tez czasem tak pytam
        jak Ty. Smierc i przejscie na tamta strone nie tylko dla Ciebie jest
        nie do ogarnięcia. Dla nas wszystkich to tajemnica. Myslę ze niech
        lepiej tak zostanie, niech bedzie dla nas tajemnicą , dopóki sami
        nie przekroczymy tego progu.
        Myslę, ze oni nas slyszą, ze czuja i widza nasze rozdarcie, naszą
        tesknote i ból. Pewnie nam w jakis swoj sposob pomagaja. Niektorzy z
        nas odczuwaja tę pomoc szybciej, inni w dalszym czasie.
        Ja tez bym chciala zeby Bog mi pomógł, zeby był wciąż przy mnie.
        Pewnie tak jest, ale dla mnie wciaz za mało i za mało. Wiem, ze
        kiedy Agatka zachorowała nie dałabym rady byc silna, jej wspierac,
        miec sily fizyczne, pocieszac wszystkich wokół i wmawiac im, ze
        bedzie dobrze, miec wiare za cały swiat ze moja corka wyzdrowieje.
        Nie mialabym sily na to wszystko gdyby obok mnie nie bylo Boga,
        gdyby nie byl ze mną. Dzis czuje sie zle, cala noc nie spalam.
        Jakies uboczne skutki leków, ktore chyba odloze. Bo skutki uboczne
        zbyt uciazliwe. A jednak jakos czuje sie w tej chwili blisko Agatki,
        blisko Boga. Droga Natalko musimy wierzyc ze kiedys odnajdziemy
        radosc zycia, ze kiedys bedziemy sie usmiechac czesciej do slonca.
        Ja w to wierze. Czasem mam takie uczucie kiedy jestem spokojna i
        radosna, jakbym byla wtedy duzo blizej Agatki niz wtedy gdy wpadam w
        ten ogromny smutek.
        Pozdrawiam cieplo
        Halina-mama Agatki
        • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 20.02.11, 07:32
          Dawno mnie juz tu nie bylo.Nie wiem nawet od czego zaczac, chyba od tego ze nadal nie jest lepiej...Minely 2 lata i 5 miesiecy.Jak patrze wstecz, nie mowie: rany, jak ten czas zlecial.Wrecz przeciwnie, kazdy dzien bez Mamuni to wiecznosc, czas dluzy sie niemilosiernie.Czuje ze wracam znow do punktu wyjscia, rozsypuje sie,gdzies w srodku rana otwiera sie na nowo i wspomnienia bezlitosnie ja rozrywaja i zadaja bol. W glowie znow natlok mysli, obrazy z ostanich chwil, kiedy jeszcze zyla,kiedy moglam do Niej mowic.Boze to tak boli.Nie potrfie tego zniesc.Nie umie.Chcialabym wykrzyczec moj bol, a tak naprawde moge tylko wyplakac sie w poduszke.Chyba nikt juz mnie nie rozumie.Moja siostra kiedy zaczelam plakac przy niej powiedziala mi ze histeryzuje i zebym przestala.Zabolaly jej slowa- i zrozumialam ze z nikim nie moge sie dzielic swoim bolem. Jest przyjaciolka, ktora niestety jest daleko i maz- ale to juz inna historia i jak tylko widzi mnie ze placze, pyta czy zostawic mnie sama? Pewnie, bo jemu tak pasuje.Po co ma siedziec przy placzacej zonie, skoro mozna pograc w gre.
          Zmienilam sie bardzo, odsunelam od moich znajomych, utrzymuje bardzo sporadyczne kontakty, nie mam potrzeby obcowania z nimi,tematow do rozmow.
          czasami wrecz zmuszam sie zeby do kogos zadzwonic.
          Do Kosciola chodze,ale stoje na mszy i nawet w niej nie uczestnicze.Bedac w Kosciele mysle o Mamie i trudno mi powstrzymac lzy.Stracilam radosc zycia, ciezko mi podjac jakakolwiek decyzje, dokonac wyboru i tak naprawde nie widze sensu w niczym.Naprawde nie wiem jak dalej tak zyc.
    • proy0311 Re: Czy ktoś pomoże? 20.02.11, 11:15
      Nie wiem czy mam rację czy choc odrobina prawdy w ty co pisać chcę ale...

      Dotykasz problemu braku umiejętności reagowania otoczenia na nasze cierpienie.
      Ja jednocześnie to obserwuje w swoim życi i o tym czytam tutaj i...
      Ci którzy czują się bezradni jak np mój ojciec, bardzo chcieliby pomóc udaja że są strasznie silni, ale udają, na mój ból reaguja właśnie taka niby złością jak Twoja siostra.
      Prawdziwy tego przekaz jest taki (chyba)" Nie rozpaczaj bo nie wiem jak Ci pomóc. Chciałbym żebyś sobie radziła w życiu bo jesteś mi bliska. Kocham Cie ."
      A ze mnie denerwuje to jego zachowanie i ...gryzę...mam nadzieję że i on rozumie.

      a z mężczyznami tymi najbliższymi ... No niestety ...żeby uzyskać od nich w uczuciach pomoc
      to pewnie najpierw trzeba pomyśleć..."Czym mógłby mi pomóc...?"
      Nie znam Ciebie , mi w tym bólu pomaga przytulanie, normalnie rzucam się na obcych,
      (a że duża jestem to niektórzy nawet wpadaja w panikę..)
      Masz tego swojego nieobcego człowieka ...to facet...za takich niestety czasami trzeba myśleć...więc tak sobie wyobrażam
      "...idę, biorę to czego potrzebuję , czyli przytulam się ...(czasami trzeba sie natrudzić żeby nie próbować w środku jakiejś misji w grze ...nie zauważą nas )...jesli już tak trochę się poprzytulam i tak trochę pomoże , można spróbować powiedzieć...Tak mi dzisiaj smutno że nie ma mamy ale gdy mnie przytulasz czuję się znacznie lepiej "
      Jeśli macie syna, on to zobaczy , to zrobisz wielki prezent jakiejś obecnie małej dziewczynce, Twojej przyszłej synowej ''
      No cóż . Mam nadzieje że nie nawypisywałam bzdur, a jeśli tak ,to ze się na mnie nie obrazisz
      intencje dobre...choć wiadomo że takimi droga do piekła wybrukowana.
      a tak wogóle to...pozdrawiam Cię bardzo i przytulam w tej długiej drodze ...za mną bardzo niewiele ...strasznie sie ciągnie :(
      Przytul mnie tak wirtualnie tez trochę proszę :(
    • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 31.03.11, 06:29
      Znow wracam na to forum w poszukiwaniu jakiegos ukojenia. Rzadko tu pisze, bo nie potrafie nazwac swoich uczuc, ani wyrzucic z siebie tego rozdzierajacego bolu, ale nie potrafie juz tak ciagle plakac w poduszke. Wszyscy tu potrafia mowic o tym co czuja, a ja nawet nie moge powiedziec jak bardzo mnie boli dusza i serce. Czasami jestem juz taka zmeczona tym wszystkim, tak bardzo za Nia tesknie, moja Mamunia, moja jedyna najukochansza. Juz za pare miesiecy, beda 3 lata i duzo i malo jednoczesnie. Kadzy dzien bez Niej jak wiecznosc. Ile jeszcze takich rocznic przede mna ile takich bolesnych dni i chwil bede musiala przezyc zeby znow Ja zobaczyc.Czy zobacze ja znowu kiedys?
      Najbardziej nie potrafie sobie poradzic z bolem ktorego Mamusia musiala doswiadczyc przez ta chorobe, Nie potrafie zapomniec Jej cierpienia, ktore rozrywa doslownie moja dusze i umysl na strzepy, czasami chce krzyczec zeby te mysli, te obrazy odeszly a wtedy na nie nakladaja sie inne i drecza mnie az w koncu padam z brak sil lub na sile probuje przycmic to byle jakimi myslami, obrazami, glupotami by tamte odeszly i zostawily mnie w spokoju, a wtedy pojawia sie strach ze zapomne o tych chwilach, ktore byly tak bolesne ale wazne, ze zapomne co do mnie mowila, jak na mnie spojrzala, ze zapomne o tych ostatnich chwilach z Nia.Jezeli ten bol nie minie to chya oszaleje, czy dlugo jeszcze bede musiala meczyc sie,zmagac z tym.Dlaczego nie moglo byc dalej tak normalnie jak kiedys???Dlaczego? Kiedys pokladalam taka nadzieje w Bogu, tak ufalam, wierzylam. Teraz nie potrafie sie modlic a idac do Kosciola stoje a lzy leja sie po policzkach,usta nie maja sil by zmowic modlitwe. nie widze ratunku z nikad, chyba tak juz musi byc
      • gama2003 Re: Czy ktoś pomoże? 31.03.11, 11:57
        Nieprawda,że nie potrafisz nazwa swoich uczuć. Zrozumiałam wszystko co napisałaś.
        Między wierszami jest nawet więcej...Przytulam mocno.
        Nie miej pretensji do siebie, że tak boli rozstanie. Że boli wspomnienie cierpienia osoby najbliższej. Doświadczamy najtrudniejszych emocji jakie można sobie wyobrazić.
        Co ja piszę , dla kogoś kto nie doświadczył straty taki stan jest nie do wyobrażenia.
        Ja kiedyś nawet nie próbowałam, nawet kiedy odchodzili rodzice znajomych to myśl ,że mnie mogłoby to spotkać przerażała tak ,że odganiałam ją natychmiast.A jednak spotkało......
        Smutno mi ,że Twój ból nie maleje mimo upływu czasu, że nadal cierpisz tak rozdzierająco.
        Czy miewasz chwile kiedy jest trochę lepiej ? Nie możesz tak tonąć, Mama by tego nie chciała.
        Tak bardzo chciałabym jakoś Ci pomóc, ale nie wiem jak.Czasami czas leczy rany, czasami jak widać nie. Może zna ktoś sposób jak pomóc czasowi? Głupia jestem i słaba w mojej żałobie, chwilami rzuca na kolana, chwilami jest moment ulgi. Nie wiem w jakim punkcie zatrzyma się ta huśtawka, czy w punkcie wyjścia czy też gdzieś gdzie odczuję spokój.
        Chciałabym sprawić żeby było ci lżej, nie potrafię.Poszukaj czegoś co choć na chwile osuszy łzy, miłość Mamy to Twój skarb, może doceń że go miałaś i masz? Mnie pociesza myśl. że miłość taty i do taty jest darem którego nic mi nie odbierze.Pociesza choć na chwilę.
        Pozdrawiam i jeszcze raz mocno przytulam.
        • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 02.04.11, 05:03
          Dziekuje Wam za cieple slowa, za pocieszenia i zrozumienie. Tutaj przynajmnie nie musze udawac, chowac swego bolu i wiem ze kazdy zrozumie to co czuje, bo Wy wszyscy czujecie to samo,przechodzicie przez ten sam bol.
          Tak, mam chwile kiedy jest troche lepiej, ale nigdy nie wiadomo jak dlugo takie chwile potrwaja, czasami wystarczy krotki moment, wspomnienie... i lzy cisna sie do oczu, wszystko traci sens.W pracy jest OK, bo jestem zajeta, nie mam czasu nawet zeby zjesc, wiec jakos sie kreci, mam duzy kontakt z ludzmi, wiec ciagle sie z kims rozmawia, dzien zleci, tylko jak przyjde do domu, albo w drodze do domu robi sie czasami tak smutno i ciezko na sercu...i ta bezsilnosc. Najgorsze sa chwile kiedy chodze do Kosciola, bo tam rozsypuje sie, stoje i nie potrafie opanowac lez, tak smutno mi wtedy.Nie potrafie sie nawet modlic, nie wiem co powiedziec Bogu. Dawniej tak bardzo prosilam Go, by nie zabieral mi Mamy, a teraz?Teraz nie mam juz nawet marzen.Tak bardzo chialabym zobaczyc Ja choc na chwile, krociutka chwile, by Bog pozwolil mi ja zobaczyc, przytulic. Czy to tak wiele?
          Mamus czy jestes przy mnie?Kocham Cie bardzo, wiesz, prawda?
          • gama2003 Re: Czy ktoś pomoże? 02.04.11, 21:57
            Chwilami, kiedy cierpię bardzo bardzo pytam siebie czego by tata dla mnie chciał.
            Zawsze dbał o moje dobro i nie zniósłby mojego zatonięcia w żałobie. Czasem dla niego staram się odzyskiwać spokój, wiem,że smuciłoby go moje załamanie.
            Pomyśl, jak cieszyły mamę Twoje uśmiechy i podaruj jej kilka od czasu do czasu.
            A jeśli faktycznie to mogłoby pomóc, bo ból dominuje Twoje zycie, jeśli to jedyna emocja którą stale czujesz, to może rozważ temat rozmowy z psychologiem.Choćby jednorazowej, tylko to delikatna materia i warto poszukać kogoś sprawdzonego.
            Bardzo trzymam kciuki za ulgę, obyś znalazła ukojenie łez i głębiej odetchnęła. Dla siebie ale i dla mamy przecież
      • tilia7 Re: Czy ktoś pomoże? 31.03.11, 12:51
        Natalio,może spróbuj poprosic o pomoc psychologa.Czy trzy lata to długo czy krótko-bezsensowna dyskusja,bo każdy z nas przeżywa ból po swojemu i w swoim tempie.Ale w tym czasie ten ból powinien jakoś ewoluowac,coś powinno choc troszkę drgnąc.Jeśli masz wrażenie,że stoisz zupełnie w miejscu,że Twoja żałoba nie jest procesem tylko zatrzymaniem,to psycholog chyba jest konieczny.
      • nataliat02 Re: Czy ktoś pomoże? 11.04.11, 03:58
        Dziekuje Was za kazde slowo pocieszenia, ktore od was dostaje. Czuje sie taka bezuzyteczna, bo kazdy z Was przeciez dzwiga ten sam ciezar,nosi bol w sobie nie do zniesienia, a mimo wszystko znajdujecie jeszcze sile zeby pocieszyc druga osobe.Ja nie mam tej sily, nie umie nikogo wesprzec, nikogo pocieszyc.Przepraszam Was.
        Pare dni, bylo w miare spokojnie, az do momentu kiedy przyszlo kolejne niepowodzenie zyciowe i znow to uczucie ze jestem sama, ze mojej Mamy nie ma, ze nie moze mnie pocieszyc. Zawsze wszystko stawalo sie lepsze i latwiejsze, gdy tylko uslyszalam Jej cieply glos, spokojny, slowa ktore uspokajaly, dawaly bezpieczenstwo.To nie w porzadku, to nie fair, ze Jej nie ma.A zycie podklada kolejne klody pod nogi. Po co? Po to by mnie bardziej zdlamsic, pograzyc, bym nie potrafila wstac, bo nie mam juz sil by walczyc...
        Dziekuje, ale do psychologa nie pojde.Oni tylko sobie sluchaja i udaja ze rozumieja cie. Tak...tak, nic nie rozumieja.To taka ich praca jak kazda inna, nie chodzi o wspolczucie o to ze ci naprawde chca pomoc,nie to nie dla mnie...
        jestem juz tak bardzo tym zmeczona, tak bardzo i wiem ze juz zawsze tak bedzie, pytanie tylko ile jeszcze
        • mocnakrysia Re: Czy ktoś pomoże? 11.04.11, 07:47
          Zawsze jest tak że jedno nieszczęście zwala z nóg a drugie się na to nakłada. Nie jest to żadne pocieszenie ale nic nie trwa wiecznie,żaden stan ,żadna chwila. Tylko że my po śmierci naszych bliskich wychodzimy z tego bardzo poobijani,inni i trudno się już umieć cieszyć. Pozdrawiam.
        • tilia7 Re: Czy ktoś pomoże? 11.04.11, 12:09
          Dobry psycholog naprawdę może pomóc.Nic nie szkodzi,że to jego zawód.To dobrze,bo oznacza,że ma wiedzę psychologiczną i może z niej korzystac w profesjonalny sposób.Że nie zrozumie wszystkich Twoich uczuc to może i prawda,ale nie musi rozumiec wszystkich,wystarczy,żeby był empatyczny,współczujący,żeby umiał słuchac i naprawdę z uwagą pochylił się nad Twoim problemem.Kiedyś od znajomej terapeutki usłyszałam mądre zdanie,że nie trzeba umiec fruwac,żeby byc ornitologiem.I tak samo,żeby byc dobrym psychologiem,nie trzeba przejśc przez wszystkie nieszczęścia tego świata.
          Lekarz,na przykład laryngolog,też tylko wykonuje swój zawód i niekoniecznie w danej chwili "rozumie" co to ból gardła a jednak jak masz anginę to idziesz do niego po pomoc i ją otrzymasz.
          Są też grupy wsparcia albo specjalne ośrodki towarzyszenia w żałobie.Tam można się spotkac z osobami,które mają podobne doświadczenia.
          Można też oczywiście nie robic nic,tylko cierpiec i zapadac się w coraz większą nicośc.
          Każdy musi sam zdecydowac,co chce z tym zrobic.
    • kasjoipeaa Re: Czy ktoś pomoże? 20.04.11, 11:51
      U mnie od śmierci mojej Mamuni minal niecaly miesiac.
      Runal mi swiat ... zawalil sie ... a ja leze w tych gruzach.
      Ale postanowilam, ze poki mam sile wstac, poki jeszcze jest cos do zrobienia bede ŻyĆ.
      Żyć najlepiej jak potrafię .
      Bo nie moge zmarnowac calego poswiecenia i cierpienia mojej Mamy.
      Na razie nie widzę sensu... na razie walczę z pustka i samotnością.
      Walczę z natretnymi wspomnieniami, wyrzutami sumienia, przygniata mnie myśl "JUŻ NIGDY"

      Postanowiłam nie grać twardziela - chodzę do psychologa, biorę zapisane proszki,
      dużo rozmawiam, dużo płaczę. I nie wstydze się słabości.
      Żyję z dnia na dzień. Nie robię wielkich planów.
      Doceniam co mam. A staram się nie myśleć o tym czego mi brak.


      Choroba i śmierć mojej Mamy ... najukochańszej osoby pod slońcem,
      wyjatkowej, wspaniałej, najzabwniejszej, po prostu NAJ NAJ NAJ
      wiele mnie nauczyła. Stałam się mocniejsza.
      Wiem już, że tylko zdrowie i milość mają wartośc w życiu i nie ma co
      sie przejmować pierdołami.
      Zweryfikowałam listę przyjaciół ... bo wielu sie nie sprawdziło.

      I żyję ... choć juz nigdy nie będzie tak jak dawniej.
      Jest nienormalnie ...
      A ja czuję się jak na wielkim nieznanym oceanie.
      Ale płynę ...
      Płynę dla niej.
      Chociaż oddałabym wszystko, żeby choc raz móc z nią jeszcze porozmawiać.


      Trzymajcie się wszyscy ...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka