geograf 25.08.02, 19:31 Pani Zofia Milska-Wrzosińska napisała kolejny artykuł dla GW. Przeczytajcie: www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,986831.html i skomentujcie..... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: michał O artykule M-W w 20 punktach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 21:13 otóż ja przeczytałem i skomentuję... negatywnie niestety... proponuję przy czytaniu mieć tekst przed oczyma, bo nie zawsze będę cytować... po pierwsze, jeśli chodzi o ogólne wrażenia na temat tekstu, to z jednej strony wygląda on tak, jakby M-W przestraszyła się trochę burzy, którą wywołała pisząc poprzedni artykuł, a z drugiej strony, za wszelką cenę chciała obronić tego co napisała... wielokrotnie pisze ona o tym, czego nie napisała, a co się w nią wmawia - niestety, jako psycholog powinna sobie zdawać sprawę z tego, że tekst czyta się także między wierszami i analizuje się te 2 źródła - tekst i podtekst :-) być może wcale o tym nie zapomniała i wykorzystała to, żeby się teraz bronić, niestety, jej obrona nie brzmi przekonująco... po drugie, teraz odnośnie konkretnych fragmentów: 1 - na początku usprawiedliwia się wręcz żenująco - wiedziałam, że musiałam oberwać, bo poszłam pod prąd - skoro to wiedziała, to czemu nie napisała "wiem" poprzednio... stara się ona, aby wyglądało to na jedyny powód dla którego posypało się tyle głosów krytycznych... powtarzam - żenujące... 2 - już na początku pisze o tym, że inni więcej jej dopisali, niż ona napisała... w odpowiedzi przytoczyłem argument podtekstu powyżej... 3 - pisze, że szokujące jest stwierdzenie, że "uwiedzenie jest mitem, bo "to właśnie chłopcy ujawniający już tendencje homoseksualne przyciągają do siebie uwodzicieli i z ciekawości pozwalają się uwieść"" - pani psycholog widocznie mało uczyła się o korelacjach i tak wiele lat po studiach zapomniała o tym jaka jest różnica między korelacją a związkiem przyczynowo-skutkowym... jest to typowe odwołanie się do "zdrowego rozsądku", niestety w tej sytuacji akurat on zawodzi... w każdym razie - uważam, że możliwa jest taka i odwrotna zależność i nie ma w tym nic szokującego... 4 - to mniej ważne, ale jednak - mowa o zadufaniu pod koniec pierwszego rozdziału to nadużycie, zwłaszcza w ustach M-W 5 - M-W pisze o intencji z jaką pisała ten artykuł - "pokazanie takich zachowań strażników poprawności politycznej (często heteroseksualnych), które w rezultacie szkodzą akceptacji homoseksualistów przez społeczeństwo." - śmieszne, ale ja w tamtym artykule nie dostrzegłem, żeby o tym pisała, albo pisała o tym najwięcej... 6 - M-W pisze też o tym, że jej artykuł został potraktowany tak jak został ("jako argumenty w kwestii praw dla homoseksualistów"), ponieważ został zestawiony z tekstem Kochanowskiego - pragnąłbym przypomnieć, że tekst Kochanowskiego został opublikowany po tym, jak rozpętała się burza nad tekstem M-W, więc jednak został tak potraktowany tylko ze względu na własną treść... 7 - M-W pisze, że nierzetelne jest głoszenie tezy o genie homoseksualizmu, gdyż genezy tegoż homoseksualizmu nie znamy, ale ledwie paragraf później jednym tchem opowiada się za inną tezą - dla bezpieczeństwa dodaje słówko "prawdopodobnie" - ciekawe czemu tutaj nie mówi nic o nierzetelności... chcę tylko dla wyjaśnienia dodać, że teza o genetycznej podstawie nie jest bezwarunkowo przez nas lansowana, a jedynie z pewnym stopniem prawdopodobieństwa... no, ale po co to zauważać... 8 - Odrzucenie tezy, że człowiek staje się homo na własne życzenie i jednoczesne obstawanie, że może się nim stać na życzenie czyjeś, jest bzdurą... musiałaby to być większa indoktrynacja niż w obozach chińskich po wojnie koreańskiej... zresztą, skoro M-W przyznaje, że terapia odnosi sukcesy tylko przy umotywowanych pacjentach i przy innych "pewnych warunkach", to jakże wielką siłę musiałoby mieć takie uwiedzenie, skoro, nie oszukujmy się, heteroseksualizm jest o wiele bardziej atrakcyjnym i korzystnym wyborem... po prostu absurd... 9 - Nacisk na traktowanie orientacji homo, jako równie naturalnej jak hetero jest dla M-W "interesujący" - tu M-W dyskwalifikuje się jako psycholog - jeśli miała ona bowiem w trakcie swojej pracy kontakt z gejami i lesbijkami, to ten nacisk powinien jej się wydać całkowicie naturalny... ale niestety, widocznie jak psychoterapeuta miała kontakt jedynie z nieszczęśliwymi, nieakceptującymi siebie ludźmi... na tej podstawie mogła wyrobić sobie zdanie o nas, że raczej takiego nacisku nie przejawiamy... mogła... ale niech natychmiast przestanie być psychologiem, bo to błąd elementarny... 10 - Powoływanie się na większość ludzi, to argument erystyczny, nie merytoryczny, szkoda, że tylko takie jej zostały... 11 - Cytując Lwa-Starowicza mówi "Uwiedzenie w sprzyjających warunkach może być jedną z przyczyn rozwoju orientacji homoseksualnej u obu płci" - co ma być dowodem na to, że uwiedzenie jest przyczyną... szkoda tylko, że pomija stwierdzenie "W SPRZYJAJĄCYCH WARUNKACH", które oznacza ni mniej, ni więcej, że dana, uwiedziona osoba już coś w stronę homoseksualizmu musi czuć... ponownie kłania się M-W wykład o korelacjach i zmiennych pośredniczących... 12 - M-W twierdzi "Pisałam, że potulny syn nadopiekuńczej mamy i rozczarowującego ojca może w konfrontacji z nimi ogłosić się gejem, ale nie twierdziłam - jak przypisał mi Krzemiński - że ta lub inna konfiguracja rodzinna jest podstawową przyczyną tożsamości homoseksualnej." Tyle, że dalej przytacza argumenty na rzecz właśnie tej tezy, którą rzekomo "przypisał" jej Krzemiński... Więc w końcu po której stronie stoi??? To, jak manipuluje słowem, jest po prostu oburzające... Zresztą na początku napisałem, czemu, wg. mnie, tak czyni... 13 - M-W pisze "sądzę, że bywa on (homoseksualizm) poważnym osobistym kłopotem i wcale nie tylko ze względu na nieżyczliwy stosunek otoczenia", niestety nie pofatygowała się z wyjaśnieniem, cóż takiego innego tworzy z homoseksualizmu taki problem... Jestem stanowczo za tym, że jedyne problemy jakie tworzy dla danej jednostki homoseksualizm są wywołane przez otoczenie i jakoś do tej pory nikt nie zdołał podać przykładu trudności wynikających z homoseksualizmu, które by były spowodowane czym innym... 14 - Mówiąc o legalizacji związków twierdzi "trwały związek homoseksualny powinien być chroniony prawnie tak samo jak każda inna bliska relacja (heteroseksualna, ale także np. wieloletnia nieseksualna przyjaźń).", "W pełni popieram walkę o praktyczne stosowanie tych praw, nie będąc wszakże pewną, czy konieczna jest odrębna regulacja. Jest to jednak raczej problem prawnika niż psychoterapeuty" - skoro tak, to niech lepiej nie wypowiada się na ten temat, zwłaszcza, że występuje tu jako "autorytet" i niech jako ten "autorytet" na pozycji psychologa pozostanie... 15 - M-W cytuje autora artykułu z Tygodnika Powszechnego - cytat ten jest obraźliwy i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - czego tu się jednak na nasz temat w TP spodziewać... a jednak M-W uznaje ten pogląd za nieomal prawdę objawioną, której podważanie opisuje eufemistycznie jako "nieuzasadnione"... katolicyzm psychologom zazwyczaj przeszkadza, niż pomaga w obiektywnym poznaniu homoseksualizmu... jak widać, reguła ta się potwierdziła po raz kolejny... 16 - Cytat z M-W, który chyba nie wymaga komentarza, a co najwyżej podkreślenia "Wydaje się, że część środowisk politycznie poprawnych (...) nie widzi powodu, by przejawiać wrażliwość na MYŚLĄCYCH INACZEJ" 17 - M-W proponuje wrogie ("nieżyczliwe") reakcje nie atakować, a rozumieć... primo, reakcją na atak nie jest atak, a obrona lub co najwyżej kontratak, secundo - jako w większości nie wierzący w niszczący nas katolicyzm, nie mamy żadnego powodu by wyznawać ideę nadstawiania drugiego policzka... rozumienie wrogości sprowadza się do polityki appeasant (prawdopodobnie nie napisałem tego zbyt poprawnie - chodzi mi o określenie polityki wobec Hitlera przed II Wojną Światową) i do tego samego dąży... w trosce o nasze przetrwanie musimy niestety się bronić i kontratakować, gdy to potrzebne... 18 - M-W pisze, że "wielu ludzi traktuje wielokrotnie pokazywane w mediach ślubne erotyczne pocałunki jednopłciowej pary jako gorsz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: O artykule M-W w 20 punktach, część druga IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 21:14 18 - M-W pisze, że "wielu ludzi traktuje wielokrotnie pokazywane w mediach ślubne erotyczne pocałunki jednopłciowej pary jako gorszącą profanację", chociaż ona sama tak tego rzekomo nie przeżywa... po pierwsze - bardzo chciałbym choć raz zobaczyć scenę pocałunku dwóch facetów w telewizji - tutaj po raz kolejny został przytoczony argument o "propagowaniu homoseksualizmu" w mediach, co jest oczywistym absurdem... po drugie - jestem ciekaw jak wielu ludzi okazałoby faktyczny, silny sprzeciw, gdyby taką scenę pokazano... bo jeśli nie byłaby to absolutna większość, to nie widzę specjalnego powodu, aby dbać o prawa jednej mniejszości kosztem praw drugiej... 19 - "Zaszczuwani w swoim środowisku geje i lesbijki to hańba, ale z drugiej strony część społeczeństwa, zwłaszcza rodzice, mają powody, by obawiać się orientacji, w której liczba partnerów, kryminogenność i zagrożenie AIDS są większe niż w innych grupach, nie ma możliwości prokreacji, a starość często bywa samotna." - to chyba najbardziej oburzająca wypowiedź w tym artykule, jaką czytałem... po pierwsze, obłuda pierwszego członu i jego dysproporcja w stosunku do drugiego jasno pokazuje, po której stronie jest M-W... po drugie, obawanie się przez społeczeństwo liczby partnerów jest obawą kuriozalną - heterykom chyba nic do tego, zresztą wśród nich ze świecą teraz szukać takiego, co miał jednego partnera przez całe życie... zarzut większej kryminogenności jest po prostu bzdurą, propagowaniem najobrzydliwszych, najbardziej nieuczciwych stereotypów o nas, jakie tylko istnieją... już dawno się z tym konkretnym akurat nie zetknąłem, ale widać dla celów przekonania innych o swojej racji, M-W zrobi wszystko... argument o AIDS przyjmuję, jest go u nas nieco więcej, tyle, że można być hetero i się zarazić, można być homo i się nie zarazić... naprawdę, dużo więcej niż od orientacji zależy od stylu życia... i nie dziwię się, że rodzice się boją - boją się ci, którzy nie potrafią wychować swojego dziecka tak, żeby żyło odpowiedzialnie... bo na homoseksualizm zrzucić winę za zarażenie się HIVem jest łatwo... ale to pójście na łatwiznę... jeśli chodzi o prokreację - tu jest rozwiązaniem adopcja dzieci, jeśli o starość - legalizacja związków i tworzenie wokół nas atmosfery akceptacji... heh, czyżbyśmy walczyli o to, żeby nas lepiej traktowano i się nie bano? cholernie altruistyczna ta walka... 20 - M-W pisze, że ustosunkowuje się do problemu adopcji, gdyż głos na ten temat się podnosi - chciałbym stwierdzić, że głosy podnoszą się na różne tematy, a wypowiadać się można na te, na które się chce... i naprawdę, trudno tu zobaczyć jakiś inny powód dla poruszania przez M-W tego tematu, niż podgrzewanie atmosfery... M-W pisze jeszcze o świeżym mięsie itd... zapomina, że nikogo sie do niczego nie zmusza, jak ktoś nie chce, to się go przecież nie gwałci siłą... zresztą, jak ktoś idzie do klubu, to zazwyczaj wie, jaki to klub i powinien się spodziewać, co go czeka... na szczęście jest wiele klubów, które się do zasady świeżego mięsa nie stosuje... Twierdzi ona też, że reakcja Lambdy była jedną z nielicznych rzeczowych reakcji na jej artykuł - szkoda, że nie podała przykładu reakcji rzeczowej, a jednak dla niej krytycznej... wypada jedynie stwierdzić, że kto nie jest z M-W, ten stosuje tylko przekłamania, pomówienia i obelgi... komu wolność, komu knebel... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.02, 21:14 Uwaga, komentuje! ZMW slusznie wskazala, gdzie jej wypowiedz zostala nadinterpretowana. Na ogol trudno bylo domyslec sie jej intencji, ale zalozmy, ze nie udalo nam sie jej uchwycic. Jej swietym prawem jest jednak wyjasnianie niejasnego, zwlaszcza wlasnego autorstwa. Nie mam pod reka "Erystyki" Schopenhauera, by wyliczyc, ktore chwyty stosuje ZMW, ale najobrzydliwszy to donos na Bojarska. ZMW w zasadzie nie odpowiada na zaden argument, wyrywa za to z kontekstu nieprzychylne dla siebie fragmenty. Takie wyrywanie to zreszta jej mocna strona, jak chocby w tym fragmencie: "Niektórzy podkreślają jednak rolę owego "własnego życzenia" i piszą: "Jeżeli nawet byłoby tak, że pozostawanie w jednopłciowym związku nie jest w żaden sposób zdeterminowane, ale jest wyborem - cóż wtedy? Czy w demokratycznym państwie nie mamy prawa dokonywać wyborów życiowych partnerów w sposób, który czyni nas szczęśliwymi?" (Szymon Niemiec z Zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury w Polsce)" Czyz to nie urocze? Niemiec pisze, ze pochodzenie homoseksualizmu nie ma zadnego zwiazku z prawami, jakich sie domagamy, a ZMW wyciaga z tego wniosek, ze homoseksualizm jest swiadomym wyborem i sami dobrze o tym wiemy, ale z jakichs, nam tylko znanych przyczyn, fakt ten ukrywamy i dokonujemy tego wyboru zapewne w mysl starozytnego przyslowa pszczol "na zlosc babci Zosi odmroze sobie uszy". Reszta to bigos hultajski na urywkach mysli, w ktorym trudno znalezc wspolny watek poza tym, ze ZMW jest swieta, ktora poswiecila sie dla blizej nieokreslonego dobra, wystawiajac sie na razy tluszczy. Mile jedynie jest to, ze powtarza w kolko, ze w zasadzie nie jest przeciwko legalizacji zwiazkow homoseksualnych. Moglaby teraz cos w tej sprawie zrobic... Odpowiedz Link Zgłoś
adella Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 00:12 Tresc mojego komentarza do GW: Droga Redakcjo, podobnie jak w przypadku pierwszego artykułu Pani Zofii Milskiej Wrzosińskiej, pozwolę sobie wyrazić własną opinię. Na poczatku jednak zauważe z żalem, że Pani Wrzosińska nie odniosła sie do żadnego mojego argumentu czy zarzutu postawionego jej przeze mnie w mojej polemice. Wolała widocznie skupić sie na argumentach, które łatwo jest obalić. Ad rem, Pani Wrzosińska pisząc swoją odpowiedź na polemiki zamieszczone w Gazecie Wyborczej zdaje się przyjmować technikę z jednej strony osoby niezrozumianej, której przypisuje się intencje, których nie miała pisząc pierwszy artykuł. Jeśli tak było, to ciekawe, że nie potrafiła wyrazić swojego stanowiska na tyle jasno, że nawet oosby, które się z nią zgadzały zrozumiały ten tekst dokładnie tak samo jak adwersarze Pani Wrzosińskiej. Świadczy to o tym, że albo Pani Wrzosińska nie jest w stanie jasno i precyzyjnie się wyrażać, albo że teraz Odpowiedz Link Zgłoś
adella Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 00:13 Naukowa rzetelność wymagałaby choćby wzmianki Odpowiedz Link Zgłoś
m111k Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 05:19 Argumenty o "nadinterpretacji", którymi pani ZMW próbuje bronić swojego pierwszego tekstu są bez sensu. Pani ZMW wie w jakiej sytuacji i w jakim kontekście się wypowiada, niezależnie od tego czy jej artykuł zestawiono by czy nie z tekstem JK. Sytuacje, które opisuje, nie są wybrane przypadkowo. Przykład: rzeczywiście, nie powiedziała ona, że uwiedzenie jest JEDYNYM powodem homoseksualizmu a "ta lub inna konfiguracja rodzinna jest PODSTAWOWĄ przyczyną tożsamości homoseksualnej". Tyle, że właśnie, o uwiedzeniu i o "takiej a nie innej" rodzinie pisze ona, nie zająknąwszy się, że dla większości homoseksualistów ich życie jest naturalną realizacją ich [prawdopodobnie wrodzonej] orientacji. Podobnie w innych miejscach: niby dodała słówko, które teraz pozwala jej się na siłę bronić. Ale to niewiele zmienia: jej pierwszy artykuł był skandalicznie nieprofesjonalny i, przede wszystkim, nieobiektywny. Odnośnie opinii michała: Ad.13. ZMW niby podała [utrudniona prokreacja, częstsza samotność na starość, częstsze zarażenia HIV], ale, jak zauważyła AAR jest to kwestia wyborów życiowych, nie orientacji seksualnej. Po prostu "optymalny" [potraktujcie to określenie z dystansem ;)] plan życia geja wygląda inaczej, niż "optymalny" plan lesbijki i jeszcze inaczej, niż "optymalny" plan heteroseksualisty. I absurdalne jest używanie tych przykładów jako sugestii, że życie homoseksualistów jest gorsze [znowu: ZMW nie powiedziała tego wprost, ale taki jest kontekst!]. Ad.15. Cytat z TP nie jest, moim zdaniem, obraźliwy. Jest to stwierdzenie faktu: "rodzina [heteroseksualna] jest [...] także istotną instytucją społeczną". Stało się tak dlatego, że przy panujących obyczajach i uregulowaniach prawnych model rodziny heteroseksualnej stwarzał lepsze warunki. Podczas gdy homo-związki musiały wkładać energię w wyważanie drzwi, które dla rodzin hetero są dawno otwarte. Miejmy nadzieję, że m.in. dzięki zmianom w nastawieniu społeczeństwa również związki homo będą mogły spełniać co raz większą część ról, które dotychczas mogły być realizowane tylko w rodzinach hetero. Innymi słowy: patrząc na obecne społeczeństwo jest jasne, że rodzina heteroseksualna spełnia w nim szczególną rolę. Pytanie brzmi: jaką część tej roli, w jaki sposób, pod jakim warunkami itp. mogą spełniać związki homoseksualne. Zupełnie nie rozumiem, jaki miał być sens akapitu o naturalności/nienaturalności. To prawda: stwierdzenie, że "coś jest nienaturalne" nie jest tożsame ze stwierdzeniem, że "coś występuje rzadziej". Ale właśnie o to chodzi: określenie "nienaturalne" ma w języku polskim negatywny posmak i żeby go używać trzeba uzasadnić co takiego złego jest w homoseksualizmie! Jeśli chodzi o profanację, to chyba jest to przesada. Równie dobrze można by powiedzieć, że ateistyczna mniejszość heteroseksualna biorąc ślub w USC drażni uczucia religijne i estetyczne dużej części społeczeństwa. I tak jest rzeczywiście. Ale nie jest to argument za np. uniemożliwieniem takich ślubów! Dlaczego tego typu argumentów używa się przeciwko rejestracji homo-związków? Mierzi mnie [powtarzający się, niestety, w wielu dyskusjach] argument typu "psychoterapeuci mogą przytoczyć dziesiątki dokumentujących je relacji". HETEROseksualiści wykorzystują się bezwzględnie, nie są przygotowani to tworzenia trwałych związków, często mają kłopoty z samoakceptacją -"psychoterapeuci mogą przytoczyć dziesiątki dokumentujących je relacji". :( To bez sensu - do psychoterapeutów zgłaszają się ludzie z poważnymi problemami, niezależnie czy są homo, czy hetero. Absolutnie nie wolno takich przykładów uogólniać na całe społeczeństwo! [patrz też 9. uwaga michała] Marek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 08:14 Dziękuję, za odniesienie się do mojej wypowiedzi, jednakże nadal uważam, że cytat, jaki przedłożyła M-W jest obraźliwy, przytoczę go w całości - "Małżeństwa homoseksualne służą w pierwszym rzędzie nie zabezpieczeniu partnera, ale usankcjonowaniu takiego stylu życia. Spór o nie to także spór o kształt współczesnej kultury. Ich legalizacja podważa - w imię autonomicznego wyboru jednostki - dotychczasowe regulacje społeczne, w tym rolę rodziny, która jest przecież nie jednym z wielu stylów życia, lecz także istotną instytucją społeczną" - ale chodzi mi głównie o pierwsze zdanie, choć z kontekstem dawanym przez zdania kolejne... Pomijając już tendencyjnie użyte słowo "małżeństwa", to obraźliwe jest sugerowanie, jakoby kwestia legalizacji była narzędziem w naszych rękach, aby propagować homoseksualizm, podważać rolę rodziny i cały porządek społeczny w imię niemalże powszechnego zapanowania homoseksualizmu... Primo, tendencyjność mówienia, że legalizacja związków cokolwiek podważa, niszczy rodzinę jako instytucję, zagraża jej, jest obrzydliwa... Secundo, przedstawianie nas w takim świetle, zimnych, bezuczuciowych ludzi, którym nie chodzi o dobro własnego związku, a jedynie jakiegoś światowego spisku, którzy tylko czychają na biednych heteryków i ich rodziny, ziejąc przy okazji do tych rodzin nienawiścią (być może przesadzam, ale niestety nie tak bardzo, jak się może wydawać) - to też jest obrzydliwe... Odpowiedz Link Zgłoś
m111k Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 15:16 Hmm. Czy ja wiem? Przesadzasz. ;) Myślę, że w tym pierwszym zdaniu jest sporo prawdy. Pojedyncze problemy można by rozwiązać zmieniając kolejno wiele ustaw. Różnica między tymi dwoma rozwiązaniami [wprowadzenie prawnego statusu partnerstwa vs. wiele drobnych poprawek bez wprowadzania rejestracji związków] polega właśnie na usankcjonowaniu [prawnym, obyczajowym itp.] takiego związku [czy, jak chce TP "stylu życia"]. I mają rację ci, którzy mówią, że taka rejestracja to dużo więcej: część banków udzielając kredytu popatrzy na zarobki obu partnerów/partnerek; jakaś firma turystyczna może rozszerzyć zniżki małżeńskie na takie pary; może z czasem właściciel chętniej wynajmie mieszkanie parze lesbijek, bo będąc w trwałym związku np. nie będą sprowadzały co noc obcych facetów itp itd. Podpisanie tego "papierka" to chyba może być dużo więcej, niż "zabezpieczenie partnera" [choć byłyby to konsekwencje nie wynikające z ustawy!]. Tylko: dlaczego miałby to być argument przeciwko rejestracji? Ale to są dwa punkty widzenia. Konkretne osoby decydują się na zalegalizowanie związku, bo są dla siebie ważne, chcą zabezpieczyć siebie i partnera i wspólnie budować przyszłość, a nie z powodu ewentualnej zniżki na przejazdy dla partnera niepracującego na kolei. Ale patrząc z zewnątrz: może temu towarzyszyć [właśnie z powodu "usankcjonowania"] zmiana w wielu różnych dziedzinach życia. I to jest, moim zdaniem, ważny argument ZA rejestracją. Powód, dla którego załatwienie niby tych samych spraw kilkoma łatami w różnych ustawach to nie to samo. W sumie: jest to cytat wyrwany z kontekstu, ale właściwie chyba się z nim zgadzam. Choć rozumiem, że autor użył tych sformułowań jako argumentów przeciwko rejestracji homozwiązków [swoją drogą: dlaczego?]. Taka ustawa zmienia "dotychczasowe regulacje społeczne". Ale mam nadzieję, że zmienia na lepsze. :) Marek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 15:25 masz rację, od razu patrzyłem na to zdanie jako pisane z określoną tendencją... zgadzam się, że można je też odczytać, jak ty to robisz... ale nie sądzę, żeby o to M-W chodziło... Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 16:46 Gość portalu: michał napisał(a): > masz rację, od razu patrzyłem na to zdanie jako pisane z określoną tendencją... > zgadzam się, że można je też odczytać, jak ty to robisz... ale nie sądzę, żeby o to M-W chodziło... Z calym szacunkiem, Michale. Odnosze wrazenie, ze to Twoje 'spojrzenie' jest bardzo powazna przeszkoda w prowadzeniu dyskusji. Co gorsza, nie jestes w tym wzgledzie unikatem. Raczej przeciwnie. Moze dlatego tak trudno sie czasem porozumiec... Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 19:38 mk, nawet mój przedmówca zgadza się, że to zdanie napisane zostało z intencją, z jaką je odczytałem... więc nie wiem, czyje spojrzenie utrudnia obiektywizm... Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Interpretacje... 26.08.02, 23:21 Michale, Nie rozumiem, co zgoda Twoja i Twojego rozmowcy moze miec tu do rzeczy. Trudno mi rowniez dociec, jak taki konsensus przeklada sie na trafne zrozumienie intencji autorki? Ilu czytelnikow, tyle interpretacji, chcialoby sie napisac. To, ze artykul (ten pierwszy) pani Z.M-W da sie odczytac na przyklad tak, jak teraz to ona wyklada, jest dla mnie oczywiste. Jestem na to dowodem - ja go wlasnie tak odczytalem. Nie wprawil mnie ow tekst w zawchwyt tak czy inaczej - ale mniej wiecej tak go zrozumialem. Jak sam przyznales, czytales artykul, o ktorym mowa, czyniac pewne zalozenia co do intencji autorki. Nic wiec dziwnego, ze znalazles w tekscie diabelskie podteksty, skoro wlasnie ich szukales. "Szukajcie, a znajdziecie", jak mowi Pismo... To, ze jestes bardzo skory do interpretowania kazdej obiekcji wobec tekstu, z ktorym sie zgadzasz, jako glosu przeciwko Tobie osobiscie stalo sie dla mnie oczywiste w naszej pierwszej (chyba) wymianie mysli. Pamietasz? Napisalem cos niemal zupelnie bez zwiazku z tematem, dygresje o tym, ze panstwo nie powinno wsadzac nosa w zycie prywatne obywateli. Z tego wysnules wniosek, ze jestem przeciwnikiem czegos tam. To troche absurdalne, nie uwazasz? Wiecej dystansu do czytanego tekstu. W innym przypadku pozostana Ci tylko dyskusje z Terrym i poklepywanie sie z Krzychem (ktory najwyrazniej ma taki sam problem jak Ty) po ramieniu. Pozdrawiam, mk. PS. Zdaje sobie sprawe z tego, ze to co napisalem moze wygladac niefajnie - ale tak wlasnie to wg. mnie wyglada. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: Interpretacje... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 00:28 Drogi Ksiaze, Zabralem sie do lektury pierwszego artykulu PT Autorki bez zadnych zalozen wstepnych, zeby jakos przetrwac droge z Saskiej Kepy na Ochote. I tak mna potrzaslo, ze pewnie autobus sie zatelepal. Nie chce mi sie powtarzac tego, co juz tu kilkanascie razy napisalem - rzecz nie tyle w prawdziwosci, czy nieprawdziwosci tez PT Autorki dotyczacych genezy homoseksualizmu, choc placze sie w nich zupelnie nienaukowo. Sa to dla mnie kwestie wtorne i pozostaja bez zwiazku z moim zyciem i moimi prawami. Jakakolwiek jest przyczyna mojego homoseksualizmu, jest to istotna czesc mojej osobowosci, ktorej nie chce zamienic na cos innego, niezaleznie od tego, co moze uwazac PT Autorka. Uwazam, ze mam do tego prawo i jako pelnoprawnemu obywatelowi RP wolno mi sie domagac uznania tego prawa. Zadna tez przyczyna nie daje nikomu prawa, by publicznie obrazac mnie czy jakiekolwiek osoby, z ktorymi dziele taka wlasnie preferencje seksualna. Rzecz w tonie, w jakim tezy te zostaly wygloszone, tonie pelnym pogardy (zakladam, ze okreslenie "swieze mieso" na nowa partnerka nie figuruje w Twoim slowniku, jesli masz ochote nawiazac kontakt z przedstawicielka plci przeciwnej, nie "kaptujesz" jej, a wyjscia na dyskoteke nie uznajesz za "bezwzgledne lowy"). PT Autorka lekkim piorem pisze o "modzie na homoseksualizm", "promowaniu homoseksualizmu" mimo ze jako psycholog powinna chyba zdawac sobie sprawe z tego, ze rownie dobrze moze sugerowac istnienie promocji mody na jasna skore wsrod Murzynow. Poza stalym procentem albinosow promocji ulegl jak dotad jedynie Michael Jackson, ale on naprawde mial trudne dziecinstwo. Roznica polega przy tym na jednym drobnym szczegole - zdobycie bialej skory dla Murzyna moze oznaczac awans spoleczny podczas gdy homoseksualizm (wbrew wyglaszanym tu opiniom) jest nieskomplikowanym sposobem na potezne skomplikowanie sobie zycia. Ta sama pogarda dla "przeciwnikow" az bije z drugiego artykulu. Mozesz pogrzebac w moich poprzednich postach, gdzie skomentowalem juz to, w jaki sposob PT Autorka (chyba ze mam poslugiwac jej jezykiem "nieznana mi psycholog", "doktor homofobii") odnosi sie do swoich rzeczywistych i wymyslonych oponentow, ktorym zamyka usta stwierdzeniem, ze o ich zarzutach sie nie da powaznie dyskutowac. Powaznej dyskusji nie podlega naprzyklad zarzut, ze opiera sie na teoriach z lat 60-tych. We wspolczesnej psychologii to cala epoka, a szczegolnie jesli wziac pod uwage zmiane podejscia do homoseksualizmu. Obawiam sie, ze na ten ton wlasnie jestes calkowicie gluchy - Alan Hollinghurst napisal w jednej ze swoich powiesci (bohater komentuje w ten sposob fakt, iz jego przyjaciel hetero nie dostrzega u innego bohatera wyraznych objawow homoseksualizmu) "heterycy sa jak daltonisci - kompletnie slepi na pewne barwy". Obawiam sie, ze dales sie zlapac na pozory naukowosci wypowiedzi PT Autorki, poniewaz w "naukawej" (to nie jest literowka) formie wyglasza ona powszechnie uznane komunaly. A teraz koncze, bo bardzo mnie ciekawi, jak na Twoj post odpowie Michal ;) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Skoro Krzycho prosi... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 07:38 Zazwyczaj nie odpowiadam na posty jeśli dokonana przez kogoś innego odpowiedź zgadza się mniej więcej z moimi poglądami, ale żeby zaspokoić ciekawość Krzycho... ;-) > Michale, > > Nie rozumiem, co zgoda Twoja i Twojego rozmowcy moze miec tu do rzeczy. Trudno > mi rowniez dociec, jak taki konsensus przeklada sie na trafne zrozumienie > intencji autorki? Odwołanie się do innych jest dość powszechnym argumentem na trafność zrozumienia czyiś intencji - im więcej osób zrozumiało jakiś pogląd w dany sposób, tym większa szansa, że został on przez nie zinterpretowany trafnie... W końcu nie przesadzajmy - nie jest to nowa teoria względności, tekst pisany przez magister psychologii i zamieszczony w gazecie w sezonie ogórkowym, nie wymaga więc aż tak wysublimowanej interpretacji, na jaką wskazujesz... Niestety, nasza w znacznie większej części opiera się wbrew twoim przekonaniom na tym, co M-W naprawdę napisała, twoja zaś jest mniej więcej jak interpretacja wiersza - może autor chciał przez to powiedzieć to, a może tamto... Powtarzam - w przypadku tak prostego w sumie tekstu fakt, że większość zrozumiała go tak jak ja jest wystarczającym argumentem za trafnością... Ilu czytelnikow, tyle interpretacji, chcialoby sie napisac. Może by i się chciało, tyle, że tak po prostu nie jest... > To, ze artykul (ten pierwszy) pani Z.M-W da sie odczytac na przyklad tak, jak > teraz to ona wyklada, jest dla mnie oczywiste. Jestem na to dowodem - ja go > wlasnie tak odczytalem. Ależ co za różnica, wykłada go tak, jak go wykłada i jest to dla mnie nadal oburzające, przeczytaj moje 20 punktów... Nie wprawil mnie ow tekst w zawchwyt tak czy inaczej - > ale mniej wiecej tak go zrozumialem. Też go zrozumiałem i jest to dla mnie nadal...itd. Jak sam przyznales, czytales artykul, o ktorym mowa, czyniac pewne zalozenia co do intencji autorki. Nic wiec dziwnego, ze znalazles w tekscie diabelskie > podteksty, skoro wlasnie ich szukales. "Szukajcie, a znajdziecie", jak mowi > Pismo... Nie, drogi mk, nie czytałem tego z intencją znalezienia diabelskich podtekstów, o podtekstach napisałem, że dotyczyły poprzedniego tekstu, a teraz komentujemy ten, więc może skup się na tym w tym wątku... > > To, ze jestes bardzo skory do interpretowania kazdej obiekcji wobec tekstu, z > ktorym sie zgadzasz, jako glosu przeciwko Tobie osobiscie stalo sie dla mnie > oczywiste w naszej pierwszej (chyba) wymianie mysli. Pamietasz? Napisalem cos > niemal zupelnie bez zwiazku z tematem, dygresje o tym, ze panstwo nie powinno > wsadzac nosa w zycie prywatne obywateli. Z tego wysnules wniosek, ze jestem > przeciwnikiem czegos tam. To troche absurdalne, nie uwazasz? Po pierwsze, twój sposób przytoczenia tego, cytowania jest po prostu nie do przyjęcia (coś tam, pierwszej chyba, itd.), może pisz o czymś, co jeszcze pamiętasz, bo argumenty, które pamięta się połowicznie są śmieszne... > Wiecej dystansu do czytanego tekstu. W innym przypadku pozostana Ci tylko > dyskusje z Terrym i poklepywanie sie z Krzychem (ktory najwyrazniej ma taki sam problem jak Ty) po ramieniu. > Widać, dla ciebie, jak dla M-W wszyscy mamy jakiś problem - uwierz, nawet jeśli się wycofasz z dyskusji, dyskutantów mi i Krzycho nie zabraknie... starałem się nie powtarzać argumentów z jego postu, ale się z nimi zgadzam i popieram... > > PS. Zdaje sobie sprawe z tego, ze to co napisalem moze wygladac niefajnie - ale tak wlasnie to wg. mnie wyglada. Może i tak, ale napisałem o tak wielu rzeczach, w tak nieskładny i czasem mglisty sposób, że trudno stwierdzić, o czym tak naprawdę był ten post... jeżeli chcesz mnie przekonać, że M-W napisała coś rzeczowego i z sensem, odnieś się do moich 20 punktów... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: Skoro Krzycho prosi... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 10:24 No i co mam teraz zrobic? Jak podziekuje, wyjdzie, ze znowu poklepujemy sie po plecach? "I coz poczne w tak nierownym boju, biedny, slaby, rozdwojony w sobie?" Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze No dobra, ostatni raz... 27.08.02, 16:25 Gość portalu: michał napisał(a): > Niestety, nasza w znacznie większej części opiera się wbrew twoim przekonaniom > na tym, co M-W naprawdę napisała, twoja zaś jest mniej więcej jak interpretacja [...] > > w przypadku tak prostego w sumie tekstu fakt, że większość zrozumiała go tak > jak ja jest wystarczającym argumentem za trafnością... Nasza, czyli czyja? Jak od 'Ty i przedmowca' czy 'Ty i Krzycho' dotarles do 'wiekszosc'? Jaka 'wiekszosc'? Badz precyzyjny, prosze. Dodatkowo: argument 'miliony much nie moga sie mylic' nie jest tak naprawde zadnym argumentem. Zwlaszcza w kraju, gdzie wiekszosc populacji ma problemy ze zrozumieniem nawet prostego tekstu. Wydajesz mi sie, Michale, posiadaczem prawdy objawionej. W Twoim, rzecz jasna, mniemaniu. To bardzo niebezpieczne - przy zbyt szybkim biegu grozi bolesnym zderzeniem z rzeczywistoscia. > Ależ co za różnica, wykłada go tak, jak go wykłada i jest to dla mnie nadal > oburzające, przeczytaj moje 20 punktów... Przeczytalem. Co dalej? > Po pierwsze, twój sposób przytoczenia tego, cytowania jest po prostu nie do > przyjęcia (coś tam, pierwszej chyba, itd.), może pisz o czymś, co jeszcze > pamiętasz, bo argumenty, które pamięta się połowicznie są śmieszne... www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=29&w=2646019&a=2648338 Oto dowiazanie do watku, w ktorym na podstawie mojej krotkiej, swiatopogladowej dygresji, doszedles do wniosku, ze jestem przeciwnikiem dania Ci praw, o ktore sie upominasz. Na zawsze pozostanie dla mnie tajemnica, jak dokonales tego polaczenia. > Może i tak, ale napisałem o tak wielu rzeczach, w tak nieskładny i czasem > mglisty sposób, że trudno stwierdzić, o czym tak naprawdę był ten post... > jeżeli chcesz mnie przekonać, że M-W napisała coś rzeczowego i z sensem, odnieś > > się do moich 20 punktów... Raczej tego nie zrobie. Zbyt dlugie, niespojne, nazbyt emocjonalne - i co najgorsze, przesycone duchem tropienia wrogow ludu ... errr... homofobow. Przy okazji, odnosze wrazenie, ze nie czytasz tego, co piszesz. To blad. Pozdrawiam, mk. (upiornie zmeczony) PS. Krzychowi: Na jakiej podstawie doszedles do wniosku, ze uwazam publicystyke pani M-W za teksty pisane jezykiem naukowym (lub, jak wolisz: 'naukawym'), lub ze sprawily na mnie korzystne wrazenie i ze 'dalem sie zlapac'? Zgadzam sie z Toba, ze na niektore tony wypowiedzi M-W moge byc zupelnie gluchy. Ze moge nie dostrzec rzeczy, ktore Ty dostrzegasz. Co wiecej - zdaje sobie z tego sprawe. Ale czy - pozwol mi przez chwile pelnic role 'advocatus diaboli' - nie moze byc tak, ze i autorka nie napisala swojego artykulu nieswiadoma faktu, ze moze Cie urazic? Ze zupelnie nie o to jej chodzilo? Czy w zwiazku z tym przypisywanie jej wrogich intencji i wylewanie pomyj na glowe nie jest zbedne? Zwracalem juz na to uwage: przeciwnikow trzeba przekonac, a nie zrugac i zniszczyc. Przy okazji: dlaczego sugerujesz, ze 'zdobycie bialej skory dla Murzyna' mialoby byc awansem? Czyzbys byl rasista? Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: No dobra, ostatni raz... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 17:38 przykro mi, ale jak widzę twoje samouwielbienie, to ręce opadają i dalej komentarza pisać nie sposób... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Tytulem wyjasnienia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 19:15 > Na jakiej podstawie doszedles do wniosku, ze uwazam publicystyke pani M-W za teksty pisane jezykiem naukowym (lub, jak wolisz: 'naukawym'), lub ze sprawily na mnie korzystne wrazenie i ze 'dalem sie zlapac'? Prawdopodobnie na takiej podstawie, ze Tobie przypisalem stwierdzenie, ze artykuly te opisuje rzeczywistosc z punktu widzenia psychologii. Jesli przypisalem blednie, przepraszam, ale forum to miejsce, w ktorym dyskutuje sie naraz z wieloma osobami i czasami trudno (mnie przynajmniej) zapamietac, kto jaki konkretnie argument uzyl. Nie myle sie jednak chyba, ze zgadzasz sie z postawionymi przez nia tezami, a jako ze mnie tezy te wydaja sie nie tylko bledne ale jeszcze podany w obrazliwy sposob, probuje sobie taka akceptacje zracjonalizowac, okreslajac ja "zlapaniem sie na naukawy ton". > Zgadzam sie z Toba, ze na niektore tony wypowiedzi M-W moge byc zupelnie gluchy. Ze moge nie dostrzec rzeczy, ktore Ty dostrzegasz. Co wiecej - zdaje sobie z tego sprawe. Ale czy - pozwol mi przez chwile pelnic role 'advocatus diaboli' - nie moze byc tak, ze i autorka nie napisala swojego artykulu nieswiadoma faktu, ze moze Cie urazic? Ze zupelnie nie o to jej chodzilo? Czy w zwiazku z tym przypisywanie jej wrogich intencji i wylewanie pomyj na glowe nie jest zbedne? Zwracalem juz na to uwage: przeciwnikow trzeba przekonac, a nie zrugac i zniszczyc. Rzeczywiscie, istnieje mozliwosc, ze PT Autorka nie zdaje sobie sprawy z tego, jak geje moga potraktowac jej stwierdzenia. Nie potrafie jednak uwierzyc, ze nie zdaje sobie z tego sprawy osoba, ktora sugeruje, ze swietnie zna srodowisko gejowskie i wielokrotnie miala do czynienia z gejami i lesbijkami oraz jest oczytana w dotyczacej ich literaturze naukowej. Gdyby tak bylo naprawde, znaczyloby, ze PT Autorka jest osoba calkowicie wyzuta z empatii, a to chyba dyskwalifikuje ja jako psychologa. Mowiac najprosciej, czy zaloty swojego meza (zakladam, ze ma meza, na co wskazuje jej nazwisko) naprawde okreslilaby "lowami na swieze mieso"? > Przy okazji: dlaczego sugerujesz, ze 'zdobycie bialej skory dla Murzyna' mialoby byc awansem? Czyzbys byl rasista? Podalem ten przyklad jako cos niemozliwego, czego nie jest w stanie zmienic zadna propaganda czy promocja - Michael Jackson jest dowodem na to, ze chirurgia plastyczna takze jest tu bezsilna. Rzeczywiscie, polityczna poprawnosc nakazywalaby przedstawic przyklad odwrotny, chociaz wszystkie media skutecznie lansuja u nas mode na sniada skore, wiec przyklad bylby chyba mniej wyrazisty. Kwestia bialej skory jako przepustki do lepszego zycia jest malo PC, ale odsylam na przyklad do Benjamina Zephaniah (czarnoskory londynski poeta), ktory twierdzi: "kiedy jestes czarny, mozesz sobie byc bogatym czy poeta, dla policji kazdy czarny to smiec". Sorry, taka jest rzeczywistosc, oczywiscie, nalezy ja zmieniac i w roznych dziwnych krajach (n.p. UK, Kanada?) podejmuje sie wysilki, by ja zmieniac, ale zeby cos zmienic, trzeba chyba zdobyc sie na odwage, by w miare obiektywnie to opisac. Nie rozumiem dlaczego rasizmem mialo pachniec stwierdzenie, ze w wielu krajach pozycja spoleczna uwarunkowana jest kolorem skory i statystycznie rzecz biorac (bo przykladem odwrotnym jest n.p. Zimbabwe) im jasniejsza skora, tym latwiej osiagnac wysoka pozycje spoleczna. Tak jest w Chinach (gdzie dodatkowo ceni sie proste oczy)i Indiach. W tych ostatnich dzieje sie tak po czesci dlatego, ze przedostatni najezdzcy Mogolowie mieli jasniejsza skore niz wczesniejsi mieszkancy Indii, a zatem juz od XVI wieku warstwa panujaca odrozniala sie od plebsu kolorem skory. Czy kiedy to stwierdzam, jestem rasista czy historykiem? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Tytulem podsumowania 27.08.02, 19:56 Pytanie 'czyzbys byl rasista?' bylo zartem. Wszelako, ten niezbyt madry dowcip wspaniale zilustrowal zjawisko, z ktorym staram sie walczyc, mocno wymachujac przy tym rekoma. Czy zauwazyles, ilu slow musiales uzyc, aby 'otrzepac sie' z tej naiwnej insynuacji? Moze zatem nalezy w dyskusji powstrzmac sie od pochopnych i autorytatywnych sadow na temat interlokutorow? Czasem ciezko udowodnic, ze nie jest sie wielbladem. Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: Tytulem podsumowania IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 20:54 O zly Ksiaze! Tak niecnie mnie podpuscic... ;) A wieksza odpowiedz na forum Prawo do Szacunku na Gazeta. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Inwencja Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.dyn.mco.edu 30.08.02, 02:16 dlugie zdania, "optymalny", "tozsamy", nawiasy, rzeczowosc... skads znam ten styl... Odpowiedz Link Zgłoś
poznan_o Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 08:21 komentarze do artykulow sa na osobnym forum: Gazeta Wyborcza, umieszczajmy wypowiedzi w jednym miejscu zeby nie bylo balaganu www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=521&w=2784724 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elle Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.a2000.nl 26.08.02, 12:53 Wszystkie powyzsze negatywne opinie na temat artykulu ZMW tak tego ostatniego, jak i poprzedniego na temat homoseksualizmu dowodza, ze jest to baaardzo grzaski temat i wlasciwie nalezaloby wypowiadac sie o homoseksualistach tylko "na kolanach", albo wcale. Podejscie rzetelne i obiektywne jakie moim zdaniem prezentuje ZMW wywoluje burze roznych przeklaman, demagogii, lapania za slowka i wmawiania roznych insynuacji jak w zdrowego chorobe. Kazdemu wszystko mozna wmowic i udowodnic, o czym dobrze wie roznej masci propaganda. Dlatego czytajac demagogie moich przedmowcow zal mi pani ZMW. Zal, bo wsadzila kij w mroisko i teraz musi udowadniac, ze nie jest wielbladem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 13:09 Gość portalu: Elle napisał(a): > Wszystkie powyzsze negatywne opinie na temat artykulu ZMW tak tego ostatniego, jak i poprzedniego na temat homoseksualizmu dowodza, ze jest to baaardzo grzaski temat i wlasciwie nalezaloby wypowiadac sie o homoseksualistach tylko "na kolanach", albo wcale. Podejscie rzetelne i obiektywne jakie moim zdaniem prezentuje ZMW wywoluje burze roznych przeklaman, demagogii, lapania za slowka i wmawiania roznych insynuacji jak w zdrowego chorobe. Kazdemu wszystko mozna wmowic i udowodnic, o czym dobrze wie roznej masci propaganda. Dlatego czytajac demagogie moich przedmowcow zal mi pani ZMW. Zal, bo wsadzila kij w mroisko i teraz musi udowadniac, ze nie jest wielbladem. Mnie jej nie zal, bo mogla sie zastanowic przed jego opublikowaniem. Z jej tekstow wynika, ze ZMW jest psychologiem klinicznym, a nie naukowcem teoretykiem, a porwala sie na kreslenie szerokiego obrazu, do czego nie ma kompetencji ani wiedzy. Jej stosunek do oponentow (wyrywanie wypowiedzi z kontekstu, regularne gnojenie przeciwnikow czy pomijanie milczeniem argumentow drugiej strony) dowodzi tez, ze nie posiada kultury naukowej, co jest dla mnie osobiscie szczegolnie przykre. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdzichu Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.pl 26.08.02, 22:01 Niesamowite! O ile np. na Aktualnościach dominuje spisek żydowski, o tyle forum Społeczeństwo obsiedli homosie-harcownicy, którzy nikomu nie przepuszczą. Artykuł Zofii M-W jest normalny i wyraża powszechnie znane prawdy, o których wszystkim wiadomo. Tutaj jednak wywołał jakieś bizantyjskie epistoły pisane w histerycznym tonie. Strach pomyśleć, co by było gdyby homosie (a przynajmniej ich awangarda, która się tu wypowiada), mieli coś do powiedzenia na temat urządzenia życia społecznego. Byłoby prosto - "cztery nogi dobre, dwie nogi złe" - jak u Orwella i kulka w głowę dla inaczej myślących. Panowie i Panie Homo! Macie dziś powszechną tolerancję, ale Wam mało. Wy chcecie powszechnej akceptacji i społecznej zgody na Waszą kulturowość. Tego jednak społeczeństwo (normalne!) dać Wam nie może, bo zawiśnie na krawędzi egzystencji - nie może być np. prawa adopcji dla par homoseksualnych bo to uderza w podstawy życia społecznego itp. No, ale co tu dyskutować, jak Wy i tak wiecie lepiej? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 22:55 Gość portalu: Zdzichu napisał(a): > Panowie i Panie Homo! Macie dziś powszechną tolerancję, ale Wam mało. Wy chcecie powszechnej akceptacji i społecznej zgody na Waszą kulturowość. Tego jednak społeczeństwo (normalne!) dać Wam nie może, bo zawiśnie na krawędzi egzystencji - nie może być np. prawa adopcji dla par homoseksualnych bo to uderza w podstawy życia społecznego itp. No, ale co tu dyskutować, jak Wy i tak wiecie lepiej? Zdzichu! Genialnie! Super! Dotarlo! Tak chcemy powszechnej akceptacji i zgody na nasze istnienie! Spoleczenstwo moze na to spokojne dac, bo jak dowodza przyklady pobliskich Niemiec, Danii, Szwecji, Holandii, i paru innych krajow, nic od tego nie zawislo i zadne podstawy zycia spolecznego (poza biciem pedalow) nie zostaly naruszone. Jest mi przykro, jesli Twoje zycie spoleczne opiera sie na biciu pedalow i obrzucaniu innych od siebie ludzi wyzwiskami. Fajnie, ze godzisz sie z tym, ze wiemy lepiej. Gdyby ktos sie pytal, wiemy lepiej, bo zyjemy wsrod was i widzimy was takimi, jacy jestescie, a wy albo nas nie dostrzegacie w ogole, albo wolicie traktowac obrazki z Gay Pride pokazywane w tv jako wizje prawdziwa i obiektywna codziennego zycia gejow ;) Pozdrawiam i zycze dalszej udanej nauki! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 23:00 znowu wpadamy sobie w słowo... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 23:19 Gość portalu: michał napisał(a): > znowu wpadamy sobie w słowo... :-) To co? Tworzymy wspolny front? ford.ka@wp.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 22:59 Bzdurność tego postu być może wydaje się oczywista, ale postaram się ją łopatologicznie wyjaśnić: > Niesamowite! O ile np. na Aktualnościach dominuje spisek żydowski, o tyle forum > > Społeczeństwo obsiedli homosie-harcownicy, którzy nikomu nie przepuszczą. Wydaje mi się, że w wielu postach skierowanych przeciwko nam pojawia się również motyw światowego spisku... współczuję, że należysz do wierzących w światowe spiski, takie myślenie określa się mianem paranoi... > Artykuł Zofii M-W jest normalny i wyraża powszechnie znane prawdy, o których > wszystkim wiadomo. Otóż wyraża powszechnie znane "prawdy", o których wszystkim wiadomo, tyle, że te "prawdy", to nic innego, jak powtarzane i utrwalone stereotypy, oparte na emocjach, szkodliwe i nieprawdziwe... Tutaj jednak wywołał jakieś bizantyjskie epistoły pisane w > histerycznym tonie. Strach pomyśleć, co by było gdyby homosie (a przynajmniej > ich awangarda, która się tu wypowiada), mieli coś do powiedzenia na temat > urządzenia życia społecznego. Jak wcześniej pisałem - paranoja w pełnym rozkwicie - odczepcie się od nas, wcale nie mamy zamiaru wam nakazywać w jakiś określony sposób żyć, dajcie tylko nam żyć normalnie... aż się wyć chce... Byłoby prosto - "cztery nogi dobre, dwie nogi > złe" - jak u Orwella i kulka w głowę dla inaczej myślących. Panowie i Panie > Homo! Macie dziś powszechną tolerancję, ale Wam mało. Twój post, artykuł M-W i niezliczone inne przykłady pokazują, jaka jest jakość tej tolerancji... Wy chcecie powszechnej > akceptacji i społecznej zgody na Waszą kulturowość. Tego jednak społeczeństwo > (normalne!) dać Wam nie może, bo zawiśnie na krawędzi egzystencji - nie może > być np. prawa adopcji dla par homoseksualnych bo to uderza w podstawy życia > społecznego itp. No, ale co tu dyskutować, jak Wy i tak wiecie lepiej? Ponownie, paranoja... primo - o adopcji mówicie wy, hetero, nie my, my mówimy o legalizacji związków... chcemy akceptacji i zgody, społeczeństwu nic się nie stanie, bo niby jak 5% ludzkości, które nie chce się rozmnażać, może je zniszczyć??? Boże, spuść bombę, bo ja już - jak widać z postępującej emocjonalności moich postów - nie wytrzymuję... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdzichu Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.pl 27.08.02, 00:12 Gość portalu: michał napisał(a): > Ponownie, paranoja... primo - o adopcji mówicie wy, hetero, nie my, my mówimy o > > legalizacji związków... chcemy akceptacji i zgody, społeczeństwu nic się nie > stanie, bo niby jak 5% ludzkości, które nie chce się rozmnażać, może je > zniszczyć??? Boże, spuść bombę, bo ja już - jak widać z postępującej > emocjonalności moich postów - nie wytrzymuję... I. Panowie, ja jednak słyszałem wielokrotnie o prawie do adopcji - w Polsce rzeczywiście o tym cichutko, ale już za Odrą i Nysą to normalka. Skoro Zachód i Stany są awangardą cywilizacji to chyba mogę przypuszczać, że takie żądania są u nas tylko kwestią czasu, no nie? II. Pięcioprocentowa mniejszość może spokojnie zniszczyć społeczeństwo - vide nasza swojska mafia (to chyba jednak mniej niż 5 % ogółu), która skutecznie rozwala resztki przejrzystości politycznej, państwa prawa itp. Oczywiście, nie porównuję gejów do przestępczej mafii!!! (lubicie chwytać za słówka, więc podkreślam dobitnie). Chodzi mi o pewne mechanizmy życia społecznego. III. Co do meritum. Posłużę się mało chyba kontrowersyjną analogią. Są otóż na świecie 150 kg kobiety, czyż nie? Nikt przyzwoity słowa złego o takiej kobiecie nie powie, zwłaszcza, jeśli od urodzenia jest biedaczka bardzo gruba i nic z tym nie może zrobić (prawdopodobnie geny). Powiem więcej, społeczeństwo stara się takiej kobiecie ułatwić życie drogą różnych drobnych udogodnień (np. windy dla niepełnosprawnych aby nie musiała pokonywać ze swoją tuszą większych schodów). Ta kobieta czuje jednak, że jest ,było nie było, na marginesie życia - toleruje się ją i to wszystko. Dlatego też marzy sobie ona, nie wierząc w odchudzenie, w nastanie diametralnie odmiennych czasów. Czasów, w których głośno się powie: grube i tłuste jest piękne, zaś telewizja lansować będzie w reklamach wagę powyżej setki i gacie-barchany. Nasza bohaterka chciałaby też mieć prawo do paradowania na ulicy w mini i erotycznego zaczepiania napotkanych mężczyzn... Tak sobie marzy i może nawet marzenia te artykułuje na czacie sobie podobnych. Czy w imię demokratycznej wolności mielibyśmy jednak spełnić jej wizje? Czy uważacie Panowie, że "wyzwolenie" tych marzeń i zgoda na ich wdrażanie w życie nie zachwiałyby podstawami życia społecznego? To tak gwoli ożywczego fermentu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 07:57 przykro mi to stwierdzić, ale twoje argumenty wynikają raczej z uporu, żeby nie przyznać nam czasem choć malutkiej racji, niż z czego innego... > I. Panowie, ja jednak słyszałem wielokrotnie o prawie do adopcji - w Polsce > rzeczywiście o tym cichutko, ale już za Odrą i Nysą to normalka. Skoro Zachód i > > Stany są awangardą cywilizacji to chyba mogę przypuszczać, że takie żądania są > u nas tylko kwestią czasu, no nie? > Kwestią czasu jest chociażby zniszczenie naszej planety przez słońce, które kiedyś zmieniając się w nadolbrzyma, naszą planetę po prostu pochłonie... Tak więc cała ludzkość wtedy wyginie... jednak nie słyszałem, aby specjalnie wpływało to na jej działania, chociaż takiej tragedii niby powinno się starać przeciwdziałać od jak najwcześniejszego momentu... czyż nie? Natomiast w kwestii adopcji - skoro my o tym nie mówimy, to po kiego diabła rozdmuchujecie temat... uważam, że uczciwsze jest postawienie sprawy tak - nie adopcja, a dyskusja o adopcji jest kwestią czasu, co z tej dyskusji wyniknie - diabli wiedzą, ale może skupmy się na tym, co jest OBECNIE istotne... bo odmawianie nam praw na podstawie naszych przyszłych rzekomych żądań to już naprawdę uprzedzenie... > II. Pięcioprocentowa mniejszość może spokojnie zniszczyć społeczeństwo - vide > nasza swojska mafia (to chyba jednak mniej niż 5 % ogółu), która skutecznie > rozwala resztki przejrzystości politycznej, państwa prawa itp. Oczywiście, nie > porównuję gejów do przestępczej mafii!!! (lubicie chwytać za słówka, więc > podkreślam dobitnie). Chodzi mi o pewne mechanizmy życia społecznego. > Nie no, co to za sztuczki??? Najpierw nas porównujesz, potem mówisz że nie... Przykład ten jest nadużyciem... skoro nie porównujesz, to go nie przytaczaj i powiedz otwarcie że nasze, gejowsko-lesbijskie 5% NIE JEST w stanie zniszczyć społeczeństwa... > III. Co do meritum. Posłużę się mało chyba kontrowersyjną analogią. Są otóż na > świecie 150 kg kobiety, czyż nie? Nikt przyzwoity słowa złego o takiej kobiecie nie powie, zwłaszcza, jeśli od urodzenia jest biedaczka bardzo gruba i nic z tym nie może zrobić (prawdopodobnie geny). Powiem więcej, społeczeństwo stara się takiej kobiecie ułatwić życie drogą różnych drobnych udogodnień (np. windy dla niepełnosprawnych aby nie musiała pokonywać ze swoją tuszą większych > schodów). Ta kobieta czuje jednak, że jest ,było nie było, na marginesie życia - toleruje się ją i to wszystko. Dlatego też marzy sobie ona, nie wierząc w odchudzenie, w nastanie diametralnie odmiennych czasów. Czasów, w których głośno się powie: grube i tłuste jest piękne, zaś telewizja lansować będzie w > reklamach wagę powyżej setki i gacie-barchany. Nasza bohaterka chciałaby też > mieć prawo do paradowania na ulicy w mini i erotycznego zaczepiania napotkanych mężczyzn... Tak sobie marzy i może nawet marzenia te artykułuje na czacie sobie podobnych. Czy w imię demokratycznej wolności mielibyśmy jednak spełnić jej wizje? Czy uważacie Panowie, że "wyzwolenie" tych marzeń i zgoda na ich wdrażanie w życie nie zachwiałyby podstawami życia społecznego? To tak gwoli ożywczego fermentu... Przykro mi Zdzicho, ale analogia jest kompletnie nie trafiona ze względu na, prawdopodobnie, nieznajomość naszych postulatów... Otóż, posługując się nią - kobiecie tej umożliwia się życie z kimś kogo kocha, co więcej, nikt nie ma nic przeciwko temu, żeby wzięła ona z nim ślub (przypominam, że nam nawet o ślub nie chodzi, a o legalizację) no bo przecież także i otyłe kobiety wychodzą za mąż, nie? kobieta ta, jak sam piszesz, może korzystać z szeregu udogodnień (o czym my nie śmiemy nawet marzyć, zresztą nie jest to nam specjalnie potrzebne)... Jeśli jest też mądrą kobietą, to jest w stanie zaakceptować swoją tuszę i cieszyć się życiem - nasze problemy wynikają nie za braku naszej akceptacji, a waszej - otyłe kobiety są przecież przez was akceptowane... Teoretycznie rzecz ujmując, nikt jej nie zakaże paradowania w mini i podrywania facetów - my w żadnym naszym postulacie NIE CHCEMY podrywać heteryków, zresztą będziecie mieli z tym mniejszy problem, bowiem gdy będziemy akceptowani, łatwiej będzie nam się ujawniać, a przez to potencjalny obiekt zauroczenia będzie łatwiejszy do zidentyfikowania w kwestii orientacji i nie będzie się marnowało na heteryków czasu... Uwierz więc, że obecna sytuacja otyłych kobiet jest szczytem naszych marzeń, a nawet poza ten szczyt nieco wykracza... A teraz postaw się na miejscu kogoś, kto odczuwa zazdrość na widok społecznej sytuacji otyłych kobiet... Może to cię przekona... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdzichu Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.pl 29.08.02, 00:10 Gość portalu: michał napisał(a): > przykro mi to stwierdzić, ale twoje argumenty wynikają raczej z uporu, żeby nie > > przyznać nam czasem choć malutkiej racji, niż z czego innego... Po dniu namysłu przyznaję tę malutką rację, choć ciężko się z Wami dyskutuje - jest to dyskusja wymagająca barowania się o każdy argument i sformułowanie, sięgająca właściwie do podstaw samego słownika pojęciowego, a przez to niesłychanie żmudna. Właściwie nie chcę już dalej ciągnąć wymiany poglądów i pro forma zaznaczę tylko pewne punkty, które można by dalej "rozwiercać". > Natomiast w > kwestii adopcji - skoro my o tym nie mówimy, to po kiego diabła rozdmuchujecie > temat... uważam, że uczciwsze jest postawienie sprawy tak - nie adopcja, a > dyskusja o adopcji jest kwestią czasu, co z tej dyskusji wyniknie - diabli > wiedzą, ale może skupmy się na tym, co jest OBECNIE istotne... bo odmawianie > nam praw na podstawie naszych przyszłych rzekomych żądań to już naprawdę > uprzedzenie... "Diabli wiedzą co z tej dyskusji wyniknie" - hm, no chyba już wynikło w kilku krajach. Oparte na tych przykładach prognozy nie wydają mi się być obarczone błędem logicznym. > > II. Pięcioprocentowa mniejszość może spokojnie zniszczyć społeczeństwo - v > ide > > nasza swojska mafia (to chyba jednak mniej niż 5 % ogółu), która skuteczni > e > > rozwala resztki przejrzystości politycznej, państwa prawa itp. Oczywiście, > > nie > > porównuję gejów do przestępczej mafii!!! (lubicie chwytać za słówka, więc > > podkreślam dobitnie). Chodzi mi o pewne mechanizmy życia społecznego. > > > Nie no, co to za sztuczki??? Najpierw nas porównujesz, potem mówisz że nie... > Przykład ten jest nadużyciem... skoro nie porównujesz, to go nie przytaczaj i > powiedz otwarcie że nasze, gejowsko-lesbijskie 5% NIE JEST w stanie zniszczyć > społeczeństwa... Nie porównuję w sensie dosłownym, tzn. nie mówię, że geje = mafia. Mówię natomiast operując tym przykładem, że mała mniejszość może być destrukcyjna dla społeczeństwa. Nie wiem, jak Cię przekonać - faszyści niemieccy i włoscy zaczynali jako mniejszość mniejszości, podobnie bolszewicy, czy wreszcie z innej Mańki, tzw. politycznie poprawni we współczesnym świecie - też z pozycji outsiderów zdołali w końcu narzucić swój światopogląd większości. I zrobili to raczej po gangstersku, bez oglądania się na zdanie ogółu, który to ogół (co wykazują badania sondażowe) politycznej poprawności nie popiera. > > > Przykro mi Zdzicho, ale analogia jest kompletnie nie trafiona ze względu na, > prawdopodobnie, nieznajomość naszych postulatów... Otóż, posługując się nią - > kobiecie tej umożliwia się życie z kimś kogo kocha, co więcej, nikt nie ma nic > przeciwko temu, żeby wzięła ona z nim ślub (przypominam, że nam nawet o ślub > nie chodzi, a o legalizację) no bo przecież także i otyłe kobiety wychodzą za > mąż, nie? kobieta ta, jak sam piszesz, może korzystać z szeregu udogodnień (o > czym my nie śmiemy nawet marzyć, zresztą nie jest to nam specjalnie > potrzebne)... Jeśli jest też mądrą kobietą, to jest w stanie zaakceptować swoją > > tuszę i cieszyć się życiem - nasze problemy wynikają nie za braku naszej > akceptacji, a waszej - otyłe kobiety są przecież przez was akceptowane... > Teoretycznie rzecz ujmując, nikt jej nie zakaże paradowania w mini i podrywania > > facetów - my w żadnym naszym postulacie NIE CHCEMY podrywać heteryków, zresztą > będziecie mieli z tym mniejszy problem, bowiem gdy będziemy akceptowani, > łatwiej będzie nam się ujawniać, a przez to potencjalny obiekt zauroczenia > będzie łatwiejszy do zidentyfikowania w kwestii orientacji i nie będzie się > marnowało na heteryków czasu... Uwierz więc, że obecna sytuacja otyłych kobiet > jest szczytem naszych marzeń, a nawet poza ten szczyt nieco wykracza... A teraz > > postaw się na miejscu kogoś, kto odczuwa zazdrość na widok społecznej sytuacji > otyłych kobiet... Może to cię przekona... Może to wina środowiska w którym się obracam (wielkomiejskie), że nie postrzegam tak czarno Waszej sytuacji. Oczywiście, trudno mi jako hetero wypowiadać się o położeniu geja. Ułatwienie "zidentyfikowania w kwestii orientacji" nie wymaga chyba jednak jakiejś rewolucji (mieszkając na Zachodzie dostrzegłem, że Panowie homo po prostu patrzą inaczej, a raczej rzucają na mnie pewne charakterystyczne spojrzenia, czy to na ulicy, czy też gdziekolwiek indziej - wystarczyło uciec spojrzeniem i sprawa była załatwiona tzn. do zaczepki nie dochodziło). Widzę wielu gejów na wysokich stanowiskach np. w TVP i nie sądzę, aby działa im się krzywda. Ale powtarzam, nie chcę się autorytatywnie wypowiadać o sprawach, które z natury rzeczy są mi obce. Także przyjmuję na słowo, tę opinię którą wyartykułował Michał i pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie, że jest tak źle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.02, 10:57 oki, kończymy dyskusję, dzięki za przyznanie "maluteńskiej racji" :-) co do mniejszości - oczywiście, mogą być takie, które działają destrukcyjnie, mogą być takie, które działają obojętnie, a mogą być takie, które działają twórczo, dlatego też mówienie, że z nami "może być" tak jak z mafią wydaje mi się nonsensem - może być to za mało... natomiast co do tego jak potoczyły się sprawy w innych krajach i prognoz - to wg. mnie błędne myślenie... bo implikuje założenie, że jeśli nie powstrzyma nas się teraz, to nie powstrzyma nas się później, założenie, że od legalizacji wszystko się zacznie... a wg. mnie to nieprawda, wszystko zaczęło się od pewnego rozluźnienia sztywnego gorsetu obyczajowego... zresztą, można przytaczać inne, jeszcze dawniejsze "pierwsze przyczyny"... stąd też stwierdzanie, że skoro tak się potoczyło gdzie indziej, to u nas też się tak potoczy jest niepotrzebne - jeśli jest prawdziwe, to i tak pierwsza przyczyna zaszła i powstrzymać się tego nie zdoła... jeśli nie, to po prostu można to powstrzymać na każdym etapie i argument tego co być może w przyszłości staje się bezwartościowy... Pozdrawiam PS wg. mnie dyskusja jest męcząca, bo w przeciągu kilku dni musi odkręcać to, co wpaja społeczeństwo przez wiele lat... to proste być po prostu nie może... no i uprzedzenia powstają na gruncie emocji, które są dość sztywne, używając szkolnego przykładu - nie polubisz matematyki tylko dlatego, bo chcesz z niej zdać, nie? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: artesian nihil novi IP: *.dialup.warszawa.pl 26.08.02, 20:58 A czego się kochani można było spodziewać po I tekście Pani Wrzosińskiej? Ktoś nastawiony tak nienawistnie i zacietrzewiony nie mógł poddać się żadnej autorefleksji. W końcu stereotypy i fobie służą ważnym emocjonalnym przyczynom. Jedyna zmiana jaką widzę, to ciut łagodniejszy ton wypowiedzi pani M-W. Ale to chyba raczej z tchórzostwa... Pozdrawiam Wsiech! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malgosia Re: nihil novi IP: *.dip.t-dialin.net 27.08.02, 23:19 Nalezy byc moze przypomniec :"Zyj i pozwol zyc innym " A moze "wolnosc jest do rozpoznania po tym jak szanuje i respektuje sie inaczej myslacych (inaczej zyjacych) " Dluga droga przed nami :-) Homosexualisci nie sa jedynymi "ofiarami " zacietrzewienia , czesto zwyklej prymitywnej podlosci . Odpowiedz Link Zgłoś
after-dark chwytanie sie brzytwy 28.08.02, 07:30 Nie wierze, ze oba teksty pisala ta sama osoba. Sadze, ze ktos wyreczyl pania Z. Wrzosinska by ratowac jej skore, jak tez reputacje firmy "Laboratorium". Niezaleznie jednak od tego twierdzenie, ze autorka pierwszego tekstu zostala zle zrozumiana jest klasyczna proba robienia z czytelnikow idiotow. Nie sadze by ktokolwiek o zdrowych zmyslach i przecietnym IQ porownujac oba teksty mogl miec cien watpliwosci, ze drugi tekst jest tylko i wylacznie karkolomna proba ratowania skory i to wyjatkowo perfidna. Jesli jednak drugi tekst rzeczywiscie pisla pani Z. Wrzosinska to tym gorzej. Jak zauwazyla juz na tym forum Adela Radman znosi to zupelnie wiarygodnosc Pani Z.Wrzosinskiej jako profesjonalisty i czlowieka etycznego. Bo coz moze wyjasnic taka radykalna metamorfoze? Stawia to takze pod znakiem zapytania wiarygodnosc calego zespolu "Laboratorium", glownie dlatego, ze zespol ten przyjal taktyke milczenia. Milczenie w tym przypadku oznacza aprobate. after-dark Odpowiedz Link Zgłoś