Dodaj do ulubionych

"Komu wolnosć, komu knebel" (znowu Zofia M-W)

25.08.02, 19:31
Pani Zofia Milska-Wrzosińska napisała kolejny artykuł dla GW.
Przeczytajcie:
www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,986831.html
i skomentujcie.....
Obserwuj wątek
    • Gość: michał O artykule M-W w 20 punktach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 21:13
      otóż ja przeczytałem i skomentuję... negatywnie niestety... proponuję przy
      czytaniu mieć tekst przed oczyma, bo nie zawsze będę cytować...
      po pierwsze, jeśli chodzi o ogólne wrażenia na temat tekstu, to z jednej strony
      wygląda on tak, jakby M-W przestraszyła się trochę burzy, którą wywołała pisząc
      poprzedni artykuł, a z drugiej strony, za wszelką cenę chciała obronić tego co
      napisała... wielokrotnie pisze ona o tym, czego nie napisała, a co się w nią
      wmawia - niestety, jako psycholog powinna sobie zdawać sprawę z tego, że tekst
      czyta się także między wierszami i analizuje się te 2 źródła - tekst i
      podtekst :-) być może wcale o tym nie zapomniała i wykorzystała to, żeby się
      teraz bronić, niestety, jej obrona nie brzmi przekonująco...
      po drugie, teraz odnośnie konkretnych fragmentów:
      1 - na początku usprawiedliwia się wręcz żenująco - wiedziałam, że musiałam
      oberwać, bo poszłam pod prąd - skoro to wiedziała, to czemu nie napisała "wiem"
      poprzednio... stara się ona, aby wyglądało to na jedyny powód dla którego
      posypało się tyle głosów krytycznych... powtarzam - żenujące...
      2 - już na początku pisze o tym, że inni więcej jej dopisali, niż ona
      napisała... w odpowiedzi przytoczyłem argument podtekstu powyżej...
      3 - pisze, że szokujące jest stwierdzenie, że "uwiedzenie jest mitem, bo "to
      właśnie chłopcy ujawniający już tendencje homoseksualne przyciągają do siebie
      uwodzicieli i z ciekawości pozwalają się uwieść"" - pani psycholog widocznie
      mało uczyła się o korelacjach i tak wiele lat po studiach zapomniała o tym jaka
      jest różnica między korelacją a związkiem przyczynowo-skutkowym... jest to
      typowe odwołanie się do "zdrowego rozsądku", niestety w tej sytuacji akurat on
      zawodzi... w każdym razie - uważam, że możliwa jest taka i odwrotna zależność i
      nie ma w tym nic szokującego...
      4 - to mniej ważne, ale jednak - mowa o zadufaniu pod koniec pierwszego
      rozdziału to nadużycie, zwłaszcza w ustach M-W
      5 - M-W pisze o intencji z jaką pisała ten artykuł - "pokazanie takich zachowań
      strażników poprawności politycznej (często heteroseksualnych), które w
      rezultacie szkodzą akceptacji homoseksualistów przez społeczeństwo." -
      śmieszne, ale ja w tamtym artykule nie dostrzegłem, żeby o tym pisała, albo
      pisała o tym najwięcej...
      6 - M-W pisze też o tym, że jej artykuł został potraktowany tak jak został
      ("jako argumenty w kwestii praw dla homoseksualistów"), ponieważ został
      zestawiony z tekstem Kochanowskiego - pragnąłbym przypomnieć, że tekst
      Kochanowskiego został opublikowany po tym, jak rozpętała się burza nad tekstem
      M-W, więc jednak został tak potraktowany tylko ze względu na własną treść...
      7 - M-W pisze, że nierzetelne jest głoszenie tezy o genie homoseksualizmu, gdyż
      genezy tegoż homoseksualizmu nie znamy, ale ledwie paragraf później jednym
      tchem opowiada się za inną tezą - dla bezpieczeństwa dodaje
      słówko "prawdopodobnie" - ciekawe czemu tutaj nie mówi nic o nierzetelności...
      chcę tylko dla wyjaśnienia dodać, że teza o genetycznej podstawie nie jest
      bezwarunkowo przez nas lansowana, a jedynie z pewnym stopniem
      prawdopodobieństwa... no, ale po co to zauważać...
      8 - Odrzucenie tezy, że człowiek staje się homo na własne życzenie i
      jednoczesne obstawanie, że może się nim stać na życzenie czyjeś, jest bzdurą...
      musiałaby to być większa indoktrynacja niż w obozach chińskich po wojnie
      koreańskiej... zresztą, skoro M-W przyznaje, że terapia odnosi sukcesy tylko
      przy umotywowanych pacjentach i przy innych "pewnych warunkach", to jakże
      wielką siłę musiałoby mieć takie uwiedzenie, skoro, nie oszukujmy się,
      heteroseksualizm jest o wiele bardziej atrakcyjnym i korzystnym wyborem... po
      prostu absurd...
      9 - Nacisk na traktowanie orientacji homo, jako równie naturalnej jak hetero
      jest dla M-W "interesujący" - tu M-W dyskwalifikuje się jako psycholog - jeśli
      miała ona bowiem w trakcie swojej pracy kontakt z gejami i lesbijkami, to ten
      nacisk powinien jej się wydać całkowicie naturalny... ale niestety, widocznie
      jak psychoterapeuta miała kontakt jedynie z nieszczęśliwymi, nieakceptującymi
      siebie ludźmi... na tej podstawie mogła wyrobić sobie zdanie o nas, że raczej
      takiego nacisku nie przejawiamy... mogła... ale niech natychmiast przestanie
      być psychologiem, bo to błąd elementarny...
      10 - Powoływanie się na większość ludzi, to argument erystyczny, nie
      merytoryczny, szkoda, że tylko takie jej zostały...
      11 - Cytując Lwa-Starowicza mówi "Uwiedzenie w sprzyjających warunkach może być
      jedną z przyczyn rozwoju orientacji homoseksualnej u obu płci" - co ma być
      dowodem na to, że uwiedzenie jest przyczyną... szkoda tylko, że pomija
      stwierdzenie "W SPRZYJAJĄCYCH WARUNKACH", które oznacza ni mniej, ni więcej, że
      dana, uwiedziona osoba już coś w stronę homoseksualizmu musi czuć... ponownie
      kłania się M-W wykład o korelacjach i zmiennych pośredniczących...
      12 - M-W twierdzi "Pisałam, że potulny syn nadopiekuńczej mamy i
      rozczarowującego ojca może w konfrontacji z nimi ogłosić się gejem, ale nie
      twierdziłam - jak przypisał mi Krzemiński - że ta lub inna konfiguracja
      rodzinna jest podstawową przyczyną tożsamości homoseksualnej." Tyle, że dalej
      przytacza argumenty na rzecz właśnie tej tezy, którą rzekomo "przypisał" jej
      Krzemiński... Więc w końcu po której stronie stoi??? To, jak manipuluje słowem,
      jest po prostu oburzające... Zresztą na początku napisałem, czemu, wg. mnie,
      tak czyni...
      13 - M-W pisze "sądzę, że bywa on (homoseksualizm) poważnym osobistym kłopotem
      i wcale nie tylko ze względu na nieżyczliwy stosunek otoczenia", niestety nie
      pofatygowała się z wyjaśnieniem, cóż takiego innego tworzy z homoseksualizmu
      taki problem... Jestem stanowczo za tym, że jedyne problemy jakie tworzy dla
      danej jednostki homoseksualizm są wywołane przez otoczenie i jakoś do tej pory
      nikt nie zdołał podać przykładu trudności wynikających z homoseksualizmu, które
      by były spowodowane czym innym...
      14 - Mówiąc o legalizacji związków twierdzi "trwały związek homoseksualny
      powinien być chroniony prawnie tak samo jak każda inna bliska relacja
      (heteroseksualna, ale także np. wieloletnia nieseksualna przyjaźń).", "W pełni
      popieram walkę o praktyczne stosowanie tych praw, nie będąc wszakże pewną, czy
      konieczna jest odrębna regulacja. Jest to jednak raczej problem prawnika niż
      psychoterapeuty" - skoro tak, to niech lepiej nie wypowiada się na ten temat,
      zwłaszcza, że występuje tu jako "autorytet" i niech jako ten "autorytet" na
      pozycji psychologa pozostanie...
      15 - M-W cytuje autora artykułu z Tygodnika Powszechnego - cytat ten jest
      obraźliwy i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - czego tu się jednak na
      nasz temat w TP spodziewać... a jednak M-W uznaje ten pogląd za nieomal prawdę
      objawioną, której podważanie opisuje eufemistycznie jako "nieuzasadnione"...
      katolicyzm psychologom zazwyczaj przeszkadza, niż pomaga w obiektywnym poznaniu
      homoseksualizmu... jak widać, reguła ta się potwierdziła po raz kolejny...
      16 - Cytat z M-W, który chyba nie wymaga komentarza, a co najwyżej
      podkreślenia "Wydaje się, że część środowisk politycznie poprawnych (...) nie
      widzi powodu, by przejawiać wrażliwość na MYŚLĄCYCH INACZEJ"
      17 - M-W proponuje wrogie ("nieżyczliwe") reakcje nie atakować, a rozumieć...
      primo, reakcją na atak nie jest atak, a obrona lub co najwyżej kontratak,
      secundo - jako w większości nie wierzący w niszczący nas katolicyzm, nie mamy
      żadnego powodu by wyznawać ideę nadstawiania drugiego policzka... rozumienie
      wrogości sprowadza się do polityki appeasant (prawdopodobnie nie napisałem tego
      zbyt poprawnie - chodzi mi o określenie polityki wobec Hitlera przed II Wojną
      Światową) i do tego samego dąży... w trosce o nasze przetrwanie musimy niestety
      się bronić i kontratakować, gdy to potrzebne...
      18 - M-W pisze, że "wielu ludzi traktuje wielokrotnie pokazywane w mediach
      ślubne erotyczne pocałunki jednopłciowej pary jako gorsz
      • Gość: michał Re: O artykule M-W w 20 punktach, część druga IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 21:14
        18 - M-W pisze, że "wielu ludzi traktuje wielokrotnie pokazywane w mediach
        ślubne erotyczne pocałunki jednopłciowej pary jako gorszącą profanację",
        chociaż ona sama tak tego rzekomo nie przeżywa... po pierwsze - bardzo
        chciałbym choć raz zobaczyć scenę pocałunku dwóch facetów w telewizji - tutaj
        po raz kolejny został przytoczony argument o "propagowaniu homoseksualizmu" w
        mediach, co jest oczywistym absurdem... po drugie - jestem ciekaw jak wielu
        ludzi okazałoby faktyczny, silny sprzeciw, gdyby taką scenę pokazano... bo
        jeśli nie byłaby to absolutna większość, to nie widzę specjalnego powodu, aby
        dbać o prawa jednej mniejszości kosztem praw drugiej...
        19 - "Zaszczuwani w swoim środowisku geje i lesbijki to hańba, ale z drugiej
        strony część społeczeństwa, zwłaszcza rodzice, mają powody, by obawiać się
        orientacji, w której liczba partnerów, kryminogenność i zagrożenie AIDS są
        większe niż w innych grupach, nie ma możliwości prokreacji, a starość często
        bywa samotna." - to chyba najbardziej oburzająca wypowiedź w tym artykule, jaką
        czytałem... po pierwsze, obłuda pierwszego członu i jego dysproporcja w
        stosunku do drugiego jasno pokazuje, po której stronie jest M-W... po drugie,
        obawanie się przez społeczeństwo liczby partnerów jest obawą kuriozalną -
        heterykom chyba nic do tego, zresztą wśród nich ze świecą teraz szukać takiego,
        co miał jednego partnera przez całe życie... zarzut większej kryminogenności
        jest po prostu bzdurą, propagowaniem najobrzydliwszych, najbardziej
        nieuczciwych stereotypów o nas, jakie tylko istnieją... już dawno się z tym
        konkretnym akurat nie zetknąłem, ale widać dla celów przekonania innych o
        swojej racji, M-W zrobi wszystko... argument o AIDS przyjmuję, jest go u nas
        nieco więcej, tyle, że można być hetero i się zarazić, można być homo i się nie
        zarazić... naprawdę, dużo więcej niż od orientacji zależy od stylu życia... i
        nie dziwię się, że rodzice się boją - boją się ci, którzy nie potrafią wychować
        swojego dziecka tak, żeby żyło odpowiedzialnie... bo na homoseksualizm zrzucić
        winę za zarażenie się HIVem jest łatwo... ale to pójście na łatwiznę... jeśli
        chodzi o prokreację - tu jest rozwiązaniem adopcja dzieci, jeśli o starość -
        legalizacja związków i tworzenie wokół nas atmosfery akceptacji... heh,
        czyżbyśmy walczyli o to, żeby nas lepiej traktowano i się nie bano? cholernie
        altruistyczna ta walka...
        20 - M-W pisze, że ustosunkowuje się do problemu adopcji, gdyż głos na ten
        temat się podnosi - chciałbym stwierdzić, że głosy podnoszą się na różne
        tematy, a wypowiadać się można na te, na które się chce... i naprawdę, trudno
        tu zobaczyć jakiś inny powód dla poruszania przez M-W tego tematu, niż
        podgrzewanie atmosfery...

        M-W pisze jeszcze o świeżym mięsie itd... zapomina, że nikogo sie do niczego
        nie zmusza, jak ktoś nie chce, to się go przecież nie gwałci siłą... zresztą,
        jak ktoś idzie do klubu, to zazwyczaj wie, jaki to klub i powinien się
        spodziewać, co go czeka... na szczęście jest wiele klubów, które się do zasady
        świeżego mięsa nie stosuje... Twierdzi ona też, że reakcja Lambdy była jedną z
        nielicznych rzeczowych reakcji na jej artykuł - szkoda, że nie podała przykładu
        reakcji rzeczowej, a jednak dla niej krytycznej... wypada jedynie stwierdzić,
        że kto nie jest z M-W, ten stosuje tylko przekłamania, pomówienia i obelgi...
        komu wolność, komu knebel...
    • Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.02, 21:14
      Uwaga, komentuje!
      ZMW slusznie wskazala, gdzie jej wypowiedz zostala nadinterpretowana. Na ogol
      trudno bylo domyslec sie jej intencji, ale zalozmy, ze nie udalo nam sie jej
      uchwycic. Jej swietym prawem jest jednak wyjasnianie niejasnego, zwlaszcza
      wlasnego autorstwa.
      Nie mam pod reka "Erystyki" Schopenhauera, by wyliczyc, ktore chwyty stosuje
      ZMW, ale najobrzydliwszy to donos na Bojarska. ZMW w zasadzie nie odpowiada na
      zaden argument, wyrywa za to z kontekstu nieprzychylne dla siebie fragmenty.
      Takie wyrywanie to zreszta jej mocna strona, jak chocby w tym fragmencie:
      "Niektórzy podkreślają jednak rolę owego "własnego życzenia" i piszą: "Jeżeli
      nawet byłoby tak, że pozostawanie w jednopłciowym związku nie jest w żaden
      sposób zdeterminowane, ale jest wyborem - cóż wtedy? Czy w demokratycznym
      państwie nie mamy prawa dokonywać wyborów życiowych partnerów w sposób, który
      czyni nas szczęśliwymi?" (Szymon Niemiec z Zarządu Międzynarodowego
      Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury w Polsce)"
      Czyz to nie urocze? Niemiec pisze, ze pochodzenie homoseksualizmu nie ma
      zadnego zwiazku z prawami, jakich sie domagamy, a ZMW wyciaga z tego wniosek,
      ze homoseksualizm jest swiadomym wyborem i sami dobrze o tym wiemy, ale z
      jakichs, nam tylko znanych przyczyn, fakt ten ukrywamy i dokonujemy tego wyboru
      zapewne w mysl starozytnego przyslowa pszczol "na zlosc babci Zosi odmroze
      sobie uszy".
      Reszta to bigos hultajski na urywkach mysli, w ktorym trudno znalezc wspolny
      watek poza tym, ze ZMW jest swieta, ktora poswiecila sie dla blizej
      nieokreslonego dobra, wystawiajac sie na razy tluszczy. Mile jedynie jest to,
      ze powtarza w kolko, ze w zasadzie nie jest przeciwko legalizacji zwiazkow
      homoseksualnych. Moglaby teraz cos w tej sprawie zrobic...
    • adella Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 00:12
      Tresc mojego komentarza do GW:

      Droga Redakcjo,
      podobnie jak w przypadku pierwszego artykułu Pani Zofii Milskiej Wrzosińskiej,
      pozwolę sobie wyrazić własną opinię.
      Na poczatku jednak zauważe z żalem, że Pani Wrzosińska nie odniosła sie do
      żadnego mojego argumentu czy zarzutu postawionego jej przeze mnie w mojej
      polemice. Wolała widocznie skupić sie na argumentach, które łatwo jest obalić.

      Ad rem, Pani Wrzosińska pisząc swoją odpowiedź na polemiki zamieszczone w
      Gazecie Wyborczej zdaje się przyjmować technikę z jednej strony osoby
      niezrozumianej, której przypisuje się intencje, których nie miała pisząc
      pierwszy artykuł. Jeśli tak było, to ciekawe, że nie potrafiła wyrazić swojego
      stanowiska na tyle jasno, że nawet oosby, które się z nią zgadzały zrozumiały
      ten tekst dokładnie tak samo jak adwersarze Pani Wrzosińskiej. Świadczy to o
      tym, że albo Pani Wrzosińska nie jest w stanie jasno i precyzyjnie się wyrażać,
      albo że teraz
      • adella Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 00:13
        Naukowa rzetelność wymagałaby choćby wzmianki
    • m111k Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 05:19
      Argumenty o "nadinterpretacji", którymi pani ZMW próbuje
      bronić swojego pierwszego tekstu są bez sensu. Pani ZMW
      wie w jakiej sytuacji i w jakim kontekście się wypowiada,
      niezależnie od tego czy jej artykuł zestawiono by czy nie
      z tekstem JK. Sytuacje, które opisuje, nie są wybrane
      przypadkowo. Przykład: rzeczywiście, nie powiedziała ona,
      że uwiedzenie jest JEDYNYM powodem homoseksualizmu a "ta
      lub inna konfiguracja rodzinna jest PODSTAWOWĄ przyczyną
      tożsamości homoseksualnej". Tyle, że właśnie, o
      uwiedzeniu i o "takiej a nie innej" rodzinie pisze ona,
      nie zająknąwszy się, że dla większości homoseksualistów
      ich życie jest naturalną realizacją ich [prawdopodobnie
      wrodzonej] orientacji. Podobnie w innych miejscach: niby
      dodała słówko, które teraz pozwala jej się na siłę
      bronić. Ale to niewiele zmienia: jej pierwszy artykuł był
      skandalicznie nieprofesjonalny i, przede wszystkim,
      nieobiektywny.

      Odnośnie opinii michała:
      Ad.13. ZMW niby podała [utrudniona prokreacja, częstsza
      samotność na starość, częstsze zarażenia HIV], ale, jak
      zauważyła AAR jest to kwestia wyborów życiowych, nie
      orientacji seksualnej. Po prostu "optymalny"
      [potraktujcie to określenie z dystansem ;)] plan życia
      geja wygląda inaczej, niż "optymalny" plan lesbijki i
      jeszcze inaczej, niż "optymalny" plan heteroseksualisty.
      I absurdalne jest używanie tych przykładów jako sugestii,
      że życie homoseksualistów jest gorsze [znowu: ZMW nie
      powiedziała tego wprost, ale taki jest kontekst!].

      Ad.15. Cytat z TP nie jest, moim zdaniem, obraźliwy. Jest
      to stwierdzenie faktu: "rodzina [heteroseksualna] jest
      [...] także istotną instytucją społeczną". Stało się tak
      dlatego, że przy panujących obyczajach i uregulowaniach
      prawnych model rodziny heteroseksualnej stwarzał lepsze
      warunki. Podczas gdy homo-związki musiały wkładać energię
      w wyważanie drzwi, które dla rodzin hetero są dawno
      otwarte. Miejmy nadzieję, że m.in. dzięki zmianom w
      nastawieniu społeczeństwa również związki homo będą mogły
      spełniać co raz większą część ról, które dotychczas mogły
      być realizowane tylko w rodzinach hetero.

      Innymi słowy: patrząc na obecne społeczeństwo jest jasne,
      że rodzina heteroseksualna spełnia w nim szczególną rolę.
      Pytanie brzmi: jaką część tej roli, w jaki sposób, pod
      jakim warunkami itp. mogą spełniać związki homoseksualne.

      Zupełnie nie rozumiem, jaki miał być sens akapitu o
      naturalności/nienaturalności. To prawda: stwierdzenie, że
      "coś jest nienaturalne" nie jest tożsame ze
      stwierdzeniem, że "coś występuje rzadziej". Ale właśnie o
      to chodzi: określenie "nienaturalne" ma w języku polskim
      negatywny posmak i żeby go używać trzeba uzasadnić co
      takiego złego jest w homoseksualizmie!

      Jeśli chodzi o profanację, to chyba jest to przesada.
      Równie dobrze można by powiedzieć, że ateistyczna
      mniejszość heteroseksualna biorąc ślub w USC drażni
      uczucia religijne i estetyczne dużej części
      społeczeństwa. I tak jest rzeczywiście. Ale nie jest to
      argument za np. uniemożliwieniem takich ślubów! Dlaczego
      tego typu argumentów używa się przeciwko rejestracji
      homo-związków?

      Mierzi mnie [powtarzający się, niestety, w wielu
      dyskusjach] argument typu "psychoterapeuci mogą
      przytoczyć dziesiątki dokumentujących je relacji".
      HETEROseksualiści wykorzystują się bezwzględnie, nie są
      przygotowani to tworzenia trwałych związków, często mają
      kłopoty z samoakceptacją -"psychoterapeuci mogą
      przytoczyć dziesiątki dokumentujących je relacji". :( To
      bez sensu - do psychoterapeutów zgłaszają się ludzie z
      poważnymi problemami, niezależnie czy są homo, czy
      hetero. Absolutnie nie wolno takich przykładów uogólniać
      na całe społeczeństwo! [patrz też 9. uwaga michała]

      Marek
      • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 08:14
        Dziękuję, za odniesienie się do mojej wypowiedzi, jednakże nadal uważam, że
        cytat, jaki przedłożyła M-W jest obraźliwy, przytoczę go w całości -
        "Małżeństwa homoseksualne służą w pierwszym rzędzie nie zabezpieczeniu
        partnera, ale usankcjonowaniu takiego stylu życia. Spór o nie to także spór o
        kształt współczesnej kultury. Ich legalizacja podważa - w imię autonomicznego
        wyboru jednostki - dotychczasowe regulacje społeczne, w tym rolę rodziny, która
        jest przecież nie jednym z wielu stylów życia, lecz także istotną instytucją
        społeczną" - ale chodzi mi głównie o pierwsze zdanie, choć z kontekstem dawanym
        przez zdania kolejne... Pomijając już tendencyjnie użyte słowo "małżeństwa", to
        obraźliwe jest sugerowanie, jakoby kwestia legalizacji była narzędziem w
        naszych rękach, aby propagować homoseksualizm, podważać rolę rodziny i cały
        porządek społeczny w imię niemalże powszechnego zapanowania homoseksualizmu...
        Primo, tendencyjność mówienia, że legalizacja związków cokolwiek podważa,
        niszczy rodzinę jako instytucję, zagraża jej, jest obrzydliwa... Secundo,
        przedstawianie nas w takim świetle, zimnych, bezuczuciowych ludzi, którym nie
        chodzi o dobro własnego związku, a jedynie jakiegoś światowego spisku, którzy
        tylko czychają na biednych heteryków i ich rodziny, ziejąc przy okazji do tych
        rodzin nienawiścią (być może przesadzam, ale niestety nie tak bardzo, jak się
        może wydawać) - to też jest obrzydliwe...
        • m111k Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 15:16
          Hmm. Czy ja wiem? Przesadzasz. ;) Myślę, że w tym
          pierwszym zdaniu jest sporo prawdy.

          Pojedyncze problemy można by rozwiązać zmieniając kolejno
          wiele ustaw. Różnica między tymi dwoma rozwiązaniami
          [wprowadzenie prawnego statusu partnerstwa vs. wiele
          drobnych poprawek bez wprowadzania rejestracji związków]
          polega właśnie na usankcjonowaniu [prawnym, obyczajowym
          itp.] takiego związku [czy, jak chce TP "stylu życia"]. I
          mają rację ci, którzy mówią, że taka rejestracja to dużo
          więcej: część banków udzielając kredytu popatrzy na
          zarobki obu partnerów/partnerek; jakaś firma turystyczna
          może rozszerzyć zniżki małżeńskie na takie pary; może z
          czasem właściciel
          chętniej wynajmie mieszkanie parze lesbijek, bo będąc w
          trwałym związku np. nie będą sprowadzały co noc obcych
          facetów itp itd. Podpisanie tego "papierka" to chyba może
          być dużo więcej, niż "zabezpieczenie partnera" [choć
          byłyby to konsekwencje nie wynikające z ustawy!]. Tylko:
          dlaczego miałby to być argument przeciwko rejestracji?

          Ale to są dwa punkty widzenia. Konkretne osoby decydują
          się na zalegalizowanie związku, bo są dla siebie ważne,
          chcą zabezpieczyć siebie i partnera i wspólnie budować
          przyszłość, a nie z powodu ewentualnej zniżki na
          przejazdy dla partnera niepracującego na kolei. Ale
          patrząc z zewnątrz: może temu towarzyszyć [właśnie z
          powodu "usankcjonowania"] zmiana w wielu różnych
          dziedzinach życia. I to jest, moim zdaniem, ważny
          argument ZA rejestracją. Powód, dla którego załatwienie
          niby tych samych spraw kilkoma łatami w różnych ustawach
          to nie to samo.

          W sumie: jest to cytat wyrwany z kontekstu, ale właściwie
          chyba się z nim zgadzam. Choć rozumiem, że autor użył
          tych sformułowań jako argumentów przeciwko rejestracji
          homozwiązków [swoją drogą: dlaczego?]. Taka ustawa
          zmienia "dotychczasowe regulacje społeczne". Ale mam
          nadzieję, że zmienia na lepsze. :) Marek
          • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 15:25
            masz rację, od razu patrzyłem na to zdanie jako pisane z określoną tendencją...
            zgadzam się, że można je też odczytać, jak ty to robisz... ale nie sądzę, żeby
            o to M-W chodziło...
            • maly.ksiaze Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 16:46
              Gość portalu: michał napisał(a):

              > masz rację, od razu patrzyłem na to zdanie jako pisane z określoną
              tendencją...
              > zgadzam się, że można je też odczytać, jak ty to robisz... ale nie sądzę,
              żeby o to M-W chodziło...

              Z calym szacunkiem, Michale. Odnosze wrazenie, ze to Twoje 'spojrzenie' jest
              bardzo powazna przeszkoda w prowadzeniu dyskusji. Co gorsza, nie jestes w tym
              wzgledzie unikatem. Raczej przeciwnie.
              Moze dlatego tak trudno sie czasem porozumiec...

              Pozdrawiam,

              mk.
              • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 19:38
                mk, nawet mój przedmówca zgadza się, że to zdanie napisane zostało z intencją,
                z jaką je odczytałem... więc nie wiem, czyje spojrzenie utrudnia obiektywizm...
                • maly.ksiaze Interpretacje... 26.08.02, 23:21
                  Michale,

                  Nie rozumiem, co zgoda Twoja i Twojego rozmowcy moze miec tu do rzeczy. Trudno
                  mi rowniez dociec, jak taki konsensus przeklada sie na trafne zrozumienie
                  intencji autorki? Ilu czytelnikow, tyle interpretacji, chcialoby sie napisac.
                  To, ze artykul (ten pierwszy) pani Z.M-W da sie odczytac na przyklad tak, jak
                  teraz to ona wyklada, jest dla mnie oczywiste. Jestem na to dowodem - ja go
                  wlasnie tak odczytalem. Nie wprawil mnie ow tekst w zawchwyt tak czy inaczej -
                  ale mniej wiecej tak go zrozumialem.

                  Jak sam przyznales, czytales artykul, o ktorym mowa, czyniac pewne zalozenia co
                  do intencji autorki. Nic wiec dziwnego, ze znalazles w tekscie diabelskie
                  podteksty, skoro wlasnie ich szukales. "Szukajcie, a znajdziecie", jak mowi
                  Pismo...

                  To, ze jestes bardzo skory do interpretowania kazdej obiekcji wobec tekstu, z
                  ktorym sie zgadzasz, jako glosu przeciwko Tobie osobiscie stalo sie dla mnie
                  oczywiste w naszej pierwszej (chyba) wymianie mysli. Pamietasz? Napisalem cos
                  niemal zupelnie bez zwiazku z tematem, dygresje o tym, ze panstwo nie powinno
                  wsadzac nosa w zycie prywatne obywateli. Z tego wysnules wniosek, ze jestem
                  przeciwnikiem czegos tam. To troche absurdalne, nie uwazasz?

                  Wiecej dystansu do czytanego tekstu. W innym przypadku pozostana Ci tylko
                  dyskusje z Terrym i poklepywanie sie z Krzychem (ktory najwyrazniej ma taki sam
                  problem jak Ty) po ramieniu.

                  Pozdrawiam,

                  mk.

                  PS. Zdaje sobie sprawe z tego, ze to co napisalem moze wygladac niefajnie - ale
                  tak wlasnie to wg. mnie wyglada.
                  • Gość: Krzycho Re: Interpretacje... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 00:28
                    Drogi Ksiaze,

                    Zabralem sie do lektury pierwszego artykulu PT Autorki bez zadnych zalozen
                    wstepnych, zeby jakos przetrwac droge z Saskiej Kepy na Ochote. I tak mna
                    potrzaslo, ze pewnie autobus sie zatelepal.
                    Nie chce mi sie powtarzac tego, co juz tu kilkanascie razy napisalem - rzecz
                    nie tyle w prawdziwosci, czy nieprawdziwosci tez PT Autorki dotyczacych genezy
                    homoseksualizmu, choc placze sie w nich zupelnie nienaukowo. Sa to dla mnie
                    kwestie wtorne i pozostaja bez zwiazku z moim zyciem i moimi prawami.
                    Jakakolwiek jest przyczyna mojego homoseksualizmu, jest to istotna czesc mojej
                    osobowosci, ktorej nie chce zamienic na cos innego, niezaleznie od tego, co
                    moze uwazac PT Autorka. Uwazam, ze mam do tego prawo i jako pelnoprawnemu
                    obywatelowi RP wolno mi sie domagac uznania tego prawa.
                    Zadna tez przyczyna nie daje nikomu prawa, by publicznie obrazac mnie czy
                    jakiekolwiek osoby, z ktorymi dziele taka wlasnie preferencje seksualna.
                    Rzecz w tonie, w jakim tezy te zostaly wygloszone, tonie pelnym pogardy
                    (zakladam, ze okreslenie "swieze mieso" na nowa partnerka nie figuruje w Twoim
                    slowniku, jesli masz ochote nawiazac kontakt z przedstawicielka plci
                    przeciwnej, nie "kaptujesz" jej, a wyjscia na dyskoteke nie uznajesz
                    za "bezwzgledne lowy").
                    PT Autorka lekkim piorem pisze o "modzie na homoseksualizm", "promowaniu
                    homoseksualizmu" mimo ze jako psycholog powinna chyba zdawac sobie sprawe z
                    tego, ze rownie dobrze moze sugerowac istnienie promocji mody na jasna skore
                    wsrod Murzynow. Poza stalym procentem albinosow promocji ulegl jak dotad
                    jedynie Michael Jackson, ale on naprawde mial trudne dziecinstwo. Roznica
                    polega przy tym na jednym drobnym szczegole - zdobycie bialej skory dla Murzyna
                    moze oznaczac awans spoleczny podczas gdy homoseksualizm (wbrew wyglaszanym tu
                    opiniom) jest nieskomplikowanym sposobem na potezne skomplikowanie sobie zycia.
                    Ta sama pogarda dla "przeciwnikow" az bije z drugiego artykulu. Mozesz
                    pogrzebac w moich poprzednich postach, gdzie skomentowalem juz to, w jaki
                    sposob PT Autorka (chyba ze mam poslugiwac jej jezykiem "nieznana mi
                    psycholog", "doktor homofobii") odnosi sie do swoich rzeczywistych i
                    wymyslonych oponentow, ktorym zamyka usta stwierdzeniem, ze o ich zarzutach sie
                    nie da powaznie dyskutowac. Powaznej dyskusji nie podlega naprzyklad zarzut, ze
                    opiera sie na teoriach z lat 60-tych. We wspolczesnej psychologii to cala
                    epoka, a szczegolnie jesli wziac pod uwage zmiane podejscia do homoseksualizmu.
                    Obawiam sie, ze na ten ton wlasnie jestes calkowicie gluchy - Alan Hollinghurst
                    napisal w jednej ze swoich powiesci (bohater komentuje w ten sposob fakt, iz
                    jego przyjaciel hetero nie dostrzega u innego bohatera wyraznych objawow
                    homoseksualizmu) "heterycy sa jak daltonisci - kompletnie slepi na pewne barwy".
                    Obawiam sie, ze dales sie zlapac na pozory naukowosci wypowiedzi PT Autorki,
                    poniewaz w "naukawej" (to nie jest literowka) formie wyglasza ona powszechnie
                    uznane komunaly.
                    A teraz koncze, bo bardzo mnie ciekawi, jak na Twoj post odpowie Michal ;)
                    Pozdrawiam
                  • Gość: michał Skoro Krzycho prosi... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 07:38
                    Zazwyczaj nie odpowiadam na posty jeśli dokonana przez kogoś innego odpowiedź
                    zgadza się mniej więcej z moimi poglądami, ale żeby zaspokoić ciekawość
                    Krzycho... ;-)

                    > Michale,
                    >
                    > Nie rozumiem, co zgoda Twoja i Twojego rozmowcy moze miec tu do rzeczy. Trudno
                    > mi rowniez dociec, jak taki konsensus przeklada sie na trafne zrozumienie
                    > intencji autorki?

                    Odwołanie się do innych jest dość powszechnym argumentem na trafność
                    zrozumienia czyiś intencji - im więcej osób zrozumiało jakiś pogląd w dany
                    sposób, tym większa szansa, że został on przez nie zinterpretowany trafnie... W
                    końcu nie przesadzajmy - nie jest to nowa teoria względności, tekst pisany
                    przez magister psychologii i zamieszczony w gazecie w sezonie ogórkowym, nie
                    wymaga więc aż tak wysublimowanej interpretacji, na jaką wskazujesz...
                    Niestety, nasza w znacznie większej części opiera się wbrew twoim przekonaniom
                    na tym, co M-W naprawdę napisała, twoja zaś jest mniej więcej jak interpretacja
                    wiersza - może autor chciał przez to powiedzieć to, a może tamto... Powtarzam -
                    w przypadku tak prostego w sumie tekstu fakt, że większość zrozumiała go tak
                    jak ja jest wystarczającym argumentem za trafnością...

                    Ilu czytelnikow, tyle interpretacji, chcialoby sie napisac.

                    Może by i się chciało, tyle, że tak po prostu nie jest...

                    > To, ze artykul (ten pierwszy) pani Z.M-W da sie odczytac na przyklad tak, jak
                    > teraz to ona wyklada, jest dla mnie oczywiste. Jestem na to dowodem - ja go
                    > wlasnie tak odczytalem.

                    Ależ co za różnica, wykłada go tak, jak go wykłada i jest to dla mnie nadal
                    oburzające, przeczytaj moje 20 punktów...

                    Nie wprawil mnie ow tekst w zawchwyt tak czy inaczej -
                    > ale mniej wiecej tak go zrozumialem.

                    Też go zrozumiałem i jest to dla mnie nadal...itd.

                    Jak sam przyznales, czytales artykul, o ktorym mowa, czyniac pewne zalozenia
                    co do intencji autorki. Nic wiec dziwnego, ze znalazles w tekscie diabelskie
                    > podteksty, skoro wlasnie ich szukales. "Szukajcie, a znajdziecie", jak mowi
                    > Pismo...

                    Nie, drogi mk, nie czytałem tego z intencją znalezienia diabelskich podtekstów,
                    o podtekstach napisałem, że dotyczyły poprzedniego tekstu, a teraz komentujemy
                    ten, więc może skup się na tym w tym wątku...
                    >
                    > To, ze jestes bardzo skory do interpretowania kazdej obiekcji wobec tekstu, z
                    > ktorym sie zgadzasz, jako glosu przeciwko Tobie osobiscie stalo sie dla mnie
                    > oczywiste w naszej pierwszej (chyba) wymianie mysli. Pamietasz? Napisalem cos
                    > niemal zupelnie bez zwiazku z tematem, dygresje o tym, ze panstwo nie powinno
                    > wsadzac nosa w zycie prywatne obywateli. Z tego wysnules wniosek, ze jestem
                    > przeciwnikiem czegos tam. To troche absurdalne, nie uwazasz?

                    Po pierwsze, twój sposób przytoczenia tego, cytowania jest po prostu nie do
                    przyjęcia (coś tam, pierwszej chyba, itd.), może pisz o czymś, co jeszcze
                    pamiętasz, bo argumenty, które pamięta się połowicznie są śmieszne...

                    > Wiecej dystansu do czytanego tekstu. W innym przypadku pozostana Ci tylko
                    > dyskusje z Terrym i poklepywanie sie z Krzychem (ktory najwyrazniej ma taki
                    sam problem jak Ty) po ramieniu.
                    >
                    Widać, dla ciebie, jak dla M-W wszyscy mamy jakiś problem - uwierz, nawet jeśli
                    się wycofasz z dyskusji, dyskutantów mi i Krzycho nie zabraknie... starałem się
                    nie powtarzać argumentów z jego postu, ale się z nimi zgadzam i popieram...
                    >
                    > PS. Zdaje sobie sprawe z tego, ze to co napisalem moze wygladac niefajnie -
                    ale tak wlasnie to wg. mnie wyglada.

                    Może i tak, ale napisałem o tak wielu rzeczach, w tak nieskładny i czasem
                    mglisty sposób, że trudno stwierdzić, o czym tak naprawdę był ten post...
                    jeżeli chcesz mnie przekonać, że M-W napisała coś rzeczowego i z sensem, odnieś
                    się do moich 20 punktów...
                    • Gość: Krzycho Re: Skoro Krzycho prosi... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 10:24
                      No i co mam teraz zrobic? Jak podziekuje, wyjdzie, ze znowu poklepujemy sie po
                      plecach? "I coz poczne w tak nierownym boju, biedny, slaby, rozdwojony w sobie?"
                      Pozdrawiam
                    • maly.ksiaze No dobra, ostatni raz... 27.08.02, 16:25
                      Gość portalu: michał napisał(a):
                      > Niestety, nasza w znacznie większej części opiera się wbrew twoim
                      przekonaniom
                      > na tym, co M-W naprawdę napisała, twoja zaś jest mniej więcej jak
                      interpretacja
                      [...]
                      >
                      > w przypadku tak prostego w sumie tekstu fakt, że większość zrozumiała go tak
                      > jak ja jest wystarczającym argumentem za trafnością...
                      Nasza, czyli czyja? Jak od 'Ty i przedmowca' czy 'Ty i Krzycho' dotarles
                      do 'wiekszosc'? Jaka 'wiekszosc'? Badz precyzyjny, prosze.
                      Dodatkowo: argument 'miliony much nie moga sie mylic' nie jest tak naprawde
                      zadnym argumentem. Zwlaszcza w kraju, gdzie wiekszosc populacji ma problemy ze
                      zrozumieniem nawet prostego tekstu.


                      Wydajesz mi sie, Michale, posiadaczem prawdy objawionej. W Twoim, rzecz jasna,
                      mniemaniu. To bardzo niebezpieczne - przy zbyt szybkim biegu grozi bolesnym
                      zderzeniem z rzeczywistoscia.

                      > Ależ co za różnica, wykłada go tak, jak go wykłada i jest to dla mnie nadal
                      > oburzające, przeczytaj moje 20 punktów...
                      Przeczytalem. Co dalej?

                      > Po pierwsze, twój sposób przytoczenia tego, cytowania jest po prostu nie do
                      > przyjęcia (coś tam, pierwszej chyba, itd.), może pisz o czymś, co jeszcze
                      > pamiętasz, bo argumenty, które pamięta się połowicznie są śmieszne...
                      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=29&w=2646019&a=2648338
                      Oto dowiazanie do watku, w ktorym na podstawie mojej krotkiej, swiatopogladowej
                      dygresji, doszedles do wniosku, ze jestem przeciwnikiem dania Ci praw, o ktore
                      sie upominasz. Na zawsze pozostanie dla mnie tajemnica, jak dokonales tego
                      polaczenia.

                      > Może i tak, ale napisałem o tak wielu rzeczach, w tak nieskładny i czasem
                      > mglisty sposób, że trudno stwierdzić, o czym tak naprawdę był ten post...
                      > jeżeli chcesz mnie przekonać, że M-W napisała coś rzeczowego i z sensem,
                      odnieś
                      >
                      > się do moich 20 punktów...
                      Raczej tego nie zrobie. Zbyt dlugie, niespojne, nazbyt emocjonalne - i co
                      najgorsze, przesycone duchem tropienia wrogow ludu ... errr... homofobow. Przy
                      okazji, odnosze wrazenie, ze nie czytasz tego, co piszesz. To blad.

                      Pozdrawiam,

                      mk. (upiornie zmeczony)

                      PS. Krzychowi:
                      Na jakiej podstawie doszedles do wniosku, ze uwazam publicystyke pani M-W za
                      teksty pisane jezykiem naukowym (lub, jak wolisz: 'naukawym'), lub ze sprawily
                      na mnie korzystne wrazenie i ze 'dalem sie zlapac'?
                      Zgadzam sie z Toba, ze na niektore tony wypowiedzi M-W moge byc zupelnie
                      gluchy. Ze moge nie dostrzec rzeczy, ktore Ty dostrzegasz. Co wiecej - zdaje
                      sobie z tego sprawe. Ale czy - pozwol mi przez chwile pelnic role 'advocatus
                      diaboli' - nie moze byc tak, ze i autorka nie napisala swojego artykulu
                      nieswiadoma faktu, ze moze Cie urazic? Ze zupelnie nie o to jej chodzilo? Czy w
                      zwiazku z tym przypisywanie jej wrogich intencji i wylewanie pomyj na glowe nie
                      jest zbedne? Zwracalem juz na to uwage: przeciwnikow trzeba przekonac, a nie
                      zrugac i zniszczyc.

                      Przy okazji: dlaczego sugerujesz, ze 'zdobycie bialej skory dla Murzyna'
                      mialoby byc awansem? Czyzbys byl rasista?

                      Pozdrawiam,

                      mk.
                      • Gość: michał Re: No dobra, ostatni raz... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 17:38
                        przykro mi, ale jak widzę twoje samouwielbienie, to ręce opadają i dalej
                        komentarza pisać nie sposób...
                      • Gość: Krzycho Tytulem wyjasnienia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 19:15
                        > Na jakiej podstawie doszedles do wniosku, ze uwazam publicystyke pani M-W za
                        teksty pisane jezykiem naukowym (lub, jak wolisz: 'naukawym'), lub ze sprawily
                        na mnie korzystne wrazenie i ze 'dalem sie zlapac'?
                        Prawdopodobnie na takiej podstawie, ze Tobie przypisalem stwierdzenie, ze
                        artykuly te opisuje rzeczywistosc z punktu widzenia psychologii. Jesli
                        przypisalem blednie, przepraszam, ale forum to miejsce, w ktorym dyskutuje sie
                        naraz z wieloma osobami i czasami trudno (mnie przynajmniej) zapamietac, kto
                        jaki konkretnie argument uzyl. Nie myle sie jednak chyba, ze zgadzasz sie z
                        postawionymi przez nia tezami, a jako ze mnie tezy te wydaja sie nie tylko
                        bledne ale jeszcze podany w obrazliwy sposob, probuje sobie taka akceptacje
                        zracjonalizowac, okreslajac ja "zlapaniem sie na naukawy ton".
                        > Zgadzam sie z Toba, ze na niektore tony wypowiedzi M-W moge byc zupelnie
                        gluchy. Ze moge nie dostrzec rzeczy, ktore Ty dostrzegasz. Co wiecej - zdaje
                        sobie z tego sprawe. Ale czy - pozwol mi przez chwile pelnic role 'advocatus
                        diaboli' - nie moze byc tak, ze i autorka nie napisala swojego artykulu
                        nieswiadoma faktu, ze moze Cie urazic? Ze zupelnie nie o to jej chodzilo? Czy w
                        zwiazku z tym przypisywanie jej wrogich intencji i wylewanie pomyj na glowe nie
                        jest zbedne? Zwracalem juz na to uwage: przeciwnikow trzeba przekonac, a nie
                        zrugac i zniszczyc.
                        Rzeczywiscie, istnieje mozliwosc, ze PT Autorka nie zdaje sobie sprawy z tego,
                        jak geje moga potraktowac jej stwierdzenia. Nie potrafie jednak uwierzyc, ze
                        nie zdaje sobie z tego sprawy osoba, ktora sugeruje, ze swietnie zna srodowisko
                        gejowskie i wielokrotnie miala do czynienia z gejami i lesbijkami oraz jest
                        oczytana w dotyczacej ich literaturze naukowej. Gdyby tak bylo naprawde,
                        znaczyloby, ze PT Autorka jest osoba calkowicie wyzuta z empatii, a to chyba
                        dyskwalifikuje ja jako psychologa. Mowiac najprosciej, czy zaloty swojego meza
                        (zakladam, ze ma meza, na co wskazuje jej nazwisko) naprawde
                        okreslilaby "lowami na swieze mieso"?
                        > Przy okazji: dlaczego sugerujesz, ze 'zdobycie bialej skory dla Murzyna'
                        mialoby byc awansem? Czyzbys byl rasista?
                        Podalem ten przyklad jako cos niemozliwego, czego nie jest w stanie zmienic
                        zadna propaganda czy promocja - Michael Jackson jest dowodem na to, ze
                        chirurgia plastyczna takze jest tu bezsilna. Rzeczywiscie, polityczna
                        poprawnosc nakazywalaby przedstawic przyklad odwrotny, chociaz wszystkie media
                        skutecznie lansuja u nas mode na sniada skore, wiec przyklad bylby chyba mniej
                        wyrazisty.
                        Kwestia bialej skory jako przepustki do lepszego zycia jest malo PC, ale
                        odsylam na przyklad do Benjamina Zephaniah (czarnoskory londynski poeta), ktory
                        twierdzi: "kiedy jestes czarny, mozesz sobie byc bogatym czy poeta, dla policji
                        kazdy czarny to smiec". Sorry, taka jest rzeczywistosc, oczywiscie, nalezy ja
                        zmieniac i w roznych dziwnych krajach (n.p. UK, Kanada?) podejmuje sie wysilki,
                        by ja zmieniac, ale zeby cos zmienic, trzeba chyba zdobyc sie na odwage, by w
                        miare obiektywnie to opisac.
                        Nie rozumiem dlaczego rasizmem mialo pachniec stwierdzenie, ze w wielu krajach
                        pozycja spoleczna uwarunkowana jest kolorem skory i statystycznie rzecz biorac
                        (bo przykladem odwrotnym jest n.p. Zimbabwe) im jasniejsza skora, tym latwiej
                        osiagnac wysoka pozycje spoleczna. Tak jest w Chinach (gdzie dodatkowo ceni sie
                        proste oczy)i Indiach. W tych ostatnich dzieje sie tak po czesci dlatego, ze
                        przedostatni najezdzcy Mogolowie mieli jasniejsza skore niz wczesniejsi
                        mieszkancy Indii, a zatem juz od XVI wieku warstwa panujaca odrozniala sie od
                        plebsu kolorem skory. Czy kiedy to stwierdzam, jestem rasista czy historykiem?

                        Pozdrawiam
                        • maly.ksiaze Tytulem podsumowania 27.08.02, 19:56
                          Pytanie 'czyzbys byl rasista?' bylo zartem. Wszelako, ten niezbyt madry dowcip
                          wspaniale zilustrowal zjawisko, z ktorym staram sie walczyc, mocno wymachujac
                          przy tym rekoma. Czy zauwazyles, ilu slow musiales uzyc, aby 'otrzepac sie' z
                          tej naiwnej insynuacji?

                          Moze zatem nalezy w dyskusji powstrzmac sie od pochopnych i autorytatywnych
                          sadow na temat interlokutorow? Czasem ciezko udowodnic, ze nie jest sie
                          wielbladem.

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                          • Gość: Krzycho Re: Tytulem podsumowania IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.02, 20:54
                            O zly Ksiaze!
                            Tak niecnie mnie podpuscic... ;)
                            A wieksza odpowiedz na forum Prawo do Szacunku na Gazeta.

                            Pozdrawiam
          • Gość: Inwencja Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.dyn.mco.edu 30.08.02, 02:16
            dlugie zdania, "optymalny", "tozsamy", nawiasy, rzeczowosc...
            skads znam ten styl...
    • poznan_o Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) 26.08.02, 08:21
      komentarze do artykulow sa na osobnym forum: Gazeta Wyborcza, umieszczajmy
      wypowiedzi w jednym miejscu zeby nie bylo balaganu

      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=521&w=2784724
    • Gość: Elle Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.a2000.nl 26.08.02, 12:53
      Wszystkie powyzsze negatywne opinie na temat artykulu ZMW tak tego ostatniego,
      jak i poprzedniego na temat homoseksualizmu dowodza, ze jest to baaardzo
      grzaski temat i wlasciwie nalezaloby wypowiadac sie o homoseksualistach
      tylko "na kolanach", albo wcale. Podejscie rzetelne i obiektywne jakie moim
      zdaniem prezentuje ZMW wywoluje burze roznych przeklaman, demagogii, lapania za
      slowka i wmawiania roznych insynuacji jak w zdrowego chorobe.
      Kazdemu wszystko mozna wmowic i udowodnic, o czym dobrze wie roznej masci
      propaganda. Dlatego czytajac demagogie moich przedmowcow zal mi pani ZMW. Zal,
      bo wsadzila kij w mroisko i teraz musi udowadniac, ze nie jest wielbladem.
      • Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 13:09
        Gość portalu: Elle napisał(a):

        > Wszystkie powyzsze negatywne opinie na temat artykulu ZMW tak tego
        ostatniego, jak i poprzedniego na temat homoseksualizmu dowodza, ze jest to
        baaardzo grzaski temat i wlasciwie nalezaloby wypowiadac sie o
        homoseksualistach tylko "na kolanach", albo wcale. Podejscie rzetelne i
        obiektywne jakie moim zdaniem prezentuje ZMW wywoluje burze roznych przeklaman,
        demagogii, lapania za slowka i wmawiania roznych insynuacji jak w zdrowego
        chorobe. Kazdemu wszystko mozna wmowic i udowodnic, o czym dobrze wie roznej
        masci propaganda. Dlatego czytajac demagogie moich przedmowcow zal mi pani ZMW.
        Zal, bo wsadzila kij w mroisko i teraz musi udowadniac, ze nie jest wielbladem.
        Mnie jej nie zal, bo mogla sie zastanowic przed jego opublikowaniem. Z jej
        tekstow wynika, ze ZMW jest psychologiem klinicznym, a nie naukowcem
        teoretykiem, a porwala sie na kreslenie szerokiego obrazu, do czego nie ma
        kompetencji ani wiedzy. Jej stosunek do oponentow (wyrywanie wypowiedzi z
        kontekstu, regularne gnojenie przeciwnikow czy pomijanie milczeniem argumentow
        drugiej strony) dowodzi tez, ze nie posiada kultury naukowej, co jest dla mnie
        osobiscie szczegolnie przykre.
        Pozdrawiam
        • Gość: Zdzichu Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.pl 26.08.02, 22:01
          Niesamowite! O ile np. na Aktualnościach dominuje spisek żydowski, o tyle forum
          Społeczeństwo obsiedli homosie-harcownicy, którzy nikomu nie przepuszczą.
          Artykuł Zofii M-W jest normalny i wyraża powszechnie znane prawdy, o których
          wszystkim wiadomo. Tutaj jednak wywołał jakieś bizantyjskie epistoły pisane w
          histerycznym tonie. Strach pomyśleć, co by było gdyby homosie (a przynajmniej
          ich awangarda, która się tu wypowiada), mieli coś do powiedzenia na temat
          urządzenia życia społecznego. Byłoby prosto - "cztery nogi dobre, dwie nogi
          złe" - jak u Orwella i kulka w głowę dla inaczej myślących. Panowie i Panie
          Homo! Macie dziś powszechną tolerancję, ale Wam mało. Wy chcecie powszechnej
          akceptacji i społecznej zgody na Waszą kulturowość. Tego jednak społeczeństwo
          (normalne!) dać Wam nie może, bo zawiśnie na krawędzi egzystencji - nie może
          być np. prawa adopcji dla par homoseksualnych bo to uderza w podstawy życia
          społecznego itp. No, ale co tu dyskutować, jak Wy i tak wiecie lepiej?
          • Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 22:55
            Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

            > Panowie i Panie Homo! Macie dziś powszechną tolerancję, ale Wam mało. Wy
            chcecie powszechnej akceptacji i społecznej zgody na Waszą kulturowość. Tego
            jednak społeczeństwo (normalne!) dać Wam nie może, bo zawiśnie na krawędzi
            egzystencji - nie może być np. prawa adopcji dla par homoseksualnych bo to
            uderza w podstawy życia społecznego itp. No, ale co tu dyskutować, jak Wy i tak
            wiecie lepiej?
            Zdzichu! Genialnie! Super! Dotarlo! Tak chcemy powszechnej akceptacji i zgody
            na nasze istnienie! Spoleczenstwo moze na to spokojne dac, bo jak dowodza
            przyklady pobliskich Niemiec, Danii, Szwecji, Holandii, i paru innych krajow,
            nic od tego nie zawislo i zadne podstawy zycia spolecznego (poza biciem
            pedalow) nie zostaly naruszone. Jest mi przykro, jesli Twoje zycie spoleczne
            opiera sie na biciu pedalow i obrzucaniu innych od siebie ludzi wyzwiskami.
            Fajnie, ze godzisz sie z tym, ze wiemy lepiej. Gdyby ktos sie pytal, wiemy
            lepiej, bo zyjemy wsrod was i widzimy was takimi, jacy jestescie, a wy albo nas
            nie dostrzegacie w ogole, albo wolicie traktowac obrazki z Gay Pride pokazywane
            w tv jako wizje prawdziwa i obiektywna codziennego zycia gejow ;)
            Pozdrawiam i zycze dalszej udanej nauki!
            • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 23:00
              znowu wpadamy sobie w słowo... :-)
              • Gość: Krzycho Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 23:19
                Gość portalu: michał napisał(a):

                > znowu wpadamy sobie w słowo... :-)
                To co? Tworzymy wspolny front? ford.ka@wp.pl
          • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 22:59
            Bzdurność tego postu być może wydaje się oczywista, ale postaram się ją
            łopatologicznie wyjaśnić:

            > Niesamowite! O ile np. na Aktualnościach dominuje spisek żydowski, o tyle
            forum
            >
            > Społeczeństwo obsiedli homosie-harcownicy, którzy nikomu nie przepuszczą.

            Wydaje mi się, że w wielu postach skierowanych przeciwko nam pojawia się
            również motyw światowego spisku... współczuję, że należysz do wierzących w
            światowe spiski, takie myślenie określa się mianem paranoi...

            > Artykuł Zofii M-W jest normalny i wyraża powszechnie znane prawdy, o których
            > wszystkim wiadomo.

            Otóż wyraża powszechnie znane "prawdy", o których wszystkim wiadomo, tyle, że
            te "prawdy", to nic innego, jak powtarzane i utrwalone stereotypy, oparte na
            emocjach, szkodliwe i nieprawdziwe...

            Tutaj jednak wywołał jakieś bizantyjskie epistoły pisane w
            > histerycznym tonie. Strach pomyśleć, co by było gdyby homosie (a przynajmniej
            > ich awangarda, która się tu wypowiada), mieli coś do powiedzenia na temat
            > urządzenia życia społecznego.

            Jak wcześniej pisałem - paranoja w pełnym rozkwicie - odczepcie się od nas,
            wcale nie mamy zamiaru wam nakazywać w jakiś określony sposób żyć, dajcie tylko
            nam żyć normalnie... aż się wyć chce...

            Byłoby prosto - "cztery nogi dobre, dwie nogi
            > złe" - jak u Orwella i kulka w głowę dla inaczej myślących. Panowie i Panie
            > Homo! Macie dziś powszechną tolerancję, ale Wam mało.

            Twój post, artykuł M-W i niezliczone inne przykłady pokazują, jaka jest jakość
            tej tolerancji...

            Wy chcecie powszechnej
            > akceptacji i społecznej zgody na Waszą kulturowość. Tego jednak społeczeństwo
            > (normalne!) dać Wam nie może, bo zawiśnie na krawędzi egzystencji - nie może
            > być np. prawa adopcji dla par homoseksualnych bo to uderza w podstawy życia
            > społecznego itp. No, ale co tu dyskutować, jak Wy i tak wiecie lepiej?

            Ponownie, paranoja... primo - o adopcji mówicie wy, hetero, nie my, my mówimy o
            legalizacji związków... chcemy akceptacji i zgody, społeczeństwu nic się nie
            stanie, bo niby jak 5% ludzkości, które nie chce się rozmnażać, może je
            zniszczyć??? Boże, spuść bombę, bo ja już - jak widać z postępującej
            emocjonalności moich postów - nie wytrzymuję...
            • Gość: Zdzichu Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.pl 27.08.02, 00:12
              Gość portalu: michał napisał(a):

              > Ponownie, paranoja... primo - o adopcji mówicie wy, hetero, nie my, my mówimy
              o
              >
              > legalizacji związków... chcemy akceptacji i zgody, społeczeństwu nic się nie
              > stanie, bo niby jak 5% ludzkości, które nie chce się rozmnażać, może je
              > zniszczyć??? Boże, spuść bombę, bo ja już - jak widać z postępującej
              > emocjonalności moich postów - nie wytrzymuję...

              I. Panowie, ja jednak słyszałem wielokrotnie o prawie do adopcji - w Polsce
              rzeczywiście o tym cichutko, ale już za Odrą i Nysą to normalka. Skoro Zachód i
              Stany są awangardą cywilizacji to chyba mogę przypuszczać, że takie żądania są
              u nas tylko kwestią czasu, no nie?

              II. Pięcioprocentowa mniejszość może spokojnie zniszczyć społeczeństwo - vide
              nasza swojska mafia (to chyba jednak mniej niż 5 % ogółu), która skutecznie
              rozwala resztki przejrzystości politycznej, państwa prawa itp. Oczywiście, nie
              porównuję gejów do przestępczej mafii!!! (lubicie chwytać za słówka, więc
              podkreślam dobitnie). Chodzi mi o pewne mechanizmy życia społecznego.

              III. Co do meritum. Posłużę się mało chyba kontrowersyjną analogią. Są otóż na
              świecie 150 kg kobiety, czyż nie? Nikt przyzwoity słowa złego o takiej kobiecie
              nie powie, zwłaszcza, jeśli od urodzenia jest biedaczka bardzo gruba i nic z
              tym nie może zrobić (prawdopodobnie geny). Powiem więcej, społeczeństwo stara
              się takiej kobiecie ułatwić życie drogą różnych drobnych udogodnień (np. windy
              dla niepełnosprawnych aby nie musiała pokonywać ze swoją tuszą większych
              schodów). Ta kobieta czuje jednak, że jest ,było nie było, na marginesie życia -
              toleruje się ją i to wszystko. Dlatego też marzy sobie ona, nie wierząc w
              odchudzenie, w nastanie diametralnie odmiennych czasów. Czasów, w których
              głośno się powie: grube i tłuste jest piękne, zaś telewizja lansować będzie w
              reklamach wagę powyżej setki i gacie-barchany. Nasza bohaterka chciałaby też
              mieć prawo do paradowania na ulicy w mini i erotycznego zaczepiania napotkanych
              mężczyzn... Tak sobie marzy i może nawet marzenia te artykułuje na czacie sobie
              podobnych. Czy w imię demokratycznej wolności mielibyśmy jednak spełnić jej
              wizje? Czy uważacie Panowie, że "wyzwolenie" tych marzeń i zgoda na ich
              wdrażanie w życie nie zachwiałyby podstawami życia społecznego?
              To tak gwoli ożywczego fermentu...
              • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 07:57
                przykro mi to stwierdzić, ale twoje argumenty wynikają raczej z uporu, żeby nie
                przyznać nam czasem choć malutkiej racji, niż z czego innego...

                > I. Panowie, ja jednak słyszałem wielokrotnie o prawie do adopcji - w Polsce
                > rzeczywiście o tym cichutko, ale już za Odrą i Nysą to normalka. Skoro Zachód
                i
                >
                > Stany są awangardą cywilizacji to chyba mogę przypuszczać, że takie żądania

                > u nas tylko kwestią czasu, no nie?
                >
                Kwestią czasu jest chociażby zniszczenie naszej planety przez słońce, które
                kiedyś zmieniając się w nadolbrzyma, naszą planetę po prostu pochłonie... Tak
                więc cała ludzkość wtedy wyginie... jednak nie słyszałem, aby specjalnie
                wpływało to na jej działania, chociaż takiej tragedii niby powinno się starać
                przeciwdziałać od jak najwcześniejszego momentu... czyż nie? Natomiast w
                kwestii adopcji - skoro my o tym nie mówimy, to po kiego diabła rozdmuchujecie
                temat... uważam, że uczciwsze jest postawienie sprawy tak - nie adopcja, a
                dyskusja o adopcji jest kwestią czasu, co z tej dyskusji wyniknie - diabli
                wiedzą, ale może skupmy się na tym, co jest OBECNIE istotne... bo odmawianie
                nam praw na podstawie naszych przyszłych rzekomych żądań to już naprawdę
                uprzedzenie...

                > II. Pięcioprocentowa mniejszość może spokojnie zniszczyć społeczeństwo - vide
                > nasza swojska mafia (to chyba jednak mniej niż 5 % ogółu), która skutecznie
                > rozwala resztki przejrzystości politycznej, państwa prawa itp. Oczywiście,
                nie
                > porównuję gejów do przestępczej mafii!!! (lubicie chwytać za słówka, więc
                > podkreślam dobitnie). Chodzi mi o pewne mechanizmy życia społecznego.
                >
                Nie no, co to za sztuczki??? Najpierw nas porównujesz, potem mówisz że nie...
                Przykład ten jest nadużyciem... skoro nie porównujesz, to go nie przytaczaj i
                powiedz otwarcie że nasze, gejowsko-lesbijskie 5% NIE JEST w stanie zniszczyć
                społeczeństwa...

                > III. Co do meritum. Posłużę się mało chyba kontrowersyjną analogią. Są otóż na
                > świecie 150 kg kobiety, czyż nie? Nikt przyzwoity słowa złego o takiej
                kobiecie nie powie, zwłaszcza, jeśli od urodzenia jest biedaczka bardzo gruba i
                nic z tym nie może zrobić (prawdopodobnie geny). Powiem więcej, społeczeństwo
                stara się takiej kobiecie ułatwić życie drogą różnych drobnych udogodnień (np.
                windy dla niepełnosprawnych aby nie musiała pokonywać ze swoją tuszą większych
                > schodów). Ta kobieta czuje jednak, że jest ,było nie było, na marginesie
                życia - toleruje się ją i to wszystko. Dlatego też marzy sobie ona, nie wierząc
                w odchudzenie, w nastanie diametralnie odmiennych czasów. Czasów, w których
                głośno się powie: grube i tłuste jest piękne, zaś telewizja lansować będzie w
                > reklamach wagę powyżej setki i gacie-barchany. Nasza bohaterka chciałaby też
                > mieć prawo do paradowania na ulicy w mini i erotycznego zaczepiania
                napotkanych mężczyzn... Tak sobie marzy i może nawet marzenia te artykułuje na
                czacie sobie podobnych. Czy w imię demokratycznej wolności mielibyśmy jednak
                spełnić jej wizje? Czy uważacie Panowie, że "wyzwolenie" tych marzeń i zgoda na
                ich wdrażanie w życie nie zachwiałyby podstawami życia społecznego? To tak
                gwoli ożywczego fermentu...

                Przykro mi Zdzicho, ale analogia jest kompletnie nie trafiona ze względu na,
                prawdopodobnie, nieznajomość naszych postulatów... Otóż, posługując się nią -
                kobiecie tej umożliwia się życie z kimś kogo kocha, co więcej, nikt nie ma nic
                przeciwko temu, żeby wzięła ona z nim ślub (przypominam, że nam nawet o ślub
                nie chodzi, a o legalizację) no bo przecież także i otyłe kobiety wychodzą za
                mąż, nie? kobieta ta, jak sam piszesz, może korzystać z szeregu udogodnień (o
                czym my nie śmiemy nawet marzyć, zresztą nie jest to nam specjalnie
                potrzebne)... Jeśli jest też mądrą kobietą, to jest w stanie zaakceptować swoją
                tuszę i cieszyć się życiem - nasze problemy wynikają nie za braku naszej
                akceptacji, a waszej - otyłe kobiety są przecież przez was akceptowane...
                Teoretycznie rzecz ujmując, nikt jej nie zakaże paradowania w mini i podrywania
                facetów - my w żadnym naszym postulacie NIE CHCEMY podrywać heteryków, zresztą
                będziecie mieli z tym mniejszy problem, bowiem gdy będziemy akceptowani,
                łatwiej będzie nam się ujawniać, a przez to potencjalny obiekt zauroczenia
                będzie łatwiejszy do zidentyfikowania w kwestii orientacji i nie będzie się
                marnowało na heteryków czasu... Uwierz więc, że obecna sytuacja otyłych kobiet
                jest szczytem naszych marzeń, a nawet poza ten szczyt nieco wykracza... A teraz
                postaw się na miejscu kogoś, kto odczuwa zazdrość na widok społecznej sytuacji
                otyłych kobiet... Może to cię przekona...
                • Gość: Zdzichu Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.pl 29.08.02, 00:10
                  Gość portalu: michał napisał(a):

                  > przykro mi to stwierdzić, ale twoje argumenty wynikają raczej z uporu, żeby
                  nie
                  >
                  > przyznać nam czasem choć malutkiej racji, niż z czego innego...

                  Po dniu namysłu przyznaję tę malutką rację, choć ciężko się z Wami dyskutuje -
                  jest to dyskusja wymagająca barowania się o każdy argument i sformułowanie,
                  sięgająca właściwie do podstaw samego słownika pojęciowego, a przez to
                  niesłychanie żmudna.

                  Właściwie nie chcę już dalej ciągnąć wymiany poglądów i pro forma zaznaczę
                  tylko pewne punkty, które można by dalej "rozwiercać".

                  > Natomiast w
                  > kwestii adopcji - skoro my o tym nie mówimy, to po kiego diabła
                  rozdmuchujecie
                  > temat... uważam, że uczciwsze jest postawienie sprawy tak - nie adopcja, a
                  > dyskusja o adopcji jest kwestią czasu, co z tej dyskusji wyniknie - diabli
                  > wiedzą, ale może skupmy się na tym, co jest OBECNIE istotne... bo odmawianie
                  > nam praw na podstawie naszych przyszłych rzekomych żądań to już naprawdę
                  > uprzedzenie...

                  "Diabli wiedzą co z tej dyskusji wyniknie" - hm, no chyba już wynikło w kilku
                  krajach. Oparte na tych przykładach prognozy nie wydają mi się być obarczone
                  błędem logicznym.

                  > > II. Pięcioprocentowa mniejszość może spokojnie zniszczyć społeczeństwo - v
                  > ide
                  > > nasza swojska mafia (to chyba jednak mniej niż 5 % ogółu), która skuteczni
                  > e
                  > > rozwala resztki przejrzystości politycznej, państwa prawa itp. Oczywiście,
                  >
                  > nie
                  > > porównuję gejów do przestępczej mafii!!! (lubicie chwytać za słówka, więc
                  > > podkreślam dobitnie). Chodzi mi o pewne mechanizmy życia społecznego.
                  > >
                  > Nie no, co to za sztuczki??? Najpierw nas porównujesz, potem mówisz że nie...
                  > Przykład ten jest nadużyciem... skoro nie porównujesz, to go nie przytaczaj i
                  > powiedz otwarcie że nasze, gejowsko-lesbijskie 5% NIE JEST w stanie zniszczyć
                  > społeczeństwa...

                  Nie porównuję w sensie dosłownym, tzn. nie mówię, że geje = mafia. Mówię
                  natomiast operując tym przykładem, że mała mniejszość może być destrukcyjna dla
                  społeczeństwa. Nie wiem, jak Cię przekonać - faszyści niemieccy i włoscy
                  zaczynali jako mniejszość mniejszości, podobnie bolszewicy, czy wreszcie z
                  innej Mańki, tzw. politycznie poprawni we współczesnym świecie - też z pozycji
                  outsiderów zdołali w końcu narzucić swój światopogląd większości. I zrobili to
                  raczej po gangstersku, bez oglądania się na zdanie ogółu, który to ogół (co
                  wykazują badania sondażowe) politycznej poprawności nie popiera.

                  > > > Przykro mi Zdzicho, ale analogia jest kompletnie nie trafiona ze względu
                  na,
                  > prawdopodobnie, nieznajomość naszych postulatów... Otóż, posługując się nią -
                  > kobiecie tej umożliwia się życie z kimś kogo kocha, co więcej, nikt nie ma
                  nic
                  > przeciwko temu, żeby wzięła ona z nim ślub (przypominam, że nam nawet o ślub
                  > nie chodzi, a o legalizację) no bo przecież także i otyłe kobiety wychodzą za
                  > mąż, nie? kobieta ta, jak sam piszesz, może korzystać z szeregu udogodnień (o
                  > czym my nie śmiemy nawet marzyć, zresztą nie jest to nam specjalnie
                  > potrzebne)... Jeśli jest też mądrą kobietą, to jest w stanie zaakceptować
                  swoją
                  >
                  > tuszę i cieszyć się życiem - nasze problemy wynikają nie za braku naszej
                  > akceptacji, a waszej - otyłe kobiety są przecież przez was akceptowane...
                  > Teoretycznie rzecz ujmując, nikt jej nie zakaże paradowania w mini i
                  podrywania
                  >
                  > facetów - my w żadnym naszym postulacie NIE CHCEMY podrywać heteryków,
                  zresztą
                  > będziecie mieli z tym mniejszy problem, bowiem gdy będziemy akceptowani,
                  > łatwiej będzie nam się ujawniać, a przez to potencjalny obiekt zauroczenia
                  > będzie łatwiejszy do zidentyfikowania w kwestii orientacji i nie będzie się
                  > marnowało na heteryków czasu... Uwierz więc, że obecna sytuacja otyłych
                  kobiet
                  > jest szczytem naszych marzeń, a nawet poza ten szczyt nieco wykracza... A
                  teraz
                  >
                  > postaw się na miejscu kogoś, kto odczuwa zazdrość na widok społecznej
                  sytuacji
                  > otyłych kobiet... Może to cię przekona...

                  Może to wina środowiska w którym się obracam (wielkomiejskie), że nie
                  postrzegam tak czarno Waszej sytuacji. Oczywiście, trudno mi jako hetero
                  wypowiadać się o położeniu geja. Ułatwienie "zidentyfikowania w kwestii
                  orientacji" nie wymaga chyba jednak jakiejś rewolucji (mieszkając na Zachodzie
                  dostrzegłem, że Panowie homo po prostu patrzą inaczej, a raczej rzucają na mnie
                  pewne charakterystyczne spojrzenia, czy to na ulicy, czy też gdziekolwiek
                  indziej - wystarczyło uciec spojrzeniem i sprawa była załatwiona tzn. do
                  zaczepki nie dochodziło). Widzę wielu gejów na wysokich stanowiskach np. w TVP
                  i nie sądzę, aby działa im się krzywda. Ale powtarzam, nie chcę się
                  autorytatywnie wypowiadać o sprawach, które z natury rzeczy są mi obce. Także
                  przyjmuję na słowo, tę opinię którą wyartykułował Michał i pozostaje mi tylko
                  wyrazić ubolewanie, że jest tak źle.
                  • Gość: michał Re: 'Komu wolnosć, komu knebel' (znowu Zofia M-W) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.02, 10:57
                    oki, kończymy dyskusję, dzięki za przyznanie "maluteńskiej racji" :-) co do
                    mniejszości - oczywiście, mogą być takie, które działają destrukcyjnie, mogą
                    być takie, które działają obojętnie, a mogą być takie, które działają twórczo,
                    dlatego też mówienie, że z nami "może być" tak jak z mafią wydaje mi się
                    nonsensem - może być to za mało... natomiast co do tego jak potoczyły się
                    sprawy w innych krajach i prognoz - to wg. mnie błędne myślenie... bo implikuje
                    założenie, że jeśli nie powstrzyma nas się teraz, to nie powstrzyma nas się
                    później, założenie, że od legalizacji wszystko się zacznie... a wg. mnie to
                    nieprawda, wszystko zaczęło się od pewnego rozluźnienia sztywnego gorsetu
                    obyczajowego... zresztą, można przytaczać inne, jeszcze dawniejsze "pierwsze
                    przyczyny"... stąd też stwierdzanie, że skoro tak się potoczyło gdzie indziej,
                    to u nas też się tak potoczy jest niepotrzebne - jeśli jest prawdziwe, to i tak
                    pierwsza przyczyna zaszła i powstrzymać się tego nie zdoła... jeśli nie, to po
                    prostu można to powstrzymać na każdym etapie i argument tego co być może w
                    przyszłości staje się bezwartościowy...
                    Pozdrawiam
                    PS wg. mnie dyskusja jest męcząca, bo w przeciągu kilku dni musi odkręcać to,
                    co wpaja społeczeństwo przez wiele lat... to proste być po prostu nie może...
                    no i uprzedzenia powstają na gruncie emocji, które są dość sztywne, używając
                    szkolnego przykładu - nie polubisz matematyki tylko dlatego, bo chcesz z niej
                    zdać, nie? :-)
    • Gość: artesian nihil novi IP: *.dialup.warszawa.pl 26.08.02, 20:58
      A czego się kochani można było spodziewać po I tekście Pani Wrzosińskiej? Ktoś
      nastawiony tak nienawistnie i zacietrzewiony nie mógł poddać się żadnej
      autorefleksji. W końcu stereotypy i fobie służą ważnym emocjonalnym przyczynom.
      Jedyna zmiana jaką widzę, to ciut łagodniejszy ton wypowiedzi pani M-W. Ale to
      chyba raczej z tchórzostwa...
      Pozdrawiam Wsiech!
      • Gość: Malgosia Re: nihil novi IP: *.dip.t-dialin.net 27.08.02, 23:19
        Nalezy byc moze przypomniec :"Zyj i pozwol zyc innym "
        A moze "wolnosc jest do rozpoznania po tym jak szanuje i respektuje
        sie inaczej myslacych (inaczej zyjacych) "
        Dluga droga przed nami :-)
        Homosexualisci nie sa jedynymi "ofiarami " zacietrzewienia , czesto zwyklej
        prymitywnej podlosci .
    • after-dark chwytanie sie brzytwy 28.08.02, 07:30
      Nie wierze, ze oba teksty pisala ta sama osoba. Sadze, ze ktos wyreczyl pania
      Z. Wrzosinska by ratowac jej skore, jak tez reputacje firmy "Laboratorium".
      Niezaleznie jednak od tego twierdzenie, ze autorka pierwszego tekstu zostala
      zle zrozumiana jest klasyczna proba robienia z czytelnikow idiotow. Nie sadze
      by ktokolwiek o zdrowych zmyslach i przecietnym IQ porownujac oba teksty mogl
      miec cien watpliwosci, ze drugi tekst jest tylko i wylacznie karkolomna proba
      ratowania skory i to wyjatkowo perfidna.
      Jesli jednak drugi tekst rzeczywiscie pisla pani Z. Wrzosinska to tym gorzej.
      Jak zauwazyla juz na tym forum Adela Radman znosi to zupelnie wiarygodnosc Pani
      Z.Wrzosinskiej jako profesjonalisty i czlowieka etycznego. Bo coz moze wyjasnic
      taka radykalna metamorfoze?
      Stawia to takze pod znakiem zapytania wiarygodnosc calego
      zespolu "Laboratorium", glownie dlatego, ze zespol ten przyjal taktyke
      milczenia. Milczenie w tym przypadku oznacza aprobate.

      after-dark

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka