Dodaj do ulubionych

Demoniczny sąsiad?

27.12.05, 16:41
Opróżniając skrzynką pocztową z korespondencji znalazłem list z administracji
spółdzielni wzywający mnie do stawiennictwa w jej siedzibie w celu złożenia
wyjaśnień dotyczących mojego zachowania. Z treści listu wynika, że moi
sąsiedzi notorycznie się na mnie skarżą... Wszystko zaczęło się dwa lata temu,
kiedy moi rodzice za ciężko uciułane pieniądze wykupili mieszkanie z wtórnego
rynku w wieżowcu w Gdańsku. Budynek jest ponad czterdziestoletni, ale
mieszkanie ma świetny rozkład i podobało się nam najbardziej ze wszystkich. Po
zakupie mieszkania adaptacja zajęła nam jakieś pół roku i wreszcie się
wprowadziłem. I wtedy się zaczęło... "Kadrę" budynku stanowią głównie ludzie
starsi. Poprzedni lokatorzy mieszkali w bloku ponad czterdzieści lat, ale
wybudowali sobie domek na obrzeżach Gdyni i postanowili się wyprowadzić.
Pierwszy szok przeżyłem gdy zobaczyłem drzwi mieszkającej vis a vis mnie
sąsiadki. Wyglądają jak śluza do schronu przeciwatomowego. Blokowisko na
którym mieszkałem z rodzicami było ogromne, a jednak większość osób dobrze się
znała. Sąsiedzi bardzo mnie lubili, uważali za uprzejmego i uczynnego faceta.
Podejrzewałem, że na nowym miejscu będzie trochę inaczej, bo nowi sąsiedzi nie
będą mnie przecież znali od dziecka, ale nie spodziewałem się, że na "dzień
dobry" zostanę wyrzucony na margines i będę wytykany palcami. Jak już
powiedziałem, większość osób w bloku to emeryci, często samotni, nie
oddalający się od budynku dalej niż do pobliskiego sklepu. Mieszkają za
pancernymi drzwiami zabrykadowani dziesiątkami zamków, sztab, zasuw i
łańcuchów. Najszybciej zaprzyjaźniłem się z sąsiadką z naprzeciwka. Pani Maria
jak na swój wiek (mocno po 80) zachowała niesamowitą wręcz trzeźwość umysłu,
humor i zrozumienie. Do pewnego momentu pozostawała mediatorem między mną, a
ludźmi którzy mieszkają nade mną i pode mną. Razem z żoną spędziliśmy wiele
wieczorów słuchając opowieści Pani Marii, która w młodości była działaczką AK,
a po wojnie pracowała przez prawie 30 lat w Oliwskim ZOO i zajmowała się
dzikimi zwierzętami. Jakieś pół roku temu Pani Maria dostała wylewu. W tej
chwili jest prawie całkowicie spraliżowana i nie mówi. Od tej pory jestem na
pastwie sąsiadów. Jestem totalnie przez nich zdemonizowany. Mam wrażenie, że
staruszce, która mieszka piętro niżej przeszkadza wszystko co robię. Kobieta
chyba cały wolny czas spędza na pisaniu donosów do administracji. Próbowałem
kilkakrotnie z nią rozmawiać, ale Ona twierdzi, że zachowujemy się za głośno.
Chciałbym tu dodać, że jestem raczej domatorem. Nie jestem pracoholikiem, ale
prawda jest taka, że w pracy spędzam bardzo dużo czasu. W biurze pracuję w
ciągu tygodnia po około 50 godzin (z czego trzy dni w tygodniu mam 12 godzinne
zmiany), natomiast nocą pracuję przy komputerze. Sypiam po 4-6 godzin. Wynika
to chociażby z faktu, że po przyjściu z pracy chciałbym porozmawiać z żoną,
obejrzeć film, czy zagrać z nią w szachy. Kobiecie z dołu przeszkadza
absolutnie WSZYSTKO! Któregoś dnia babka zaczęła tłuc w kaloryfer, bo za
głośno mieszałem herbatę w metalowym kubku. Zresztą walenie w kaloryfer słyszę
także w trakcie wstawania od stołu (szuranie taboretem?), gry w szachy (tak,
tak wśród moich znajomych krążą już o tym anegdoty!). O głośniejszych
rozmowach w ogóle nie wspomnę. Dodatkowo moich sąsiadów denerwuje fakt, że mam
w domu zwierzęta. Pewnie pomyślicie, że mam na tym punkcie pier**lca. Ale w
mieszkaniu mam dwa psy i dwa koty. Koty są wysterylizowane, więc nie śmierdzą.
A psy są w miarę ułożone. Nie rzucają się na nikogo, nikogo nie pogryzły, na
spacer chodzą w kagańcach i na smyczy. Nie załatwiają sie na klatce schodowej
ani pod blokiem. Ponieważ mam wilczura i wyżła - potrzebują ruchu i mają go
zapewnionego w nadmiarze. Dzięki Bogu w okolicy jest mnóstwo lasów, kilka
opuszczonych boisk (takich z trawą po pas), a nawet jeden mało uczęszczany
park. Żona nie pracuje, psy są wybiegane. Nie biegają po mieszkaniu i nie
hałasują. My nie pijemy przemysłowych ilości alkoholu. "Zabaw hucznych nie
urządzamy". I Kurde mógłbym tak jeszcze długo pisać co robię i co uważam za
znośne i normalne. Szczerze mam sobie niewiele do zarzucenia! Jestem zawsze
miły, mówię wszystkim "dzień dobry!". Z punktu prawa też wszystko jest OK! Ale
dla dużej części lokatorów jestem uosobieniem ZŁA! Cholernym Demonem! A tak
naprawdę to mam wrażenie, że moim jedynym błędem, czy raczej problemem jest
to, że nie jestem 75 letnim seniorem, który mieszka tam od 1945r, a po
przyjściu z kościoła pozwala żonie obejrzeć M jak Miłość, Klan, Plebanię, Na
dobre i na złe, Na wspólnej i dodatkowo cały dzienny repertuar kanału
Romantica. Po czym dłubie w nosie, pyta co dziś ciekawego widziała w ze
stanowiska obserwacyjnego w oknie. Zmawia paciorek i o 21.00 grzecznie
kładzie się do łóżeczka. W tym tygodniu idę do adminitracji "złożyć
wyjaśnienia" szanuję osoby starsze, ale w tej sytuacji będę musiał na nie
"najeżdżać". Nie wiem, jak zostanie to odebrane. Nie wiem co mi grozi, jeśli
donosy będą się powtarzać. Po raz pierwszy w życiu rozumiem tak naprawdę
znaczenie powiedzenia "Nec Hercules contra plures". Co mam zrobić?
Obserwuj wątek
    • rem13 Re: Demoniczny sąsiad? 27.12.05, 17:16
      Demoniczna jest sytuacja w ktorej sie znalezliscie.Cierpliwosci i jeszcze raz
      zycze cierpliwosci.Znam taka sytuacje az nadto dobrze moja ciocia w ten sposob
      uprzyjemniala zycie swoim sasiadom obok,przez 10 lat!! Dzielna i wytrwala
      sciagnela nawet komisje,ktora oczywiscie niczego nie stwierdzila.Zycze poczucia
      humoru i cierpliwosci!
      • Gość: sasiadka z dolu Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.05, 17:24
        Plytki w kuchni zrobiles , to teraz podbij taborety od spodu filcem tluku jeden
        to przestane pisac donosy!
        • Gość: malika.devi Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.adsl.inetia.pl 27.01.06, 17:57
          Dzięki)
          Jestem żoną Demonicznego sąsiada:)W kuchni mamy wykładzinę pcv:)
          Ale pomyślę o podbiciu filcem taboretów:)
    • llukiz Re: Demoniczny sąsiad? 27.12.05, 17:42
      Olej to. Jak się można takimi bzdurami przejmować. A administracji to ty
      płacisz, a nie oni tobie, więc jak coś chcą, to niech ruszą tyłek do Ciebie.
    • sophia_mendes Re: Demoniczny sąsiad? 27.12.05, 19:14
      Tez zacznij pisac donosy. Na nich. I podaj dokladnie te same powody, jakie oni
      Tobie zarzucaja (dowiesz sie na "przesluchaniu" w administracji). Wezwij
      policje ze dwa, trzy razy. Do obu sasiadow. Tylko zrob to przed 21 po pozniej
      pojda spac i moze byc poruta.
      Sophia
      • Gość: Marynarz Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.wirba.net / 213.172.172.* 27.12.05, 19:55
        Jak to nie pomoże, o czym pisali poprzednicy, to zacznij im regularnie sr.. na
        wycieraczki. Powinno pomóc.
    • luisssa Re: Demoniczny sąsiad? 27.12.05, 19:59
      Moze trzeba postraszyc sasiadow prokuratura za znecanie sie psychiczne? Wsadz
      im kartke do skrzynki, ze jesli beda dalej nekac Cie donosami, to spotkacie sie
      w sadzie. Administracja wlasciwie nie ma nic do tego, jedynie policja moze
      interweniowac (i niech interweniuje - ciekawe jaka bedzie ich reakcja na glosne
      mieszanie herbaty ;-) ). Wlasciwie nie musisz isc sie tlumaczyc. Administracja
      tylko administruje. Przeciez nie wyrzuca Cie z Twojego mieszkania...
      Albo walcz ich bronia. Chodz co chwile i zwracaj im uwage, ze telewizor glosno
      gra, ze za glosno gadaja, albo ze tak ich slychac, ze kazda rozmowe slyszysz!

      A tak na marginesie to to sa chorzy, starzy ludzie, ktorym odbija od siedzenia
      w domu. Kiedy cale ich zycie (tak jak piszesz) to gapienie sie w okno, to nic
      dziwnego, ze znajduja prowokacje w czyims glosniejszym tupnieciu.

      Pozdrowienia
      l.
      • Gość: hipotamica Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.aster.pl 28.12.05, 15:16
        A tak. Sąd to rewelacyjne, tanie i przyjemne rozwiązanie. szczególnie dla
        człowieka, który pracuje. Puknij się w bambus zanim doradzisz coś takiego.
        Przecież taki babsztyl tylko czeka na coś takiego, bo ona ma czas i jej się
        cholernie nudzi. Marzenie takiej starej raszpli jest poprocesować się na cudzy
        koszt.
    • Gość: jjj Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.aster.pl 27.12.05, 20:17
      Ja na Twoim miejscu nie robilabym nic, tylko zyla sobie dalej. Staruchy to
      niestety niereformowalny narod. Wiem, ze to brak szacunku itd., ale czesto
      naprawde tak jest. Oni nie maja nic do roboty, siedza w domu, no i pojawil sie
      ktos nowy, kogo trzeba koniecznie i obowiazkowo zgnoic i pokazac kto tu rzadzi.
      Czesto to tylko proba sil. Nie daj sie zastraszyc i olewaj szerokim
      strumieniem. Jezeli faktycznie nie masz sobie nic do zarzucenia, to i nic ci
      nikt nie zrobi bo za co? A jak zaczniesz walczyc ich bronia to sie wtedy okaze,
      ze zlosliwy jestes. Moze w tej administracji tez siedza takie same staruchy?
      Kto wie? Jak sie wprowadzilam z moimi 2 psami (o 2 kotach nikt nie wie, bo nie
      chodza na spacery) do nowego mieszkania, to tez byla taka jedna rodzinka
      debili, co probowali tu policje, straz miejska i pana boga wzywac, tylko nie
      bardzo wiedzialam dlaczego. Ale z olewczoscia i bez zadnych tlumaczen wszystko
      minelo. Chyba im sie znudzilo. One gdakaly, a ja przechodzilam z psami kolo
      nich z totalnym olewaniem w spojrzeniu. Pelna kulturka :) Czego i Wam zycze.
      Nie przejmujcie sie, naprawde :)
    • Gość: olla Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.12.05, 10:57
      Ha! A ja kiedyś myslałam, że we mnie musi być coś złego, bo moi sąsiedzi
      zachowywali się wobec mnie skandalicznie - to było kilka lat temu. Ja - samotna
      dwudziestolatka, obok: sami starzy ludzie, niewykształceni, którzy sprowadzili
      się ze wsi do bloku tuż po jego wybudowaniu - "zastałe" środowisko.
      Nietowarzyskie, zamknięte, ograniczone do kregu rodziny, wszędzie wietrzące
      zagrożenie, agresywne i nieufne...
      Jako polonistka - mól książkowy, nie robiłam imprez, ale lubiłam spotkania z
      przyjaciółmi - takie przy kawie. Zapraszałam też kolegów - z tego powodu
      wyrosłam w oczach sasiadów na pierwszą rozpustnicę osiedlową. O moim lubieżnym
      trybie życia nie omieszkali poinformować moją matkę! W ich mniemaniu bowiem,
      jeśli w mieszkaniu młodej kobiety pojawia się młody mężczyzna, to cóż innego
      mogą robić, jak nie uprawiać wyuzdany seks? A co dopiero, kiedy np. odwiedza ją
      3 młodych mężczyzn dziennie?... Każde szczęknięcie kraty odzdzielającej
      korytarz od klatki schodowej powodowało "efekt świstaka", czyli gremialne
      uchylenie drzwi i wystawienia głów przez lokatorów mieszkań w celu sprawdzenia,
      kto idzie. Raz przyszła koleżanka z Brazylii - ciemnoskóra. Kiedy ją
      odprowadziłam i wracałam do mieszkania, usłyszałam oburzony, nienawistny głos
      sasiada: Pani, my tu nie chcemy AIDS!
      Jednocześnie dobrze widziałam, jak ci świątobliwi mężowie gapią się na moje
      dwudziestoletnie koleżanki i na mnie...
      Wyzywali mnie od brudasów, prześladowali, aż w końcu doszło do tego, że to ja i
      jedynie ja co tydzień szorowałam cały korytarz.. i tak było źle. Z lęku przed
      nimi zanim wyszłam, zawsze nasłuchiwałam, czy ktoś z nich nie idzie i czy nie
      będę musiała go mijać - a potem pędziłam jak torpeda! Trzymali na korytarzu
      całe regały pełne słoików i wszelkiego badziewia, a kiedy ja raz na 1 dzień
      wystawiłam szafkę - w nocy za karę zabarykadowali mi nią drzwi! We własnym
      mieszkaniu czułam się zaszczuta i zastraszona...
      Aż wreszcie wyszłam za mąż, za mężczyznę postawnego i "po wojsku", czyli
      umiejącego sobie radzić w różnych środowiskach. Kiedy zaczęliśmy remont
      łazienki i rozległy się pierwsze łomoty, jak prawie dostałam palpitacji myśląc
      o reakcji sąsiadów. I przybiegli z krzykiem, a wtedy mój mąż otworzył drzwi i
      puscił im taka wiązankę, że położyli uszy po sobie i pochowali się w swoich
      mieszkaniach. Stanowczo polecił mi zerwanie z myciem korytarza i przemykaniem
      sie pod ścianami oraz tłumaczenie czegokolwiek w odpowiedzi na zaczepki.
      Wyjaśnił, że administracja w czasach, gdy sporo lokatorów nie płaci czynszów,
      nie przejmie się skargami starców i nie zacznie mnie gnębić, gdyż w cenie są
      młode, wypłacalne osoby. Ergo: na chamstwo trzeba chamstwa, a nie delikatności
      psychicznej i szacunku dla siwiejcych skroni. Szanować ludzi należy za ich
      zalety a nie za metryki!
      Co zabawne, od czasu ślubu chodzę kiedy chcę i w butach - tarktorach, nie
      tknęłam mopa w celu mycia korytarza - a oni pierwsi mówią mi "dzień dobry" i..
      ponoć barzdo lubia mojego męża i mnie także! Kłaniają nam się w pas!
      Wniosek: Z niektórymi ludźmi nie da się wypracować partnerstwa i wzajemnego
      szacunku. Oni rozumieją tylko relację: kat - ofiara, pan - wasal. Ja próbowałam
      uzyskać normalność i zostałam strącona do roli lokalnego Kopciucha... Teraz
      przyjęłam /też w sumie mi nie pasującą, ale i tak lepszą/ postawę Żony
      Niebezpiecznego Mafiozy - i teraz to oni się boją... Może i ty tupnij porządnie
      i zachowuj się tak, jakbyś to ty rozdawał karty, miał kupę napakowanych
      znajomych, itd..
      Jest jeszcze jeden problem, a mianowicie taki, że dzieci w tym obleśnym
      środowisku wychowywać nie zamierzam. Obawiam się, że moje dzieci byłyby
      spokojne i dobre, a zatem szybko stałyby się ofiarami ziejących nienawiścią
      staruchów...
      • matysia_k Re: Demoniczny sąsiad? 27.01.06, 19:33
        Kochana!!Wypożycz Meża!! Ja mam Suke-społeczniće jako sąsiadkę obok w klatce, a
        p..a wchrzania sie w zycie każdej klatki i kazdego człowieka..Pozycz męza dobra
        Kobieto..
    • Gość: zenka Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 11:51
      Wyjścia są dwa: albo już na początku dać do zrozumienia, że się nie da sobie w
      kaszę dmuchać, albo zwyczajnie olać i żyć dalej aż w końcu im się znudzi. Ja
      miałam podobną sytuację i wybrałam drugą opcję. Często z byle powodu miałam
      walenie po kaloryferach aż sie tynk z sufitu sypał. Nie mam małych dzieci,
      szczekających psów, po domu chodzę w papciach, nie ważę 100 kg i stąpam z
      palców a nie z pięt, imprez nie urządzam, nie słucham głośno muzyki... A mimo
      to stale słyszałam wymówki. Budynki z wielkiej płyty mają to do siebie, że
      okropnie rezonują, nie są wyciszone i budowane były z myślą o ludziach pracy,
      którzy natyrawszy się po przyjściu do domu już tylko wykąpią się, wrzucą coś na
      ruszt i pójdą spać.
      Cóż? Ludzie starsi często nie potrafią, bądź nie mogą sobie zorganizować życia
      dlatego żyją życiem sąsiadów. Jest to często ich jedyna rozrywka. Zresztą
      zapomnieli już, że sami też kiedyś normalnie żyli, mieli hałaśliwe dzieci,
      dziarskim krokiem przemieszczali się po swoich metrach kwadratowych.
      Najgorzej jest dać się sterroryzować i dopuścić do tego, ze w końcu człowiek
      zacznie się czuć jak niewolnik we własnym mieszkaniu.
      Ja męczyłam się we własnym, za własne pieniądze kupionym mieszkaniu, przez 2
      lata i wiem, że sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.
      Życzę wytrwałości.
      • Gość: Anarchista Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 14:06
        Zdecydowana wiekszosc polskich emerytow moze pochwalic sie jedynie 7 klasami
        podstawowki.W ich bibiotece jest jedynie ksiazeczka do nabozenstwa i ksiazka
        telefoniczna.
        Ich zupelny brak zainteresowan i postepujace otepienie umyslowe sprawia,ze
        staruchom odbija i wszystko im przeszkadza.
        Nigdy nie odwaza sie oni zapyskowac facetowi,ktory jest zdecydowany,nie
        toleruje ich wsiowych nawykow.Z takimi zgredami nalezy postepowac zdecydowanie.
        To oni maja sie dostosowac do cywilizacji.
        Wystarczy raz ostro z nimi "zatanczyc" i jest spokoj.
        Nie ma sie co nimi przejmowac.Dyskusje z takimi zabytkami to strata czasu.
        Starzy sa zlosliwi na ulicy,w tramwaju czy sklepie.Zachowuja sie wszedzie tak
        jakby tylko oni istnieli i wszystko im sie nalezalo.






    • jolantas1955 Re: Demoniczny sąsiad? 28.12.05, 13:53
      Myślę, że masz świetną okazję aby to zmienić!!Nadchodzi czas kolędy! Przyjmij
      proboszcza, najlepiej odwiedź go wcześniej na plebanii i zapros na mały
      poczęstunek, dlatego powinien ciebie odwiedzić jako pierwszego. Daj niezłą
      kopertę, a mimochodem nadmień, że bardzo liczysz na jego pomoc, bo nie jesteś
      zrozumiany!Nie mówię tego złośliwie! Moja przyjaciółka miała dokładnie taką
      sytuacje jak ty i po ubiegłorocznej wizycie duszpasterskiej zmieniło się jak
      ręką odjął! Zyczę powodzenia!
    • Gość: Agata Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 20:07
      Miałam podobną sytuację, miałam, bo zaczęłam sobie sprawę 'olewać' i pomogło.
      Zarzuty, które mi przedstawiano to:
      a) za długi i za głosny remont - grożono mi skargami do spółdzielni +
      komentarze typu: my też byśmy wyremontowali swoje mieszkanie, ale nie zrobimy
      tego, bo to przeszkadzałoby sąsiadom :)

      b) raz nie umyłam klatki schodowej - w ciągu całego remontu myłam klatkę
      codziennie, mimo że to należy do obowiązku sprzątaczki, która bierze za to
      pieniądze; kiedy jeden raz klatki nie umyłam, przyszedł ze skargą sąsiad,
      podkreślę tylko, że na klatce zawsze jest syf, bo sprzątaczka to sobie
      lekceważy. ale pretensje były do mnie

      c) przy przeprowadzce przy wnoszeniu rzeczy zostawiałam na moment otwarte drzwi
      na klatkę schodową, od razu wydarła się sąsiadka, że na pewno wlizie kto obcy i
      okradnie; dodam, że sąsiedzi zwykle otwierają BEZ PYTANIA każdej osobie, która
      o to poprosi, i na codzień po klatce szwenda się mnóstwo dziwnych ludzi, ale to
      już sąsiadom nie przeszkadza; często też znajduję nedomknięte drzwi na
      zewnątrz, wychodzą i nie chce im się wrócić, żeby drzwi dla bezpieczeństwa
      domknąć

      d) kiedyś postawiono mi zarzut, że jako jedyna w klatce mam mieszkanie o
      wysokim standardzie, tak, zabrzmiało to jak zarzut, bez komentarza

      e) klatka jest trochę obskórna, poobijane ściany, brud, dowiedziałam się, że
      ściany zostaly poobijane przez moje ekipy, które montowały mi nowe drzwi i
      okna, dodam tylko, że jako przedostatnia w klatce wymieniałam okna :)

      i mnóstwo innych innych rzeczy, z których się śmieję i które już ignoruję, nie
      boję się spółdzielni, bo zawsze na czas płacę za czynsz i wodę, nikt mi nic nie
      zrobi, bo w klatce są ludzie niewypłacalni, i to oni pójdą w razie czego na
      pierwszy ogień, jestem uprzejma wobec sąsiadów i nie mam sobie nic do
      zarzucenia, ich uwagi, przepraszam, są śmieszne i świadczą o zwykłej zawiści.
      Tak na to patrz :)
      • Gość: Agata Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 20:09
        oczywiście nie muszę chyba pisać, że ekipę mam podobną ;-)
    • la.vita.e.molto.di.piu Re: Demoniczny sąsiad? 28.12.05, 20:19
      Moja kuzynka, dwudziestopięcioletnia kobietka, jest wypisz-wymaluj jak Twoi
      sąsiedzi. Pisze skargi na wszystkich sąsiadów, o wszystko. Jest
      niereformowalna. Tłumaczenia najblizszej rodziny w ogóle do niej nie trafiają.
      Pani ze spółdzielni , która przyjmuje skargi, też ma jej serdecznie dość.
      Jedyne co wydaje mi się na nią działać, to kompletny brak odzewu ze strony osób
      na które pisze i składa "donosy" i skargi. Sąsiadów zlekceważ, wyjaśnij sprawy
      w spółdzielni i nie martw się.
      Szkoda czasu na głupoty.
      Mój dom to moja twierdza:)
    • Gość: olo Re: Demoniczny sąsiad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 20:40
      Zrób tak: powiedz w tajemnicy największej plotkarze, że masz dosć tych skarg
      i zamierzasz sprzedać mieszkanie i wyniesc sie jaknajdalej. Masz już ofertę
      kupna. Bardzo atrakcyjna. Jest to rodzina narodowości cygańskiej / wietnamskiej,
      czeczeńcy - wpisz co zechcesz /. Masz dać im odpowiedz za około 3 tygodnie.
      Żeby całość uwiarygodnić pogadaj z jakims Rumunem czy też cyganem aby cie
      odwiedził dzwoniąc do kilku mieszkań w poszukiwqniu ciebie bo chce obejrzec
      mieszkanie./ za 200 zł zrobia taka wizytę jeszcze z dziecmi /. Dalej czekaj,
      pekną napewno. Wtedy się jeszcze zastanowisz, odłozysz sprawę do wakacji itp
      Tylko pamiętaj cygan musi robic wrażenie.
    • j_e Re: Demoniczny sąsiad? 28.12.05, 22:49
      pogratulować sąsiadom wybornego słuchu w tym wieku.
      • horpyna4 Re: Demoniczny sąsiad? 27.01.06, 18:55
        Nie ma się z czego śmiać, starszych ludzi nieraz dotyka demencja i wtedy nie
        można już niczego im wytłumaczyć, bo następnego dnia nic nie pamiętają poza
        swoimi stałymi obsesjami. Słyszałam o babie, która wzywała fachowców od ochrony
        radiologicznej, twierdząc, że sąsiad szparą pod drzwiami wpuszcza jej do
        mieszkania cząstki alfa. Czyli wszystko jeszcze przed wami.
        • kol.3 Re: Demoniczny sąsiad? 27.01.06, 22:53
          Dokładnie. Moja koleżanka z rodziną (małe dziecko) była tyranizowana przez
          staruchę, która pisała na nią donosy, że nocą prowadzi produkcję i uruchamia
          maszyny. I co? Policja dwukrotnie zjawiła sie w środku nocy, by sprawdzić, czy
          koleżanka czego nie produkuje. Sprawa jest jak najbardziej autentyczna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka