agatea1
25.01.06, 12:33
W dzis. "Dzienniku Polskim":
Kłamcy z "Wyborczej"
Parę dni temu "Gazeta Wyborcza" dostała od nas po uszach za dziennikarskie
pałkarstwo zastosowane wobec zasłużonego dyrektora Capelli Cracoviensis
Stanisława Gałońskiego. Ośmieszona i skompromitowana natychmiast zapragnęła
odwetu.
Moralistom z zespołu Michnika nie podoba się, że zaapelowaliśmy do zespołu
dziennikarskiego naszego pisma o dobrowolne złożenie deklaracji o
ewentualnych związkach ze służbami bezpieczeństwa PRL. Ci z własnego nadania
moraliści uważają, że zarząd Wydawnictwa Jagiellonia wybiega przed orkiestrę
i chce rozwiązań, o które dopiero zabiega PiS. Tak, od dawna uważamy, że
zawód dziennikarza jest zawodem szczególnego zaufania społecznego i nie
powinno być w nim miejsca dla agentów.
"Gazeta Wyborcza", zwalczając od początku pomysł lustracji, czyli pomysł
nadania słowu przyzwoitość wartości, którą w tej redakcji ma się za nic, chce
odwrócić kota ogonem. I trudno się dziwić. Mając w zespole niejakiego
Maleszkę, o którym jego dawni koledzy z "Solidarności" mówią "niebywała wręcz
kanalia", uważają, że trzeba wciąż mącić i ideę najłagodniejszego choćby
sprawdzianu przyzwoitości w zawodzie dziennikarskim ośmieszyć.
W PZPR też bywali przyzwoici ludzie, choć zapewne nie na wysokich szczeblach.
I ich bardziej szanuję od krętaczy z "Gazety Wyborczej", którzy łżą w żywe
oczy, wpisując mnie na listę członków PZPR, choć w tej organizacji nigdy nie
byłem ani przez sekundę.
Albo jak piszą, że przejęliśmy "Dziennik Polski", nie wspominając ani słowem,
że "Dziennik" kupiony został przez Wydawnictwo Jagiellonia w 1991 r. na
przetargu, a w skład spółki wchodził wówczas i jest w niej do dziś m.in.
Uniwersytet Jagielloński. Między przejęciem a wygranym przetargiem jest mniej
więcej taka sama różnica jak pomiędzy dobrodziejem a złodziejem, albo między
dziennikarstwem a dziennikarstwem "Gazety Wyborczej". W nadtytule
wczorajszego wypracowania napisano, że rzecz dotyczy "Dziennika Polskiego",
jednej z największych gazet krakowskich. I tu też zwykłe, koniunkturalne
kłamstwo. Nie jednej z największych, ale niepodważalnie największej. Wszak
łączna sprzedaż w Krakowie "Gazety Wyborczej" i - na przykład - "Gazety
Krakowskiej" to znacznie mniej niż sprzedaż "Dziennika Polskiego". Zazdrość
jest zwykle marnym doradcą.
"Gazeta Wyborcza" chciałaby, aby rzeczy w Polsce biegły, tak, jak chce tego
jej wydawca. Dzięki Bogu od dłuższego już czasu wpływ "Wyborczej" na przebieg
wydarzeń w kraju jest coraz bardziej nikły. Jej obłudne wskazania w
dziedzinie etyki i moralności nic już prawie nie znaczą, bo nie da się udawać
przyzwoitego idąc pod rękę z Urbanem, Kiszczakiem, Jaruzelskim i łkać nad
losem Maleszki. Łkać może dlatego, by nie chciał powiedzieć coś więcej.
Panowie z "Wyborczej". Pilnujcie swego poletka kłamstw, doprawdy jest czego.
I nie zapędzajcie się w cudze zboże, bo potraficie tylko tratować.
TOMASZ DOMALEWSKI