imagiro
14.02.06, 17:16
kazdy z nas ma chyba swa wlasna definicje milosci ... jednak, te definicje
maja sie tak do prawdziwej istoty milosci jak ja do zrozumienia kuchni
Zulusow.
milosc w swej istocie jest siotra smierci. podobienstwa przebiegaja we
wszystkich mozliwych kierunkach ale co jest najistotniejsza cecha milosci
i smierci, to jest to, ze umiera EGO (male ja, jak wolicie). Dopoki wiecie,
jak trafic do "swojego" mieszkania, jak sie podpisac, jak sie obrazic na
sasiada ... tak dlugo macie swiadomosc, ze zyjecie ... dopiero gdy te
personifikacje odejda w sina dal, lekarz jest w stanie wypisac akt zgonu ...
Podobnie jest z miloscia, ktora jest niczym innym jak odrzuceniem swego EGO
(malego ja, jak wolicie)i dostrzezeniem, ze moja JA jest niczym innym jak JA
mojej/mojego partnera ... w tym kosmicznym orgazmie dopiero jestesmy w stanie
doswiadczyc piorunujacej energii milosci ... dopiero wtedy, gdy zapomne o
zmarszczkach mojej zony, gdy zapomne o tym, ze nazwala mnie 5 lat temu
impotentem, dopiero wtedy gdy odrzuce kokon swych wyobrazen o sobie i o niej,
milosc bedzie mozliwa ... musze najpierw umrzec dla swego ja, pogrzebac je w
fajerwerkach palacego JA by zlaczyc swa orbite z orbita partnera ...
Zauwazcie, ze nie to nas naprawde pociaga co widoczne ... tylko to, co
stanowi esencje nas samych, nie to, co nas rozni (plec, wyglad, temperament)
tylko to, co jest wspolnym w nas wszystkich ...
Przechodzimy przez cyklony milostek, zwiazkow, rozstan, powrotow, rozwodow,
wzdychan, rozczarowan etc ... dlaczego ? odpowiedz jest jedna : slizgamy sie
po powierzchni a powierzchnia ma to do siebie, ze zmienna jest ... kochamy
zewnetrze, manifestacje ego, wyobrazenia o partnerze ... a tesknimy za czyms
innym, za czyms czego nie umiemy nazwac ... tym INNYM moze byc tylko TO SAMO
ale odnalezione w INNYCH ...
Imagine.