Dodaj do ulubionych

Uzależnienie od samochodu - chore

16.03.06, 12:57
Wkurzają mnie osoby, które mając samochód nigdzie nie potrafią się ruszyć
pieszo nie mówiąc już o środkach komunikacji miejskiej. A już hasło : sory
dziś jestem uziemiona, bo nie mam samochodu, nic nie załatwiłam, nigdzie nie
byłam, wczoraj, w sobote itp - bo nie mialam samochodu - mnie rozwala.
Dziwnym trafem ludzie, którzy kiedyś normalnie sie poruszali po mieście,
jeździli autobusami i tramwajami nagle robią się niepełnosprawni ruchowo,
leniwi i z obrzydzeniem spoglądają na komunikację miejską. To jakaś
patologia. Inni posiadacze samochodu patrzą na nich ze zrozumieniem, i razem
spoglądają z wyższością na osoby pozbawione pojazdów. Nie mam samochodu, więc
spotykam się z tym notorycznie i nawet ostatnio koleżanka będąca posiadczką
samochodu od roku już nie mogła się ze mną spotkąc na mieście bo nie ma
samochodu, a mój chłopak aktualnie mający samochód firmowy- od 15 lat nie
siedział w autobusie i pieszo zrobił 100 m, bo jesli nie ma samochodu to sie
nie rusza z domu. KOSZMAR!
Obserwuj wątek
    • trente Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:05
      Nie koszmar. Po prostu wybor. Stajac sie aktywnym kierowca czlowiek zaczyna
      poznawac luksus, wolnosc, swobode poruszania sie autem tam gdzie chce, kiedy
      chce, z kim chce. W momencie gdy auto jest z roznych wzgledow niedostepne,
      czlowiek przyzwyczajony do luksusu woli sie nigdzie nie ruszac niz meczyc sie
      wykorzystujac komunikacje miejska: czekac na mrozie (moze przyjedzie, a moze
      nie bo wlasnie byla awaria), jechac o konkretnej godzinie i martwic sie o
      powrot bo komunikacja do 23 a potem to co 3 godziny nocny, z ktorego do domu to
      trzeba jeszcze leciec na mrozie dwa kilometry, jechac z ludzmi z ktorymi
      niechcemy jechac z roznych wzgledow, czesto stac pol godziny kiwajac sie bo
      akurat niema wolnych miejsc, zostac obitym przez studenta, ktory zapragnal
      przeciskac sie prezz autobus nie zdejmujac plecaka...itd.
      Dlatego tez czasami lepiej obejrzec szymona majewskiego w tv i sie nigdzie nie
      ruszac :D
      • relas1 Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:13
        Nie to nie wybór - tylko wygodnictwo, lenistwo, brak szacunku do osób nie
        posiadających samochodu (np. nie spotkam się z Tobą, bo nie mam samochodu i nie
        mam jak się dostać w dane miejsce - 3 przystanki autobusem, chociaż ja na to
        miejsce też przyjeżdzam autobusem i nie robię problemów) i krótka pamięć - o
        czasach kiedy się nie miało samochodu i jakoś wtedy ludzie w autobusie nie
        przeszkadzali nikomu - takie podejście to już mnie w ogóle rozbawia naprawdę.
        • b-beagle Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:18
          Mieszkam pod miastm i do najbliższego sklepu mam trzy km. Autobus jeździ raz na
          40 min. Wolę więc samochodem ))))
          • Gość: Gosc Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.comarch.pl 17.03.06, 16:47
            Ok, ale znam ludzi, ktorzy mieszkaja w centrum miasta, do sklepu maja 100m. i
            jada autem.

            Pzdr. L.OPN.
        • trente Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:19
          Jednak mimo wszystko to wybor. Gdy jezdzimy samochodem i nagle przychodzi nam
          jechac autobusem to jest duzy problem bo: nieznamy rozkladu, nieznamy
          aktualnych stawek na bilety, nie mamy tych biletow, podroz moze i nawet 3
          przystanki ale bieganie po kioskach za biletami to podroz piechota rownowazna
          drodze 2 przystankow. To jest wyzwanie. Wybieramy wiec pozostanie w domu
          wiedzac, ze jutro (pojutrze, za niedlugo) gdy bedzie auto spotkamy sie i bedzie
          milo.

          relas1 napisał:

          > i krótka pamięć - o
          > czasach kiedy się nie miało samochodu i jakoś wtedy ludzie w autobusie nie
          > przeszkadzali nikomu - takie podejście to już mnie w ogóle rozbawia naprawdę.

          W czasach gdy nie mielismy samochodu, ludzie w autobusie przeszkadzali tak samo
          jak i teraz, ale nie bylo alternatywy i trezba bylo sie z tym godzic.
          Powiedzial bym wlasnie, ze dobra pamiec o tamtych czasach pozwala nam podjac
          swiadoma decyzje pozostania w domu :)
        • emeryt21 Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 18.03.06, 08:59
          Najbardziej ubawilo mnie zdanie"brak szacunku dla osob nie posiadajacych
          samochodu".O czym mowisz,dlaczego szacunek dla kogos kto nie umie zarobic na
          samochod?
          • Gość: Pieszy Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 15:06
            Jestesmy z żona 11 lat po ślubie i nie posiadamy samochodu.Również będać
            kawalerem nie posiadałem samochodu. Nie robie z tego powodu tragedii.Co roku
            wyjazd na wczasy - jazda pociagiem.Do pracy chodzę na nogach 60 minut pieszo (
            licząc w obie strony).
            Tez spotykam sie z ludzmi ktorzy bez samochodu nie potrafia funkcjonować. Dla
            mnie to normalne.Po czesci brak samochodu wynikaz tego ze jestem zwolennikiem
            kupowania rzeczy nowych.Sami wiecie ile kosztuja nowe samochody.
          • Gość: do_emeryta21 Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.man.bydgoszcz.pl 19.03.06, 04:43
            > samochodu".O czym mowisz,dlaczego szacunek dla kogos kto nie umie zarobic na
            > samochod?

            - bo prostatku, szaczunek należy się każdemu, zwłaszcza znajmoym. Jeżeli
            osądzasz ludzi po posiadaniu samochodu, to jesteś zero, mimo, że zapewne o
            sobie masz mniemanie bóg wie jakie.
          • horpyna4 Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 20.03.06, 09:31
            Emeryt21, nie jesteś w stanie pojąć człowieka, który nie kupuje czegoś, czego
            po prostu nie lubi, albo nie jest to jemu potrzebne? Chociaż stać go na to bez
            żadnych problemów? Dlaczego zakładasz, że każda zamożna osoba MUSI mieć
            samochód? Wyobraź sobie, że jednak istnieją ludzie nie kierujący się "owczym
            pędem". Tacy kupują to, co chcą, a nie to, co "wypada".
        • hedonista.oswiecony brak szacunku??? 21.03.06, 00:56
          dziewczyno, wyluzuj... o czym Ty mówisz? oj coś mi się wydaje, że się za mocno
          nakręciłaś.
          ukłony
          HO
      • des4 Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:19
        Czasami to nie tylko wybór, ale i koniecznośc. Mieszkam na podmiejskim osiedlu.
        Do przystanku autobusu mam prawie kilometr, autobus jeżdzi raz na 45 min, w
        weekendy jeszcze rzadziej a nocą w ogóle. Najbliższy sklepik to pół kilometra,
        dziecko wożę samochodem do przedszkola blisko domu moich rodziców. Żona pracuje
        w innych godzinach niż ja. Z taką logistyką cięzko jest latem, a co dopiero
        teraz zimą. Mamy dwa samochody i na takich osiedlach to normalka. Nie piszę już
        o dalszych wyjazdach gdzie swoboda poruszania się samochodem jest podstawą.

        Inną sprawą jest oczywiście to, że komuś z lenistwa się nie chce przejść 100m
        do kiosku po gazetę i jedzie tam samochodem, ja akurat lubie spacerki, ale
        dobrowolnie na pewno nie wybiorę jazdy autobusem, bo i po co...
        • relas1 Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:37
          Nie mówię o sytuacjach ekstremalnych - mieszkania pod miastem, autobus raz na
          45 minut itp. Mówię o sytuacji kiedy mieszkam w mieście 800 tyś mieszkańców,
          autobusy i tramwaje jeżdzą co 10 minut (w sytuacji kiedy jest ich tyle stoi sie
          na przystanku nie dłużej niż minutę)i ktoś sie nie ruszy czegoś załatwić
          ważnego lub na spotkanie BO PRZECIEŻ NIE MA SAMOCHODU. A już tłumaczenie, że
          nie wie ile bilet kosztuje, albo którym jechać autobusem jest śmieszne. Ja
          rozumiem doskonale, że samochód rozleniwia i po prostu ciężko się zmobilizować,
          kiedy go nie ma, ale wstydziłabym się użyć takiego argumentu w stosunku do osób
          które nie posiadają samochodu.
          • trente Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 16.03.06, 13:43
            relas1 napisał:

            > ważnego lub na spotkanie BO PRZECIEŻ NIE MA SAMOCHODU. A już tłumaczenie, że
            > nie wie ile bilet kosztuje, albo którym jechać autobusem jest śmieszne.

            Wszystko Cie smieszy jak widze. Dla tracenie godziny czasu na rozpoznanie mapy
            komunikacji miejskiej, szukanie kiosku, analizowanie cennikow, a nastepnie
            latanie za przystankiem i spedzanie czasu w powolnym autobusie nie jest
            smieszne. Wole ten czas spedzic robic cokolwiek dla siebie w domu. Widocznie
            sprawy, o ktorych mowisz nie sa az tak wazne, zeby nie mozna bylo ich zalatwic
            pozniej, kiedy ten samochod bedzie. Wtedy przemiescimy sie szybko, komfortowo,
            bez problemow zwiazanych z komunikacja miejska o ktorych juz bylo.
            • Gość: Oskar hm.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 17:38
              no tak. Żeby umyć zęby, trzeba najpierw odkręcić tubkę z pastą, wycisnąć na
              szczoteczkę, zakręcic... Boże, ile roboty. Po co tracić czas? :-)
          • Gość: przem Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.dip.t-dialin.net 17.03.06, 17:04
            relas 1 popieram Cie w 100%!!!
        • Gość: pieszy Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 15:07
          to jestes nadziany
      • sol_bianca Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 17.03.06, 16:29
        Dla mnie NIEposiadanie samochodu to wygoda.
        - nie wściekam się stojąc w korkach - wygodnie siedzę w autobusie i mam czas na
        poczytanie książki
        - jadąc mogę czytać, spać, gapić się przez okno, słowem robić co chcę - nie
        muszę uważać co się dzieje na drodze
        - nie muszę szukać miejsca do zaparkowania/ płacić za parking
        - nie boję się, że ktoś mi ukradnie samochód
        - nie muszę płacić za benzynę, przeglądy itp.
        - mogę pić alkohol ;)
        - mogę włózczyć się po mieście, zajrzeć do paru sklepów, zatrzymać się gdzie
        chcę i wsiąść do autobusu dwa przystanki dalej
        itd., itp.
        • Gość: Ogr Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.iim.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.06, 10:29
          Akurat pić alkoholu w autobusie nie można. Zabrania tego Ustawa o wychowaniu w
          trzeźwości. Mandat za to wykroczenie wynosi 100 zł.
      • Gość: Oskar :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 17:32
        i to ma być wolnośc?? Boże, chroń mnie przed taką wolnością. Złota klatka. Czyli
        co, jak nie będziesz miał chwilowo samochodu to olejesz spotkanie z
        przyjaciółmi, bo nie będziesz miał czy przewieźć swojej ciężkiej dupy? Koszmar.
      • Gość: kysz Re: Uzależnienie od samochodu - wybor IP: *.dsl.irvnca.pacbell.net 20.03.06, 01:39
        mam samochód, ale z uporem maniaka wybieram komunikację miejską, bo to jedyne
        miejsce gdzie jestem w stanie nadgodnić lektury. jak mi zimno, albo awaria to
        sie przesiadam do taryfy. zresztą w warszawie samochód nie daje pewności na
        dotarcie do celu w określonym czasie. Nie pisze nawet o korkach, ale chociażby
        o parkowaniu.
      • yavorius Re: Uzależnienie od samochodu - wybor 21.03.06, 08:58
        trente napisał:
        > bo komunikacja do 23 a potem to co 3 godziny nocny,

        Stary, gdzie Ty mieszkasz?:)
    • Gość: okil Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.06, 13:34
      Kiedy jestem pozbawiony samochodu to nie narzekam tylko wstaję do roboty 2
      godziny wcześniej i zapieprzam pieszo 6 km tam i z powrotem. Brak auta nie
      zwalnia mnie z niczego.
    • iberia30 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 16.03.06, 13:37
      punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, zobaczymy jak bedziesz sie zachowywac gdy bedziesz zmotoryzowana.
      Cale zycie wszedzie mialam blisko :jedna szkola, uczelnia, pierwsza praca-wszystko na piechote bo takie smieszne odleglosci, od 5 lat do pracy mam 15km, 3,5 roku turlalam sie tramwajem-zabieralo mi to 2 x dziennie po 50 minut, samochodem jestem w 10-15 minut, spowrotem nieco dluzej-20-30min i nie wyobrazam sobie teraz znow dojezdzac komunikacja miejska.A czemu? a temu, ze wygodniej autem, szybciej autem, nie lubie byc zalezna-przjedzie autobus czy nie.
      • relas1 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 16.03.06, 13:39
        a ja dokładnie mówię o sytuacji, kiedy wszędzie jest blisko - i nie trzeba
        dojeżdzać do najbliżeszego sklepu 10 km i mówie o ludziach, kórzy właśnie w
        takich sytuacjach nie ruszą d...y bez samochodu.
        • horpyna4 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 16.03.06, 14:20
          Relas1, daj sobie spokój, przecież prawie nikt Cię nie zrozumiał. Tylko wielu
          z nich zaliczy zawał przed pięćdziesiątką, a taki rzadko się przeżywa.
          • relas1 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 16.03.06, 16:02
            Chyba faktycznie nie do końca zrozumiano o co mi chodzi..cóż widać rozmawiamy
            innym językiem.
            • Gość: Radek Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 22:16
              Ja zrozumiałem. Ale Ty nie zrozumiesz tych "wygodnickich" kierowców, dopóki sam
              nie zaczniesz jeździć samochodem. Zapewniam Ciebie, że tyłek bardzo szybko się
              przyzwyczaja do fotela w samochodzie. Zwłaszcza, jeśli codziennie się nim
              poruszasz. Gdy to się stanie, będziesz miał dokładnie takie samo zdanie, jak
              wszyscy inni kierowcy.
          • Gość: kixx Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.acn.waw.pl 17.03.06, 22:34
            horpyna4 napisała:

            > Relas1, daj sobie spokój, przecież prawie nikt Cię nie zrozumiał. Tylko wielu
            > z nich zaliczy zawał przed pięćdziesiątką, a taki rzadko się przeżywa.
            €€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€
            no prosze
            jezdzenie komunikacja w istotnym stopniu zmniejsza ryzyko zawalu
            to takie proste,ze chyba jeszcze nikt na to nie wpadl
        • iberia30 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 16.03.06, 14:52
          relas1 napisał:

          > a ja dokładnie mówię o sytuacji, kiedy wszędzie jest blisko - i nie trzeba
          > dojeżdzać do najbliżeszego sklepu 10 km i mówie o ludziach, kórzy właśnie w
          > takich sytuacjach nie ruszą d...y bez samochodu.

          To ich wybor i Tobie nic do tego.To tak jakby sie czepiac Wlochow, ze jezdza na wczasy do Hiszpanii czy Grecji skoro u nich tez jest cieplo.
      • Gość: bucek A jak tam poszukiwania kawalera? IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 16.03.06, 13:49
        Powiodly sie juz, czy dalej jestes stara panna?
        To musi bardzo bolec.
        • iberia30 Re: A jak tam poszukiwania zony trollu? 16.03.06, 14:51
          zajmij sie soba i wara ode mnie.Pomijam fakt, ze tradycyjnie piszesz nie na temat.
          • konopielka80 Re: A jak tam poszukiwania zony trollu? 16.03.06, 19:28
            Popieram autorkę wątku w 100%. Wygodnictwo i nic wiecej. Tak to jest, jak sie wszedzie jeździ samochodem a potem nagle go nie ma...Katastrofa! To tak jak czasem komuś kto siedzi całe dnie przed TV nawali np.kineskop i nie działa mu telwizor..nagle nie wie , co ze sobą począć...
            A co do opini, że studiowanie rozkładu, kupowanie biletu jest tak cieżkie, ze lepiej zostać w domu, to wybaczcie..ale to żałosne tłumaczenie! To jak dziecko zachoruje a samochodu nie ma, to też zostaniemy w domu,nie pojedziemy autobusem do rpzychodni, bo sie d...nie chce ruszyć na przystanek a myślenie za bardzo będzie boleć??? Co takiego jest trudnego w przeczytaniu rozkładu? Moze to ten słynny wtórny analfabetyzm? A kupienie biletu w kiosku czym sie różni od kupienia gazety?
            Rozumiem tych co mają daleko...Ale ja sama mam daleko.. do szkoły, przychodni po 3 km, do komunikacji miejskiej ponad 1km, do sklepu 0,5 km. Jakoś sobie radze bez samochodu..mam zdrowe nogi, chodze i jeżdze rowerem... Nie cierpie na nadwage i nadcisnienie jak moi sąsiedzi, co to wszedzie jeżdzą swoim samochodem.
            • trente Prosta decyzja odlozenia spraw na pozniej... 17.03.06, 11:00
              Nie ma co wmawiac komus choroby, lenistwa i niewiadomo czego jeszcze. To jest
              prosty wybor. Zalatwie te sprawy pozniej, kiedy bede mial auto, teraz zajme sie
              innymi i juz.

              konopielka80 napisała:

              > A co do opini, że studiowanie rozkładu, kupowanie biletu jest tak cieżkie, ze
              l
              > epiej zostać w domu, to wybaczcie..ale to żałosne tłumaczenie! To jak dziecko
              z
              > achoruje a samochodu nie ma, to też zostaniemy w domu,nie pojedziemy
              autobusem
              > do rpzychodni, bo sie d...nie chce ruszyć na przystanek a myślenie za bardzo b
              > ędzie boleć???

              No wybacz zebym z dzieckiem z bolacym zebem mial tracic czas wlasnie na
              studiowanie rozkladu i latanie z nim po bilety! To dopiero zalosne! Biore wtedy
              taxi i nie mecze dziecka jakimis wycieczkami MPK!! Toz wymyslilas skrajnosc.

              > ędzie boleć??? Co takiego jest trudnego w przeczytaniu rozkładu? Moze to ten

              > ynny wtórny analfabetyzm? A kupienie biletu w kiosku czym sie różni od
              kupienia
              > gazety?

              Czy ja napisalem ze sprawia mi to trudnosc? Napisalem ze w momencie gdy
              niekorzystamy z komunikacji cala procedura wybrania sie autobusem nie trwa
              krotko i jest zwiazana z wieloma niedogodnosciami, ktorych niema gdy jezdzimy
              autem. Proste. Wybieram czytanie ksiazki w domu zamiast tulaczki po kioskach.

              > Jakoś sobie radze
              > bez samochodu..mam zdrowe nogi, chodze i jeżdze rowerem...

              Kazdy sobie radzi tak jak lubi. Mam auto. Tez jezdze rowerem. Nie przepadam za
              MPK i tez mam zdrowe nogi :D Moze Twoi sasiedzi zle sie odzywiaja? Albo zawsze
              uzywaja auta wlasnie dlatego ze maja nadwage?
              • Gość: observer Re: Prosta decyzja odlozenia spraw na pozniej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 15:31
                Racja trente,

                Jestem zmotoryzowany od wielu lat, staram się by samochód mi pomagał w życiu a
                jego brak nie był utrudnieniem, planując spotkanie staram sie by nie wypadło
                okurat w dniu kiedy zostawiam auto w warsztacie na przegląd. Z drugiej strony
                sądzę że osoba z która się umówię zrozumie, że auto to tylko maszynka i może
                się zepsuć - więc trzeba albo naprawić samodzielnie, albo odstawić do
                warsztatu. W sytuacji kiedy następuje awaria z reguły podąża się na spotkanie -
                więc wiąże się to co najmniej ze spóźnieniem.
                ... są dwie strony medalu. Sądzę że autorka początkowego wątku jednak nie
                wzięła pod uwagę takiego drobiazgu: samochód też bywa wymówką - może koleżanka
                nie ma ochoty na spotkanie i używa samochodu jako wymówki nie chcąc
                powiedzieć "daj mi sięty spokój". Bo jakoś jak sie umówi a nie dojedzie to
                jakiś powód musi być...
    • genoveva Re: Uzależnienie od samochodu - chore 16.03.06, 20:02
      Co prawda doskonale rozumiem, że wielu osobom samochód jest potrzebny, wręcz
      niezbędny do życia (sama to przerabiałam) jednak faktycznie coś w tym jest, że
      niektórzy *nigdzie* się bez niego nie ruszą, podając jako powód piętrzące się
      przeszkody, a to pogoda, nie wiadomo jak dojechać, gdzie kupić bilet, poza tym
      autobus/tramwaj będzie na pewno zatłoczony, będą w nim sami chuligani, w
      najlepszym wypadku niedomyci pijacy ;) Czasami mam wrażenie, że wymyślenie
      przyczyny pochłania tyle energii, że już nic nie zostaje, żeby ruszyć się z
      domu ;)
      • konopielka80 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 08:43
        I często dochodzi jeszcze do tego wszytskiego narzekanie, jakie drogie jest utrzyamnie samochodu..
        • relas1 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 09:04
          Dzięki dziewczyny przywracacie mi wiarę w ludzi:)) Ja naprawdę rozumiem, że
          samochód to duże ułatwienie, wygoda i na pewno w pewnym stopniu niezależność,
          tylko przykre jest kiedy ktoś się wymawia, że czegoś tam nie zrobi, bo nie miał
          samochodu. Znam osobe, która nie ma prawa jazdy, tylko jej mąż - oboje koło 50 -
          i kobieta od kilkunastu lat nigdzie nie jeździ autobusami tylko zawsze zawozi
          ją mąż i kiedy on nie moze to ona siedzi w domu. Dla mnie to jakieś kompletne
          uzaleznienie - nie pójdzie sama do fryzjeram, czy tam poplotkować z
          koleżankami - bo nie ma jak się dostać gdzieś tam:) Przecież ileś milionów
          ludzi nie ma samochodu i żyją, załatwiają sprawy, chodzą do pracy, na zakupy,
          do kina.
          • bullowy Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 11:16
            Przejechałem kilka razy europe ,po warszawie jezdziłem samochodem z dziesiec
            lat i ...pozbyłem się samochodu.Przeprowadzilem sie do centrum,nie używam
            samochodu i korzystam z życia :)
            Stac w korkach i tracic życie!,nie dziękuje.
            • Gość: ed Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 15:11
              jestem prezesem niezlej firmy w warszawie i nie mam samochodu, nie wstydze sie jechac tramwajem z biznesowymi partnerami z Zachodu. Dzieki lazeniu po ulicach mam zdrowe serce.
              • Gość: dokto Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 17:52
              • Gość: doktorant Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 17:54
                Bo jestes po prostu cywilizowanym czlowiekiem, tak jak Twoi partnerzy w
                interesach. Ale otaczaja nas zastepy nowobogackich prostakow o mentalnosci
                kmiotow malorolnych.
    • spin_spin_sugar Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 12:18
      ktoś kto się wreszcie dorobił auta niechętnie przesiada się do komunikacji
      miejskiej, choćby dlatego, że doświadczył przez kilkanaście-kilkadziesiąt lat
      tego tłoku, wiecznego pośpiechu(bo odjedzie), marznięcia na przystankach itp.

      choć nieruszanie sie z domu bez samochodu od czasu do czasu - to rzeczywiście
      lekkie przegięcie... no ale człowiek przyzwyczaja się do wygody, której
      wreszcie mu zostało dane doświadczyć;)
      • justynnka Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 12:50
        a co w tym chorego? nie jeżdzę miejską komunikacją od ponad 10 lat- nie lubię
        wymuszonej bliskości innych osób,tłoku,smrodu,opóznień,czekania itd.nie ruszam
        sie z domu bez samochodu.samochód jest po to aby nim jezdzić a nie trzymać na
        parkingu.
        gdybym była zmuszona pozostawić samochód pojechałabym taksówką.nie wyobrażam
        sobie jeżdzenia autobusem z dzieckiem,z zakupami,nie wyobrazam sobie
        dyskomfortu jazdy na stojąco.nie i juz.
    • Gość: ant przyznaje sie - jestem narkosamochodowcem:) IP: *.adsl.inetia.pl 17.03.06, 12:55
      ale to jest zależne od warunków w jakich się znajduję m.in.
      już byłem uzależniony od roweru a teraz jestem od samochodu.
      sytuacja.
    • starucha_izergiel Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 13:56
      Święta racja - lenistwo.
      Odkąd mam samochód, nie ruszam się bez niego nigdzie. Nie chodzę już do
      normalnych osiedlowych sklepów, bo dwa razy w tygodniu robię zakupy w
      hipermarkecie. Kiedy z jakichś powodow nie mogę jechać samochodem, wolę wcale
      nie jechać jeśli oczywiście nie muszę. Nawet na spacer z psem wyjeżdżam do
      lasu. po co mam biegać po chodnikach pomiędzy blokmi, kiedy może się wyszaleć
      bez kagańca i smyczy w lesie, a ja nie muszę się martwić o małe dzieci,
      staruszki i innych przechodniów?

      Nie rozumiem jednego - DLACZEGO CIĘ TO WKURZA?? Bo mnie absolutnie w niczym
      moje wygodnictwo nie przeszkadza i nie uważam tego za żaden koszmar :)
      • Gość: Ktosik Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.06, 01:01
        Zazdrość....
        • Gość: doktorant Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 01:35
          > Zazdrość....

          Zalezy kto... ciemny kmiot moze i zazdrosci, ale normalny czlowiek potrafiacy
          troche kojarzyc fakty, wnioskowac i przewidywac jest przeciwko _nadmiarowi_
          motoryzacji prywatnej. Bo nadmiar motoryzacji niszczy srodowisko, pozera
          przestrzen w miescie, przyczynia sie do rozwoju chorob cywilizacyjnych, i
          wreszcie zabija (kilka tysiecy trupow rocznie), co jest bardzo wymierna strata
          dla kraju. W cywilizowanych krajach ogranicza sie motoryzacje prywatna w
          miastach na rzecz komunikacji miejskiej. Komunikacje miedzymiastowa za to
          rozwiazuje kolej (szybsza, czystsza i bezpieczniejsza niz transport
          samochodowy). W Polsce jednak kmieca mentalnosc nie dopuszcza postaw
          prospolecznych (kojarza sie z komunizmem), w Polsce sa same "pany", ktorych nie
          obchodzi nic, poza swoim tlustym tylkiem. Postawy obywatelskie leza i kwicza.
          Tylko takie podejscie obraca sie w koncu przeciwko nim, ale tego nie sa w stanie
          malym rozumkiem pojac i przewidziec. Czego czlowiek myslacy ma zazdroscic
          kmiotowi z samochodem? Jak napisalo juz wielu: nie chodzi o to, czy ma sie
          samochod, czy nie, tylko czy uzywa sie go wlasciwie, czy tez za jego pomoca
          szkodzi innym i sobie. I wolny wybor konczy sie wtedy, kiedy zaczyna sie
          szkodzic innym. A nadmiar motoryzacji szkodzi i to bardzo.
          • aron2004 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 18.03.06, 09:02
            to są zupełne bzdury. W krajach "cywilizowanych" o wiele mniej osób korzysta z
            komunikacji zbiorowej niż w Polsce.
            • starucha_izergiel Re: Uzależnienie od samochodu - chore 19.03.06, 16:07
              A jeśli nawet korzysta, to poziom tej komunikacji jest nieporównywalnie lepszy.
              Po moim mieście jeżdżą stare śmierdzące autobusy, zaś metra i tramwaju brak -
              najlepszy środek transportu to samochód.

              W Londynie za samochód podziękowałam. Raz, że to za droga przyjemność, dwa,
              podróż jest długa, a stanie w korkach 100% bardziej uciążliwe niż jazda metrem.
      • patent5 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 19.03.06, 09:50
        Nawet na spacer z psem wyjeżdżam do
        > lasu. po co mam biegać po chodnikach pomiędzy blokmi, kiedy może się wyszaleć
        > bez kagańca i smyczy w lesie, a ja nie muszę się martwić o małe dzieci,
        > staruszki i innych przechodniów?
        >
        Wysyłasz swojego psa pod kule strażników łowieckich, i jeszcze się tym chwalisz? Żeby potem nie było płaczu i narzekania na "bezdusznych myśliwych-morderców".
    • Gość: Lena Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: 80.48.96.* 17.03.06, 14:06
      A ja mam samochód, jeżdżę nim dużo ale gdyby nie to,że mieszkam w ogromnej
      aglomeracji (Śląsk) i dojeżdzam bardzo często z Katowic do Gliwic (35km) do
      pracy jeździłabym na rowerze. Szkoda,że w zdłuż autostrady nie zrobiono drogi
      rowerowej. Jazda przez wszystkie miasta w ruchu ulicznym jest zabójcza. Wracam
      za to z pracy i rbię często rundę 25-30 km. Mój kumpel jeździ na rowerze z
      Chorzowa do Gliwic (jakieś 25 km) i z powrotem. Do pracy przyjeżdżą 15 minut
      wcześniej, bierze prysznic i przebiera się w garnitur. Super.
    • feminasapiens Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 14:49
      Ludzie kupują sobie samochody żeby mieć wygodę (mniej ruchu) a potem jeżdżą
      tymi samochodami na siłownię, bo mają za mało ruchu.

      Ot, paradoks.

      Z własnego doświadczenia wiem, że "przesiądnięcie się" z auta na komunikację
      mięjską trochę boli, ale po tygodniu człowiek się przyzwyczaja.

      PS. Jednak wolę samochód niż autobusy/tramwaje. Albo rower, ale boję się
      złodziei i jeżdżę tylko rekreacyjnie (po parku).
      • Gość: sfajros Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.media4.pl 17.03.06, 15:52
        Po pierwsze widzę, że tu niektórzy mają problemy z czytaniem ze zrozumiem.
        Autorce tego postu nie chodziło o to, że jeżdżenie samochodem jest złe. Chciała
        jedynie wskazać na negatywne skutki uzależnienia od samochodu, który występują u
        niektórych posiadaczy aut.

        Kilka osób wspomniało o wolności wyboru. Osoby uzależnione (niezależnie od
        czego) zawsze twierdzą, że są wolne i robią to co chcą. Potrafią przy tym podać
        wiele argumentów na poparcie swoich praktyk. Gdy jednak popatrzeć na to z
        szerszej pesrpektywy, to widać, że ich wolność jest tylko iluzoryczna.

        Uzależnienie od auta przejawia się w tym, że bez niego człowiek nie jest w
        stanie nic zrobić. Gdzie tu wolność? Auto się popsuło i co wtedy? Ktoś pisał, że
        do jazdy autobusami potrzebna jest wiedza o biletach, trasach itp. Jeżdżąc zaś
        autem trzeba pamiętać o benzynie, zmianie oleju, płynu do spryskiwaczy. Często
        dochodzi do tego problem ze znalezieniem miejsca do parkowania. Ktoś pisał, że
        autem przemieszcza się szybciej, jednakże jazda po mieście to też bardzo często
        stanie w korkach. Nie przesadzałbym więc w idealizowaniu samochodu. Jest to
        przydatne narzędzie, lecz ma też swoje ograniczenia

        Pojawiło się wiele głosów krytykujących komunikację miejską. Owszem nie jest ona
        idealna. Mam wrażenie jednak, że największymi krytykami są osoby, które
        autobusem, czy też tramwajem nie jeździły od kilkudziesięciu lat. Skąd więc u
        nich wiedza jak jest w komunikacji zbiorowej?

        Mieszkam we Wrocławiu. Po mieście poruszam się rowerem, autem i komunikacją
        zbiorową. Korzystam z tego co jest najwłaściwsze. Jeżeli mam do wyboru autobus i
        auto, to często wybieram autobus. Jest tańszy, nie muszę się denerwować w
        korkach, mogę spokojnie posłuchać muzyki lub poczytać. Oczywiście zajmuje to
        nieznacznie więcej czasu, ale za to nie muszę potem tracić czasu na szukanie
        miejsca do zaparkowania, ani martwić się, że mi auto ukradną.

        Myślę, że trzeba nam wszystkim trochę więcej rozsądku. Nie dajmy się zwariować!
        pozdrawiam
    • Gość: jonny jak zwykle Polska do tyłu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 15:08
      kazdy nowobogacki burak musi podjechać bryka, tutaj u nas (Paryż, Londyn, Berlin) nikogo to nie podnieca; jezdzimy metrem, kolejka, tramwajem i autobusem; promyk na horyzoncie to Warszawa, gdzie coraz wiecej osob majacych moze i dobry samochow dojezdza do pracy metrem albo autobusem.
      • starucha_izergiel Re: jak zwykle Polska do tyłu 17.03.06, 15:18
        Bo tam nie da się jeździć samochdem! Jechałam kiedyś z Heathrow do hotelu
        godzinę i to wcale nie w szczycie, bo po 21:00, dzień później z hotelu do biura
        znów godzinę, a następnego dnia już przesiadłam się do metra i czas podróży
        skrócił się diametralnie. Samochodem w Londynie możesz jeździć gdy Ci się
        nigdzie nie spieszy.

        W moim mieście nie ma metra, za to płynny przejazd przez miasto jest zaburzony
        wyłącznie w godzinach szczytu. dlatego jazda samochodem nadal może być
        przyjemnością, a nie makabrą.
      • starucha_izergiel Re: jak zwykle Polska do tyłu 17.03.06, 15:22
        P.S. Nie wiem jak w paryżu, czy Berlinie, ale londyńskie pociagi w odróżnieniu
        od polskich przynajmniej nie smierdzą...
        • Gość: bywalec jak smierdzą autobusy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 22:19
          w Warszawie poprawia się, ostatnio jechałem nowym Solarisem z klimatyzacją. Dużo do zrobienia jest w dziedzinie tramwajowej, niektóre PRL-owskie wagony nadaja się na złom. Berlinczycy odkryli tramwaje na nowo po zjednoczeniu bo były zachowane tylko we wschodniej części miasta. Jeżdzi jeszcze trochę starego taboru podobnego do starych polskich ale wiekszość to wspaniałe, niskopodłogowe przegubowce, w których naprawde przyjemnie "podróżować".
      • Gość: Seba Re: jak zwykle Polska do tyłu IP: *.polkomtel.com.pl 17.03.06, 15:28
        Mam wygodny samochód, ale ostatnio jeżdżę komunikacją miejską bo samochód bierze
        do pracy żona. Niestety jazda komunkacją miejską nie jest niczym przyjemnym.
        Minusy to;
        - niepunktualne przyjazdy i dojazdy (wiem - korki) w przypadku autobusu
        (tramwaju/metra na mojej trasie brak)
        - brudne, rozlatujące się wnętrza, niemiłośerny hałas i wibracje starych
        silników. Po tekiej przejażdżce mam tylko ochotę wskoczyć pod prysznic.
        - w zimie stanie na mrozie po 30 minut czekając na przyjazd
        - konieczność wspólnej jazdy z tzw. "proletariatem" - śmierdzącymi robolami,
        drechami o bezmyślnym wyrazie twarzy, podpitymi kolesiami oraz wysłuchiwania
        donośnych tyrad kolesi i panienek przez telefony komórkowe.
        To tyle jeśli chodzi o minusy - jest tego sporo.
        Jedynym plusem jest to że nie prowadząc auta mam jakieś 2x40minut na czytanie
        książek :-)
        Niemniej należy pamiętać że metro i tramwaj to niestety ułamek komunikacji
        miejskiej a i tylko w metrze jest jako tako czysto, punktualnie i bezpiecznie.
        • relas1 Re: jak zwykle Polska do tyłu 17.03.06, 16:01
          ja nie nazwałabym ludzi jeżdżących autobusami śmierdzącym "proletariatem" i
          naprawdę nie zrozumiałe są dla mnie argumenty, że autobusy się spóźniają (
          oczywiście wszystkie i zawsze) trzeba stać na mrozie (bo przeciez cały rok jest
          u nas ciężka zima ), przystanek jest daleko i w ogóle to cała wyprawa -
          najlepiej wziąć plecak, wałówę, kask, ubranie ochronne,i jakieś narzędzie do
          samoobrony - bo trzeba z proletariatem wsiaść do autobusu....haha..szkoda
          gadać, aha i koleżanka na pewno nie podała tego powodu jako wymówki, żeby się
          ze mną nie spotkać - tego akurat jestem pewna:)
          • Gość: Seba Re: jak zwykle Polska do tyłu IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 17.03.06, 21:55
            relas1 napisał:

            > ja nie nazwałabym ludzi jeżdżących autobusami śmierdzącym "proletariatem" i

            oki. tez nie twierdze, ze w autobusach to tylko menele (w koncu sam nimi jezdze
            :-) ale nie da sie ukryc ze roznica jest i trafic na malo przyjemnych typkow
            (smierdzacych potem lub tanimi fajami lub patrzacych spode lba komu tu wyrwac
            teczke/plecak) mozna czesto

            > naprawdę nie zrozumiałe są dla mnie argumenty, że autobusy się spóźniają (
            > oczywiście wszystkie i zawsze) trzeba stać na mrozie (bo przeciez cały rok jest
            > u nas ciężka zima ), przystanek jest daleko i w ogóle to cała wyprawa -
            > najlepiej wziąć plecak, wałówę, kask, ubranie ochronne,i jakieś narzędzie do
            > samoobrony - bo trzeba z proletariatem wsiaść do autobusu....haha..szkoda
            > gadać, aha i koleżanka na pewno nie podała tego powodu jako wymówki, żeby się
            > ze mną nie spotkać - tego akurat jestem pewna:)

            juz dawno zauwazylem ze posiadanie samochodu (mimo korkow) pozwala na
            zalatwienie wiecej niz 1 sprawy wieczorem po pracy. bez samochodu to albo sie
            nie da nic zalatwic, albo najwyzej jedna sprawe w jednym miejscu (byle nie bylo
            to za daleko). dodatkowo powinnas wziac pod uwage ze Twoja kolezanka mogla byc
            po prostu zmeczona i nie miala ochoty na spotkanie akurat w ten dzien i samochod
            (jego brak) byl tylko wymowka.

            Pozdrawiam,
            Seba
      • Gość: haha Re: jak zwykle Polska do tyłu IP: *.cable.casema.nl 18.03.06, 00:26
        Miło, że tam u "Was" macie neostradę. :)
        • Gość: jonny Re: jak zwykle Polska do tyłu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 00:34
          ano mamy jak odwiedzamy warszawe:)
      • Gość: @@@ tutaj u nas... IP: *.autocom.pl 19.03.06, 21:58
        Paryż, Londyn, Berlin...

        IP komputera:
        *.neoplus.adsl.tpnet.pl

        Jakieś kompleksy?
    • friendii Ej relas1 - nie truj 17.03.06, 15:11
      Nie rozumiesz ich - trudno. Po prostu zaakceptuj, że są inni niz Ty. Nie
      wszyscy muszą myśleć tak samo. A jeśli uważasz, że ktoś Cię nie szanuje, bo nie
      chce mu sie dojechać tramwajem na spotkanie z Tobą, to wybacz - taka ocena jest
      Twoim problemem i nie ma nic wspólnego z samochodem albo jego brakiem.
      Ja sama jeździłam samochodem, potem autobusami i znowu samochodem i wiem, że
      rozstanie się z samochodem byłoby dla mnie dużym wyrzeczeniem. To zresztą nie
      ma nic wspólnego z brakiem aktywności fizycznej. Po prostu - o ile nie muszę -
      nie mam ochoty tłuc się trawmajem, żeby potem siedzieć w zadymionej kawiarnii.
      Jak akurat nie mogę dojechac gdzieś samochodem, zawsze zapraszam gości do
      siebie.
      :)
    • bulkazbananem Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 15:14
      trente napisał:
      > Wszystko Cie smieszy jak widze. Dla tracenie godziny czasu na rozpoznanie
      mapy
      > komunikacji miejskiej, szukanie kiosku, analizowanie cennikow, a nastepnie
      > latanie za przystankiem i spedzanie czasu w powolnym autobusie nie jest
      > smieszne.

      Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe, ale robisz z siebie jakiegoś
      niedorozwoja ...skoro pojechanie gdzieś tramwajem lub autobusem wymaga od
      ciebie aż takiego wysiłku intelektualnego he he...a jak pojedziesz na wakacje
      do innego miasta (nie daj Boże zagranicę) i nie ma tam z tobą twojego
      samochodu, to juz chyba tylko staniesz na środku jakiegos skrzyzowania i
      zaplaczesz nad sobą...

    • wuuuj Jak ktos odwykl od smrodu niemytych cial i 17.03.06, 15:31
      przetrawionego alkoholu w srodkach komunikacji miejskiej, to trudno mu sie
      ponownie przyzwyczaic.
      • jokerka1 Re: Jak ktos odwykl od smrodu niemytych cial i 20.03.06, 18:52
        A czy do tego wogóle mozna sie przyzwyczaić?
    • Gość: emma Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: 217.153.187.* 17.03.06, 15:49
      a nie masz poważniejszych zmartwień?
      > Wkurzają mnie osoby, które mając samochód nigdzie nie potrafią się ruszyć
      > pieszo nie mówiąc już o środkach komunikacji miejskiej. A już hasło : sory
      > dziś jestem uziemiona, bo nie mam samochodu, nic nie załatwiłam, nigdzie nie
      > byłam, wczoraj, w sobote itp - bo nie mialam samochodu - mnie rozwala.
      • Gość: peteraski Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.chello.pl 17.03.06, 16:04
        To że KTOŚ WOLI NIEZAŁATWIĆ WAŻNYCH SPRAW, NIE PÓJŚĆ NA SPOTKANIE itp. TO JEGO
        SPRAWA. JEŻELI ZAMIAST POPRAWIAĆ KONDYCJE CHODZĄC 10 KM DO PRZYSTANKU, WOLĄ
        ĆWICZYĆ NA SIŁOWNI. CZY NIEWYCHODZI NA TO SAMO?
    • Gość: dot .... Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.icpnet.pl 17.03.06, 15:55
      To co opisałaś to po prostu połączenie szpanerstwa, lenistwa i sobiepaństwa.
      Mam samochód z którego korzystam, jeżdżę komunikacją miejską, mam bilety, znam
      rozkład połączeń autobusów i tramwajów. We wszystkim trzeba znać właściwe proporcje.
      Jak nie mam samochodu - fakt czuję się fatalnie, ale nie przeszkadza mi to w
      normalnym życiu.
      Szpanerstwo - nie przyjadę do Ciebie, bo nie mam samochodu (musisz wiedzieć jak
      bardzo nieszczęśliwa-wy jestem).
      Lenistwo 100-200m do kiosku po gazetę nie pójdę, bo mam samochód (rozumiem ludzi
      posiadających pojazd od niedawna, bo chcą się nim nacieszyć na zapas) + j/w
      szpanerstwo.
      Sobiepaństwo - patrz j/w szpanerstwo i lenistwo podniesione do kwadratu !!!!!

      Faktem jest, że latem po powrocie z pracy (tramwajem), wsiadam w samochód i
      podjeżdżam trzy przystanki tramwajem, aby pojeździć na rolkach i uważam to za
      luksus ale też troskę o własne zdrowie, gdyż raz wybrałem się tramwajem i cały
      spocony przeziębiłem się a jak zrobię czasem kilkadziesiąt kilometrów to też
      jestem zmęczony.
      Samjochód ma mi ułatwiać, a nie utrudniać życia. A czy przemieszczę się
      samochodem, autobusem czy tramwajem to obojętne, byle szybko i w miarę
      przyjemnie oraz co najważniejsze - ekonomiczne.
      pozdrawiam
      • justynnka Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 16:13
        no jeżeli jazda komunikacją miejska jest szybka ,ekonomiczna i ,,w miarę
        przyjemna" to gratuluję - nadmiaru czasu i poczucia przyjemności.moze równiez
        przyteępionego słuchu,węchu,słabego wzroku.
        • Gość: dot ..... Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.icpnet.pl 17.03.06, 23:07
          Estetka do kwadratu - co to wszystko jej śmiedzi, robole to dno a z wrażeń
          wzrokowych to tylko Rembrandt i Picasso !!!!
          I wyobraź sobie, że szybciej od tramwaju czy autobusu jadę rowerem a teraz mi
          się nie chce.
          A Ty z tych nowobogackich, wiecznie zapracowanych, nie mających na nic czasu i w
          pogardzie innych, którzy nie dorównują Ci standartem życia.
          W słowniku nie znalazem "przyteępionego" - czyżby jakieś nowe słowo z Twojej elyty ?
          A przyjemności bywają różne, których niestety nigdy nie doświadczysz. I wcale
          nie jest mi przykro.
          A może Ty nadwrażliwa jesteś ? Weź PROZAC, będzie Ci lepiej.
          • justynnka Re: Uzależnienie od samochodu - chore 20.03.06, 11:11
            rzeczywiście należę do tych osób które mają mało czasu i ciągle się spieszą.
            pozatym: prozac jest na depresję,od Rembrandta wolę Moneta a pojęcie
            przyjemniści jest względne;)a miedzy smorodem,robolami ( cytuję Twoje słowa:)i
            wielkim malarstwem jest też coś takiego jak zwyczajne poczucie estetyki i
            unikanie kontaktu z tym co nieestetyczne,brudne,brzydkie itd.
            • Gość: dot .... Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.icpnet.pl 20.03.06, 17:32
              Jeśli pojęcie przyjemności jest względne to dlaczego kwestionujesz moje poczucie
              przyjemności jazdy komunikacją miejską ?
              Moje poczucie estetyki pozwala mi na smrodzenie autem podczas wypraw na łono
              natury, aby pooddychać świeżym powietrzem.
              I jestem w stanie zrozumieć ludzi, którym się śpieszy z racji wykonywanych
              zajęć, zawodu, trudności w poruszaniu się itp.
              Lecz nie zgodzę się z poglądem, że alternatywne metody poruszania się są NIE DO
              PRZYJĘCIA, bez sensu i już.
              Tak się składa, że mój miesięczny koszt dojazdu do pracy wynosi 21 zł !!!!
              Unikanie kontaktu z rzeczami nieestetycznymi, brudnymi i brzydkimi niestety nie
              zawsze jest możliwe i po prostu trzeba je ignorować (lub nie dostrzegać) gdy
              unikanie ich jest niemożliwe. Czasem metoda - to czego nie widzę nie istnieje -
              sprawdza się.
        • genoveva Re: Uzależnienie od samochodu - chore 20.03.06, 12:47
          justynnka napisała:

          > no jeżeli jazda komunikacją miejska jest szybka ,ekonomiczna i ,,w miarę
          > przyjemna" to gratuluję - nadmiaru czasu i poczucia przyjemności.moze równiez
          > przyteępionego słuchu,węchu,słabego wzroku.

          To już wygląda na jakąś fobię ;) W takim razie, co robisz, kiedy nie masz
          samochodu ? Wszędzie jeździsz taksówkami, czy w ogóle nie jeździsz ?

          Są trasy, gdzie tramwaj porusza się znacznie szybciej niż samochód. Przejazd
          przez całą Warszawę metrem w godzinach szczytu zabiera mniej czasu niż
          samochodem. Wielu moich znajomych mieszkających pod Warszawą dojeżdża do pracy
          pociągiem, gdyż jest szybciej i można sobie poczytać.
          Bilet komunikacji miejskiej to nie majątek, natomiast często trudno znaleźć
          miejsce parkingowe w centrum Warszawy (w godzinach szczytu) i zazwyczaj trzeba
          za to zapłacić więcej niż za bilet.
          Ręczę ci, że komunikacją miejską nie jeżdżą same brudasy, chociaż oczywiście
          się to zdarza. Również nie zawsze i nie wszędzie jest tłoczno, czasami bywa
          nawet przyjemnie, można sobie np. poczytać, czego raczej nie da się zrobić w
          samochodzie, chociaż mam kolegę, który czyta stojąc w korku :D
          Nie twierdzę, że komunikacja miejska zawsze jest lepsza, jednak ma również
          swoje zalety, nie należy jej demonizować.
          • justynnka Re: Uzależnienie od samochodu - chore 20.03.06, 13:09
            albo jeżdzę sama samochodem,albo zawozi mnie maż albo jeżdzę taksówką. nie
            uznaję miejskiej komunikacji,od 10 lat i nie zamierzam tego zmienić.zreszta-
            mieszkam pod w-wą ,do miasta jeżdzi jeden autobus. wolę sobie nie
            wyobrażać ,,komfortu" jazdy;)
            • genoveva Re: Uzależnienie od samochodu - chore 20.03.06, 13:49
              Nie kwestionuję tego, że samochód jest Ci niezbędny do życia, bo doskonale znam
              to z doświadczenia, też przez jakiś czas mieszkałam pod Warszawą. Chodzi
              jedynie o to, że zbyt demonizujesz komunikację miejską, naprawdę na niektórych
              trasach jest całkiem znośnie, a ponieważ po przeprowadzce do W-wy poruszam się
              głównie po takich traktach oraz na autobutach ;), zrezygnowałam z samochodu.
    • irini Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 16:13
      relas1 napisał:

      > Wkurzają mnie osoby, które mając samochód nigdzie nie potrafią się ruszyć
      > pieszo
      irenka40.blog.onet.pl/
    • Gość: dorota Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: .3.* / 193.111.30.* 17.03.06, 16:21
      A ja kocham swój samochód!! Uwielbiam nim jeździć, włączyć sobie fajną
      muzyczkę i mieć kilkanaście minut tylko dla siebie. Lubie kupowac gadżety do
      samochodu, myć go więc pewno jestem uzależniona. Nie chce mi sie niszczyć
      obcasów na dziurawych chodnikach i wąchać cudzego potu w autobusie i tyle. A
      chodzic też uwielbiam ale po lesie albo w górach a nie wdychając spaliny na
      przystanku.
      • Gość: kubaroz Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.ramtel.pl 17.03.06, 17:48
        to nic personalnego, ale to takie typowe, że mówisz o tych spalinach jakby nie
        były z Twojego samochodu...

        Cały wątek zresztą wypełniony jest lekko przerażającym egocentryzmem. Refleksji
        o tym, że to samochód w mieście jest czymś co zawłaszcza przestrzeń (drogi,
        parkingi), niszczy powietrze i jest niebezpieczny dla pieszych niestety ani śladu :(
      • Gość: Pabloos Dorota-popieram Cie w 100% IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 17:57
        Też tak mam . Dokładnie tak samo. Kocham swoje autko, i bardzo o nie dbam.
        Nigdy go nie zamienie na cuchnacy autobus.
    • Gość: m824 Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 16:29
      ja przez lata do szkoły jeździłam tramwajem. potem przez 2 ata na studia
      autobusem, aż przesiadłam się do auta. i tak już nigdzie sie nie ruszałam
      autobusem tylko autem. kiedy auto mialam przez miesiac unieruchomione zaczelam
      jezdzic autobusem. teraz auto juz jedzi, ale staram sie jezdzic komunikacja
      miejska. rozumiem ludzi, ktorzy tego robic nie chca, bo ja jak spotykam w
      autobusie smierdzacych, nieumytych meneli to sobie powtarzam, ze juz nigdy
      wiecej autobusem.

      jak jezdzisz caly czas autobusem/tramwajem to jestes do tego przyzwyczajona,
      masz miesieczny, wsiadasz w pierwszy lepszy lepszy autobus i jedziesz. osoby
      ktore tego nie robia:
      1. czesto zapominaja skasowac biletu w autobusie i potem musza za to slono
      placic
      2. czesto nie znaja rozkladu jazdu ani trasy danego autobusu i potem jezdza po
      miescie w kolko zeby dostac sie do miejsca docelowego
      3. maja zaplanowane wszystko tak, aby zdazyc samochodem, wiec potem im sie plan
      dnia rozjezdza jak musza nagle autobusem
      itp itd

      ty nie zrozumiesz ich, oni ciebie. tyle.
    • Gość: zrzutka Mamy zrzcucic Ci sie na samochod ?? IP: *.petrus.com.pl 17.03.06, 16:34
      ss
    • Gość: Jolanda Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: 57.66.195.* 17.03.06, 16:59
      Widać Relas, że nigdy nie miałaś samochodu (bądź zbyt krótko aby się
      przyzwyczaić do niego). Jak posiadacz samochodu gwarantuję, że jak już takowy
      będziesz miała to napewno jeżdżenie komunikacją miejską nie będzie ci już
      sprawiało przyjamności.
      Ja mieszkam w miarę w centrum dużego miasta, mam do pracy jakieś pół godziny na
      piechotę (dodam że jeszcze 3 miesiące temu samochodu nie posiadałam) ale nie
      zamierzam jeździć komunikacją miejską bo po prostu tego nie lubię. Spóźnia się
      (oczywiście nie zawsze i nie każdy autobus, lub tramwaj) ale jak wychodzę z
      pracy do domu zmęczona po całym dniu wolę przejść 100m do samochodu niż 100m do
      przystanku. Siedzę sobie w czystym samochodzie, włączam radyjko i jadę sobie
      spokojnie. Nie pcham się do zatłoczonego autobusu, w którym (wiem z
      doświadczenia bo przypominam że jeszcze 3 miesiące temu jeździłam komunikacją)
      są i to nawet bardzo często osoby niezbyt ładnie pachnące wczorajszym winkiem
      marki "wino".
      Do tego nie muszę stać, przypominam że stanie to żaden sport. Nogi mam zdrowe i
      mówiąc sport mam na myśli bardziej pływanie, tenis itp niż chodzenie na mrozie
      lub w upale na przystanek bądź do kiosku.

      Lubię jeździć samochodem i tyle. I ani ty ani nikt inny tego nie zmieni.
      Ale rozumiem też twoje rozumowanie. Też kiedyś miałam za złe zmotoryzowanym to
      że ja musze jeździć komunikacją. Bo mam wrażenie że właśnie o to tobie chodzi.

      Pozdrawiam
      • Gość: MaxHol Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 17:58
        Bosh! Teskty w stylu "Też kiedyś miałam za złe zmotoryzowanym to,
        że ja musze jeździć komunikacją. Bo mam wrażenie że właśnie o to tobie chodzi."
        to kompletne niezrozumienie autorki wątku. Powiem Ci coś. Ja uwielbiam jeździć
        samochodem, ale nie po mieście. Teraz nie mam samochodu, ale przez jakiś czas
        miałem i nigdy nie jeździłem nim po mieście. Właściwie od poniedziałku do piątku
        tylko stał na parkingu. Wolałem pojechać tramwajem na uczelnie, niż męczyć się
        za kierownicą co rano i każdego popołudnia. Można przeczytać gazetę w tramwaju,
        można pójść na zakupy, wsiąść i wysiąść gdzie dusza zapragnie. Nie płaci się za
        prakingi. Jest luz. Wszytko jest kwestią wyboru. Ja osobiście uważam, że centra
        wielkich miast powinny być zamknięte dla ruchu. Nie jestem żadnym nawiedzonym
        ekologiem, po prostu wiem, że w ogólnym rozrachunku byłoby to dla nas o wiele
        lepsze.
        Pozdro.
    • Gość: bakarat Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.tsi.tychy.pl / *.tsi.tychy.pl 17.03.06, 17:13
      też nie lubie ruszać się bez auta klima i 140 koni dają mi więcej niż dostanę po spacerze .
    • Gość: doktorant popieram! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 17:51
      Popieram autorke watku w 100% Napisala prawde o "milosnikach" motoryzacji i
      oczywiscie zaraz cala ich banda zaczelka sie przekrzykiwac w bzdurnych
      argumentach. Samochod jak kazde narzedzie czasem jest niezbedny, a czasem
      zupelnie niepotrzebny. W Polsce niestety kroluje totalne buractwo, objawiajace
      sie tym, ze robi sie wiekszosc rzeczy na pokaz. Z samochodem jest podobnie. Jak
      jeden glupol z druga idiotka dorobia sie nieco, to od razu sa "wyzsza klasa",
      nie beda z "motlochem" autobusami jezdzic, musza pokazac swoja wyzszosc.
      Zalosne. W cywilizowanych krajach jezdzi sie komunikacja miejska i rowerami i
      nikt nie uwaza sie przez to gorszy. W Polsce duze miasta sa totalnie
      zakorkowane, samochodem jedzie sie 2 razy dluzej do pracy niz tramwajem, ale
      uparcie samochodami sie jezdzi. Osobiscie samochodu nie mam (sprzedalem), bo
      stwierdzilem, ze jest mi niepotrzebny. Kwestie finansowe nie graly tu zadnej
      roli. Poruszam sie komunikacja miejska, ktora jest czysta, punktualna, szybsza
      niz samochod (tramwaje maja np. wydzielone torowiska). Jadac tramwajem mam czas
      pomyslec, poczytac, nie musze stresowac sie prowadzeniem auta itp. Samochod to
      dla mnie zaden luksus i tyle. A "samochodziarzom" powiem tyle, ze to nie jest
      kwestia wolnego wyboru. Biorac pod uwage interes publiczny, ekologie, ekonomie i
      ergonomie, lepszym wyjsciem jest zdecydowanie transport zbiorowy. Na Zachodzie
      to zrozumieli, ale tutaj mamy dziki, prymitywny kraj. Osobiscie jestem za
      wprowadzeniem takich regulacji prawno-finansowych, zeby ludziom odechcialo sie
      jezdzic prywatnymi samochodami. Bedzie wtedy czysto, mniej tloczno, bezpiecznie
      i przyjemnie.
      • Gość: MaxHol No i mądrze rzekł! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 18:01
        No i mądrze rzekł!
        A gdzie mieszkasz, bo ja we Wro i bardzo sobie komunikację zbiorową chwalę, choć
        idealna nie jest.
        Pozdro doktorant!
        • Gość: doktorant Re: No i mądrze rzekł! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 18:08
          Ja tez z Wroclawia. Moze u nas jest jakas lepsza komunikacja niz gdzie indziej?
          Bo nowe autubusy Volvo, nowe tramwaje 204WrAs i odremontowane 105N sa naprawde
          super. Pozdro!
          • Gość: MaxHol Re: No i mądrze rzekł! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 18:13
            Tylko nocne takie rzęchy puszczają, chyba ze względu na demolkę, ale poza tym,
            to jest nieźle.
          • horpyna4 Re: No i mądrze rzekł! 17.03.06, 18:15
            Jak czasem patrzę na takich, co muszą podjechać 100 metrów samochodem, to
            odnoszę wrażenie, że samochód pełni rolę wózka inwalidzkiego. Biedactwa...
            • Gość: doktorant Re: No i mądrze rzekł! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 18:26
              > Jak czasem patrzę na takich, co muszą podjechać 100 metrów samochodem, to
              > odnoszę wrażenie, że samochód pełni rolę wózka inwalidzkiego. Biedactwa...

              I to w dodatku wozka inwalidzkiego dla mozgu. Nabyte (bo nikt sie nie rodzi
              niewolnikiem motoryzacji) kalectwo umyslowe to dopiero tragedia.
          • Gość: Pabloos Tu się akurat zgodzę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 18:03
            Po wrocławiu faktycznie lepiej jezdzić KM niz autem. Jazda autem po wrocku To
            Koszmar !!!!!! Ale po Warszawie i Łodzi zdecydowanie wole auto
      • Gość: ami Re: popieram! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 22:22
        miałem znajomego na jednej z wysp koło Miami, był milionerem ale nie miał samochodu bo na wysepce można było wszędzie dojść na piechote. Jak czasem jechał do miasta (centrum Miami) to pożyczał samochód.
      • Gość: andi Re: popieram! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 22:24
        >o zrozumieli, ale tutaj mamy dziki, prymitywny kraj. Osobiscie jestem za
        wprowadzeniem takich regulacji prawno-finansowych, zeby ludziom odechcialo sie

        Takie istnieją np w Londynie also Oslo, coraz cześciej jest trudno wjechać do centrum wielu innych miast bo parkingów albo nie ma labo sś (specjalnie) strasznie drogie.
      • zbig72 a ja nie popieram! 21.03.06, 14:25
        Jadąc samochodem:
        - nie jest się uzaleznionym od rozkładu jazdy,
        - nie wystaje się w deszczu, śniegu, upale na przystankach,
        - nie podróżuje się z sapiącymi babciami, smierdzącymi lumpami, pijanymi
        nastolatkami,
        - nie czuje się człowiek jak sardynka w puszce
        - zawsze ma się miejsce siedzące :)
        - słucha się muzyczki a nie sapiącego czosnkiem sąsiada,
        - powrót wieczorem nie przypomina szkoły przetrwania,
        - nie dzwiga się siat i innych bagaży tylko leżą one z tyłu,
        - nie trzeba się przesiadać,
        - dziecko jedzie bezpiecznie w foteliku a nie na zasadzie loterii - ustąpi ktoś
        miejsce czy nie...

        I największe nieporozumienie ze KM jest szybciej - zawsze samochodem jest
        szybciej (chyba ze ktoś jedzie jak koń jedną trasą - trzeba na bieżąco
        dostosowywać trasę na warunków na drodze) bo właśnie komunikacja zborowa ma ten
        minus - stałe trasy niezaleznie czy jest akurat a nich korek czy nie.
        W Warszawie o dowolnej porze dojadę z dowolnego miejsca w dowolne szybciej niez
        autobus - w ruchu miejskim i w korkach trzeba po prostu umieć jeżdzić.
        Pozdrawiam
    • flamengista i stąd niechęć wobec pieszych 17.03.06, 18:52
      Niektórzy już zupełnie zapomnieli, że też są pieszymi - tak długo siedzą za
      kółkiem, że drażni ich każda osoba przechodząca prawidłowo na pasach.

      Nie prowadzę zbyt często samochodu, bo sam takiego nie posiadam. jednak jak
      siadam za kółkiem, to staram się pamietać o przepisach. Niestety, chyba tylko ja;)

      Przechodząc przez jezdnię zaczynam bać się o życie. Kierowcy nie tylko nie
      zatrzymują się, jak jest się w połowie jezdni, przejeżdżając przeciwległym pasem
      ruchu niemal po stopach pieszego. Zawsze trzeba też brać pod uwagę, że jakiś
      cymbał będzie chciał wyprzedzić na pasach. To samo ze światłami - nie wolno od
      razu ruszyć na zielonym, bo jakiś kretyn może zechcieć "przeskoczyć" na
      czerwonym, bo szkoda mu czekać na zmianę.

      Zastanawiam się, co robi w tej sprawie policja. Tyle się robi akcji bezpieczny
      powrót, znicz etc. A akcji w mieście, majacych na celu poprawę bezpieczeństwa
      pieszego - jak na lekarstwo. Pamiętam kiedyś, że tuż za rondem czekał radiowóz i
      wyłapywał kierowców, którzy wymuszali pierwszeństwo na pieszych będących już na
      pasach. Akcja trwała przez jeden tylko dzień, a ja przez następne dwa tygodnie
      widziałem zdecydowaną poprawę warunków na tym przejściu. Poszła plotka i
      kierowcy zaczęli uważać...
    • Gość: Juras Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.3vnet.pl 17.03.06, 18:53
      mam samochód, ale jak mam sie dostać do centrum, to o wiele bardziej wole
      jechac komunikacja miejską.
      Samochód daje niesamowite mozliwości krajoznawcze i za to go kocham. Weekendowe
      wypady na ryby, wakacyjne wyjazdy- bomba!
      • Gość: OLLI Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.p.pppool.de 17.03.06, 19:17
        **************************************************************

        Pęd do Boga
        Przedstawiamy księdza Wiesława Madziąga, proboszcza z Chojnic,
        najfartowniejszego kierowcę w dziejach Kościoła katolickiego.

        Nie wiadomo nic o marzeniach młodego Madziąga, bo proboszcz mówi o sobie
        niechętnie. Nie wiadomo, czy jego idolem był polski papież Karol Wojtyła czy
        pijak i babiarz Charles Bukowski, czy brazylijski kierowca rajdowy Ayrton
        Senna, czy może wszyscy naraz. Wiadomo, że proboszcz na trzeźwo i po pijaku
        jeździ jak wariat. Miewa przy tym bardziej lub mniej przerażające wypadki i
        zawsze wychodzi z nich bez szwanku.

        Parafia Matki Boskiej Fatimskiej bynajmniej nie pomstuje na swojego
        proboszcza. Przeciwnie – uwielbia wyczynowca, któremu sprzyjają niebiosa. Na
        święceniu samochodów, nie tylko policyjnych, proboszcz Wiesław Madziąg
        dorabia się kolejnych wypasionych fur, które trochę później miejscowi
        blacharze holują i klepią w ramach ofiary na Kościół. Większości wypadków
        proboszcza policja nie notuje, bo „to zwykłe kolizje” – wyjaśniają z
        zadowoleniem mieszkańcy Chojnic.

        Ostatnia „kolizja” nie była jednak zwykła. Ksiądz Madziąg niespodziewanie
        zjechał na przeciwny pas, wjeżdżając na maskę samochodu jadącego z przeciwka.

        Ten cud z proboszczem w Skodzie superb 2,5 TDI zdarzył się 21 stycznia 2006
        r. około szóstej wieczorem. Ksiądz Wiesław wracał właśnie z kolędy. Niekiedy
        driftując mknął jak zwykle ulicami Chojnic, przy lusterku dyndał różaniec, a
        z głośników dudniła muza. Po czołowym zderzeniu maska volvo S70 fantazyjnie
        złożyła się w harmonijkę. Skoda proboszcza straciła zawieszenie, a lewe koło
        całkiem odpadło. Przypadkowi widzowie wybałuszyli gały jak bolończycy, gdy 1
        maja 1994 r. na torze Formuły 1 zginął Ayrton Senna. Z volvo, w które wjechał
        proboszcz, wysiadł człowiek bez obrażeń. Ktoś otworzył drzwi Sskody – wypadł
        proboszcz Madziąg i zatoczył się na ulicy. Gawiedź wstrzymała oddech. Ksiądz
        Wiesław oparł się na czterech kończynach. Był cały i zdrowy, bez ran,
        zadrapań. Nawalony jak stodoła. Jak wtedy, gdy citroenem xsarą przypieprzył
        najpierw w betonowe płyty, z których zbudowane miało być nowe rondo w
        Chojnicach, a później w znak drogowy. Nie zdążył dmuchnąć wtedy w alkomat, bo
        wyjaśnił policjantom, że bardzo się spieszy na mszę.

        Swego czasu ksiądz Wiesław zaliczył też dachowanie, ale chojnicka policja nic
        o tym nie wie. Odnotowała jedynie dwie ostatnie „kolizje” proboszcza
        Madziąga. O innych glinom nie wiadomo, chociaż mieszkańcy kłapią dumnie
        gębami wyliczając kolejne rozpieprzone fury księdza. Przełom nastąpił dopiero
        przy zderzeniu czołowym. Gliniarze powieźli wyklinającego Madziąga na badanie
        krwi do szpitala. Zakapowali w ten sposób, było nie było, swojego kompana.
        Ksiądz Wiesław łączył przecież proboszczowanie z funkcją policyjnego „stałego
        współpracownika”, a w praktyce kapelana policji. Przemawiał na policyjnym
        opłatku, dla policyjnych dzieci organizował niebieskiego Mikołaja, święcił
        policyjne samochody, a nawet samochody dla policyjnych psów – jak podarowany
        swego czasu drogówce i prewencji opel combo. Oficer prasowy chojnickiej
        policji jest bardziej lojalny – o proboszczu nie chce udzielać żadnych
        informacji do czasu otrzymania wyników badania krwi, które trwa już ponad
        miesiąc.

        Proboszcz Madziąg ma wiele szczęścia. Chojniczanie są przekonani, że pochodzi
        ono od samego Boga. Na przykład Senna trzykrotny mistrz świata Formuły 1 po
        ciężkim wypadku na torze Imola zmarł w szpitalu w Bolonii z powodu licznych
        złamań i śmierci mózgu. Tak jak proboszcz – jechał szybko, tyle że na
        trzeźwo. Też tak jak proboszcz zjechał nagle z toru, uderzając w bandę. Senna
        był wtedy o rok starszy od Chrystusa i był to jego 9. rok w Formule 1. A od
        proboszcza Madziąga pobrano krew na zawartość alkoholu dopiero po dziesięciu
        latach jego proboszczowania w „Fatimie”. O tym, że Bóg bardziej jednak lubi
        Madziąga niż Sennę, świadczy głównie to, że proboszcz wciąż żyje.

        Dlatego obrywają się mu także inne fuchy powiązane z roztaczaniem boskiej
        opieki. Ksiądz Wiesław pokropił m.in. najlepszą chojnicką restaurację
        Sukiennice prowadzoną przez Chińczyka, a nawet Zakłady Mięsne Skiba.

        Poza kaskaderskimi popisami proboszcz wiedzie życie normalne. Jak każda
        gwiazda jest też bohaterem licznych opowiastek z mchu i paproci. Parafianie
        księdza Wiesława podkreślają, że proboszcz jest normalnym facetem – oprócz
        szmalu i dobrych fur ma też filmową urodę. Chojnickie dziewczęta porównują go
        do głównego bohatera „Rodziny Soprano” i opowiadają, być może konfabulując,
        że ksiądz daje im na dyskotekę, pod warunkiem że po dyskotece wpadną na
        plebanię. Być może jednak mówią prawdę, bo swego czasu w Chojnicach aż
        huczało, gdy proboszcz Madziąg zakablować miał bogobojnym rodzicom, że
        dziewczyny go molestowały. Starzy odesłali gó..ary na leczenie
        psychiatryczne. Z kolei chojniccy dziennikarze opowiadają o rozbieranych
        fotach, które proboszcz i jego kumpel mieli sobie pstrykać przy różnych
        okazjach.

        Inni doszukują się źródeł szmalu proboszcza kaskadera. Wspominają jego dawne
        biznesy, jak np. skład opału. To, że jest to interes proboszcza, wyszło przez
        głupotę zatrudnionego w składzie sprzedawcy. Na pytanie, czy można kupić
        węgiel na raty, odpowiedział, że musi zapytać księdza Madziąga, bo to on
        tutaj rządzi. Także lokalni bankierzy pamiętają proboszcza z tamtego okresu,
        gdy w sutannie przychodził po kredyty. Ma ksiądz Wiesław do zaciągania
        kredytów talent wybitny zresztą, czym wku..a kuriewnych ekonomów. Ostatnio
        wziął kolejny – na budowę nowego kościoła parafialnego. A z tą budową wiąże
        się inny kontrowersyjny postępek proboszcza, który parafianie dobrotliwie mu
        wypominają. Z okazji fatimskich objawień w roku 2003 proboszcz Madziąg po raz
        pierwszy nie zorganizował koncertu, tylko skromny odpust. Powiedział, że
        zamiast balować, lepiej zbudować kościół. I razem z kredytem i odpustem
        sprawił sobie nowy wóz.

        I tak żyje sobie proboszcz Madziąg na ziemi, swobodnie korzystając z jej
        uciech. W bożym imieniu panuje nad życiem i śmiercią swoją i innych, dając
        ludowi cenne w dzisiejszych czasach poczucie bezpieczeństwa i boskiej opieki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka