Dodaj do ulubionych

Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusji

27.04.06, 10:07
Mnie najbardziej dołuje w rozmowie z osobami wierzącymi, gdy te "potwierdzają"
stawiane przez siebie tezy pseudoargumentami takimi jak:
bo Bóg tak chciał
niezbadana są wyroki boskie
kimże jesteś by podważać boską mądrość

Bleeeee, niedobrze mi się robi. Jak to z kimś takim poważnie dyskutować?
Obserwuj wątek
    • Gość: maniek.27 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.lublin.mm.pl 27.04.06, 11:39
      Są rzeczy których niektórzy nie są w stanie pojąć. Jeśli masz z tym problem to
      jest jedna rada: NIE DYSKUTUJ a unikniesz niedomagań żałądkowych.
      • markiz.de.sade Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 11:51
        Gość portalu: maniek.27 napisał(a):

        > Są rzeczy których niektórzy nie są w stanie pojąć. Jeśli masz z tym problem
        to
        > jest jedna rada: NIE DYSKUTUJ a unikniesz niedomagań żałądkowych.

        Kolejny typ argumentacji. Przykłady można mnożyć ;)
        • Gość: wypasior Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.chello.pl 10.05.06, 15:20
          religia wynika z potrzeby i jest jej zaspokojeniem; pozwala ludziom lepiej
          znosić zawiłości losu i nie ma znaczenia czy jest logicznie spójna; jak bierzesz
          środek przeciwbólowy to nie zastanawiasz się nad jego składem chemicznym
      • Gość: Ed Re: Oj maniusiu, maniusiu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.04.06, 02:35
        Przeglądając dyskusję na forum Olsdztyn znalazłem tako oto post:

        maniek.27 napisał:

        > Edico w żywiole:)! Ale zawiodłem się. Myślałem że będzie coś o wibratorach
        > używanych przez księży, jakiś parafialnych orgiach. Niewieściejesz!!!
        > Tak się zastanawiam czy Cię jakiś ksiądz nie zgwałcił???
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=38208352&a=38222456
      • piekielnica1 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 06.05.06, 19:59
        Gość portalu: maniek.27 napisał(a):

        > Są rzeczy których niektórzy nie są w stanie pojąć. Jeśli masz z tym problem
        >to jest jedna rada: NIE DYSKUTUJ a unikniesz niedomagań żałądkowych.

        Jeżeli Bóg ją taką stworzył, to ją taką ma, a Ty musisz pogodzić się z jego wolą
    • baltazarus Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 15:16
      Albo, że Pismo Święte jest przeciw karze śmierci, albo, że bogaci nie pójdą do
      nieba, a czasem nawet, że z Biblii wynika socjalizm...
      • taus Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 15:19
        Pismo świete NIE jest przeciw karze śmierci, a nawet zachęca do jej stosowania.
        • 0golone_jajka Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 15:25
          Czy pismo może być za a nawet przeciw czemuś??
        • Gość: fg Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.05.06, 10:50
          co za bzdura. Jezus wrócił głosić nowinę, gdzie mówił o nadstawianiu drugiego
          policzka.
    • supaari Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 15:34
      joanna.d.arc napisała:

      > Mnie najbardziej dołuje w rozmowie z osobami wierzącymi, gdy te "potwierdzają"
      > stawiane przez siebie tezy pseudoargumentami takimi jak:
      > bo Bóg tak chciał
      > niezbadana są wyroki boskie
      > kimże jesteś by podważać boską mądrość
      >
      > Bleeeee, niedobrze mi się robi. Jak to z kimś takim poważnie dyskutować?
      >

      A ja się za to wzruszyłem do łez, jak kiedyś przeczytałem pod swoim adresem:
      "Z twoich ostatnich postów wynika, że oprócz hostii [...] chyba nic [nie jesz]".

      Skróty zastosowałem w celu doprowadzenia wypowiedzi do gramatycznej poprawności.
      • 0golone_jajka Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 15:39
        No jest tu też pewna pani Echo, która się zdaje też tylko hostiami pożywiać.
      • zloty_delfin Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 16:56
        Przytocz ten wątek:)
      • kamajkore Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 13:54
        > A ja się za to wzruszyłem do łez, jak kiedyś przeczytałem pod swoim adresem:
        > "Z twoich ostatnich postów wynika, że oprócz hostii [...] chyba nic [nie jesz]"
        hehe, to mi się podoba! :) niedobór pożywienia doskonale tłumaczy wzmożone
        oddziaływanie wina mszalnego (zapewne jedynego napitku) na procesy myślowe... ;)
        • supaari Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 14:57
          kamajkore napisała:

          > hehe, to mi się podoba! :) niedobór pożywienia doskonale tłumaczy wzmożone
          > oddziaływanie wina mszalnego (zapewne jedynego napitku) na procesy
          myślowe... ;
          > )
          >

          Chcesz powiedzieć, że wiesz dlaczego się wzruszyłem? A może coś innego masz na
          myśli?
          • kamajkore Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 15:03
            > Chcesz powiedzieć, że wiesz dlaczego się wzruszyłem? A może coś innego masz na
            > myśli?
            ja tylko poszłam tropem myśli autora tamtego postu o hostii... a któż to może
            wiedzieć 'co autor miał na myśli?' ;)

            skojarzenie offtopic, ale może na temat (?): idąc nieznanym śladem jeszcze nie
            wiem dokąd on prowadzi - dowiem się gdy już będę u celu...
            • supaari Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 15:04
              kamajkore napisała:
              > ja tylko poszłam tropem myśli autora tamtego postu o hostii... a któż to może
              > wiedzieć 'co autor miał na myśli?' ;)
              >
              > skojarzenie offtopic, ale może na temat (?): idąc nieznanym śladem jeszcze nie
              > wiem dokąd on prowadzi - dowiem się gdy już będę u celu...
              >
              Tak mi przyszło do głowy, bo niektórzy po alkoholu się rozczulają ;-)
              • kamajkore Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 15:22
                > Tak mi przyszło do głowy, bo niektórzy po alkoholu się rozczulają ;-)
                >
                oj tak... znam ten stan, aczkolwiek nie po mszalnym :)
            • supaari Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 15:16
              kamajkore napisała:
              > ja tylko poszłam tropem myśli autora tamtego postu o hostii... a któż to może
              > wiedzieć 'co autor miał na myśli?' ;)

              Tak na marginesie - jakbym miał kogoś podejrzewać o "bycie pod wpływem", to
              byłby to jednak "autor" (skojarzone na podstawie "nomen omen").
    • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 27.04.06, 16:26

      > bo Bóg tak chciał
      > niezbadana są wyroki boskie
      > kimże jesteś by podważać boską mądrość

      To są bezsensowne argument na niskim poziomie. Istnieją jednak równie
      bezsensowne argumenty posiadające tak zwodniczy fałsz i tak eleganckie
      brzmienie, że nawet wybitni teologowie i filozofowie dawali się im zwieść. Np:

      1. "Stwórca musi istnieć bo to nie możliwe żeby tak dobrze zorganizowany
      wszechświat (ekosystemy, DNA, obieg materii w przyrodzie etc...) powstał przez
      przypadek" - są tu następujące błędy:
      a) Kto mówi o przypadku? Prawa fizyki nie zezwalają na przypadki (zwykle), więc
      nasz świat jest naturalną konsekwencją praw fizyki.
      b) Kim jesteśmy aby stwierdzać, że "to nie mogło powstać przez przypadek"? Ile
      zaplanowanych przez boga wszechświatów znamy i ile znamy wszechświatów bez
      boga, aby po porównaniu z naszym przypisać go do tych które mają boga?

      2. "Lepiej jest wierzyć w boga, bo jeśli istnieje zyskujemy, a jeśli nie
      istnieje, nic nie tracimy" (tzw. zakład Pascala)
      Błąd jest następujący: to twierdzenie jest prawdziwe tylko wtedy jeśli bóg w
      którego istnienie wierzymy ma zamiar nam to wynagrodzić, lub ukarać za
      niewiarę. A skąd wiadomo, że potencjalny bóg jest właśnie taki? A może istnieje
      ich kilku i wtedy wiara w jednego skreśla nas w oczach innego? Z samego pojęcia
      stwórcy nie wynika, że kocha on ludzi. Nie wynika, że w jakikolwiek sposób go
      obchodzimy. Dlatego zakład Pascala niejawnie przypisuje Bogu dodatkowe
      przymioty (zamiar wynagrodezenia za wiarę i ukarania za jej brak) i przez to
      nie jest tak spójny logicznie jak może się wydawać. Tak samo można by go
      sformułować tak: "Lepiej jest wykładać wieczorami na ganek ciastka dla wróżek
      niż tego nie robić, bo jesli istnieją to zyskamy, a jeśli nie to niewiele
      stracimy" - nie ma tu żadnej przesady - istnienie jednego bytu (boga) którego
      nie da się udowodnić jest tak samo prawdopodobne jak innego (wróżek). Jednak
      drugie sformułowanie zakłądu Pascala wydaje się brzmieć absurdalnie... Właśnie
      dlatego, że cały ten zakład jest absurdalny - można go wykorzystać jako
      argument do wiary w cokolwiek, niezależnie jak byłoby to dziwaczne.
      • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 28.04.06, 00:10
        > a) Kto mówi o przypadku? Prawa fizyki nie zezwalają na przypadki (zwykle),
        więc
        >
        > nasz świat jest naturalną konsekwencją praw fizyki.

        To zdanie tylko prawdopodobne, a nie prawdziwe. Jego prawdopodobieństwo (lub
        nieprawdopodobienstwo) wynika z uzycia słówka ''zwykle''.

        > Ile
        > zaplanowanych przez boga wszechświatów znamy i ile znamy wszechświatów bez
        > boga, aby po porównaniu z naszym przypisać go do tych które mają boga?


        Bład wielu pytań. autor zakłada, że istnieje wiele wszechswiatow. ponadto błąd
        petitio principi.

        > Błąd jest następujący: to twierdzenie jest prawdziwe tylko wtedy jeśli bóg w
        > którego istnienie wierzymy ma zamiar nam to wynagrodzić, lub ukarać za
        > niewiarę. A skąd wiadomo, że potencjalny bóg jest właśnie taki?

        to wynika z semantyki. samo znaczenie słowa "Bóg" przesądza o tym.
        • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 28.04.06, 09:16
          > > a) Kto mówi o przypadku? Prawa fizyki nie zezwalają na przypadki (zwykle)
          > ,
          > więc
          > >
          > > nasz świat jest naturalną konsekwencją praw fizyki.
          >
          > To zdanie tylko prawdopodobne, a nie prawdziwe. Jego prawdopodobieństwo (lub
          > nieprawdopodobienstwo) wynika z uzycia słówka ''zwykle''.

          Używajac słowa "zwykle" miałem na myśli fizykę kwantową w której operuje się
          prawdopodobieństwami a nie ustalonymi wartościami. Dlatego na poziomie
          kwantowym fizyka dopuszcza istnienie "przypadku". Jednak nawet tam przypadek
          jest ujęty w ścisłe wzory i rozkłady prawdopodobieństwa co w efekcie prowadzi
          do tego, że w makroświecie prawa fizyki są już w pełni ścisłe. A więc świat
          jaki znamy jest konsekwencją praw fizyki a czasem "przypadku", ale przypadku
          ujętego w ścisłe ramy.

          > Bład wielu pytań. autor zakłada, że istnieje wiele wszechswiatow. ponadto
          > błąd petitio principi.

          Ja bynajmnienm nie zakładam istnienia wialu wszechświatów. To raczej ktoś kto
          stwierdza, że świat nie powstał przez przypadek zakłada ich istnienie, ponieważ
          zakłada potencjalne istnienie światów przypadkowcych oraz światów zaplanowanych
          i następne stwierdza że nasz jest zaplanowany. Tymczasem mamy tylko jeden
          otaczający nas wszechświat, a trudno jest wyciągać wnioski tylko na podstawie
          jednego przypadku.

          > to wynika z semantyki. samo znaczenie słowa "Bóg" przesądza o tym.

          Widać słowo bóg może mieć różne znaczenia, bo dla mnie nie przesądza.

          • Gość: ant Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.adsl.inetia.pl 29.04.06, 00:02
            facet,ty to jesteś facet :)
            ja bym nie umiał tak tego sformułowac :)
            zazdroszczę...
          • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 03.05.06, 21:38
            > Jednak nawet tam przypadek
            > jest ujęty w ścisłe wzory i rozkłady prawdopodobieństwa co w efekcie prowadzi
            > do tego, że w makroświecie prawa fizyki są już w pełni ścisłe. A więc świat
            > jaki znamy jest konsekwencją praw fizyki a czasem "przypadku", ale przypadku
            > ujętego w ścisłe ramy.


            ''przypadku ujętego w ścisłe ramy'' - należy się zastanowić, czy
            to ''jeszcze '' jjest przypadek w potocznym tego słowa znaczeniu.


            >To raczej ktoś kto
            > stwierdza, że świat nie powstał przez przypadek zakłada ich istnienie,
            ponieważ
            >
            > zakłada potencjalne istnienie światów przypadkowcych oraz światów
            zaplanowanych
            >
            > i następne stwierdza że nasz jest zaplanowany.


            nie.
            stwierdza, że istnieje zaplanowany (stworzony) wszechświat i jest on jeden
            (wszech-świat, nieskończony).

            > Tymczasem mamy tylko jeden
            > otaczający nas wszechświat,

            tak. )

            > Widać słowo bóg może mieć różne znaczenia, bo dla mnie nie przesądza.

            Jeżeli ktoś wierzy w Boga, to jedynie wiara w Boga wszechmogącego (a co z tego
            wynika: niezmiennego, wiecznego, wolnego itp) jest logiczna.

            • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 16:00
              > ''przypadku ujętego w ścisłe ramy'' - należy się zastanowić, czy
              > to ''jeszcze '' jjest przypadek w potocznym tego słowa znaczeniu.

              Dokładnie. A zatem mówić, że "świat nie mógł powstać przez przypadek, ale
              musiał go stworzyć bóg" jest rozumowaniem na opertym na błędnym założeniu, że
              prawa fizyki są przypadkowe oraz , że alternatywą dla zaplanowanego boskiego
              świata jest tylko i wyłącznie świat zupełnie przypadkowy.

              > ... że istnieje zaplanowany (stworzony) wszechświat i jest on jeden
              > (wszech-świat, nieskończony).

              Ok, ale jest to sąd pozbawiony podstaw w formie logicznej implikacji.
              Oczywiście można swobodnie w to wierzyć i na tym właśnie wiara polega. Nie ma
              natomiast logicznego związku między tym jak doskonały i zaplanowany wydaje nam
              się wszechświat, a hipotezą jakoby został on stworzony przez nadistotę.


              > Jeżeli ktoś wierzy w Boga, to jedynie wiara w Boga wszechmogącego (a co z
              tego
              > wynika: niezmiennego, wiecznego, wolnego itp) jest logiczna.

              Zgadzam się, że wiara w takiego boga eliminuje kilka sprzeczności. Jednak
              ciągle argument o którym mówimy (świat jest 'zaplanowany' => isntieje bóg) nie
              jest poprawnym rozumowaniem z punktu widzenia logikii.
              • omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 04.05.06, 22:26
                > Nie ma
                > natomiast logicznego związku między tym jak doskonały i zaplanowany wydaje
                nam
                > się wszechświat, a hipotezą jakoby został on stworzony przez nadistotę.


                >Jednak
                > ciągle argument o którym mówimy (świat jest 'zaplanowany' => isntieje bóg)
                > nie
                > jest poprawnym rozumowaniem z punktu widzenia logikii.


                Świat jest logiczną całością, ok, światem rządzą prawa fizyki, które są
                logiczne i niezmienne. światem rządza prawa przyrody itd. Kluczowe jest zaś
                pytanie - czy coś może powstać z nicości? Skłaniam się ku tezie: Zawsze i
                tylko, Jeżeli coś istnieje, to istnieje też przyczyna i siła sprawcza tegoż.
                • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 05.05.06, 08:37

                  > ... Skłaniam się ku tezie: Zawsze i tylko, Jeżeli coś istnieje, to istnieje
                  > też przyczyna i siła sprawcza tegoż.

                  Ok, ale "siła sprawcza", a "świadoma, inteligentna, wszechmocna nadistota" to
                  nie są byty tożsame. Powiedziałbym nawet, że stawianie między nimi snaku
                  równości jest nieco naciągane. Siłą sprawczą powstania wszechświata może
                  mieścić się w prawach fizyki, tak samo jak siłą sprawczą obiegania Słońca przez
                  Ziemię są prawa fizyki.
                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 05.05.06, 08:45
                    > Siłą sprawczą powstania wszechświata może
                    > mieścić się w prawach fizyki

                    o ile prawa fizyki istnieją odwiecznie.
                    • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 05.05.06, 11:46

                      > o ile prawa fizyki istnieją odwiecznie.

                      Jeżeli nie istnieją odwiecznie to cokolwiek było przed nimi też musiało być
                      prawami fizyki.
                      • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 05.05.06, 12:39
                        > Jeżeli nie istnieją odwiecznie to cokolwiek było przed nimi też musiało być
                        > prawami fizyki.


                        nie zgadzam się.
                        taka teza jest równoważna tezie, że prawa fizyki są odwieczne. A taka teza z
                        kolei to zrównanie Absolutu z prawami fizyki, a mowiac inaczej - rozumienie
                        Absolutu jako praw fizyki. To teza, że prawa fizyki są Absolutem, bo tylko
                        Absolut jest odwieczny.

                        Przed prawami fizyki natomiast i przed wszelkimi innymi prawami i materią nie
                        było nic. I z tej nicości Absolut, bo tylko Absolut stwarza z nicości, powołał
                        do istnienia wszelkie byty i prawa. To jedyny logiczny konstrukt, który nie
                        prowadzi do sprzeczności, prawami fizyki bowiem nie da się wszystkiego
                        uzasadnić. Prawa fizyki nie wystarczą, są one bowiem tylko dziełem, a nie
                        przyczyną dzieł.
                        • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 05.05.06, 12:42
                          > są one bowiem tylko dziełem, a nie
                          > przyczyną dzieł.


                          Oczywiście nie są przyczyną powstania świata, a nawet jeśli są przyczyną
                          powstania materialnego swiata, to same są również dziełem, to znaczy mogą być
                          pierwotne w stosuku do materii, ale na pewno nie są pierwotne ''w ogóle''. Same
                          są bowiem dziełem. Rządząc natomiast światem oczywiście mogą być przyczyną
                          rozmaitych dzieł, jednak nigdy nie powołują bytów z nicości.
                          • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 05.05.06, 14:37
                            > Oczywiście nie są przyczyną powstania świata, a nawet jeśli są przyczyną
                            > powstania materialnego swiata, to same są również dziełem, to znaczy mogą być
                            > pierwotne w stosuku do materii, ale na pewno nie są pierwotne ''w ogóle''.
                            Same

                            Dlaczego nie mogą być pierwotne w ogóle?

                            > są bowiem dziełem. Rządząc natomiast światem oczywiście mogą być przyczyną
                            > rozmaitych dzieł, jednak nigdy nie powołują bytów z nicości.

                            A skąd pewnosć, że wszechświat powstał z nicości? Zamiast zakładać, że coś może
                            powstać z niczego lepiej założyć, że to co istnieje istniało zawsze, tyle że
                            kiedyś mogło istnieć w skrajnie innej niezrozumiałeJ formie.

                            Nawet zakłądając, że coś powstało z niczego nie jesteśmy pewni czym jest
                            to "nic". Bo jeśli z tego "nic" powstało "coś", to może istota tego "nic" jest
                            taka, że może powoływać byty...
                            • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 05.05.06, 17:42
                              > Dlaczego nie mogą być pierwotne w ogóle?


                              [patrz wyżej]


                              > Nawet zakłądając, że coś powstało z niczego nie jesteśmy pewni czym jest
                              > to "nic". Bo jeśli z tego "nic" powstało "coś", to może istota tego "nic"
                              jest
                              > taka, że może powoływać byty...


                              Wtenczas znowu budujemy tezę, że to ''nic'' jest Absolutem. A od nicości, która
                              jest bytem, a której przecież nie można dotknac, zobaczyc ani uslyszec, już
                              bardzo niedaleko do Boga, który jest bytem.

                              • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 05.05.06, 17:47
                                > A od nicości, która
                                >
                                > jest bytem, a której przecież nie można dotknac, zobaczyc ani uslyszec, już
                                > bardzo niedaleko do Boga, który jest bytem.

                                Od razu pisze, o co mi dokladniej chodzilo. Mniej wiecej o to, ze owa
                                hipotetyczna nicość nie moze byc utozsamiana z zadna materia. Co najwyżej z
                                pewnym stanem, nawet z nieskończonością. I z tej nicości Bóg, którego nie
                                dotyczy czas, a ktory niejako odwiecznie trwa ''nad'' tą nicoscia, stwarza byty
                                i prawa. Konczy niejako nicosc poprzez swoja arbitralna decyzje i
                                stwarza ''coś''. I w tym momencie stwarza czas, bo wszelka zmiana zwiazana jest
                                z czasem.
                                • rromero Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 05.05.06, 22:29
                                  Każda dyskusja w której chce się udowodnić istnienie Boga jest z gruntu bez
                                  sensu . Istnienia Boga w żaden sposób nie da się udowodnić . Można uwierzyć lub
                                  nie . Całej Biblii wiara jest przedstawiana jaka moc sprawcza wszelkich łask ,
                                  możliwych do otrzymania w tym życiu . Gdyby Bóg chciał dać nam dowód na swoje
                                  istnienie , to sprawił by to w taki sposób , by nikt nie mógł go podważyć . Lecz
                                  mając dowód mielibyśmy wiedzę nie wiarę . To co możemy poznać w sposób
                                  empiryczny nie może przecież być przedmiotem wiary . Nie można zarazem wierzyć w
                                  Boga i wiedzieć że on istnieje . Wielokrotnie w Biblii powtarzane jest jak ważna
                                  jest wiara . Jeśli więc WIERZĘ że Biblia jest słowem Bożym to znaczy ŻE NIEMA i
                                  nie może być ŻADNEGO dowodu na istnienie Boga .
                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 06.05.06, 09:19
                                    > Każda dyskusja w której chce się udowodnić istnienie Boga jest z gruntu bez
                                    > sensu.
                                    > Istnienia Boga w żaden sposób nie da się udowodnić .



                                    Oczywiscie, ze nie da sie udowodnic w tym sensie, ze nie da sie stwierdzic -
                                    oto tutaj przed wami Bóg, tak on wyglada i taki jest. Natomiast mozna probowac
                                    przez logiczna analize swiata utwierdzac i ugruntowywac swoja wiare.



                                    > Gdyby Bóg chciał dać nam dowód na swoje
                                    > istnienie , to sprawił by to w taki sposób , by nikt nie mógł go podważyć .
                                    Lec
                                    > z
                                    > mając dowód mielibyśmy wiedzę nie wiarę . To co możemy poznać w sposób
                                    > empiryczny nie może przecież być przedmiotem wiary . Nie można zarazem
                                    wierzyć
                                    > w
                                    > Boga i wiedzieć że on istnieje .


                                    oczywiście zgadzam się. wiara to nie jest w żaden sposób wiedza. natomiast
                                    dobrze ugruntowana wiara może być podstawą do dyskutowania z teoriami
                                    (hipotezami) naukowymi (lub pseudonaukowymi) które stwierdzają na przykład
                                    wszelki determinizm lub pochodzenie swiata z wielkiego wybuchu.


                                    > NIE MA i nie może być ŻADNEGO dowodu na istnienie Boga .


                                    Oczywiście, nie ma ''dowodu'' w takim sensie, w jakim to potocznie rozumiemy.
                                    Stąd na przykład pytanie: czy Bóg mógłby sprawić, żeby 2+2 nie było 4? I
                                    odpowiedź: oczywiście, że mógłby, ale czy wtedy nie odkryłby wszystkich kart i
                                    nie udowodnił swojej obecności?
                                    Można też wierzyć w to, że cały świat jest dowodem na istnienie Boga. I że nie
                                    ma bytów bez Boga.
                        • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 05.05.06, 14:31

                          > ... To teza, że prawa fizyki są Absolutem, bo tylko Absolut jest odwieczny.

                          Tak to mniejwięcej widzę.

                          > Przed prawami fizyki natomiast i przed wszelkimi innymi prawami i materią nie
                          > było nic. I z tej nicości Absolut, bo tylko Absolut stwarza z nicości,
                          > powołał do istnienia wszelkie byty i prawa

                          Widzisz - ja to widzę inaczej. Dla mnie prawa fizyki są ostateczne. Jeżeli bóg
                          (zakłądając jego istnienie) czyni cud (zakładając że czyni) to ten cud nie jest
                          zaprzeczeniem praw fizyki, bo to by była sprzeczność. Jeżeli cud się zdarzył,
                          to znaczy że był możliwy, a to znaczy, że był zgodny z prawami fizyki, tylko
                          wykorzystywał nieznane nam do tej pory prawa.
                          Tak samo z początkiem wszechśwaita - skoro miał miejsce, to znaczy, że był
                          możliwy, a to znaczy, że właśnie takie są prafa fizyki, że dopuszczają jego
                          powstanie. Inna sprawa jest taka, że umysł ludzki średnio sobie radzi z
                          nieskończonościami - dlatego parcie zakładamy, że wszechświat miał początek
                          przed którym nic nie było. Nie jest to założenie pewne - równie dobrze
                          wszechświat może być wieczny - bez początku i końca. ew. obserwacje
                          potwierdzające teorię wielkiego wybuchu również nie przeczą takiej hipotezie -
                          przed wybuchem mogła mieć miejsce zapaść "poprzedniego" wszechśwaita - tak czy
                          inaczej nie da się powiedzieć co było przedtem co nie oznacza, że nie było nic.

                          > Prawa fizyki nie wystarczą, są one bowiem tylko dziełem, a nie
                          > przyczyną dzieł.

                          Skąd taki pomysł? W obserwowanym świecie prawa fizyki są przyczyną, a nie
                          dziełem - nikt nie widział aby się zmieniały lub tworzyły. To wszechświat
                          zmienia się i tworzy nowe byty pod wpływem praw fizyki.
                          • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 05.05.06, 17:39
                            > Jeżeli bóg
                            > (zakłądając jego istnienie) czyni cud (zakładając że czyni) to ten cud nie
                            jest
                            >
                            > zaprzeczeniem praw fizyki, bo to by była sprzeczność.
                            itd...


                            1. Bóg nie podlega żadnym prawom i jest wszechmogacy, bo jezeli wierzymy w
                            Boga, to tylko wiara w Boga wszechmogacego jest logiczna. Ale to nie tylko
                            kwestia wiary - nawet Absolut utozsamiany z prawami fizyki musi byc wszechmocny
                            i nieograniczony, bo tylko taka teza jest prawdziwa. Jezeli mowimy: Absolut, to
                            mówimy: wszechmoc. Inaczej nie jest to Absolut.
                            ---> jeżeli nie przypiszemy Absolutowi przymiotu wolnosci i mozliwosci
                            podejmowania arbitralnych decyzji, to przestanie on byc Absolutem.
                            Prawa fizyki zas nie moga byc Absolutem, bo prawa fizyki sa niezmienne -
                            wlasnie owa niezmiennosc powoduje, ze nie moga byc arbitralne, bo wtenczas
                            prowadzilyby do sprzecznosci w swiecie.
                            Podobnie z prawami matematyki - czy Bóg może sprawić, by 2+2 nie było 4?
                            Absolut może to sprawić. Mógł inaczej skonstruowac wszechswiat - dla nas nie
                            mialoby to zadnej roznicy. Mógł uczynic tak, byśmy teraz zastanawiali się, czy
                            może on sprawić, że 2+2 będzie 4 a nie 12. Mógł stworzyć atomy wielkości Ziemi,
                            a planety wielkości galaktyk. Dla nas nie mialoby to zadnej roznicy - prawa i
                            byty, wsrod ktorych przyszloby nam zyc bylyby tak samo logiczne, jak obecnie.

                            Jezeli teza, że prawa fizyki sa Absolutem, daje sie jakos obronic, jestem
                            otwarty na argumenty.
                            • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 09.05.06, 10:04
                              > nawet Absolut utozsamiany z prawami fizyki musi byc wszechmocny
                              > i nieograniczony, bo tylko taka teza jest prawdziwa. Jezeli mowimy: Absolut,
                              > to mówimy: wszechmoc. Inaczej nie jest to Absolut.
                              > --> jeżeli nie przypiszemy Absolutowi przymiotu wolnosci i mozliwosci
                              > podejmowania arbitralnych decyzji, to przestanie on byc Absolutem.

                              Skąd pewność, że taki absolut istnieje? W moich poprzednich wypowiedziach przez
                              absolut rozumiałem pojęcie bardziej fizyczne a mniej metafizyczne, to znaczy
                              prawa fizyki. Absolut Wg Twojej definicji nie jest bytem realnym można go więc
                              odrzucić na podstawie brzytwy Ockhama - nie jest konieczny do tworzenia
                              spójnego obrazu świata

                              > Dla nas nie mialoby to zadnej roznicy - prawa i byty, wsrod ktorych
                              > przyszloby nam zyc bylyby tak samo logiczne, jak obecnie.

                              Z tym się zgadzam, jednak nie trzeba zakładać, że prawa te - jakiekolwiek są -
                              są wynikiem działania świadomego i wszechmocnego absolutu.
                              • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 09.05.06, 19:01
                                > Skąd pewność, że taki absolut istnieje? W moich poprzednich wypowiedziach
                                przez
                                >
                                > absolut rozumiałem pojęcie bardziej fizyczne a mniej metafizyczne, to znaczy
                                > prawa fizyki.

                                Pewności nie ma. nie będzie jej nigdy. tak samo jak pewności, że prawa fizyki
                                są odwieczne. po drugie, nie da się , moim zdaniem, wykluczyć metafizyki.
                                jeżeli nawet świat powstaje dzięki prawom fizyki, to jest to w pewnym sensie
                                metafizyka. wydaje mi się, że powstanie swiata jest wytlumaczalne jedynie
                                metafizycznie. O ile oczywiscie Absolut pojmujemy metafizycznie - wszak zarowno
                                Absolut, jak i prawa fizyki, sa siatką pojeciową stworzona przez czlowieka.

                                > Absolut Wg Twojej definicji nie jest bytem realnym można go więc
                                > odrzucić na podstawie brzytwy Ockhama - nie jest konieczny do tworzenia
                                > spójnego obrazu świata


                                Wg mojej definicji Absolut to istota, byt (i tu jeszcze moznaby wymienic pare
                                synonimow), ktora tlumaczy powstanie i przyczyne wszechswiata. Wychodze od
                                kilku aksjomatow, miedzy innymi od logiki swiata oraz tezy o niemozliwosci
                                stworzenia sie z samego siebie (byt nie stwarza sie sam).
                                • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 10.05.06, 08:33
                                  > nie da się , moim zdaniem, wykluczyć metafizyki.
                                  > jeżeli nawet świat powstaje dzięki prawom fizyki, to jest to w pewnym sensie
                                  > metafizyka. wydaje mi się, że powstanie swiata jest wytlumaczalne jedynie
                                  > metafizycznie

                                  Faktycznie, z takich rozważań nie da się pozbyć metafizyki. A metafizyka nie
                                  jest dziedziną nauki, tak jak fizyka, ale raczej dziedziną z pogranicza
                                  filozofii i religii. Dlatego jeżeli chcemy stosowac logikę i rozumować naukowo,
                                  to należy z rozważań naszych wykluczyć metafizykę na tyle na ile się da zrobić.
                                  Otóż załóżmy hipotetycznie, że wyjaśniono w sposób zadowalający mechanizm
                                  powstania wszechświata - otóż wtedy z punktu widzenia nauki i logiki kwestia
                                  będzie ostatecznie rozwiązana i pytania na temat jak powstał wszechświat oraz
                                  co było przed nim będą miały swoje odpowiedzi. Pytania metafizyczne dotyczące
                                  bardziej celu istnienia świata ciągle pozostaną, natomiast mechanizm będzie
                                  znany. Chodzi mi o to, że zawsze można zapytać "dlaczego" coś się w ten sposób
                                  stało i ostateczna odpowiedź na takie pytanie jest niemożliwa. Dlatego ja wolę
                                  trzymać się takich pytań na które może istnieć przynajmniej potencjalna
                                  odpowiedź.

                                  > Absolut, jak i prawa fizyki, sa siatką pojeciową stworzona przez czlowieka.

                                  Ostatecznie tak, ale tak jak już napisałem poniżej, aby w ogóle możliwe było
                                  rozumowanie trzeba założyć istnienie jakiejś realności, inaczej popadamy w
                                  skrajny solipsyzm. Jedynym sensownym założeniem realności jest założyć że
                                  realne jest to co bezpośrednio obserwujemy, a zatem, że prawa fizyki
                                  obserwowane na codzień tworzą pewną realność. Natomiast absolut jest pojęciem o
                                  wiele bardziej abstrakcyjnym - jego nie obserwujemy na codzień, nawet pośrednio
                                  (jedyną przesłanką jego istnienia są Twoje argumenty, z którymi ja się np. nie
                                  zgadzam), dlatego nie widzę potrzeby umieszczania go w tej samej realości co
                                  niepodważalne prawa fizyki.
                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 12.05.06, 21:27
                                    z tą ''realnością'', empiryzmem jest pewien problem - ja się oczywiscie
                                    zgadzam, że musimy funkcjonować w obrębie języka i w obrębie pojec, w obrebie
                                    pewnych aksjomatow, czy to wynikajacych w sposob oczywisty z natury swiata, czy
                                    to z doswiadczenia. i oczywiscie ''nasza'' logika, prawa rzadzace swiatem,
                                    nauka mają sens. ja nie umieszczam Absolutu w tej samej realnosci co prawa
                                    fizyki, juz z samej definicji nie mozna tego robic. Jednak nie mozna z drugiej
                                    strony twierdzic, ze swiat to tylko to, co namacalne, a realne jest tylko to,
                                    co niewatpliwe do zobaczenia, dotkniecia. Juz np. kwestia uczuc - milosci,
                                    przywiazania - czy np. kwestia moralnosci dowodza, że nie tylko to, co da sie
                                    wpisac w jakis schemat czy opisac za pomoca wzoru jest realne.
                                    • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 16.05.06, 08:58
                                      > Jednak nie mozna z drugiej
                                      > strony twierdzic, ze swiat to tylko to, co namacalne, a realne jest tylko to,
                                      > co niewatpliwe do zobaczenia, dotkniecia. Juz np. kwestia uczuc - milosci,
                                      > przywiazania - czy np. kwestia moralnosci dowodza, że nie tylko to, co da sie
                                      > wpisac w jakis schemat czy opisac za pomoca wzoru jest realne.

                                      Zgadzam się - jednak uczucia, emocje, czy moralność (w sensie kodeks
                                      postępowania) to byty istniejące tylko w umyśle człowieka. Jak najbardziej mogę
                                      zaakceptować umieszczenbie absolutu w realności ludzkiego umysłu, jednak Tobie
                                      jako teiście chyba nie spodoba się ten pomysł. Oznaczałby on, że bóg istnieje
                                      jako wytwór ludzkiego umysłu.
                            • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 09.05.06, 10:09
                              > Jezeli teza, że prawa fizyki sa Absolutem, daje sie jakos obronic, jestem
                              > otwarty na argumenty.

                              To zależy od definicji absolutu - pojęcie "absolutu" jest abstrakcyjne i ma
                              swoje źródło w ludzkim umyśle.
                              • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 09.05.06, 19:04
                                Absolut jako sila sprawcza i przyczyna wszechswiata, a w zwiazku z tym
                                wszechmogaca.
                • gytha_ogg Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 06.05.06, 12:47
                  Kluczowe jest zaś
                  > pytanie - czy coś może powstać z nicości? Skłaniam się ku tezie: Zawsze i
                  > tylko, Jeżeli coś istnieje, to istnieje też przyczyna i siła sprawcza tegoż.


                  ale skad wiesz, ze jak cos istnieje, to musi miec przyczyne? oczywiscie stad,
                  ze taka zasada obowiazuje w naszym wszechswiecie. zasada dobra, jak kazda inna.
                  ale czy nie pomyslales, ze ta zasada niekoniecznie musiala obowiazywac w
                  momencie poczatku wszechswiata? mogla powstac razem z nim i obowiazywac w
                  jego "wnetrzu", ze tak powiem, przez wszystkie czasy, ale to wcale nie oznacza,
                  ze samo powstanie wszechswiata musialo sie do niej stosowac :) rownie dobrze
                  wszechswiat mogl sie pojawic bez zadnej przyczyny.
                  zreszta byloby to chyba bardziej prawdopodobne, zwazywszy, ze zwiazki
                  przyczynowo-skutkowe wymuszaja pewna chronologie zdarzen (przyczyna zawsze jest
                  wczesniej, niz skutek, chociaz w fizyce kwantowej to "wczesniej" bywa dosc
                  subiektywne), a wiec aby ta zasada mogla w ogole obowiazywac, musi istniec
                  czas. a czas tez powstal razem z wszechswiatem.
                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 06.05.06, 22:36
                    > ale skad wiesz, ze jak cos istnieje, to musi miec przyczyne? oczywiscie stad,
                    > ze taka zasada obowiazuje w naszym wszechswiecie. zasada dobra, jak kazda
                    inna.
                    >
                    > ale czy nie pomyslales, ze ta zasada niekoniecznie musiala obowiazywac w
                    > momencie poczatku wszechswiata? mogla powstac razem z nim i obowiazywac w
                    > jego "wnetrzu", ze tak powiem, przez wszystkie czasy, ale to wcale nie
                    oznacza,
                    >
                    > ze samo powstanie wszechswiata musialo sie do niej stosowac :) rownie dobrze
                    > wszechswiat mogl sie pojawic bez zadnej przyczyny.
                    > zreszta byloby to chyba bardziej prawdopodobne, zwazywszy, ze zwiazki
                    > przyczynowo-skutkowe wymuszaja pewna chronologie zdarzen (przyczyna zawsze
                    jest
                    >
                    > wczesniej, niz skutek, chociaz w fizyce kwantowej to "wczesniej" bywa dosc
                    > subiektywne), a wiec aby ta zasada mogla w ogole obowiazywac, musi istniec
                    > czas. a czas tez powstal razem z wszechswiatem.


                    Rzeczywiście we wszechświecie wszystko ma swoją przyczynę. Zaś przyczyną
                    powstania wszechświata mógł być tylko Bóg.
                    • gytha_ogg Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 06.05.06, 23:11
                      > Rzeczywiście we wszechświecie wszystko ma swoją przyczynę. Zaś przyczyną
                      > powstania wszechświata mógł być tylko Bóg.


                      ech... przytoczyles cala moja wypowiedz, ale nie zrozumiales z niej ani
                      jednego slowa.
                      • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 07.05.06, 15:00
                        może cię zaskoczę, ale zrozumiałem.

                        Zwracam ci uwagę na fakt, iż po 1. Bóg nie jest związany czasem; po 2. nie
                        zgadzam się z tezą że byt może powstać bez przyczyny.
                        • gytha_ogg Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 07.05.06, 15:03
                          1. Bóg nie jest związany czasem

                          pod warunkiem, ze w ogole istnieje Bog.

                          2. nie
                          > zgadzam się z tezą że byt może powstać bez przyczyny.

                          to juz zauwazylam. nie uzasadniles jednak, skad tapewnosc?
                          • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 07.05.06, 15:31
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=40925299&a=41344548
                            Jeżeli poszukujemy jakichś aksjomatów, to dla mnie aksjomatem może być zdanie:
                            Świat jest logiczny. Jeśli świat jest logiczny, to musiał powstać w sposób
                            logiczny, bo Swiat, jakoże nie mogl stworzyc sie sam, bo nic nie moze stworzyc
                            sie samo (żaden byt nie stwarza sie sam), musiał ZOSTAĆ STWORZONY. A przypadek
                            lub brak przyczyny nie jest logicznym wytłumaczeniem powstania swiata, bo zaden
                            byt nie powstaje przez przypadek (lub bez przyczyny) z niczego. Nawet przypadek
                            nie jest w stanie spowodowac, że z niczego stanie się coś. (jeśli ''przez
                            przypadek'' mógł powstać świat, do dlaczego rozumny człowiek, który może
                            zapanować nad ''przypadkiem'' nie stwarza z nicości?) Tutaj równolegle
                            prowadzimy tezę o stworzeniu świata z nicości, plus wchodzi teza o Bogu jako
                            stworzycielu swiata. Bogu, który jest logiczny, i który jest odwieczny. Tak na
                            poczekaniu tyle moge powiedziec.
                            • gytha_ogg Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 07.05.06, 18:04
                              > Jeżeli poszukujemy jakichś aksjomatów, to dla mnie aksjomatem może być
                              zdanie:
                              >
                              > Świat jest logiczny.

                              tak, tylko, ze nie wiadomo, na ile czlowiek jest w stanie pojac logike swiata.
                              poczytaj (moze juz czytales) o zjawiskach kwantowych lub relatywistycznych -
                              ktorych prawdziwosci dzisiaj nikt nie kwestionuje. tylko, ze gdybys o nich
                              opowiedzial fizykowi z XVIII wieku, pomyslalby, ze jestes niespelna rozumu, a
                              Twoje opowiesci nazwalby kupa bzdur, nie majaca z logika nic wspolnego.

                              to, ze w Twoim subiektywnym odczuciu "logiki" nic nie moze powstac bez
                              przyczyny, nie oznacza, ze tak jest w istocie. nie takie "dogmaty" w fizyce juz
                              runely :)
                              • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 07.05.06, 21:15
                                > to, ze w Twoim subiektywnym odczuciu "logiki" nic nie moze powstac bez
                                > przyczyny, nie oznacza, ze tak jest w istocie. nie takie "dogmaty" w fizyce
                                juz
                                >
                                > runely :)


                                hmm, podaj przykład rzeczy, która powstaje bez logicznej przyczyny...


                                Co się tyczy logiki - człowiek wyjaśnia i opisuje świat za pomocą tych słów i
                                tych pojęć, które jest w stanie zrozumieć i rozumie. Jednak mówiąc, że ta nasza
                                logika może być nieadekwatna do jakiejś ''logiki'' nieodkrytej, jest
                                postawieniem świata na głowie. W ten sposób niczego nie dałoby się zbadać, a
                                nauka nie miałaby sensu.
                                • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 09.05.06, 12:29
                                  > Co się tyczy logiki - człowiek wyjaśnia i opisuje świat za pomocą tych słów i
                                  > tych pojęć, które jest w stanie zrozumieć i rozumie. Jednak mówiąc, że ta
                                  > nasza logika może być nieadekwatna do jakiejś ''logiki'' nieodkrytej, jest
                                  > postawieniem świata na głowie. W ten sposób niczego nie dałoby się zbadać, a
                                  > nauka nie miałaby sensu.

                                  W skrajnie ścisłym sensie: nauka nie ma sensu! Sens to pojęcie wytworzone przez
                                  umysł, a ten nie operuje na faktach, ale na boźdźcach i wrażeniach (które są
                                  mylące) i to na ich podstawie dochodzi do tego że istnieje jakaś logika. Taka
                                  postawa jednak (skrajny solipsyzm) nie pozwala na jakiekolwiek rozumowanie,
                                  dlatego godzimy się na pewne uproszczenie - zakładamy, że to co widzimy w około
                                  jest pewną "realną rzeczywistością", a wszystko co pozwala na wyjaśnienie
                                  tego, - choćby było tak dziwaczne jak mechanika kwantowa - nazywamy prawami
                                  fizyki, czy w szerszym sensie - logiki.
                                  Główny błąd, a przynajmiej nieścisłosć której uparcie się trzymasz, to
                                  przykładanie tej naszej "empirycznej" logiki i praw do czegoś tak unikalnego
                                  jak powstanie wszechświata. Twierdzisz, że obserwowane przez nas zjawiska
                                  wewnątrz wszechświata mają swoje przyczyny, więc cały wszechświat jako zjawisko
                                  też musi mieć swoją przyczynę zewnętrzną.
                                  Przyznasz chyba, że trudno nam sobie nawet wyobrazić co mogło istnieć przed
                                  wszechświatem, czy było jakieś "przed" i czy w ogóle takie dywagacje mają sens
                                  (w rozumieniu w jakim sens mają dywagacje o powtarzalnych zjawiskach świata
                                  codziennego), a mimo tego uparcie twierdzisz, że jedynym "logicznym i
                                  sensownym" założeniem jest założenie, że świat powstał na skutek działań
                                  pewnego bytu o znanych ci cechach (wszechmoc itd) - takie założenia nie są
                                  konieczne z punktu widzenia logiki, ponieważ geneza wszechświata wymyka się
                                  wszelkiej percepcji.

                                  Co więcej - próby wytłumaczenia powstania wszechświata poprzez włączenie w tok
                                  rozumowania absolutu, tak naprawdę niczego nie tłumaczą - to co ja nazywam
                                  obszarem nieznanym i z definicji niepoznawalnym ty nazywasz absolutem. Załóżmy
                                  że istnieje absolut który jest przyczyną wszechświata - a co jest jego
                                  przyczyną? Dlaczego upierając się że wszechświat musi mieć przyczynę ("nic nie
                                  powstaje z nicości") bez refleksji zakładasz, że absolut przyczyny nie
                                  potrzebuje? Rozumiem, że aksjologicznie założyłeś, że absolut jest jedynym
                                  bytem który nie potrzebuje przyczyny i który może stwarzać coś z niczego. Ale
                                  przecież prościej jest założyć, że to prawa fizyki są "absolutem", są wieczne,
                                  byc może nawet zmienne, ale nie znikają i nie musiały się pojawić, bo były
                                  zawsze (cokolwiek znaczy "zawsze") - w ten sposób rolę absolutu przenosimy o
                                  poziom niżej dzięki czemu pozbywamy się nadmiarowego bytu.
                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 09.05.06, 19:37
                                    > Główny błąd, a przynajmiej nieścisłosć której uparcie się trzymasz, to
                                    > przykładanie tej naszej "empirycznej" logiki i praw do czegoś tak unikalnego
                                    > jak powstanie wszechświata. Twierdzisz, że obserwowane przez nas zjawiska
                                    > wewnątrz wszechświata mają swoje przyczyny, więc cały wszechświat jako
                                    zjawisko
                                    >
                                    > też musi mieć swoją przyczynę zewnętrzną.


                                    ale wszechświat to przecież jest to samo, co obserwujemy na co dzień. te prawa,
                                    ktore odkrywa i opisuje czlowiek na ziemii sa prawami calego wszechswiata. a
                                    wszechswiat zaś to nic innego jak byty rzadzone prawami. byty, ktore potrzebuja
                                    przyczyny. swiat jest logiczny - od tego wychodze i tego nie trzeba udowadniac -
                                    czy logiczny swiat mogl powstac bez logicznej przyczyny, lub tez w nielogiczny
                                    sposob?


                                    > próby wytłumaczenia powstania wszechświata poprzez włączenie w tok
                                    > rozumowania absolutu, tak naprawdę niczego nie tłumaczą - to co ja nazywam
                                    > obszarem nieznanym i z definicji niepoznawalnym ty nazywasz absolutem.

                                    tak - a natury absolutu nie jestesmy w stanie poznac. absolut to w pewnym
                                    sensie obszar nieznany.

                                    > Załóżmy
                                    > że istnieje absolut który jest przyczyną wszechświata - a co jest jego
                                    > przyczyną? Dlaczego upierając się że wszechświat musi mieć przyczynę ("nic
                                    nie
                                    > powstaje z nicości") bez refleksji zakładasz, że absolut przyczyny nie
                                    > potrzebuje? Rozumiem, że aksjologicznie założyłeś, że absolut jest jedynym
                                    > bytem który nie potrzebuje przyczyny i który może stwarzać coś z niczego.


                                    Dokladniej rzecz biorac absolut jest bytem wszechmogacym. cos co jest
                                    wszechmogace z definicji nie ma przyczyny, konca, i jest wszechwladne,
                                    niezmienne, wolne - ale to wszystko miesci sie w okresleniu - wszechmogacy. nie
                                    istnieje byt o nazwie ''nie-wszechmogacy absolut'', i nie mozna wierzyc w
                                    absolut nie-wszechmogacy, bo to prowadzi do sprzecznosci. jezeli wierze w
                                    absolut, to w absolut wszechmogacy.


                                    >Ale
                                    > przecież prościej jest założyć, że to prawa fizyki są "absolutem", są
                                    wieczne,
                                    > byc może nawet zmienne, ale nie znikają i nie musiały się pojawić, bo były
                                    > zawsze (cokolwiek znaczy "zawsze") - w ten sposób rolę absolutu przenosimy o
                                    > poziom niżej dzięki czemu pozbywamy się nadmiarowego bytu.

                                    prawa fizyki nie moga byc absolutem, juz o tym pisalem. z logicznego punktu
                                    widzenia prawa fizyki nie sa bowiem wszechmogace, sa niejako wpisane w świat.
                                    są tym narratorem, ktory opowiada nam swiat, przewraca strony w ksiedze itp.
                                    prawa fizyki nie sa wolne i sa pozbawione mozliwosci arbitralnych rozstrzygniec.

                                    ponadto budujesz pewien absurd - mówisz, ze powstnie wszechswiata to ''obszar
                                    nieznany'', i z tym sie zgadzam i jest to niewątpliwe. tlumaczysz to prawami
                                    fizyki, ktore sa przeciez poznawalne (z tym zdaniem zgadzam sie rownież). zaś
                                    absurdem jest zestawienie tych tez: powstanie wszechswiata to niepoznawalny
                                    obszar, ktory jest wytlumaczalny poznawalnymi prawami fizyki.
                                    Tak wiec wpisanie w nasz schemat ''absolutu'' (dodatkowego bytu , jak go
                                    nazywasz) wcale nie jest niepotrzebne , a wrecz konieczne,
                                    • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 10.05.06, 08:17
                                      > Dokladniej rzecz biorac absolut jest bytem wszechmogacym. cos co jest
                                      > wszechmogace z definicji nie ma przyczyny, konca, i jest wszechwladne,
                                      > niezmienne, wolne

                                      Ok, załóżmy nawet że to ten absolut istnieje - ale dlaczego nadajesz absolutowi
                                      cechy psychiczne - skoro ma być wszechmogący, to musi posiadać wolę, a wola to
                                      cecha organizmów żywych. Skąd pewność, że absolut posiada wolę? dlaczego nie
                                      może być bytem "nieożywionym" który posiada zdolność kreacji, ustalania praw
                                      fizyki analogicznie do tego jak nieożywione słońce posiada zdolność ogrzewania
                                      i zmieniania planet krążących wokół niego? Pytam, bo to co Ty nazywasz
                                      absolutem wszechmogącym dla mnie jest właśnie bytem tego samego typu co prawa
                                      fizyki - Można go nazwać (jesli się chce) dodatkowym poziomem praw fizyki, choć
                                      prościej wg mnie założyć, że są to te same prawa co obserwowane wokoł nas, ale
                                      nie poznaliżmy ich jeszcze do końca i pewnie nigdy nie poznamy.

                                      > absurdem jest zestawienie tych tez: powstanie wszechswiata to niepoznawalny
                                      > obszar, ktory jest wytlumaczalny poznawalnymi prawami fizyki.
                                      > Tak wiec wpisanie w nasz schemat ''absolutu'' (dodatkowego bytu , jak go
                                      > nazywasz) wcale nie jest niepotrzebne , a wrecz konieczne,

                                      Pisałem już, że dla mnie prawa fizyki to prawa tego co możliwe, dlatego skoro
                                      wszechświat powstał, to znaczy, że prawa fizyki dopuściły do takiego powstania.
                                      A więc nawet jeżeli powstanie wszechświata jest okryte tajemnicą i jest z
                                      definicji niepoznawalne to jedno możemy o nim powiedzieć - zaszło zgodnie z
                                      prawami fizyki. Nie ma tu żadnej sprzeczności.
                                      • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprspla.plusgsm.pl 10.05.06, 14:57
                                        > Ok, załóżmy nawet że to ten absolut istnieje - ale dlaczego nadajesz
                                        absolutowi
                                        >
                                        > cechy psychiczne - skoro ma być wszechmogący, to musi posiadać wolę, a wola
                                        to
                                        > cecha organizmów żywych. Skąd pewność, że absolut posiada wolę?


                                        1. wola to nie jest cecha wszystkich organizmow zywych. trudno mowic o woli
                                        glonów czy woli pszczoły.
                                        2. ja nie nadaje absolutowi cech ludzkich (a wiec i psychicznych) - ja tylko
                                        mowie, ze z definicji wszechmocy wynika to wszystko.
                                        3. nie postrzegam absolutu jako czlowieka siedzacego na chmurze. swoja droga
                                        wydaje mi sie , ze niektorzy ateisci maja z tym problem - nie sa w stanie
                                        zrozumiec, ze wiara w Boga to nie wiara w czlowieka z broda, ktory kiedys tam
                                        ulepil z prochu swiat. i to jest podstawowa pulapka w jaka wpadaja. absolutu
                                        nie da sie zrozumiec i nie da sie zdefiniowac. dobrym stwiedzeniem jest
                                        zdanie: "jest, ktory jest" (pomijajac kwestie czy ktos wierzy,czy nie, czy
                                        uznaje biblie, czy nie) - to rzeczywiscie jedyna adekwatna definicja absolutu -
                                        ktora z jednej strony zawiera wszystkie jego cechy, z drugiej zas nie mowi nic.
                                        4. prawa fizyki pozbawione sa ''woli'' wiec nie bardzo widze, w jaki sposob
                                        mozna pogodzic teorie stworzenia swiata poprzez prawa fizyki (czy w zgodzie z
                                        nimi). wydaje mi sie , ze jedyna konsekwentna logiczna teza, ktora wynika ze
                                        stwierdzenia o odwiecznosci praw fzyki, to teza mowiaca o odwiecznosci materii.
                                        wykluczajac role absolutu i ograniczajac sie do praw fizyki, skazujemy sie na
                                        konsekwencje nastepujace: materia byla zawsze, tylko poprzez prawa fizyki w
                                        jakis sposob zmienila sie w koncu tworzac swiat.
                                        5. jezeli przyjmujemy teze o tym, ze stworzenie swiata jest zgodne z prawem
                                        fizyki, to wlasciwie nie jest to sprzeczne z teza o istnieniu abolutu
                                        stwarzajacego swiat. mozna w gruncie rzeczy powiedziec, ze absolut stwarza
                                        prawa i ''w oparciu o nie'' inicjuje logiczny swiat.

                                        > to co Ty nazywasz
                                        > absolutem wszechmogącym dla mnie jest właśnie bytem tego samego typu co prawa
                                        > fizyki - Można go nazwać (jesli się chce) dodatkowym poziomem praw fizyki

                                        Można oczywiscie okreslic absolut ''prawem''. w gruncie rzeczy absolut sam w
                                        sobie jest prawem. jednak moim zdaniem prawa fizyki sa tylko jedna z mozliwych
                                        alternatyw, logika swiata jest tylko jedna z mozliwych logik, na jakich kanwie
                                        byt wszechmogacy mogl zbudowac swiat.
                                        • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 11.05.06, 12:06
                                          > 1. wola to nie jest cecha wszystkich organizmow zywych. trudno mowic o woli
                                          > glonów czy woli pszczoły.

                                          Oczywiście. Chodziło mi o "żywy" w sensie "świadomy"

                                          > 2. ja nie nadaje absolutowi cech ludzkich (a wiec i psychicznych) - ja tylko
                                          > mowie, ze z definicji wszechmocy wynika to wszystko.

                                          Właśnie o tym mówię - z terminu "wszechmoc" wynika posiadanie woli. Skąd
                                          jednakl pewność, że przyczyna wszechświata posiada wolę? Termin wszechmoc ma
                                          takie znaczenie jakie ma, bo wywodzi się od okresleń prymitywnych bóstw na
                                          podobiweństwo człowieka. Absolut o którym mówimy nie musi mieć jednak żadnych
                                          takich cech.


                                          > 3. nie postrzegam absolutu jako czlowieka siedzacego na chmurze. swoja droga
                                          > wydaje mi sie , ze niektorzy ateisci maja z tym problem - nie sa w stanie
                                          > zrozumiec, ze wiara w Boga to nie wiara w czlowieka z broda, ktory kiedys tam
                                          > ulepil z prochu swiat.

                                          Nie mam z tym żadnych problemów. Ty oczywiście też nie. Za to mam wrażenie że
                                          99% osób wyznających jakąś religię ma właśnie takie pojęcia o bogu - i trudno
                                          im się dziwić: judaizm, islam, chrześcijańswo, większosć odmian hinduizmu i
                                          buddyzmu widzi boga (czy bogów) jako istotę podobną w swych cechach
                                          psychicznych do człowieka. Do tego wiara w to że bóg ingeruje w życie ziemskie,
                                          wysyła swoich wysłanników , czyni cuda , mówi ludziom jak mają zyć - w to
                                          wszystko trzeba przecież wierzyć żeby móc siebie nazywać chrześcijaninem, czy
                                          muzułmanem, a takie pojęcie boga nie ma nic wspólnego z absolutem o którym
                                          mówimy (przynajmniej w moim rozumieniu tej dyskusji). Myślę, że wielu ateistów
                                          i agnostyków mimo że wątpią w istnienie boga jest gotowych zaakceptować
                                          argument, że bóg jest absolutem ale nie ma cech psychicznych. Oni właśnie nie
                                          wierzą w boga jako starca na chmurce, a taką wizję boga przedtawiają religie.
                                          Ale odeszliśmy od tematu.

                                          > ... "jest który jest" ... ktora z jednej strony zawiera wszystkie jego cechy,
                                          > drugiej zas nie mowi nic.

                                          Otóż to! Zgodnie z zasadami logicznego rozmowania taka definicja absolutu nie
                                          pozwala na w jakikolwiek sposób poprawnie rozumownaie na jego temat. Jak można
                                          argumentować logicznie używając pojęcia którego defincja nic nie mówi? Które
                                          jest praktcznie pozbawione definicji? To właśnie miałem na myśli pisząc, że
                                          absolut jest bytem nadmiarowym.


                                          > 4. prawa fizyki pozbawione sa ''woli'' wiec nie bardzo widze, w jaki sposob
                                          > mozna pogodzic teorie stworzenia swiata poprzez prawa fizyki (czy w zgodzie z
                                          > nimi).

                                          Tylko przy założeniu że do do stworzenia wszechświata potrzebna jest wola. A
                                          dlaczego ma być potrzebna? Nawet jesli założymy, że wszechświat musi mieć
                                          przyczynę, to ciągle "przyczyna" to nie to samo co "wola".

                                          > wydaje mi sie , ze jedyna konsekwentna logiczna teza, ktora wynika ze
                                          > stwierdzenia o odwiecznosci praw fzyki, to teza mowiaca o odwiecznosci
                                          > materii. wykluczajac role absolutu i ograniczajac sie do praw fizyki,
                                          > skazujemy sie na konsekwencje nastepujace: materia byla zawsze, tylko
                                          > poprzez prawa fizyki w jakis sposob zmienila sie w koncu tworzac swiat.

                                          Jestem w stanie zaakceptować taką hipotezę jako (juedno z wielu) potencjalne
                                          wyjaśnienie genezy wszechświata, choć nie do końca zgadzam się z tym
                                          rozumowaniem. Myślę, że można ją rozrzeczyć poprzez poszerzenie
                                          pojęcia "materia". Nie wiemy czym tak naprawdę jest materia - mozna jedynie ją
                                          definiować empirycznie - jako to co widzimy teraz. Być może na jakimś poziomie
                                          unifikacji praw fizyki materia i przestrzeń jest tym samym. Wtedy hipoteza
                                          brzmi: "przestrzeń istniała zawsze". Dalej nie wiemy co oznacza 'zawsze'. Nie
                                          wiadomo czy zawsze oznacza, ze istniało jakieś 'przed' wszechświatem, czy nie.
                                          Tak czy inaczej hipoteza o której mówimy jest zgodna z teorią o wszechświacie
                                          cyklicznym.


                                          > 5. jezeli przyjmujemy teze o tym, ze stworzenie swiata jest zgodne z prawem
                                          > fizyki, to wlasciwie nie jest to sprzeczne z teza o istnieniu abolutu
                                          > stwarzajacego swiat. mozna w gruncie rzeczy powiedziec, ze absolut stwarza
                                          > prawa i ''w oparciu o nie'' inicjuje logiczny swiat.

                                          Mniejwięcej. Wolałbym jednak nie mnożyć bytów i założyć, że to to samo.

                                          > jednak moim zdaniem prawa fizyki sa tylko jedna z mozliwych
                                          > alternatyw, logika swiata jest tylko jedna z mozliwych logik, na jakich
                                          > kanwie byt wszechmogacy mogl zbudowac swiat.

                                          Wtedy muszą istnieć jakieś nadrzędne prawa fizyki i logiki które unifikują te
                                          alternatywy. Można za absolut uznać te nadrzędne prawa, ale:
                                          1. Skąd pewność, że muszą one mieć wolę?
                                          2. Skąd pewność, że istnieją jakieś alternatywy do naszych praw?
                                          • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 12.05.06, 14:34
                                            > Myślę, że wielu ateistów
                                            > i agnostyków mimo że wątpią w istnienie boga jest gotowych zaakceptować
                                            > argument, że bóg jest absolutem ale nie ma cech psychicznych. Oni właśnie nie
                                            > wierzą w boga jako starca na chmurce, a taką wizję boga przedtawiają religie.


                                            Ateista nie wierzy w zadnego Boga, nie wierzy w Absolut. Nie wierzy moze
                                            wlasnie dlatego, ze spłyca temat do ''starca na chmurze''.
                                            Religie nie przedstawiaja takiej wizji Boga. Rzezba, obraz, fresk
                                            (przedstawiajacy oczywiscie Boga) spelniaja dzisiaj podobna role, jak w
                                            sredniowieczu. te wszystkie wizerunki statystycznie bardzo rzadko
                                            przestawiaja "Boga". Jezusa, Matke Boska, apostolow, swietych - czesciej, ale
                                            to byli przeciez ludzie (wykluczajac Jezusa,ktory jednak przybral ludzkie
                                            cialo).

                                            > Tylko przy założeniu że do do stworzenia wszechświata potrzebna jest wola. A
                                            > dlaczego ma być potrzebna? Nawet jesli założymy, że wszechświat musi mieć
                                            > przyczynę, to ciągle "przyczyna" to nie to samo co "wola".


                                            Ale jezeli swiat ma przyczyne, to ta przyczyna ''czyms jest''. i tu powstaje
                                            fundamentalne pytanie - czy wyznajemy teorie, ze wszystko powstało, czy
                                            wyznajemy teorie, ze cos moglo nie powstac (pomijajac absolut). i ta koncepcja
                                            przyczyny, ktora stwarza swiat, prowadzi do konsekwentnej tezy, ze cos moglo
                                            nie powstac, a wiec ze cos jest odwieczne. ta przyczyna jest wlasnie odwieczna.
                                            po drugie - mozemy uznawac, ze wszystko powstalo, wtedy trzeba szukac przyczyny
                                            tej przyczyny swiata. Mozna tak szukac bez konca.
                                            Wprowadzenie do rozumowania absolutu konczy ten dylemat. Bo jesli cos jest
                                            odwieczne, wszechmogace, a ponadto NIEZDETERMINOWANE (prawa fizyki są
                                            zdeterminowane), to mamy cos, co nie ma przyczyny i swiat, ktory ta przyczyne
                                            posiada. konsekwencja tezy o wszechmocy absolutu jest teza o tym, ze ma on
                                            wolę. jezeli nie mialby woli, bylby zdeterminowany, nie mialby przymiotu
                                            wszechmocy, nie bylby absolutem. coś co nie ma woli nie moze byc zatem
                                            wytlumaczeniem powstania swiata, bo prowadzi do nierozwiazywalnego dylematu o
                                            przyczyne przyczyny (ktora tez ma przyczyne itd itd).


                                            > Wtedy muszą istnieć jakieś nadrzędne prawa fizyki i logiki które unifikują te
                                            > alternatywy. Można za absolut uznać te nadrzędne prawa, ale:
                                            > 1. Skąd pewność, że muszą one mieć wolę?
                                            > 2. Skąd pewność, że istnieją jakieś alternatywy do naszych praw?


                                            wprowadzenie do rozumowania absolutu konczy ten dylemat. Absolut nie podlega
                                            zadnym prawom (nie ma wiec ''nadrzednych praw fizyki i logiki", albo mowiac
                                            inaczej sam absolut jest taka niepojęta logika, ale nie jest to logika ani
                                            prawa, ktora cos determinuje lub wymusza, ktora wprowadza jakies ograniczenia
                                            lub konieczności. ta logika absolutu jest niepojeta w tym sensie, ze nie
                                            ogranicza ona w zaden sposob wszechmogacego absolutu, tak wiec nie ma
                                            sprzecnosci i dalej jest on wolny - ma wolę)
                                            • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 12.05.06, 14:55
                                              > ... prowadzi do konsekwentnej tezy, ze cos moglo
                                              > nie powstac, a wiec ze cos jest odwieczne. ta przyczyna jest wlasnie
                                              > odwieczna. po drugie - mozemy uznawac, ze wszystko powstalo, wtedy trzeba
                                              > szukac przyczyny tej przyczyny swiata. Mozna tak szukac bez konca.

                                              Zgadzam się, że założenie, że absolut jest odwieczny kończy łańcuch pytań "jak
                                              powstało coś z czego powstało...itd". Ciągle jednak nierozumiem dlaczego ten
                                              absolut musi mieć wolę. Dodatkowo powyżesze rozumowanie jest tylko poprawnt gdy
                                              założymy, że coś mogło nie powstać - wprawdzamy zatem podział na byty
                                              powstające (wszystko oprócz absolutu) i absolut, który nie musiał powstawać.

                                              > wszechmogace, a ponadto NIEZDETERMINOWANE (prawa fizyki są zdeterminowane)

                                              To, że prawa fizyki są zdeterminowane to tylko hipoteza. Obserwujemy mnóstwa
                                              zjawisk, jak zjawiska kwantowe, które świadczą o tym, że światem rządzi
                                              przypadek. Być może ten przypadek wynika z niezrozumienia jakiś głębszych praw
                                              rządzących naszym światem, ale nie możemy być tego pewni.

                                              > coś co nie ma woli nie moze byc zatem
                                              > wytlumaczeniem powstania swiata, bo prowadzi do nierozwiazywalnego dylematu o
                                              > przyczyne przyczyny (ktora tez ma przyczyne itd itd).

                                              Nie widzę związku między wolą o cechą absolutu którą ty nazywasz "wszechmocą",
                                              a ja "zdolnością do tworzenia bytów". Rozdzielam te terminy, bo jak napisałem
                                              termin "wszechmoc" odnosi się do ludzkiego rozumienia "mocy" jako psychicznie
                                              podbudowanej zdolności do czynienia czegoś. Natomiast absolut równie dobrze
                                              mógłby mieć moc tworzenia czegoś (powodowania) tak samo jak byty nieożywione i
                                              nie posiadające woli mają moc tworzenia i powodowania różnych zjawisk.

                                              > ... prawa, ktora cos determinuje lub wymusza, ktora wprowadza jakies
                                              > ograniczenia lub konieczności. ta logika absolutu jest niepojeta w tym
                                              > sensie, ze nie ogranicza ona w zaden sposob wszechmogącego absolutu, tak
                                              > wiec nie ma sprzeczności i dalej jest on wolny - ma wolę).

                                              Mam wrażenie że docieramy do punktu w którym trzeba wierzyć, a nie rozumować.
                                              Dla mnie istnienie absolutu w kształcie jaki Ty opisujesz jest nadmiarowe.
                                              Absolut nie musi mieć woli, a co więcej nie musi w ogóle istnieć, jeżeli
                                              założymy, że COŚ istniało zawsze. Do tego "zawsze" nie musi oznaczać
                                              nieskończenie długiego okresu czasu, bo sam czas może mieć taką naturę, że
                                              trudno mówić o jego "powstaniu" bo powstanie wymaga tego by czas już istniał.
                                              Tak czy inaczej istnieje wiele spójnych wizji świata zgodnych z logiką i nie
                                              wymagających absolutu.



                                              • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 12.05.06, 21:51
                                                > Ciągle jednak nierozumiem dlaczego ten
                                                > absolut musi mieć wolę.

                                                Tak pytac mozna bez końca. Ja po prostu posiłkujac sie logika stwarzam wizje
                                                wszechmogacego absolutu. a definicja slowa 'wszechmoc' jest oczywista.


                                                > Dodatkowo powyżesze rozumowanie jest tylko poprawnt gdy
                                                >
                                                > założymy, że coś mogło nie powstać - wprawdzamy zatem podział na byty
                                                > powstające (wszystko oprócz absolutu) i absolut, który nie musiał powstawać.

                                                To rowniez wynika z definicji tegoż Absolutu. z logicznego punktu widzenia nie
                                                moze być czegoś o nazwie ''nie-wszechmogacy absolut'' lub też ''absolut, ktory
                                                powstal''. wszystkie takie ''twory'' nie są absolutem.


                                                > Nie widzę związku między wolą o cechą absolutu którą ty
                                                nazywasz "wszechmocą",
                                                > a ja "zdolnością do tworzenia bytów".


                                                Jeżeli stwierdzasz że "Absolut" ma mieć zdolność do tworzenia bytów, a nie ma
                                                woli, budujesz koncepcję, wedle której ten absolut jest zdeterminowany, jest
                                                zależny, jest jakoś uwarunkowany. Tworzy byty, ale to tworzenie to tylko jakieś
                                                logiczne nastepstwo lub konsekwencja. Tak więc twój ''absolut'' nie jest już
                                                absolutem. Jest czyms, czym wyjasniasz powstanie swiata, ale nie jest to
                                                koncepcja Absolutu.


                                                > Natomiast absolut równie dobrze
                                                > mógłby mieć moc tworzenia czegoś (powodowania) tak samo jak byty nieożywione
                                                i
                                                > nie posiadające woli mają moc tworzenia i powodowania różnych zjawisk.


                                                Ale byty nieożywione, nie posiadajace woli, nie maja swiadomosci tego, ze
                                                tworza, oraz nie tworza, bo chca, ale tworzą, bo są zależne, uwarunkowane, bo
                                                logiczna ich wlaściwość tak je ''zaprogramowała'', bo taka jest ich natura. Nie
                                                jest więc to koncepcja Absolutu.


                                                > Dla mnie istnienie absolutu w kształcie jaki Ty opisujesz jest nadmiarowe.

                                                Ja w calym tym rozumowaniu lub też czesci jakiejs wiekszej koncepcji staralem
                                                sie w logiczny sposob wyjść z wlasciwosci swiata (logika swiata) i dojsc do
                                                logicznej koncepcji Absolutu.


                                                > Mam wrażenie że docieramy do punktu w którym trzeba wierzyć, a nie rozumować.


                                                Oczywiście jest to pewna metafizyka. Nie rozumiemy do konca swiata, ktory nas
                                                otacza. tym bardziej nie zrozumiemy do konca przebiegu, przyczyn powstania
                                                swiata. Mozna powiedziec, ze jest to po prostu wiara i jej ugruntowywanie. Z
                                                drugiej strony jak wiele innych koncepcji, czy to politologicznych, czy to
                                                socjologicznych, czy nawet kosmologicznych, odnoszacych sie bezposrednio do
                                                otaczajacej rzeczywistosci, opiera sie bardziej na ''wierze'', na przekonaniu
                                                ich tworcow o sluysznosci stawianych tez, niz na niezbitych dowodach. I moim
                                                zdaniem matematyka, jak i filozofia, powinny byc obecne w kazdej tego typu
                                                dyskusji.

                                                > Tak czy inaczej istnieje wiele spójnych wizji świata zgodnych z logiką i nie
                                                > wymagających absolutu.

                                                Czy ''wiele''? Nie jestem sklonny tak twierdzic. Ponadto niektore z nich sa
                                                spojne, ale niezupełne. Ponadto wiekszosc z nich w pewnym momencie i tak, chcac
                                                nie chcac, wchodzi w obszar ''wyobrazen'', domyslow, hipotez, czy mowiac
                                                prosciej - wiary. A wiec tak czy inaczej miesza te niewatpliwe, udowodnione
                                                wlasciwosci swiata ze smialymi tezami, ktore czesto na swe poparcie maja tyleż
                                                dowodów, ile jest dowodów na koncepcje o istnieniu Absolutu.
                                                • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 16.05.06, 08:53
                                                  > Ja w calym tym rozumowaniu lub też czesci jakiejs wiekszej koncepcji staralem
                                                  > sie w logiczny sposob wyjść z wlasciwosci swiata (logika swiata) i dojsc do
                                                  > logicznej koncepcji Absolutu.

                                                  A dlaczego tak? Czy nie popełniasz tutaj błędu polegającego na tym, że z góry
                                                  wiesz do czego chcesz dojść w swoim rozumowaniu?

                                                  > Czy ''wiele''? Nie jestem sklonny tak twierdzic. Ponadto niektore z nich sa
                                                  > spojne, ale niezupełne. Ponadto wiekszosc z nich w pewnym momencie i tak,
                                                  > chcac nie chcac, wchodzi w obszar ''wyobrazen'', domyslow, hipotez, czy
                                                  > mowiac prosciej - wiary. A wiec tak czy inaczej miesza te niewatpliwe,
                                                  > udowodnione wlasciwosci swiata ze smialymi tezami, ktore czesto na swe
                                                  > poparcie maja tyleż dowodów, ile jest dowodów na koncepcje o istnieniu
                                                  > Absolutu.

                                                  Oczywiście, że w takiego typu dociekaniach zawsze dochodzi się do poziomu na
                                                  któym są juz tylko domysły oraz wielka niewiadoma - różnica jest taka, że dla
                                                  Ciebie ta wielka niewiadoma jest absolutem (świadomą istotą posiadającą wolę),
                                                  a dla mnie jest tylko niewiadomą.


                                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 16.05.06, 16:02
                                                    > A dlaczego tak? Czy nie popełniasz tutaj błędu polegającego na tym, że z góry
                                                    > wiesz do czego chcesz dojść w swoim rozumowaniu?


                                                    nie, nie popelnilem bledu. postawilem smiala hipoteze i staram sie ja teraz
                                                    rzetelnie sfalsyfikowac. inaczej mowiac, implikacje sa obustronne, w rezultacie
                                                    tworzac rownowaznosc.



                                                    > Oczywiście, że w takiego typu dociekaniach zawsze dochodzi się do poziomu na
                                                    > któym są juz tylko domysły oraz wielka niewiadoma - różnica jest taka, że dla
                                                    > Ciebie ta wielka niewiadoma jest absolutem (świadomą istotą posiadającą
                                                    wolę),
                                                    > a dla mnie jest tylko niewiadomą.


                                                    A wiec zakres mojego absolutu jest wezszy od zakresu twojej ''niewiadomej''.
                                                    tak wiec w obreb ''niewiadomej'' mozna ''wrzucic'' cos, co doprowadzi do
                                                    oczywistych sprzecznosci, np. całkowity przypadek, a nawet Czlowieka z Broda na
                                                    Chmurze. Ta teza o niewiadomej jest do tego stopnia niesprecyzowana, ze jest
                                                    falszywa już z zalozenia .
                                                    Teoria absolutu jest doprecyzowaniem i skonkretyzowaniem teorii o niewiadomej.
                                                  • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 17.05.06, 10:37
                                                    > A wiec zakres mojego absolutu jest wezszy od zakresu twojej ''niewiadomej''.
                                                    > tak wiec w obreb ''niewiadomej'' mozna ''wrzucic'' cos, co doprowadzi do
                                                    > oczywistych sprzecznosci, np. całkowity przypadek, a nawet Czlowieka z Broda
                                                    na

                                                    Widzę, że uparcie deprecjonujesz mój punkt widzenia. Gdyby to było takie
                                                    proste, racjonalne i ligiczne to twoja teoria absolutu byłaby obowiązującą
                                                    teorią kosmolologiczną.
                                                    Tymczasem jeżeli w obszar niewiadomej wkładamy jakieś byty tylko dlatego, że
                                                    jest to niewiadoma i potencjalnie można tam umieszczać różne rzeczy, to taka
                                                    zbyt wyspecjalizowana teoria jest niezgodna z brzytwą Ockhama która mówi, że
                                                    bytów powinno być jak najmniej.
                                                    Moje założenie o niewiadomej nie pozwala na umieszczenie tam starca na chmurce
                                                    z tego samego powodu z któego nie pozwala tam na umieszczenie absolutu -
                                                    ponieważ zgodnie z brzytwą, nie umieszczamy tam nic co nie poprawia naszego
                                                    sposobu widzenia swiata. Ty uważasz, ze absolut coś tłumaczy a ja się z tym nie
                                                    zgadzam, a przynajmniej nie uważam jakoby absolut musiał mieć wolną wolę.
                                                    Wg twojego rozumowania absolut musi miec wolną wolę, bo to wynika z definicji
                                                    absolutu. A skąd się bierze ta definicja absolutu? Zakładasz, ze absolut musi
                                                    być nieograniczony w działaniu - a skąd takie założenie? Nawet jeśli założymy,
                                                    że absolut jest niegraniczony w swoim działaniu to nie oznacza to że musi
                                                    posiadac wolę - wola jest niezależna od determinizmu, ponieważ jest cechą
                                                    psychiczną, a determinizm - cechą fizyczną. Człowiek np. posiada wolną wolę
                                                    (mam nadzieję, że zgodzisz się z tym) mimo tego, że wszystkie cząsteczki jego
                                                    ciała podlegają zdeterminowanym prawom fizyki i chemii. Wolna wola to poprostu
                                                    wrażenie powstające w naszym mózgu, jednak na poziomie cząsteczek i impuylsów
                                                    elektrycznych nasze ciało podlega prawom fizyki. Dlatego nieważne czy absolut
                                                    jest zdeterminowany czy nie - nadanie mu atrybutu woli (a zatem równiez
                                                    świadomości) jest wg mnie niepotrzebnym antropomorfizacji go.
                                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 19.05.06, 11:07
                                                    tak więc nie nazywaj tego ''wolą'', czy ''wolną wolą'', bo jest to przymiot
                                                    ludzki. trafniejsze jest określenie: "możliwość podejmowania arbitralnych
                                                    decyzji".



                                                    > Gdyby to było takie
                                                    > proste, racjonalne i logiczne to twoja teoria absolutu byłaby obowiązującą
                                                    > teorią kosmolologiczną.


                                                    kosmologiczną by nie była nigdy, bo kosmologia zajmuje się tym, co materialne i
                                                    tym, co można opisać za pomocą wzoru. Inaczej mówiąc - zajmuje się tym, co
                                                    logiczne, bo dające się dowieść (wytlumaczyc, obliczyc, wstawic do wzoru). ja
                                                    zajmuje sie tym, co logiczne.
                                                  • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 19.05.06, 14:41
                                                    > tak więc nie nazywaj tego ''wolą'', czy ''wolną wolą'', bo jest to przymiot
                                                    > ludzki. trafniejsze jest określenie: "możliwość podejmowania arbitralnych
                                                    > decyzji".

                                                    W sformułowaniu "podejmowanie dycyzji" z definicji zawarte jest posiadanie woli
                                                    i świadomości. Coś co nie jest świadome, niezaleznie czy deterministyczne jak
                                                    piłka, czy nieoznaczone jak kwant nie podejmuje decyzji.

                                                    > kosmologiczną by nie była nigdy, bo kosmologia zajmuje się tym, co materialne

                                                    Ok, chodzio mi o to, że gdyby to było takie proste, to istnienie absolutu
                                                    byłoby udowodnione ponad wszelką wątpliwość.
                                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 21.05.06, 09:11
                                                    > W sformułowaniu "podejmowanie dycyzji" z definicji zawarte jest posiadanie
                                                    woli
                                                    >
                                                    > i świadomości. Coś co nie jest świadome, niezaleznie czy deterministyczne jak
                                                    > piłka, czy nieoznaczone jak kwant nie podejmuje decyzji.



                                                    Należy odróżnić ''swiadomosc'' i ''wole'' w takim sensie, w jakim Ty to
                                                    postrzegasz -np. starajac sie w innym watku udowodnic pewne tezy
                                                    odnosnie ''samoswiadomosci'' jako uwarunkowanej (czy tozsamej z) prawami
                                                    fizyki. Otoz zadna ''wola'' i zadna ''swiadomosc'' Absolutu nie jest niczym
                                                    uwarunkowana. Absolut nie jest organizmem. Roznice zdan miedzy nami to roznice
                                                    semantyczne. Mozna ta ''wole'' i ''swiadomosc' Absolutu nazwac potencją.
                                                    Absolut jest po prostu omnipotentny.
                                                  • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 22.05.06, 09:42
                                                    > Roznice zdan miedzy nami to roznice semantyczne

                                                    Ok. Zakończmy zatem naszą dyskusje tym stwierdzeniem.
                                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 22.05.06, 20:31
                                                    > Ok. Zakończmy zatem naszą dyskusje tym stwierdzeniem.


                                                    jestem za )
                                                  • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 17.05.06, 10:37
                                                    > A wiec zakres mojego absolutu jest wezszy od zakresu twojej ''niewiadomej''.
                                                    > tak wiec w obreb ''niewiadomej'' mozna ''wrzucic'' cos, co doprowadzi do
                                                    > oczywistych sprzecznosci, np. całkowity przypadek, a nawet Czlowieka z Broda
                                                    na

                                                    Widzę, że uparcie deprecjonujesz mój punkt widzenia. Gdyby to było takie
                                                    proste, racjonalne i ligiczne to twoja teoria absolutu byłaby obowiązującą
                                                    teorią kosmolologiczną.
                                                    Tymczasem jeżeli w obszar niewiadomej wkładamy jakieś byty tylko dlatego, że
                                                    jest to niewiadoma i potencjalnie można tam umieszczać różne rzeczy, to taka
                                                    zbyt wyspecjalizowana teoria jest niezgodna z brzytwą Ockhama która mówi, że
                                                    bytów powinno być jak najmniej.
                                                    Moje założenie o niewiadomej nie pozwala na umieszczenie tam starca na chmurce
                                                    z tego samego powodu z któego nie pozwala tam na umieszczenie absolutu -
                                                    ponieważ zgodnie z brzytwą, nie umieszczamy tam nic co nie poprawia naszego
                                                    sposobu widzenia swiata. Ty uważasz, ze absolut coś tłumaczy a ja się z tym nie
                                                    zgadzam, a przynajmniej nie uważam jakoby absolut musiał mieć wolną wolę.
                                                    Wg twojego rozumowania absolut musi miec wolną wolę, bo to wynika z definicji
                                                    absolutu. A skąd się bierze ta definicja absolutu? Zakładasz, ze absolut musi
                                                    być nieograniczony w działaniu - a skąd takie założenie? Nawet jeśli założymy,
                                                    że absolut jest niegraniczony w swoim działaniu to nie oznacza to że musi
                                                    posiadac wolę - wola jest niezależna od determinizmu, ponieważ jest cechą
                                                    psychiczną, a determinizm - cechą fizyczną. Człowiek np. posiada wolną wolę
                                                    (mam nadzieję, że zgodzisz się z tym) mimo tego, że wszystkie cząsteczki jego
                                                    ciała podlegają zdeterminowanym prawom fizyki i chemii. Wolna wola to poprostu
                                                    wrażenie powstające w naszym mózgu, jednak na poziomie cząsteczek i impuylsów
                                                    elektrycznych nasze ciało podlega prawom fizyki. Dlatego nieważne czy absolut
                                                    jest zdeterminowany czy nie - nadanie mu atrybutu woli (a zatem równiez
                                                    świadomości) jest wg mnie niepotrzebnym antropomorfizacji go.
                            • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 09.05.06, 13:06

                              > jeśli ''przez przypadek'' mógł powstać świat, do dlaczego rozumny człowiek,
                              > który może zapanować nad ''przypadkiem'' nie stwarza z nicości?)

                              Takie moje dywagacje na marginesie tej dyskusji:

                              Fizycy zaobserwowali, że zasada zachowania energii (czy szerzej materio-
                              energii) może być łamana na bardzo krótki okres czasu - cząsteczki mogą jakby
                              pożyczać sobie energię którą nie dysponują pod warunkiem, że później ją zwrócą.
                              Są to oczywiście kwestie nanosekund, ale zawsze świadczy o tym, że nasze
                              pojęcie "czegoś" i "niczego" nie jest w pełni ścisłe. Możliwe, że wszechświat
                              właśnie jest takim "krótkim" pożyczeniem sobie energii, tylko, że w naszej
                              skali czasu wydaje się ono strasznie długie. Nie mam zamiaru jakoś forsować
                              takiej teorii - chce tylko zauważyć, że fizyka potrafi być zaskakująca.

                              Istnieje pewna ciekawa teoria dotycząca "masy" wszechświata - otóż zauważmy, że
                              materia jest skonstruowana tak, że przyciąga się grawitacyjnie. Oznacza, to że
                              aby odsunąć od siebie dwa kawałki materii, trzeba działać wbrew tej sile i tym
                              samym zwiększyć energię potencjalną układu, a ponieważ materia i masa są
                              równoważne, prowadzi to do zwiększenia masy układu. Jeżeli teraz okreslimy
                              energię potrzebną do tego aby wszystkie ciała niebieskie we wszechświecie
                              ustawić na swoich obecnych miejscach, to znaczy "odciągnąć" je z jego
                              pierwotnego stanu znajdującego się w jednym punkcie, to możliwe, że okazało by
                              się, że energia ta byłaby równoważna masie wszechświata - a to zonaczałoby że
                              wszechświat powstał z niczego i gdyby spowrotem skompresować do do punktu to
                              zniknąłby zupełnie - ładnie to pasuje do wyżej opisanej idei "pożyczania"
                              energii.



                              • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 09.05.06, 19:10
                                > materia jest skonstruowana tak, że przyciąga się grawitacyjnie. Oznacza, to
                                że
                                > aby odsunąć od siebie dwa kawałki materii, trzeba działać wbrew tej sile i
                                tym
                                > samym zwiększyć energię potencjalną układu, a ponieważ materia i masa są
                                > równoważne, prowadzi to do zwiększenia masy układu. Jeżeli teraz okreslimy
                                > energię potrzebną do tego aby wszystkie ciała niebieskie we wszechświecie
                                > ustawić na swoich obecnych miejscach, to znaczy "odciągnąć" je z jego
                                > pierwotnego stanu znajdującego się w jednym punkcie, to możliwe, że okazało
                                by
                                > się, że energia ta byłaby równoważna masie wszechświata - a to zonaczałoby że
                                > wszechświat powstał z niczego i gdyby spowrotem skompresować do do punktu to
                                > zniknąłby zupełnie - ładnie to pasuje do wyżej opisanej idei "pożyczania"
                                > energii.
                                >


                                minusem jest to, ze conajmniej kilka tez wymaga tu udowodnienia - że materia
                                wszechswiata byla w jednym punkcie; ze nastepowalo ''odciaganie''; w koncu że
                                mozna mowic o czyms takim jak ''masa wszechswiata'' - skad wiadomo, ze
                                wszechswiat jest nieskonczony (nie wiem, kto pisal o tym, ze ludzie maja
                                problem z niskonczonosciami i wszedzie szukaja ''granic''). jezeli wszechswiat
                                nie jest nieskonczony, to co jest ''poza'' nim?
                                • Gość: omnipotentny korekta!! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 09.05.06, 19:12
                                  > skad wiadomo, ze
                                  > wszechswiat jest nieskonczony
                                • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 10.05.06, 08:48

                                  > minusem jest to, ze conajmniej kilka tez wymaga tu udowodnienia

                                  Oczywiście. Chodziło mi o to, że już obecna znajomość praw fizyki dopuszcza
                                  tworzenie "czegoś" z "niczego". Teza, że tak powstał wszechświat jest tylko
                                  hipotezą, ale pożyczanie energii np. przy rozpadzie pomieniotwórczym, to
                                  sprawdzone eksperymentalnie fakty.

                                  > że materia wszechswiata byla w jednym punkcie

                                  Rozszerzanie się wszechświata zostało już dawno zaobserwowane na skutek efektu
                                  Dopplera. Wynika z niego bezpośrednio, że kiedyś świat musiał być bardzo mały i
                                  skondesowany - czy w jednym punkcie geomatrycznym - tego faktycznie nie
                                  wiadomo, ale z pewnością w jego okolicy.

                                  > nie jest nieskonczony, to co jest ''poza'' nim?

                                  Z nieskończonością sa problemy, ale wg mnie hipoteza, że wszechświat jest
                                  skończony w formie hipersfery jest dobrą hipotezą - tłumaczy jak to możliwe, że
                                  z każdego punktu wszechświata obserwuje się ucieczkę ciał niebieskich we
                                  wszystkich kierunkach - to znaczy "każdemu punktowi wszechświata może wydawać
                                  się że znajduje się on w 'centrum' wielkiego wybuchu'. Taki opis naszej
                                  przestrzeni trójwymiarowej ucina pytanie - "co jest poza wszechświatem?"
                                  • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprspla.plusgsm.pl 10.05.06, 15:07
                                    > obecna znajomość praw fizyki dopuszcza
                                    > tworzenie "czegoś" z "niczego".

                                    czy energia jest ''czymś''? jest bytem? czy rzeczywiscie jest to tworzenie ''z
                                    niczego''? moze jest to w dalszym ciagu tworzenie ''z czegos'', tylko obecny
                                    stan nauki nie jest w stanie okreslic dokladnie ''tego czegos'' i mechanizmow
                                    przemiany.

                                    moje pojecie nicosci jest glebsze, absolutne, nie wiaze sie z zadna energia, z
                                    zadnym prawem. ponadto nie ma w obecnym swiecie nicosci - proznia kosmiczna nie
                                    jest nicoscia, czarna dziura nie jest nicoscia. istnienie wszechswiata wyklucza
                                    istnienie nicosci w moim pojeciu.
                                    • facet123 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 11.05.06, 12:50

                                      Zgodnie z taką definicją "nicość" nie istnieje.
                                      Też mam takie zdanie - właśnie dlatego uważam, ze do powstania wszechświata nie
                                      potrzeba absolutu, bo w wszechświat nigdy nie powstał - w jakiejś formie był
                                      zawsze.
                                      • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 12.05.06, 14:44
                                        Tak, nicość nie istnieje w świecie.

                                        Jezeli postawic teze, ze wszechswiat byl zawsze, to rzeczywiscie nicosc nigdy
                                        nie istniala, mamy wiec pojecie, ktore nie ma i nie mialo nigdy zadnych
                                        desygnatow.

                                        Ale moja teza o logice swiata wiaze sie z teza o koniecznosci powstania bytów.
                                        byt powstaje. jedynym desygnatem nazwy ''nicość'' był więc stan (byt, forma,
                                        trwanie) przed powstaniem wszechswiata. Nicosc nie zwiazana czasem, ani zadnym
                                        prawem. i w tej nicosci, a moze lepiej stwierdzic - tą nicosc zastapiono
                                        swiatem.
                                    • gytha_ogg Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 12.05.06, 16:12
                                      > czy energia jest ''czymś''? jest bytem?

                                      jak tu sie mozna w ogole zastanawiac? jesli uwazasz, ze energia nie
                                      jest "czyms", to pozwij wszystkie zaklady energetyczne o wyludzanie pieniedzy
                                      za nic ;)

                                      czy rzeczywiscie jest to tworzenie ''z
                                      > niczego''? moze jest to w dalszym ciagu tworzenie ''z czegos'', tylko obecny
                                      > stan nauki nie jest w stanie okreslic dokladnie ''tego czegos'' i mechanizmow
                                      > przemiany.

                                      w zasadzie nie nazwalabym tego tworzeniem. niemniej jest to pozyskiwanie
                                      energii za darmo, z niczego - z tym, ze trzeba ja potem oddac. wynika to z
                                      drugiej postaci zasady nieoznaczonosci Heisenberga - wszyscy kojarza te
                                      pierwsza, ktora mowi, ze nie da sie jednoczesnie okreslic polozenia i pedu
                                      czastki. mniej ludzi zna druga postac - nie da sie jednoczesnie okreslic
                                      energii czastki i czasu, w ktorym ta czastka ma wlasnie taka energie. im
                                      mniejsze przedzialy czasowe, tym wieksze fluktuacje energii, ktore z kolei w
                                      wiekszych przedzialach usredniaja sie tak, ze w dluzszym okresie mozemy
                                      przypisac czastce taka czy inna energie, wzglednie stala (zakladajac, ze z
                                      czastka nic sie nie dzieje, co by zmienialo jej energie, oczywiscie).
                                      wlasnie te fluktuacje w bardzo malych odcinkach czasowych, sa niczym innym, jak
                                      tym nieustannym "pozyczaniem" i "oddawaniem".

                                      hipoteza, ze caly wszechswiat jest jednym wielkim "pozyczeniem" jest dosc
                                      interesujaca, chociaz pasuje raczej do modelu wszechswiata zamknietego - czyli
                                      takiego, ktory w pewnym momencie przestanie sie rozszerzac, a zacznie zapadac z
                                      powrotem. jednak nowsze badania wskazuja, ze taki model jest bledny, wsrod
                                      fizykow obecnie gore bierze model otwartego wszechswiata.
                                      • Gość: omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 12.05.06, 21:18
                                        > w zasadzie nie nazwalabym tego tworzeniem.


                                        a więc teza o tworzeniu, w dodatku ''z niczego'', upada.
                                        • mg2005 O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 14.05.06, 18:22
                                          Założenie,że zdarzenia wewnątrz świata muszą mieć swoją przyczynę, a na
                                          zewnątrz - nie , jest 'metafizyczne', nie ma podstaw logicznych ,empirycznych
                                          i naukowych.
                                          Dlatego hipotezę o powstaniu świata 'bez przyczyny' należy odrzucić - na
                                          zasadzie 'brzytwy Okhama'.

                                          Jeszcze bardziej bezpodstawne jest twierdzenie,że świat mógł powstać 'z niczego'
                                          - 'nicość' to nie-istnienie, nie-byt, a tylko byt może być źródłem zdarzeń.
                                          Nawet jeśli świat jest wynikiem fluktuacji energii, to ta energia musiała
                                          pochodzić 'z czegoś'.

                                          Tak więc, świat materialny istnieje wiecznie, albo został stworzony przez byt
                                          nie-materialny i ponad-materialny (zdolny do kreacji materii).

                                          Pytanie filozoficzne: czy wieczność może być atrybutem materii?
                                          Czy w świecie materialnym może istnieć nieskończoność (czasowa lub przestrzenna)
                                          • mg2005 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 14.05.06, 22:13
                                            Przy okazji dodam jeszcze,że nauka nie potrafi wyjaśnić istnienia świadomości w
                                            materialnym świecie. Obecne wytłumaczenia są na poziomie pseudo-naukowych
                                            bajdurzeń...
                                            • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 16.05.06, 09:08

                                              > Przy okazji dodam jeszcze,że nauka nie potrafi wyjaśnić istnienia świadomości
                                              > w materialnym świecie. Obecne wytłumaczenia są na poziomie pseudo-naukowych
                                              > bajdurzeń...

                                              Nie potrafi bo jest to z definicji niemożliwe. Świadomośc w
                                              sensie "samoświadomość" jest pojęciem skrajnie subiektywnym - każdym ma pewność
                                              tylko i wyłącznie swojej świadomości i nie istnieje sposób aby naukowo
                                              stwierdzić że jakiś inny byt posiada samoświadomość, a zatem pytanie o
                                              wyjasnienie samoświadomości jest nienaukowe. Jak zresztą miałaby wyglądać
                                              potencjalna odpowiedź?
                                              Uważam, że pytanie o wyjaśnienie świadomości jest pytaniem tego samego typu co
                                              pytanie "dlaczego równoimienne ładunki się odpychają" - nikt nie wie "dlaczego"
                                              jest to fundamentalna właściwość materii tyle. Tak samo ze świadomością - byty
                                              obdarzone inteligencją i wolą posiadają subiektywne poczucie samoświadomości -
                                              jest i tyle.
                                              • mg2005 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 17.05.06, 23:25
                                                facet123 napisał:

                                                >
                                                > Nie potrafi bo jest to z definicji niemożliwe.

                                                Niech naukowcy udowodnią ,że impulsy elektryczne w mózgu są źródłem swiadomości.

                                                > Świadomośc w
                                                > sensie "samoświadomość" jest pojęciem skrajnie subiektywnym - każdym ma
                                                pewność
                                                >
                                                > tylko i wyłącznie swojej świadomości i nie istnieje sposób aby naukowo
                                                > stwierdzić że jakiś inny byt posiada samoświadomość,

                                                Teoretycznie masz rację, ale jest to jakiś rodzaj solipsyzmu, dlatego
                                                zakładamy,że inni ludzie nie są automatami,ale istotami obdarzonymi
                                                świadomością.

                                                > a zatem pytanie o
                                                > wyjasnienie samoświadomości jest nienaukowe.

                                                Dlaczego? Świadomośc jest faktem, więc pytanie o jej źródło jest sensowne i
                                                naukowe.

                                                > Jak zresztą miałaby wyglądać
                                                > potencjalna odpowiedź?

                                                "Żródłem świadomości jest..."
                                                >
                                                • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 18.05.06, 09:40
                                                  > Niech naukowcy udowodnią ,że impulsy elektryczne w mózgu są źródłem
                                                  > swiadomości

                                                  Do tego nie potrzeba naukowców:

                                                  1. Wszystkie procesy zachodzące w ludzkim ciele są zgodne z prawami fizyki (nie
                                                  zaobserwowano tam żadnych nadprzyrodzonych zjawisk)
                                                  2. Człowiek posiada świadomość

                                                  Z tych dwóch obserwacji wynika, że świadomość jest wynikiem procesów fizycznych
                                                  zachodzących w człowieku (ogólnie wszystkich, nie tylko impulsów elektrycznych).

                                                  > Świadomośc jest faktem, więc pytanie o jej źródło jest sensowne i
                                                  > naukowe.

                                                  Powtarzam: Dlatego, że nie można sobie wyobrazić żadnej potencjalnie wnoszącej
                                                  cokolwiek do naszej wiedzy odpowiedzi oprócz:
                                                  "Żródłem świadomości są procesy fizyczne zachodzące w naszym ciele".
                                                  Tylko, że taka odpowiedź, mimo, że z pewnością prawdziwa, nie wyjaśni chyba
                                                  tego o co Tobie chodzi. Nawet gdyby dalszy rozwój nauki ją uściślił do
                                                  np. "Źródłem świadomości są impulsy elektryczne w mózgu", i dalej - gdyby nawet
                                                  stworzono ogromny, skomplikownay schemat przepływu tych impulsów, wyjasniono by
                                                  skąd bierze się intelignecja, zdolność rozumowania, inwencja, podejmowanie
                                                  dycyzji (wola) itp... to ciągle pytanie jak te procesy fizyczne przekładają się
                                                  na subiektywne odczucie samoświadomości pozostanie bez odpowiedzi - bo wg mnie
                                                  odpowiedzieć na nie nie można bo to pytanie o subiektywne wrażenia i odczucia.
                                                  Tak samo można by zapytać "dlaczego pewno określona długość fali
                                                  elektromagnetycznej jest postrzegana przez ludzkie oko i mózg jako kolo
                                                  czerwony?" Wrażenie 'czerwieni' nie istnieje w fizyce, to tylko efekt działania
                                                  naszego mózgu.
                                                  • mg2005 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 18.05.06, 22:22
                                                    facet123 napisał:

                                                    > Z tych dwóch obserwacji wynika, że świadomość jest wynikiem procesów
                                                    fizycznych
                                                    > zachodzących w człowieku (ogólnie wszystkich, nie tylko impulsów
                                                    elektrycznych)

                                                    To tylko hipoteza, byc może nie do udowodnienia przez naukę.
                                                    Być może nigdy nie da się udowodnić,że świadomość jest cechą materii.


                                                    Natomiast ja mam dowód (a przynajmniej silny argument),że Świadomość ma swe
                                                    źródło w bycie poza-fizycznym.
                                                    Gdyby świadomość była cechą bytu, to nie mogłaby sterować tym bytem,
                                                    bo cecha bytu sama nie jest bytem, a tylko byt może być źródłem zdarzeń.
                                                    Tymczasem świadomość steruje ciałem fizycznym ('wolna wola')
                                                    Można postawić hipotezę ,że 'wolna wola' to złudzenie, ale taka hipoteza
                                                    nie ma wystarczających podstaw, aby traktować ją poważnie.

                                                  • rromero Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 19.05.06, 00:24
                                                    Przedstawianie argumentów naukowych w tej dyskusji powinno być opatrzone
                                                    komentarzem < na obecny stan wiedzy . > Naukowcy sami przyznają że nasza wiedza
                                                    o otaczającym nas świecie jest bardzo niepełna . Rozwój nowych dziedzin nauki
                                                    tworzy dużo więcej pytań niż daje odpowiedzi .Swego czasu czytałem jak wiele
                                                    doświadczeń , szczególnie z zakresu fizyki kwantowej , daje wyniki stojące w
                                                    sprzeczności ze znanymi nam prawami fizyki
                                                  • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 19.05.06, 09:33

                                                    > To tylko hipoteza, byc może nie do udowodnienia przez naukę.
                                                    > Być może nigdy nie da się udowodnić,że świadomość jest cechą materii.

                                                    Jak to nie? Przecież z tych dwóch przytoczonych przeze mnie punktów wynika to
                                                    jasno. Jeżeli człowiek ma świadomość (z tym się chyba zgadzasz) i w człowieku
                                                    zachodzą tylko procesy fizyczne, to wynika z tego, że świadomośc jest cechą
                                                    materii. Żeby obalić tę tezę trzeba by udowodnić, że w człowieku zachodzą
                                                    jakieś procesy nie fizyczne ("nadprzyrodzone") lub, że człowiek składa się z
                                                    czegoś więcej niż materia - a to właśnie jest raczej nie do udowodnienia na
                                                    gruncie naukowym

                                                    > Tymczasem świadomość steruje ciałem fizycznym ('wolna wola')
                                                    > Można postawić hipotezę ,że 'wolna wola' to złudzenie, ale taka hipoteza
                                                    > nie ma wystarczających podstaw, aby traktować ją poważnie.

                                                    Wg mnie własnia taka hipoteza jest jedyną którą można trkatować poważnie.
                                                    Przecież wolna wola tak jak 'czerwień' w moim wcześniejszym poście to pojęcie
                                                    wytworzone przez wolny umysł. W fizyce nie ma czegoś takiego jak wola -
                                                    cząsteczki zachowują się zgodnie z prawami fizyki - czasem deterministycznie, z
                                                    casem niedeterministycznie (fizyka kwantowa), jednak nawet wtedy nie można tu
                                                    mówić o jakiejść woli tych cząsteczek. Z człowiekiej jest tak samo - na
                                                    poziomie fizyki, człowiek jest jedynie bardzo skomplikowanym skupiskiem róznych
                                                    czastek, które zachowują się zgodnie z prawami fizyki. To, że odczuwamy wolną
                                                    wolę jest tak naprawdę takim samym subiektywnym wrażeniem jak 'czerwień', czy w
                                                    ogóle 'świadomość' - te pojęcia mają znaczenie tylko w ludzkim umyśle.
                                                  • Gość: omnipotentny Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 19.05.06, 11:22
                                                    > Jeżeli człowiek ma świadomość (z tym się chyba zgadzasz) i w człowieku
                                                    > zachodzą tylko procesy fizyczne, to wynika z tego, że świadomośc jest cechą
                                                    > materii.


                                                    Czy pies, bocian, jaszczurka, żaba ma świadomość? ::
                                                    1. żaba nie ma świadomości; 2. w żabie zachodzą tylko procesy fizyczne ==>
                                                    świadomość nie jest cechą materii?


                                                    > W fizyce nie ma czegoś takiego jak wola -
                                                    > cząsteczki zachowują się zgodnie z prawami fizyki - czasem deterministycznie,
                                                    z
                                                    >
                                                    > casem niedeterministycznie (fizyka kwantowa), jednak nawet wtedy nie można tu
                                                    > mówić o jakiejść woli tych cząsteczek.


                                                    Ciągle się upierasz przy tych prawach fizyki. No i przyznajesz mi rację - prawa
                                                    fizyki to nie arbitralność. Jeżeli tak, to prawa fizyki musiały dzialać zawsze
                                                    w obrębie jakichś bytów. Niemożliwe, by prawo fizyki samo przez się stworzyło
                                                    coś z nicości (nie ma bowiem arbitralności). Tak więc nie było nicości. Od
                                                    zawsze więc była materia i od zawsze były prawa fizyki. Prawa fizyki i materia
                                                    są odwieczne. Świat jest odwieczny. Nie było ''stworzenia świata''. To twoja
                                                    teoria?
                                                  • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 19.05.06, 13:42
                                                    > Czy pies, bocian, jaszczurka, żaba ma świadomość? ::
                                                    > 1. żaba nie ma świadomości; 2. w żabie zachodzą tylko procesy fizyczne ==>
                                                    > świadomość nie jest cechą materii?

                                                    Po pierwsze, nie jest pewne, czy zwierzęta nie posiadają jakiejś formy
                                                    świadomości, a po drugie to wybacz, ale chyba sam widzisz, że powyższe
                                                    rozumowanie nie jest analogiczne do mojego. Z mojego rozumowania wynika, że
                                                    skoro w człowieku zachodzą tylko procesy fizyczne i człowiek ma świadomość do
                                                    źródłem jej mogą być tylko te procesy. Nie stwierdzam, że każdy proces fizyczny
                                                    (np. taki który zachodzi w żabie, czy kropli wody) jest zawsze źródłem
                                                    śwadomości.


                                                    > Ciągle się upierasz przy tych prawach fizyki. No i przyznajesz mi rację -
                                                    > prawa fizyki to nie arbitralność

                                                    W takim razie istnieje jakaś inna arbitralność - można ją nazwać nawet
                                                    absolutem. Jedyne przyczym się upieram do przy tym, że absolut nie posiada
                                                    woli, świadomości, ani innych cech psychicznych, a przynajmniej nie ma podstaw
                                                    uważać, że je ma.


                                                  • Gość: omnipotentny Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 21.05.06, 09:18
                                                    > absolut nie posiada
                                                    > woli, świadomości, ani innych cech psychicznych, a przynajmniej nie ma
                                                    podstaw
                                                    > uważać, że je ma.


                                                    Nie ma woli i swiadomosci, jaka Ty rozumiesz odnoszac te pojecia do psychiki
                                                    czlowika. Absolut nie jest organizmem. Jest bytem doskonalszym (doskonalym), bo
                                                    stworzenie nigdy nie bedzie doskonalsze od stworzyciela. Ja wlasciwie nie
                                                    muszę uzywac pojec woli czy swiadomosci - Absolut jest wszechmogacy i ten jeden
                                                    przymiot tlumaczy wszystko.
                                                  • mg2005 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 19.05.06, 23:07
                                                    facet123 napisał:

                                                    >
                                                    > Jeżeli człowiek ma świadomość (z tym się chyba zgadzasz) i w człowieku
                                                    > zachodzą tylko procesy fizyczne, to wynika z tego, że świadomośc jest cechą
                                                    > materii.

                                                    Obawiam się ,że popełniasz błąd logiczny ('błędne koło'):
                                                    to co trzeba dopiero udowodnić (materialne źródło świadomości) - przyjmujesz
                                                    jako wstępne założenie.
                                                    Procesy fizyczne zachodzą w ciele człowieka, ale to nie oznacza materialnej
                                                    natury świadomości. Procesy fizyczne wpływają na stan świadomości, ale nie-
                                                    koniecznie ją tworzą.


                                                    >lub, że człowiek składa się z
                                                    > czegoś więcej niż materia - a to właśnie jest raczej nie do udowodnienia na
                                                    > gruncie naukowym

                                                    Ani do obalenia... Być może ta kwestia wykracza poza możliwości nauki.

                                                    > człowiek jest jedynie bardzo skomplikowanym skupiskiem róznych
                                                    >
                                                    > czastek, które zachowują się zgodnie z prawami fizyki. To, że odczuwamy wolną
                                                    > wolę jest tak naprawdę takim samym subiektywnym wrażeniem jak 'czerwień', czy
                                                    w
                                                    >
                                                    > ogóle 'świadomość' - te pojęcia mają znaczenie tylko w ludzkim umyśle.


                                                    Hm...Radykalna wizja człowieka: człowiek - bezwolny automat

                                                    Powstaje pytanie: po co ewolucja przez milion lat tworzyła 'wolną wolę', skoro
                                                    jest ona nieprzydatną , a nawet szkodliwą fikcją?
                                                    Zanim człowiek wykona działanie - rozważa je w umyśle, a to wydłuża i komplikuje
                                                    reakcję.
                                                  • mg2005 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 21.05.06, 09:47
                                                    PS:
                                                    Świadomość jest zjawiskiem jakościowo innym niż zjawiska fizyczne.
                                                    Nie da się jej opisać za pomocą kategorii fizycznych (położenie, prędkość,
                                                    energia itp).
                                                    Dlatego nie można automatycznie zakładać,że świadomość jest zjawiskiem w pełni
                                                    materialnym.
                                                  • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 23.05.06, 14:23
                                                    > PS:
                                                    > Świadomość jest zjawiskiem jakościowo innym niż zjawiska fizyczne.
                                                    > Nie da się jej opisać za pomocą kategorii fizycznych (położenie, prędkość,
                                                    > energia itp).
                                                    > Dlatego nie można automatycznie zakładać,że świadomość jest zjawiskiem w pełni
                                                    > materialnym.

                                                    Tak, dlatego, że świadomość to subiektywne wrażenie.
                                                    Świadomość ma tyle samo wspólnego z materią, co 'czerwień' z długością fali,
                                                    albo 'szczęście' z zawartością odpowiedniuch substancji chemicznych w mózgu.
                                                  • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 23.05.06, 14:03
                                                    > Obawiam się ,że popełniasz błąd logiczny ('błędne koło'):
                                                    > to co trzeba dopiero udowodnić (materialne źródło świadomości) - przyjmujesz
                                                    > jako wstępne założenie.

                                                    Wcale nie. Ja jedynie zakładam, że na człowieka składa się jedynie materia.
                                                    Jeżeli przyjmiemy takie założenie, to okazuje się, że świadomość (jak kolwiek
                                                    dziwne nam się to może wydawać) jest konsekwencją materii i procesów którym ta
                                                    materia polega. Nie mam pojęcia JAK to się dzieje, że materia może wytwarzać
                                                    świadomość, ale skoro nic oprócz materii nie można w człowieku zaobserwować to
                                                    znaczy że materia musi wystarczyć.
                                                    Jedyne dodatkowe założenie jakie przyjmuję, to że człowiek podlega zwykłym
                                                    fizycznym prawom materii - nie ma żadnych przesłanek do tego, żeby to założenie
                                                    było błędne, natomiast jest mnóstwo przesłanek je potwierdzających.

                                                    > Hm...Radykalna wizja człowieka: człowiek - bezwolny automat

                                                    Wcale nie - Czy czujesz się automatem? Czy postrzegając kolor czerwony, smak
                                                    słodki, albo słysząc myzykę przeszkadza ci fakt, że sposób odbioru tych bodźców
                                                    przez człowieka jest zupełnie odmienny od tego czym one są z punktu widzenia
                                                    fizyki (długością fali, roztworem cukru, falą mechaniczną)? Myślę, że nie.
                                                    Z wolą jest tak samo - z punktu widzenia fizyki człowiek jest skupiskiem
                                                    cząstek podlegającym ścisłym prawom, ale co z tego skoro jego subiektywne
                                                    poczucie świadomości pozwala mu cieszyć się możliwością dokonywania dowolnych
                                                    wyborów? Nawet wybory te są zdeterminowane z mechanicystycznego punktu widzenia
                                                    to w żaden sposób nie odbiera to człowiekowi wrażenia wolnej woli - a przecież
                                                    wszystko czym dysponujemy to wrażenia.

                                                    > Powstaje pytanie: po co ewolucja przez milion lat tworzyła 'wolną wolę', skoro
                                                    > jest ona nieprzydatną , a nawet szkodliwą fikcją?
                                                    > Zanim człowiek wykona działanie - rozważa je w umyśle, a to wydłuża i
                                                    > lomplikuje reakcję.

                                                    Celem ewolucji nie była wolna wola sama w sobie. Celem ewolucji było
                                                    przetrwanie gatunku - a do tego potrzebna jest inteligencja, instynkt
                                                    samozachowawczy i umiejętnosć podejmowania decyzji - najwyraźniej organizmy
                                                    które wytworzyły te cechy posiadają subiektywne wrażenie woli. To nie jest tak,
                                                    że świadomość jest dodatkowa, niepotrzebną cechą organizmów - ona jest z
                                                    inteligencją i umiejenością podejmowania decyzji nierozerwalnie złączona - to
                                                    co na zewnątrz wygląda jak celowe działanie, od "środka" postrzegane jest jako
                                                    wrażenie wolnej woli.
                                                  • Gość: omnipotentny Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' IP: *.gprspla.plusgsm.pl 23.05.06, 20:02
                                                    > Celem ewolucji nie była wolna wola sama w sobie. Celem ewolucji było
                                                    > przetrwanie gatunku - a do tego potrzebna jest inteligencja, instynkt
                                                    > samozachowawczy i umiejętnosć podejmowania decyzji


                                                    to zdanie ma wartosc logiczna. jest ponadto prawdziwe.

                                                    > najwyraźniej organizmy
                                                    > które wytworzyły te cechy posiadają subiektywne wrażenie woli.


                                                    ale to juz nie.
                                                    uznajesz, ze ta teza wynika z teorii ewolucji, a wcale nie wynika. ta teza nie
                                                    ma nic wspolnego z teza o ewolucji. nie ma tu żadnego logicznego wynikania, a
                                                    wiec i uzasadnienia.
                                                  • facet123 Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' 24.05.06, 10:07
                                                    > > najwyraźniej organizmy
                                                    > > które wytworzyły te cechy posiadają subiektywne wrażenie woli.
                                                    >
                                                    > ale to juz nie.
                                                    > uznajesz, ze ta teza wynika z teorii ewolucji, a wcale nie wynika. ta teza
                                                    > nie ma nic wspolnego z teza o ewolucji. nie ma tu żadnego logicznego
                                                    > wynikania, a wiec i uzasadnienia.

                                                    To prawda. Trochę uprościłem. Ogólnie można powiedzieć tak: jeśli obserwujemy
                                                    jakąś cechę organizmu żywego która na pierwszy rzut oka nie ma uzasadnienia
                                                    ewolucyjnego to znaczy że:
                                                    1. Nie rozumiemy czegoś w mechaniźmie ewolucji i tak naprawdę cecha ta ma
                                                    uzasadnienie ewolucyjne, albo
                                                    2. Jest to efekt uboczny ewolucji - nie cel sam w sobie, ale cecha towarzysząca
                                                    innym cechom i ewolucja nie miała powodów aby tę cechę eliminować.

                                                    Tak czy inaczej nie uważam, aby istnienie świadomości było z punktu widzenia
                                                    ewolucji znaczące (czy to pozytywnie, czy negatywnie). Dlatego, że celem
                                                    ewolucji jest zapewnienie trwania gatunkowi - do tego wystarczą cechy organizmu
                                                    widoczne z ZEWNĄTRZ (obiektywne) jak wykazywanie (m.in) inteligencji,
                                                    odpowiednich instynktów itp. Natomiast świadomosć jest cechą WEWNĘTRZNĄ
                                                    (subiektywną). A skoro tak, to na podstawie powyższego rozumowania świadomość
                                                    jest cechą niezależną z punktu widzenia ewolucji i jedynym powodem dla którego
                                                    ewolucja mogłaby ją zlikwidować jest jej szkodliwość. mg2005 przedtem
                                                    sugerował, że świadomośc jest szkodliwa, bo zwiększa czas reakcji (wolna wola,
                                                    podejmowanie decyzji). Argument taki wynika z niezrozumienia mojej tezy, że
                                                    świadomość jest EFEKTEM skomplikowanych procesów zachodzących w człowieku. Te
                                                    procesy muszą zachodzić tak czy inaczej - podejmowanie inteligentnych decyzji
                                                    wymaga przetwarzania danych, tworzenia modeli w mózgu - wymaga czasu. Dlatego
                                                    to czy podjęciu decyzji towarzyszy świadomość, czy nie nie wpływa w żaden
                                                    sposób na czas jej podjęcia. Poprostu świadomość jest efektem (nie mówię, że
                                                    ubocznym, bo może jest efektem nierozerwalnie związanym) tego, że ogranizm
                                                    wykazuje inteligencję i zdolność rozumowania.

                                                    Jeszcze raz powtarzam, że moja teza o materialnym źródle świadomości wynika
                                                    nie "z powietrza", ale z tego, że w człowieku nie zaobserwowano niczego innego
                                                    co mogłoby być jej źródłem.
                                          • Gość: omnipotentny Re: O powstaniu 'czegoś' z 'niczego' IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 14.05.06, 23:02
                                            mg2005 napisał:

                                            > Założenie,że zdarzenia wewnątrz świata muszą mieć swoją przyczynę, a na
                                            > zewnątrz - nie , jest 'metafizyczne', nie ma podstaw logicznych ,empirycznych
                                            > i naukowych.
                                            > Dlatego hipotezę o powstaniu świata 'bez przyczyny' należy odrzucić - na
                                            > zasadzie 'brzytwy Okhama'.


                                            dokładnie tak.


                                            > Jeszcze bardziej bezpodstawne jest twierdzenie,że świat mógł powstać 'z
                                            niczego
                                            > '
                                            > - 'nicość' to nie-istnienie, nie-byt, a tylko byt może być źródłem zdarzeń.


                                            I tak, i nie. Bowiem: Bytem, który jest źródłem ''zdarzenia'' o nazwie
                                            powstanie świata, jest właśnie Bóg. Bóg jest absolutnym bytem koniecznym, w
                                            przeciwnym razie popadamy w nierozwiązywalny dylemat o ''przyczynę przyczyny",
                                            a więc o ''byt'', który jest źródlem zdarzeń, a który przecież sam musiał
                                            powstać z bytu.
                                            Absolut wszechmogacy, który stwarza byty z niczego jest rozwiązaniem owego
                                            dylematu.


                                            > Tak więc, świat materialny istnieje wiecznie, albo został stworzony przez byt
                                            > nie-materialny i ponad-materialny (zdolny do kreacji materii).


                                            I ja popieram tę drugą tezę.


                                            > Czy w świecie materialnym może istnieć nieskończoność (czasowa lub
                                            przestrzenna


                                            Moim zdaniem wszechświat może być nieskończony. Istnienie świata wyklucza
                                            mozliwosc istnienia nicości. Wszechswiat moze nie miec granic, a jest jak
                                            najbardziej bytem materialnym.
    • Gość: ff Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.04.06, 16:46
      Ty moherowy berecie
      pewnie cały dzień sluchasz radia maryja
      Jestes za mlody/a zeby cos o tym wiedziec
    • Gość: Ed Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.04.06, 02:14
      Niestety, ale jest to reguła wśród katolików, którzy oprócz indoktrynacji
      religijnej zdążyli łuknąć choć odrobinę jakiejś ogłady. W pozostałych wypadkach
      bardzo często zastosowanie mają swojskie przeróbki łaciny w dosyć swawolnej i
      różnobarwnej formie :))
    • crax Najlepsze jest... 28.04.06, 05:31
      ...jak czytam: "Nie czepiaj się klerykalizacji państwa. Nie czepiaj się, że klechy włażą z buciorami już prawie w każdą sferę życia publicznego. PRZECIEŻ TA OPCJA ZOSTAŁA WYBRANA PRZEZ SPOŁECZEŃSTWO !! Ergo - jest na to powszechna zgoda. I to przecież nic dziwnego, że rządzący starają się wcielić w życie zasady religii, którą wyznają".

      Zazwyczaj jak przeczytam takiego debila, następuje koniec dyskkusji.
      • ten_jeden_raz Najlepsze jest... , że Wy nie potraficie dyskutow 28.04.06, 09:26
        aż nawet gdy się stawia argumenty.
        Szczególnie Ty crax
        • crax Jasne, jasne, jasne... 28.04.06, 16:21
          Najpierw musielibyście te argumenty MIEĆ. A z tym już gorzej, nie? Zazwyczaj
          kończy się na tym co napisałem wyżej. Tylko na to was stać.
          • walutka Re: Jasne, jasne, jasne... 23.05.06, 14:53
            Hmm...no nie wiem jak Ci wierzący tutaj pisali, bo nie czytałam wszystkiego ale
            mnie jako osobę wierzącą dotknął ten post, który rozpoczął dyskusję- to ona
            użyła argumentów typu :bleee i jakichs tam jeszcze nieco ubliżających
            epitwetów. W każdym razie pokazała pogardę dla ludzi wierzących w Boga i nie
            chcących wszystkiego sobie racjonalne tłumaczyć tylko mieć bardziej duchowe
            podejście.
            Ona tego nie rozumie a czuje się jakby wszytskie rozumy pozjadała, jakby drogą
            rozumową dało się wszystko wytłumaczyć i wyszło na tym forum to, że jest to
            sprawa bardzo dyskusyjna czy jest Bóg czy go nie ma.
            Także postarj się być obiektywny bardziej.
        • crax A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 16:50
          ... to WASZE argumenty właśnie było widać dzisiaj w Krakowie podczas
          demonstracji mniejszości seksualnych. Czyli: jajka, kamienie i butelki. A po
          demonstracji wyłapywanie na Rynku ich uczestników i branie ich na kopy. To są
          właśnie wasze argumenty. BRAWO PRAWICA!!!!
          • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 17:02
            Nienawiść i pogardę można okazywać na wiele sposobów. Jednym z nich jest ten
            wszechpolaków, drugim ten Twój. Różnorodność w przyrodzie panuje.
            • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 18:30
              Rozumiem, że "nienawiść i pogardę" na tym forum okazuję tylko ja i inni nie-
              klerykałowie. Jaaaaaaasne ROTFL!!!! Przyganiał kocioł...

              "Różnorodność w przyrodzie panuje."
              Dostałabyś od wszechpolaka w łeb butelką albo kopa w bebchy to byś dopiero
              zrozumiała JAKA różnorodność!! Zapewniam!!
              • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 18:49
                Nie, nie tylko Ty, ale mało kto jest tak nawiedzony.

                A nienawiść i pogarda są nienawiścią i pogardą, bez względu na to jak się je
                demonstruje.
                • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 18:57
                  Ja jestem nawiedzony?????!!!!! Dlatego, że wyrażam na forum swoje
                  antyklerykalne poglądy????!!!! W takim razie ty także jesteś nawiedzona. Tyle,
                  że w drugą stronę. I udowodnij, że tak nie jest.

                  "A nienawiść i pogarda są nienawiścią i pogardą, bez względu na to jak się je
                  demonstruje."

                  Powtarzam: dostałabyś kopa w brzuch to szybciutko zmieniłabyś zdanie.
                  • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:03
                    crax napisał:

                    > Ja jestem nawiedzony?????!!!!! Dlatego, że wyrażam na forum swoje
                    > antyklerykalne poglądy????!!!! W takim razie ty także jesteś nawiedzona.
                    Tyle,
                    > że w drugą stronę. I udowodnij, że tak nie jest.
                    >
                    Co ja Ci mam udowadniać? Ciężar udowodnienia spoczywa na tym, kto z danego
                    faktu wywodzi skutki, więc nie na mnie.
                    Ja się tak nie podniecam jak Ty. Duża ilość wykrzykników i pisanie dużymi
                    literami mówi samo za siebie o stanie emocjonalnym piszącego.

                    > "A nienawiść i pogarda są nienawiścią i pogardą, bez względu na to jak się je
                    > demonstruje."
                    >

                    > Powtarzam: dostałabyś kopa w brzuch to szybciutko zmieniłabyś zdanie.
                    Już kiedyś dostałam. I zdania nie zmienię.
                    • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:11
                      "Ciężar udowodnienia spoczywa na tym, kto z danego faktu wywodzi skutki, więc
                      nie na mnie."

                      Dobrze. Skoro tak, to udowodnij moje nawiedzenie. Wykrykniki i pisanie czasem
                      dużymi litzerami nic nie znaczy.

                      "Już kiedyś dostałam. I zdania nie zmienię."

                      Ja jednak wolę utarczki słowne. Bicie zostawiam prawicowym katolikom spod znaku
                      Młodzieży Wszechpóolskiej.
                      • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:21
                        crax napisał:

                        > "Ciężar udowodnienia spoczywa na tym, kto z danego faktu wywodzi skutki, więc
                        > nie na mnie."
                        >
                        > Dobrze. Skoro tak, to udowodnij moje nawiedzenie. Wykrykniki i pisanie czasem
                        > dużymi litzerami nic nie znaczy.

                        Znaczy bardzo dużo:) Tak samo jak np. zadawanie ciągle tych samych pytań czy
                        upieranie się przy bzdurach.

                        > Ja jednak wolę utarczki słowne. Bicie zostawiam prawicowym katolikom spod
                        znaku
                        >
                        > Młodzieży Wszechpóolskiej.

                        Ja nie od nich oberwałam, tylko od takich, którym się nie podobało, stosując
                        Twoje nazewnictwo, "prawicowe" harcerstwo.
                        • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:25
                          "Tak samo jak np. zadawanie ciągle tych samych pytań czy upieranie się przy
                          bzdurach."

                          Dokładnie to samo tyczy się ciebie.


                          "Ja nie od nich oberwałam, tylko od takich, którym się nie podobało, stosując
                          Twoje nazewnictwo, "prawicowe" harcerstwo."

                          Aaaacha... Zapewne po brzuchu skopali cię komuniści. Jasne...
                          • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:30
                            A jakież to pytanie, ja nieustannie przywołuję? I przy jakich bzdurach się
                            upieram? Przy Twoim "w konstytucji nie ma przepisów, a jedynie artykuły"
                            wszystko wysiada.
                            Skopali mnie menele. Ja nie cierpię na manię prześladowczą i nie wiedzę
                            wszędzie urojonego wroga.
                            • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:40
                              "A jakież to pytanie, ja nieustannie przywołuję?"

                              A ja?

                              w konstytucji nie ma przepisów, a jedynie artykuły" wszystko wysiada."

                              Potworny błąd. Po prostu potworny. Zapomniałaś jeszcze o stalinizmie. Tylko,
                              cholera, nie pamiętam, żebym się przy tym upierał. No, ale ty wiesz pewnie
                              lepiej. A już na pewno ci się tak wydaje.

                              "Skopali mnie menele."
                              Pewnie lewicowi. Skoro nie podobało im się, że jesteś w "prawicowym"
                              harcerstwie to musieli być lewacy.
                              • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 19:47
                                crax napisał:

                                > "A jakież to pytanie, ja nieustannie przywołuję?"

                                "Co dla ludzkości zrobił Wojtyła?".

                                > w konstytucji nie ma przepisów, a jedynie artykuły" wszystko wysiada."
                                >
                                > Potworny błąd. Po prostu potworny. Zapomniałaś jeszcze o stalinizmie. Tylko,
                                > cholera, nie pamiętam, żebym się przy tym upierał. No, ale ty wiesz pewnie
                                > lepiej. A już na pewno ci się tak wydaje.

                                Owszem:) To jest błąd.

                                > Pewnie lewicowi. Skoro nie podobało im się, że jesteś w "prawicowym"
                                > harcerstwie to musieli być lewacy.

                                Nie wiem, ich orientacja polityczna, wyznanie czy też jego brak była dla mnie
                                (i jest)kwestią o znikomym znaczeniu. Wszystko co wiem, to że ZHR im się nie
                                podobał i jechało od nich jabolem.
                                • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 20:07
                                  "Co dla ludzkości zrobił Wojtyła?"

                                  Napisz mi proszę, ile razy i kiedy ostatnio się o to spytałem (bo podobno to
                                  jedno z pytań, które wg ciebie zadaję NIEUSTANNIE) a potem zajrzyj do wikipedii
                                  i zobacz sobie co znaczy termin "nieustannie". I to ty mi zarzucasz błędy.
                                  Fajnie.


                                  "Owszem:) To jest błąd."
                                  No właśnie mówię! I to wręcz potworny! Tylko pokaż mi, proszę, gdzie ja się
                                  przy tym upierałem (bo wg ciebie się przy tych bzdurach upieram), kłóciłem czy
                                  tym podobne rzeczy.


                                  "...wiem, to że ZHR im się nie podobał..."

                                  No lewacy jak nic. Jakbyś była druhną z ZHP to by cię pewnie jeszcze jabolem
                                  poczęstowali :))))
                                  • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 20:16
                                    crax napisał:
                                    > Napisz mi proszę, ile razy i kiedy ostatnio się o to spytałem (bo podobno to
                                    > jedno z pytań, które wg ciebie zadaję NIEUSTANNIE) a potem zajrzyj do
                                    wikipedii
                                    >
                                    > i zobacz sobie co znaczy termin "nieustannie". I to ty mi zarzucasz błędy.
                                    > Fajnie.

                                    Hehe, to dopiero argument znalazłes:) Zapewniam cię, że moja znajomość języka
                                    polskiego jest na tyle rozwinięta, że wiem co znaczy "nieustannie" i nie muszę
                                    sprawdzać w wikipedii.
                                    A ostatnio było to w lutym.

                                    Swoją drogą strasznie się przejąłeś. Czyżbyś się poczuwał? Uderz w stół...?


                                    > No właśnie mówię! I to wręcz potworny! Tylko pokaż mi, proszę, gdzie ja się
                                    > przy tym upierałem (bo wg ciebie się przy tych bzdurach upieram), kłóciłem
                                    czy
                                    > tym podobne rzeczy.

                                    Z mojego punktu widzenia to jest potworny błąd:) Upierałeś się przy wielu
                                    innych rzeczach, choć ostatnio, przynajmniej co do niektórych zmieniłeś zdanie
                                    (vide ciąża Marii).

                                    > "...wiem, to że ZHR im się nie podobał..."
                                    >
                                    > No lewacy jak nic. Jakbyś była druhną z ZHP to by cię pewnie jeszcze jabolem
                                    > poczęstowali :))))

                                    Możliwe. I czym się różni skopanie 14- letniej harcerki przez być może lewaka
                                    od rzucenia kamieniem w lesbijkę przez prawaka?
                                    • zloty_delfin Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 20:17
                                      A tak w ogóle to pax tibi.
                                      Uczucie lenistwa mnie opuszcza, więc skorzystam z okazji i pójdę popracować.
                                    • crax Re: A jeśli o argumenty chodzi... 28.04.06, 20:29
                                      "A ostatnio było to w lutym."

                                      I od tamtej pory chyba cisza, co? Pytanie zadałem, dyskusja mniej czy bardziej
                                      ostra była i koniec! Od tamtej pory już się nie pytam. Gdzież jest więc to
                                      twoje "nieustanne zadawanie ciągle tych samych pytań"?

                                      "Swoją drogą strasznie się przejąłeś."

                                      Nie, nie przejąłem się tylko zaciekawiłem dlaczego sądzisz jak powyżej.

                                      "Z mojego punktu widzenia to jest potworny błąd"

                                      No a z mojego punktu widzenia drobny. To jest forum, nie egzamin na uniwerku.

                                      "Upierałeś się przy wielu innych rzeczach..."

                                      Powiem więcej. Nadal się upieram. Dokładnie jak ty. Dla ciebie to bzdury. OK. A
                                      dla mnie bzdurami są rzeczy, przy których upierasz się ty. I tyle.

                                      "czym się różni skopanie 14- letniej harcerki przez być może lewaka od rzucenia
                                      kamieniem w lesbijkę przez prawaka?"

                                      A tym, że menele nie mają poglądów i tamte zbiry z pewnością były apolityczne.
                                      I pijane. Natomiast w Krakowie zadziałała prawicowa banda całkowicie trzeźwych
                                      chuliganów.
                                      • omnipotentny Re: A jeśli o argumenty chodzi... 07.05.06, 22:45
                                        "Problem z katolikami nie polega na tym, iż mają fałszywe zdanie, lecz że nie
                                        mają go wcale"


                                        to zdanie jest wewnętrznie sprzeczne i nielogiczne. Zdanie (opinia) trudno
                                        nazywać fałszywym lub prawdziwym. Ponadto jeśli znajdę choć jednego katolika,
                                        który ma, jak to określono, ''zdanie'', a znajdę bez problemu, to cała teza
                                        zawarta w opisie upada.
      • omnipotentny Re: Najlepsze jest... 07.05.06, 22:41
        crax napisał:

        > ...jak czytam: "Nie czepiaj się klerykalizacji państwa. Nie czepiaj się, że
        kle
        > chy włażą z buciorami już prawie w każdą sferę życia publicznego. PRZECIEŻ TA
        O
        > PCJA ZOSTAŁA WYBRANA PRZEZ SPOŁECZEŃSTWO !! Ergo - jest na to powszechna
        zgoda.
        > I to przecież nic dziwnego, że rządzący starają się wcielić w życie zasady
        rel
        > igii, którą wyznają".
        >
        > Zazwyczaj jak przeczytam takiego debila, następuje koniec dyskkusji.



        przecież chyba na tym polega demokracja - rządzi większość. jedni wybierają
        sobie hitlera, inni kaczyńskiego. to jest wolność.
    • bujaka_jamajka Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 28.04.06, 09:20
      "bo tak"
    • myniek1 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 28.04.06, 10:33
      gdy brakuje argumentów najlepiej odwołać się do Boga
    • Gość: bibi Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.06, 12:04
      "Jak będziesz miała tyle lat co ja to pogadamy"
    • Gość: Polak z Polski nikt nie przebije Polonii - uważa nas za buraków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.06, 16:07
      ot tak sobie - argumenty zwykle to 'nie dostałeś wizy' - to jest dopiero
      argumentacja

      chcecie nieco debilnych postów (pomieszanie z poplątaniem i nie na temat),
      poczytajcie dyskusję o wyimaginowanym problemie pułapki paszportowej:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=205&w=39278631
      dobrej zabawy!!!
      • Gość: mumio Re: nikt nie przebije Polonii - uważa nas za bura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 15:31
        ha ha - faktycznie to kretyni - chyba chcą telepatycznie uzyskiwać paszporty,
        dokumenty i zrezkać się obywatelstwa..
        • Gość: zenek Re: nikt nie przebije Polonii - uważa nas za bura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 16:09
          kiedyś zdarzyło mi się na forum Polonia chyba, usiłować wymienić poglądy, oj
          ciężko, ciężko... nie powiem - od razu atakują tym swoim 'no visa for you' czy
          'nie dostałeś wizy, dlatego...' - oczywiście o czym by nie była dyskusja, nawet
          o dupie Maryny...
    • seth.destructor Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 28.04.06, 17:14
      Bo nie
      Bo tak
      Obraza majestatu.
    • Gość: ciekawe... ?? IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.04.06, 18:26
      > bo Bóg tak chciał

      A jesli naprawdę chciał?...

      >niezbadane sa wyroki boskie

      To prawda

      >kimże jesteś by podważać boską mądrość

      No właśnie...
      • gytha_ogg Re: ?? 28.04.06, 18:43
        Gość portalu: ciekawe... napisał(a):

        > > bo Bóg tak chciał
        >
        > A jesli naprawdę chciał?...
        >

        dobra, sytuacja: dziecko cierpi na powazna chorobe. dlaczego?
        odp. Bog tak chcial.
        wniosek: Bog to zlosliwy troll, ktory zsyla na ludzi niezasluzone cierpienie.


        > >niezbadane sa wyroki boskie
        >
        > To prawda
        >

        c. d. niezbadane sa wyroki boskie, gdyby to dziecko bylo zdrowe, pewnie
        spotkaloby je wieksze nieszczescie, np. mogloby zejsc na zla droge... wiec
        choroba tak naprawde ratuje dusze tego dziecka.

        jak niezbadane, to mozna spekulowac do woli i wszystko
        sobie "wytlumaczyc".... :/


        > >kimże jesteś by podważać boską mądrość
        >
        > No właśnie...

        no wlasnie, kimze ty jestes, zaledwie np. rodzicem cierpiacego dziecka?

        • Gość: ciekawe... Re: ?? IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.04.06, 20:09
          >odp. Bóg tak chciał

          Twierdzenie,że Bóg tak nie chciał byłoby nielogiczne (skoro jest wszechmocny)

          >wniosek:Bóg to złośliwy troll

          Skoro pozwolił Żydom na holokaust innych plemion semickich w Palestynie,
          skoro kazał im 40 lat tułać się po pustyni,
          skoro wysłał swojego Syna na okrutną śmierć, to jest złośliwym trollem?
          "niezbadane są wyroki boskie", "kimże Ty jesteś..."
          • gytha_ogg Re: ?? 29.04.06, 01:19
            > Skoro pozwolił Żydom na holokaust innych plemion semickich w Palestynie,
            > skoro kazał im 40 lat tułać się po pustyni,
            > skoro wysłał swojego Syna na okrutną śmierć, to jest złośliwym trollem?


            o to, to, lapiesz, o co chodzi :)
          • 666kgb no właśnie 04.05.06, 11:12
            Gość portalu: ciekawe... napisał(a):


            > "niezbadane są wyroki boskie", "kimże Ty jesteś..."

            wyrokiem boskim :))
    • lzygan Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 28.04.06, 20:50
      ulubiony "argument" nauczycieli w szkole podstawej, jeśli zostaną zaskoczeni
      jakimś celną uwagą swojego ucznia - "jak ty do mnie mówisz gó..arzu" albo "jak
      ze mną rozmawiasz to wstań"
    • Gość: ant nie dyskutowac ! IP: *.adsl.inetia.pl 28.04.06, 23:56
      to idioci...
      • Gość: siamlady Re: nie dyskutowac ! IP: *.aster.pl 29.04.06, 21:09
        A czy dyskusje mają w ogóle jakiś sens? Zwłaszcza polityczne? Moim zdaniem- nie
        mają żadnego. Ciekawe są dyskusje ludzi mniej więcej tej samej opcji
        politycznej, ale o różnym stopniu uświadomienia.

        Skrajnym przeciwnikom politycznym, mocno przekonanym o swoich racjach, nie
        pomogą najinteligentniejsze argumenty drugiej strony, aby przekonac się choćby
        w minimalnym stopniu do racji swojego adwersarza.
        Czytałam dziś o czterech uczestnikach dyskusji politycznej w parku , którzy
        pobili się pod jej koniec, mieli 68,73, 74 i 77. lat. Taka dyskusja to
        niepotrzebne uszczuplenie energii i niebezpieczny wybuch emocji.
        Ergo: nikogo przekonanego nie da sie przekonać. Przekonać możemy jedynie tych,
        którzy nie mają zdania. Albo tych, którym imponujemy.
    • llukiz Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 03.05.06, 22:18
      wierzący przegra każdą dyskusje z defnicji. Bo dyskutuje się o wierze a nie o
      rzeczywistości (bądź faktach)
      • rromero Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 03.05.06, 23:31
        O wierze nie da się dyskutować za pomocą faktów i logiki . Tam gdzie jest wiara
        nie może być wiedzy . Nie da się w coś wierzyć i jednocześnie to wiedzieć .
        Jeśli powiem że mam w kieszeni guzik to można w to uwierzyć lub nie . Jeśli
        pokarzę to i w jednym i w drugim przypadku pozostanie jedynie wiedza . Wiedza
        wyklucza wiarę .
        • Gość: ant Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.adsl.inetia.pl 04.05.06, 11:14
          rromero napisał:

          > O wierze nie da się dyskutować za pomocą faktów i logiki .

          > pokarzę to i w jednym i w drugim przypadku pozostanie jedynie wiedza . Wiedza
          > wyklucza wiarę .

          najgorsze jest to że wiara stara się wykluczyć wiedzę....
          :(
    • the_dzidka Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 05.05.06, 09:37
      Mnie najbardziej ręce opadają przy czymś takim:
      - Jezus jest Synem Bożym.
      - Skąd możesz to wiedzieć?
      - Bo tylko on jedyny umarł i zmartwychwstał.

      Argumentacja w stylu:
      "- Wy żydzi nie wierzycie w pana naszego Jezusa Chrystusa, a wierzycie, że wasz
      rabin na chustce do nosa staw przepłynął?
      - No tak, ale to jest prawda!!"
      • Gość: m Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.06, 09:35
        Dobrze,ze wierzący maja takie wytłumaczenie, niewierzący nie maja w takich
        wypadkach żadnego...
        Więc fakt faktem-wierzacy posiadaja w takich wypadkach większą WIEDZĘ.
        • Gość: . Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.06, 09:48
          Lepiej rozumioeją świat odrózniaja dobro od zła potrafią nie krzywdza innych i
          przez to zyje im się szczęśliwie i radośnie.
          Wierzący to niekoniecznie przesiadujacy w każdą niedzielę w kościele.
          • Gość: m Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.06, 09:51
            niekoniecznie..ale nie wierze w madrych indywidualistów. Madry czlowiek wie ,ze
            potrzebuje innych i ich mądrosci, doświadczenia itd.
        • Gość: terry Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.aster.pl 07.05.06, 00:01
          Nie, wierzący wierzą że posiadają wiedzę. Tak naprawdę jej bowiem nie
          posiadają, nie potrafią udowodnić że ją mają. Mało rzeczy jest tak
          nieprzekonywujących jak sławetne 5 dowodów na istnienie boga. To raczej 5
          życzeń, typowe chciejstwo, dostosowanie rzeczywistości do swojego widzenia
          świata.
          • rromero Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 07.05.06, 16:57
            >Nie, wierzący wierzą że posiadają wiedzę. Tak naprawdę jej bowiem nie
            >posiadają, nie potrafią udowodnić że ją mają.
            Wierzący posiadają WIARĘ mylnie utożsamianą z wiedzą . Jeśli posiadamy na coś
            dowód , to posiadamy wiedzę nie wiarę . Nie można czegoś wiedzieć i w to wierzyć
            , te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczają . sławetne 5 dowodów na istnienie Boga
            powinno raczej się nazywać % powodów dla których wierzę w Boga . Bóg wymagając
            wyraźnie od nas wiary , nie pozwoli by kiedykolwiek zaistniał jakiś dowód jego
            istnienia . Po prostu posiadając taki dowód stracilibyśmy wiarę .
        • the_dzidka Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 07.05.06, 21:52
          > Dobrze,ze wierzący maja takie wytłumaczenie,

          A cóż jest wytłumaczenie, które jest nielogiczne i samo się wyklucza?
          To tak jakby tłumaczyć komuś, że dwa razy dwa jest pięć, bo tak powiedziała
          ciocia Klocia z Pcimia, a więc tak jest.
          • omnipotentny Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 07.05.06, 22:38
            the_dzidka napisała:

            > > Dobrze,ze wierzący maja takie wytłumaczenie,
            >
            > A cóż jest wytłumaczenie, które jest nielogiczne i samo się wyklucza?
            > To tak jakby tłumaczyć komuś, że dwa razy dwa jest pięć, bo tak powiedziała
            > ciocia Klocia z Pcimia, a więc tak jest.
            >


            niestety, ateistyczna wizja porządku świata jest również wewnetrznie sprzeczna
            i niespójna
    • piekielnica1 Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 06.05.06, 20:10
      joanna.d.arc napisała:

      > Mnie najbardziej dołuje w rozmowie z osobami wierzącymi, gdy te "potwierdzają"
      > stawiane przez siebie tezy pseudoargumentami takimi jak:
      > bo Bóg tak chciał
      > niezbadana są wyroki boskie
      > kimże jesteś by podważać boską mądrość
      > Bleeeee, niedobrze mi się robi. Jak to z kimś takim poważnie dyskutować?

      Dyskusja jest nam potrzebna właściwie nie wiadomo po co, bo zawsze nasze
      poglądy możemy wymienić tylko na gorsze.







    • renebenay Re: Szkoda czasu i nerwow... 07.05.06, 10:26
      Ja z tymi ludzmi nie dyskutoje mowiac ze,nie dyskutoje o niczym co nie
      istnieje-po co ja mam sie denerwowac,lepiej niech wnerwia druga strona.
      • omnipotentny Re: Szkoda czasu i nerwow... 07.05.06, 22:35
        renebenay napisał:

        > Ja z tymi ludzmi nie dyskutoje mowiac ze,nie dyskutoje o niczym co nie
        > istnieje-po co ja mam sie denerwowac,lepiej niech wnerwia druga strona.


        O miłosci tez nie dyskutujesz? O szczesciu? o nienawiści? o tolerancji?
    • Gość: diverse ortografia IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.06, 16:47
      "ortografia u ciebie leży"
      "naucz się pisać"
      "najpierw polskiego się naucz a potem....."
      "błędy ortograficzne.........."

      itp.

      najbardziej nędzny komentarz jaki na necie można spotkać
    • camel_3d bo wiara nie jest do dyskusji... 07.05.06, 17:01
      jak mozna dyskutowac o wierze? to jakby ktos chcial cie przekonac ze masz
      glupia matke i popapranego ojca.
      • renebenay Re: bo wiara nie jest do dyskusji... 08.05.06, 08:51
        Troche Jozek mi tu pomieszal,on chcial powiedziec ze,o religiach i wiarach z
        ludzmi nie rozmawia bo szkoda tracic czas na na sprawy ktore nie istnieja.On
        poprostu nie wierzy w zadnego Boga i inne opowiadania z epoki kamienia
        lupanego,i wg.ktorych dzisiaj nalezaloby zyc.
        • rromero Re: bo wiara nie jest do dyskusji... 08.05.06, 09:45
          Jeśli ktoś uważa < że ,o religiach i wiarach z
          ludźmi nie rozmawia bo szkoda tracić czas na sprawy które nie istnieją > i
          włącza się do tej dyskusji to niech popracuje nad własną logiką
    • dwie_szopy_jackson Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 08.05.06, 09:06
      "bo tak!"
    • Gość: nokima Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.06, 13:53
      "Zobaczysz, że w sytuacji kryzysowej na pewno zmienisz zdanie" lub "gdybyś miała
      tyle doświadczeń życiowych co ja, na pewno mówiłabyś inaczej"
      Doprowadza mnie to do szału, bo moje poglądy wywodzą się akurat z różnych
      tragicznych doświadczeń życiowych (ciężki wypadek samochodowy, gwałt, ojciec
      alkoholik)
    • meta-kris Re: Najbardziej bnezsensowny "argument" w dyskusj 12.05.06, 17:53
      Najbardziej bezsensowny argument: "o tym nie ma sensu dyskutować, bo Polacy to
      konserwatywne społeczeństwo"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka