Dodaj do ulubionych

Po tragedii pod Rysami

16.02.03, 13:06
To przykre, że nasz kraj stał się bardziej folklorem i skansenem niż wolnym
krajem obywatelskim. Nie chcę tu rozwodzić się o polityce i prawie ogólnym
gdzie niemalże wszystko i wszystkie działania są monitorowane przez urzędy i
instytucje publiczne. Niemalże każda czynność człowieka zostaje umieszczona w
normach prawnych i na każdą działalność człowiek musi mieć pozwolenie
jakiegoś urzędu. Żyjemy wśród bezsensownych przepisów przez które nasz kraj
zamiast się rozwijać i iść do przodu się cofa. Skoro żyjemy w tak w
absurdalnym kraju, to nie dziwią ciągle ujawniane przypadki korupcji, afery
Rywina itp.

Przepraszam za politykę, ale czym są przepisy dotyczące poruszania się w
górach jak nie polityką? Jest jednak spora różnica w podejściu do przepisów.
Na przepisy dotyczące biznesu wszyscy psioczą i dają przykłady bezładu. Na
ostatnim spotkaniu Millera i biznesmenów amerykańskich, dopiero oni
uświadomili naszego premiera, że jest biurokracja i przerost administracji,
brak jasnej jasnej odpowiedzialności który urząd za co odpowiada, zdobywanie
tysięcy koncesji, pozwoleń, uprawnień itp., że Polska nie jest krajem
sprzyjającym inwestycjom.

Różnica w tym, że o sprawy górskie nikt nie krzyczy i się nie dopomina. Jest
wręcz medialna nagonka, zwłaszcza po ostatnim wypadku pod Rysami, że wszystko
powinno być usankcjonowane przepisami. Pilnowane przez tysiące strażników, a
turysta to tylko ten, kto daje zarobić całej zgraji biurokratów poobsadzanych
przez "swoich". Niestety mentalność totalitarnego myślenia pozostała w
Polakach bardzo zakorzeniona. I teraz, po nagłośnieniu, każdy domaga się
regulacji odgórnych, nauczony tym, że "państwo wszystko załatwi".

Przepraszam jeszcze raz za tyle polityki i tego wszystkiego, ale jestem
wściekły, że w takim Państwie przyszło mi żyć. I że prawo jest stanowione pod
urzędowe stołki, a nie dla obywateli i działaczy społecznych.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • roanbu Re: Po tragedii pod Rysami 16.02.03, 13:30
      Generalnie totalitaryzm jest obrzydlistwem i głupotą jednocześnie. Masz rację,
      my Polacy, jesteśmy .... i to powiem, głupi.

      Górska tragedia obnarza wielkość tej głupoty. Zginęli ludzie. Szok. My zamiast
      zastanowić się, co zrobić:

      1. aby odnaleźć ciała jak najszybciej,
      2. aby przeciwdziałać takim wypadkom,
      3. aby dotrzeć w sposób mądry i rozsądny do narodu,

      my oskarżamy się nawzajem i szukamy winnych. Nie ma winnych! To trzeba sobie
      jasno i wyraźnie powiedzieć! To zbieg wielu okoliczności, fakt głupoty też.

      Mało tego! Sprawa helikoptera! LUDZIE!!!!!!!!! To jest nie do pomyślenia, aby
      takim sprzętem nie zajmowała się wykwalifikowana kadra! To jest skandal. Chcą
      zrobić nagonkę na pilota i oskarżyć Go o niedopatrzenia; bo jakaś lampka, bo
      cos tam jeszcze. Z tego wynika, że nie powinni wogole wylatywać.

      Skupmy się na rzeczowym wyjaśnieniu wszystkiego i skupmy się na przyszłości bez
      totalitarnego formułowania przepisów, ale z ludzkim podejściem do
      świadomości...
      • Gość: Lech Re: Po tragedii pod Rysami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.03, 14:58
        roanbu napisał:

        > Generalnie totalitaryzm jest obrzydlistwem i głupotą jednocześnie. Masz
        rację,
        > my Polacy, jesteśmy .... i to powiem, głupi.

        Cały nasz cyrk z państwowymi uprawnieniami przewodnickimi, regionalizacją
        tysiącem metrów n.p.m., gdzie wynajęcie przewodnika rzekomo daje gwarancję
        bezpieczeństwa itp., to specyficznie polskie kuriozum nie mające precedensu w
        żadnym normalnym kraju, pozostałość jakiegoś dziwnego konglomeratu
        przedwojennych tradycji turystyczno-społecznikowskich, warunków geograficznych
        (duży kraj + małe góry) z (przeważającą) mentalnością państwa totalitarnego -
        kontroli wszystkiego i wszystkich.

        Słuchając i czytając od lat różne wypowiedzi, przeraża mnie poziom niewiedzy i
        ignorancji, i samoprzekonania, że to normalne, że w innych krajach przepisy są
        podobne, itd. itp. Napiszę krótko - bzdura !

        W naszych Polskich warunkach mieliśmy tylko jeden krótki okres normalności -
        lata 1990 - 1995. Pytanie: komu to przeszkadzało? Oczywiście rzeszom, dawnych
        działaczy wydających pozwolenia, pilotów których główną kwalifikacją była
        deklaracja współpacy z SB, i którzy zostali nagle odstawieni od koryta. Kiedy
        konsultowano projekt ustawy turystycznej były głosy ze strony ekspertów
        zagranicznych: zabezpieczenia finansowe biur jak najbardziej, ale zawód pilota
        czy przewodnika jest w większości krajów UE wolnym zawodem i nie ma czegoś
        takiego jak państwowe uprawnienia!

        Ale oczywiście nikt tego nie słuchał bo na nieszczęście turystyka w tym kraju
        jest kompletnie marginalną gałęzią gospodarki i mało kto się na tym zna.
        Dlatego, za cenę (zapewnę niższą niż 17,5 tys USD ;) Sejm SLD-PSL-oswski
        klepnął ustawę w ostatnich dniach urzędowania. No i mamy dzisiaj - ach jak
        pięknie - dziesiątki dodatkowych państwowych, etatów drogie kursy i całą z tym
        związaną korupcyjną otoczkę.

        Projekty ustaw podsuwają nowobogaccy biznesmeni, którzy starają się w ten
        sposób zapewnić sobie jak najwięcej swobody działania. Jedyną "weryfikację"
        tych projektów stanowi sejm, który nie zna problemu i zupełnie nie panuje nad
        urzędnikami.

        Każdy przepis - niezależnie od rangi - powinien podawać definicje tego, czego
        dotyczy. Tylko nieliczne przepisy są tak skonstruowane. Zupełnym
        nieporozumieniem są przepisy, które załatwiają kawałek jakiegoś problemu, a
        resztą - zamiast sejmu - zajmują się jakieś tajemne pozaziemskie istoty. W
        latach osiemdziesiątych miała być wydana ustawa o turystyce, zamiast tego
        ukazała się jakaś niewydarzona ustawa o usługach turystycznych. Po rozwiązaniu
        GKKFiT powstała luka prawna, która tłumi ducha przedsiębiorcości i krępuje
        swobodny rozwój turystyki.

        Jak to jest możliwe, że np. PTTK, które jest właścicielem większości schronisk
        górskich, nie może z nich w pełni legalnie korzystać, bo dla grupy zmierzającej
        do takiego schroniska trzeba wynająć przewodnika? A może by tak oddać sprawę do
        Strasburga lub jakiejś innej instytucji międzynarodowej?

        I wszystko rozumiem - tylko błagam: Ludzie! Nie dajcie sobie wmówić że "tak
        jest bo tak być musi bo tak jest normalnie" - bzdura!

        Pozdrawiam

        Lech
        www.kspttk.prv.pl
    • Gość: Lech Re: Po tragedii pod Rysami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.03, 20:58
      a-r napisał:

      [ciach...]

      > Różnica w tym, że o sprawy górskie nikt nie krzyczy i się nie dopomina. Jest
      > wręcz medialna nagonka, zwłaszcza po ostatnim wypadku pod Rysami, że wszystko
      > powinno być usankcjonowane przepisami. Pilnowane przez tysiące strażników, a
      > turysta to tylko ten, kto daje zarobić całej zgraji biurokratów poobsadzanych
      > przez "swoich". Niestety mentalność totalitarnego myślenia pozostała w
      > Polakach bardzo zakorzeniona. I teraz, po nagłośnieniu, każdy domaga się
      > regulacji odgórnych, nauczony tym, że "państwo wszystko załatwi".
      >
      > Przepraszam jeszcze raz za tyle polityki i tego wszystkiego, ale jestem
      > wściekły, że w takim Państwie przyszło mi żyć. I że prawo jest stanowione pod
      > urzędowe stołki, a nie dla obywateli i działaczy społecznych.

      Należę do grona osób, które nie lubią wędrować samotnie, a w większych grupach.
      Kiedyś organizowałem grupy wycieczkowe, korzystając z położonych wysoko w
      górach schronisk PTTK. Takich jak ja pasjonatów było więcej. Nadal byśmy to
      robili, gdyby nie fakt, że w polskich górach od jakiegoś czasu stało się to...
      nielegalne.

      W biegłym roku jeden z moich kolegów klubowych, posiadający zresztą uprawnienia
      przodownika turystyki górskiej PTTK, w trakcie prowadzenia przez niego obozu
      wędrownego został zaczepiony na szlaku przez jakiegoś ważniaka, który zaczął mu
      cytować przepisy i straszył karą administracyjną. Człowiek ten zupełnie go
      skompromitował w obecności prowadzonej przez tego kolegę grupy turystycznej
      (znam sprawę z jego relacji). Chodzi o okryte niechlubną sławą Rozporządzenie
      RM ( kspttk.prv.pl/rozporzrm.htm ) mówiące, że wycieczki piesze w górach
      powyżej 1000 m n.p.m. mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni
      (zawodowi).

      Chyba zrozumiałe, że nikt z nas nie ma zamiaru narazić się na podobne
      incydenty, zwłaszcza, że po ostatnim wypadku w Tatrach pod Rysami należy się
      spodziewać zaostrzenia przepisów i kontroli na szlakach. Jak się okazuje -
      nawet śmierć ludzka nie jest tu żadnym tabu. Od samego początku ten wypadek w
      Tatrach wykorzystuje się jako argument do umocnienia interesów pewnej wąskiej
      grupy ludzi - przewodników i urzędników państwowych.

      W moim regionie działalność górska od lat opiera się wyłącznie na społecznych
      inicjatywach, wśród których prym wiodą przodownicy turystyki górskiej PTTK, a
      nie na przewodnikach. Istnieje kilka prężnie działających klubów górskich, w
      tym Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej. Te kluby, z których
      najstarszym jest Klub Górski "Grań" przy O/Poznańskim PTTK, od lat zrzeszają i
      szkolą przodowników turystyki górskiej. To one przez całe lata organizowały
      wycieczki w góry i korzystały tam z bazy noclegowej, gastronomii itp., DAJĄC
      MIEJSCOWYM LUDZIOM ZARABIAĆ NA TURYSTYCE. CZY TO BYŁO ZŁE?

      W tak dużym ośrodku akademickim jakim jest Poznań, nie ma ani jednego, nawet
      studenckiego koła przewodników górskich. Nie ma ich również w takich ośrodkach
      jak Zielona Góra czy Gorzów Wielkopolski, choć w góry (Sudety) mamy bliżej niż
      przewodnicy ze studenckich kół przewodników górskich z Warszawy czy Lublina.
      Teraz góry się od nas jakby oddaliły. Organizujemy wycieczki do Czech czy na
      Słowację, gdzie tysiące turystów spaceruje spokojnie samotnie i w grupach, jak
      się komu podoba i bez obawy, że to "nielegalne".

      Koledzy, którzy mogliby korzystać z górskich schronisk, od czasu wprowadzenia
      wspomnianego przepisu stopniowo wycofują się z organizowania takich grup
      wędrownych, które kiedyś wypełniały schroniska górskie wieczornym śpiewem przy
      akompaniamencie gitary, rozmowami o przygodach na trasie i wesołym gwarem przy
      śniadaniu w jadalni. Tego ma już nie być! To zgroza!

      Z pozdrowieniami

      Lech
      lechu.republika.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka