Dodaj do ulubionych

Mali niewolnicy

23.08.06, 21:38
Pozornie afrykańskie dzieci, którym uda się dotrzeć do Europy, wygrały los na
loterii. W rzeczywistości ich gehenna dopiero się rozpoczyna. A jego pierwszym
etapem jest amsterdamskie lotnisko.
Mówi się o nich AMA – ten akronim oznacza w Holandii „nieletnich bez rodzin
występujących o azyl”. Mają mniej niż 15 lat. W skład grupy wchodzi od 11 do
13 dziewcząt i dwóch chłopców. Wszyscy krętymi drogami przybyli tu z Nigerii.
Zdaniem Europolu spośród tuzinów szlaków, jakimi uchodźcy docierają do Europy,
aż pięć przechodzi przez lotnisko w Amsterdamie.
Kilka tygodni temu dzieci te zniknęły z czterech ośrodków dla uchodźców. O ich
ucieczce poinformowały Fundacja Nidos i Centralny Ośrodek dla Osób
Ubiegających się o Azyl (COA), odpowiedzialne za opiekę nad nimi. Od tamtej
pory los małych Nigeryjczyków jest nieznany, a ich imiona zasiliły listę
innych zaginionych AMA.
Wszyscy mali uciekinierzy podali, że są sierotami. „Zdarza się, że dzieci
mówią prawdę. Ale w większości przypadków rodzice wysyłali je do pracy w
Europie i kazali im przesyłać zarobki do domu. Czasem malcy ci byli ofiarami
mafii, wykorzystującej ich do własnych celów – wyjaśniał inspektor policji w
Bredzie. – Tuż po przyjeździe dzieciaki te »gubiły« paszporty, bilety lotnicze
i karty pokładowe. Chodziło o to, by nie można było zidentyfikować
towarzyszących im osób”.
22 kwietnia 12-letnia Yaya Miu, urodzona w Chinach zniknęła z ośrodka dla
imigrantów w Den Helder na północy Holandii. W ciągu ośmiu miesięcy
dziesięcioro małych Chińczyków i Hindusów po cichu opuściło ten ośrodek.
Odnalazł się tylko jeden – na początku maja natrafiono na niego w restauracji.
„To był szczęśliwy traf. Bardzo rzadko udaje nam się znaleźć uciekiniera” –
przyznał rzecznik Fundacji Nidos z La Haye.
Holenderski oddział UNICEF-u odnotowuje od 2004 roku wzrost przypadków handlu
dziećmi i sądzi, że większość uciekinierów trafia do nielegalnych warsztatów,
barowych kuchni lub bywa zmuszanych do prostytucji. W 2004 roku wyszła na jaw
działalność gangu przemytników ludzi. Siatkę tę stworzyło 18 Chińczyków. W
lipcu sąd w Bredzie skazał pięć osób za to, że pomagali dziesiątkom hinduskich
dzieci w przekraczaniu holenderskiej granicy, a potem przesyłali je do innych
krajów europejskich, m.in. do Francji.
Deputowani byli zszokowani policyjnymi sugestiami, że malcy ci mogą lądować w
burdelach, ale nie okazywali tego publicznie. Minister ds. imigracji i
integracji Rita Verdonk zapowiedziała, iż na jesieni przedstawi plan lepszej
ochrony AMA – dzieci te prawdopodobnie zostaną umieszczone w zamkniętych centrach.
W 2000 roku do Holandii przybyło 3800 AMA, w 2005 roku było ich nie więcej niż
424. Restrykcyjna polityka pani Verdonk doprowadziła do znacznego spadku
liczby osób ubiegających się o azyl: w 2000 roku na granicy zameldowało się 34
tysiące takich ludzi, a w 2005 roku – już tylko 5400.
Jednak nie udało się rozwiązać problemu AMA. Teoretycznie prawo wprowadzone
przez minister Verdonk prowadzi do natychmiastowej deportacji 90 procent z
nich. Ale tylko wtedy, jeśli dzieci te wracają do własnych rodzin lub trafiają
pod opiekę ośrodków wychowawczych w swoich ojczyznach. W praktyce okazuje się
to niewykonalne. Tak więc większość z nich pozostaje w Holandii do czasu, gdy
zostaną uznane za dorosłe, czyli do chwili, kiedy mogą zostać deportowane,
jeśli nie uzyskają azylu. W 2004 roku ONZ-owski Komitet Praw Dziecka i
holenderscy prawnicy ostro skrytykowali te regulacje prawne.
wiadomosci.onet.pl/1354097,2678,kioskart.html
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka