eve81
02.01.07, 13:40
Jestem dość skołowana i chciałabym zapytać was o opinię...albo ze mną albo z
moim chłopakiem jest coś nie tak, a może przesadzam?
W noc sylwestrową na imprezie wpadł na mnie pijany facet na dwóch krzesłach,
runął o ziemie zahaczając o moje nogi. Nie mam powaznych obrażeń, ale bolało
i wciąz boli- ścięgno Achillesa. Potem pijane towarzystwo tłukło jakies
naczynia, obrzucało sę jajkami, ich sprawa...
Potem przy stole w innym towarzystwie wyraziłam sowja opinię, choć ja też
lubię się zabawić, to uważam, że zachowali się jak zwierzęta i żałuję, że nie
miałam prywatnego ochroniarza- taki żart. Na co moja znajoma zaczęła na mnie
krzyczeć, że to są zajebiści ludzie, którzy mają zajebistą pracę a w ogóle to
ja miałam po prostu pecha bo stałam w złym miejscu, na co ja odparłam, żeby
na nas nie krzyczała (była agresywna) a ona , że jeszcze chyba nie słyszałam
jak ona potrafi krzyczeć. Odechciało mi sie tej rozmowy i odwróciłam wzrok,
mój kolega który słyszał wszystko przysiadł się do mnie i po chwili
zaproponował pójście na parkiet. Mój chłopak natomiast zaczął z nią rozmawiać
o jej pracy i zostali sami przy stole. Z parkietu widziałam jak rozmawiają,
wróciłam po niego i zabrałam na parkiet. I tu jest moje pytanie...czy on się
dobrze zachował? Bo mnie zabolało, że z nią został, powinien stanąc w mojej
obronie, być po mojej stronie. Olać tą laskę, pokazac jej gdzie jej miejsce.
Wstać i zabrać mnie stamtąd. A on z nią rozmawiał jakby nigdy nic...Jestem
rozżalona.