Dodaj do ulubionych

Zmora niepunktualności...

IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 05.04.03, 21:31
Niepunktualność, to coś, co sen z powiek spędza. I irytuje na maxa!! Na
przykład, ktoś nie ma poczucia czasu przyszłego, tzn. mówi, że będzie za 20
minut, a pojawia się po dwóch godzinach.
Gorzej, jak się spóźnia i ma pretensje - jak pani, co przyszła do salonu
fryzjerskiego 2 godziny po umówionym terminie, i zrobiła awanturę typu "czy
pani nie wie, kim ja jestem!!" bo fryzjerka już nie mogła jej przyjąć...
Najgorszy typ jednak... Poznałam z autopsji. Jestem zaproszona na imprezę 30
km od miasta, na godzinę 19-tą. Umawiam się ze znajomym delikwentem, że
pojedziemy od niego jego samochodem. O 18:30 podjezdżam pod jego dom
taksówką, wchodzę do domu, i czego się dowiaduję? Delikwent właśnie wszedł do
wanny. Ba, mało tego; zamiast wziąć szybki prysznic, on celebruje przyjemną
kąpiel...
Ja nie potrafię tego zrozumieć, co on, nie zna się na zegarku i nie wie, że
już powinien wsiadać w tej chwili do samochodu? Jeszcze żeby się spieszył w
tej łazience, ale nie...
Obserwuj wątek
    • Gość: Wiedźma Ple Ple Re: Zmora niepunktualności... IP: 217.153.92.* 10.04.03, 14:08
      Zgadzam się!
      Mam niestety w swoim otoczeniu notorycznych spóźniaczy i mnie to również
      doprowadza po prostu do szału!
      Dużo pracuję i mam mało wolnego czasu ale kiedyś wzięłam sobie wolny dzień.
      Zadzwoniła moja koleżanka że ma chandrę i musi ze mną pogadać. Zgodziłam się i
      umówiłyśmy się że przyjdzie do mnie ok 12:00. (miałam jeszcze dużo innych
      rzeczy do zrobienia - ale przyjaciółka wiadomo priorytet)....Przyszła o
      17:00!!! I jeszcze się zaczeła prychac że "co ja taka wkurzona"! Okazało się że
      jej brat w tym dniu musiał oddac do wypożyczalni "Gladiatora" a ona przecież
      musiała go obejrzeć!!!!
      Nóż mi się za każdym razem otwiera w kieszeni kiedy muszę obcować z takimi
      ludźmi. Mam na prawdę ochotę potrząsnąć porządnie taką delikwentką/delikwentem
      żeby przestał/a się traktować jak pępek świata i zaczął/eła szanować czas
      innych.
      Pozdrawiam wszystkich punktualnych.
    • wielki_czarownik Re: Zmora niepunktualności... 10.04.03, 15:35
      Ja zawsze jestem na miejscu co najmniej 15 min. przed czasem. A jeśli ktoś się
      uporczywie spóźnia na spotkania ze mną to albo mu mówię, że dziękuję za jego
      szacunek dla mnie, a jeśli jesteśmy umówieni na mieście to po 15 minutach od
      umówionego czasu spotkania odchodzę. Kilka osób już w ten sposób nauczyłem
      punktualności.
    • Gość: Dupalek Re: Zmora niepunktualności... IP: 195.217.253.* 10.04.03, 15:56
      Boooszzz, jak ja tego nie znosze! Po prostu nienawidze spoznialstwa, doprowadza
      mnie to do szewskiej pasji i juz. Sama przewaznie jestem przed czasm, zeby
      przypadkiem ktos na mnie nie czekal. Zawsze wychodze troszke wczesniej, bo
      przeciez cos po drodze moze sie wydarzyc, czego nie przewidzialam...A jezeli
      ktos wie ze sie spozni, to w erze telefonow komorkowych mozna przeciez
      zadzwonic...a z reszta...Wg mnie Ci ktorzy sie spozniaja nie szanuja czasu
      innych. A kto nie szanuje mojego czasu, nie szanuje i mnie, kropka. ....wiecej
      nie pisze, bo juz sie zdenerwowalam..grrr...

      buziaczki
      Dupalek
      • Gość: Dzidka Niepunktualność.. IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 10.04.03, 19:31
        Jestem ciekawa, czy wypowie się jakiś "chronicznie niepunktualny"? I co powie?
        Przeciez oni tez wiedzą, przynajmniej teoretycznie, jak nalezy postępować, zeby
        się nie spóźniać. No to dlaczego nie dość, ze im to nie wychodzi, to jeszcze
        się tym nie przejmują?
        • mijaczek Re: Niepunktualność.. 10.04.03, 19:50
          Gość portalu: Dzidka napisał(a):

          > Jestem ciekawa, czy wypowie się jakiś "chronicznie niepunktualny"? I co
          powie?
          > Przeciez oni tez wiedzą, przynajmniej teoretycznie, jak nalezy postępować,
          zeby
          >
          > się nie spóźniać. No to dlaczego nie dość, ze im to nie wychodzi, to jeszcze
          > się tym nie przejmują?

          moj chlopak powinien sie tu wypowiedziec. on po prostu nie zna granic.najgorsze
          jest to, ze potrafie sie z nim umowic, powiedzmy na 15.00, potem pytam sie -
          moze na 15.30, bo nie zdazysz. odpowiedz - zdaze, zdaze. pytanie - ale na
          pewno, nie tak jak wczoraj, ze miales przyjsc, a nie przyszedles? odpowiedz -
          juz wychodze, bede na czas.ja - ale prosze cie- nie spoznij sie.odpowiedz - nie
          spoznie sie, zobaczysz. no i ja cala w nadzieji, ze moze tym razem sie nie
          spozni. i co??? przychodzi nie o 16, nie o 17, nawet nie o 18 czy 19.
          przychodzi o 21, albo wcale. wziasc za nogi powiesic, do szyi kamien i do wisly!
          nienawidze kiedy ktos sie spoznia, bo ja zawsze robie wszytsko, zeby nikt na
          mnie musial czekac, a potem sie okazuje, ze jak ta idiotka na przyklad bieglam
          przez pol miasta, albo specjalnie bralam taksowke,zeby byc gdzies szybciej niz
          tramwajem, a potem kwitne jak ta glupia i czekam i czekam i czekam. najgorsze
          jest to, ze spoznialskich kompletnie nie da sie oduczyc spozniania!!!!!!!!
          • Gość: ZJP Re: Niepunktualność.. IP: *.ci.seattle.wa.us 10.04.03, 22:11
            Jesli masz wobec niego powazne plany to odpusc je sobie! Za kilka (nascie) lat
            sie rozwiedziecie! A wiem to z osobistego doswiadczenia. No, ale jestes
            dorosla wiec decyzja Twoja.
          • Gość: Cleo Re: Niepunktualność.. IP: *.pke.pl 16.04.03, 09:49
            Witam Cię !
            Były mąż ZAWSZE się spóźniał.Umawiał się na randkę, na 15.00 , a przyjeżdżał
            o 16.30. Na moje niezadowolenie miał 1000 wymówek. Spóźnił się ( 2 godziny )
            nawet wtedy,gdy mieliśmy jechać na omówienie menu weselnego - spotkanie z
            szefem restauracji. Jeszcze go usiłowałam tłumaczyć przed innymi . Na ślub nie
            spóźnił się drastycznie tylko dlatego, że świadek czuwał.Po ślubie było coraz
            gorzej - nigdy nie wiedzialam , o której wroci z pracy. Na uroczystości
            rodzinne zawsze byliśmy spóżnieni - jemu się nie spieszyło. Ja czekałam jak
            głupia, aż on sobie włoski wymodeluje, albo przez 30 minut wybierał krawat .
            Do tego doszło jeszcze wiele innych fatalnych cech charakteru .
            Finał był oczywisty : minęło własnie 5 miesięcy od rozwodu ...Związek utrzymał
            się tylko 10 miesięcy.
    • alfalfa Re: Zmora niepunktualności... 10.04.03, 22:39
      Zgoda - chroniczna niepunktualność to brak szacunku dla innych i jest nie do
      zaakceptowania ale przecież czasem nawet mimo najlepszych chęci zdarzy się może
      każdemu że się spóźni. Bez przesady, są telefony. I tu już całkiem nie rozumiem
      gdy ktoś się nie pofatyguje bo łatwiej znoszę sytuację gdy ten ktos do mnie
      dzwoni i nawet na pięć minut przed terminem spotkania informuje że spóźni się
      np. 30 min. Wkurza mnie to znacznie mniej. Powtórka w grę nie wchodzi (chyba że
      to klient którego z zasady po tyłku muszę całować, jeśli dobrze płaci może się
      spóźniać:)
    • Gość: Ewawa Re: Zmora niepunktualności... IP: 217.153.30.* 11.04.03, 11:57
      Znam mazeństwo. Oboje znałam zanim sie "pobrali". To niesamowite, ale
      niezależnie od siebie byli zawsze spóżnialscy. Teraz kiedy są raZem ich
      niepunktualnośc sięgnęła zenitu. Może to ich własnie do siebe zbliżyło?
      Znam jednak to ich spóźnialstwo na wylot i kiedyś byłam świadkiem jak to sie
      odbywa. Zafascynował mnie ten spokój:
      Ona: Kochanie o 6-tej mama bedzie na dworcu prosze cie pospoiesz sie (jest
      5:30).
      On: dobra, dobra ty zawsze mnie tak wrobisz (siedzi dalej przy stole i gada).
      Ona :Kochanie jest już za pietnascie-jedz(do dworca jakieś 10km),
      On: no dobra już idę (wchodzi do łazienki). Jest za pięc szósta.
      On: (wychodzi z łazienki).
      Ona: Kochanie mama ma cięzkie siaty i pewnie już sie denerwuje - jedz już.
      On: Dobra ale gdzie mój sweter.
      Ona :prosze cie jedz bez swetra. (jest 6:05!!).
      On (zaczyna się ubierać): po co własciwie mam jechać, ty nie możesz.
      Ona: no nie, mam gościa. Mąż wychodzi 6:15. O której dotrze na dworzec po
      mamusię, która przytargała dla nich suchy prowiant?
      Taka jest geneza, totalne olewanie. Ale niektórzy ludzie sobie na to pozwalają,
      a ci spóźnialscy dobrze wiedza którzy to.
      • Gość: Wiedźma Ple Ple Re: Zmora niepunktualności... IP: 217.153.92.* 11.04.03, 12:15
        Gość portalu: Ewawa napisał(a):

        > Znam mazeństwo. Oboje znałam zanim sie "pobrali". To niesamowite, ale
        > niezależnie od siebie byli zawsze spóżnialscy. Teraz kiedy są raZem ich
        > niepunktualnośc sięgnęła zenitu. Może to ich własnie do siebe zbliżyło?
        > Znam jednak to ich spóźnialstwo na wylot i kiedyś byłam świadkiem jak to sie
        > odbywa. Zafascynował mnie ten spokój:
        > Ona: Kochanie o 6-tej mama bedzie na dworcu prosze cie pospoiesz sie (jest
        > 5:30).
        > On: dobra, dobra ty zawsze mnie tak wrobisz (siedzi dalej przy stole i gada).
        > Ona :Kochanie jest już za pietnascie-jedz(do dworca jakieś 10km),
        > On: no dobra już idę (wchodzi do łazienki). Jest za pięc szósta.
        > On: (wychodzi z łazienki).
        > Ona: Kochanie mama ma cięzkie siaty i pewnie już sie denerwuje - jedz już.
        > On: Dobra ale gdzie mój sweter.
        > Ona :prosze cie jedz bez swetra. (jest 6:05!!).
        > On (zaczyna się ubierać): po co własciwie mam jechać, ty nie możesz.
        > Ona: no nie, mam gościa. Mąż wychodzi 6:15. O której dotrze na dworzec po
        > mamusię, która przytargała dla nich suchy prowiant?
        > Taka jest geneza, totalne olewanie. Ale niektórzy ludzie sobie na to
        pozwalają,
        >
        > a ci spóźnialscy dobrze wiedza którzy to.

        Bez Komentarza.
        Mam nadzieję że Mamusia nie siedzi na tym dworcu po dziś dzień i obrasta
        pajęczyną....

        Macie rację jedyna rada na takich spóźniaczy to dać im kwadrans i dłużej nie
        czekać. Jest szansa że nawet im to nie zepsuje humoru,bo znając życie połowa z
        nich nie zdąży jeszcze wyjść z domu...


        • Gość: avva Re: Zmora niepunktualności... IP: 194.181.108.* 11.04.03, 14:36
          Spóźnianie to drugie imie mojej kuzynki.
          Moj rekord czekania na nią to 2 godziny.
          Nie mogę tego zrozumieć jak można byc tak glupim, mając przy sobie komórke,
          telefon stacjonarny i zyjac XXI wieku.
          Zaczyna się szykować do wyjscia godzine przed umówionym spotkaniem , a gotowa
          jest już za marne 1,5h ! Przez ten czas mozna doleciac do Paryza, a ona sie
          maluje!
          A w pracy ??? Ja mam tramwaj o 7.05 i zawsze jestem przed czasem, wchodzi ktoś
          spozniony 20 min i na paluszkach...hop za biurko.
          Proponuje w gorącej smole i w piórach;-)

          Albo wszczepiać chipy lokalizujące:-)

          Nikt nie jest doskonały, ale jak ktoś zna swoje wady to niech chociaż z nimi
          walczy, a nie z beztroskim uśmiechem :
          " soooorry, ale ble,ble,ble no i tak wypadło"
    • default Re: Zmora niepunktualności... 11.04.03, 14:22
      Mam taką koleżankę, skądinąd bardzo dobra i porządna kobieta, ale jak mam się z
      nią umówić na konkretną godzinę to od razu jestem w stresie. Myślę, że to
      wynika z jakiegoś takiego wrodzonego roztrzepania,nieumiejętności
      zorganizowania się, niekoniecznie z braku szacunku dla czyjegoś czasu. U niej
      to właśnie tak wygląda. Nigdy nie potrafi przewidzieć, że coś może ją opóznić,
      wszystko robi w ostatniej chwili, przypomina jej się tysiąc rzeczy, które
      jeszcze musi zrobić, akurat dostaje pilny telefon, jadąc samochodem zawsze
      wrąbie się w jakiś korek....Poza tym jakby nie miała poczucia czasu. Przykład -
      dzwonię do niej (mieszkałyśmy w tym samym bloku) i pytam czy nie idzie z psem
      na spacer, bo właśnie idę z moim. Ona mówi, że oczywiście, "tylko zmienię
      spodnie, już schodz". Więc się ubieram i wychodzę. Następnie czekam pod blokiem
      30 minut! Wreszcie wychodzi i na moje pretensje odpowiada: ojej, no telefon
      zadzwonił, przepraszam, przecież nie trwało to długo!
      • Gość: avva Re: Zmora niepunktualności... IP: 194.181.108.* 11.04.03, 14:37
        może to ta sama osoba ?;-)
    • Gość: Doki Re: Zmora niepunktualności... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 11.04.03, 18:46
      Koszmar!
      Ma te chorobe moj skadinad dobry kolega. Na zwrocenie
      uwagi reaguje: "a po co mi punktualnosc? Ty byles
      punktualnie i zobacz, tylko sie na mnie naczekales."
      Na takie dictum wynalazlem sposob nastepujacy. Jesli chce
      sie z nim umowic, powiedzmy, o 19, to kieruje rozmowe
      tak, zebysmy umowili sie na 18. Potem przychodze o 19, on
      o 19.15 i jest niezle. Jesli on wyznacza godzine, biore
      ze soba ksiazke.
      • mrouh Re: Zmora niepunktualności... 11.04.03, 19:27
        Niecierpię niepunktualnych ludzi, ale większość
        się tym zupełnie nie przejmuje. Ja po prostu nienawidzę
        się spóźniać, nawet minutki. Kiedy dojeżdżałam na studia
        (50 km), jechałam wcześniejszym autobusem i byłam 40
        minut przed czasem, ale wiedziałam, że akurat Poranny
        wykładowca przychodzi punktualnie, gdybym wstała o
        godzinę później, spóźniłabym się parę minut najwyżej, ale
        było to dla mnie nie do pomyślenia. Do pracy tez chodzę
        wcześniej (pracuję w szkole) i zawsze coś tam sobie
        jeszcze przygotowuję przy kawie. Jakiś czas temu w ramach
        zajęć z konwersacji, przygotowywałam temat o notorycznych
        spóźnialskich. prowadzi się na ten temat nawet badania. W
        artykule, z którego korzystałam było tak pół żartem, pół
        serio stwierdzenie, że nikt tak naprawdę nie jest
        "zdrowy", niezależnie od podejścia do czasu: ci, co sa
        zawsze przed czasem, to osobowości "lękowe", ci, co
        zawsze idealnie punktualni- to pedanci, spóźnialscy to
        osobowość narcystyczna. :-)

        Ci co zawsze przed czasem, oczywiście cierpią zazwyczaj
        za dwóch- odczekają swój "zapas" i dodatkowo spóźnienie
        partnera, bo większość nie bardzo się przejmuje tym, że
        ktoś czeka. Ale są chyba jakieś ogniska spóźnialskich.
        Jak się przeprowadziłam, kupowaliśmy z moim TŻ sofkę.
        Mieli nam ją wykonać na zamówienie, umówiliśmy się na
        czwartek po południu, ok. 16:00. Facet od sofy sie nie
        pojawił, ani o 16:, ani o 17:00, ani w czwartek, ani w
        piątek, ani w sobotę, poszliśmy do sklepu w poniedziałek.
        No, coś tam się przeciągnęło... Facet miał nasz telefon i
        adres, ale nie raczył nas zawiadomić. Gdyby nie to, że
        zapłaciliśmy sporą zaliczkę, to bym zrezygnowała. drugi
        raz umówiliśmy sie na piątek, też ok. 16:00. Przyjechali
        z sofą o 21:00. Myślałam, że ich zabiję. WRRRR
    • szymanka Re: Zmora niepunktualności... 12.04.03, 16:39
      No więc wstyd się przyznać, ale ja jestem spóźnialską. Nie aż tak jak w wyżej
      wymienionych przykładach, u mnie to jest góra kilkanaście minut, ale jednak.
      Wierzcie mi że to nie wynika z braku szacunku dla innych, lecz z braku
      odpowiedniej organizacji czasu, bałaganiarstwa itp. itd. Zwykle myslę że mam
      jeszcze dużo czasu, potem wyskakują nieprzewidziane rzeczy do zrobienia i tak
      minutka za minutką... jestem spóźniona. Biję się w piersi. Na swoje
      usprawidliwienie powiem że nigdy nie zdarzyło się żeby ktoś na mnie czekał
      kilkadziesiąt minut, zawsze dzwonię, informując że się spóźnię ale w świetle
      powyższych postów zdałam sobie sprawę że to marna pociecha dla czekającego. Za
      nic w świecie nie chciałabym żeby odbierano mnie jako osobę która nie ma
      szacunku dla innych ludzi, choć faktycznie cos w tym musi być, przecież nie
      zawsze się spóźniam, potrafię się "sprężyć" i przyjść na czas gdy mi na czymś
      zależy, a w pozostałych przypadkach? Liczę na zrozumienie? na pobłażliwość?
      Tylko błagam nie wieszajcie na mnie psów. Zrozumiałam.
      • ariels Re: Zmora niepunktualności... 15.04.03, 19:11
        Niestety, przyznaję się, ja także jestem spóźnialska. To znaczy, gdy wychodzę z
        domu sama, to raczej się nie spóźniam, natomiast, kiedy jadę gdzieś ze swoją
        mamą to z reguły jerst tak, że spóźniamy się, albo wpadamy w ostatniej chwili.
        Przed wyjściam zawsze ma do załatwienia tysiąc różnych spraw i najczęściej
        takich, które mogłyby poczekać. I jeszcze jedna rzecz, przeważnie, kiedy mama
        najbardziej się spieszy przydarzają się jej jakieś zupełnie nieprzewidziane
        awarie, korki itp. A każde najprawdziwsze tłumaczenie brzmi wtedy jak zupełnie
        niewiarygodne kłamstwo.
        A wszystko to nie wynika z braku szacunku tylko z potwornego braku
        zorganizowania.
        Pzdr i obiecuję poprawę Agnieszka (tylko za siebie, mama nadal będzie sie
        spóźniać.

    • Gość: qmpela Re: Zmora niepunktualności... IP: *.toya.net.pl 23.04.03, 20:35
      masz racje...nier nawidze niepunktualnosci.ktos mowi bede za 5 minut a jest za
      45 ...ale to jeszcze nic.moja kolezanka pobila wszelkie rekordy bo umowilam sie
      z nia w kawiarni na 20 i ona po prostu nie przyszla.pobila wszystko po prostu.i
      jeszcze sie na mnie wydarla ze nie miala czasu zeby zadzwonic bo cos tam.nie
      lubie takich ludzi ktorzy sie umawiaja i nie przychodza...jest cos takiego jak
      telefon komorkowy czy stacjonarny,i mozna powiadomoc o zmianach
      planu.dopuszczalne jest spoznienie sie 5-10 minut bo tak nawet wypada.ja jestem
      osoba ktora zawsze jest przed czasem przynajmniej 10 minut,no nie liczac szkoly
      bo tam sie specjalnie spozniam w celu unikniecia pytanka.pozdro
    • Gość: inika Re: Zmora niepunktualności... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 24.04.03, 13:52
      Jest chyba moda na niepunktualność. Ludziom wszędzie się spózniającym wydaje
      się to takie luzackie... Taki niezorganizowany, hippisowski styl bycia,
      odznaczający się nie przejmowaniem się nikim i niczym.
      Mam takiego dyrektora, dla którego bycie za 10 minut oznacza najwcześniej za
      godzinę a najbardziej lubię jego określenie "mała godzinka", która potrafi się
      wydłużyć do 3-4. Ale to szef...
      Mam taką koleżanke, którą bardzo ale to bardzo lubię i dlatego staram się jakoś
      zaakceptować tą jej wadę. Choc wiem, że nie ma z nią żadnego beztroskiego
      umówienia się.
      Z kolei jutro wyjeżdżamy na wakacje, o 2-ej w nocy. Ma po nas przyjechać
      taki "luzacki" kumpel męża. I już się stresuję, bo każda minuta snu jest droga
      a jak go znam to przed 2:30 go nie będzie... Ale na wypadek gdyby nas
      zaskoczył, albo pomylił się i był punktualnie, to wiadomo, że będziemy zwarci i
      gotowi...

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka