Dodaj do ulubionych

jadanie obiadów poza domem

22.01.07, 12:19
czy to przejaw szpanu i chęci pokazania się, zwłaszcza wśród ludzi w
Warszawce?
Obserwuj wątek
    • des4 Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 12:35
      Kolejny głupek?

      Placki ziemniaczane z sosem to przejaw szpanu w Warszawi, hehehehe ROTFL...
    • Gość: P.S.J. Re: jadanie obiadów poza domem IP: *.itpp.pl 22.01.07, 12:36
      Jadanie obiadów poza domem to przede wszystkim przejaw głodu i chęci zjedzenia
      obiadu.

      Weźmy mój przykład. Pracuję do godz. 17, w domu mogę być ok. 17.30, częściej
      koło 18. Nawet prosty obiad, doliczywszy ok. 15 minut na przebranie się (w
      garniturze będę gotował?) i umycie rąk, zajmie mi najmniej 20 min., a ile można
      żreć same spaghetti? Policzmy więc średnią ok. 40 minut. W takim przypadku
      obiad zaczynam jeść około 18.30. I często tak jem.

      Teraz jednak należy wziąć pod uwagę, iż od czasu do czasu mogę (a) być na
      wieczór umówiony z kimś-tam, (b) nie mieć czasu zrobić zakupów, albo właśnie
      nie mam w lodówce nic nadajacego się na ciepły posiłek, (c) mam jakieś
      wazniejsze obowiązki na "po pracy", np. muszę oddać cosik do pralni, odebrać
      samochód z warsztatu, kupić prezent jubilatowi czy innemu draniowi...
      możliwości są setki. No to chyba logiczne jest, że raz na czas jakiś idę od
      razu po pracy zjeść poza domem, bo fizycnzie nie mam czasu na przygotowanie
      obiadu i posprzątanie po nim, chyba, że chciałbym zjeść ten obiad koło 23.00.
      • gringo68 Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 12:50
        Ogromna większość jadających poza domem robi to w niedrogich miejscach i
        faktycznie nie ma czasu na gotowanie. W tygodniu, ze względu na to, że
        prowadzimy wlasne biznesy i wracamy do domu zwykle późno, po prostu nie ma się
        ani ochoty ani sił na gotowanie. Dzeci zjedzą obiad u moich rodziców, a my albo
        jedziemy na pozostalościach z weekendu, albo jadany "na mieście". I nie jest to
        Warszawa, ani żaden szpan skoro przywoity dwudaniowy obiad kosztuje mnie 15
        zł...
        • p.s.j Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 12:56
          racja, a poza tym co do "szpanu" to szpanem byłoby wydanie na jeden obiad np.
          1/10 meisięcznej pensji. Swojej pensji. Jeśli ktoś zbija kokosy, a lubi steki,
          to nie widzę powodu, dla którego miałby się powstrzymywać przed zjedzeniem w
          knajpie steka za 50 zł. Zwłaszcza, iż kupno półproduktów do samodzielnego
          zrobienia steka nie wyjdzie mu wcale znacznie taniej.
    • bri Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 13:04
      LOL, dlaczego Warszawka ma mieć inne motywacje do jedzenia w knajpach niż
      reszta Polski? Mieszkamy w Warszawce to szpanujemy przed Warszawką, jak ktoś
      mieszka gdzie indziej to szpanuje przed swoimi ziomalami ;)
      • mike.recz Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 13:09
        W całym kraju więcej osób jadłoby poza domem częściej gdyby ludzi było na to
        stać.
      • pocoo Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 13:11
        Jadę 15 km aby zjeść bardzo smaczne danie z tego co żyje w wodzie.Robie to
        przeciętnie 3 razy w tygodniu.I nie jest to szpan tylko wygoda.A jem to co
        lubię.Jak mam ochotę na naleśniki ,to zrobię je w domu.
    • Gość: Matylda Re: jadanie obiadów poza domem IP: 85.112.196.* 22.01.07, 13:53
      Moja babcia opowiadała, że u niej obiad zawsze był o 15.30. Dzieci wróciły już
      ze szkoły a dziadek po przyjściu z pracy miał akurat tyle czasu, żeby umyć ręce
      a zupka już stała na stole. Babcia oczywiście nie pracowała zarobkowo. Rodzina
      przy stole nie tylko jadła, oni ze sobą ROZMAWIALI. Wtedy nie było telewizorów
      a w nich 100 różnych programów. Teraz rodziny na codzień jadają w stołówkach
      (różnych) a w niedzielę każdy ucieka ze swoim talerzem do innego pokoju bo co
      innego ogląda właśnie w TV. Jedzenie w stołówkach to czasami konieczność,
      czasami wygoda ale zawsze to coś, co oddala rodzinę.
      • p.s.j Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 14:07

        > Moja babcia opowiadała, że u niej obiad zawsze był o 15.30.

        Gdyby u mnie w domu obiad był o 15.30 to... nigdy bym go nie zjadł. Pracuję do
        17.00.


        > Babcia oczywiście nie pracowała zarobkowo.

        Pogratulowac dziadkowi zarobków wystarczających na cąłą rodzinę. Widać, że to
        dawne dzieje były... :)


        > Rodzina
        > przy stole nie tylko jadła, oni ze sobą ROZMAWIALI.

        Większość ludzi, jak już spożywa posiłek, to również rozmawia. Zresztą jak idę
        z dziewczyną do restauracji (zdarza nam się), to przecież nie milczymy.


        > Wtedy nie było telewizorów
        > a w nich 100 różnych programów.

        W restauracjach do dziś często nie ma telewizorów.


        > a w niedzielę każdy ucieka ze swoim talerzem do innego pokoju bo co
        > innego ogląda właśnie w TV.

        To już problem braku wychowania, zasad i chęci bycia ze sobą, ale jakiejś
        konkretnej rodziny, a nie problem w ogóle. Znam rodziny (i sam z takiej
        pochodzę), gdzie posiłki spożywa się wspólnie (z wyłącznieniem śniadań,
        zazwyczaj, bo w weekendy ludzie wstają o różnej godzinie.

        > Jedzenie w stołówkach to czasami konieczność,
        > czasami wygoda ale zawsze to coś, co oddala rodzinę.

        To co? Mam wracać do mamy specjalnie na zupkę? :) Moja rodzina mieszka na
        skraju warszawy, to obiad jadłbym już koło 20.00ej :) Mamie chyba nie chciałoby
        się czekać z jedzeniem tak długo.
        • pocoo Re: p.s.j jesteś na urlopie? 22.01.07, 14:27
          Dlaczego u ciebie wszystko jest na "nie"?Czy ciągle jesteś zmuszany do
          potakiwania i musisz odreagować?
          • p.s.j Re: p.s.j jesteś na urlopie? 22.01.07, 14:43
            a) nie jestem na urlopie, ale mam akurat mało zajęć i szybko sie z nimi
            obrabiam;
            b) nie jestem :)) na "nie", tylko musze dawac odpór (w imię zdrowego rozsadku)
            takim głupim stwierdzeniom, jak "jedzenie w knajpie to szpan", albo "jedzenie
            poza domem zabija rodzinę".
            • yoma Re: p.s.j jesteś na urlopie? 22.01.07, 14:49
              Cóż to za rodzina, którą jedzenie może zabić? :)
              • p.s.j Re: kobiety i samochody 22.01.07, 14:52
                Śmiej się śmiej, wspólne obiady rodzinne 4 pokolenia temu zabiły w zasadzie
                całą moją rodzinę (w linii prostej) po mieczu, razem ze służbą. Powód -
                dosypanie (przez nieuwagę) trutki na szczury miast soli chyba do zupy. Przeżyły
                tylko dzieci do lat 7-miu bodajże, w tym (na szczęście) moja prababcia. I jak
                tu mówić, że obiady rodzinne są bez zastrzeżeń?
                • yoma Re: kobiety i samochody 22.01.07, 15:01
                  No to kwaktycznie już lepiej w knajpie, tam najwyżej naplują :) Przyjmij wyrazy
                  współczucia...
            • pocoo Re: p.s.j częściowo przepraszam 22.01.07, 15:01
              W punkcie (b)częsciowo masz rację.Widziałam bardzo często w Europie Zachodniej
              i w USA jak gnojki nie tkną jedzenia przy wyłączonym telewizorze.Wiek nie ma tu
              znaczenia.Najczęściej jest to łapanie talerza w garść i bieg przed telewizor
              lub komputer.Kto zostaje przy stole?Kultura?Zasady?Nie umieją razem jeść.
        • Gość: Matylda Re: p.s.j IP: 85.112.196.* 22.01.07, 14:51
          Pewnie że to co opowiedziałam było dawno. Zgadzam się, że stół w restauracji
          może być namiastką tego domowego ale pod warunkiem, że jedzą tam wspólnie
          wszyscy członkowie rodziny (z mamusią to już chyba przesadziłeś, jesteś
          przeciez dorosły). Zazwyczaj jest tak, że mąż jada w innej niż żona a dzieci w
          przedszkolu i szkole. Zgadzam się, że uciekanie z talerzem przed telewizor to
          kwestia wychowania ale niestety w większości domów tak jest. To nawet nie brak
          szacunku do rodziny. Myślę, że ludzie siedząc razem przy stole męczą się bo
          coraz częściej nie mają sobie nic do powiedzenia. Jeśli pisałam o tym, że
          dobrze siedzieć razem przy stole to miałam na myśli chociaz niedzielę i niechby
          to był nawet hamburger w supermarkecie ale rodzina razem. Posiedzieć, pojeść i
          myśli wymienić...
          • p.s.j Re: p.s.j 22.01.07, 15:02
            No, to dochodzimy do pewnych wspólnych wniosków wreszcie :)
            Ogólnie podzieliłbym obiady poza-domowe na dwa rodzaje:

            1) obiady "wspólne", gdzie cała rodzina idzie zjeść na mieście z przyczyn
            najczęściej kulinarnych (nie każdy, kto lubi np. sushi, musi potrafić je robić)
            albo innych rodzinnych, np. potem idą wspólnie do kina. Takie obiady są 100%-ym
            zastępstwem obiadów domowych, i spełniają te same funkcje. Czy ludzie będą ze
            sobą przy tej okazji rozmawiać, podtrzymywać kontakt - to już zależy tylko od
            nich, a nie od restauracji/domu.

            2) obaidy "użytkowe", gdzie jedna (najczęściej) osoba z różnych przyczyn
            spożywa swój główny posiłek poza domem. Powody? Najczęściej: brak czasu lub
            chęci do samodzielnego przygotowania posiłku; czasami po prostu zachcianka (np.
            ma się właśnie smak na rzeczony stek, a nie na własnoręcznie smażoną
            jajeczniczkę). Obiady "użytkowe" sa bardzo częste w tygodniu pracy, gdyż
            obecnie w większości rodzin obie strony pracują - nie bedę przeciez wymagał od
            dziewczyny, która do domu wraca najczęściej na chwilę przede mną, żeby
            ugotowała obiad, kiedy robi w ciągu dnia coś innego.

            Natomiast zarówno w przypadku 1), jak i 2), nie możemy mówić o snobiźmie z
            założenia. (może być to snobizm, jasne, ale tylko jeśli (a) na daną knajpę
            obiektywnie nas nie stac, a i tak tam jemy, tzn. ceny są nieproporcjonalne do
            naszych finansów, albo (b) jeżeli knajpa daje w naszym odczuciu paskudnie jeść,
            a my do niej chodzimy, bo wypada, należy, jest modna itp.)
            • Gość: judyta apropo IP: 217.153.166.* 22.01.07, 21:15
              Witam serdecznie!
              Mam wrażenie że mam problem z jedzeniem na mieście, a konkretnie czuję się od
              tego uzależniona. Kocham dobre restauracje i dobre jedzenie i często dochodzi do
              tego, że nie mam ochoty na nic innego tylko konkretną ulubioną potrawę której
              nic co sama bym zrobiła w domu nie zastąpi... więc bywam w swoich ulubionych
              miejscach prawie codziennie, do tego wydaje na to prawie wszystkie pieniądze,
              często wychodzi od 100 do 200 zł dziennie...
              Macie jakieś rady?

              Jest mi z tym coraz częściej źle bo czuję się uzależniona :/
              • pocoo Re: apropo 22.01.07, 23:03
                Nałogi trzeba leczyć,bo inaczej czeka cię głodówka.
    • grazynaraj Re: jadanie obiadów poza domem 22.01.07, 23:37
      To poprostu wygoda i ogromna przyjemność .Nie trzeba gotowąc ,sprzątać kobiety
      popierajcie takie dobre pomysły a będziecie miały wiecej czasu dla siebie.Oby
      tylko fundusze na to były.
    • chwila.pl Re: jadanie obiadów poza domem 23.01.07, 00:02
      jan.bar napisał:

      > czy to przejaw szpanu i chęci pokazania się, zwłaszcza wśród ludzi w
      > Warszawce?

      Pracuję w korporacji, od 8.00 do teoretycznie 17.00 w Warszawie, nie Warszawce.
      Bardzo często wracam około 20.00 do domu, zatem o przygotowaniu obiadu nie ma co
      marzyć. Mamy w pracy prawie godzinną przerwę na lunch. Bardzo często przeznaczam
      ten czas na załatwienie pilnych spraw, bo po wyjściu z pracy urzędy są już
      zamknięte. Ale lubię też czasami pójść na dobry obiad do restauracji. Mam kilka
      ulubionych lokali, gdzie serwują znakomite jedzenie. W jednym z nich podają
      przepyszną zupe grzybową i jeśli tylko jest w menu, zjadam trzy porcje,
      rezygnując z drugiego dania. Natomiast nie wyobrażam sobie weekendu bez
      domowego, "odświętnego" obiadu, spożywanego w gronie rodziny. Staram się też
      pamiętać, co moi bliscy lubią najbardziej. Jeśli już gotuję rosół, to gotuję
      również do niego makaron - dla mnie, ziemniaki w mundurkach - dla męża, kaszkę
      krakowską - dla syna.
      Troche ich rozpieszczam, ale co tam...
    • Gość: jaija Re: jadanie obiadów poza domem IP: *.elblag.dialog.net.pl 23.01.07, 01:35
      Jedzenie poza domem to często konieczność wśród ludzi pracujących. Pewnie, że
      fajnie się je obiadki z rodziną, ale jeżeli ktoś haruje i np. dojeżdża, to musi
      sobie radzić inaczej. Ja wolę jeść w domu, ale mam na to czas. No i wspólnie z
      mamą - zdecydowanie lepiej.
      • venus22 Re: jadanie obiadów poza domem 23.01.07, 07:50
        ja tam bym chetnie jadala sniadania obiady i kolacje poza domem bo nienawidze
        gotowac.. garow tez nie cierpie myc chociaz juz wole to od gotowania..

        Venus

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka