pumpkin.juice
05.04.07, 17:27
Mam 28 lat. Mialam w zyciu dwa powazne, dlugodystansowe zwiazki. Jeden
skonczyl moj byly facet, bo stracil glowe dla mojej przyjaciolki. Drugi
zakonczylam ja, bo zorientowalam sie, ze facet nie traktuje przyszlosciowo
naszego zwiazku. Poza tym zdarzylo mi sie wielokrotnie miec krotkie,
niezobowiazujace przygody, ktore niekoniecznie skonczyly sie w lozku - ot,
flirty takie.
Kazdemu z tych facetow wrylam sie w pamiec solidnie. Jedni sla na swieta
sentymentalne kartki, inni nie moga obyc sie bez mojej przyjazni, jeszcze inni
podczas spotkan po latach, zonaci i dzieciaci, deklaruja, ze nie moga przestac
o mnie myslec, a jeszcze inni pamietaja o mnie w sposob negatywny, scigajac
wszelkie slady mojego istnienia, kopiac pode mna dolki, usilujac uprzykrzyc mi
zycie. W zadnym wypadku nie zdarzylo sie, ze ktoremus udalo sie przestac o
mnie myslec - a przynajmniej tak to wyglada.
Ale niemal zaden z nich, wyjawszy jakies odlegle w czasie przypadki i zaden z
nich nie zaliczajacy sie to powaznych zwiazkow, nigdy nie byl zainteresowany
zwiazaniem sie ze mna na stale - nie mowie nawet o malzenstwie, ale o
wzajemnej deklaracji: chcemy byc ze soba, zyc ze soba, mamy wspolne zyciowe plany.
Zastanawiam sie wiec - co jest ze mna nie tak? Kochaja mnie, nie moga o mnie
zapomniec, pragna mnie, chca ze mna byc - ale nie chca sie wiazac na powaznie.
Czy to ja mam po prostu taki zgubny gust, ze znajduje upodobanie w niebieskich
ptakach, czy tez cos jest we mnie nie tak, co odstrecza mezczyzn od planowania
ze mna przyszlosci?
Wiem, ze to nie sa wystarczajace informacje, zebyscie mogli udzielic mi
wyczerpujacej odpowiedzi. Ale chcialabym poczytac jakies sugestie - moze
ktoras wyda mi sie trafna, moze bede w stanie cos w sobie zmienic?