Dodaj do ulubionych

do tych, co wyjechali z Polski

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.05.03, 10:17
Ciekawa jestem, co was skłoniło do wyjazdu z POlski: pieniądze? potrzeba
podróżowania? ciekawość? a może poszukiwanie własnego miejsca na świecie? Ja
mocno zastanawiam się nad wyjazdem: kończę studia, na razie nie mam widoków
na pracę, nie mogę wrócić do rodzinnego miasta, bo matka sprzedałą mieszkanie
i się wyprowadziła do Wawy, i nie mogę się jej zwalić na głowę. Mam wrażenie,
że wraz ze studiami kończy się moje życie. Dlatego poczułam, że muszę uciec,
wyjechać, może odnajdę się w jakimś innym miejscu, z innymi ludźmi. Nie wiem,
jaki kierunek wybrać, znam angielski i rosyjski, nie wiem, czego miałabym się
spodziewać na początku takiej emigracji. Termin obrony tuż-tuż, a co dalej...
Obserwuj wątek
    • Gość: anenia Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.adsl.hansenet.de 21.05.03, 12:22
      Ja z Polski wyjechalam do Niemiec majac 16 lat (razem z moja mama, ktora wyszla
      za maz za Niemca). Zdecydowalam sie na ten krok dosyc szybko, bo po maturze i
      mozliwych pozniejszych studiach nie widzialam dla siebie przyszlosci w Polsce.

      W miedzyczasie mieszkam juz 8 lat za granica i nie zaluje swojej decyzji, wrecz
      przeciwnie. Moi znajomi z Polski, po skonczonych studiach nie maja pracy i nie
      zanosi sie na zmiany w ich zyciu. Jedna z moich kolezanek pracuje w
      Mc-Donald`s, bo nie dostala innej pracy, a pieniazki niestety sa potrzebne. Ja
      w wieku 21 lat mialam juz wlasne mieszkanie. Mimo studiow pracuje dodatkowo.
      Sama sie utrzymuje i idzie mi dobrze. Mam jak najbardziej pozytywne nastawienie
      do przyszlosci. Tu jest duzo wiecej mozliwosci.

      Na poczatku nie bylo latwo przystosowac sie do nowego kraju, nowej mentalnosci,
      nowego jezyka. To przechodzi z czasem. Mi bardzo pomoglo, to ze poznalam duzo
      osob w takiej sytuacji jak moja (czesc z nich wrocila do Polski). Poza tym moja
      mama jest tu na miejscu, takze przez ten pierwszy okres przeszlysmy razem.
      Dzis 80% moich znajomych to Polacy mieszkajacy tutaj.

      Za Polska, jako za krajem nie tesknie. Tesknie bardziej za ludzmi (moimi
      bliskimi), za paroma miejscami z ktorymi wiaze jakies wspomnienia.

      Pozdrawiam
      • Gość: camel Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 12:37
        do niemiec najlepiej wyjechac w wieku 19-24 lata, po studiach jest ciezko
        znalezc prace.

        camel
    • luisssa Re: do tych, co wyjechali z Polski 21.05.03, 12:59
      Mieszkalam ponad rok w Niemczech, teraz jestem znowu w Polsce i tez niedlugo
      bede sie bronic. Nie wiem co studiujesz, ale zdecydowanie radze Ci popracowac
      troche w Polsce, nawet za pol darmo, byle nabyc troche doswiadczenie i dopiero
      wtedy wyjechac. Bez doswiadczenia w zawodzie bedziesz mogla znalezc prace
      jedynie w kuchni, przy sprzataniu albo do opieki w domu starcow. Owszem,
      dostalabys za to 5euro/godz, ale nie warto Ci na tym konczyc. Z doswiadczeniem
      i po studiach bedziesz mogla zarobic i 15 euro/godz. Przemysl to. Tym bardziej,
      ze za rok nie bedzie problemu z pozwoleniem na prace.

      pzdr

      luisssa
      • Gość: camel Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 13:36
        tylko nie przesadz z tym doswiadczeniem!!! bo jak bedziesz za dobra to tez nic
        z tego...

        camel
        • luisssa Re: do tych, co wyjechali z Polski 21.05.03, 19:09
          Gość portalu: camel napisał(a):

          > tylko nie przesadz z tym doswiadczeniem!!! bo jak bedziesz za dobra to tez
          nic z tego...

          Co masz na mysli?
          • Gość: camel Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 20:26
            luisssa napisała:

            > Gość portalu: camel napisał(a):
            >
            > > tylko nie przesadz z tym doswiadczeniem!!! bo jak bedziesz za dobra to tez
            >
            > nic z tego...
            >
            > Co masz na mysli?


            no to, ze jak wysylam CV to dostaje odmowe bo mam za duze kwalifikacje:((( wiec
            ostatnio wyrzcilem najwazniejsze rzeczy z CV i teraz przynajmniej mnie na
            wstepne rozmowy zapraszaja.:))


            camel

    • Gość: kropeczka Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 13:12
      do wyjazdu sklonily mnie: kiepska sytuacja materialna, tzw klepanie biedy,
      kiedy renta mamy wynosi tyle co comiesieczne oplaty za mieszkanie, tel itp..,
      do tego chec zmian, poznania nowych miejsc, ludzi, nowe mozliwosci, jakas
      przygoda a nie stagnacja w zyciu. poza tym moje miasto w pl jest szare, brudne
      a ja chcialam poznac cos lepszego. No nie zaluje, wyjechalam po liceum majac 20
      lat, od razu tu poznalam chlopaka, ktory mi wiele pomogl na starcie, choc
      tesknie za ludzmi, za krajem wcale. Tutaj tez mamy polskie disco, restauracje i
      nawet chat dla polonii niemieckiej. w pl nie widze dla siebie przyszlosci, tu
      moze nie jest raj na ziemi ale jest lepiej. mieszkam z chlopakiem i psem w 80m2
      mieszkanku (3 pokoje), mamy samochod, stac nas czasem na jakas podroz,
      restauracje, teatr, utrzymujemy sie samodzielnie i choc bogaci nie jestesmy a
      nawet i nam troche pieniedzy brakuje, to i tak jest dobrze, patrzac na to, ze
      oboje jestesmy pracujacymi dorywczo studentami. W pl musialabym mieszkac w
      przeludnionym akademiku i ledwo wiazac koniec z koncem. Tutaj jak kupie sobie
      ciuchy i perfumy, nie musze sie martwic, czy mi na jedzenie starczy.
      pozdrawiam i mysle, ze wyjazdu nie bedziesz zalowac, w koncu trzeba isc przed
      siebie, a zawsze mozna wrocic.
      • Gość: kan Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.mega.tmns.net.au 21.05.03, 13:40
        Wyjechalismy z mezem i synem (3 lata i 6 miesiecy) do Australii ponad 11 lat
        temu po studiach i krotkiej pracy w zawodzie. Byla to najlepsza decycja w
        naszym zyciu. Zdecydowalismy sie na wyjazd z powodu braku perspektywy na lepsze
        zycie. Mielismy mieszkanie i Ok prace i kompletny brak widokow na przyszlosc.
        Emigracja nie jest latwa ale jest ciekawa i to co przezylismy wystarczyloby na
        100 lat zycia w Polsce. Finansowo jestesmy bardzo Ok z powodu investowania w
        nieruchomosci. Jesli ktos jest dobry w Polsce to bedzie jeszcze lepszy za
        granica, wierze w to bardzo mocno i zycze powodzenia wszystkim ktorzy marza by
        osiagnac cos wiecej

        Caluje
        • Gość: Monika Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 21.05.03, 14:35
          Ja wyjechalam z Polski, poniewaz moje zycie osobiste stanelo na glowie,
          chcialam odpoczac od zycia w Polsce, zawsze w tym samym gronie osob, w tych
          samych miejscach, moj narzeczony zerwal nasze zareczyny dla kogos innego i po
          prostu nie moglam juz zrobic nic aby poczuc sie lepiej, wiec zdecydowalam sie
          na wyjazd do Anglii. Poczatkowo mialy to byc tylko 4 miesiace, potem zapisalam
          sie do szkoly i otrzymalam wize studencka. Pozniej poznalam mojego obecnego
          meza i po okolo roku znajomosci wyszlam za maz. Potem razem z mezem
          przeprowadzilismy sie do Montrealu. Mojej decyzji nie zaluje absolutnie.
        • Gość: finka Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.de.ibm.com 21.05.03, 14:38
          Gość portalu: kan napisał(a):

          Jesli ktos jest dobry w Polsce to bedzie jeszcze lepszy za
          > granica, wierze w to bardzo mocno i zycze powodzenia wszystkim ktorzy marza
          by osiagnac cos wiecej

          Wiesz, to nie w kazdym przypadku się sprawdza, a przynajmniej nie w każdej
          branży. Pamiętaj, że przez wiele lat w Polsce były znacznie lepsze warunki dla
          tych zdolnych do tego, żeby się szybko wybić, czy dorobić. Mam kilku znajomych
          którzy w Polsce osiągnęli znacznie więcej "na swoim" niż byliby w stanie
          zarobić za granicą. Łatwo zainwestować pieniądze jeśli się je ma, trudniej na
          obcym rynku coś z nich uzyskać. Część osób na początku lat 90-tych startowała w
          Polsce bardziej z kapitałem intelektualnym niż finansowym. A trudno przenieść
          tzw. znajomość rynku na inny grunt.

          Dlatego też mój kumpel strasznie się obśmiał, kiedy podczas wakacji w Stanach
          napatoczył się na takiego dumnego z siebie Polonusa. Konfrontacja wyglądała
          tak, że ten dumny ze swoich osiągnięć emigrant przechwalał się domem szeregowym
          (ciągle spłaca kredyt), biznesem, 2 samochodami itd. Kumpel nie mówił nic o
          sobie, bo trochę mu było gościa żal. Bo on, biedny Polaczek też ma dom
          (wolnostojący), olbrzymią działkę (i to nie na kredyt), 2 samochody, a jego
          firma zatrudnia ponad 100 osób (ten z Ameryki ma 5 pracowników). Żona Polaka
          nie pracuje, bo nie musi, żona Amerykanina nadal sprząta po cudzych domach. A
          co najśmieszniejsze, panowie spotkali się na wywczasach, tyle, że ten biedula z
          Polski na wakacje zagraniczne jeździ sobie z rodziną 3-4 razy do roku, a dla
          tego bogatego z Ameryki były to pierwsze wakacje od 15 lat!
          • kozmo_kramer Prosba o wiecej 21.05.03, 18:52
            Gość portalu: finka napisał(a):


            > Dlatego też mój kumpel strasznie się obśmiał, kiedy podczas wakacji w Stanach
            > napatoczył się na takiego dumnego z siebie Polonusa. Konfrontacja wyglądała
            > tak, że ten dumny ze swoich osiągnięć emigrant przechwalał się domem
            szeregowym
            > (ciągle spłaca kredyt), biznesem, 2 samochodami itd.

            Napisz jeszcze koniecznie, gdzie byly te wczasy, w ilogwiazdkowym hotelu, czy
            byl basen i czy zmieniali reczniki codziennie.
            A takze, ile zaplacili za te wczasy ( czy ten Twoj "biedny"znajomy tyle samo
            zaplacil co ten z USA). Czym tam dojechali i ile to kosztowalo ( kto wiecej
            zaplacil- pewnie tez z Polski...bo dalej, no- ale w koncu tak naprawde to on
            bogatszy jest).
            Sniadanie bylo wliczone w cene? Bo jak nie, to kiepskawo.
            Ooo, napisz jeszcze co pili do obiadu- pewnie tez z USA dumnie Czarnego Jasia
            stawial, a ten z Polski to tym kwiaty podlewa, co?
    • Gość: e Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: 132.198.175.* 21.05.03, 14:42
      maz wyjechal na studia kiedy sie okazalo ze jako asystant zarabia na 20 kilo
      cukru po czarnorynkowej cenie
      ja dolaczylam po poltora roku.
      czy zalujemy? i tak i nie.
      ponoc sie mowi ze jak sie na dluzej z Polski wyjedzie to juz ani w Polsce ani
      poza nie jest dobrze i tu i tam czegos brakuje i niestety tak jest.
      Z Polski brakuje mi znajomych, rodziny, tradycji
      W Polsce brakuje mi jakosci zycia i poczucia bezpieczenstwa na ulicy i wszedzie.
      W Stanach stac nas na dom w "dobrej" okolicy i spokone zycie. W Polsce nie
      byloby to mozliwe bo kombinowac nie umiemy (przepraszam to sie chyba nazywa
      miec glowe do interesu) - tu przepraszam tych nielicznych ktorzy ciezka praca
      doszli do czegos.

      No i tak sobie tu spokojnie zyjemy. Ogarnia mnie strach przed staroscia na
      obczyznie oraz fakt ze jesli tu zostaniemy to moje wnuki nie beda znaly
      polskiego a dzieci po wyjsciu z domu go zapomna (teraz mowia plynnie)

      Ot ogarnela mnie nostalgia...
      ...jesli szukasz pomocy w podjeciu decyzji to wiedz ze cokolwiek postanowisz
      bedziesz miec chwile watpliwoci czy zrobilas dobrze. I wtedy musisz wiedziec ze
      pojelas jedyna sluszna decyzje

      powodzenia
      E
      • yagnieszka Re: do tych, co wyjechali z Polski 21.05.03, 16:49
        A ja mysle, ze to nie chodzi o pieniadze. Jestem juz na emigracji dlugo. Znam
        takich co wrocili do Polski choc na emigracji bylo im calkiem dobrze finansowo
        i takich co z Polski wyjechali choc tez tam biedy nie klepali.
        Gdyby chodzilo tylko o pieniadze wielu ludzi by nie tesknilo i nie byloby
        problemu. Opisana historyjka o zamoznym Polaku i mniej zamoznym Polonusie jest
        smakowita ale wylacznie jako anegdotka. Kazdy wie ze w Stanach, Australii,
        Kanadzie, Niemczech czy wielu innych krajach jakosc zycia dla PRZECIETNEGO
        mieszkanca jest wyzsza i lepsza niz dla PRZECIETNEGO mieszkanca Polski. Tylko
        ze wciaz sa tacy ktorzy wola klepac biede na Mazowszu niz inwestowac w real
        estate pod Melbourne. Naprawde - coraz czesciej przekonuje sie ze pieniadze
        w tym wszystkim maja bardzo male znaczenie.
        Jak chcesz wyjechac - autorko watku - to w droge - szukaj swojego szczescia ale
        nie zdziw sie gdy ktoregos dnia stwierdzisz przed lustrem ze nigdzie nie jest
        tak wygodnie i bezpiecznie jak pod jakims twoim uchonym drzewem na swojskiej
        trawie.
        • kozmo_kramer Polaczkowatosc 21.05.03, 18:01

          Dlatego tez mój kumpel strasznie sie obsmial, kiedy podczas wakacji
          w Stanach
          napatoczyl sie na takiego dumnego z siebie Polonusa. Konfrontacja
          wygladala
          tak, ze ten dumny ze swoich osiagniec emigrant przechwalal sie
          domem szeregowym
          (ciagle splaca kredyt), biznesem, 2 samochodami itd. Kumpel nie
          mówil nic o
          sobie, bo troche mu bylo goscia zal. Bo on, biedny Polaczek tez ma
          dom
          (wolnostojacy), olbrzymia dzialke (i to nie na kredyt), 2
          samochody, a jego
          firma zatrudnia ponad 100 osób (ten z Ameryki ma 5 pracowników.)

          A co by bylo, gdyby ten polski "bogaty" nadzial sie na wakacjach na Billa
          Gatesa? Albo Warrena Buffet'a? Zachorowal by z kompleksow?
          Wlasnie, jak juz Yagnieszka zauwazyla , jest to specyficzna w pewnym sensie
          wypowiedz.
          Dlatego, ze w ciagu ostatnich lat w Polsce doszlo do dziwnych zmian w ludzkich
          mozgach i patrza na WSZYSTKO tylko przez pryzmat kasy.
          Ile metrow kwadratowych ma dom lub mieszkanie, ile dzialka, a czy na kredyt,ile
          mam samochodow i ile kosztowaly. Zapomnialas jeszcze napisac ile te samochody
          pala benzyny i le ta beznyna kosztuje.
          Mnie wk..ia, gdy w dyskusjach ktos z zagranicy pisze "biedny polaczek" o
          rodaku.
          Ale troche to rozumiem, bo "biedny" nie onacza tu biedy materialnej, tylko
          sposobu widzenia swiata.
          Ja mam rowniez dom na kredyt, nie mam najmniejszego pojecia ile on ma metrow
          kwadratowych ,samochod leasuje, nie wiem nawet w przyblizeniu jaki on ma
          silnik ile ten samochod pali benzyny. Nie wiem nawet , ile ten samochod
          kosztuje !
          A dlaczego wyjechalem z Polski 16 lat temu? Bo wlasnie nie chce takich
          bzdurnych rzeczy wiedziec i zyc tylko szczegolami, ktore mnie przyprawiaja o
          wymioty- jak wzajemne licytowanie sie co kto ma a czego kto nie ma. Choroba
          materialnosci, wariactwo posiadania , porypany ped by miec, gdy inni nie maja ?
          Odrzuc glupie klasyfikacje, rozejrzyj sie wookolo, wyjedz na drugi koniec
          swiata, nie licz kazdego grosza. Idz na koncert,idz musical na Broadway, jedz
          na opere do LaScali albo obejrzec gejzery do Islandii. Zyj chwila i nie licz
          kazdego metra kwadratowego. Ludzie , otrzasnijcie sie do cholery.
          Zamieszkaj na miesiac na bezludnej wyspie, ciesz sie sloncem i deszczem, a nie
          pieniedzmi i 263 m kwadratowymi powierzchni mieszkalnej w domu wolnostojacym.
          Pozdrawiam.

          • kozmo_kramer Re: Polaczkowatosc (+) 21.05.03, 18:40
            oj, usmialem sie znowu, bo tak sobie surfuje po postach. A propos tego co wyzej
            napisalem, zobaczcie to:

            Wesele i ALkohol adres: 195.117.159.*
            Gość: michał 21-05-2003 11:40

            Ile średnio Waszym zdaniem kupić alkoholu na głowę na wesele ( 80 osób)
            nie mówię o winie bo to będzie dodatkowo?


            Cha, cha nawet to, biedulki, umiecie i chcecia na litry policzyc? A moze
            raczej, na "metry"? Polski wzorzec metra? Pol metra.
            A gdyby tak zrobic raz na polskim weselu open bar ?
            Niech ci, co maja zalac morde pija na umor i pokaza prawdziwe oblicze, a ci co
            chca wypic lampke wina, niech sie osmiesza i zakoncza biesiade na tej lampce?
            bez rzygania, spadania pod stol i opowiadania, ile to ja moge wypic?
            Uff, bo przepukliny ze smiechu dostane.

            • luisssa Re: Polaczkowatosc (+) 21.05.03, 19:21
              kozmo_kramer napisał:

              > oj, usmialem sie znowu, bo tak sobie surfuje po postach. A propos tego co
              wyzej
              >
              > napisalem, zobaczcie to:
              >
              > Wesele i ALkohol adres: 195.117.159.*
              > Gość: michał 21-05-2003 11:40
              >
              > Ile średnio Waszym zdaniem kupić alkoholu na głowę na wesele ( 80 osób)
              > nie mówię o winie bo to będzie dodatkowo?
              >
              >
              > Cha, cha nawet to, biedulki, umiecie i chcecia na litry policzyc? A moze
              > raczej, na "metry"? Polski wzorzec metra? Pol metra.
              > A gdyby tak zrobic raz na polskim weselu open bar ?
              > Niech ci, co maja zalac morde pija na umor i pokaza prawdziwe oblicze, a ci
              co
              > chca wypic lampke wina, niech sie osmiesza i zakoncza biesiade na tej lampce?
              > bez rzygania, spadania pod stol i opowiadania, ile to ja moge wypic?
              > Uff, bo przepukliny ze smiechu dostane.
              >


              Nie wiem co Cie tu smieszy. Bogaci pieniedzy nie licza, i po tym wlasnie sie
              ich poznaje. Wiec sie ciesz, ze jestes bogaty i nie smiej sie z tego, ze ktos
              liczy kazdy grosz. To zenujace...
              • kozmo_kramer Re: Polaczkowatosc (+) 21.05.03, 19:37
                luisssa napisała:

                > >
                >
                > Nie wiem co Cie tu smieszy. Bogaci pieniedzy nie licza, i po tym wlasnie sie
                > ich poznaje. Wiec sie ciesz, ze jestes bogaty i nie smiej sie z tego, ze ktos
                > liczy kazdy grosz. To zenujace...

                No, jesli to z biedy, to przepraszam.
                Z drugiej strony, dziwna ta polska bieda. Czlowiek biedny, "liczy kazdy grosz",
                ale wesele wyprawia na 80 osob. Po litrze na lbka ;-))
                Pozdrawiam.
          • Gość: finka Re: Polaczkowatosc IP: *.de.ibm.com 22.05.03, 09:23
            kozmo_kramer napisał:


            > A co by bylo, gdyby ten polski "bogaty" nadzial sie na wakacjach na Billa
            > Gatesa? Albo Warrena Buffet'a? Zachorowal by z kompleksow? > Dlatego, ze w
            ciagu ostatnich lat w Polsce doszlo do dziwnych zmian w ludzkich
            > mozgach i patrza na WSZYSTKO tylko przez pryzmat kasy.
            > Ile metrow kwadratowych ma dom lub mieszkanie, ile dzialka, a czy na
            kredyt,ile mam samochodow i ile kosztowaly. Zapomnialas jeszcze napisac ile te
            samochody > pala benzyny i le ta beznyna kosztuje.
            > Mnie wk..ia, gdy w dyskusjach ktos z zagranicy pisze "biedny polaczek" o
            > rodaku.
            > Ale troche to rozumiem, bo "biedny" nie onacza tu biedy materialnej, tylko
            > sposobu widzenia swiata.
            > Ja mam rowniez dom na kredyt, nie mam najmniejszego pojecia ile on ma metrow
            > kwadratowych ,samochod leasuje, nie wiem nawet w przyblizeniu jaki on ma
            > silnik ile ten samochod pali benzyny. Nie wiem nawet , ile ten samochod
            > kosztuje !

            Chyba nie zrozumiałeś intencji. To nie koleś z Polski się przechwalał, tylko
            wysłuchiwał peanów tego emigranta z Ameryki. Naprawdę znacznie częściej za
            granicą właśnie ocenia się ludzi po ich statusie materialnym, szczególnie w
            Stanach. Jeśli ktoś przyjeżdża z Polski na wakacje do Stanów, to tak się jakoś
            zwykle składa, że przy okazji spotkań z Polonią zdarzają się takie historie, że
            namiawiają do zostania w Stanach, Kanadzie czy gdziekolwiek indziej malując
            obraz jakiegoś tam swojego eldorado. I naprawdę są w szoku, jeśli się okazuje,
            że ludzi z kraju nie dziwi już posiadanie 2 samochodów, bo jest naprawdę
            mnóstwo osób, ktore żyją w Polsce na wyższym poziomie niż ci w Stanach. Rodzina
            przyjaciółki strasznie ją namawiała do pozostania w Kanadzie "i pracę załatwią
            i pomoga na początek". I nie mogli zrozumieć, czemu ja to jakoś nie nęci. Bo
            powinna się cieszyć, jakby Pana Boga za nogi złapała. Tyle, że po jaką cholerę
            dziewczyna ma "startować na zmywaku" skoro w Polsce świetnie zarabia, ma
            mieszkanie i samochód?


            > A dlaczego wyjechalem z Polski 16 lat temu? Bo wlasnie nie chce takich
            > bzdurnych rzeczy wiedziec i zyc tylko szczegolami, ktore mnie przyprawiaja o
            > wymioty- jak wzajemne licytowanie sie co kto ma a czego kto nie ma. Choroba
            > materialnosci, wariactwo posiadania , porypany ped by miec, gdy inni nie
            maja ?

            Wpadłeś z deszczu pod rynnę? Takie podejście jest typowe dla Ameryki właśnie! W
            jakiej dzielnicy się mieszka, ile bedroom'ów ma dom, czy samochód zmienia się
            odpowiednio często?

            > Odrzuc glupie klasyfikacje, rozejrzyj sie wookolo, wyjedz na drugi koniec
            > swiata, nie licz kazdego grosza. Idz na koncert,idz musical na Broadway,
            jedz > na opere do LaScali albo obejrzec gejzery do Islandii. Zyj chwila i nie
            licz kazdego metra kwadratowego. Ludzie , otrzasnijcie sie do cholery.
            > Zamieszkaj na miesiac na bezludnej wyspie, ciesz sie sloncem i deszczem, a
            nie pieniedzmi i 263 m kwadratowymi powierzchni mieszkalnej w domu
            wolnostojacym.

            Jak już zaznaczyłam - to emigranci z Polski zasypują nas szczegółami swojego
            życia i statusu materialnego! Nadal im się wydaje że my z Polski na wszystko
            patrzymy z rozdziawioną buzią jak 20 lat temu! Jakbyś uważniej przeczytał, to
            może byś zrozumiał, ze dane o kumplu z Polski podałam dla porównania, on sam w
            przytoczonej rozmowie o niczym nie wspomniał! Wysłuchiwał tylko "kolegi" i jego
            monologu. Więc nie mów, że tutaj niczym innym się nie żyje tylko kasą.
            Zapewniam cię, że do teatru czy na wystawy chodzę znacznie częściej niż
            przeciętny Amerykanin, na pewno też czytam więcej książek i lepiej orientuję
            się co się dzieje poza obrębem własnej ulicy.
            • yagnieszka Zycie "na poziomie" 22.05.03, 13:13
              To jest czasem trudno wytlumaczyc dlaczego zycie w takich
              krajach jak Stany, Kanada czy inne juz tu wymieniane jest
              wielokrotnie bardziej "na poziomie" niz zycie w Polsce.
              Nie chodzi wcale o te dwa samochody czy splacony dom. Nie
              chodzi nawet o te wakacje w roznych czesciach swiata czy
              na wlasnym cottage daleko od tlumow. To raczej kwestia
              codziennej wygody, jakiegos porzadku i poczucia
              bezpieczenstwa zagwarantowanego prawem. Policjant nie
              oczekuje lapowki, urzednik odpowie na telefon czy e-mail
              bez robienia laski, ludzie zbieraja kupy po psach nie z
              obawy kary ale dlatego, ze maja poczucie dbania o wspolna
              ulice. To tylko takie przyklady - chodzi mi o to ze jesli
              ktos kogos namawia do pozostania poza Polska (ja sama
              NIGDY tego nie robilam, nie robie i nie zrobie ale to
              moja sprawa) to najczesciej nie chodzi o te dolary ktore
              mozna zarobic ale o te cala reszte, ktora sklada sie na
              POZIOM ZYCIA. Nie musze byc bogata zeby cieszyc sie tym
              za co wiekszosc moich rodakow w Polsce musi placic slono
              albo nie jest w stanie kupic za zadne pieniadze.
              • kozmo_kramer Re: Zycie 'na poziomie'-do Yag.. 22.05.03, 14:09
                Naprawde pieknie i trafnie to ujelas, sam bym lepiej nie potrafil ;-)))
                Pozdro.
                K-K
              • Gość: finka Re: Zycie 'na poziomie' IP: *.de.ibm.com 22.05.03, 14:25
                yagnieszka napisała:

                > To jest czasem trudno wytlumaczyc dlaczego zycie w takich
                > krajach jak Stany, Kanada czy inne juz tu wymieniane jest
                > wielokrotnie bardziej "na poziomie" niz zycie w Polsce.
                To raczej kwestia
                > codziennej wygody, jakiegos porzadku i poczucia
                > bezpieczenstwa zagwarantowanego prawem. Policjant nie
                > oczekuje lapowki, urzednik odpowie na telefon czy e-mail
                > bez robienia laski, ludzie zbieraja kupy po psach nie z
                > obawy kary ale dlatego, ze maja poczucie dbania o wspolna
                > ulice. To tylko takie przyklady - chodzi mi o to ze jesli
                > ktos kogos namawia do pozostania poza Polska to najczesciej nie chodzi o te
                dolary ktore
                > mozna zarobic ale o te cala reszte, ktora sklada sie na
                > POZIOM ZYCIA. Nie musze byc bogata zeby cieszyc sie tym
                > za co wiekszosc moich rodakow w Polsce musi placic slono
                > albo nie jest w stanie kupic za zadne pieniadze.

                No i właśnie - kto się chwali? Ja nie przeczę, że jest to wygodniejsze, tylko
                czy to automatycznie oznacza, że życie jest tam takie znowu lepsze? Ja wolę
                mieć mniejszy komfort załatwiania spraw, ale pracować w fajnej firmie i z
                fajnymi perspektywami niż mieć te wszystkie "wygody" i np. sprzatać po domach.
                Moja przyjaciółka miała w Polsce bardzo dobrą pracę, mieszkanie i znakomite
                perspektywy zawodowe. Zakochała się, wyszła za mąż i wyjechała z kraju. Teraz
                jest kasjerką w sklepie, pracuje od rana do wieczora, jak wraca z pracy to pada
                na twarz. No sorry, ale dla mnie to naprawdę żaden sukces. Co z tego, że może
                żyje w "normalniejszym kraju", skoro zamiast kariery pracuje fizycznie i
                chodzi na piechotę do pracy na 4 rano?

                Dlaczego nie chce ci się jakoś wspomnieć o tym, że jak masz forsę, to jesteś
                gość, a jak sprzątasz na Jackowie to urzednik w banku jakoś nie kłania ci się w
                pas? I nie wmawiaj mi, ze wszyscy sa tacy uprzejmi - bo tak nie jest, w
                Stanach, Kanadzie czy innych krajach też zdarzają się niekompetentni urzędnicy,
                lekarze czy chamscy policjanci. Tyle, że polski wyciąga ręke po łapówkę,
                amerykański - rękę ze spluwą. Spytaj tego Polaka, który mimo braku dowodów
                odsiaduje wyrok dożywocia za domniemanie molestowania pasierbicy czy mu się tak
                podoba to "państwo prawa", bo obrońca z urzędu zapomniał napisać odwołanie. Nie
                przekonuj mnie, jak to wygląda, bo ja też mieszkałam trochę za granicą i
                widziałam obie strony medalu. Piszecie że postrzeganie innych przez pryzmat
                kasy to takie typowo polskie - jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Może w
                Polsce młodzież zwraca uwagę na markę dżinsów - ale w Stanach za to na fakt,
                czy masz Rolexa na ręku albo buty od Prady na nogach.

                Jednym się udaje żyć lepiej, innym nie - ale przestańcie się na miłość boską
                litować nad nami w kraju!
                • kozmo_kramer Re: Zycie 'na poziomie' 22.05.03, 14:53
                  Gość portalu: finka napisał(a):


                  > No i właśnie - kto się chwali?

                  No i wlasnie...nie "chwali sie" KASA tylko poziomem zycia . I raczej
                  nie "chwali sie" tylko chwali "go". Ja akurat tez sobie to bardzo chwale.

                  Ja nie przeczę, że jest to wygodniejsze, tylko
                  > czy to automatycznie oznacza, że życie jest tam takie znowu lepsze? Ja wolę
                  > mieć mniejszy komfort załatwiania spraw, ale pracować w fajnej firmie i z
                  > fajnymi perspektywami niż mieć te wszystkie "wygody" i np. sprzatać po
                  domach.

                  Piekny stereotyp. To wszyscy Polacy za granica "sprzataja po domach"?
                  Pewnie gdybym Tobie napisal co robie, to nigdy w zyciu bys nie uwierzyla, ale
                  po prostu nie chce sie chwalic,cha, cha !!!

                  > Moja przyjaciółka miała w Polsce bardzo dobrą pracę, mieszkanie i znakomite
                  > perspektywy zawodowe. Zakochała się, wyszła za mąż i wyjechała z kraju.
                  Teraz
                  > jest kasjerką w sklepie, pracuje od rana do wieczora, jak wraca z pracy to
                  pada
                  >
                  > na twarz.

                  Jesli ma ambicje, to dlugo tak nie bedzie pracowac. A czy w polsce takze
                  pomagaja ambicje? Czy moze raczej co innego?

                  No sorry, ale dla mnie to naprawdę żaden sukces. Co z tego, że może
                  > żyje w "normalniejszym kraju", skoro zamiast kariery pracuje fizycznie i
                  > chodzi na piechotę do pracy na 4 rano?
                  >
                  > Dlaczego nie chce ci się jakoś wspomnieć o tym, że jak masz forsę, to jesteś
                  > gość, a jak sprzątasz na Jackowie to urzednik w banku jakoś nie kłania ci się
                  w
                  >
                  > pas?

                  Szostka ze stereotypowania i demagogii. Bravo !!

                  I nie wmawiaj mi, ze wszyscy sa tacy uprzejmi - bo tak nie jest, w
                  > Stanach, Kanadzie czy innych krajach też zdarzają się niekompetentni
                  urzędnicy,
                  >
                  > lekarze czy chamscy policjanci. Tyle, że polski wyciąga ręke po łapówkę,
                  > amerykański - rękę ze spluwą. Spytaj tego Polaka, który mimo braku dowodów
                  > odsiaduje wyrok dożywocia za domniemanie molestowania pasierbicy czy mu się
                  tak
                  >
                  > podoba to "państwo prawa", bo obrońca z urzędu zapomniał napisać odwołanie.
                  Nie
                  >
                  > przekonuj mnie, jak to wygląda, bo ja też mieszkałam trochę za granicą i
                  > widziałam obie strony medalu. Piszecie że postrzeganie innych przez pryzmat
                  > kasy to takie typowo polskie - jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Może w
                  > Polsce młodzież zwraca uwagę na markę dżinsów - ale w Stanach za to na fakt,
                  > czy masz Rolexa na ręku albo buty od Prady na nogach.

                  Big, big bull shit !!!!

                  >
                  > Jednym się udaje żyć lepiej, innym nie - ale przestańcie się na miłość boską
                  > litować nad nami w kraju!

                  A wlasnie, w jakim kraju?
                  mam wrazenie, ze piszesz z Niemiec....
                • bez_nicka Re: Zycie 'na poziomie' 23.05.03, 20:45
                  Gość portalu: finka napisał(a):

                  > czy to automatycznie oznacza, że życie jest tam takie znowu lepsze? Ja wolę
                  > mieć mniejszy komfort załatwiania spraw, ale pracować w fajnej firmie i z
                  > fajnymi perspektywami niż mieć te wszystkie "wygody" i np. sprzatać po
                  domach.
                  Moja przyjaciółka miała w Polsce bardzo dobrą pracę, mieszkanie i znakomite
                  perspektywy zawodowe. Zakochała się, wyszła za mąż i wyjechała z kraju. Teraz
                  jest kasjerką w sklepie, pracuje od rana do wieczora, jak wraca z pracy to
                  pada na twarz. No sorry, ale dla mnie to naprawdę żaden sukces. Co z tego, że
                  może żyje w "normalniejszym kraju", skoro zamiast kariery pracuje fizycznie i
                  chodzi na piechotę do pracy na 4 rano?


                  Ta wypowiedz mialaby jakis sens i oddzwiek, gdyby w Polsce taka
                  sytuacja: "zamiast kariery pracuje fizycznie i chodzi na piechotę do pracy na
                  4 rano" nie miala miejsca. Gdyby tez wszyscy moi znajomi z wyzszym
                  wyksztalceniem i jez. polskim jako "first language" mieli zapewnione
                  stanowiska w wyuczonym zawodzie/ew."fajnej firmie" i zarabiali bodajze srednia
                  krajowa. Wedle Finki takowa Arkadia w Polsce istnieje(?).

                  Nie musisz byc emigrantem na wygnaniu by z braku wyboru i bezrobocia pracowac
                  zmywajac gary, siedzac na kasie czy sprzatac klatki schodowe. Mozesz to
                  wszystko robic w Polsce, tyle, ze nie jako emigrant lecz oficjalny obywatel,
                  magister z dyplomem nie wymagajacymi nostryfikacji.

                  Pytanie tylko, czy pensja jest adekwatna do tej, ktora otrzymujesz
                  bedac "pomiatanym" za granica.

                  Dodatkowo, wypowiedz mialaby jeszce wiekszy sens dla mnie, gdyby w Polsce owy
                  fakt charowania i pomiatania pracownikow nie mial miejsca. Niech sie
                  wypowiedza np. kasjerki z Leclerca co pracuja na tzw. "pol etatu" za 450 zl (?
                  bodajze)- jakie maja przywileje i ilosc godzin, albo tez pewien znajomy
                  pracownik drukarni, ktory nie ma zagwarantowanego ubezpieczenia ani urlopu bo
                  szef chce zaoszczedzic i nie zatrudnia go calkowicie legalnie. Znam tych
                  konkretnych ludzi, wszyscy z piatkowymi dyplomami magistra, jeden jako
                  inzynier.

                  Jesli chodzi o prace kasjerki w USA - tak wiekszosc studentow pracuje po
                  zajeciach dla kieszonkowego - part time - zamiast full time (ten stanowi ok 35-
                  40g max na 7dni w tym zawodzie).



              • Gość: czapski Re: Zycie 'na poziomie' IP: utp.:* / 10.10.9.* 05.06.03, 15:25
                ty mowisz o sprzataniu kup i czy niemilych urzednikach, ale gdziez temu do
                bliskosci rodziny przyjaciol, poczucia bycia u siebie. Ja moge zrozumiec wyjazd
                w 2 sytuacjach- niemoznosci znalezienia pacy w kraju lub tragicznie nieudanym
                zyciu osobistym (chec ucieczki). Argumenty przeciwko Polsce sa w wielu
                przypadkach bardzo nieaktualne ( poziom bezpiecznestwa- no niech nikt mi nie
                wciska ze w USA jest bezpieczniej niz w Polsce, naprawde mam porownanie;
                zbudowanie "cottage" nad jeziorem jest duzo tansze i latwiejsze w Polsce- mowi
                to posiadacz pieknego domku nad jeziorem 25 km od Szczecina, takich przypadkow
                moge mnozyc)
            • kozmo_kramer Intencje 22.05.03, 14:08
              Gość portalu: finka napisał(a):


              > Chyba nie zrozumiałeś intencji.

              Intencje dobrze zrozumialem.

              To nie koleś z Polski się przechwalał, tylko
              > wysłuchiwał peanów tego emigranta z Ameryki.

              Nie chodzilo mi ani o jednego, ani o drugiego. Chodzilo mi o CIEBIE. W koncu to
              Ty napisalas:
              "Kumpel nie mówił nic o
              sobie, bo trochę mu było gościa żal. Bo on, biedny Polaczek też ma dom
              (wolnostojący), olbrzymią działkę (i to nie na kredyt), 2 samochody, a jego
              firma zatrudnia ponad 100 osób (ten z Ameryki ma 5 pracowników). Żona Polaka
              nie pracuje, bo nie musi, żona Amerykanina nadal sprząta po cudzych domach. A
              co najśmieszniejsze, panowie spotkali się na wywczasach, tyle, że ten biedula z
              Polski na wakacje zagraniczne jeździ sobie z rodziną 3-4 razy do roku, a dla
              tego bogatego z Ameryki były to pierwsze wakacje od 15 lat! "

              prawda ? No wiec kto porownuje w niezbyt zdrowy sposob? Wlasnie Ty....
              Przeczytaj sobie post Yagnieszki ponizej. Jest dokladnie tak, jak ona pisze.



              Naprawdę znacznie częściej za
              > granicą właśnie ocenia się ludzi po ich statusie materialnym, szczególnie w
              > Stanach.

              Zapytaj Amerykanina, czy wie ile ma sq ft jego dom lub mieszkanie....nawet nie
              za bardzo zrozumie, o co chodzi. Albo bedzie podejrzewal, ze sprzedajesz
              parkiet podlogowy. A od moich kumpli w Polsce ciagle slysze teksty to o
              metrach, to o litrach ( samchodzik sobie kupil ten czy tamten)

              Jeśli ktoś przyjeżdża z Polski na wakacje do Stanów, to tak się jakoś
              > zwykle składa, że przy okazji spotkań z Polonią zdarzają się takie historie,
              że
              >
              > namiawiają do zostania w Stanach, Kanadzie czy gdziekolwiek indziej

              Zyjesz wlasnie przeszloscia z przed 20 lat. My tu nikogo do niczego nie
              namawiamy. Nawet do jedzenia i picia, gdy ktos w goscine przychodzi ( to a
              propos "polskiej goscinnosci" ;-))
              I znowu, jak w poscie Yagnieszki, to wcale nie sprawa kasy, ale pewnek klasy i
              standardu zycia. Niestety, wy nigdy tego nie zrozumiecie, bo to tak jakby
              nazarty z glodomorem rozmawial.

              malując
              > obraz jakiegoś tam swojego eldorado. I naprawdę są w szoku,

              W szoku to byla moja Matka, jak mnie odwiedzila pierwszy raz w USA. Ze ja
              mieszkajac w takich warunkach, ciagle tu siedze. Bo takze nie potrafila
              zrozumiec, ze kasa i 326 metrow kwadratowych nie sprawia, ze czlowiek jest
              szczesliwy.
              Powiedz mi, ilu znasz takich, co wrocili z USA lub Kanady do Polski na stale?
              I zapewniam Cie, ze obiegowa w Polsce opinia, ze "nie wracaja, bo nie maja za
              co" jest daleka od prawdy.

              jeśli się okazuje,
              > że ludzi z kraju nie dziwi już posiadanie 2 samochodów, bo jest naprawdę
              > mnóstwo osób, ktore żyją w Polsce na wyższym poziomie niż ci w Stanach.

              Zapewniam Cie, ze polskie wyobrazenie o amerykanskim "wysokim poziomie " jest
              bardzo mgliste....Gdybys porownala osoby z tej najwyzszej finansowej kasty w
              USA i Polsce, to szczeka by tobie opadla bardzo nisko.
              A wlasnie: Czy wiesz, ze 100 najbogatszych Polakow ma mniej wiecej tyle, ile
              wynosi 20% majatku Billa Gatesa? To z materialnych porownan...podaje
              za "Wprost".

              Rodzina
              >
              > przyjaciółki strasznie ją namawiała do pozostania w Kanadzie "i pracę
              załatwią
              > i pomoga na początek".

              Znowu te "materialne okulary"...moze chcieli dla niej godnego zycia.????

              I nie mogli zrozumieć, czemu ja to jakoś nie nęci.

              Bo to tak jak narkotyk. Nie chcesz,bo nie wiesz, potem jak sprobujesz to
              wciaga.

              Bo
              > powinna się cieszyć, jakby Pana Boga za nogi złapała. Tyle, że po jaką
              cholerę
              > dziewczyna ma "startować na zmywaku" skoro w Polsce świetnie zarabia, ma
              > mieszkanie i samochód?
              >
              >
              > > A dlaczego wyjechalem z Polski 16 lat temu? Bo wlasnie nie chce takich
              > > bzdurnych rzeczy wiedziec i zyc tylko szczegolami, ktore mnie przyprawiaja
              > o
              > > wymioty- jak wzajemne licytowanie sie co kto ma a czego kto nie ma. Chorob
              > a
              > > materialnosci, wariactwo posiadania , porypany ped by miec, gdy inni nie
              > maja ?
              >
              > Wpadłeś z deszczu pod rynnę? Takie podejście jest typowe dla Ameryki właśnie!
              W

              > jakiej dzielnicy się mieszka, ile bedroom'ów ma dom, czy samochód zmienia się
              > odpowiednio często?

              To wizerunek Ameryki z filmow wyswietlanych w polskich kinach i TV? Bo to na
              pewno nie Ameryka, w ktorej ja zyje.

              >
              > > Odrzuc glupie klasyfikacje, rozejrzyj sie wookolo, wyjedz na drugi koniec
              > > swiata, nie licz kazdego grosza. Idz na koncert,idz musical na Broadway,
              > jedz > na opere do LaScali albo obejrzec gejzery do Islandii. Zyj chwila i n
              > ie
              > licz kazdego metra kwadratowego. Ludzie , otrzasnijcie sie do cholery.
              > > Zamieszkaj na miesiac na bezludnej wyspie, ciesz sie sloncem i deszczem, a
              >
              > nie pieniedzmi i 263 m kwadratowymi powierzchni mieszkalnej w domu
              > wolnostojacym.
              >
              > Jak już zaznaczyłam - to emigranci z Polski zasypują nas szczegółami swojego
              > życia i statusu materialnego!

              Ale kogo? Ciebie? Pracujesz na Okeciu czy co?

              Nadal im się wydaje że my z Polski na wszystko
              > patrzymy z rozdziawioną buzią jak 20 lat temu! Jakbyś uważniej przeczytał, to
              > może byś zrozumiał, ze dane o kumplu z Polski podałam dla porównania, on sam
              w
              > przytoczonej rozmowie o niczym nie wspomniał! Wysłuchiwał tylko "kolegi" i
              jego
              >
              > monologu. Więc nie mów, że tutaj niczym innym się nie żyje tylko kasą.

              O, to na pewno nie , szczegolnie, ze tej kasy generalnie jest w Polsce coraz
              mniej i mniej. Tak samo jak pracy.
              I jeszcze raz, jesli silisz sie na porowniania, to porownuj jablka do jablek -
              porownuj standard zycia ludzi z jednej "polki".

              > Zapewniam cię, że do teatru czy na wystawy chodzę znacznie częściej niż
              > przeciętny Amerykanin, na pewno też czytam więcej książek i lepiej orientuję
              > się co się dzieje poza obrębem własnej ulicy.
              • Gość: finka Re: Intencje IP: *.de.ibm.com 22.05.03, 16:45
                kozmo_kramer napisał:




                > Powiedz mi, ilu znasz takich, co wrocili z USA lub Kanady do Polski na stale?
                > I zapewniam Cie, ze obiegowa w Polsce opinia, ze "nie wracaja, bo nie maja za
                > co" jest daleka od prawdy.

                Znam naprawdę wiele osób, które wróciły (fakt że nie w tym roku), - i nie
                żałują. Znam tez wiele, które miały możliwość zostania w Stanach na bardzo
                dobrych warunkach i nie skorzystały z niej. Bo jakoś im się w Polsce podoba.
                Naturalnie teraz "szybkie ścieżki kariery" już nie są takie szybkie. Ale według
                mnie - jeśli ktoś ma potencjał, to łatwiej mu dojść do czegoś na własnym
                gruncie. Bo nie ukrywajmy - w Stanach czy Kanadzie mają pod dostatkiem
                własnych "młodych wilków", niekoniecznie muszą napalać się na tych z importu.

                > Zapewniam Cie, ze polskie wyobrazenie o amerykanskim "wysokim poziomie "
                jest bardzo mgliste....

                I vice versa...

                > Znowu te "materialne okulary"...moze chcieli dla niej godnego zycia.????

                A w Polsce pewnie jest upokorzona pracą na kierowniczym stanowisku, lepiej żyć
                godnie i zmywać gary w Kanadzie? Nie chodzi tu bynajmniej o zarobki - chodzi o
                satysfakcję i poczucie własnej wartości. Oczywiście, można ją czerpać także
                pracując jako kelner, ale wydaje mi się, że ktoś, kto ma ambicje życiowe,
                skończone studia itd, jakoś nie będzie do końca szczęśliwy w takiej roli.
                Oczywiście, jak ktoś jest ambitny to można z czasem do czegoś dojść, tyle, że
                to co pomiędzy niekoniecznie każdemu odpowiada.
                Dlaczego piszę o zmywaniu, sprzataniu itp.? Bo tak realnie zaczyna największa
                część polskich emigrantów. Fajnie, jak ktoś ma lepszą pracę, ale nie jest to
                znowu taka codzienność.

                > Bo to tak jak narkotyk. Nie chcesz,bo nie wiesz, potem jak sprobujesz to
                > wciaga.

                Mnie jakoś nie wciągnęło.

                >
                kasy generalnie jest w Polsce coraz mniej i mniej. Tak samo jak pracy.

                To akurat nie dotyczy zdaje się wyłącznie Polski? Aha - piszę z kraju, ale że
                tak powiem, często bywam tu i ówdzie, mam tez za sobą emigrancki epizodzik,
                więc nie jestem takim znowu laikiem.

                • kozmo_kramer Re: Intencje 22.05.03, 17:14
                  Gość portalu: finka napisał(a):
                  >
                  >
                  >
                  > >
                  > Znam naprawdę wiele osób, które wróciły (fakt że nie w tym roku), - i nie
                  > żałują.
                  A ja nie. Znam zas pare osob, ktore "wrocily" do Polski a potem, z podkulonym
                  ogonem, z powrotem do USA, Kanady lub gdziekolwiek mieszkaly poprzednio.
                  Polski raj im nie pasowal po prostu.

                  Znam tez wiele, które miały możliwość zostania w Stanach na bardzo
                  > dobrych warunkach i nie skorzystały z niej. Bo jakoś im się w Polsce podoba.

                  Do takowych zalicza sie np. moj szwagier. Dobry naukowiec, zaoferowano mu
                  piekny kontrakt z mozliwoscia sponsorowania. Nie chial, bo jak mi wyjasnil, na
                  swoj uniwerek w Polsce idzie kiedy chce i srednio rocznie jest na zwolnieniu
                  lekarskim 3-4 miesiace. W San Diego musialby siedziec na uczelni 35 godzin
                  tygodniow. fakt, ze za 50 razy tyle pieniedzy co w Polsce, ale akurat jemu
                  wystarcza to co ma.Taki polski kult pracy. On akurat "materialny" nie jest.


                  > mnie - jeśli ktoś ma potencjał, to łatwiej mu dojść do czegoś na własnym
                  > gruncie. Bo nie ukrywajmy - w Stanach czy Kanadzie mają pod dostatkiem
                  > własnych "młodych wilków", niekoniecznie muszą napalać się na tych z importu.
                  >
                  > > Zapewniam Cie, ze polskie wyobrazenie o amerykanskim "wysokim poziomie "
                  > jest bardzo mgliste....
                  >
                  > I vice versa...

                  Tak jak pisalem. Bill Gates moglby wciagnac nosem cala pierwsza polska setke
                  najbogatszych. Razem do kupy maja 20 % tego co on sam.


                  > > Znowu te "materialne okulary"...moze chcieli dla niej godnego zycia.????
                  >
                  > A w Polsce pewnie jest upokorzona pracą na kierowniczym stanowisku,

                  Ano, moze i tak? Moja siostra, kierowniczka cala geba,( dyrektorka wlasciwie)
                  musi blagac o kazdy urlop, dzien wolny itp.Bo to, bo tamto, bo siamto.
                  A jak juz wyblaga, to potem gdy chce nastepny nalezny jej urlop, to slyszy ze
                  przeciez dopiero co byla na urlopie. I to w kraju w ktorym funkcjonuje tzw
                  Kodeks Pracy.
                  O innych perelkach nawet nie wspominam....



                  > Mnie jakoś nie wciągnęło.

                  To Twoj problem. Niektorym normalnosc odpowiada, innym nie.
                  Moze po prostu Twe mozliwosci konczyly sie na zmywaniu garow? Czyli tam, gdzie
                  mozliwosci innych sie dopiero zaczynaly ?
                  >
                  > >
                  > kasy generalnie jest w Polsce coraz mniej i mniej. Tak samo jak pracy.
                  >
                  > To akurat nie dotyczy zdaje się wyłącznie Polski?

                  Nie, pewnie ze nie. W USA alarmuja, ze bezrobocie wysokie. 6%. A ile to w
                  Polsce tego macie? Podobno spadlo, do 18.4 procenta. Gratuluje.

                  Aha - piszę z kraju, ale że
                  > tak powiem, często bywam tu i ówdzie, mam tez za sobą emigrancki epizodzik,
                  > więc nie jestem takim znowu laikiem.
                  >
                  • kozmo_kramer Moze przeczytaj jeszcze raz 22.05.03, 17:19
                    ten post, ktory rozpoczal dyskusje?
                    Mysle, ze warto...

                    "kończę studia, na razie nie mam widoków
                    na pracę, nie mogę wrócić do rodzinnego miasta, bo matka sprzedałą mieszkanie
                    i się wyprowadziła do Wawy, i nie mogę się jej zwalić na głowę. Mam wrażenie,
                    że wraz ze studiami kończy się moje życie. Dlatego poczułam, że muszę uciec,
                    wyjechać, może odnajdę się w jakimś innym miejscu, z innymi ludźmi"

                    No i jak?
                    • Gość: finka Re: Moze przeczytaj jeszcze raz IP: *.de.ibm.com 23.05.03, 09:47
                      A mi po prostu chodzi o to, żebyście szczerze napisali takiej osobie, jakie sa
                      początki za granicą jak się jedzie z głową pełną marzeń i pustymi kieszeniami?
                      Jak nagle czujesz się zerem, otoczony tłumem ludzi, których kompletnie nic nie
                      obchodzisz. Jak czujesz się zażenowany tą płytkością kontaktów, tymi
                      powierzchownymi "how are you", tym sztucznym "I'm fine" - które nic nie znaczy.
                      Jak dziwi cię, że trzeba się umawiać z dużym wyprzedzeniem. Jak nie masz się do
                      kogo odezwać, i z kim tak od serca pogadać. Jak paradoksalnie ciągnie cię do
                      swoich - bo wydaje ci się, ze lepiej cię rozumieją. Jak rozpaczliwie
                      podtrzymuje się takie wymuszone kontakty - z ludźmi z którymi nie masz
                      wspólnego języka, ale jakoś tak są bardziej swojscy. Jak nagle czujesz się
                      przeraźliwie samotny - w tłumie. Jaką trzba mieć odporność psychiczną (albo
                      grubą skórę) żeby się tym nie przejmować.

                      A reszta? Podtrzymujecie jakąś iluzję, że wszystko jest takie piękne a
                      pieniądze leżą nieomal na ulicy, każdemu się uda. Jak myślisz, gdzie autor
                      wątku będzie szukać zajęcia? Na WAll Street? Może wspomnisz, jak jest fajnie,
                      kiedy trafisz jakąś brudną pracę w obskurnej restauracji i kiedy przepocony
                      grubas wyżywa się na tobie po kłótni z żoną, bo jest tu panem, to jego biznes,
                      a ty to coś w rodzaju współczesnego niewolnika. Jak wylatujesz z dnia na dzień,
                      bo skończył się sezon i już cię nie potrzebuje, a tobie starczy pieniędzy
                      jedynie na 2 kolejne tygodnie? Jak nikogo nie interesują ani twoje marzenia ani
                      plany, a tym bardziej dyplom z jakiegoś uniwersytetu w miejscu, którego nazwy
                      nie są w stanie wymówić. W Polsce miało się poczucie własnej wartości, tam
                      wszyscy utwierdzają cię w przekonaniu że jesteś nikim, zbędnym balastem wręcz,
                      zabierasz pracę miejscowym, jeśli pracujesz to tylko dlatego, że godzisz się na
                      stawkę, której tubylcy by nie zaakceptowali. Nigy nie czuliście się jak
                      obywatele drugiej kategorii?

                      A ta zgrabna reszta? Wygody? Kultura?
                      Ja nie twierdzę, że w Polsce jest jak w raju, jest masa rzeczy które wkurzają.
                      Ale do mnie też urzędnik się uśmiecha (może zboczeniec??!), w banku też
                      traktują z szacunkiem, a metrze warszawskim śmierdzi o wiele mniej niż
                      paryskim. Fajnie, Agnieszko, że u ciebie jest tak czyściutko, może mieszkasz w
                      Austrii czy Niemczech, bo nie zauważyłam takiego porządku ani w Londynie, ani
                      Paryżu czy Madrycie. Owszem jest czysto - w bogatych dzielnicach, ale tam na
                      pewno nie trafi emigrant z Polski. Będzie szukać najtańszego mieszkania - a
                      więc w dzielnicy kolorowych - a tam nie jest ani czysto, ani pachnąco ani
                      bezpiecznie. Gdzie po wyjściu z metra idąc do "domu" brodzisz w śmieciach, a na
                      rogu natykasz się na grupkę podpitych Murzynów, Hindusów czy Arabów.

                      Może zaszliście daleko - ale napiszcie choć słowo, jakie były początki. Witali
                      was na dworcu z kwiatami??? Ułożyło się wam życie? Jesteście szczęśliwi? Super.
                      Tyle że nie mogę zgodzić się z tezą, że jeśli ktoś doszedł do czegoś w Polsce,
                      to osiągnąłby znacznie więcej za granicą. Ja na pewno nie doszłabym do niczego
                      tam. Zresztą - większość kadry kierowniczej w międzynarodowych korporacjach to
                      Polacy ok 35 roku życia. To samo by osiągnęli za granicą? Bardzo, ale to bardzo
                      wątpię.

                      Strasznie krzyczysz, że jestem materialistką, a ty żyjesz w imię wyższych
                      zasad. Ja jestem typowym bykiem - lubię twardo stąpać po ziemi i mieć pewny
                      grunt pod nogami. Wiesz, zasadami człowiek się zajmuje wtedy, gdy ma pełny
                      żołądek. Bezrobotny (niezależnie czy w Polsce czy w Stanach) myśli przede
                      wszystkim o tym, jak wyżywi rodzinę, a nie o wyższych ideach. Poczucie
                      wolności? Sukces? Dla mnie to swoboda wyboru, poczucie bezpieczeństwa,
                      stabilność. Swoboda wyboru - także tego, czy wakacje chcę spędzać na bezludnej
                      wyspie, czy na działce na Mazurach. Poczucie bezpieczeństwa - które daje mi nie
                      tylko świadomość, że nikt mnie nie wyrzuci z dnia na dzień ani z pracy ani z
                      mieszkania - bo jest moje. A moją małą stabilizację tworzy przede wszystkim
                      świadomość, że tu jest mój dom, moja rodzina i przyjaciele. Że tu jestem u
                      siebie.

                      • kozmo_kramer Re: Moze przeczytaj jeszcze raz 23.05.03, 14:45
                        Gość portalu: finka napisał(a):

                        > A mi po prostu chodzi o to, żebyście szczerze napisali takiej osobie, jakie
                        sa
                        > początki za granicą jak się jedzie z głową pełną marzeń i pustymi kieszeniami?

                        Ja moge pisac tylko o sobie. Wyjazd za granice byl najlepsza rzecza, jak
                        zrobilem. Przerwalem studia, ktore dzis zapewnialyby mi bezrobocie ze 100%
                        pewnoscia i dokonczylem je z powoidzeniem w USA.

                        > Jak nagle czujesz się zerem

                        Ja sie =NIGDY= nie czuje i nie czulem zerem. Jesli Ty sie czujesz zerem- z
                        jakiegokolwiek powodu i gdziekolwiiek-, to odwiedz psychologa, bo najwyrazniej
                        masz powazny problem ze soba sama.
                        Jesli czujesz sie zerem "na zachodzie", to jak poczujesz sie, gdy nagle w
                        Polsce okaze sie ze nie ma juz dla ciebie pracy, po firma bankrutuje?( To tylko
                        przyklad)

                        , otoczony tłumem ludzi, których kompletnie nic nie
                        > obchodzisz.

                        A w Polsce kogos obchodzisz oprocz rodziny i garstki przyjaciol? Kogo? Myslisz
                        naiwnie, ze obchodzisz politykow? Obchodzisz ludzi na ulicy?
                        Moze obchodzisz zlodzieja, ktory chce Ci na ulicy chapnac torebke z
                        opieniedzmi, to zgoda.

                        Jak czujesz się zażenowany tą płytkością kontaktów,

                        Jesli jestes plytka, to i Twoje kontakty sa plytkie i to wcale nie zalezy od
                        miejsca, gdzie mieszkasz. Nigdzie nie mialem tak fantastycznych kontaktow
                        towarzyskich jak w USA- wliczajac w to wspolne wyjazdy, nawet do Polski.

                        tymi
                        > powierzchownymi "how are you", tym sztucznym "I'm fine" - które nic nie
                        znaczy.
                        >
                        > Jak dziwi cię, że trzeba się umawiać z dużym wyprzedzeniem. Jak nie masz się
                        do
                        >
                        > kogo odezwać, i z kim tak od serca pogadać. Jak paradoksalnie ciągnie cię do
                        > swoich - bo wydaje ci się, ze lepiej cię rozumieją. Jak rozpaczliwie
                        > podtrzymuje się takie wymuszone kontakty - z ludźmi z którymi nie masz
                        > wspólnego języka,

                        Moge tylko stwierdzic, ze przykro mi, ze Twoje zagraniczne doswiadczenia sa
                        takie tragiczne. Powodow jednak nie szukaj wookolo i w otoczeniu , tylko w
                        sobie.

                        ale jakoś tak są bardziej swojscy. Jak nagle czujesz się
                        > przeraźliwie samotny - w tłumie. Jaką trzba mieć odporność psychiczną (albo
                        > grubą skórę) żeby się tym nie przejmować.

                        Ja sie nigdy nie czuje samotny w swoim towaerzystwie.Przebywanie akurat w
                        Polsce nie uwolni nikogo od samotnosci. Bardziej samotny czulbym sie byc moze
                        nie majac pracy i pieniedzy i ogladajac "wyczyny" polskich politykow.
                        >
                        > A reszta? Podtrzymujecie jakąś iluzję, że wszystko jest takie piękne a
                        > pieniądze leżą nieomal na ulicy, każdemu się uda. Jak myślisz, gdzie autor
                        > wątku będzie szukać zajęcia? Na WAll Street?

                        Tak, byc moze na WallStreet. Nie od razu, ale pomalu , do celu jesli ma upor i
                        ambicje. Tak jak ja. Zaczynalem od budowy, ale nie chcialem tego robic.
                        Co dzis robie- nawet nie bede pisal, bo po pierwsze nie chce sie chwalic, a po
                        drugie podejrzewam, ze przy Twoim nastawieniu do "wyjezdnych" i tak nie
                        uwierzysz.I nie dbam o to.

                        Może wspomnisz, jak jest fajnie,
                        > kiedy trafisz jakąś brudną pracę w obskurnej restauracji i kiedy przepocony
                        > grubas wyżywa się na tobie po kłótni z żoną, bo jest tu panem, to jego
                        biznes,
                        > a ty to coś w rodzaju współczesnego niewolnika.

                        Przykro mi, ze Cie to akurat spotkalo.

                        Jak wylatujesz z dnia na dzień,
                        >
                        > bo skończył się sezon i już cię nie potrzebuje,

                        A co ? Nie potzrebuje Ci i ma Cie trzymac w pracy? W kapitalizmie?
                        A w Polsce co sie dzieje z pracownikami, jak zamkna zaklad pracy? Trzymaja ich
                        w pracy dalej? ( No, moze z wyjatkiem gornikow....)

                        a tobie starczy pieniędzy
                        > jedynie na 2 kolejne tygodnie? Jak nikogo nie interesują ani twoje marzenia
                        ani
                        >
                        > plany, a tym bardziej dyplom z jakiegoś uniwersytetu w miejscu, którego nazwy
                        > nie są w stanie wymówić.

                        Dlatego najlepiej skonczys studia w miejscu zamieszkania. Ja nie zaluje tego
                        kroku.

                        >W Polsce miało się poczucie własnej wartości, tam
                        > wszyscy utwierdzają cię w przekonaniu że jesteś nikim,

                        Jesli w Polsce mialas "poczucie wlasnej wartosci" a gdzie indziej go nie masz,
                        to masz powazny problem psycologiczny. Radze to skonsultowac z psychologiem.
                        A co sie stanie, gduyw Polsce stracisz prace i bedziesz niepotrzebna ?
                        Zastanowilas sie kiedys nad tym?
                        Co stanie sie z Twym "poczuciem wlasnej wartosci"?

                        zbędnym balastem wręcz,
                        > zabierasz pracę miejscowym, jeśli pracujesz to tylko dlatego, że godzisz się
                        na
                        >
                        > stawkę, której tubylcy by nie zaakceptowali. Nigy nie czuliście się jak
                        > obywatele drugiej kategorii?

                        Nie wiem jak inni, ja nie dziele ludzi na kategorie. Mam kilkunastu
                        podwladnych, ktorzy mnie cenia i szanuja. Sami Amerykanie.
                        >
                        > A ta zgrabna reszta? Wygody? Kultura?
                        > Ja nie twierdzę, że w Polsce jest jak w raju, jest masa rzeczy które
                        wkurzają.
                        > Ale do mnie też urzędnik się uśmiecha (może zboczeniec??!), w banku też
                        > traktują z szacunkiem, a metrze warszawskim śmierdzi o wiele mniej niż
                        > paryskim. Fajnie, Agnieszko, że u ciebie jest tak czyściutko, może mieszkasz
                        w
                        > Austrii czy Niemczech, bo nie zauważyłam takiego porządku ani w Londynie, ani
                        > Paryżu czy Madrycie. Owszem jest czysto - w bogatych dzielnicach, ale tam na
                        > pewno nie trafi emigrant z Polski. Będzie szukać najtańszego mieszkania - a
                        > więc w dzielnicy kolorowych - a tam nie jest ani czysto, ani pachnąco ani
                        > bezpiecznie. Gdzie po wyjściu z metra idąc do "domu" brodzisz w śmieciach, a
                        na
                        >
                        > rogu natykasz się na grupkę podpitych Murzynów, Hindusów czy Arabów.
                        >
                        > Może zaszliście daleko - ale napiszcie choć słowo, jakie były początki.
                        Witali
                        > was na dworcu z kwiatami???

                        A co maja do rzeczy poczatki? Idziesz po studiach pracowac do polskiej lub
                        zagranicznej firmy w Polsce i witaja Cie kwaitami? napisz, jaka to firma, bo
                        sam bym chcial tego sprobowac !


                        Ułożyło się wam życie? Jesteście szczęśliwi? Super.
                        >
                        > Tyle że nie mogę zgodzić się z tezą, że jeśli ktoś doszedł do czegoś w
                        Polsce,
                        > to osiągnąłby znacznie więcej za granicą. Ja na pewno nie doszłabym do
                        niczego
                        > tam.

                        To naprwde przykro mi. Masz powazny problem i raczej nie sadze, ze w Polsce
                        zrobisz oszalamiajaca karieire.

                        Zresztą - większość kadry kierowniczej w międzynarodowych korporacjach to
                        > Polacy ok 35 roku życia. To samo by osiągnęli za granicą? Bardzo, ale to
                        bardzo
                        >
                        > wątpię.

                        Osobiscie zajmowalem pierwsze stanowisko kierownicze w wieku 32 lat....
                        >
                        > Strasznie krzyczysz, że jestem materialistką, a ty żyjesz w imię wyższych
                        > zasad. Ja jestem typowym bykiem - lubię twardo stąpać po ziemi i mieć pewny
                        > grunt pod nogami. Wiesz, zasadami człowiek się zajmuje wtedy, gdy ma pełny
                        > żołądek. Bezrobotny (niezależnie czy w Polsce czy w Stanach) myśli przede
                        > wszystkim o tym, jak wyżywi rodzinę, a nie o wyższych ideach. Poczucie
                        > wolności? Sukces? Dla mnie to swoboda wyboru, poczucie bezpieczeństwa,
                        > stabilność. Swoboda wyboru - także tego, czy wakacje chcę spędzać na
                        bezludnej
                        > wyspie, czy na działce na Mazurach. Poczucie bezpieczeństwa - które daje mi
                        nie
                        >
                        > tylko świadomość, że nikt mnie nie wyrzuci z dnia na dzień ani z pracy ani z
                        > mieszkania - bo jest moje. A moją małą stabilizację tworzy przede wszystkim
                        > świadomość, że tu jest mój dom, moja rodzina i przyjaciele. Że tu jestem u
                        > siebie.
                        >
                        • Gość: finka Re: Moze przeczytaj jeszcze raz IP: *.de.ibm.com 23.05.03, 16:14
                          kozmo_kramer napisał:

                          > Gość portalu: finka napisał(a):
                          > Ja sie nigdy nie czuje samotny w swoim towaerzystwie.Przebywanie akurat w
                          > Polsce nie uwolni nikogo od samotnosci.

                          No to mnie akurat nie dziwi. Jak ktoś ma takie ego...

                          > Tak, byc moze na WallStreet. Nie od razu, ale pomalu, do celu jesli ma upor i
                          ambicje. Tak jak ja. Zaczynalem od budowy, ale nie chcialem tego robic.
                          > Co dzis robie- nawet nie bede pisal, bo po pierwsze nie chce sie chwalic, a
                          po drugie podejrzewam, ze przy Twoim nastawieniu do "wyjezdnych" i tak nie
                          > uwierzysz.I nie dbam o to.

                          No właśnie - pomału. Ja po prostu nie chciałam robić za popychadło, nieważne
                          czy przez rok czy 5 lat. I rok to za dużo. Moje nastawienie sprowadza się
                          wyłącznie do tego, że te opowieści trącą mi hollywoodem - wszystko pięknie,
                          nikt nawet się nie zająknął o jakimkolwiek problemie, żadnych stresów, żadnej
                          tęsknoty za domem?

                          Owszem, łatwiej znaleźć na zachodzie JAKĄŚ pracę. Tylko że ta JAKAŚ praca nie
                          każdego zadowala. Napisz dziewczynie na co może liczyć jadąc gdzieś bez
                          znajomości i pieniędzy, jak łatwo znajduje się pracę na miarę swojego
                          wykształcenia czy umiejętności? Napisz, jak ci się pracowało na budowie zanim
                          odbiłeś do góry. Powiedz mi, czy amerykańskie fimy tak ochoczo zatrudniają
                          Polaków? Naprawdę mało mają "swoich"? Co by nie mówć, nawet z płynną
                          znajomością języka jest się nadal mniej atrakcyjnym kandydatem niż native.
                          Nie deprymuję ani twoich osiągniięć ani wyborów. Ja wygrałam wracając do
                          Polski. Z wielu względów, nie tylko zawodowych.

                          > A co sie stanie, gduyw Polsce stracisz prace i bedziesz niepotrzebna ?
                          > Zastanowilas sie kiedys nad tym?
                          > Co stanie sie z Twym "poczuciem wlasnej wartosci"?

                          Nic się nie stanie, bo po pierwsze, w Polsce nie można wyrzucić kogoś z dnia na
                          dzień (ten nieszczęsny Kodeks Pracy) a poza tym jak ktoś jest dobry, to
                          znajdzie sobie inną. Co też uczyniłam niedawno. Przy tym w tej upokarzającej
                          rzeczywistości jakimś cudem mam oszczędności, które "w razie czego" pozwolą mi
                          obijać się bez pracy przez przynajmniej rok.

                          >
                          > A co maja do rzeczy poczatki? Idziesz po studiach pracowac do polskiej lub
                          > zagranicznej firmy w Polsce i witaja Cie kwaitami? napisz, jaka to firma, bo
                          sam bym chcial tego sprobowac!

                          O Jezu - skończ już z tą licytacją! Ja piszę, że pieniądze nie leżą na ulicy (i
                          tu i tam zresztą) a ty że Bill Gates jest bogaty. Ja piszę, że tam o dobrą
                          ("godną" - na miarę zdolności i wykształcenia) pracę wcale niełatwiej niż w
                          Polsce, ty momentalnie naskakujesz, że w Polsce gorzej.

                          No właśnie że początki mają wszystko "do rzeczy" - w końcu autorka chciałaby
                          wiedzieć co ją czeka po przyjeździe, a ty przedstawiasz jej swoją sytuację po
                          16 latach, kiedy już okrzepłeś. Ona jeśli wyjedzie, to zdaje się że z niewiele
                          wartym tam dyplomem i pustymi kieszeniami. To napisz szczerze właśnie jak
                          wyglądały te początki, na co może liczyć, bo chyba nie na kierownicze
                          stanowisko?

                          Osobiscie zajmowalem pierwsze stanowisko kierownicze w wieku 32 lat....
                          To gratuluję. W Stanach wszyscy emigranci tak? Patrz, ja musiałam poczekać do
                          33 roku życia (no ale z drugiej strony ja miałam przerwę na dziecko).
                          • kozmo_kramer Re: Moze przeczytaj jeszcze raz 23.05.03, 16:49
                            Gość portalu: finka napisał(a):

                            > kozmo_kramer napisał:
                            >
                            > > Gość portalu: finka napisał(a):
                            > > Ja sie nigdy nie czuje samotny w swoim towaerzystwie.Przebywanie akurat w
                            > > Polsce nie uwolni nikogo od samotnosci.
                            >
                            > No to mnie akurat nie dziwi. Jak ktoś ma takie ego...

                            To nie ego. To po prostu poczucie wlasnej wartosci. Zadowolenie z osiagniec.
                            To ze akurat nie przebywam w danej chwili w licznym towarzystwie, nie oznacza
                            ze czuje sie samotny. Mysle, ze to jak najbardziej normalne u normalnego
                            czlowieka.
                            >
                            > >
                            > No właśnie - pomału. Ja po prostu nie chciałam robić za popychadło, nieważne
                            > czy przez rok czy 5 lat. I rok to za dużo. Moje nastawienie sprowadza się
                            > wyłącznie do tego, że te opowieści trącą mi hollywoodem - wszystko pięknie,
                            > nikt nawet się nie zająknął o jakimkolwiek problemie, żadnych stresów, żadnej
                            > tęsknoty za domem?

                            Musialas miec wyjatkowe szczescie- w Posce przyjeto Ci od razu na to jedyne,
                            wymarzone stanowisko . Czesto sie tak zdarza ?
                            >
                            > Owszem, łatwiej znaleźć na zachodzie JAKĄŚ pracę. Tylko że ta JAKAŚ praca nie
                            > każdego zadowala. Napisz dziewczynie na co może liczyć jadąc gdzieś bez
                            > znajomości i pieniędzy, jak łatwo znajduje się pracę na miarę swojego
                            > wykształcenia czy umiejętności?

                            Znam pare osob, ktore poradzily sobie znacznie lepiej niz ja. Nie placily
                            frycowego na budowie lub przy garach.
                            "Dziewczyna" moze liczyc na poczatek na (na przyklad) wize studencka, prace na
                            part time na college'u lub gdziekolwiek indziej, zrobienie n.p. Masters Degree,
                            a potem? Sky is the limit.
                            Moze tez skonczyc na sprzataniu mieszkan na nastepne 30 lat.
                            To wszystko zalezy wylacznie OD NIEJ a nie od tego, co wymysla politycy albo od
                            tego, czy "wejdziemy do Unii".

                            Napisz, jak ci się pracowało na budowie zanim
                            > odbiłeś do góry.

                            Nie narzekam, nigdy nie narzekalem, bo zarobione pieniadze pozwolily mi oplacic
                            college. Nie mialem stypendium i nie mialem nawet wizy studenckiej.Za wszystko
                            zaplacilem gotowka. Dyplom odbieralem jeszcze jako nielegalny emigrant.
                            Praca po studiach zaoowocowala blyskawicznym sponsorowaniem i zielona karta .

                            Powiedz mi, czy amerykańskie fimy tak ochoczo zatrudniają
                            > Polaków?

                            W USA chetnie zatrudniaja nie tylko Polakow.
                            W IT kroluja Hindusi i Pakistanczycy , w medycynie Rosjanie,wszedzie pelno jest
                            Koreanczykow.
                            Na Zachodnim wybrzezu trudno znalec Registered Nurse ktora jest rodowita
                            Amerykanka, mimo ze to realatywnie dobrze platna praca.
                            U mnie w laboratoriach badawczych najwiecej jest Filipinczykow, troche Rosjan i
                            Ukraincow.

                            Naprawdę mało mają "swoich"? Co by nie mówć, nawet z płynną
                            > znajomością języka jest się nadal mniej atrakcyjnym kandydatem niż native.

                            Jest sie bardziej atrakcyjnym. Czest podejmuje sie prace za konkurencyjna
                            stawke, bardziej przyklada do obowiazkow, bo trzeba pilnie pracowac na nowy
                            dom, nowy samochod, na wyslanie dzieci na college. Taki jest generalny obraz
                            sytuacji. Amerykanie to rozumieja.

                            > Nie deprymuję ani twoich osiągniięć ani wyborów. Ja wygrałam wracając do
                            > Polski. Z wielu względów, nie tylko zawodowych.
                            >
                            > > A co sie stanie, gduyw Polsce stracisz prace i bedziesz niepotrzebna ?
                            > > Zastanowilas sie kiedys nad tym?
                            > > Co stanie sie z Twym "poczuciem wlasnej wartosci"?
                            >
                            > Nic się nie stanie, bo po pierwsze, w Polsce nie można wyrzucić kogoś z dnia
                            na
                            >
                            > dzień

                            To bardzo zle. Sprzyja to obiboctwu i kultywowaniu tradycji "czy sie stoi czy
                            sie lezy..."oraz naduzywaniu systemu.
                            W USA- bezrobocie mimo kryzysu, jest 6%, w Polsce 3 razy wiecej, a GBP na glowe
                            mieszkanca jest 4 razy wieksze.Bo w USA niepotrzebnego lub niewydolnego
                            pracownika sie wywala z dnia na dzien. Zostaje pracownik dobry. Zly musi szukac
                            gorszej pracy. W ten sposob lepsze wypiera to gorsze.Pracownik dobry jest
                            bardzo "bezpieczny" i nie obawia sie zwolnienia.
                            JESLI TEGO NIE POTRAFISZ ZROZUMIEC, TO RZECZYWISCIE DOBRZE ZE WROCILAS DO
                            POLSKI, BO NIE NADAJESZ SIE DO PRAWDZIWEGO KAPITALIZMU.

                            (ten nieszczęsny Kodeks Pracy) a poza tym jak ktoś jest dobry, to
                            > znajdzie sobie inną.

                            Do czego wiec ten Kodeks Pracy i ochrona pracownika , jesli jestes "dobrym
                            pracownikiem"? Nie rozumiem tego.

                            Co też uczyniłam niedawno. Przy tym w tej upokarzającej
                            > rzeczywistości jakimś cudem mam oszczędności, które "w razie czego" pozwolą
                            mi
                            > obijać się bez pracy przez przynajmniej rok.

                            Ja mam oszczednosci, ktore "w razie czego" pozwola mi juz nigdy w zyciu nie
                            pracowac, ale jak juz powiedzialem, nie lubie sie lictowac.

                            >
                            > >
                            > > A co maja do rzeczy poczatki? Idziesz po studiach pracowac do polskiej lub
                            >
                            > > zagranicznej firmy w Polsce i witaja Cie kwaitami? napisz, jaka to firma,
                            > bo
                            > sam bym chcial tego sprobowac!
                            >
                            > O Jezu - skończ już z tą licytacją!

                            Z jaka znowu licytacja? Grzecznie prosze o wyjasnienie, czy w Polsce kwiatami
                            wita sie nowo przyjetego pracownika. Bo chocby na Forum "Praca" ludzie pisza na
                            oglol co innego. Ze satraktowani jak ostatnie badziewie za 700 PLN miesiecznie,
                            a czesto w ogole pracuja za darmoche jako wolontariusze.Byleby cos zalapac i
                            wpsac na CV. No, ale moze ludzie klamia.


                            Ja piszę, że pieniądze nie leżą na ulicy (i
                            >
                            > tu i tam zresztą) a ty że Bill Gates jest bogaty. Ja piszę, że tam o dobrą
                            > ("godną" - na miarę zdolności i wykształcenia) pracę wcale niełatwiej niż w
                            > Polsce, ty momentalnie naskakujesz, że w Polsce gorzej.
                            Ja niegdzie nie napisalem, ze "gorzej". Staram sie realia oceniac realmnie i
                            konkretnie i tyle.Liczby i konkrety.
                            >
                            > No właśnie że początki mają wszystko "do rzeczy" - w końcu autorka chciałaby
                            > wiedzieć co ją czeka po przyjeździe, a ty przedstawiasz jej swoją sytuację po
                            > 16 latach, kiedy już okrzepłeś. Ona jeśli wyjedzie, to zdaje się że z
                            niewiele
                            > wartym tam dyplomem i pustymi kieszeniami. To napisz szczerze właśnie jak
                            > wyglądały te początki, na co może liczyć, bo chyba nie na kierownicze
                            > stanowisko?

                            No to wlasnie napisalem. A jesli o kieszenie chodzi- to zabralem z Polski 200
                            dolarow.Tyle rodzina wyskrobala.
                            >
                            > Osobiscie zajmowalem pierwsze stanowisko kierownicze w wieku 32 lat....
                            > To gratuluję. W Stanach wszyscy emigranci tak?

                            Tak. Wszyscy ambitni, w miare zdolni i przebojowi. A wielu jeszcze duzo lepiej
                            i szybciej.

                            Patrz, ja musiałam poczekać do
                            > 33 roku życia (no ale z drugiej strony ja miałam przerwę na dziecko).
                            • Gość: finka Re: Moze przeczytaj jeszcze raz IP: *.de.ibm.com 23.05.03, 17:34
                              kozmo_kramer napisał:

                              W ten sposob lepsze wypiera to gorsze.Pracownik dobry jest
                              > bardzo "bezpieczny" i nie obawia sie zwolnienia.

                              A jak zachoruje? Ile dni płatnego urlopu zdrowotnego ma się w Stanch? Albo
                              urlopu macierzyńskiego? No jasne, komunizm. Za darmo mi dają? Płacimy prawie
                              50% składkę na ubezpieczenie, zapomniałeś? Coś za coś.

                              > JESLI TEGO NIE POTRAFISZ ZROZUMIEC, TO RZECZYWISCIE DOBRZE ZE WROCILAS DO
                              > POLSKI, BO NIE NADAJESZ SIE DO PRAWDZIWEGO KAPITALIZMU.

                              To Niemcy i Francuzi też, bo oni mają jeszcze fajniejszy "social" niż w Polsce
                              i dłuższe urlopy.

                              Na razie kozmo, idę robić grilla.


                              • kozmo_kramer Re: Moze przeczytaj jeszcze raz 23.05.03, 18:16
                                Gość portalu: finka napisał(a):

                                >
                                > A jak zachoruje? Ile dni płatnego urlopu zdrowotnego ma się w Stanch? Albo
                                > urlopu macierzyńskiego? No jasne, komunizm. Za darmo mi dają? Płacimy prawie
                                > 50% składkę na ubezpieczenie, zapomniałeś? Coś za coś.

                                Jak zachoruje, to niedobrze. Musi szybko wyzdrowiec.
                                Osobiscie jeszcze w USA nie chorowalem ( odpukac!) przez te 16 lat.
                                Moja skladka na ubezpieczenie to okolo 180 dol. miesiecznie, placi pracodawca.
                                Ubezpieczenie zas Social Security to 6% zarobkow. I wystarczy.
                                50% ? ?? A kto to kradnie????
                                Urlpu zdrowotnego( a czy to wlasciwie jest URLOP ???-jak ktos choruje to sie
                                nazywa ze jest na URLOPIE-nie wiedzialem...) mam 16 dni rocznie. Potem chory
                                idzie na disability- na 2 miesiace,dostaje 50 dolarow na dzien. Potem- sprawa
                                otwarta.
                                Urlopow maciezrzynsich nie ma w ogole. Po porodzie kobieta idzie do domu
                                nastepnego dnia, jesli nie ma komplikacji,po paru dniach wraca do pracy.
                                Jakos nie slyszalem jeszcze narzekan od nikogo na ten system.

                                >
                                > > JESLI TEGO NIE POTRAFISZ ZROZUMIEC, TO RZECZYWISCIE DOBRZE ZE WROCILAS DO
                                > > POLSKI, BO NIE NADAJESZ SIE DO PRAWDZIWEGO KAPITALIZMU.
                                >
                                > To Niemcy i Francuzi też, bo oni mają jeszcze fajniejszy "social" niż w
                                Polsce


                                ....ktory wypracowali sobie przez ostatnie 200 lat kapitalizmu. Wyglada mi na
                                to, ze polskie 12 lat to jednak troche za malo.
                                >
                                > Na razie kozmo, idę robić grilla.
                                >
                                >
                                • jot-23 Re: Moze przeczytaj jeszcze raz 23.05.03, 18:25
                                  kozmo_kramer napisał:
                                  > Urlopow maciezrzynsich nie ma w ogole.

                                  hehe, "maternity leave" to okreslenie no to czego nie ma! ciekawe

                                  akt prawny ktory czesciowo reguluje

                                  www.dol.gov/esa/regs/statutes/whd/fmla.htm
                                  w skrocie:

                                  "If you work for a private company with 50 or more employees, or the
                                  government or public school system, the FMLA guarantees that you can (whether
                                  you're a man or woman) take up to 12 weeks of unpaid leave a year to care for
                                  a newborn or newly adopted child. The law also allows workers to take leave to
                                  care for an immediate family member who is seriously ill or to recover from
                                  your own serious illness."

                                  wiele zalezy od pracodawcy, tak jak wszedzie tutaj... sa opcje krotsze ale
                                  platne, calkowicie platne, calkowicie bez wynagrodzenia itd.... oczywiscie
                                  jest tez "paternity leave".

                                  • kozmo_kramer Fajne ! 23.05.03, 18:40
                                    jot-23 napisał:

                                    > kozmo_kramer napisał:
                                    > > Urlopow maciezrzynsich nie ma w ogole.
                                    >
                                    > hehe, "maternity leave" to okreslenie no to czego nie ma! ciekawe
                                    >
                                    > akt prawny ktory czesciowo reguluje
                                    >
                                    > www.dol.gov/esa/regs/statutes/whd/fmla.htm
                                    > w skrocie:
                                    >
                                    > "If you work for a private company with 50 or more employees, or the
                                    > government or public school system, the FMLA guarantees

                                    FMLA guarantees...no wlasnie...dalej


                                    that you can (whether
                                    > you're a man or woman) take up to 12 weeks of unpaid leave

                                    unpaid leave. Cha, cha !
                                    GUARANTEES unpaid leave ;-)))
                                    A jak do na bumelke sobie pojdziesz pare dni, to masz: "guaranteed unpaid leave
                                    forever" ;-)))




                                    a year to care for
                                    > a newborn or newly adopted child. The law also allows workers to take leave
                                    to
                                    > care for an immediate family member who is seriously ill or to recover from
                                    > your own serious illness."
                                    >
                                    > wiele zalezy od pracodawcy, tak jak wszedzie tutaj... sa opcje krotsze ale
                                    > platne, calkowicie platne, calkowicie bez wynagrodzenia itd.... oczywiscie
                                    > jest tez "paternity leave".
                                    >
                                • Gość: finka Re: Moze przeczytaj jeszcze raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.03, 18:36
                                  kozmo_kramer napisał:

                                  Moja skladka na ubezpieczenie to okolo 180 dol. miesiecznie, placi pracodawca.

                                  Z ciekawości - to norma czy przywilej, bo zdaje się, że nie ma takiego prawnego
                                  wymogu? W niektórych zdaje się nie płacą i żeby mieć, trzeba zainwestowac z
                                  własnej kieszeni?

                                  > Ubezpieczenie zas Social Security to 6% zarobkow. I wystarczy.
                                  > 50% ? ?? A kto to kradnie????

                                  Zbuntowane bandy emerytów i rencistów.

                                  > Urlopow maciezrzynsich nie ma w ogole. Po porodzie kobieta idzie do domu
                                  > nastepnego dnia, jesli nie ma komplikacji,po paru dniach wraca do pracy.
                                  > Jakos nie slyszalem jeszcze narzekan od nikogo na ten system.

                                  Pewnie, ponarzekasz dopiero jak urodzisz dzieciaka. Najlepiej jako samotna
                                  matka. I jeszcze bedziesz karmić piersią.

                                  > >
                                  > > > JESLI TEGO NIE POTRAFISZ ZROZUMIEC, TO RZECZYWISCIE DOBRZE ZE WROCILA
                                  > S DO
                                  > > > POLSKI, BO NIE NADAJESZ SIE DO PRAWDZIWEGO KAPITALIZMU.
                                  > >
                                  > > To Niemcy i Francuzi też, bo oni mają jeszcze fajniejszy "social" niż w
                                  > Polsce
                                  >
                                  >
                                  > ....ktory wypracowali sobie przez ostatnie 200 lat kapitalizmu. Wyglada mi na
                                  > to, ze polskie 12 lat to jednak troche za malo.

                                  I przez 200 lat też płacili 50% składki na ubezpieczenie? Jakoś nie słyszałam...


                                  Aha - karkówka przygotowna, ogóreczki małosolne w pogotowiu...
                                  • kozmo_kramer Re: Moze przeczytaj jeszcze raz 23.05.03, 18:45
                                    Gość portalu: finka napisał(a):

                                    > kozmo_kramer napisał:
                                    >
                                    > Moja skladka na ubezpieczenie to okolo 180 dol. miesiecznie, placi
                                    pracodawca.
                                    >
                                    > Z ciekawości - to norma czy przywilej,

                                    Ani norma, ani przywilej. Zalezy od tego jakie ubezpieczenie wykupuje
                                    pracownikom firma i jakie zabiegi i leczenie to ubezpieczenie pokrywa.
                                    Bezrobotnym i pracujacyn na czarno pozosrtaje placic lub leczyc sie w
                                    szpitalach miejskich.
                                    Dla pracujacych legalnie w normalnej firmie ubezpieczenie jest standardem.

                                    bo zdaje się, że nie ma takiego prawnego
                                    >
                                    > wymogu?

                                    Oczywiscie ze nie ma i cale szczescie.


                                    W niektórych zdaje się nie płacą i żeby mieć, trzeba zainwestowac z
                                    > własnej kieszeni?

                                    Nie w przypadku jesli firma placi, bo niby po co?
                                    >
                                    > > Ubezpieczenie zas Social Security to 6% zarobkow. I wystarczy.
                                    > > 50% ? ?? A kto to kradnie????
                                    >
                                    > Zbuntowane bandy emerytów i rencistów.

                                    Ano wlasnie....
                                    >
                                    > > Urlopow maciezrzynsich nie ma w ogole. Po porodzie kobieta idzie do domu
                                    > > nastepnego dnia, jesli nie ma komplikacji,po paru dniach wraca do pracy.
                                    > > Jakos nie slyszalem jeszcze narzekan od nikogo na ten system.
                                    >
                                    > Pewnie, ponarzekasz dopiero jak urodzisz dzieciaka. Najlepiej jako samotna
                                    > matka. I jeszcze bedziesz karmić piersią.

                                    Trzeba myslec PRZED a nie PO.....
                                    >
                                    > > >
                                    > > > > JESLI TEGO NIE POTRAFISZ ZROZUMIEC, TO RZECZYWISCIE DOBRZE ZE WR
                                    > OCILA
                                    > > S DO
                                    > > > > POLSKI, BO NIE NADAJESZ SIE DO PRAWDZIWEGO KAPITALIZMU.
                                    > > >
                                    > > > To Niemcy i Francuzi też, bo oni mają jeszcze fajniejszy "social" niż
                                    > w
                                    > > Polsce
                                    > >
                                    > >
                                    > > ....ktory wypracowali sobie przez ostatnie 200 lat kapitalizmu. Wyglada mi
                                    > na
                                    > > to, ze polskie 12 lat to jednak troche za malo.
                                    >
                                    > I przez 200 lat też płacili 50% składki na ubezpieczenie? Jakoś nie
                                    słyszałam..
                                    > .
                                    >
                                    >
                                    > Aha - karkówka przygotowna, ogóreczki małosolne w pogotowiu...
                              • Gość: Pol-am Ubezpieczenie w USA IP: 207.76.204.* 23.05.03, 23:27
                                Pracuje w amerykansko-japonskiej firmie w Kaliforni. Ubezpieczenia sa w
                                zasadzie standartowe na poziomie OK. Nsza firma ma swoje wlasne ubezpieczenie
                                (przy 20 ts ludzi moze sobie na to pozwolic). Mamy 3 miesiace 100% platne
                                przez zaklad. Po 3 miesiacach - 65 - 75 % (65% za darmo a jak sie chce 75% to
                                trzeba sie zadeklarowac i placic chyba $10 miesieczenie) bez ograniczenia
                                czasowego... Choroby krotkie - nikt nie zwraca uwagi - jestes chory siedz w
                                domu pare dni. Wizyta lekarska $15(nie HMO - mozna isc do dowolnego lekarza z
                                ogromnej listy jesli wybierze sie lekarza nie z listy to placa 80%), leki -$5
                                za kazda recepte. Dentysta - 1x w roku wizyta i 2x czyszczenie zebow $0 reszta
                                $5/wizyte. Jesli bym wydal na lekarza ponad $1500 reszta wszystko za darmo.
                                Jesli nie pracujesz - niestety nie masz ubezpieczenia i wtedy jest niewesolo
                                (mozna kupic prywatne - ok $200 /osobe na miesiac) ale kliniki i szpitale
                                stanowe nie maja prawa odmowic podstawowej opieki. (Dlatego meksykanki
                                przechodza granice aby tu rodzic dzieci)
                      • Gość: zla Re: Moze przeczytaj jeszcze raz IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.06.03, 02:56
                        Przygotuj sie na ciezka prace i wiele wyrzeczen, czy to bedzie warte tego co
                        osiagniesz, ocenisz tylko Ty po kilku latach. I pamietaj :)) " Wszedzie dobrze
                        gdzie nas nie ma " ja wyjechalam 10 lat temu, zawsze powtarzam, ze gdybym
                        wiedziala na co sie decyduje nigdy bym nie wyemigrowala, ale nie zaluje, teraz
                        po 10 latach nie zaluje. Pracowac trzeba wszedzie, ale zdolnych mlodych ludzi
                        ceni sie wszedzie tak samo.
                        Moje przyjaciolki w Polsce zyja na bardzo dobrym poziomie, znam mase ludzi
                        ktorzy wrocili do Polski i sa szczesliwi i zyja godnie, znam tez mase ktorzy
                        wrocili do Polski a po kilku latach spotkalam ich przypadkien na torontonskiej
                        ulicy, bo zycie tutaj bardziej im odpowiada. Zycze Ci powodzenia z calego serca
                  • Gość: finka Re: Intencje IP: *.de.ibm.com 23.05.03, 11:29
                    kozmo_kramer napisał:

                    > Gość portalu: finka napisał(a):

                    >
                    > Do takowych zalicza sie np. moj szwagier. Dobry naukowiec, zaoferowano mu
                    > piekny kontrakt z mozliwoscia sponsorowania. Nie chial, bo jak mi wyjasnil,
                    na swoj uniwerek w Polsce idzie kiedy chce i srednio rocznie jest na zwolnieniu
                    > lekarskim 3-4 miesiace.

                    A mój znajomy z doktoratem, który mógł zrobić karierę w Stanch nie został nie
                    ze względu na lenistwo, tylko dlatego, że w Polsce miał szansę zajść o wiele
                    wyżej. I zaszedł bez problemu. Robi to co lubi - na swój rachunek.
                    >
                    >
                    > > mnie - jeśli ktoś ma potencjał, to łatwiej mu dojść do czegoś na własnym
                    > > gruncie. Bo nie ukrywajmy - w Stanach czy Kanadzie mają pod dostatkiem
                    > > własnych "młodych wilków", niekoniecznie muszą napalać się na tych z impor
                    > tu.

                    A tego nie skomentujesz?
                    >
                    > Tak jak pisalem. Bill Gates moglby wciagnac nosem cala pierwsza polska setke
                    > najbogatszych. Razem do kupy maja 20 % tego co on sam.

                    To mi dopiero argument, pewnie Bille G. rosną w Ameryce na drzewach? Pewnie
                    mieszkasz z nim po sąsiedzku?


                    > Ano, moze i tak? Moja siostra, kierowniczka cala geba,( dyrektorka wlasciwie)
                    > musi blagac o kazdy urlop, dzien wolny itp.Bo to, bo tamto, bo siamto.
                    > A jak juz wyblaga, to potem gdy chce nastepny nalezny jej urlop, to slyszy ze
                    > przeciez dopiero co byla na urlopie. I to w kraju w ktorym funkcjonuje tzw
                    > Kodeks Pracy.

                    A u mnie w firmie jakoś nikt nie musi błagać, a wręcz proszą żeby ten urlop
                    wykorzystać, bo tak się jakoś składa, że zakłady pracy płacą kary, jeśli
                    inspektor wykryje, że pracownicy mają zaległe urlopy. Natomiast na zwolnienia
                    lekarskie się nie chodzi, bo się to nie opłaca. A ile jest w Stanach płatnego
                    urlopu?


                    > > Mnie jakoś nie wciągnęło.
                    >
                    > To Twoj problem. Niektorym normalnosc odpowiada, innym nie.

                    Dla mnie mieskanie w norze to nie jest normalność, nawet jeśli uliczka przed tą
                    norą jest zamieciona.

                    > Moze po prostu Twe mozliwosci konczyly sie na zmywaniu garow? Czyli tam,
                    gdzie mozliwosci innych sie dopiero zaczynaly ?

                    Nie musisz być chamski tylko dlatego, ze mam inne zdanie. Tak startuje
                    większość Polaków za granicą, szczególnie tych, którzy jadą w ciemno, bez
                    oparcia i kasy na początek (jak autorka). Nie sadzę, żebym ze swoim
                    pochodzeniem za granicą doszła do wyższych stanowisk. Przecież pod dostatkiem
                    mają swoich kandydatów. Polacy trafiają tam, gdzie płacą najniżej.

                    Człowieku, a co ty tam robisz tak wymyślnego, że traktujesz nas jakbyśmy żyli w
                    kraju 3 świata i chodzili bez butów? Masz pracę i dlatego uważasz, że możesz
                    pogardzać hołotą w kraju? Ja też mam, jakoś nie narzekam. Bezrobocie owszem,
                    jest wysokie, owszem część ludzi ledwo wiąże koniec z końcem. Ale czy naprawdę
                    za oceanem czeka ich OD RAZU takie fajne życie? Wystarczy im do pierwszego,
                    jeśli będą pracować, a co jeśli złamią nogę? Nie po paru latach pobytu, kiedy
                    już ich bedzie stać na opłacenie ubezpieczenia, ale na początku? Piszesz, że
                    wyjechałeś 16 lat temu. Ja akurat mniej więcej wtedy wróciłam, choć akurat
                    wtedy wydawało się to szaleństwem. I też uważam to za najlepszą decyzję w moim
                    życiu, bo nigdy w życiu nie osiągnęłabym tyle tam. Ty masz przeciwne zdanie -
                    twoje prawo. Tyle zdań ile życiorysów. Każdy przypadek jest inny. Tylko nie
                    podoba mi się twoje wywyższanie się, i to w imię "wyższych wartości", ty
                    cenisz "normalność", masz "godne życie", a my w Polsce żyjemy w średniowieczu i
                    w poniżeniu?

                    • yagnieszka Poczatki 23.05.03, 16:34
                      To ja troche o poczatkach.
                      Jasne, ze jest trudno. Ale mnie sie daje, ze wiekszosc emigrantow jest
                      przygotowanych psychicznie na to, ze bedzie trudno. Kazdy wie, ze musi zaczac
                      od nauki jezyka, od ewaluacji dokumentow, od doksztalcania sie i od
                      wielogodzinnych tygodni pracy. I wiekszosc z nas przeszla przez sporo trudnosci
                      szczegolnie w pierwszysch 2-3 latach w nowym kraju. Temu chyba nikt nie
                      zaprzeczy. Nieliczni sa ci szczesliwcy ktorzy przyjezdzaja na kontrakt,
                      wszystko na nich czeka i zycie jest bajka. Dla wiekszosci to taka orka na
                      ugorze.
                      Tylko ze znowu trudno jest to wytlumaczyc komus kto przez to nie przeszedl jak
                      nieslychanie dumnym jest sie z tych pierwszych lat. Te lata umacniaja, daja
                      szanse poznania siebie jak w tym powiedzeniu ze tyle wiemy o sobie ile nas
                      sprawdzono. No wiec te pierwsze lata to wlasnie sprawdzian siebie. Swojej
                      wytrwalosci psychicznej i fizycznej, mozliwosci intelektualnych i socjalnych,
                      umiejetnosci adaptacyjnych. Nie wiem jak to okreslic dokladnie ale chodzi mi o
                      to ze po tych pierwszych emigranckich latach czlowiek staje sie MOCNY. I to nie
                      jest jakas krzywdzaca moc wymierzona przeciwko innym ale ta wewnetrzna sila
                      dajaca poczucie wartosci i tego ze naprawde jestem obywatelem swiata. Bo teraz
                      to ja juz moge osiasc wszedzie. DAM SOBIE RADE. To jest bezcenne poczucie ktore
                      jest przywilejem pionierow, moze jakichs misjonarzy czy odkrywcow, zdobywcow
                      wysokich gor, biegunow i emigrantow.
                      Przepraszam was za ten patos bo to wszystko brzmi jak jakies "jak hartowala sie
                      stal" ale naprawde trudno to ujac w slowa. Ale na pewno warto to przezyc.
                      • Gość: Pol-am Re: Poczatki IP: 207.76.204.* 23.05.03, 23:34
                        Poczatki sa w duzym stopniu zalezne od osoby i przygotwania. JEsli ktos
                        przyjezdza bez jezyka i musi sie utrzymac - to kiedy ma sie uczyc i kto go
                        zatrudni ? Polak, do czego? do sprzatania.... czy sa jakies inne opcje?

                    • luisssa Do kazmo i finki 23.05.03, 16:35
                      Wydaje mi sie, ze oboje mowicie troche roznymi jezykami. Znajdujecie w skrajnie
                      roznych sytuacjach. To, co mowi kazmo jest przepelnione optymizmem, z kolei to,
                      co mowi finka - realizmem polskiego studenta.

                      Mam zatem pytanie do kazmo. Skad brales pieniadze na zycie i studia (bo w
                      Stanach sa one przeciez platne), gdy studiowales w USA?

                      luisssa
                      • kozmo_kramer Do Luisssy- wyjasniam 23.05.03, 16:54
                        luisssa napisała:


                        > Mam zatem pytanie do kazmo. Skad brales pieniadze na zycie i studia (bo w
                        > Stanach sa one przeciez platne), gdy studiowales w USA?
                        >
                        > luisssa

                        Smieszne ;-))wlasnie przed sekunda do finki o tym pisalem w innym poscie :

                        >Napisz, jak ci się pracowało na budowie zanim
                        > odbiłeś do góry.

                        "Nie narzekam, nigdy nie narzekalem, bo zarobione pieniadze pozwolily mi
                        oplacic
                        college. Nie mialem stypendium i nie mialem nawet wizy studenckiej.Za wszystko
                        zaplacilem gotowka. Dyplom odbieralem jeszcze jako nielegalny emigrant.
                        Praca po studiach zaoowocowala blyskawicznym sponsorowaniem i zielona karta" .



                        • luisssa Re: Do Luisssy- wyjasniam 23.05.03, 18:21
                          A to przepraszam, juz czytam.
                          • kozmo_kramer To tu. 23.05.03, 18:48
                            luisssa napisała:

                            > A to przepraszam, juz czytam.

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=6123768&a=6166061
                        • luisssa Re: Do Luisssy- wyjasniam 23.05.03, 18:59
                          Nie, nie przepraszam, bo moj post byl wyslany przed Twoim.


                          > "Nie narzekam, nigdy nie narzekalem, bo zarobione pieniadze pozwolily mi
                          > oplacic
                          > college. Nie mialem stypendium i nie mialem nawet wizy studenckiej.Za
                          wszystko
                          > zaplacilem gotowka. Dyplom odbieralem jeszcze jako nielegalny emigrant.
                          > Praca po studiach zaoowocowala blyskawicznym sponsorowaniem i zielona karta" .

                          Rozumiem, ze pojechales "w ciemno", 200$... (samolotem chyba na gape, tak????)
                          Pracowales najpierw na czarno na budowie, zarobiles na studia (tzn, ze mnie tez
                          na to stac???), dokonczyles studia (i przyjeli nielegalnego emigranta bez
                          problemu???) i wszystko sie dalej samo ulozylo. Dali Ci pobyt i prace na
                          stanowisku.


                          Wybacz, ale to jest jakas niewiarygodna historia. Mysle, ze dotychczas nie
                          ujawniles pewnego malutkiego, aczkolwiek najistotniejszego faktu. W zyciu nikt
                          Ci nic za darmo nie da. Wiec albo przyjechales tam do rodziny albo jestes
                          jakims super zdolnym naukowcem i ktos z kadry pomogl Ci wyjechac.

                          Wiec?


                          • kozmo_kramer Re: Do Luisssy- wyjasniam 23.05.03, 19:39
                            luisssa napisała:

                            > Rozumiem, ze pojechales "w ciemno", 200$... (samolotem chyba na gape,
                            tak????)


                            Na ogol bilet na samolot kupuje sie PRZED podroza...chyba ze sie to tak bardzo
                            Polsce mienilo. Ale ostatni jednak na poklad wchodzilem juz Z biletem i to
                            nawet oplaconym.



                            > Pracowales najpierw na czarno na budowie, zarobiles na studia (tzn, ze mnie
                            tez
                            >
                            > na to stac???)

                            A tego to nie wiem....

                            , dokonczyles studia

                            Tak, przetlumaczylem indeks, ewaluowano mi to co mialem zrobione w Polsce i
                            przeliczono to na kredyty. Ciagle bylem zobowiazany do zaliczenia okreslonej
                            liczby kredytow na uczelni w USA, bo otrzymac jej dyplom. ( bylo to o ile
                            dobrze pamietam, 60 kredytow)

                            (i przyjeli nielegalnego emigranta bez
                            > problemu???)

                            Tak, przyjeli. Dalej przyjmuja, chociaz tylko w niektorych uczelniach.
                            Mozna rowniez zaczac z wiza studencka, rzeba wtedy studiowac jednak full time.
                            Ja nie moglem, zreszta i tak mialem wygasla juz wize turystyczna.

                            i wszystko sie dalej samo ulozylo. Dali Ci pobyt i prace na
                            > stanowisku.

                            Nie, w Ameryce nic nikt nikomu "nie daje".
                            Pracowalem do 4.30 PM i potem migiem do szkoly. Zajecia wieczorem czesto sa do
                            9.00 PM i pozniej. Bralem na ogol 9-12 kredytow w semestrze. Kredyt kosztowal
                            mnie ( znow nie gwarantuje dokladnosci) ok. 300 dolarow. Przy
                            zarobkach "budowlanych" , ok. 450-500 na tydzien gotowka, nie byl to ryujnujacy
                            wydatek.
                            Prace po szkole ( pierwsza) zalapalem jescze za posrednictwem szkoly i pare
                            miesiecy pozniej rozpoczalem proces sponsorowania. Wtedy trwalo to i krocej i
                            bylo latwiejsze.

                            >
                            >
                            > Wybacz, ale to jest jakas niewiarygodna historia.

                            Cuda, co?
                            Az szkoda. Niestety, ludzie w Polsce , zauwazylem, na ogol sa "malej wiary" ;-))


                            Mysle, ze dotychczas nie
                            > ujawniles pewnego malutkiego, aczkolwiek najistotniejszego faktu. W zyciu
                            nikt
                            > Ci nic za darmo nie da. Wiec albo przyjechales tam do rodziny

                            Z lotniska podjal mnie kolega z liceum. Mieszkalem u niego pierwsze 5 lub 6
                            miesiecy, przyznaje.

                            albo jestes
                            >
                      • Gość: finka Re: Do kazmo i finki IP: *.de.ibm.com 23.05.03, 17:22
                        luisssa napisała:

                        > Wydaje mi sie, ze oboje mowicie troche roznymi jezykami. Znajdujecie w
                        skrajnie roznych sytuacjach. To, co mowi kazmo jest przepelnione optymizmem, z
                        kolei to, co mowi finka - realizmem polskiego studenta.

                        No właśnie chciałam trochę realizmu usłyszeć. Byłam na emigracji właśnie jako
                        młoda dziewczyna. Wróciłam w 90 roku, kiedy z jednej strony była tu kaszana,
                        ale z drugiej - otworzyły się nowe możliwości. Teraz jest znacznie trudniej.

                        Ale w mojej poprzedniej firmie (kilkusetosobowa międzynarodowa firma) naprawdę
                        90% kadry kierowniczej to byli ludzie około 30-tki. Czy oni w ciągu 4 lat po
                        studiach doszliby do takiego poziomuna zachodzie? Nie brudząc sobie rączek -
                        bez przejściowego etapu łopaty czy zmywaka? Łatwiej było o tyle, że firmy
                        inwestowały wtedy w szkolenia itd. Gdzie za granicą firma dałaby emigrantowi
                        możliwości szkoleń za setki tysięcy dolarów? Może i piszę teraz o wybrańcach
                        losu (ale nie było ich znowu tak mało - patrzę teraz przez pryzmat mojej klasy
                        licealnej - świeżo po rocznicowym spotkaniu), te same osoby za granicą pewnie
                        też by "wypłynęły" ale na pewno po znacznie dłuższym czasie. Kozmo jakoś nie
                        może uwierzyć, że tu swego czasu było całkiem fajnie.

                        Ja zaczynałam jako asystentka - i naprawdę nie miałam powodów do narzekań.
                        Podwyżki inflacyjne 2 razy do roku, urlopy bez problemu, pakiet socjalny,
                        szkolenia, z czasem awans, samochód służbowy itd. Nie była to na pewno pensja
                        Billa Gatesa, (ale tez i nie średnia krajowa) ale zarobiłam sama na mieszkanie.
                        Tam może dopiero bym odbijała od dna. Ale to moja historia. Wy macie swoją.

                        Chodziło mi wyłącznie o głos rozsądku - taki jak Agnieszki. Pewnie, że człowiek
                        wie, że początki będa trudne, ale nie ze wszystkiego zdaje sobie sprawę. A
                        szczególnie jak jest się młodym. Ja wtedy pisałam listy, jak wszystko wydaje mi
                        się piękne, domy, sklepy (słowem nie spomniałam, że po wyjściu z metra zapadłam
                        się w śmieci po kostki; że mieszkam w nieciekawej dzielnicy i czasem boję się
                        wracać do domu z pracy). Jak pojechałam po kilku latach "wakacyjnie" to jakoś
                        się poczułam rozczarowana. Ani tak czysto, ani ładnie, w sklepach tez nic
                        specjalnie ciekawego... Nie chciałam czekać na sukces a przez pare lat być
                        popychadłem. Źle się psychicznie czułam bez bliskich mi osób. Co z tego, że ma
                        się nowych znajomych? Mi brakowało TAMTYCH. Nie można jednego przyjaciela
                        wymienić na kogoś innego. To nie to samo.
                        A kazmo? Pisze tak, jakby nie miał przez 16 lat chwili zwątpienia, jakby przez
                        16 lat nikt go parszywie nie potraktował, bo jest emigrantem i nie ma
                        możliwości walczyć o swoje, jakby od pierwszego dnia był tam panem świata.

                        Agnieszko - masz rację - takie sprawdzenie swoich możliwości wiele mnie
                        nauczyło. Wiem, że dam sobie radę w sytuacjach kryzysowych ale wiem też, że nie
                        chcę już nigdy pracować jako kelnerka czy sprzataczka. Nawet tymczasowo. Bo
                        wiem, że stać mnie na więcej. Tyle, że tam nie miałabym szansy żeby to
                        udowodnić. W Polsce moja szkoła i moje doświadczenie się liczy. Na zachodzie
                        jest funta kłaków niewarte i startuje się z pozycji zero. Dla kogoś kto jest
                        bezrobotny i nie ma wykształcenia ta sama praca bedzie sukcesem, dla innych -
                        tych po studiach - będzie co by nie mówić porażką.


                        Pozdrawiam wszystkich na obu kontynentach.

                        • kozmo_kramer Re: Do kazmo i finki 23.05.03, 18:31
                          Gość portalu: finka napisał(a):

                          > luisssa napisała:
                          >
                          > > Wydaje mi sie, ze oboje mowicie troche roznymi jezykami. Znajdujecie w
                          > skrajnie roznych sytuacjach. To, co mowi kazmo jest przepelnione optymizmem,
                          z
                          > kolei to, co mowi finka - realizmem polskiego studenta.
                          >
                          > No właśnie chciałam trochę realizmu usłyszeć. Byłam na emigracji właśnie jako
                          > młoda dziewczyna. Wróciłam w 90 roku, kiedy z jednej strony była tu kaszana,
                          > ale z drugiej - otworzyły się nowe możliwości. Teraz jest znacznie trudniej.

                          No i czy to Ciebie nie zastanawia troszke? Bylo lepiej, teraz jest znacznie
                          trudniej ? A ajak bedzie za 10 lat? W III Rp, ktora ma 12 kapitalizm, ktory juz
                          wyraznie grzybieje?

                          > Ale w mojej poprzedniej firmie (kilkusetosobowa międzynarodowa firma)
                          naprawdę
                          > 90% kadry kierowniczej to byli ludzie około 30-tki. Czy oni w ciągu 4 lat po
                          > studiach doszliby do takiego poziomuna zachodzie?

                          Na pewno nie ! Stad wlasnie tamten polski hurra-optymizm, kupowanie mieszkan "u
                          dewelopera" w centrum Wawki, Renaultow Laguna i mebli z tekowego drewna. Bo
                          ludziom wydawalo sie, ze tango bedzie trwalo woiecznie. A tymczasem muzyka
                          przestala grac.

                          Nie brudząc sobie rączek -

                          A czy to o to tylko naprawde w zyciu chodzi, by sobie tych "raczek nie
                          pobrudzic"??? Ja pobrudzilem i korona mi z glowy nie spadla. bez wahania
                          przeszedlbym to raz jeszcze.

                          > bez przejściowego etapu łopaty czy zmywaka? Łatwiej było o tyle, że firmy
                          > inwestowały wtedy w szkolenia itd.

                          Bo firmy myslaly, ze Polska pojdzie droga zdrowego kapitalizmu. A Polska
                          wybrala 50% skladki na ZUS i 6 -miesieczne urlopy zdrowotne. Dlatego teraz jest
                          gorzej- bo zachodni kapital preferuje raczej Wegry lub Slowacje, gdzie szanse
                          na kapitalistyczna normalnosc sa znacznie wieksze, a robocizna tansza.


                          Gdzie za granicą firma dałaby emigrantowi
                          > możliwości szkoleń za setki tysięcy dolarów? Może i piszę teraz o wybrańcach
                          > losu (ale nie było ich znowu tak mało - patrzę teraz przez pryzmat mojej
                          klasy
                          > licealnej - świeżo po rocznicowym spotkaniu), te same osoby za granicą pewnie
                          > też by "wypłynęły" ale na pewno po znacznie dłuższym czasie. Kozmo jakoś nie
                          > może uwierzyć, że tu swego czasu było całkiem fajnie.

                          A Kozmo akurat woli, zeby fajnie bylo i teraz i pozniej ;-))
                          Nie lubie zyc przeszloscia po prostu i wspominac, jak to kiedys bylo. Ano bylo,
                          tylko co z tego??
                          Wspomnieniami sie przeciez nie nakarmie...


                          >
                          > Ja zaczynałam jako asystentka - i naprawdę nie miałam powodów do narzekań.
                          > Podwyżki inflacyjne 2 razy do roku, urlopy bez problemu, pakiet socjalny,
                          > szkolenia, z czasem awans, samochód służbowy itd. Nie była to na pewno pensja
                          > Billa Gatesa, (ale tez i nie średnia krajowa) ale zarobiłam sama na
                          mieszkanie.
                          >
                          > Tam może dopiero bym odbijała od dna. Ale to moja historia. Wy macie swoją.
                          >
                          > Chodziło mi wyłącznie o głos rozsądku - taki jak Agnieszki. Pewnie, że
                          człowiek
                          >
                          > wie, że początki będa trudne, ale nie ze wszystkiego zdaje sobie sprawę. A
                          > szczególnie jak jest się młodym. Ja wtedy pisałam listy, jak wszystko wydaje
                          mi
                          >
                          > się piękne, domy, sklepy (słowem nie spomniałam, że po wyjściu z metra
                          zapadłam
                          >
                          > się w śmieci po kostki; że mieszkam w nieciekawej dzielnicy i czasem boję się
                          > wracać do domu z pracy). Jak pojechałam po kilku latach "wakacyjnie" to jakoś
                          > się poczułam rozczarowana. Ani tak czysto, ani ładnie, w sklepach tez nic
                          > specjalnie ciekawego... Nie chciałam czekać na sukces a przez pare lat być
                          > popychadłem. Źle się psychicznie czułam bez bliskich mi osób. Co z tego, że
                          ma
                          >
                          > się nowych znajomych? Mi brakowało TAMTYCH. Nie można jednego przyjaciela
                          > wymienić na kogoś innego. To nie to samo.
                          > A kazmo? Pisze tak, jakby nie miał przez 16 lat chwili zwątpienia, jakby
                          przez
                          > 16 lat nikt go parszywie nie potraktował,

                          Parszywie potraktowqac moga cie zawsze i wszedzie, bez wzgledu na to kom i
                          gdzie jestes. Zyjesz pod jakims dziwnym kloszem czy co?
                          A wlasnie- frapuje mnie ten Twoj dziwny IP :de.ibm-skad naprawde piszesz?

                          bo jest emigrantem i nie ma
                          > możliwości walczyć o swoje, jakby od pierwszego dnia był tam panem świata.
                          >
                          > Agnieszko - masz rację - takie sprawdzenie swoich możliwości wiele mnie
                          > nauczyło. Wiem, że dam sobie radę w sytuacjach kryzysowych ale wiem też, że
                          nie
                          >
                          > Pozdrawiam wszystkich na obu kontynentach.
                          >
                          • Gość: finka Re: Do kazmo i finki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.03, 18:54
                            kozmo_kramer napisał:

                            > Na pewno nie ! Stad wlasnie tamten polski hurra-optymizm, kupowanie
                            mieszkan "u
                            >
                            > dewelopera" w centrum Wawki, Renaultow Laguna i mebli z tekowego drewna. Bo
                            > ludziom wydawalo sie, ze tango bedzie trwalo woiecznie. A tymczasem muzyka
                            > przestala grac.

                            Kozmo - nie każdemu. Niektórym gra nadal, bo przez te parę lat zdobyli pewien
                            kapitał intelektualny, który na zachodzie nie byłby im dany. I teraz mimo
                            kryzysu nie szukają pracy, ale podkupują ich firmy headhunterskie.

                            > A czy to o to tylko naprawde w zyciu chodzi, by sobie tych "raczek nie
                            > pobrudzic"??? Ja pobrudzilem i korona mi z glowy nie spadla. bez wahania
                            > przeszedlbym to raz jeszcze.
                            >
                            Mnie tez nie spadła, ale jakoś nie polubiłam pracy fizycznej.


                            > A Kozmo akurat woli, zeby fajnie bylo i teraz i pozniej ;-))
                            > Nie lubie zyc przeszloscia po prostu i wspominac, jak to kiedys bylo. Ano
                            bylo, tylko co z tego??
                            > Wspomnieniami sie przeciez nie nakarmie...

                            Tyle, że ta przeszłość daje mi perspektywy teraz i później. Nawet za granicą.


                            > > Ja zaczynałam jako asystentka - i naprawdę nie miałam powodów do narzekań.
                            >
                            > > Podwyżki inflacyjne 2 razy do roku, urlopy bez problemu, pakiet socjalny,
                            > > szkolenia, z czasem awans, samochód służbowy itd. Nie była to na pewno pen
                            > sja
                            > > Billa Gatesa, (ale tez i nie średnia krajowa) ale zarobiłam sama na
                            > mieszkanie.
                            > >
                            > > Tam może dopiero bym odbijała od dna. Ale to moja historia. Wy macie swoją
                            > .

                            > Parszywie potraktowqac moga cie zawsze i wszedzie, bez wzgledu na to kom i
                            > gdzie jestes. Zyjesz pod jakims dziwnym kloszem czy co?
                            Ale ty do tej pory pisałeś tak, jakby ciebie to w ogóle nie dotyczyło. Jakby
                            Emigration officer powitał cię z otwartymi ramionami jak marnotrawnego syna.
                            > A wlasnie- frapuje mnie ten Twoj dziwny IP :de.ibm-skad naprawde piszesz?
                            Z Ursynowa, a że to łazi przez pół świata...
                            >
                            > bo jest emigrantem i nie ma
                            > > możliwości walczyć o swoje, jakby od pierwszego dnia był tam panem świata.


                            • kozmo_kramer Post Bez_Nicka 23.05.03, 21:12
                              Zaplatany gdzies u gory, a mysle ze wart uwagi.
                              Dla mnie tym bardziej , bo troche od polskich realiow sie jednak odczepilem.:

                              Autor: bez_nicka@NOSPAM.gazeta.pl
                              Data: 23-05-2003 20:45 + odpowiedz na list

                              + odpowiedz cytując


                              --------------------------------------------------------------------------------
                              Gość portalu: finka napisał(a):

                              > czy to automatycznie oznacza, że życie jest tam takie znowu lepsze? Ja wolę
                              > mieć mniejszy komfort załatwiania spraw, ale pracować w fajnej firmie i z
                              > fajnymi perspektywami niż mieć te wszystkie "wygody" i np. sprzatać po
                              domach.
                              Moja przyjaciółka miała w Polsce bardzo dobrą pracę, mieszkanie i znakomite
                              perspektywy zawodowe. Zakochała się, wyszła za mąż i wyjechała z kraju. Teraz
                              jest kasjerką w sklepie, pracuje od rana do wieczora, jak wraca z pracy to
                              pada na twarz. No sorry, ale dla mnie to naprawdę żaden sukces. Co z tego, że
                              może żyje w "normalniejszym kraju", skoro zamiast kariery pracuje fizycznie i
                              chodzi na piechotę do pracy na 4 rano?


                              Ta wypowiedz mialaby jakis sens i oddzwiek, gdyby w Polsce taka
                              sytuacja: "zamiast kariery pracuje fizycznie i chodzi na piechotę do pracy na
                              4 rano" nie miala miejsca. Gdyby tez wszyscy moi znajomi z wyzszym
                              wyksztalceniem i jez. polskim jako "first language" mieli zapewnione
                              stanowiska w wyuczonym zawodzie/ew."fajnej firmie" i zarabiali bodajze srednia
                              krajowa. Wedle Finki takowa Arkadia w Polsce istnieje(?).

                              Nie musisz byc emigrantem na wygnaniu by z braku wyboru i bezrobocia pracowac
                              zmywajac gary, siedzac na kasie czy sprzatac klatki schodowe. Mozesz to
                              wszystko robic w Polsce, tyle, ze nie jako emigrant lecz oficjalny obywatel,
                              magister z dyplomem nie wymagajacymi nostryfikacji.

                              Pytanie tylko, czy pensja jest adekwatna do tej, ktora otrzymujesz
                              bedac "pomiatanym" za granica.

                              Dodatkowo, wypowiedz mialaby jeszce wiekszy sens dla mnie, gdyby w Polsce owy
                              fakt charowania i pomiatania pracownikow nie mial miejsca. Niech sie
                              wypowiedza np. kasjerki z Leclerca co pracuja na tzw. "pol etatu" za 450 zl (?
                              bodajze)- jakie maja przywileje i ilosc godzin, albo tez pewien znajomy
                              pracownik drukarni, ktory nie ma zagwarantowanego ubezpieczenia ani urlopu bo
                              szef chce zaoszczedzic i nie zatrudnia go calkowicie legalnie. Znam tych
                              konkretnych ludzi, wszyscy z piatkowymi dyplomami magistra, jeden jako
                              inzynier.

                              Jesli chodzi o prace kasjerki w USA - tak wiekszosc studentow pracuje po
                              zajeciach dla kieszonkowego - part time - zamiast full time (ten stanowi ok 35-
                              40g max na 7dni w tym zawodzie).



                              • Gość: finka Kozmo - bye! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.03, 14:29
                                Przecież ja piszę tylko, że można do czegoś dojść zarówno w Polsce jak i w
                                Stanach. Nie uważam wcale, że KAŻDY na emigracji ma gorzej. Tyle że i nie KAŻDY
                                ma gorzej w Polsce. Podałam takie, a nie inne przykłady, to takie widzę w swoim
                                otoczeniu. Znam osoby, które odniosły międzynarodowy sukces. Ale znam też
                                Polaków, którzy ten sukces odnieśli tutaj (i czasem tylko dlatego, że TUTAJ). I
                                tylko o to mi chodzi.

                                Nie każdy będzie robił karierę w Polsce, ale i nie każdy odniesie sukces za
                                granicą. I tu i tam trzeba mieć do tego oprócz otwartej głowy i twardej d...
                                jeszcze tzw. łut szczęścia. A teraz pożegnam się uprzejmie z domieszką ironii,
                                bo już mi się znudziło, to jak rozmowa o wyższości świąt bożego narodzenia nad
                                wielkanocą. Już nie odpisuj, proszę, idź sobie na jakieś amerykańskie (na pewno
                                fajniejsze) forum.
    • Gość: maly.k Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: 139.57.24.* 21.05.03, 18:47
      Wyjechalem, bo zaproponowano mi baaardzo interesujaca, choc niestety kiepsko
      platna, prace. Zostalem, bo tu jest tak duzo miejsca, tylu rozmaitych ludzi!
      Tym bardziej, ze z czasem dzieci sie przyzwyczaily, a placa zrobila
      przyzwoita...

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: camel SZANSA W WIEDNIU!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 20:28
        jest firma transportowa w wiednu. wiem ze szukaja polskow, znajacych niemiecki
        lub angielski i polski (oczywiscie). szukaja ludzi inteligentych ale bez
        doswiadczenia zawodowego. RADA: jak ktos wysle CV, to lepiej zeby bylo krotkie
        i monotematyczne, tzn niezby duzo doswiadczenia zawodowego, a najlepiej male,
        studia moga byc i wiek do 27 lat!!!!
        pogrzebcie na jobpilot.de

        camel
        • Gość: yates Re: SZANSA W WIEDNIU!!!! IP: *.bc.hsia.telus.net 21.05.03, 21:34
          wyjechalam dawno temu lata 80-te....
          to byla najlepsza decyzja...
          od Polskiej mentalnosc "ile jakie duze i za ile" uwolnilam sie i zycie bez
          tego jest cudownie i nieprzyzwoicie WOLNE...........
    • Gość: Jacek Los Angeles IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 21.05.03, 22:05
      Jezeli jedziesz sam musisz byc odporyny na pokusy ludzi
      ktorym sie nie powiodlo. Tacy zawsze szukaja do kogo sie
      maja wyzalic. I nowy zasze jest dory do tego bo mu mozna
      wscinac wszystko.
      Czemu pisze o tym bo nauka jezyka to jest zawsze nr1
      wtedy samemu sie decyduje co jest dobra wiadomosci dla
      ciebie, a nie twoj tlumacz.
      Dla mnie nauka jezyka byla nr 1 jak przyjechalem to nie
      mowilem ani slowa po ang.
      Jak jedziecie we dwojke to wtedy zgranie jest jest
      najwazniejsze. Widzleim bardzo duzo par ktore sie rozeszy.
      powod nr 1 brak naprawde wspolnych celow dotyczacyh
      przyszlosci.
      Jezeli odrzucisz teskonte za starymi miejscami lub ludzmi
      swiat stoi przrd toba otworem.
      Nigdy nie rezyguj z celow, po latach zawsze bedzie mozna
      powiedziec ze sie to i to zrobilo.
      A nie wzdycha sie "ze moze"


      Gość portalu: missan napisał(a):

      > Ciekawa jestem, co was skłoniło do wyjazdu z POlski:
      pieniądze? potrzeba
      > podróżowania? ciekawość? a może poszukiwanie własnego
      miejsca na świecie? Ja
      > mocno zastanawiam się nad wyjazdem: kończę studia, na
      razie nie mam widoków
      > na pracę, nie mogę wrócić do rodzinnego miasta, bo
      matka sprzedałą mieszkanie
      > i się wyprowadziła do Wawy, i nie mogę się jej zwalić
      na głowę. Mam wrażenie,
      > że wraz ze studiami kończy się moje życie. Dlatego
      poczułam, że muszę uciec,
      > wyjechać, może odnajdę się w jakimś innym miejscu, z
      innymi ludźmi. Nie wiem,
      > jaki kierunek wybrać, znam angielski i rosyjski, nie
      wiem, czego miałabym się
      > spodziewać na początku takiej emigracji. Termin obrony
      tuż-tuż, a co dalej...
      • Gość: camel Re: Los Angeles IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 22:45
        zapomniales dodac, ze czesem wazne jest totalne odizolowanie sie od polakow.
        chodzi o to, zeby przywyknac do innej kultury i innych ludzi.
        pozniej to juz nie ma takiego znaczenia.

        camel
        • Gość: waldi Re: Los Angeles IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.05.03, 23:09
          kozmo masz rację. Szkoda, że tak niewielu podobnych Ci ludzi mieszka n/Wisłą.
          Ale jak się domyślam nie jesteś młody, nie jesteś ze wsi, nie jesteś ze
          statystycznej mentalnie rodziny. Tylko widzisz tu dużo ludzi jest głową w
          socjalizmie, dużo w katolicyzmie. Są ograniczenia materialne i mentalne. I
          wielu dostaje pierdolca, dusi siebie i innych. Masz rację tu jest dość duszno.
          Wielu to widzi, niewielu się wyróżnia. W Holandii jeździ się 20-letnimi
          rowerami. Tu MUSISZ mieć drogie auto i drogi rower. Ale to jest Holandia. Cała
          reszta w skrócie jest taka sama. W Niemczech biedniejszy nie wysyła dziecka na
          przyjęcie do bogatszego bo się nie zrewanżuje na tym samym poziomie. W Stanach,
          GB jest kompletna paranoja nt. $. Dlaczego piszesz o samotnej wyspie? Bo musisz
          wyjechać tam by nie widzieć tam za granicą tego co krytykujesz wśród Polaków.
          CZarno-biało: za granicą są inni i lepsi - w Polsce same Polaczki. Ale
          powiedzmy, że piszesz emocjami.
          • Gość: Monika Re: Los Angeles IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 05:02
            No wlasnie- w Kanadzie czy Anglii nikt nie zwraca uwagi w jakich chodzisz
            jeansach, w Polsce niektorzy ludzie oceniaja Cie po tym jaka etykietke masz
            przyszyta do tylka. Jedna z moich polskich kolezanek wysmiala mnie kiedys, bo w
            lazience w moim domu w Polsce zobaczyla proszek do prania E, a ona przeciez
            uzywa Persil. Tu jakos sie z niczym podobnym nie spotkalam. Kiedy w mojej
            miejscowosci moj tata jako pierwszy (jeszcze za komuny) kupil sobie malucha,
            zaraz u okolicznych sasiadow tez zaczely sie pojawiac roznego typu podstarzale
            pojazdy, zeby czasem nie byc gorszym. Innego razu nasz sasiad kupil sobie
            telewizor Sony, a pudelko od niego musial przeciez "wyrzucic" w taki sposob,
            aby wszyscy widzieli w okolicy, ze ten facet ma Sony. Nie rozumiem tej dziwnej
            polskiej mentalnosci, zawisci, chwalipiestwa. To sie tutaj nie zdarza, takie
            rzeczy pamietam tylko z Polski.
            • Gość: Heniek Re: Los Angeles IP: *.dip.t-dialin.net 22.05.03, 16:57
              W Polsce nasze zycie bylo uwarunkowane dwoma pytaniami:"Co sobie ludzie pomysla"
              i "Co beda inni mowic".Tu nikt nie stawia sobie takich pytan.
          • kozmo_kramer Bazludna ta wyspa. 22.05.03, 16:09
            troskze to pokreciles wszystko, troszke poprzestawiales.
            Ja nie pisze emocjami, tylko opisuje to co widze i co zaobserwowalem.
            A ze dla kogos kto mieszka w Polsce jest to moze niezbyt przyjemny wizerunek ,
            to juz nie moja wina i nie moj problem.

            Fajne to z bezludna wyspa, napisalem tez o gejzerach- moze wysnujesz rwniez
            wniosek, ze chcialbym sie tam wykapa, bo w domu na "zachodzie" pewnie nie mam
            cieplej wody?

            Ta dyskusja troszke schodzi na manowce- ludzie w Polsce maja wypaczony obraz
            zycia za granica. Tak samo, jak my mamy wypaczony obraz zycia w Polsce.
            Ci, co po latach za granica zdecydowali sie na powrot do Polski, na ogol
            uciekaja po latach z powrotem za granice. Nie liczac strat, kosztow i wysilku.
            Dlaczego tak jest?
    • Gość: UniMelb Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.lib.unimelb.edu.au 22.05.03, 07:01
      Teraz nie ma po co wyjezdzac, bo wszedzie na swiecie jest kryzys...
      • Gość: waldi Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.05.03, 12:19
        Gość portalu: Monika napisał(a):

        > No wlasnie- w Kanadzie czy Anglii nikt nie zwraca uwagi w jakich chodzisz
        > jeansach, w Polsce niektorzy ludzie oceniaja Cie po tym jaka etykietke masz
        > przyszyta do tylka. Jedna z moich polskich kolezanek wysmiala mnie kiedys, bo
        w
        >
        > lazience w moim domu w Polsce zobaczyla proszek do prania E, a ona przeciez
        > uzywa Persil. Tu jakos sie z niczym podobnym nie spotkalam. Kiedy w mojej
        > miejscowosci moj tata jako pierwszy (jeszcze za komuny) kupil sobie malucha,
        > zaraz u okolicznych sasiadow tez zaczely sie pojawiac roznego typu
        podstarzale
        > pojazdy, zeby czasem nie byc gorszym. Innego razu nasz sasiad kupil sobie
        > telewizor Sony, a pudelko od niego musial przeciez "wyrzucic" w taki sposob,
        > aby wszyscy widzieli w okolicy, ze ten facet ma Sony. Nie rozumiem tej
        dziwnej polskiej mentalnosci, zawisci, chwalipiestwa. To sie tutaj nie zdarza,
        takie rzeczy pamietam tylko z Polski.


        No i dobrze. Żądza posiadania to motor gospodarki. Dużo VAT-u dla państwa.
      • Gość: kan Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.mega.tmns.net.au 22.05.03, 13:21
        Nie bylo to moja intencja zeby rozpetac dyskusje kto ma co i ile. Stwierdzam
        jeszecze raz; my osobiscie jestesmy bardzo zadowoleni z wyjazdu zza granice, z
        roznych powodow miedzy innymi finansowych. Czy to moja wina ze ja nie umialam
        zarobic pieniedzy w Polsce? Ciesze sie bardzo z sukcesow biznesmenow opisanych
        przez finke, gratuluje im i tobie oraz wszystkim tym ktorzy budza sie rano w
        skowronkach. Kwestja sukcesu to osobista sprawa, to zrealizowanie zalozonych
        przez siebie planow. Zachod pozwolil mi na rzealizowanie moich celow i jestem
        dumna z tego. Nie martwi mnie to ze ktos ma wiecej, a wrecz przeciwnie cieszy
        mnie.
        Caluje jeszcz raz mocno i serdecznie.
        Mam nadzeje ze nie wkurzylam tym raz zbyt wielu Polonusow.
        Dobranoc
        • Gość: ToeToe Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.ihug.net 25.05.03, 01:57
          Ja wyjechalam rok temu wiec jeszcze calkiem dobrze pamietam uczucie bezradnosci
          na widok brakujacych kolpakow w moim samochodzie (same nieodpadaly), w koncu
          kradziez samochodu..i pare innych zdarzen, ktore dolaly oliwy do ognia.
          Obecnie mieszkam w NZ i ciagle nie moge sie nadziwic na widok przeszklonych
          werand, samochodow z kluczykami w stacyjce pozostawionymi na krotko na ulicy
          czy sprzedawcy w sklepie, ktory nastepnego dnia twierdzi, ze poprzedniego dnia
          policzyl mi za duzo i daje mi brakujaca reszte..
    • jot-23 Re: do tych, co wyjechali z Polski 22.05.03, 17:15
      Gość portalu: missan napisał(a):

      > Ciekawa jestem,a co dalej...

      no i jak to tej interesujacej lekturze?


      Што делать?
      • mortadela WYJECHALEM BO NIE LUBIE 22.05.03, 19:02


        -Nie lubie zamykac mieszkania na 4 zamki w pancernych drzwiach i wlaczac alarmu
        wychodzac do kiosku po gazete.
        -Nie lubie zagladac smierci w oczy za kazdym razem jak jade samochodem
        -Nie lubie patraec na puste miejsce po samochodzie ktory wieczorem zostawilem
        pod domem,
        -Nie lubie pijanstwa
        -Nie lubie chamstwa
        -Nie lubie jak ludzie smierdza potem
        -Nie lubie pracowac za 1/10 tego co mi sie autentycznie nalezy za prace ktora
        robie
        -Nie lubie kredytow oprocentowanych na 35%
        -Nie lubie urzednikow ktorzy mysla, ze ja jestem dla nich a nie oni dla mnie
        -Nie lubie policjantow i straznikow miejskich ktorzy chca lapowek,
        -Nie lubie patrzec na 20-letnia mlodziez ktora w najlepszym razie czeka
        dwudziestoletnie bezrobocie albo praca jako kuchta w Anglii,
        -Nie lubie zegnac sie z zyciem za kazdym razem, gdy wracam do domu po zmroku,
        -Nie lubie zimnych zim,
        -Nie lubie krotkiego lata,
        -Nie lubie przemadrzalych ludzi,
        -Nie lubie glupich politykow.
        • Gość: ax Re: WYJECHALEM BO NIE LUBIE IP: *.proxy.aol.com 22.05.03, 23:56
          mieszkasz na marsie ???
          • mortadela Re: WYJECHALEM BO NIE LUBIE 23.05.03, 14:49
            Gość portalu: ax napisał(a):

            > mieszkasz na marsie ???

            Nie,ja mieszkam w USA.
            A ty? W szpitalu?

            • Gość: debil Re: WYJECHALEM BO NIE LUBIE IP: *.utaonline.at 07.06.03, 08:07
              Mortadela ma swieta racje! ja tez wyjechalem i nie chce miec z tym polskim
              chamstwem nic wspolnego. Polacy za granica to czesto-gesto swolocz i najlepiej
              trzymac sie od tego tatalajstwa pijanego z daleka, bo albo cie oszukaja albo
              okradna.
        • Gość: Pol-am SWIETE SLOWA!!! Ditto IP: 207.76.204.* 23.05.03, 23:00
          Nic dodac , nic ujac :)
    • Gość: gtr Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.zin.lublin.pl 22.05.03, 19:16
    • Gość: missan Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.05.03, 23:32
      Dzięki za tyle historii. Ciekawe, w mojej rodzinie też kilka osób wyjechało z
      kraju (niestety, nie mam z nimi kontaktu) i wiem, że na początku bardzo
      cierpiały, ale później jakoś dawały sobie radę. Moja ciotka np. wykłada na
      największym uniwerku we Francji, radzo sobie doskonale. Tylko że zauważyłam u
      tych moich bliskich strach przed tym, że ktoś z rodziny zwaliłby się im na
      głowę i nawet nigdy do siebie nie zapraszali. Nie wiem, z czego to wynika.
      Dlatego nastawiam się na to, że jeśli wyjadę (sama, bo mój chłopak rzucił mnie
      po 5 latach bycia razem), będę mogła liczyć TYLKO i wyłącznie na siebie. Nie
      wiem, czy mam tyle siły... Zastanawiam się nad Kanadą, Australią, Islandią, a
      czasem nawet... Rosją. Lubię ten kraj. Co doradzacie?
      • Gość: Monika Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 23:44
        A to jestes w podobnej sytuacji jakiej ja bylam przed wyjazdem z Polski. Moj
        narzeczony zerwal nasze zareczyny, nie moglam sobie znalezc miejsca w Polsce- i
        dobrze zrobilam, ze wyjechalam.
      • kozmo_kramer Islanidia 23.05.03, 21:16
        Gość portalu: missan napisał(a):


        Zastanawiam się nad Kanadą, Australią, Islandią, a
        > czasem nawet... Rosją. Lubię ten kraj. Co doradzacie?

        Islandia, co?
        Dziwny jezyk i zimno, ale zaciekawilo mnie to, bo to cel mojej nastepnej
        podrozy.
        Moze na lodowcu sie spotkamy ;-))
        A osobiscie to doradzam USA.Rosje bym sobie odpuscil.
        Z przekonaniem.
      • Gość: kan Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.mega.tmns.net.au 24.05.03, 10:55
        Teraz powiem ci dzlaczego nie wyjechalabym z Australii.
        * wspaniale plaze, jeszcz teraz woda w oceanie jest 21 - 23 C
        * zima jest lekka, lekka kurtka to wszystko co potrzeba na zime
        * samochodu jeszcz mi nigdy nie ukradli lub okradli, a radia nie musisz wyjmowac
        * jesli ukradna samochod to jest Ok bo ubezpieczenie pokrywa i tak wiecej
        * jesli twoj samochod sie popsuje to dzwonisz po pomoc drogowa bezplatna
        * moge o 11 w nocy wyjsc sama na spacer bez obawy bycia napadnieta
        * moge sama isc do pabu/klubu bez obawy bycia molestowana przez pijana brac
        * bardzo dobry system opieki zdrowotnej, ktory niestety ostatnio musielismy
        wytestowac
        * wyobraz sobie ze spotykasz grupe wyrostkow lub mezszczyzn gdzie naprawde
        boisz sie co sie stanie, (w moim przypadu od ponad 11 lat) najgorsze
        zniewazenie to bylo "jak sie masz kochanie?"
        * zwrocono mi torbe ktora zgubilam zostawiajac na dachu samochodu, policja
        zadzwonila (nie w Sydnej)
        * a w wsi, nie mielismy klucza do zamykanie mieszkanie przez 5 lat
        * samochod zostawialismy z otwartymi oknami i czesto z kluczem w stacyjce, tez
        przez 5 lat
        * komentarz mojej mamy ktora zachodu nie lubi i jest przeciwna naszemu
        wyjazdowi zza granice byl jeden; nie mogla zrozumiec dlaczego ci co buduja w
        Sydnej domy moga zostawic wszystkie materialy budowlane tj. ramy okienne,
        drzwi, cegly, drewno bez nadzoru i nikt nie kradnie???
        To jest dlaczego powrot do Polski nie jest mozliwy

    • Gość: Sam Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.gen.twtelecom.net 23.05.03, 10:06
      tam juz jest bardzo duzo ludzi z pustymi kieszeniami,
      kiepskimi studiami, durnymi marzeniami. Czym jestes od
      nich lepsza? Jezeli masz na to odpowiedz to pakuj
      tobolek i ruszaj na lotnisko.
      • Gość: megiera Re:do Finki IP: *.proxy.aol.com 24.05.03, 05:41
        kozmo zapomnial ci powiedziec, ze sa jeszcze inne mozliwosci zlagodzenia
        poczatkow emigracji... mozesz dostac pieniazki od tatusia na szczesliwy
        poczatek, przyjaciele pomoga ci wynajac mieszkanie w niezlym miejscu, potem ty
        mozesz zapewnic lokum /a raczej lozko/ swoim znajomym przyjezdzajacym z Polski
        ale pobierasz za to slona oplate /cena 1 lozka~miesieczny czynsz/. przechowujac
        4-5 znajomych mozesz nawet dobrze zarobic... znajomy zaklada firme i ty mozesz
        mu poprowadzic ten interes i znow masz okazje zarabiac na pracy znajomych...
        zielon karte dostajesz a jakze... ale poprzez ozenek. mowisz, ze nie moglabys
        tak...
        • Gość: Szmegiera Re:do Finki IP: *.proxy.aol.com 24.05.03, 15:02
          Nie ma to jak wlasne doswiadczenia opisac, pelny realizm !
    • mariner4 Re: do tych, co wyjechali z Polski 24.05.03, 14:28
      Uciekaj z tego pop.... kraju!
      Póki czas.
      M.
      • Gość: ru Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.chello.pl 25.05.03, 02:39
        wszyscy tutaj fajnie piszecie, ale zapominacie wziac pod uwage jeden aspekt.
        to nie jest do konca tak, ze uciekaja stad zdolni ludzie. to zbytnie
        uogolnienie. w wiekszosci ( zmoich dosiwadczen) uciekaja ludzie pochadzacy
        z "prowincji" z moich znajomych warszawiakow zdecydowana wiekszosc nie ma
        potrzeby uciekania bo calkiem ieźle sobie radzi. jasne ze tam sa zupelnie inne
        przelozenia, proporcje ale mysle ze naprawde wygranymi sa Ci, ktorzy nie
        uciekaja za wszelka cene ale umiejetnie zdobywaja doswiadczenie w DZIEDZINACH
        KTORE JE INTERESUJA a potem je wykorzystuja tu lub tam. osobiscie lubie moj
        kraj ale wcale nie jest powiedziane ze nigdy go nie opuszcze. wydaje mi sie ze
        problem emigracji jest bardziej charakterystyczny dla pewnych grup ludzi,
        bardziej zdeterminowanych. czasem beda to ludzie bardziej wrazliwi czasem
        wrecz odwrotnie bardziej chciwi. ale spokojnie jesli ktos mowi ze tu jest
        chory kraj bez mozliwosc godbego zycia to jest to przeklamanie. przeciez
        funkcjonujemy przede wszystkim w penych otoczeniach, grupach a nie karajach.
        ale moze sie myle. pozdrawiam wszystkich:-)
    • vaal1 Re: do tych, co wyjechali z Polski 25.05.03, 08:30
    • Gość: Doki bylo tak: IP: *.168-201-80.adsl.skynet.be 25.05.03, 12:04
      Byla pelnia wiosny, jak obszyl 12 lat temu. Ostatnia
      prosta przed dyplomem.
      Przyszlismy na spotkanie z przewodniczacym Okregowej Izby
      Lekarskiej (zasluzona dla owczesnej wladzy postac, staly
      bywalec krucht, bojownik o zakaz aborcji), a on rzecze
      tak: "Koledzy, powiedzmy to sobie otwarcie: jest nas za
      duzo. Nie potrzeba az tylu lekarzy."
      Niby o posade nie trzeba bylo sie obawiac- mialem umowe o
      stypendium fundowane, ale fundujacy Urzad Wojewodzki
      rozpoczal sondujace rozmowy czy ja naprawde chce przyjsc
      do nich... Oddalem im to cale stypendium, nawet niedrogo
      wyszlo.

      Pewnie, ze bylo ciezko. Dalej jest. Tkwie w dlugach po
      uszy, bo koncze budowe domu. Ale, w odroznieniu od
      sytuacji w Polsce: jest nadzieja na lepsze jutro.

      PZDR
    • mihal_04 Re: do tych, co wyjechali z Polski 25.05.03, 21:57
      Nie trawie polonusów. Moze dlatego, ze 80% z nich to zalosne ludziki, które nie
      potrafia docenic tego co dostali i zaslepieni sa Zachodem jak dziki Indianin
      swiecidelkami. I zawsze o wszystko maja pretensje, i nic im sie im nie podoba,
      najwiecej jak juz sie stad wyniosa. Jaka ta Polska wstretna i nie dosc, ze tak
      tu okropnie to jeszcze lancuchem przykutych trzymaja. Jedźcie, nikt nie wola! I
      powodzenia, slawcie imie Polski jak to czyniliscie dotychczas, moze powstanie
      pare nowych polish jokes.
      • Gość: Sam Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.gen.twtelecom.net 25.05.03, 22:21
        powiedz ile tysiecy biednych rodakow ty osobiscie
        oszukujesz, okradasz miesiecznie. Przeciez nie jestes
        przyzwoitym czlowiekiem, bo w polsce takich nie ma. Jest
        tam smieszny rzad, smieszny parlament, smieszny
        prezydent. To smieszny kraj bez klasy sredniej. Ludzie
        jednak nie sa az tak glupi i wyjezdzaja. Jestes
        rozgoryczony bo wysycha tobie zrodelko twojej
        prosperity.
        • mihal_04 Re: do tych, co wyjechali z Polski 25.05.03, 23:20
          Gość portalu: Sam napisał(a):

          > powiedz ile tysiecy biednych rodakow ty osobiscie
          > oszukujesz, okradasz miesiecznie. Przeciez nie jestes
          > przyzwoitym czlowiekiem, bo w polsce takich nie ma. Jest
          > tam smieszny rzad, smieszny parlament, smieszny
          > prezydent.

          Dziekuje, ze oszczedziles mi trudu poszukiwania odpowiedniego przykladu na
          potwierdzenie moich wczesniejszych slów. A teraz wybaczysz, wracam do okradania
          rodaków. Tylko dlaczego biednych, przeciez my tu wszyscy zlodzieje? To taki
          idealny stan równowagi spolecznej - kazdy okrada kazdego i nikomu niczego nie
          braknie. Klasy sredniej nie ma, bo wszyscy kwalifikuja sie do wyzszej. Pewnie
          wiele wody poplynelo Wisla odkad wyjechales - swiat sie zmienia. Pozdrów
          Imperatora jak go spotkasz na jakiejs paradzie.
          • Gość: kan Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.mega.tmns.net.au 26.05.03, 13:00
            Osobiscie nigdy nie plulam na Polske. Spotkalam codziennie wielu madrych i
            pomocnych Polonusow i wielu, ktorzy nie sa warci zlamanego szelinga. Nic nie
            moge poradzic na twoja nienawisc/gorycz. Nie sprawia mi to absolutnie zadnej
            przyjemnosci widziec gospodarke kraju w ruinach a wrecz przeciwnie, jest mi
            przykro ze niewiele moge zrobic. Martwie sie o rodzine, kuzynow i znajomych,
            ktorzy pisza rozpaczliwe listy. Widze poglebiajaca sie roznice miedzy Polska a
            zachodem. No coz na koniec dnia to indywidualna decyzja co kazdy chce zrobic ze
            swoim zyciem. My wybralismy wyjazd, gdzyz mielismy dosc czekania. Ile czasu Ty
            masz zamiar czekac?
            Jakis czas temu nawet namowilismy mojego szwagra do wyjazdu. Zaczal starac sie
            o wyjazd i organizowac wszystko. Niestety dopadl go zawal serca. Nawet nie masz
            pojecia jak nam bylo przykro!!!!!!
            • mihal_04 Re: do tych, co wyjechali z Polski 26.05.03, 14:54
              Gość portalu: kan napisał(a):

              > Osobiscie nigdy nie plulam na Polske. Spotkalam codziennie wielu madrych i
              > pomocnych Polonusow i wielu, ktorzy nie sa warci zlamanego szelinga. Nic nie
              > moge poradzic na twoja nienawisc/gorycz. Nie sprawia mi to absolutnie zadnej
              > przyjemnosci widziec gospodarke kraju w ruinach a wrecz przeciwnie, jest mi
              > przykro ze niewiele moge zrobic. Martwie sie o rodzine, kuzynow i znajomych,
              > ktorzy pisza rozpaczliwe listy. Widze poglebiajaca sie roznice miedzy Polska
              a
              > zachodem. No coz na koniec dnia to indywidualna decyzja co kazdy chce zrobic
              ze
              >
              > swoim zyciem. My wybralismy wyjazd, gdzyz mielismy dosc czekania. Ile czasu
              Ty
              > masz zamiar czekac?
              > Jakis czas temu nawet namowilismy mojego szwagra do wyjazdu. Zaczal starac
              sie
              > o wyjazd i organizowac wszystko. Niestety dopadl go zawal serca. Nawet nie
              masz
              >
              > pojecia jak nam bylo przykro!!!!!!


              Równiez mi przykro z powodu Twojego szwagra, ale chyba nie sugerujesz, ze winna
              jego smierci jest Polska??


              Polska gospodarka nie jest w ruinie i naprawde przykro jest patrzec na ludzi,
              którzy opierajac sie na swoich subiektywnych wyobrazeniach wyprawiaja jej malo
              uroczysty pogrzeb.
              Nie wiem na czym opierasz swoja teze o rzekomym poglebianiu sie róznicy miedzy
              Polska a Zachodem, na pewno nie na wskaznikach ekonomicznych. Jesli juz
              rzeczewiscie nie masz zadnych zadnych rzetelnych informacji, pomysl na zdrowy
              rozum, czy kraje UE z altruizmu bralyby na swoje utrzymamnie panstwo o upadlej
              gospodarce. A jak nie wiesz jak wyglada nedza wybierz sie na wakacje na
              Bialorus lub Ukraine, moze inaczej spojrzysz wtedy na swój (nieswój) kraj.

              Nie wiem na co mialbym czekac, za granica nie ma nic czego nie mozna miec w
              Polsce, chyba ze ktos nie potrafi sie o to postarac. Nie ma we mnie nienawisci
              ani goryczy (dziwne, ze widzisz ja w moich postach a nie np. wujka Sama), jest
              tylko niechec do ludzi o okreslonych cechach charakteru a tak sie sklada, ze
              tradycyjnie stanowia oni wiekszosc polskiej emigracji. Stad wiec, i tylko stad,
              wynika, ze nie darze ich wielka sympatia.

              pzdr.


              www.odci.gov/cia/publications/factbook/geos/pl.html#Econ
              • Gość: Kan Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.mega.tmns.net.au 28.05.03, 09:55
                Oczywiscie ze nikogo nie winie za smierc szwagra. Wkurza mnie tyklo gdy widze
                tutaj zwazych i zezkich 80 - cio latkow, w pelni korzystajacych z zycia i mysle
                sobie ze srednia zycia mezszczyzny Polaka jest 15 - 20 lat krotsza. To sa
                statystyki, jest sie naprawde trudno z tym klocic.
                Zycze powodzenia
                Dobranoc
        • Gość: czapskii Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: utp.:* / 10.10.9.* 05.06.03, 15:41
          smieszny prezydent? ja na niego nie glosowalem, ale niemiecki kanclerz,
          francuski prezydent albo kilku ostatnich prezydentow USA (Carter, Bush,
          CLinton) bylo zdecydowanie bardzije smiesznych
          Przeczytaj sobie swoj udzial w dyskusji- twoj rozmowca z Polski mowi w sposob
          inteligentny i wywazony, nmimo ze sie z nim nie zgadzam w pewnych kwestiach, a
          ty mowisz jak typowy prostak, problemy z jezykiem i logika. Ja rozumiem ze z
          jakich wzgledow musiales uciec z Polski, tutaj Ci sie nie powiodlo, zagranica
          pewnie niewiele lepiej oceniajac po poziomie twojej frustracji, ale nie oceniaj
          naszego kraju od ktorego jestes tak daleko
    • Gość: xenon Ja nie wyjechałem, ale....... IP: *.pekao.com.pl 26.05.03, 14:45
      Polska,jak każdy inny kraj ma swoje zalety i wady. Komuś się podoba, komuś nie.
      Jeżeli myslisz, że nie jest to dla ciebie miejsce to się nie zastanawiaj nad
      wyjazdem. Wybierz sobie kraj, który wyda ci się najbardziej atrakcyjny i
      postaraj się tam urzadzić. Czy to będzie trafna decyzja to okaże sie niestety
      za jakieś 10-15 lat. W Polsce skończyły się czasy, kiedy pracując ciężko mozna
      było dobrze żyć. Teraz liczy się przedsiębiorczość, dobre wykształcenie itp.
      Niestety, nam wszystkim cały czas trudno się do tego przyzwyczaić. Polska nie
      jest bagatym krajem i chyba jeszcze długo nie będzie, weź to pod uwagę
      podejmując swoją decyzje.
      Życzę ci trafnego wyboru, powodzenia!!!

      PS. Tak przy okazji zawsze zastanwiam się dlaczego Polania tak ostentacyjnie
      okazuje niechęć do swojego kraju. Warta pamiętać o tym, iż każdy emigrant jest
      zawsze kojarzony z krajem swojego pochodzenia. Głosząc opinię, że np."wszyscy
      Polacy to złodzieje" to się nic innego nie mówi tylko tyle, że się jest
      potomkiem złodzji. Taki płynie wniosek z takiej wypowiedzi, nikt tego inaczej
      nie odczyta .........pozdrawiam
      • mortadela To ciekawy post 26.05.03, 16:50
        Gość portalu: xenon napisał(a):

        W Polsce skończyły się czasy, kiedy pracując ciężko mozna
        > było dobrze żyć. Teraz liczy się przedsiębiorczość,

        -To znaczy, czytajac miedzy wierszami-koneksje, zlodziejstwo, kombinacje etc?
        No bo przeciez "przedsiebiorczosc" to w normalnym swiecie talent do biznesu w
        polaczeniu z ciezka praca. W Polsce inaczej?

        dobre wykształcenie itp.

        -"dobre wyksztalcenie" zas uzyskuje sie bez ciezkiej pracy? Cos w tym jest, ja
        nawet czytalem tu raz ile kosztuje egzamin a ile zaliczenia i na jakiej uczelni.
        > Niestety, nam wszystkim cały czas trudno się do tego przyzwyczaić. Polska nie

        -No moze i trudno
        >
        > PS. Tak przy okazji zawsze zastanwiam się dlaczego Polania tak ostentacyjnie
        > okazuje niechęć do swojego kraju.

        -Polonia nie okazuje. A jezeli juz akazuje, to na zasadzie sprzezenia
        zwrotnego. Jak traktuje Polska Polonie?
        Chociazy uzywajac z uporem terminu "Polonia"- wymyslonego przeciez przez komune
        dla podkreslenia , ze POLAK zamieszkaly na stale za granica to nie POLAK tylko
        POLONIA?
        W twarz rzucono nam chocby ten tzw "Dzien Polonii" ( 2 maja).
        Nie wspomne nawet o takich drobiazgach jak jaja z paszportami (pulapka
        paszportowa- tony materialu na Forum Polonia- o, znowu POLONIA!)czy jaja z
        wizami dla posiadaczy paszportow Kanady i Australii.


        Warta pamiętać o tym, iż każdy emigrant jest
        > zawsze kojarzony z krajem swojego pochodzenia. Głosząc opinię, że np."wszyscy
        > Polacy to złodzieje" to się nic innego nie mówi tylko tyle, że się jest
        > potomkiem złodzji. Taki płynie wniosek z takiej wypowiedzi, nikt tego inaczej
        > nie odczyta .........pozdrawiam
        • Gość: xenon Re: To ciekawy post IP: *.acn.pl 28.05.03, 00:23
          mortadela napisała:

          > Gość portalu: xenon napisał(a):
          >
          > W Polsce skończyły się czasy, kiedy pracując ciężko mozna
          > > było dobrze żyć. Teraz liczy się przedsiębiorczość,
          >
          > -To znaczy, czytajac miedzy wierszami-koneksje, zlodziejstwo, kombinacje etc?
          > No bo przeciez "przedsiebiorczosc" to w normalnym swiecie talent do biznesu w
          > polaczeniu z ciezka praca. W Polsce inaczej?
          >
          > dobre wykształcenie itp.
          >
          > -"dobre wyksztalcenie" zas uzyskuje sie bez ciezkiej pracy? Cos w tym jest,
          ja
          > nawet czytalem tu raz ile kosztuje egzamin a ile zaliczenia i na jakiej
          uczelni
          > .
          > > Niestety, nam wszystkim cały czas trudno się do tego przyzwyczaić. Polska
          > nie
          >
          > -No moze i trudno
          > >
          > > PS. Tak przy okazji zawsze zastanwiam się dlaczego Polania tak ostentacyjn
          > ie
          > > okazuje niechęć do swojego kraju.
          >
          > -Polonia nie okazuje. A jezeli juz akazuje, to na zasadzie sprzezenia
          > zwrotnego. Jak traktuje Polska Polonie?
          > Chociazy uzywajac z uporem terminu "Polonia"- wymyslonego przeciez przez
          komune
          >
          > dla podkreslenia , ze POLAK zamieszkaly na stale za granica to nie POLAK
          tylko
          > POLONIA?
          > W twarz rzucono nam chocby ten tzw "Dzien Polonii" ( 2 maja).
          > Nie wspomne nawet o takich drobiazgach jak jaja z paszportami (pulapka
          > paszportowa- tony materialu na Forum Polonia- o, znowu POLONIA!)czy jaja z
          > wizami dla posiadaczy paszportow Kanady i Australii.
          >
          >
          > Warta pamiętać o tym, iż każdy emigrant jest
          > > zawsze kojarzony z krajem swojego pochodzenia. Głosząc opinię, że np."wszy
          > scy
          > > Polacy to złodzieje" to się nic innego nie mówi tylko tyle, że się jest
          > > potomkiem złodzji. Taki płynie wniosek z takiej wypowiedzi, nikt tego inac
          > zej
          > > nie odczyta .........pozdrawiam

          Pisząc "ciężka praca" miałem na myśli pracę fizyczną, która jest nisko płatna,
          nic więcej....powinienem byc bardziej precyzyjny. Przedsiębiorczość nie ma
          zabarwienia negatywnego i nie należy mu takiego przypisywać. Nie ma znaczenia
          czy to jest Polska czy USA, osoby przedsiębiorcze radzą sobie zawsze dobrze w
          gospodarkach rynkowych. W Polsce od kilkunastu lat staramy sie tworzyć taką
          gospodarkę. Proces ten trwa jeszcze długo potrwa.
          Niestety, nie zbuduje się sukcesu swojej firmy, przedsiebiorstwa opierając się
          na cwaniactwie czy złodziejstwie jest to bzdura. Każdy kto tak twierdzi nie ma
          elementarnej wiedzy ekonomicznej o funkcjonowaniu gospodarki rynkowej,
          przedsiebiorstw itd...nie warto nawet dalej tego komentować
          Co do nauki, w swoim życiu studiowałem na dwóch uczelniach i przyznam, że nie
          słyszałem o jakiejś aferze z kupowaniem egzaminów. Myśle, że jest to zjawisko
          marginalne. Wiesz, do szkoły przychodzi się aby zdobyć pewną wiedzę. Pracodawcy
          obecnie zwracają uwagę na tego co sie wie, pytają, robią testy itp. Dyplom
          kupiony jest bezwartościowy.
          Co do koneksji trudno mi powiedzieć.... Nie wydaje mi się, że ktokolwiek
          zatrudnił by mnie tylko dlatego, że ktoś mnie polecił. Praca to praca i tyle.
          Musisz być dobrym w tym co robisz a zawsze znajdziesz jakieś zatrudnienie.
          Co do traktownia Polonii, to nie sądziłem, że ten zwrot jest tak negatywnie
          odczytywany. Wiele organizacji skupiających osoby pochodzenia polskiego
          zamieszkałe w innych państwach jak mi się wydaje maja w nazwach "POLONIA".
          Jeżeli jest tak jak mówisz, to chyba powinniście coś z tym zrobić. Zmienić to
          określenie.
          Pozdrawiam

      • Gość: Rich Re: Ja nie wyjechałem, ale....... IP: *.ipt.aol.com 26.05.03, 17:25
        Tzw. Polonia okazuje niechec bo Polska jako kraj kontynuuje praktyke kompromitowania sie w oczach calego swiata, wezcie sie do roboty i sprawcie, zebysmy mogli sie Polska wreszcie pochwalic!
        • mihal_04 Re: Ja nie wyjechałem, ale....... 26.05.03, 19:38
          A ja myslalem, ze to polonia od wieków kompromituje Polske. Widocznie punkt
          widzenia zalezy od miejsca siedzenia (lezenia). Nie ty bedziesz mówil kto ma
          sie wziasc do roboty bo to nie ty mieszkasz w tym kraju i nie ty placisz
          podatki. Ja ci nie mówie co masz z soba robic. Troszcz sie wiec o wlasny tylek
          i nie wydawaj sadów do których nie masz prawa. Capisce? Autorytety sie cholera
          znalazly, arbitrzy psia ich mac.

          "Zróbcie cos zebym mógl sie wami pochwalic" - mysl tygodnia
          • Gość: Sam Re: Ja nie wyjechałem, ale....... IP: *.gen.twtelecom.net 26.05.03, 19:52
            jezeli koledzy dowiedza sie, ze placisz podatki, a
            watpie w to ze placisz, okrzykna cie glupkiem. Przeciez
            w Polsce, zeby nie placic podatkow wystarczy zwyczjnie
            nie pracowac - to jest istota Polskiej mentalnosci
          • Gość: Worek Wszystkiemu winni Polonusi !!! IP: *.proxy.aol.com 26.05.03, 22:44
            Serio. to "Polonusi" rozp..olili polska gospodarke, rozkradli co sie dalo, a
            teraz jeszcze obrabiaja tylek Polsce za granica i wyrabiaja Polsce zla opinie
            za granica.
            A juz podobno najgorsi sa ci z Madagaskaru. Skaranie boskie.
            • vaal1 Re: Wszystkiemu winni Polonusi !!! 28.05.03, 21:50
              Chyba masz rację- to Ci z Madagaskaru!! Ale jesli mowa o Afryce to i ja się
              odezwę! Opusciliśmy Polskę 21 lat temu i pewnie do konca zycia nie
              wytłumaczymy sobie tego kroku- bylismy młodzi, zbuntowani biedą i jedyny Bóg
              wie co jeszcze. Przyjazd do nowego kraju to stres związany ze wszystkim;
              brakiem znajomości jezyka, obyczajów,tęskonota za rodziną. Początki wszędzie
              sa trudne. Jednakże najwazniejszą rzeczą w zyciu jest godność i szacunek dla
              siebie samego no i oczywiscie dla otoczenia. Ciarki po plecach przechodzą ,
              gdy czyta sie wypowiedzi Polaków z Kanady, czy Australii.Na POlSKE plują równo
              i na Polonusów też i własnie tym wystawiąją sobie swiadectwo.
              W RPA Polacy są cenieni i szanowani. 95% dzieci polskich zbierało wszystkie
              nagrody w szkołach - dzisiaj są to już dorosli ludzie z dyplomami w kieszeni i
              z dobrymi posadami. Polskie dzieci , urodzone juz tutaj wychowywane sa w
              duchu polskim, mówią po polsku, chodzą do polskich szkólek, recytują polskie
              wierszyki i każde z chęcią wkłada strój krakowski. Polonia trzyma się
              razem , ludzie są uprzejmi dla siebie i dumni jesli komuś się powiedzie,
              pomagaja sobie nawzajem. A co najwazniejsze złego słowa nie powiedzą na
              Polskę, bo wreszcie ten kraj dał nam wykształcenie, tam żyją nasze rodziny,
              tam urodziłam sie ja i moje dzieci. Cóż, dzisiejsza polityka to zupełnie inna
              para kaloszy a Ojczyzna jest Ojczyzną i należy Jej sie szacunek podobny jakim
              darzymy swoich Rodziców.
              Ja osobiscie uważam , że Polacy mieszkający tu w RPA są tymi prawdziwymi
              Polakami.
              Temu kto rozpoczął ten post dziekuję, zdałam sobie sprawę, że ja i moja
              rodzina jesteśmy normalnymi, przecietnymi i szczęśliwymi ludzmi.
              A świat dzisiaj stoi otworem dla wszystkich i to czy wybierze sie to czy inne
              miejsce do zycia nie czyni ludzmi gorszymi czy lepszymi. Pozdrowienia dla
              wszystkich
    • Gość: dobe Re: do tych, co wyjechali z Polski IP: *.atldial1.hawkcommunications.com 05.06.03, 05:26
      Mieszkam w USA 3 lata. A zaczelo sie tak: w Polsce milam chlopaka 7 lat. Byl to
      moj jeden i jedyny. Wszyscy dopytywali sie, kiedy sie pobierzemy. Nam sie nie
      spieszylo. Oboje jeszcze studiowalismy. Juz w trakcie studiow on otworzyl
      osrodek nauki jazdy (Z moja wielka pomoca), ktory moze nie przynosil wielkich
      zyskow, ale nkt nie narzekal. Ja zaraz po obronie dostalam prace w banku.
      Zamieszkalismy razem w wynajetym mieszkaniu. Chcielismy najpierw troche sie
      dorobic, samemu zarobic na wesele, wiec odwlekalismy ze slubem. I cale
      szczescie. Po 3,5 miesiacach wspolnego mieszkania mialam serdecznie dosc. W
      ogole nie moglismy sie dogadac (jak juz sie spotkalismy). W koncu nie
      wytrzymalam i oznajmilam, ze sie wyprowadzam do rodzicow.
      Strasznie sie wsciekl. Zrobil mi awanture i malo nie pobil. Przerazona
      spakowalam najpotrzebniejsze rzeczy i zwialam co sil w nogach. Bedac juz u
      rodzicow nie wiedzialamco robic. On dzwonil po calych dniach i nachodzil czesto
      w srodku nocy. Przychodzil do pracy, niby jako klient. Sterczal godzinami, co
      doprowadzalo szefostwo do bialej goraczki. Nie wiedzialam co robic.
      Wtedy mama powiedziala: musiszopuscic kraj. I tak zrobilam. Postawilam wszystko
      na jedna karte: woz, albo przewoz. Pozyczylam pieniadze od wszystkich mozliwych
      osob i wykupilam program wymiany dla studentow Internship. Bilet i juz bylam w
      USA. Program byl na 18m-cy, wiec mialam troche czasu. Najpierw pracowalam tam,
      gdzie mialam w kontrakcie. Potem znalazlam dodatkowa prace, potem jeszcze
      jedna. Pracujac jako kelnerka poznalam jednego faceta. Po 2 latach znajomosci,
      pobralismy sie. Teraz jestem szczesliwa zona i matka 3miesiecznego synka. Mam
      wspaniale zycie: nie musze pracowac, bo maz zarabia wystarczajaco. Caly czas
      moge wiec poswiecic moim mezczyznom, co im zupelnie odpowiada. Czuje sie
      spelniona jako kobieta i matka. To dla mnie najwazniejsze. Nigdy nie mialam
      bowiem zapedow do kariery. Jestem domatorem i lubie spokojne zycie rodzinne.
      Brakuje mi tylko rodziny. To jednak da sie zniesc, bo siostra przyjezdza do
      mnie co wakacje, a tata z mama odwiedzaja mnie co 1/2 roku (na zmiane).
      Mam nowych przyjaciol, z ktorymi swietnie sie dogaduje. Starych mi nie brakuje,
      bo byli to nasi wspolni z moim bylym. Nie utrzymuje z nimi kontaktu, bo nie
      chce nikogo stawiac przed wyborem: ja czy moj byly, bo kazdy musialby sie
      opowiedziec po ktorejs ze stron.

      Nie bede ci mowic, jaka decyzje podjac. Zdecyduj sama.
      Moja mamamowila mi tak: Jedz, bo przeciez zawsze mozesz wrocic. Kto nie
      ryzykuje, ten nic nie zyskuje.....miala racje. Ja zaryzykowalam i wygralam.
      Moze tobie tez sie uda.
      Powodzenia!
      DoBe
      p.s. jak masz pytania, napisz do mnie na dobe@gazeta.pl
    • Gość: EMIGRANT_RFN Naiwne wyobrazenia o Zachodzie IP: wwwproxy.DeutschePost.de:* 05.06.03, 14:28
      Ja wyjechalem do RFN na poczatku lat 80-tych majac takie naiwne wyobrazenia o
      Zachodzie jakie ma w dalszym ciagu wiekszosc ludzi TERAZ w Polsce. Powiem Wam
      jedno: ZACHOD TO PRZEDE WSZYSTKIM CIEZKA HAROWKA I NIEPEWNE ZYCIE. Bedac raz w
      roku w Polsce slysze b.czesto, ze w Polsce jest teraz zle, nie ma pracy,
      niepewne jutro itd. itp. TUTAJ PRACY JEST JESZCZE MNIEJ I DZIEN JUTRZEJSZY
      JESZCZE BARDZIEJ NIEPEWNY. I TUTAJ TAK BYLO ZAWSZE ! Niepewne jutro i
      bezrobocie to cecha wrodzona KAPITALIZMU. Przez pierwsze 9 LAT (!) w RFN
      zrobilem tu po raz drugi mature (polska matura jest tutaj nie uznawana)
      skonczylem studia, zostalem obywatelem niemieckim i powodzi mi sie niezle z tym
      ze prace, choc pracuje w srednim managemencie w wielkim koncernie i tak moge
      stracic. Beedac obywatelem RFN mam wowczas prawo do pelnych swiadczen
      socjalnych, ale z nich nie mozna godziwie zyc. Przez te pierwsze 9 lat dostalem
      pozyczke na nauke (ok. 900 DM miesiecznie, co znaczy ta smieszna suma w RFN
      przy cenach2-3 wyzszych niz w Polsce mozecie sobie wyobrazic, juz sam czynsz na
      skromna kawalerke wynosil wowczas 500 DM, czyli 400 DM na przezycie przez
      miesiac przez 9 lat), Pozyczke ktora wowczas wzialem na nauke bede splacal do
      konca roku 2017. Tutaj nic nie ma za darmo. Sa najwyzej korzystne pozyczki ze
      scisle kontrolowanym celem przeznaczenia. Powiem Wam jedno: w Polsce nie jest
      az tak zle tutaj nie bedac obywatelem tego kraju jest o wiele gorzej. Nie macie
      wowczas prawa do zadnych swiadczen, chyba ze jako obcokrajowiec zyjecie tu juz
      minimum 5 lat. Ponizej tego swiadczenia socjale sa rowne ZERO. Jesli ktos jest
      chetny przez 9 lat zyc w takich warunkach jak ja wtedy (choc pozyczek na nauke
      na takich warunkach juz nie ma), ten powinien tu przyjechac. Reszta bedzie tu
      zyla na granicy ubostwa i jeszcze gorzej im sie wiodlo niz Polsce. Nie
      sugerujcie sie widokiem zewnetrznym Zachodu. TU WSZYSTKO JEST KUPIONE NA
      POZYCZKE, poczawszy od sprzetu TV / Video poprzez samochody skonczywszy na
      domach. Na kredyt mozecie miec rowniez w Polsce to wszystko, ale to nie jest
      dobrobyt. To wszystko tu w RFN jest WLASNOSCIA BANKU. Jesli ktos nie poradzi
      sobie z praca i zyciem w POLSCE, ten nie poradzi sobie z tym tu na Zachodzie
      jeszcze bardziej: kwestia jezyka, nieuznawanego polskiego wyksztalcenia,
      uprzedzenia wobec ludzi z Polski i o wiele wiele wieksza konkurencja na rynku
      pracy. Jestem czasem w Polsce i powiem Wam, ze w porownaniu z Zachodem
      konkurencji na rynku pracy faktycznie NIE MA. Pozdrawiam znad Renu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka