seth.destructor
02.06.07, 16:17
Wlasnie na Onecie przeczytalem raport, w ktorym napisano, ze wg badan polowa
Polakow nie przeczytala ostatnio wiecej niz jednej ksiazki.
I sie dziwie.
Spedzam w internecie 15-20 godzin tygodniowo, calkiem malo, CZYTAJAC, co daje
1200-1600 stron ksiazki w moim tempie.
Moja kolezanka czyta prase kobieca - pare tygodnikow, z ktorych kazdy ma
objetosc przecietnej ksiazki.
Kolega czyta e-booki.
Czy to czyni nas analfabetami? Wg tego sondazu - tak!, w koncu ostatnio nie
przeczytalismy zadnej papierowej ksiazki.
Prawda jest taka, ze Polacy nie maja co czytac. W bibliotekach zalega mnostwo
cegiel z czasow komuny, ktore nadaja sie jedynie dla starszych osob, ktore
sobie w ten sposob przypominaja dziecinstwo oraz snobow, ktorzy czuja sie
dowartosciowani po przeczytaniu tomiszcza, ktore nikt nie tknal od paru lat.
Ministerstwo probuje ratowac sytuacje zmuszajac uczniow do trawienia kanonu
lektur, jednak z aktualnej dyskusji wynika, ze jest to problem. W kanonie
lektur wiekszosc pozycji to archaiczne wielusetstronicowe woluminy,
niestarwne jak skorupy od orzechow, nie dajace zadnej przyjemnosci
wynikajacej z czytania, a jedynie zgryzote i frustracje. Korzystaja jedynie z
tego faktu wydawnictwa, ktore zasypuja ksiegarnie entymi wydaniami lektur
szkolnych oraz polska filmografia, gdyz na kolejna ekranizacje lektury da sie
zapchac tabuny dzieci, ktore wydadza na to pewna kase.
Ciekawe jest takze to, ze sa ksiazki chetnie czytane i kupowane mimo faktu,
ze sa drogie - sa to ksiazki DOBRE, jednak odsadzane od czci i wiary przez
krytykow. Moze ktos pamieta, jak mieszano z blotem "Wladce Pierscieni" dawno
temu, teraz robi sie to z popularnym "Harrym Potterem". O innych po prostu
sie nie mowi... o pani Chmielewskiej na przyklad. Dla wielu polonistek w
szkole chlopak, ktory czyta duzo fantastyki albo dziewczyna, ktora czyta duzo
romansow to zadni czytacze i analfabeci!
Biblioteki nie zachecaja do czytelnictwa. Nie ma pieniedzy na ciekawe
ksiazki, czesto wydaje sie je na encyklopedie, slowniki i albumy, ktore sa
trzymane na specjalnym regale za pania bibliotekarka. A nie sa to rzeczy,
ktore sie czyta, ale z ktorych sie korzysta od czasu do czasu.
Uswiadomcie mi, jak to jest w polskich bibliotekach teraz, w dobie internetu?
W UK, gdzie mieszkam, w bibliotekach jest darmowy internet, platna
wypozyczalnia kaset video i plyt DVD, dostep do wielu pozycji w calej UK,
ktore moga byc sprowadzone na zadanie.
Na koniec ciekawostka: chcialem powiekszyc ksiegozbior Biblioteki
Wojewodzkiej w Gdansku i zanioslem pare wartosciowych ksiazek. NIE PRZYJETO
ICH! Pani powiedziala mi, ze moga je dac komus, albo sprzedac, ale nie moga
ich przyjac na stan, bo im przepisy zabraniaja (podobno dlatego, ze sa to
uzywane ksiazki) Tak samo bylo w Bibliotece Angielskiej na Ogarnej.
I czytelnictwo w Polsce upada, a biblioteki staja sie skansenami...