asystentkaa
15.07.03, 01:47
Zawsze uważałem (i nadal uważam) że za dużo jest dokoła przemocy. Często też
widzę konflikty ciągnące się długo i zaostrzające się podczas gdy każda ze
stron wydaje się mieć rację. Myślę, że często bierze się to z wrogości którą
ludzie okazują sobie już na samym początki konfliktu. Zaprzepaszcza to szansę
na jakikolwiek dialog. Jeśli ktoś na mnie wyskoczy z góry zakładając, że
jestem przygłupem, to mimo całej swojej życzliwości do ludzi nie mam ochoty
na jakiekolwiek tłumaczenia czy wdawanie się w dyskusję.
Postępując zgodnie ze swoimi przekonaniami sam staram się w spornych
kwestiach podejmować dialog zakładając, że mój "przeciwnik" ma swoją godność,
a jego kontrowersyjne dla mnie zachowanie może mieć jakieś rozsądne
przyczyny, o których ja mogę nie mieć bladego pojęcia (nie lubię pochopnego
oceniania ludzi). Z drugiej strony ta druga osoba może nie zdawać sobie
sprawy z uciążliwości swojego zachowania ( wolę komuś bezpośrednio zwrócić
uwagę bo sam odczuwam niechęć do osób, które obnoszą się ze swoim problemem i
obgadują kogoś zamiast załatwić z nim sprawę w cztery oczy).
Tyle tytułem wstępu dla osób, które mnie nie znają osobiście.
A teraz do rzeczy: teoria teorią a życie życiem i nie zawsze problem da się
rozwiązać za pomocą dialogu - chociaż w tym przypadku to nie była wina
błednej teorii, tylko nie spełnienia jednego z jej podstawowych założeń ...
(ale to tylko moja subiektywna ocena). A miarka przebrała się po tym jak
przez otwarty balkon sąsiadów usłyszałem "O, ta kur...a już wisi na balkonie.
No i co z tego, że słyszy?"
A wszystko zaczęło się w miarę niewinnie. Kilka miesięcy temu
przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania (dla nas nowego). Mamy dwójkę
dzieci 10-letnią dziewczynkę i 6-letniego chłopca. Chłopiec jest raczej
niesmiały. Ponieważ opiekuje się nim babcia nie chodzi do przedszkola a na
spacery wychodził zawsze z kimś dorosłym. W nowym miejscu nie ma jeszcze
znajomych poza jednym o rok starszym chłopcem. Córka też ma niewiele
koleżanek. Niedawno przyjechała do nas moja mama i jako jednen z celów
postanowiła sobie usamodzielnienie wnuczka. Wychodząc z nim na podwórko
zagadywała dzieci w jego wieku organizowała im jakieś wspólne zabawy.
Obserwowała też grupę kilkunastoletnich wyrostków (to negatywne określenie
akurat pasuje do osób o których piszę i będę go konsekwętnie używał do
końca), których jedynym zajęciem zdawało się być dokuczanie najmłodszym (a to
zabranie piłki i wrzucenie na sąsiednią posesję, a to podpuszczanie i
przekupywanie jednych przeciw drugim). Pewnego dnia grupka dzieci pod opieką
mojej mamy odkryła kawałki styropianu po telewizorze, każdy dzieciak wziął
ile potrafił unieść i przyniósł na podwórko. Kiedy dzieci były zajęte
układaniem swoich skarbów na schodach przed klatką jeden z wyrostków podszedł
i patrząc jednemu z chłopców w oczy rozdeptał przyniesiony przez niego
styropian. Nic sobie nie robił z tego, że 2 metry od niego stoi osoba
dorosła. Na uwagę mojej mamy
"No ładnie chłopcy. Piękne macie zabawy, tylko pogratulować!!!"
Jeden z nich odpowiedział:
"No i co? I tak nam pani nic nie zrobi."
W mamie się zagotowało (ciekawe zresztą kto by to wziął na spokojnie) ale
opuściła sobie nie chcąc się wdawać w pyskówki.
Następnego dnia po powrocie z pracy dowiedziałem się o kolejnym ekscesie: mój
syn wyszedł na podwórko grać w piłkę, stanął na schodach przed klatką
rozglądając się za jakimś znajomym dzieckiem i wtedy jeden z wyrostków
stojących obok (Jarek) powiedział: "Co się gapisz frajerze? Spieprzaj."
Dziecko wróciło zapłakane do domu i nie chciało już samo wychodzić na dwór.
Tego już było za wiele. Wziąłem syna za rękę i udałem się do rodziców Jarka.
Otworzyła mi matka:
-"Syna nie ma w domu."
-"Czy to jest partner do zabaw, albo konkurencja na podwórku dla pani syna?" -
i pokazałem na małego chudego sześciolata (Jarek ma ok 14 lat i jakieś
175cm) po czym zacytowałem wypowiedź jej syna.
Powiedziałem też, że "nie życzę sobie aby Jarek zaczepiał mojego syna a jeśli
mój syn wyrządzi on jakąś szkodę albo wchodzi komuś w drogę to proszę
zgłaszać uwagi bezpośrednio do mnie."
-"Dobrze. Porozmawiam z synem jak wróci."
C.D.N.
PS
Strasznie to grafomańskie wyszło ;-(
Ciekawe czy ktoś to jeszcze dziś przeczyta.
Ja już się kładę spać, bo padam na twarz a jutro z rana do pracy.
A i przed pracą wpadnę na komisariat do wydziału "dla nieletnich" zobaczymy
co nasza władza na to.
W wolnej chwili dokończę opis sytuacji no i zdam relację z finału.
Pozdrawiam
Roman