Gość: Kazimierz
IP: 213.173.200.*
22.10.03, 13:57
Kibel. Po prostu. Oto scenka rodzajowa, która rozegrała się przed klubem
PLASTIC w sobotę ok. godziny 22.00. Przyjechali do mnie koledzy z Anglii.
Postanowilem oprowadzic ich po warszawskich lokalach i jako, że mieszkam na
Woli - tutaj zaczęliśmy naszą gehennę. Na początku po dwudziestominutowym
spacerze okazało się, że knajpa pt.PIKNIK (www.piknik.waw.pl) nie istnieje. W
powrotną drogę przez las wyruszyliśmy zniesmaczeni i po kolejnych 20-tu
minutach znaleźliśmy się w okolicach domu (Dalibora róg Obozowej). Podjąłem
męską decyzję i brnęliśmy dzielnie dalej przez Wolę do klubu PLASTIC. Łącznie
spacer aż do wrót tego lokalu ("klubu") zajął nam godzinę a było z 5 stopni
Celsjusza.
Przez drzwi klubu wychylił się niemiły pan i powiedział a właściwie rzucił w
naszym kierunku: "W adidasach nie wpuszczamy.". Adidasów nie miał nikt.
Kolega z UK miał na sobie buty typu "trecking" firmy NIKE. Poza tym byłem ja,
moja Ukochana, kolega od nas i dwóch zagramanicznych gości. I co? Przepraszam
za wyrażenie, ale "ch...w sto"! Nie weszliśmy do lokalu, który się szeroko
reklamuje na lewo i prawo. Żadne z nas nie jest łyse, nikt nie był ubrany na
sportowo. Ot tak niemiły pan sprowokował tę oto wypowiedź na podstawie
rasistowskich zapędów i podziału ludzi na tych ok i tych nie ok. Czy to ok?
NIE POLECAM KLUBU PLASTIC - SZKODA CZASU NA PODRÓŻ. Klamkę to mogę sobie w
kiblu pocałować.